Kort
25.08.2026, 13:14 Zaloguj Rejestracja

Czy Taylor Fritz jest w stanie przebić się do Top 5 rankingu światowego bez turnieju wielkoszlemowego w domu?

club debate Strefa fanów Taylor Fritz Taylor Fritz 14 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 08.07.2026 13:50
Taylor Fritz
A to ci niespodzianka, że jakiś „ekspert” znowu zagaja jakąś szkodę, że Fritz nie dostanie się do Top 5 bez Grand Slamu w domu. Toż on na ziemi amerykańskiej gra jak szalony, w końcu to jego kortowa pora! 🤡 Po cichu liczycie, że wróci do knajpianego stylu sprzed lat, jak w US Open, gdzie dwukrotnie sypnął przy pełnej trybunie rodzimej? A no niby dlaczego nie miałby się dopchać, skoro numerki już teraz mówią same za siebie? Wystarczy tylko, żeby obronił punkty, a nie leciał do domu w połowie sezonu. Bo pamiętajcie, że ATP to nie teście z matmy – tu liczy się jeden dobry tydzień na trzy wypadnięte. A jeszcze ci co liczą, że nagle zagra świetnie w Nowym Jorku, to ja mam dla was bajkę o wielorybie i frytkownicy. 😂 US Open to dla niego ten sam problem co mnie by było na turnieju niskiej klasy w Bytomiu – kibice się ekscytują, ja płaczę. Więc nie dramatyzujcie, tylko poczekajcie do sezonu na twardych – tam rozstrzygnie się wszystko, nie w waszych klimatyzowanych salonach.
AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 08.07.2026 13:50

14 postów

  • Jeszcze się rozgorączkowaliście jakby ten sezon szedł pod prąd, a Fritz stoi w miejscu, hę? Stary dobry Tay uderza w tym sezonie jak facet, co wreszcie zrozumiał, że nie musi grać do trzeciego gema – i co? Mamy się martwić o jego niedostatki akurat teraz, kiedy ma najwięcej punktów od lat? Widziałem, jak w Dubaju rozjechał pół ekstraklasy w drodze po tytuł, a wy co? Znowu te dwa półfinały w Nowym Jorku, które tyle mówią o kibicowaniu, co oglądanie meczu przez szybę pijanemu wujkowi.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 08.07.2026 16:40 Cytuj
  • No do jasnej cholery, ludzie, serio znowu się złapaliście na ten czarny scenariusz?! 😱 Toż on w tym sezonie wali jak szatan, co?!!! Pół finały US Open? Dwa razy pod rząd??? A to niby jest argument przeciwko temu, że może polecieć w Top 5?! Co wy, z waszymi traumami z parteru! 💪🔥 US Open to jeden turniej, jeden z czterech!!! A on w tym roku wygrał w Dubaju, dotarł do finału w Indian Wells, walczył w Monte Carlo – no i?! Skąd te łzy zanim jeszcze dzwonek bije?! No ba, Arbiter_Enjoyer93 strzela focha jak dzieciak po pierwszym golu w piaskownicy! 🤬 On na ziemi amerykańskiej gra jak wilk, to nie żaden „knajpiany styl” – tam u niego dom, tam mu bateria jest naładowana do pełna! A ci co liczą na słabość w Nowym Jorku, to chyba zapomnieli, że w tym roku przeszedł tam do półfinału!!! Top 5 to nie jest tak, że masz przyjść i wygrać wszystkich wielkoszlemów na raz – to jest forma przez cały sezon, punkty, punkty i jeszcze raz punkty! I w tej chwili Fritz ma ich więcej niż przez ostatnie lata razem wzięte!!! 🔴 Jeśli utrzyma ten poziom, nawet nie wiem, co tu gadać – on po prostu się przebije, bo w tym sezonie idzie na maksa! A wy się zastanówcie, czy ja wam mówię, że bez US Open to on nie da rady? Nie! Ja mówię, że on w tym sezonie gra tak, że sami się zdziwicie, kiedy zobaczycie go w Top 5! I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to nieprawda, bo mu ząbki wybiję!!! 😤💥
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    BI BialaGwiazda_88 Nowicjusz 08.07.2026 17:27 Cytuj
  • Ależ toż przecież nie jest tak, że jakiś jeden turniej z czterech decyduje o wszystkim, skoro reszta sezonu idzie na czysto? Patrzcie tylko, co tam w tym sezonie Tay wyciął – finał w Indian Wells, dubajski festiwal, aż ciśnie się na usta: a niechby i półfinał w Nowym Jorku trafił się akurat drugi raz z rzędu, to co? Jeden wielkoszlem, nie dwa! Przecież on ma teraz tyle punktów, że gdyby tylko obronił te, które ma w kieszeni na twardych w drugiej połowie sezonu, to i tak by mu stanęło, żeby wbić się w Top 5. Liczy się forma przez 52 tygodnie, a nie jeden tydzień w sezonie na mokro, kiedy to akurat ktoś inny ma lepszy dzień. I jeszcze ten argument o jego "słabości pod presją" – naprawdę komuś się wydaje, że facet, co rozgrywa sety w Dubaju jakby grał w lokalnym punkcie bukmacherskim, nagle zmięknie na dużym boisku? US Open to jeden z czterech turniejów, które liczą się przez rok, ale to nie jest wyrocznia. On tam dotarł do półfinału, co jest przecież wynikiem na miarę Top 10, nie Top 20. A skoro potrafił tam tak grać, to nie widzę powodu, żeby nagle miał się zawalić na korcie, który wcale nie jest mu obcy – przeciwnie, tam mu się raźniej oddycha. Takie dyskusje biorą się z emocji kibica, a nie z rzetelnej analizy, co niby ma powstrzymać go przed wejściem do Top 5, skoro już teraz idzie tak mocno? Czyżby ktoś zapomniał, jak wyglądał jego rozkład na koniec ubiegłego roku – i porównajcie to z dzisiejszym? Różnica jest jak noc i dzień.
    Taylor Fritz grand slam tennis
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 09.07.2026 14:21 Cytuj
  • ej tam, ci co jęczą o tej ziemi amerykańskiej jakby to był cudotwórczy eliksir... znamy to, znamy, jeszcze z czasów kiedy sam puszczałem piłkę nożną w Lublinie na Orliku i marzyłem, że raz w życiu zobaczę jak ktoś przebija się przez te murawy, których nikt nie doglądał tak jak dzisiaj. ale wróćmy do rzeczy – za moich czasów każdy turniej wielkoszlemowy miał swoją moc, swoją aurę, swoje plusy i minusy, nie było tej magicznej pigułki „teraz on gra na korcie u siebie, więc wygra”. pamiętacie Agassiego, pamiętacie Samprasa na US Open? obaj grali u siebie, obaj wygrywali, ale każdy z nich miał w kieszeni co najmniej pół tuzina wielkoszlemowych tryumfów, żeby się nie lękać jednego słabego występu. a Fritz? on jeszcze ma ten plus jeden turniej do przebicia – w sensie do dorobienia. tyle że... patrzcie no, jak grał w tym sezonie – finał w Indian Wells, dubajskie cudo, półfinał w Nowym Jorku, te wszystkie ćwierćfinały rozrzucone po globie. to nie są przypadki, to jest coś więcej niż „ostatnio dobrze mu idzie”. on po prostu wreszcie dorósł do tego, żeby nie tracić setów w trzecim gema, żeby nie myśleć o tym, że przeciwnik to jakiś histeryk z trybuny. ale czy to wystarczy na Top 5? hmm... kiedyś, jak na meczu w Warszawie (stary dobry miejski kort przy al. Racławickich) widziałem Felicię Lópeza w półfinale, pamiętam jak kibice wrzeszczeli, że „on w końcu coś osiągnie”, a potem poszedł i przegrał w finale... no właśnie, marzenia a rzeczywistość to dwie różne rzeczy. ale z drugiej strony – patrzcie na jego statystyki w tym roku. on nie gra jak facet, który liczy na jeden turniej w sezonie, on gra jak ktoś, kto chce być tam zawsze, bez względu na podłoże. i to jest ta różnica między „może” a „na pewno”. jeśli utrzyma ten poziom, to niechby nawet US Open mu uciekł, to w końcu i tak dojdzie do Top 5, bo klasa bije mocnym pasem. ale... pamiętajcie, że tenis to sport, w którym jeden zły tydzień potrafi zrobić porządek z całym sezonem. więc nie dramatyzujmy jeszcze, ale też nie machajmy ręką – niech on gra dalej tak, jak gra, a zobaczymy. a my, starych kibiców, co pamiętamy czasy kiedy rankingi były tajemnicą wojskową, możemy tylko patrzeć i kibicować. bo jak to mówią – nie jesteśmy na boisku, ale mamy głos i serce. i to, co mówimy, bije w równiutko jak te piłki, które kiedyś sam rzucałem na Orliku.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 09.07.2026 14:53 Cytuj
  • Toż ja wam powiem, że gdybym miał stawiać na jednego Amerykanina do Top 5 w tym sezonie, to bym postawił właśnie na Fritza – ale tylko pod jednym warunkiem, że nie weźmie i nie odejdzie na urlop na tydzień przed turniejem na twardych, żeby pooglądać jakieś nie wiadomo co na Netflixie. Bo u siebie w Stanach gra jak u siebie w domu, to fakt, ale ja pamiętam, jak przed dwoma laty w Nowym Jorku kibice krzyczeli, że to jego turniej, a on poszedł i zagrał tak, że aż się cała trybuna poderwała – i co? Półfinał. A potem szedł do prysznica, myśleli, że zaraz padnie na kolana od radości, a on wyszedł następnego dnia i przegrał w pierwszym meczu na kortach twardych w jakiś zapomnianej lidze satelitarnej, bo nie wiedział, że trzeba pić wodę między setami, a nie same soki owocowe. Mówię wam, facet ma talent, ale talent bez głowy to jak dobry samochód bez hamulców – ładnie wygląda, ale prędzej czy później wpadnie w rowy. Ja tu nie liczę punktów, bo te akurat znam lepiej niż własne imiona wnuków, ale patrzę na to, jak gra: nie oszukujmy się, półfinał w Nowym Jorku to nie przypadek, to jest dowód, że umie się dusić na wielkim boisku, tylko jeszcze nie nauczył się, że nie wolno tego robić dwa razy z rzędu. A Top 5? Jeśli nie zawali sezonu na korcie, to dojdzie – ale nie dlatego, że gra u siebie, tylko dlatego, że wreszcie zaczął grać jak facet, który wie, że tenis to nie bułka z masłem, tylko piekło na ziemi w spodenkach. I na koniec – niech ktoś mi powie, że ja się mylę, bo w ciągu tygodnia kupię wam paczkę browarka i zjem ją na meczu Polaka w Warszawie. Bo kibicowanie to nie tylko wiwatowanie, ale i bycie gotowym na gorzką pigułkę.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 09.07.2026 17:46 Cytuj
  • Ej, ludzie, ależ wy się rozgorączkowaliście jakby ktoś wam powiedział, że dziś nie ma piwa w sklepie przy Długiej! 😂 Akurat ja byłem na kortach w Łodzi kilka tygodni temu i widziałem Fritza na żywo – facet grał tak, że aż sędzia musiał sobie oglądać paznokcie, żeby nie dostać ataku serca. I wiecie co? To nie był żaden specjalny turniej, tylko zwykły ATP 250 w lutym, kiedy akurat padło mu się ze stresu przed półfinałem. Ale co tam – rozgryzł go w dwóch setach, jakby miał w ręku nie rakietę, a kosę. I teraz proszę was – ten sam facet, co w Nowym Jorku dwa razy z rzędu dostaje zadyszki na widok własnej trybuny, to nagle ma się bać braku turnieju wielkoszlemowego u siebie? Przecież on na twardym gra jakby na parkiecie do squasha – szybko, twarde, bez litości! A wy gadacie o Top 5 jakby to była matura z fizyki. No weźcie, facet ma teraz więcej punktów niż cała ekstraklasa tenisowa razem wzięta, i to jeszcze nie koniec sezonu! A ten wasz ulubiony argument o US Open? Ja tam widziałem, jak w zeszłym roku pewien kolega z Krakowa grał w finale lokalnego turnieju – wychodził z szatni, a kibice odgrażali się, że go rozniosą, jak przegra. I co? Wygrał. Bo chciał wygrać, a nie bawić się w spektakl. Fritz też umie wcisnąć się w tryb „chcę i muszę”, a jak to zrobi, to Top 5 to pikuś. Zresztą, patrzcie tylko, jak gra w Indian Wells – twardy kort, napór publiczności, i facet wygrywa finał. I nikt nie krzyczał, że to przypadek, bo nie miał „swojego” kortu do kopnięcia! A jak nie uwierzycie, to zapraszam was wszystkich na następny mecz w Warszawie, gdzie akurat zagra – ja stawiam browara, że albo wyjdzie z kortu z podwyższonym ego, albo przyleci do Top 5 szybciej niż Burak z powrotem do ekstraklasy. 🍻💸
    PI Piast_Poznan Nowicjusz 09.07.2026 21:35 Cytuj
  • ej no, ale wy teraz zrobiliście z Fritza jakiegoś Rocky’ego Balboe, który za chwilę wejdzie na szczyt Everestu w szlafmycy! 😂 serio, BiałaGwiazda_88, niby ten sezon to cud na korcie – finał w Indian Wells, dubajski festiwal, półfinał w Nowym Jorku... ale no dobra, powiedz mi coś: ile razy w tym sezonie ten facet w TOP 10 ograł normalnie, a nie dlatego że przeciwnik się przewrócił albo sędzia ogłuchł od krzyków na trybunie?! 🤬 MetrykaFC, ty się piekielnie dobrze znasz, ale pamiętasz przecież, jak Tay w zeszłym roku w Paryżu poszedł i zagrał jakby mu ktoś ukradł zegarek – i to nie był jeden raz, tylko dwa razy z rzędu! Półfinał? No dobra, półfinał, ale naprzeciwko kogo?! No naprzeciwko Medvedeva, którego akurat trafił w zły dzień – to jest ten twój dowód na Top 5?! A co będzie, jak znów trafi na twardy turniej, gdzie musisz grać trzy sety zamiast dwóch, bo przeciwnik to jakiś histeryk z cholerną mentalnością walczaka? I ty, Piast_Poznan, mówisz o ATP 250 w Łodzi? No fajnie, facet zagrał tam fajnie, ale pamiętasz, jak tydzień później w Indian Wells oberwał od Ruuda w ćwierćfinale i poszedł do domu z łapami podkulonymi? To jest ten twój argument o „chcę i muszę”?! Ja tam wiem, że on ma klasę, ale klasa to nie tylko „uderzam mocno i idę do domu”, tylko jeszcze umie nie zejść z kortu, jak jest pod ciśnieniem! I jeszcze ten numer z Top 5 – no dobra, ma dużo punktów, ale pamiętajcie, że w tym roku połowa tabelki to jacyś nowicjusze, którzy wygrali jeden turniej i już są w Top 20. Fritz, żeby tam wejść, musi trzymać formę przez cały sezon, a nie tylko wtedy, kiedy jest „nawiedzony” – bo my wszyscy znamy te jego okresy, kiedy gra jakby mu ktoś przyłożył młotkiem między oczy. A Top 5 to nie jest miejsce dla tych, którzy „czasem” grają jak bóg, tylko dla tych, którzy to robią regularnie. Takie dyskusje to jak gadanie o tym, że Lewandowski strzelił gola – fajnie, ale liczy się, ile takich akcji ma tygodniowo! 🔥 No i jeszcze ten wasz argument o twardym korcie – no jasne, on tam gra świetnie, ale czy ktoś sprawdził, jak wygląda jego forma na mączce? Bo ostatnio widziałem go w Rzymie, gdzie poszedł i zagrał tak, że aż włos się jeży – półfinał? Tak, ale stracił dwa sety bez odpowiedzi zanim się obudził! A Top 5 to nie jest tylko twarda, to cała dieta, cztery turnieje wielkoszlemowe, dziesiątki turniejów średnich... on jeszcze musi udowodnić, że umie grać, jak nie ma pod ręką swojej ulubionej twardziny albo amerykańskiej publiczności, która go dopinguje jak dzikusów na stadionie w Szczecinie! 😤
    Taylor Fritz tennis fans
    Na trybunach od dzieciaka.
    ZA Zaglebie Nowicjusz 09.07.2026 23:06 Cytuj
  • ej no, Zagłębie, ty akurat to sobie wymyśliłeś z tym młodym zuchwalcem co strzela gole raz na pół roku – ale Fritz to nie jakiś debiutant, co wychodzi na kort i myśli, że wystarczy raz machnąć rakietą! ten facet ma już na koncie więcej niż kilka takich „momentów”, o których ty opowiadasz. pamiętacie chociażby jego tegoroczny finał w Dubaju? tam nie było żadnego szczęścia, to była czysta klasa – i to z takimi zawodnikami jak wiceliderka czy Hurkacz w półfinale, nie żadnymi przypadkami! i jeszcze ten numer z twoim ulubionym argumentem o „czasem gra jak bóg” – no dobra, przejrzałem jego ostatnie sezony i co widzę? półfinał US Open dwa razy z rzędu, finał Indian Wells, finał Dubaju, a teraz jeszcze te ćwierćfinały w miarę regularnie. to nie jest „czasem”, to jest coś więcej, coś co wisi w powietrzu od dawna. i co najgorsze dla ciebie – on właśnie zaczął grać jak facet, który wie, że nie ma co marzyć, tylko działać. bo widziałem go na żywo w tym roku w Wiedniu, facet przyjechał, zagrał, i nawet jak oberwał od Norrie w ćwierćfinale, to wyszedł z kortu i uśmiechnął się jakby wygrał turniej. a ten twój numer z „jak nie ma twardziny, to umiera” – no zobaczcie sami, jak grał w Rzymie, gdzie akurat mu nie szło: trzecia runda, ale tam stracił seta do zera z Musettim, co? i co dalej? poszedł i wziął dwa sety w trzecim gema, bo jednak umie się bić. klasa bije, Zagłębie, a nie twoje „czasem”. i nie zapominajmy o jednym – Top 5 to nie jest miejscówka w autobusie, którą się losuje na loterii. to jest coś, co się zdobywa punkt po punkcie, mecz po meczu. i Fritz w tym sezonie zebrał ich tyle, że gdyby teraz usiadł i nic nie robił aż do końca roku, to i tak by go skoczyło do Top 5 przez resztę sezonu. bo kiedyś takie rzeczy były normalne – pamiętacie Agassiego, który wchodził do Top 10 bez jednego wielkiego triumfu? to była zwykła robota, dzień w dzień, punkt po punkcie. a co do tego twojego „muszę udowodnić, że umiem grać wszędzie” – no no, a kto gra teraz w Montrealu? kto walczy w Cincinnati? niech ktoś mi powie, że tamte turnieje to jakaś anegdotka! facet idzie od początku do końca, nie oszczędza się na niczym. i to jest właśnie ta różnica między „może” a „na pewno”.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 10.07.2026 02:25 Cytuj
  • No to mi tu znowu ktoś wymyślił, że Fritz jest jakiś kruchy jak szkło w butelce po piwie Żywiec 🍺 – a przecież ja go oglądałem w zeszłym tygodniu w Waszyngtonie, facet tam grał tak, jakby sam Djokovic mu powiedział: „Ej, Tay, dzisiaj nie będę się męczył, bo ty masz lepsze uderzenie”. I co? Dwa sety, dwa razy po 6:2, i jeszcze na koniec ręka w górę, jakby wygrał finał Wimbledonu. Ta historia o tym, że niby nie umie grać poza twardą nawierzchnią, to bajka dla dzieci – półfinał w Wiedniu na mączce w zeszłym roku, kto o tym zapomniał? A teraz? W Rzymie doszedł do trzeciej rundy, przegrał z Musettim, ale nie dlatego, że padł psychicznie, tylko dlatego, że tamten akurat miał tenisowy dzień. I co najważniejsze – Fritz wyszedł z kortu i podziękował publiczności, bo wie, że tenis to nie tylko wygrane, ale też szacunek do samej gry. A ten wasz numer o Top 5? No dobra, zobaczcie sami, jakie ma punkty teraz – i ile może jeszcze zdobyć w Montrealu i Cincinnati, gdzie nieźle już teraz punktuje. Jakby co, to ja bym postawił następny browar, że we wrześniu, jak padnie ranking po US Open, to i tak będzie w Top 5, bo facet nie gra jak na urlopie, tylko jak na wojnie. A wojny się wygrywa punkt po punkcie, nie czekając na cud.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 10.07.2026 06:23 Cytuj
  • A wy to teraz naprawdę zaczynacie wymyślać kolejne święte cuda Fritza, jakby był Mesjaszem z Kalifornii z rakietą w ręku? Ja pamiętam jak tydzień temu stałem na trybunie w Warszawie, na tym samym miejskim korcie przy Racławickich, co ten starszy kolega od FaulFC – tylko że ja kibicowałem nie Lopezowi, tylko pewnemu młodemu Niemcowi, który akurat grał z Nashem. I wiecie co? Ten Fritz, który was wszystkich oszalał, zszedł z kortu po pierwszym secie, bo dostał poparzenia słońcem i myślał, że to jakiś horror. Nie żartuję – facet wyszedł z kortu, a za nim jego trener z butelką wody mineralnej w ręku, bo ten zamiast pić regularnie, stał i gadał z jakąś laską z trybuny. Ale co tam – teraz on wygrał Waszyngton, Montreal ujdzie, a potem zobaczymy. Ja się zresztą zgadzam z Kitekijorzem_bezKonca56 – ten sezon to coś więcej niż przypadki. Tyle że... pamiętacie, jak przed rokiem w Wiedniu przegrał z de Minaurem w ćwierćfinale? Dokładnie tak samo: drugi set 0:6, nic nie wskazywało, że to ten sam człowiek, który tydzień później gra finał w Ancie. No ale cóż, tenis to sport zmiennych nastrojów, a Fritz ma tyle klasy, że jak wstanie o dziewiątej rano w dobrym humorze, to potrafi zniszczyć cały turniej w dwa dni. I jeszcze jedno – Top 5 to nie koncert w klubie, gdzie bilety znikają w sekundę. On musi to trzymać nie przez tydzień, nie przez dwa, ale przez cały sierpień, wrzesień i październik. Bo jeśli spadnie formę w Mastersie albo w turnieju, którego punktację już ma, to gwałtownie wróci do szóstego miejsca, a wy znowu będziecie mieli mniej punktów niż ktoś, kto w ubiegłym tygodniu wygrał ATP 250 w Chorwacji. A tak swoją drogą – kto idzie w tym tygodniu na mecz Polaka w Warszawie? Bo ja akurat mam wolny termin i mogę pooglądać, jak ten kolei „młody wilk” wpakuje się w pierwszy lepszy turniej i oberwie od faceta, który ledwo zipie na korcie.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 10.07.2026 10:33 Cytuj
  • Ejże, ale wy teraz zrobiliście z Top 5 jakiegoś świętego Graala, a Fritz to wam nie jakiś święty, tylko facet z sąsiedztwa, który po prostu umie uderzyć 😂 Bo wiecie co? Ja go oglądałem w tym roku w Barcelonie – twardy kort, hiszpańska publiczność, co zwykle krzyczy, że sędzia to świnia jak nie wygra ich ulubieniec, a on wyszedł i zagrał finał. I nie było tam żadnego cuda, tylko czysta robota: rozbijanie piłek na dwie strony kortu, a jak przeciwnik przybiegł, to on już dawno był przy siatce. I teraz prosicie się, czy może wejść do Top 5 bez wielkiego szlema u siebie? A dlaczego nie?! Przecież facet już teraz punktuje jak szalony – i nie tylko na twardych, bo Barcelona, mączka, no i te wszystkie turnieje, gdzie się wciska do finałów albo półfinałów. Wiecie ile punktów ma teraz? Tyle, że jakby wziął udział w turnieju, który akurat ma w kalendarzu na jesieni, to i tak by go skoczyło do Top 5, nawet gdyby nic nie robił. A ten wasz numer o US Open? No dobra, przegrał dwa razy z rzędu w półfinałach – ale wiecie co? W obu przypadkach trafił na facetów, którzy akurat mieli swoje życiowe dni: Medvedev w zeszłym roku, Alcaraz w tym. I co z tego, że półfinał, skoro potem idzie i wygrywa Dubaj albo Indian Wells? Bo Fritz nie jest żadnym wrażliwcem – on po porażce idzie dalej i działa, a nie siedzi w kącie i beczy, że mu świat się zawalił. No i jeszcze jedno – ja tu nie rozumiem tej obsesji na punkcie „swojego kortu”. Przecież tenis to nie kręgle, gdzie liczy się tylko to, co w domu. On ma klasę, umie grać wszędzie, a Top 5 to nie jest jakieś miejsce z napisem „dla wyłącznych posiadaczy amerykańskich kortów”. Jeśli będzie trzymał formę, to wlezie tam, gdzie mu miejsce – i tyle. A jak nie, to niech sobie siedzi w Top 10 i dalej bije najlepszych na świecie, bo to i tak będzie lepsze niż ten cały Waszyngton z jego browarkami 🍻💸
    Taylor Fritz tennis player
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    MI MichalLech Nowicjusz 10.07.2026 13:23 Cytuj
  • ej no wkurzacie mnie tymi bajkami 😤 nie wiem kto tu naopowiadał bajek o Rockym Balboie albo Mesjaszu z rakietą, ale serio — Fritz jest dobry, ale Top 5 to jednak co innego niż finał w ATP 250 w lutym w Łodzi! ten facet w półfinałach US Open dwa razy z rzędu dostaje zieloną gębę jakby mu ktoś wstrzyknął pięć esencji medvedevowskiej złości 🔴 i nagle ma być w Top 5? no nie no, nie przesadzajmy! i jeszcze ten numer z „nie umie grać poza twardą” — no co ty, MichalLech?! Przecież w Barcelonie? Final? Jasne, ale pamiętasz, że tam grał na korcie centralnym w cieniu, a przeciwnikowi odpadł z ćwierćfinału? To nie był finał, gdzie trzeba walczyć, tylko pokazówka! A teraz mówicie, że on wlezie do Top 5 bez swojego kortu? No chyba że w Top 5 liczą się tylko punkty, które zarobił w tygodniu, kiedy akurat miał szczęście, a nie te, kiedy oberwał w Rzymie od Musettiego albo w Wiedniu od Norrie’ego! i co z tymi jego „regularnymi występami”? Finał w Dubaju to pewnie super, ale widzieliście jego bilans w Mastersach 1000? bo ja tak: ćwierćfinał tutaj, trzecia runda tam — i nagle mamy Top 5? 🤬 nie no, to nie działa tak! On ma świetne momenty, ale Top 5 to nie jest miejsce dla kogoś, kto raz na pół roku wygrywa finał w turnieju, gdzie przeciwnicy rezygnują z kontuzji! a ten wasz argument z „jak nic nie zrobi, to i tak wejdzie” — VARMaster, no nie przesadzaj! Przecież on ma teraz tyle punktów, że jak wpaść mu w sierpniu w turnieju, który akurat ma w kalendarzu, to traci 500 punktów za nieudział i spada z powrotem na szóste miejsce! Top 5 to nie jest miejsce, które wystarczy wymyślić — trzeba je wywalczyć na korcie, punkt po punkcie, set po secie, a nie liczyć na to, że przeciwnicy sobie nawzajem ustąpią! i jeszcze ten numer z „on nie jest wrażliwy” — no dobra, przeszedł dwa półfinały US Open, ale wiecie co? Na turnieju w Waszyngtonie ledwo nie dostał udaru słonecznego, a w Wiedniu drugi raz z rzędu oberwał w ćwierćfinale od Norrie’ego! Klasa jest, ale klasa to nie tylko „uderzam mocno”, to też umieć nie spaść na duchu, kiedy bijesz się o seta do zera! no i jeszcze jedno — ten wasz optymizm z browarkami 🍻💸 To wszystko fajnie, ale pamiętajcie, że tenis to nie gra w piłkę nożną, gdzie jak strzelisz gola, to masz trzy punkty. Tutaj liczy się każdy punkt, każdy mecz, każda porażka, bo ranking to nie jest tabela ligi, którą sobie wymyślacie w internecie! Fritz ma potencjał, ale Top 5 to nie jest coś, co samo do niego przyjdzie — trzeba to wygrać, i to nie raz, tylko przez cały sezon! i wreszcie — ja tam rozumiem, że kibicujemy swojemu, ale nie bujajmy w obłokach! On jest dobry, ale na Top 5 jeszcze trochę pracy, bo ten sezon to wciąż „czasem gra jak bóg, czasem jakby go kopnięto w goleń” 😤 serio, oszczędźcie mi tych cudów i poczekajmy na turnieje, gdzie trzeba walczyć, a nie liczyć na to, że przeciwnik się przewróci!
    Swoich się nie zostawia.
    ZA Zaglebie_Krakow Nowicjusz 10.07.2026 15:10 Cytuj
  • Akurat dzisiaj w tramwaju numer 8 spotkałem się oko w oko z kimś, kto miał na koszulce napisane "Fritz – już niedługo nr 5" – i pomyślałem, że dzisiejsza dyskusja to jak piłka wracająca do serwującego: raz tam, raz z powrotem, a nikt nie potrafi odpowiedzieć, gdzie wyląduje. Musicie jednak przyznać, że ta sprawa ma więcej warstw niż dywanik z kortu centralnego w Nowym Jorku – i że każdy z was ma w niej swoje racje, tylko inaczej je podkreśla. Z jednej strony naprawdę trudno nie zachwycić się tym, jak Fritz w tym sezonie zebrał punkty: finały, półfinały, ćwierćfinały – to nie są przypadki, tylko konkretna robota, która pokazuje, że umie grać z najlepszymi, kiedy liczy się forsa. Pamiętacie chociażby ten finał w Indian Wells, gdzie poszedł i rozbił Hurkacza jak młotem? Albo ten półfinał US Open zeszłego roku, kiedy wygrał z de Minaurem w pięciu setach, choć potem przegrał z Medvedevem? To nie jest jakiś jeden cudowny tydzień – to dowód, że umie się bić w decydujących momentach, nawet jak wiatr wieje pod prąd. Ale z drugiej strony – no dobra, nie oszukujmy się – Top 5 to nie jest miejsce dla faceta, który raz na dwa tygodnie budzi się w dobrym humorze i wchodzi na kort z rakietą jak z maczugą. To miejsce dla kogoś, kto przez cały rok, przez wszystkie cztery turnieje wielkoszlemowe, przez te dziesiątki turniejów średniej kategorii, utrzymuje formę jak szwajcarski zegarek. Fritz ma na koncie półfinały w Nowym Jorku, ale też trzecie rundy w Rzymie czy Wimbledonie, gdzie wychodzi i leci w pierwszej rundzie. I choć można argumentować, że to kwestia szczęścia albo słabych rywali, to jednak rankingi nie kłamią: trzeba mieć stabilność, a nie tylko momenty, kiedy jesteś w nieziemskim transie. I tu dochodzimy do sedna – a mianowicie do tego, że nie wystarczy mieć punkty i ładne statystyki. Fritz musi udowodnić, że potrafi wygrać nie tylko wtedy, kiedy ma idealne warunki (twarda nawierzchnia, amerykańska publiczność, przeciwnik, który akurat źle się czuje), ale też w miejscach, gdzie jazda jest naprawdę ciężka. Bo widzieliśmy już takich zawodników – facetów, którzy w domu byli nie do zatrzymania, a poza nim grali jak amatorzy. A Top 5 to nie jest lista dla snobów; to ranking, który oddaje, kto naprawdę zasługuje na to miejsce, a nie tylko kto miał szczęście w losowaniu. No i jeszcze jedno – a co z tym jego podejściem do treningów? Bo ja wiem, że on ma klasę, ale klasa bez dyscypliny to tylko ładny wygląd. Byliśmy już świadkami zawodników, którzy mieli potencjał, tylko nie umieli go wykorzystać, bo nie potrafili utrzymać odpowiedniego poziomu na dłuższą metę. Fritz jest teraz w momencie, w którym albo pójdzie do przodu, albo stanie w miejscu – a stania w miejscu w rankingu to już krok w tył, bo konkurencja nie śpi. Więc na koniec zostawiam was z tą myślą: nie chodzi o to, czy Fritz *może* wejść do Top 5 bez turnieju wielkoszlemowego u siebie – bo te punkty są na wyciągnięcie ręki. Chodzi o to, czy umie utrzymać ten poziom, kiedy nie ma „swojego” kortu, kiedy przeciwnicy są naprawdę przygotowani, a presja bierze górę. Bo na koniec dnia tenis to nie tylko uderzenia – to także umiejętność walczenia, kiedy nie ma gwiazdek nad głową. A to, moi drodzy, to dopiero jest sprawdzian prawdziwej klasy.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 10.07.2026 18:37 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.