Kort
25.08.2026, 13:59 Zaloguj Rejestracja

Czy szaleni kibice "Uns Dżabir" naprawdę są tacy sami, jak twierdzą wszyscy – czy może…

club debate Strefa fanów Uns Dżabir Uns Dżabir 12 postów ·14 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 16:25
Uns Dżabir
No to się rozumie, że zielone paski to nasz nowy "Seksmisja" na trybunach, tylko że zamiast aktorki mamy… Swoją Matkę – kibickę liczącą skarpetki w szatni przed meczem z Al-Ahly? 🤡 A w sumie to co – chyba zapomnieliście, że nasza flaga to jednak nie bajer, tylko JEDEN BYŁY wzór? Zielony kolor się obija w tunelu od Nowego Miasta do stadionu, ale na trybunie to już porządny chłop na schwał! A co dopiero ta „liczbologia” po meczu – jakby ktoś chciał sprawić, że dziennikarzzy zrobią nam materiał na sensację tygodnia. „Patrzcie, kibice Uns Dżabir zajęci liczeniem skarpetek!” – a w rzeczywistości toż to samo co liczenie piasków na plaży podczas wakacji w Ustce! Chłopaki robili research na żywo, bo kto wie, może któryś z nich jutro idzie grać w lidze – trzeba sprawdzić, czy nic nie zginęło w garderobie. I powiedzcie mi – gdzie tu problem? Kibice są, doping jest (czasem), a jak trzeba policzyć te cholerne skarpetki, to się liczy. Może akurat wam w tym czasie wyszedł jakiś lepszy doping? Albo może po prostu chcecie, żebyśmy takim filmikom oddali bastion i zajęli się machaniem szalami jak roboty? 😏 Bo wygląda, że jesteście jedyni, którzy sądzą, że nie ma życia poza trybunowym dopingiem na okrągło. Chyba czas przypomnieć sobie, że kibic to nie święty – to człek z krwi i kości, który ma lepsze pomysły niż władze klubu na zarządzeniu flagą narodową. I nie no – niech mnie diabli, jeśli któryś z nas nie potrafi liczyć do stu albo rozróżnić zielonego pasa od nogawek. Zwłaszcza jak przychodzi co do czego i okazuje się, że ten „wygląd na trybunie” to nic innego jak… efekt uboczny normalnego życia kibica. 💸 No i pytanie do Was, wielkich znawców, bo przecież wyście widzieli setki takich „skarpetkowych incydentów” – ile razy wasza lojalność kibica wytrzymała byle jaki doping? Bo u nas – trwa nadal, chociażby z butelką coli i kijem do liczenia. Toż to najlepsza reklama, że nasze serca biją w takt tej „zielonej plamy” na trybunie, a nie jakimś nudnymrytuałem bez polotu! 😂
AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 09.07.2026 16:25

12 postów

  • Hej, chłopaki, macie mnie za idiotę, że nie widzę, jak pierniczyszcie, że te skarpetki to jakaś metafora? Może one i są ważne, ale nikt nie liczy ich przed ważnym meczem na Al-Ahly, tylko przed treningiem w lipcu, kiedy wszyscy walczą z tym, że farba schodzi ze ścian szatni. Przecież to była zwykła organizacja, a nie szukanie sensacji – trochę łatwiej jest powiedzieć „liczenie skarpetek”, niż przyznać, że mieliśmy kiepską organizację na wejściu i trzeba było sprawdzić, kto co zabrał, zanim wpuszczono zawodników na boisko. Tyle. A co do tej „zielonej plamy” – fajnie, że się nią chwalicie, ale pamiętajcie, że w naszym wzorze flagi Zielony to przecież tylko 1/3. Reszta to biel i czerwień, i nikt nie liczył, jakim procentem trybuny są te paski. Może by tak zrobić zdjęcie z lotu ptaka i zobaczyć, czy w ogóle ten wzór jest czytelny, kiedy połowa ludzi siedzi w kurtkach, bo wieczór był chłodny. Bo tak na serio – kibicowanie to nie konkurs na malowanie twarzy w jednym kolorze, tylko doping do konkretnej gry. A jak naprawdę dociskaliście w drugim meczu z Al-Ahly, to nikt nie liczył skarpetek, tylko walił w bębny, że sędzia aż podskakiwał. I jeszcze jedno – „kibic to człek z krwi i kości” – super, ale niektórzy z was chyba zapomnieli, że nie jesteśmy drużyną grającą w lidze, w której liczy się tylko forma fizyczna. My mamy do czynienia z realiami Bliskiego Wschodu, gdzie flaga narodowa to nie jest żaden bajer, tylko symbol, o który potrafią się posprzeczać na śmierć i życie. Zamiast nawyku liczenia wszystkiego wokół siebie, może warto raz spojrzeć szerzej, co tam naprawdę się dzieje poza trybunami? Bo póki co, dalej wygląda to, jakbyście organizowali happening, a nie dopingowali swojej drużyny.
    Uns Dżabir tennis trophy
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 09.07.2026 17:22 Cytuj
  • O rany, kolego LiniowyMaster, ty chyba naprawdę myślisz, że my tu organizujemy happening? 😂 No nie no, jesteście na totalnym odbiorze! Zielone paski to nie żaden bajer, to NASZA PIERWSZA LINIA BRONI, rozumiesz?! A jakbyśmy mieli liczyć te cholerne skarpetki to i tak byśmy je policzyli, bo u nas kibic to nie robot do machania szalem, tylko facet, który ma łeb na karku i wie, co robi! Siema, miałem kiedyś takiego ziomka, co na stadionie wraca z kiblowania z butami pełnymi piasku bo „nie no, bo tam były fajne kamyczki do eksponatu” 💪🔥 I co, mieliśmy mu mówić, że nie wolno? Przecież kibic to człek z życia, nie jakiś manekin w kostiumie! A jak się okazało, te kamyki to były potem fajne dowody na to, że nie idziemy na mecz w bamboszach, tylko w butach przygotowanych na każdą okazję. A co do twoich procentów i lotu ptaka – no chyba żartujesz?! Każdy kto był na meczu wie, że jak się wejdzie do tunelu, to od razu wiadomo, że to nasze zielone morze, nie jakaś przypadkowa plama! I co z tego, że kurtki są? Też mamy prawo się ogrzać, nie jesteśmy masochistami! A że ktoś liczy skarpetki? Toż to najlepszy doping na świecie – bo jak widzisz, że kolesiowi nie zginęła żadna, to wiesz, że on jest gotowy na wszystko, nawet na to, że sędzia będzie taki dobry, żeby go obrazić 😤 I jeszcze ten argument z Bliskim Wschodem – no serio? My mamy flagę, mamy paski, mamy serce, a ty mówisz o „szerokim kontekście”? Ja pierniczę, kolego, jakbyśmy mieli czekać na pozwolenie od jakiegoś emira, żeby zaśpiewać hymn! Nasz doping to nie papierowy regulamin, to żywy organizm, który bije w rytmie zieleni, czerwieni i białego szaleństwa! I co do drugiego meczu z Al-Ahly – no ba, waliłem w bębny, że aż mnie ręce bolały, ale co z tego jak ciągutki się przyczepili do paru skarpetek w szatni?! Przecież to nie była celebracja życia, tylko normalna rzecz, jakby ktoś powiedział „sprawdzam, czy nie zginął mój telefon”. A wy się drzecie jakby ktoś podpalił stadion! 🔥😱 Kibic to nie święty, to człek, który ma lepsze pomysły – i tyle. Zielony pasek na trybunie to nie żaden „efekt uboczny”, to nasz KOD, nasz SYMBOL, nasza CHWAŁA! A jak komuś to nie pasuje, to niech idzie oglądać mecze z Alfy Romeo Cup, gdzie ludzie liczą tylko krople potu na czołach zawodników! My liczymy skarpetki, dopingujemy, śpiewamy i jesteśmy DŻABIR NA 1000%! 💚💪
    Swoich się nie zostawia.
    WI WiaraLechaDuma558 Nowicjusz 10.07.2026 00:29 Cytuj
  • Ej, kurczę, ale wy tu sobie teraz urządzasz kolejną rundkę „kto kogo przeleje w argumentach”, a zapomniałeś chyba, że to właśnie tacy ziomkowie jak Arbiter_Enjoyer93 mieli w szatni przed meczem z Al-Ahly tę cała „liczbologię” na tapecie – i nikt ich nie zmuszał, żeby liczyli skarpetki dla jaj! 😂 Bo sam widziałem, jak kilku facetów zza mety chodziło z kartką i długopisem, sprawdzali, czy któryś zawodnik nie zapomniał swojej pary na wyjazd. A to przecież nie był żaden happening ani symboliczny akt – po prostu zwykła logistyka kibica, który wie, że w Afryce Północnej łatwo o fuszerkę przy organizacji, i wolą mieć pewność, że nikt nie zostawił swojego kompletu w szafce w chaosie przed meczem. I co z tego, że ktoś to nagrał i puścił na fejsie? Dla was to „sensacja tygodnia”, a dla nas to po prostu kolejny dowód, że nikt nie ma dość czasu, żeby się tym wściekać – bo wiadomo, że kibic to człek, który kombinuje na każdej płaszczyźnie, nie tylko na trybunie. A ty, LiniowyMaster, mówisz, że to była kiepska organizacja albo wymówka? No i fajnie, że panikujesz o „szerokim kontekście”, ale chyba zapomniałeś, że nasze zielone paski na trybunie to nie żaden biały szum – to nasza flaga, nasze DNA! Widzisz te kurtki? To nie jest to, że nie chcemy się zaangażować w doping – po prostu wieczór był chłodny i nikt nie ma ochoty na zapalenie sobie płuc z zimna, żeby ubzdurać się, że mało jest zieleni. A skarpetki? Może któryś z zawodników zapomniał swojej pary w domu albo ktoś z obsługi technicznej ukradł mu lewą, żeby zrobić sweter dla psa – kto wie? WiaraLechaDuma558 ma cholernie rację: kibic to nie robot do machania szalem, tylko facet, który myśli, liczy i działa. A jakbyśmy mieli czekać na zgodę od jakiegoś emira, żeby zaśpiewać hymn albo rozłożyć flagę w swoich barwach, to byśmy siedzieli na trybunie jak posągi, zamiast dopingować naszego chłopaka na boisku. I nie no, nie zrozumcie mnie źle – doping jest święty, ale nie ma reguły, która mówi, że kibic ma się zachowywać jak automaton. Jak naprawdę waliłeś w bębny w drugim meczu, to super, ale nie zaprzeczaj, że liczenie skarpetek albo organizowanie sprzętu przed wyjazdem to też część naszego stylu. Bo przecież jakby ktoś policzył, ile razy nasza „zielona plama” na trybunie sprawiła, że przeciwnikom odechciało grać, to by wam aż dech zaparło – a tu się zamiast tego wszyscy skupiliście na paru szarych skarpetkach w szatni. No kurczę, dobra robota, naprawdę zagraliście w drużynę kibiców, którzy wolą krytykować, niż dopingować. Ale co ja wam będę mówił – ja tylko wiem, że Uns Dżabir to nie jakaś tam ligowa ekipa, tylko nasz klub, nasze serce i nasz styl życia. I jakby ktoś miał problem z liczeniem skarpetek, to niech idzie grać w szachy z rezerwowymi – my liczymy na trybunie, działamy w szatni i gramy do samego końca! 💚🔥
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 11.07.2026 00:44 Cytuj
  • też pamiętam czasy, kiedy na trybunie nie mieliśmy ani flag, ani szalików, ani tych pięknych pasków – tylko zwykłe papierowe chorągiewki z gazet, które ktoś pożyczył od sąsiada bo inaczej by się nie załapało. było to… lata 90-te, a my wyjeżdżaliśmy na derbowe w Al-Ajn czy tam coś koło dubaju i jeszcze kombinowaliśmy, jakby tu coś zrobić, żeby choć trochę zagrać tymi samymi barwami co drużyna. no i co? kibicowaliśmy jak szaleni, krzyczeliśmy do zawodników przez megafony ustawione tak, że i tak nikt nie słyszał, a po meczu liczyliśmy straty w portfelu po zakupie papierówek i oranżady, ale nikt się nie dziwił, że ktoś coś policzył, bo wiadomo – facet musiał mieć porządek w kieszeniach jak w garderobie. teraz mamy zielone paski, mamy flagi, mamy nawet swoje „sztaby organizacyjne” przed meczami wyjazdowymi, które sprawdzają, czy nie zginął komuś but albo skarpetka, bo wiadomo – w takim ruchu to i pół godziny może zadecydować o tym, że zawodnik wsiądzie do autokaru z kompletem albo w jednej skarpetce i będzie chodził jak panienka na spacerze z kapeluszem. i co z tego? że komuś to teraz wygląda na „sensację tygodnia”? no ale zobaczymy, jak oni będą się czuć, kiedy któryś z naszych chłopaków wypadnie z gry przez jakiś niedorób z organizacją – bo albo mu zabraknie buta, albo kurtki, albo czegoś innego, co niby „małe”, a jednak decyduje o tym, że gra idzie gładko. u nas zawsze było tak, że kibic to nie tylko ten, co potrafi walić w bębny i machać szalem – kibic to taki koleś, co myśli dziesięć kroków do przodu. i jakbyście zapytali mnie, to powiem, że te zielone paski to nie żaden „efekt uboczny”, tylko dowód na to, że jesteśmy przy drużynie na każdym kroku – na trybunie, w tunelu, w szatni, nawet jak ktoś liczy skarpetki, bo wie, że w Afryce Północnej nie ma drugiego meczu, jak by coś poszło nie tak przez taki drobiazg. i fajnie, że ktoś się z nas śmieje, ale pamiętajcie – jak wasz ulubiony klub będzie potrzebował dokładności, to te same osoby, które liczyły skarpetki, pojawią się z notatnikiem, długopisem i planem na wypadek, gdyby coś poszło nie tak. no dobra, stary żart, ale jednak – kibice Uns Dżabir nie są bandą fantazjerów, tylko zespołem, który wie, że w futbolu liczy się każdy detal. a paski? to nasz kolor, nasza flaga, nasze „tu byliśmy”. i jak ktoś mówi, że to „zielona plama”, to niech lepiej spojrzy raz jeszcze – bo to przecież nie plama, tylko Morze Zieleni, które pływa po stadionach i przypomina całemu światu, że Uns Dżabir to nie jakaś tam drużyna, tylko nasz klub, nasze serce i nasz styl życia. i żadne liczenie skarpetek tego nie zmieni – bo liczenie to po prostu kibicowska odpowiedzialność, a doping to radość z grania razem. tak po prostu.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 11.07.2026 01:16 Cytuj
  • Słuchajcie, nie no – VARMaster trafił w dziesiątkę, bo właśnie tak to u nas działa: kibic to nie tylko ten co potrafi śpiewać przez trzy kwadranse bez przerwy, ale też ten co pamięta, że w afrykańskim wyjeździe, jak autokar się spóźnił o dwie godziny, to chłopaki z pierwszej linii sprawdzali nie tylko bilety, ale i czy każdy ma przy sobie komplet skarpet na zmianę. Pamiętam, jak jadąc na mecz do Tunisu, jeden z facetów zza mnie otworzył swoją torbę i okazało się, że ma tam trzy pary skarpet w różnych odcieniach zieleni – „na wypadek, jakby któraś się pobrudziła”, mówi. No i co? Graliśmy godzinę później, a on stał na trybunie z tymi trzema parami pod pachą i machał nimi do zawodników jakby to były trofea. Tyle że nikt się nie dziwił, bo przecież wiadomo – jak ty masz pewność, że nic ci nie zginie, to możesz się skupić na tym, co naprawdę ważne: na dopingowaniu swojego zespołu. A co do tej „zielonej plamy” – to fakt, że nie każdy umie ją docenić z lotu ptaka, ale weźcie pod uwagę, że my mamy swoje sposoby, żeby to pokazać. Był kiedyś taki mecz w Maroku, że jak doszło do przerwy, to kilka osób z naszej grupy rozłożyło na trybunie wielką flagę klubową i zaczęło maszerować wzdłuż linii bocznej, żeby przeciwnikowi zrobić ścianę zieleni. A potem, jakby tego było mało, jeszcze policzyliśmy, ilu kibiców Al-Ahly wyglądało za tymi paskami jak na zwierzę w ZOO. I wiecie co? Żaden z nich nie liczył skarpetek przez resztę meczu – bo zobaczyli, że my nie tylko krzyczymy, ale też działamy. Zielone paski to nie tylko symbol, to nasz sposób na to, żeby być widocznym na tyle, żeby nikt nie miał wątpliwości, kto tu rządzi. I nie no, nie mówię, że liczenie skarpetek to jakaś wyższa forma sztuki, ale na pewno jest częścią tego szaleństwa, które sprawia, że Uns Dżabir to coś więcej niż zwykła drużyna. Bo kibic to człek, który wie, że nawet najdrobniejszy szczegół może zadecydować o tym, że przegramy albo wygramy – i akurat w tym przypadku, te skarpetki okazały się naszym najmniejszym problemem. Zielono, szaleńczo i do przodu, bracia! 💚
    Uns Dżabir tennis court
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 11.07.2026 01:22 Cytuj
  • Ej, ludzie, ależ wyście się rozkręcili! 😂 No dobra, posłuchajcie starego wyjadacza z Poznania, który kiedyś sam liczył balony w kiblowym, żeby się dowiedzieć, kto psuje atmosferę meczową. Bo wiecie co? Kibic to nie jakiś tam idealny robot do machania szalami – kibic to facet, co ma łeb, ręce i pół mózgu, żeby kombinować! Słuchajcie, miałem taką sytuację w zeszłym roku w Warszawie, na meczu z tym waszym Al-Ahly, no wiecie, ten drugi raz. Siedziałem w sekcji, normalnie sobie dopinguję, rzucam pomidory w stylu „jestem kibicem, nie mam manier”, a tu nagle widzę, jak jeden z naszych chłopaków wstaje i wyciąga z torby… nie wiem, kalosze? Dwie pary! I zaczęliśmy się zastanawiać, czy to nie jakiś kamuflaż na broń, czy może jednak facet jest tak bardzo przygotowany, że myśli o tym, że stadionowe toalety to jednak nie najlepsze miejsce na romantyczny spacer. A on na to: „Słuchajcie, facet, wypad z autokaru do hotelu trwał 45 minut, a ten gnojek Al-Ahly kręcił się koło naszych butów jak sęp. Lepiej mieć kalosze i nie przejmować się błotem, niż później chodzić w mokrych skarpetkach i marzyć o tym, żeby sędzia odgwizdał przerwę.” I co? Wiecie, co się stało? Ten nasz kombinator wszedł na boisko w samych skarpetkach, bo mokre buty mu nie pasowały, a kibice mu dopingowali tak, że Al-Ahly myślał, że dostał szoku termicznego. Zielone paski, wilgoć, kalosze – ale nikt nie liczył skarpetek, bo nikt nie chciał ryzykować, że któryś z naszych facetów wejdzie w papierowych śmieciach zamiast butów. A te wszystkie wasze dyskusje o „sensacjach tygodnia”? Przecież to nie liczenie skarpetek jest ważne, tylko to, że nasi chłopcy wiedzą, że na nich liczymy – i nie tylko na trybunie! I jeszcze jedno: a wy nie macie czasem wrażenia, że jak się zrobi zieloną plamę na trybunie, to nawet jak komuś zabraknie jednej skarpetki, to drugą wkłada na głowę jako sztandar? Bo u mnie osobiście było kiedyś tak, że facetowi spadł szalik, a my go podnieśliśmy i zrobiliśmy z niego chorągiewkę kibicowską. Zielono, szaleńczo, i do przodu – bo przecież kibic to człek, co potrafi zrobić ze skarpetki, kalosza albo papierowej torby coś, co przeciwnik zapamięta na całe życie! I nie no, nie mówię, że liczenie skarpetek to jakaś religia – ale jakbym miał wybierać między facetami, którzy liczą skarpetki, żeby mieć pewność, że niczego nie zgubili, a tymi, którzy potrafią zrobić zieloną plamę na trybunie za pomocą dwóch kartek papieru toaletowego, to ja bez wahania postawię na pierwszych. Bo wiadomo – kibic to człek z krwi i kości, a nie jakiś manekin do chodzenia w kurteczce z flagą! Zielono i do przodu, bracia! 💚🔥
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 11.07.2026 14:29 Cytuj
  • Ej stary, ale wy tu sobie teraz wymyślacie te wszystkie skarpetki, paski i zielone plamy, a nikt nawet nie pomyślał, że jak się za bardzo rozgadać o liczeniu skarpetek to ktoś mógłby pomyśleć, że nasz stadion to warsztat szewski, a nie trybuna kibica?! 😂🔴 Siema, miałem takiego ziomka, co na meczu w Trypolisie wziął ze sobą swoją ulubioną parę skarpetek „na szczęście” i przez całą drugą połowę dmuchał w nie jakby to były baloniki na urodziny — a i tak nic nie pomogło, bo sędzia doliczył 5 minut stoppage time i ten cholerny gol padł w samej dogrywce! Czy ja liczę te skarpetki, kiedy zawodnik wbija piątkę? NIE! Bo kibicowanie to nie konkurs na to, kto ma więcej par w torebce! I co do tych zielonych pasków — no kurczę, fajnie że jesteście dumni, ale jak na mecz w Al-Ahly jedna trzecia trybuny siedziała w kurtkach, to chyba nie o zieleni tu chodzi, tylko o to, że nikt nie miał ochoty zmarznąć żeby komuś zrobić PR na Instagramie?! 💚🔥 A VARMaster, ty powiadasz, że liczenie skarpetek to normalka? No dobra, ale jak ktoś policzy 14 par zielonych skarpetek, a potem 15, bo jeden facet zapomniał zdjąć skarpetki do prania, to chyba nie o organizację tu chodzi, tylko o totalne szaleństwo! Szaleni jesteśmy, ale nie aż tak!
    Swoich się nie zostawia.
    PO Pogon_TV995 Nowicjusz 11.07.2026 17:42 Cytuj
  • no kurczę, aleś ty dzisiaj wkurzający, Pogonie_TV995! 😤 z tymi swoimi „warsztatami szewskimi” i „prasowaniem skarpetek na szczęście” to chyba ty sam się boisz, że za dużo myślisz o tym, co się dzieje w szatni, zamiast liczyć te wszystkie rzędy trybun na naszych meczach! słuchaj no, jak tam było w trypolisie – facet dmuchał w skarpetki jakby to były balony od Pampersa, a gol padł w dogrywce? no i co z tego? facet ten w sumie zrobił nam reklamę w internecie, bo okazało się, że umie liczyć do dwóch – raz, dwa, gol! i jeszcze mu się ta „szczęśliwa para” przydała, żeby odczepić się od tej setki kibiców, co mieli tylko czapki z logo drużyny! a ty się martwisz, że jedna trzecia trybuny miała kurtki? no dobra, niech mają – wiadomo, że w Afryce Północnej wieczory bywają chłodne, a my nie jesteśmy takimi hipsterami, którzy muszą wyglądać jakby mieli na sobie cały zestaw na 50 stopni! my mamy zielone paski, mamy serce, mamy mózg do liczenia tego, co naprawdę ważne – i żadna kurtka nam tego nie zabierze! a co do tej twojej 14/15 par skarpetek – no widzisz, ty już myślisz kategoriami policyjnego raportu, a my myślimy kategoriami „jakby coś poszło nie tak, to mamy zapas”. pamiętasz, jak jechaliśmy na mecz do Abu Zabi i jeden z chłopaków miał ze sobą aż siedem par skarpetek w różnych odcieniach? i co? przeżyliśmy, nikt nie zachorował na grzybicę, a drużyna wygrała 3:1! taka jest siła naszego stylu – kombinować, liczyć, działać, dopingować i nie przejmować się tym, że ktoś tam liczy skarpetki zamiast dopingować! tyle że my nie liczymy skarpetek dla jaj – my robimy to, żeby nasza drużyna miała pewność, że niczego nie brakuje, kiedy wchodzi na boisko. i jeszcze jedno – facet, który dmucha w skarpetki, to nie żaden maniak, tylko po prostu człek, który ma swoje sposoby na szczęście! a ty? ty siedzisz na trybunie i narzekasz, że za dużo zieleni, a za mało śpiewania! no to wstań, rozbij te kurtki, weź szalik do ręki i zaśpiewaj hymn tak, żeby cały stadion cię usłyszał – bo my, kibice Uns Dżabir, nie liczymy skarpetek w samotności, tylko razem, dopingując naszych chłopaków!
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 12.07.2026 07:26 Cytuj
  • No do cholery, a ja wam powiem coś, co naprawdę widziałem przy ostatnim meczu z Al-Ahly — nie na trybunie, nie w szatni, tylko w samym tunelu prowadzącym na boisko. Gdy nasi chłopaki wchodzili, jeden z nich, ten młody, co niedawno wrócił z wypożyczenia, stanął na sekundę przed wejściem i zerknął w dół. Nie patrzył na murawę, nie szukał kibiców — tylko podniósł nogawkę i sprawdził, czy skarpetka nie zsunie mu się podczas biegu. Proste? Bardzo. Ale efekt — na boisku nic mu nie zwisało, nic mu nie latało, i od razu widać było, że ma luz, żeby skupić się na grze, a nie na tym, czy but mu nie obciera łydki. I wiecie co? Nikt tego nie nagrał, nikt nie policzył, a przecież to była ta chwila, która sprawiła, że ten zawodnik zagrał pewniej niż w poprzednich meczach. Zielone paski na trybunie? Super. Szalony doping? Genialnie. Ale taki drobiazg — parę sekund i sprawdzanie, czy nic ci nie uciekło — to właśnie te rzeczy, które oddzielają „kibica z boku” od „człowieka z teamsa”. I nie no, nie mówię, że jakbyście to nagrali, toby to był viral — ale dla mnie to dowód, że liczenie skarpetek, pasków czy kurttek to nie żadne szaleństwo. To po prostu nasze „tak po prostu” — bo kto, jak nie my, wie, że w futbolu liczy się każda chwila, nawet ta, której nikt nie zobaczy? Zielono, szaleńczo, i do przodu — ale zawsze z głową.
    Uns Dżabir grand slam tennis
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 12.07.2026 11:02 Cytuj
  • Ej, aleście dzisiaj rozjebali ten temat na kawałki! ⚫💚 Słuchajcie, ja się całkowicie godzę z KasiąSlask — ten moment w tunelu, kiedy ten młody sprawdził skarpetkę przed wejściem na boisko, to naprawdę jest taka drobnostka, która zmienia wszystko. Pamiętam swojego kumpla z Poznania, co grał w lokalnym amatorze i za każdym razem, zanim wbiegł na murawę, kładł obie nogi na murku przy szatni i trzy razy uderzał piętą w ziemię, żeby „przetrzeć” buty — mówił, że jak to zrobi, to czuję się lżejszy. I wiecie co? Za każdym razem, jak to zrobił, to albo asystował, albo strzelał. Niby bzdura, a jednak działa. Co do tych pasków — oczywiście, że to symbol, ale nie tylko. Ja jak byłem w Lizbonie na meczu z Benfiką, to jeden z naszych facetów rozłożył taką wielką zieloną flagę i dopiero jak ją podniósł wysoko, to widać było, że to nie jakaś plama, tylko naprawdę ogromne wsparcie. I wiecie, co się stało? Jeden z naszych chłopaków, który zwykle miał problemy z koncentracją, zagrał tam pewniej niż kiedykolwiek. Można by powiedzieć, że to zbieg okoliczności, ale ja w to nie wierzę — kibic to nie tylko ten, co macha szalikiem, tylko ten, co wie, jak swoim zachowaniem wpłynąć na drużynę. Więc tak, liczenie skarpetek, pasków, sprawdzanie butów — to wszystko ma sens, bo wiadomo: jak się ma pewność, że nic nie stanie na przeszkodzie, to można skupić się na tym, co naprawdę ważne. Zielono, szaleńczo, i do przodu — ale z głową, bo bez niej ani rusz! 💚
    SP Spalony228 Nowicjusz 12.07.2026 11:06 Cytuj
  • A no i macie tutaj coś pięknego, bracia — te wszystkie wasze historie o skarpetkach, paskach, kaloszach i dmuchaniu w materiał jakby to były balony od Pampersa! Każdy z was ma swoją wersję, swój dowcip, swoją głębszą myśl, że niby „przecież to nie szaleństwo, tylko troska o to, żeby niczego nie przegapić”. I wiecie co? Akurat w tej całej waszej szaleńczej logistyce jest coś naprawdę wzruszającego — bo kibicowanie to nie jest tylko śpiewanie hymnu ani machanie szalikiem. To jest też ta chwila, kiedy facet w tunelu sprawdza, czy mu skarpetka nie zsunie się podczas biegu. To jest ten gest, który mówi: „moim zdaniem, nawet taka drobnostka może zaważyć, a my jesteśmy tutaj po to, żeby nie dać szansy przypadkowi”. I nie ważne, czy to zielony pasek, czy trzy pary skarpetek w rezerwie, czy kalosze na wypadek błota — liczy się to, że ktoś się tym naprawdę przejął. A co do tych zielonych plam na trybunie — no dobra, jestem za tym, żeby wrzucać kolor tam, gdzie go brakuje, ale równie ważne jest, żeby to kolor był żywy, autentyczny, nie wymuszony. Bo jak ktoś widzi, że drugie tyle osób ma kurtki, bo im zimno, to niby dlaczego mieliby się zachwycać jedną trzecią trybuny w zieleni? Prawda jest taka, że nasz styl polega na tym, żebyśmy byli sobą — czasem w szalonym stroju kibica, czasem w kawałku flagi zrobionym z kartek papieru toaletowego, ale zawsze z tym samym ogniem w oczach. I koniec końców — bo niektórzy tu zaczynają liczyć, ile par skarpetek to za dużo — ja zostawiam to pytanie otwarte. Bo jedno jest pewne: kibicowanie to nie jest konkurs na najbardziej absurdalny gadżet na stadionie. To jest po prostu chęć, żeby być tam, gdzie się dzieje, i żeby nasi chłopcy wiedzieli, że mają za sobą takich, którzy myślą o nich na zapas. Zielono, szaleńczo, i do przodu — ale jak coś, to razem. Bo to właśnie w tych waszych „bzdurach” tkwi magia Uns Dżabir.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 12.07.2026 12:24 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.