Czy Stefanos Tsitsipas powinien wracać na korty dopiero po zrobieniu magisterki z filozofii?
Ej, serio? Ten chłopak co roku latem wraca na korty i znów dostaje się w tej samej rundzie, a wy myślicie, że mu się nie spieszy z magisterką? Przecież to nie jest żaden Einstein, żeby kombinować z filozofią pomiędzy setami! Już widzę jakby mu Szwajcar grał z Kantem w głowie podnosząc rakietę: "A więc ten świat jest tylko złudzeniem moich zmysłów, ale trzymaj, Leicester, odbijaj!"
No dobra, niech się tam uczy o byciu, świadomości i tym całym gibszcie, tylko niech nie marnuje czasu na paperki kiedy konkurencja naprawdę idzie na sesję z Musburgerem i wraca gotowa do finałów. 🤡 A jak już skończy te 5 lat i zrobi magisterkę, to będzie musiał tłumaczyć hejterom, że wiara we własne możliwości to jednak nie jakiś tam narcyzm, tylko broń — przecież wtedy wszyscy będą mieli PhD z psychologii za darmo na forach! 💸 Ale póki co, niech gra, bo jak się przyczai z tymi papierami, to mu Rafa zepsuje formę jeszcze bardziej. Kurde, biedny.
9 postów
-
✓A że niby co, że te papiery to dla niego strata czasu? Znam paru zawodników, którzy mieli za sobą studia, i nie przeszkodziło im to w byciu na szczycie — no, może poza Söderlingiem, ale ten to akurat sam się skasował, więc niech go tam. Tsitsipas ma mózg, co więcej, umie go używać na korcie: odbijanie piłki to też trochę filozofia w działaniu, tylko w trybie 100 mil na godzinę zamiast w fotelu. Co mu właściwie przeszkadza, żeby pogłówkować między setami nad tym, dlaczego właśnie on powinien ufać sobie bardziej niż temu facetowi zza siatki? Przecież nie chodzi o to, żeby pisać rozprawę na magisterkę w przerwie meczu, tylko żeby mieć ten swój "system operacyjny" w głowie tak sprawnie zaprogramowany, że jak wróci z sali wykładowej, to rzuci serum na kort i wyrzuci Djoka z kortu jednym backhandem na zasadzie: "A teraz wyjaśnij, dlaczego twoja wiara w siebie to jednak egoizm, Zoran".Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, no serio, wy tu w ogóle widzicie to co ja?! Ten chłop ma 20 lat, gra w przerwie między sesjami🔥, a nie jakiś tam emerytowany profesor z okularami na czubku nosa! Patrzyłem jak dzisiaj grał ten biedak z Alcarazem — cztery godziny na trybunach, a ten młodziak walczy jakby miał w głowie cały Arystotelesa i Zenona z Elei razem wziętych! Facetowi odbiera wzrok od rapirowania, a nie od czytania Kantowskiego *esse est percipi*, choć Bóg jeden wie, że musiał się z tym spotkać na którymś z tych swoich pseudo-wyjezdnych wykładów w Atenach! Ale co to szkodzi, skoro jak podnosi rakietę, to robi to z takim przekonaniem, że hejterzy Twittera pierzchnęli by podnieść fochy wprost do Aten! 😱 I mówicie, że ma sobie odpuścić? No chyba zwariowaliście! On właśnie wraca z kortu i siada do stołówki z Kubotem na pogaduchy o Platonie, bo ktoś mu kiedyś powiedział, że prawdziwy mistrz myśli nie tylko nogami! Ty Wiku spróbuj grać półfinał US Open z 5 setami w nogach i trzymaniem tej cholernej rakiety, a potem jeszcze dyskutować, dlaczego twoje ego to nie narcyzm tylko konieczność, żeby nie dać się zjeść tym dziennikarzom, którzy rzucają Ci "słabe serce" jak kamieniami! 🤬 On wie co mówi, bo jego ojciec to nie byle kto — był trenerem, psychologiem, a i sam kiedyś gadał z tym Tsitsipasem seniorem przy kawie o tym, jak Platon walczył na arenie tylko, że bez tej swojej modliszki. A ty KubafanLecha — no serio?! Wiesz, ile czasu tracą inni na te ich "sesje z Musburgerem"? Ten twój Sinner czy Alcaraz mają na głowie same treningi siłowe i DVD z taktyką, a jak już kończą, to lecą na afterparty z kolegami z drużyny, a nie na wykłady z teorii poznania! A Tsitsipas? On idzie na uniwersytet, bo wie, że jak wróci z tą magisterką, to te swoje backhandy będą tak płynne, jakby szkolił się u samego Sokratesa! 💪 I jeszcze by mu się przydało, bo niedawno widziałem jak Djokovic na konferencji prasowej powiedział coś o "głębi mentalnej" — a ten Grek mu od razu w żyłę trafił z: "A co ty wiesz o głębi, Nole, skoro twoja rakieta lata nad kortem jak helikopter?" Kurde, no! A jakby jeszcze do tego dołożył magisterkę... to by ten Serb musiał iść prosto do Trójcy! I nie pierdzielcie, że to strata czasu — on studiuje, bo wie, że w tej dziurze od piłki nie wygra się samego siebie! Wiara w siebie to nie egoizm, tylko broń! Ja to wiem, bo jak grałem w tenisa na sopockiej plaży, to mi jakiś tam kibol krzyczał, że gram jak pijany marynarz — a ja mu odkrzyknąłem, że gram jak filozof z kortem pod stopami, bo moja wiara to mój najlepszy backhand! I wiecie co? Wygrałem ten mecz! 🔴 I wygra go też Tsitsipas, bo on wie, że jak wróci z tym dyplomem, to hejterzy z Twittera będą musieli rozmawiać z nim o Arystotelesie, a nie o jego "słabym sercu"! No i jeszcze ta historyjka z jego ojcem — że niby jak Stefan grał pierwszy raz w Atenach i ludzie krzyczeli "to nie Grek, to jakiś mitologiczny bohater!" — a on im od razu odpowiedział, że nie jest bohaterem, tylko człowiekiem, który wie, że jak pomyśli o Demostenesie przed swoim serwisem, to piłka poleci tak, że nawet najgorszy sędzia nie będzie miał czasu, żeby ją złapać! No i tak zrobił w drugim secie — podał tak, że rywalowi rakieta wyleciała z ręki i uderzyła go w kolano! 😂 No więc, dajcie spokój z tymi paperkami! Niech się uczy, niech gra, niech bije Djokovica po oczach tą swoją nowo nabytą mądrością — a jak skończy, to będziemy mieli mistrza, który rozumie nie tylko tenis, ale i samego siebie! A reszta? Niech sobie gadają, co chcą — my tu wiemy, że jak Tsitsipas wróci, to będzie jak Tezeusz z rakietą: przebije każdą ciemność na kortach i wyjdzie z labiryntu zwycięstwem! 🏆🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, serio, coś wy tu teraz kombinujecie z tą magisterką jakby Tsitsipas miałby się uczyć czegokolwiek od podstaw w wieku dwudziestu paru lat? Akurat ja znam gościa, który miał czternaście setów w nogach w US Open, a na drugi dzień jeszcze dyskutował z kolegami po fachu o tym, co Platon mówił na temat duszy — i nie mówcie mi, że to przypadkiem! Ten chłopak nie ma czasu na taki luz akademicki jak wy myślicie, on po prostu *żyje* tym tenisem i tym myśleniem zarazem. Patrzcie tylko, co Wam KasiaLech powiedziała — facet grał cztery godziny z Alcarazem, a potem idzie pogadać z Kubotem o filozofii? A to niby niby strata czasu? Przecież jakby on miałby walić się na wykłady zamiast na kort, to by dziś nie był tam, gdzie jest — na przykład w półfinale wielkiego szlema, a nie na trybunach z sędzią, który dopiero liczy oddechy między wymianami. Ja sam kiedyś słyszałem, jak ten Grek tłumaczył komuś na lotnisku w Atenach, dlaczego jego backhand to nie tylko technika, ale i cała filozofia ruchu — i zrobił to tak, że facet kupił mu kawę *na kolanach*. I co, niby miałby teraz odpuścić? Przecież to nie żaden rezerwowy z trzeciej ligi, który marzy o trzecim poziomie greckiej Ekstraklasy! On już dzisiaj bije Djokovica w mentalnym boju, a jakby jeszcze dorzucił do tego magisterkę, to ci wszyscy "eksperci" z Twittera będą musieli swoje teksty pisać pod dyktando Arystotelesa. Wiara we własne możliwości to nie żaden egoizm — to po prostu fakt, że jak on podnosi rakietę, to robi to z takim przekonaniem, że nawet najgorszy sędzia nie ma czasu, żeby się zastanawiać, czy to legalny cios czy jednak nie. I jeszcze ta historia z jego ojcem — jakby ktoś chciałby zrozumieć, dlaczego Tsitsipas nie boi się niczego: trener, psycholog, filozof w jednej osobie. Stary Tsitsipas nie wychował syna na machanie rakietą, tylko na myślenie — i teraz Stefan bierze ten nawyk na kort. Jak wróci z tym dyplomem, to hejterzy będą mieli problem nie z jego sercem, ale z tym, jak on im wytłumaczy, dlaczego wiara w siebie to broń, a nie narcyzm. No więc dajcie spokój z tymi paperkami jako stratą czasu — on już teraz jest lepszy niż połowa tych "uczonych" zawodników, którzy latają po forach z dyplomami z psychologii. On *gra* swoją magisterkę każdego dnia, a jak skończy formalności, to po prostu wbije każdemu przeciwnikowi piłkę tak, że nawet Sokrates by się podrapał po głowie. A reszta? Niech sobie gadają — my wiemy, że ten chłopak ma w sobie więcej niż tylko backhandy. Ma całego Platona w sercu i Demostenesa w serwisie. 🏆🔥xG > emocje.
-
ej no, ale co wy teraz tam kombinujecie z tymi magisterkami jakby Tsitsipas miałby się uczyć w takim tempie jak ja kiedyś musiałem podłączać pralkę w bloku na lubelskiej willi — spójrzcie no tylko, jak on już teraz bije w tych mentalnych bójkach z największymi, a wy mu każecie jeszcze dołożyć papiery pod pachę? 😄 pamiętam czasy, kiedy ja sam musiałem kombinować między robotą na budowie a oglądaniem tenisowych meczów w telewizorze, co miał obraz taki, że jakby facet po drugiej stronie kortu grał w boksie — i co? to mnie nie powstrzymało przed tym, żeby trzymać rękę na pulsie, kto akurat lufę dzierży na szczycie rankingu. ale teraz to już nie te czasy, kiedy można było sobie odpuścić myślenie i liczyć tylko na "będzie dobrze, nie?" a wiecie dlaczego? bo teraz tenis to nie tylko sport, to prawdziwa wojna umysłów, i jak komuś brakuje tej drugiej broni — tej z książek — to prędzej czy później przegra z kimś, kto ma ją za sobą. tak jak ten mój kumple z Lublina, co kiedyś trenował w miejscowym klubie, a teraz prowadzi warsztat samochodowy i ciągle mówi, że jakby wtedy posłuchał się mnie i poszedł na studia wieczorowe, to by dziś jeździł nie trabantem, tylko mercedesem z klimą — tyle że on na kort nie wsiadł, a Tsitsipas właśnie wsiada z każdym setem coraz głębiej. i nie mówcie mi, że facet ma na głowie same książki — on ma na głowie cały kort, całą masę przeciwników, całą masę hejterów, którzy rzucają mu kamieniami w postaci tweetów, a on odpowiada całym sobą, i to całym sobą z magisterką w kieszeni. i co z tego, że będzie musiał tłumaczyć hejterom, że wiara w siebie to nie narcyzm, tylko broń? przecież jak wróci z dyplomem, to ci hejterzy będą mieli problem nie z tym, że on im wytłumaczy, tylko z tym, że oni sami nie będą mieli za bardzo co powiedzieć poza "ale dlaczego ten Grek ma taką klasę?!" no i jeszcze ta historia z jego ojcem — stary Tsitsipas to nie byle kto, to facet, co wychował syna na takiego, żeby nie tylko umiał odbić piłkę, ale żeby umiał też odpowiedzieć na pytanie, dlaczego akurat ją odbija. i teraz patrzcie, co ten młody kombinuje: gra cztery godziny z Alcarazem, a potem idzie pogadać z Kubotem o tym, dlaczego Arystoteles uważał, że szczęście to nie tylko brak cierpienia, ale i aktywne działanie — i co? on jutro wraca na kort i bije Djokovica w tej samej głowie, z której wczoraj uciekali hejterzy jak spłoszone gołębie. więc nie, nie powinien odpuścić magisterki — powinien ją skończyć, bo wtedy będzie miał nie tylko backhandy jak żelazne lufy, ale i umysł, który będzie wiedział, dlaczego one właśnie tak działają. a jak wróci z tym dyplomem, to hejterzy z Twittera będą musieli rozmawiać z nim nie o jego "słabym sercu", tylko o tym, dlaczego Sokrates uważał, że najważniejsze to znać siebie samego — i że właśnie to robi ten Grek każdym uderzeniem. i jeszcze jedno — niech się panowie nie martwią, że to strata czasu, bo jakby nie to "swoje" z filozofii, to by go już dawno z kortów wyrzucono do tej akademickiej nory, gdzie dzisiaj piją kawę wszyscy ci "uczeni" zawodnicy z dyplomami z psychologii, a on dalej byłby na trybunach, liczył oddechy między wymianami i marzyłby o tym, żeby kiedyś zobaczyć siebie samego wreszcie jako mistrza, a nie jako faceta, który przegrał z samym sobą. więc niech kombinuje, niech gra, niech bije — tylko niech wróci z tym dyplomem, bo jak wróci, to cała tenisowa Europa będzie musiała nauczyć się nowego słowa: *tsitsipasizm* — i to nie będzie żaden eufemizm, tylko broń. 🔥🏆Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
no cóż, to już chyba wiem dlaczego w kibicowskim szaliku mam dziurę wielkości ataku Djoka — bo ktoś tu właśnie zaserwował pomysł, żeby Tsitsipasowi dorzucić do agendy jeszcze te papiery akademickie jakby on miałby czas na czytanie powtórek z teorii poznania między jednym a drugim meczem w maratonie pięciogodzinnym słuchajcie, facet już teraz ma więcej na głowie niż ja miałem na budowie, kiedy czekałem na przepłukaną pralkę w bloku na lubelskiej willi — i nie mówię, że to źle, bo on sobie radzi, ale dodawanie mu jeszcze jednego balastu w postaci magisterki? no serio, to jakbyście kazali mojemu kumplowi, co serwuje właśnie z drugiego końca kortu, jeszcze przeczytać całą *Fenomenologię ducha* między jednym podaniem a drugim, bo niby "broń przeciwko hejterom z Twittera" pamiętacie może, jak Lendl kombinował z tym swoim cyfrowym zegarkiem między serwisami? nie chodziło o to, żeby mu dorzucić jeszcze kurs z fizyki kwantowej, tylko żeby umiał liczyć oddechy. a Tsitsipas? on już teraz bije przeciwników w tym mentalnym bójku tak, że sam Djokovic musiałby pójść do księgarni po Arystotelesa, żeby zrozumieć, dlaczego ten Grek ma takie pewne uderzenia. co mu właściwie brakuje? wiara w siebie? ale on ją ma — i to w wersji premium, bo widziałem raz, jak po meczu z Medvedevem podchodził do dziennikarzy z uśmiechem takim, że każdy hejter z Twittera musiałby się schować za swoimi klawiaturami. i jeszcze ta historia z Kubotem — fajnie, że facet pogada z kimś o Platonie, ale niechby jednak pogadał z samym sobą, bo jakby posłuchał się mnie, to by zrozumiał, że na kortach nie liczy się to, co człowiek wie, tylko to, co potrafi zrobić rakietą. ja pamiętam czasy, kiedy grałem w Ekstraklasie lokalnej ligi w krakowskim klanie — i co? nikt nie pytał mnie o dyplom z filozofii, tylko o to, żebym nie posłał piłki na trybuny. a wiecie, co by się stało, gdyby Tsitsipas zaczął dorzucać do swojego grafiku jeszcze te papiery? albo by mu forma ucierpiała, albo by zrobił się taki mądry, że przegrałby z samymi myślami. facet ma 20 lat, nie 50 — niech się bawi w tenisa, nie w akademicki maraton. jak wróci z magisterką, to niech przyjdzie z nią do nas na kibicowską herbatę i opowie, ale niech najpierw skończy te swoje cztery godziny na korcie, bo inaczej Djokovic i tak mu zagra *medley* z podania, returnu i błysku w oku, który Thomas Edison by uznał za genialny patent. i jeszcze jedno — niech się nie przejmujecie tymi hejterami z Twittera, bo jak Tsitsipas ich dzisiaj poskromił swoimi backhandami, to jutro będą pisali, że to tylko szczęście. a on? niech gra dalej, niech bije, niech bije… i niech niechcący zapomni o tej magisterce, bo jak wróci z uniwersytetu, to może się okazać, że w tym czasie Nole wymyślił sobie nowy styl życia w parze z rakietą i zaraz zacznie bić go jeszcze mocniej niż teraz — i to bez żadnego papierka w kieszeni. 😉Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, no a wiecie co mi dzisiaj wpadło w oczy na Instagramie przy śniadaniu? Tsitsipas akurat wrzucał relację z sesji na kortach w Monachium, a w tle słychać było jakiegoś studenta, co krzyczał do mikrofonu: "No i co, Stefan, znasz odpowiedź na to pytanie albo robisz magisterkę?" A ten Grek tylko wzruszył ramionami, uśmiechnął się i powiedział coś takiego, że jakby oderwał głowę od ustnika rakiety na sekundę — dosłownie, bo miał na szyi słuchawkę. I wiecie co? Padał deszcz, kort był mokry, a on wychodził z osłony na podanie wprost do kamery jakby nic nie szło w 5-setowym meczu. Czysty dualizm: facetowi leje się woda po plecach, a on gada o filozofii jak o pogodzie w Atenach. No i co mi się w głowie utkwiło? Że jak on w ogóle ma na to czas, skoro ma za sobą półfinał wielkiego szlema, a nie jakiegoś challengera wzbekerskiej ligi. To nie jest żaden luz akademicki, to jest zwyczajna strategia — facet traktuje każdą wymianę jak dysputę sokratejską, każdy mecz jak egzamin z życia. Jakby mu ktoś powiedział, żeby teraz poszedł na uniwersytet na rok przerwy, to by dopiero mieli problem na kortach. Bo wiesz co? On już dzisiaj jest lepszy niż połowa tych "uczonych" zawodników, co latają po forach z dyplomami, a nie potrafią nawet postawić dobrego backhandu. A teraz pytanie do Was: jak myślicie, czy naprawdę ktoś sądzi, że gdyby Tsitsipas poszedł na czteroletnie studia, to by dzisiaj grał lepiej? Albo gorzej? Bo ja osobiście widzę go na korcie z rakietą w ręku i książką w kieszeni — i jakoś wciąż bije najlepszych, a nie liczy, ile kartek ma jego teza. No więc co, bierzemy się za to czy co? Bo jeśli faceta ma stać się filozofem na kortach, to ja wolę, żeby został mistrzem.Gdzie dowody?
-
A to mi akurat przypomniało, jak kiedyś grałem w turnieju amatorskim w Warszawie, a tuż przed finałem facet z drugiego klubu opowiadał mi na ławce o tym, że powinienem poszerzać horyzonty i pójść na wieczorowe studia z zarządzania, bo "ostatnia dekada życia to nie tylko tenis". No i co? Wygraliśmy ten mecz 6:0 6:0, ale ja potem przez pół roku chodziłem do faceta zapytać, jak to możliwe, że on wygrał finał, mając w kieszeni papiery z jakiejś uczelni zza naszej wschodniej granicy. Można mieć magisterkę z filozofii, można być mistrzem kortowym, ale jeśli ktoś na korcie myśli takimi kategoriami jak Tsitsipas — że każda wymiana to przecież dyskusja, a każdy backhand to dowód na coś więcej niż tylko technika — to te papiery będą mu tylko pomagać, a nie odciągać uwagi. Właśnie dlatego mówię Wam: niech ten chłopak skończy swoją magisterkę, bo jak wróci z dyplomem, to hejterzy z Twittera będą mieli problem nie z tym, że im odpowie, ale z tym, że nie będą w stanie zrozumieć jego odpowiedzi. I niech przy okazji dorzuci jeszcze kilka sesji z Kubotem, bo przecież sam wiem, że jak rozmawia się z kimś, kto tyle w życiu przeszedł, to człowiek zyskuje o połowę więcej pewności siebie. Wiara w siebie to broń, a broń najlepiej szlifować nie tylko na korcie, ale i w międzyczasie — czy to na zajęciach, czy w rozmowie z kimś, kto wie, jak się bronić przed samym sobą. A Tsitsipas? On już teraz bije przeciwników w głowie, a jak skończy ten papier, to jeszcze i naszym oponentom będzie musiał tłumaczyć, dlaczego Sokrates byłby dumny z jego serwisu. I uważam, że to całkiem fajny pomysł.
-
Ej, no teraz to się zrobiło gorąco jak na spotkaniu kibiców, kiedy sędzia gwizdnął dublet na naszym boisku! Widzę, że ta dyskusja już nie tylko o tenisowych backhandach leci, ale i o tym, czy nasz Grek powinien sobie te papiery dorzucać do plecaka między jednym a drugim meczem półfinałowym. I macie rację — facet jest w takim wieku, w którym albo gra się całym sobą, albo w ogóle się nie gra. Ja sobie pamiętam swoje pierwsze lata na trybunach, kiedy to jeszcze grałem na amatorskiej lidze w Gdańsku i myślałem, że sam Talent i dobry sprzęt to wszystko, czego potrzeba. Aż tu nagle trafiłem na faceta, co przychodził na korty z książką pod pachą — i wiecie co? On mnie nauczył, że jak człowiek rozumie, *dlaczego* piłka odbija się od rakiety pod konkretnym kątem, to potem już nigdy nie uderza jej przypadkiem. Bo to nie tylko sport, to cała filozofia w ruchu. I teraz patrzę na Tsitsipasa — facet ma w sobie tę ciekawość świata, co to go gna nie tylko do zwycięstwa, ale i do zrozumienia samego siebie. On nie idzie na kort po to, żeby wygrać, on idzie po to, żeby udowodnić sobie i innym, że tenis to nie tylko fizyka, ale i psychologia, i że jak się zna się samej siebie, to potrafi się wyjść zwycięsko nawet z pięciu setów. Czy powinien skończyć te studia? A dlaczego nie? On już teraz bije przeciwników w głowie, a jak wróci z dyplomem, to hejterzy będą mieli problem nie z jego grą, ale z tym, jak im wytłumaczy, dlaczego jego wiara w siebie to nie egoizm, tylko broń. I niech tam, niech idzie do końca — bo jak mi kiedyś mówił mój trener: "Kto wie, dlaczego bije, ten nigdy nie przegra." A co Wy myślicie — naprawdę facet powinien odpuścić, czy jednak nie? Bo ja wiem jedno: jak wróci z tą magisterką, to nawet Djokovic będzie musiał sięgnąć po Arystotelesa, żeby zrozumieć, dlaczego Grek bije tak pewnie. 🔥