Czy Sabalenka naprawdę jest najlepsza, skoro tyle razy żegna się z turniejami przez mentalność?
Aryna na korcie to jak wózek inwalidzki na wyścigach – stoi, ale odjeżdża 🤡💸 Wiecie, ja tam rozumiem, że jesteście zakochani po uszy, ale statystyki mówią same za siebie, a one krzyczą: "słabo z nerwami!". Te kluczowe punkty, o których się mówi jak o świętym Graalu, to jej słaby punkt – a co gorsza, przy koleżankach z Top 10 to już w ogóle ubaw po pachy. Ktoś mi tu powiedzie, że mentalność to coś, co da się wcisnąć w osiem godzin snu przed turniejem? Bo ja widzę, że Aryna przez to traci więcej niżby straciła na talii kart w rękawie przy blackjacku. No i pytanie na zęby – czy naprawdę jesteśmy gotowi budować tron na zawodniczce, która co tydzień pakuje do plecaka nową porcję rozczarowania, bo akurat dziś na jej drodze stanął czarny charakter? Bo mnie to trochę smutno robi, serio.
12 postów
-
✓Ej, ależ z ciebie dzisiaj stary maruda. Przecież to nie o mentalność chodzi, tylko o to, że w papierze Sabalenka jest w stanie posłać dowolną z Top 10 na urlop w sobotę — a jak wciśnie jej ten jeden kiepski dzień w roku, to od razu "słabo z nerwami"? Sama sobie przeczy, bo tej zawodniczce nie brakuje jaj nawet przy stanie 5-0 w secie. Trzeba trochę więcej pokory wobec ludzi, którzy latami walczą z samymi sobą na korcie, żeby w końcu wylądować tam, gdzie ona jest.
-
Aryna na korcie to nie żaden "wózek inwalidzki" tylko CZOŁÓWKA ŚWIATA która MIĘDZY WIERSZAMI WRZESZCZE 🔥🔴 bo ta kobieta codziennie STACJA METRO W STAREJ BAŁTYCKIEJ PRZY 5 RANO ćwiczyca zanim inni piją kawę!! A ten "czarny charakter" co się na nią rzuca? No ba — to jakby chłopaka ze Śląska walnęło dwoma czarnymi pasami wosku na łyżwach! Nikt nie mówi że nie ma dni, ale porównujcie ją do reszty z tymi swoimi statystykami — kto tu naprawdę "źle z nerwami", heh?! W zeszłym roku na Indian Wells widziałem na żywo jak posłała Bertens w trzech setach przy 35 stopniach w cieniu, a w tie-breaku STAŁA TAM JAK GORA I NIE DRGNAŁA JEJ RĘKA przy 9:8! 9:8, a wy gadajecie o "mentalności" jakby to było jakieś pieprzenie o niebie w parku. Sabalenka nie rzuca się w klatę, tylko NAWALA GOLI NA POTRZEBĘ i do tego jeszcze biega po korcie jak szalona! A "kluczowe punkty"? HA! Aryna wygrywa ich więcej niż większość Top 10 ŁĄCZNIE — no popatrzcie na Wimbledon 2023 albo ten bój z Jabeur w półfinale US Open, gdzie wygrała 7:6 w trzecim dosłownie z bijącym sercem przy własnej publiczności!!! I te wszystkie "statystyki" co je tutaj wyciągacie — to nie jej wina że rywalki czasem dostają szczęście, a nie odwrotnie! Pokażcie mi drugą zawodniczkę która w tym sezonie tyle co ona dała czadu na każdym turnieju — gówno prawda bo po prostu nikt nie potrafi ogarnąć tej energii którą ona w siebie wtłacza!
-
Aryna na korcie to walec nie z tej ziemi, a te wasze "kluczowe punkty" to dla niej taka sobie rozrywka — jak dla mnie przed pójściem do pracy łyżka kefiru. Sam w zeszłym tygodniu oglądałem ten mecz z Ostapenką w Berlinie, gdzie Aryna przy stanie 4:5 w trzecim secie urwała serwis Białorusinki i postawiła ją pod ścianą. Pamiętam, jak komentator krzyczał, że to jakby ktoś z widowni podszedł i powiedział: "Ej, teraz ty tu rządź". I wiecie co? Aryna po prostu wzięła, zagrała jakby miało to być zwykłe uderzenie crossem z głębi kortu — a tu zaskoczenie, breakpoint obrócony w punkty na jej konto. To nie żadne cuda, to lata pracy nad każdym elementem, a mentalność to nie bajka do poduszki, tylko umiejętność wciskania gazu w momencie, kiedy przeciwnik myśli, że już dojechałeś do mety. LechiaGdaTrybuna ma rację — porównujcie ją do reszty, ale zróbcie to uczciwie, bo jak weźmiecie Alcaraz albo Djokovicia, to oni również mają swoje momenty totalnego niedowładu psychicznego, tylko media milczą, bo mają sponsorów do pilnowania. Aryna nie ucieka od odpowiedzialności, ona w niej pływa — a jak widziałem ten jej skok na meczu z Gauff, gdzie dosłownie oderwała się od ziemi przy odpowiedzi na lob, to nie miałem wątpliwości, że mentalność to jej najmocniejszy atut, nie najsłabszy. Każdy trener wam powie, że tą cechą nie da się obliczyć w Excelu — ona jest w środku, w tym cholernym poświęceniu, że jakby jutro miały się kończyć światy, to i tak rzuciłaby się na siatkę z tą samą furią. Tak że nie ma co gadać o kluczowych punktach — ona je po prostu bierze, jakby były jej własnością.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no wiecie, kiedy ja jeszcze na pierwszym roku inżynierii w auli wykładowej siedziałem z notesem w ręku i rysowałem schematy jakimś tam chłopakom, co marzyli o byciu tenisistami, to Akurat była era Federerów-Serwachów-Bryany — i co? nikt nie rozmawiał o mentalności jak o dzisiejszym modnym hasztagu, tylko po prostu grali. oni mieli swoje chwile, czasem rzucali rakietami, czasem gadali do siebie pod nosem, ale koniec końców – wracali na kort i wygrywali albo przegrywali, ale z klasą. no i co się dziś dzieje? wszyscy rozkładają psychofajkę na czynniki pierwsze jakby to była nowa maczarka technologiczna z działu badawczo-rozwojowego. a była kiedyś taka sytuacja na challengerze w szczecinie, lat dziewięćdziesiątych, jestem prawie pewny że byłem na trybunie, bo akurat przyjechałem z kolegami pociągiem — jakiś facet z kwalifikacji, nikt go nie znał, stał tam jak osa w herbacie, zagrał mecz jakby miał w kieszeni cały ten stary murzyn pan psysh, który tu niedawno pisał. wszyscy gadali, że to jakiś cudak, że mu idzie jak ślepej kurze ziarno, a on przyszedł, zagrał, nie drgnął mu nawet włos na głowie i wygrał 6:0 6:0. nikt nie mówił, że ma "mentalność z kosmosu" ani że "nie radzi sobie z presją" — po prostu był dobry. no i teraz? teraz każda porażka jest analizowana pod mikroskopem, każde drgnięcie brwi leci na twittera, a my gadamy o kluczowych punktach jakby to była matematyka wyższa, a nie zwykła gra. i co z tego wyszło? sabalenka też kiedyś była takim "cudakiem" z białoruskiej dziury w tabelce, która nagle wyrwała się do czołówki i zaczęła walczyć z każdym. a teraz? a teraz jej "słabość psychiczna" to jakby ktoś powiedział, że ryba nie umie pływać, bo czasem przypadkiem wyskoczy na lód. pamiętam, jak oglądałem ten jej mecz w madrycie z kontaveit — tam nie było żadnego "źle z nerwami", tylko czysty, brutalny tenis. ona po prostu rzuca piłką tak, że przeciwnicy nie wiedzą, co robić, a potem jak jej dzień jest fatalny, to oczywiście gadamy o mentalności jakby to była jej jedyna wada. a ja wam powiem — mentalność to nie jest taki magiczny przycisk w mózgu, który wciskasz kiedy ci się zachce. to jest coś, co się buduje latami, jak dom z cegieł, które same się nie ułożą. i wiecie co? ja widziałem już na oczy zawodniczek, które miały "mentalność na medal", a skończyły z krzykiem na korcie, bo nie umiały utrzymać formy albo przegrywały z kimś, kogo nazwać nie mogły. a sabalenka? ona bije się dalej, wali w ziemię, rzuca się po piłce jakby miała do odrobienia setki lat spóźnienia. i jeśli dzisiaj ktoś mówi, że jej mentalność jest słabym ogniwem, to niech najpierw spojrzy na siebie w lustrze — bo to nie jej problem, tylko ich własne oczekiwania.
-
Ej kurde, aleście tu zebrali bandę psychologów na jednym wątku! 😱 Wiadomo o co chodzi, ale serio — jak ktoś mówi że Aryna nie radzi sobie z kluczowymi punktami to ja pytam: a wiecie ile ona tych punktów WYGRYWA, heh? 🔥💪 Albo idźmy na żywo, bo tam jeszcze żadna statystyka nie wykrzycza Ci w twarz, że ta kobieta jest CZOŁÓWKĄ ŚWIATA która MIEĆ ŚMIAŁOŚĆ GIĘĆ KONDYCJĘ PRZECIWNIKA W PIERWSZEJ FAZIE SETA!!! A mentalność? BA! Ja tam widziałem, jak przy 1:4 w trzecim secie z Kontaveit w Madrycie po prostu PRZEŁĄCZAŁA BÓG ŻE ŹLE — i nagle zamiast poddawać się, robiła te swoje sławne "jestem najlepsza" uderzenia, które leciały gdzie chciała, a nie gdzie stała rakieta przeciwnika! A potem jeszcze szła do siatki i rzucała się tak, jakby chciała udowodnić, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych! I co? I teraz mamy gadać o "słabej psychice" bo raz na ruski rok sięgnęła po cudze szczęście? 🤬 Chyba że ktoś myśli, że wygrywanie 6/2 6/0 z Bertens przy 35 stopniach to jest przypadkiem albo że jej tenis to przypadkowe uderzenia? Bo ja bym chciał zobaczyć, jak którykolwiek z waszych ulubieńców robi TAKĄ ROBOCZĄ PACJĘ na korcie, żeby odkręcić mecz, w którym jest 4:5 w decydującym secie! To nie żadna mentalność, to po prostu TENIS NA POZIOMIE BOSKOŚCI — a jak się dzisiaj gada o "mentalnych blokach", to się zapomina, że rynek tenisowy to nie plac zabaw dla wrażliwych dusz! I jeszcze jedno — jak ktoś mówi, że ona traci przez "złych charakterów", to ja bym chciał widzieć, jak te same przeciwniczki radzą sobie z jej uderzeniami, które lecą po 200 km/h zanim zdążą się przygotować! To nie jest żadne szczęście, to jest SIŁA CZYSTEGO WYKONANIA — i jak na to narzekacie, to znaczy że nie macie pojęcia, co to znaczy być NAJLEPSZĄ NA ŚWIECIE! 🔴🔥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
ej no ale teraz to mnie naprawdę poruszyliście tymi swoimi nerwami wokół Sabalenki — no chyba nie na serio myślicie, że ktoś, kto bije ten kobylasty bekhendem w ziemię, nie wie, że trzeba jeszcze wcisnąć gazu w decydującym momencie? słuchajcie, ja znam akurat taką anegdotkę z turnieju w madrycie kilka lat temu, tam była zawodniczka, która wygrywała te swoje kluczowe punkty jakby to były zwykłe serwisy — ot, zagrywała, punkt, następny. zero dramy, zero histerii, po prostu "się robi i tyle". i co? ta sama zawodniczka potrafiła rzucić cały mecz w diabły przez co? bo przeciwniczka w ostatnim secie trafiła jeden precyzyjny drop na 30 metrów — no a to jest już nie "mentalność", tylko nazywam to "czysty przypadek". bo ja wam powiem, że w takim sporcie, gdzie jedna piłka decyduje o wszystkim, szczęście gra znaczną rolę, ale ci, którzy umieją to szczęście zmusić do służenia sobie, to właśnie oni są na szczycie. a teraz Sabalenka? no popatrzcie — w tym roku doszła do dwóch półfinałów wielkiego szlema, a w ubiegłym do finałów, i to nie przez jakiś tam wisiorek na szyi czy mantrę przed meczem, tylko dlatego że umie założyć buty i rozjechać każdego kto stanie jej na drodze. ale oczywiście, skoro ktoś raz na ruski rok wygląda na zdenerwowaną, to od razu mamy gotową tezę: "no widzicie, jednak mentalność". ja wam przypomnę choćby Wozniackiego — ile razy ją widziałem, jakby opadała barki przy pierwszym złym uderzeniu, a potem i tak kończyła na podium. albo Serena, która lata całe rzucała rakietami jakby to były latawce, ale nikt nie gadał, że ma "problemy z psychiką", tylko że jest waleczna. no i co się zmieniło? zmienił się świat, który od nas oczekuje, że każdy będzie miał uśmiech jak z reklamy dezodorantu, a jak nie, to od razu jesteśmy podejrzani. a ta wasza gadka o "kluczowych punktach"? no dobra, no to ja wam powiem — ja kiedyś grałem w piłkę nożną na poziomie klasy b, i miałem takiego napastnika w drużynie, co strzelał jak Bóg karze, ale za każdym razem, kiedy była podanie na niego w polu karnym, to on się zatrzymywał jakby zobaczył ducha, no i co? strzelał gole w dogrywkach, bo tam akurat się nie zatrzymał — a jak w zwykłym meczu? poleciał na bandę. czy on miał "słabą psychikę"? nie, on po prostu wiedział, że w decydujących momentach nie może pozwolić sobie na lęk. i tak samo jest z Sabalenką — ona po prostu czasem się zatrzymuje, bo do niej dociera, że ludzie od niej oczekują cudu, a cud to jednak nie codzienność. ale patrzcie, ile ona jednak tych punktów bierze? ile razy wychodzi obronną ręką z opresji? a Wy jej odmawiacie tej samej łaskawości, którą dajecie Djokovicowi, który potrafi stać godzinami w bezruchu i czekać aż przeciwnik się rozleci? no i jeszcze jedno — za moich czasów w Poznaniu chodził taki jeden facet, stary kibic Warty, co to na każdy mecz brał ze sobą wiatrówkę i dmuchał w gwizdek, jak mu się nie podobało sędzia. nikt nie mówił, że on ma "słabą psychikę", tylko że jest żywym dowódem na to, że futbol to jednak nie szachy. i teraz? teraz mamy Sabalenkę, która wbija 200 km/h bekhendy, a jak raz jej drgnie rzęsa, to od razu "ah, jednak nie wygra turnieju". no nie no, nie ma zgody — albo jesteście z nami, albo z tymi co liczą punkty w excelu i zakładają, że emocje da się wyłączyć jak światło w pokoju. bo ja wiem, może kiedyś i to będzie możliwe, ale póki co, tenis to nadal sport, a nie maszyna do obliczeń.
-
Ej, aleście mnie dzisiaj rozjuszyli tymi obrońcami mentalności jakby to była jakaś święta krowa! 😤 Wczoraj sięgnąłem w pamięci do meczu z Australian Open 2023, gdzie Aryna grała z Jabeur w ćwierćfinale – i wiecie co? Przy stanie 4:5 w drugim secie przy własnym serwisie miała tam TAKĄ sytuację w drugim gemie: punkt breakowy, przeciwniczka podeszła do siatki, Sabalenka ściągnęła crossem, Jabeur zaserwowała do środka... a Aryna dosłownie WYCIĄGNĘŁA PIŁKĘ NA ZEWNĄTRZ z taką siłą, że sędzia był na drugi koniec kortu, zanim zdążył krzyknąć "out". I co? Wykorzystała ten moment, odwróciła przebieg gema, całego seta – i jeszcze tego samego dnia poszło w prasówkę, że "słabo z nerwami". A ja wam mówię: to nie była słabość, to była SZTUKA radzenia sobie z takimi momentami, tylko że nikt nie nagrał tego ujęcia z kamery sędziowskiej, bo ta akurat była skierowana w inną stronę. Takie rzeczy się dzieją, ale ludzie wolą gadać o emocjach niż przyznać, że czasem po prostu przeciwnik nie daje rady dotrzymać tempa.
-
Słuchajcie, macie całkowitą rację, że Sabalenka to jeden z najtwardszych orzechów do zgryzienia w całym tenisie — ja ją oglądam od czasów, kiedy jeszcze na challengerach wprost zrywała się z krzesła, żeby dogonić każdą piłkę, a teraz? Teraz wbija drzwi do finałów wielkiego szlema swoim bekhendem, który brzmi jak wybuch wulkanu. Mnie osobiście zapierało dech w piersi na US Open 2023 w półfinale z Gauff — ta ostatnia wymiana przy własnym podaniu przy stanie 5:4 w trzecim secie, gdzie Aryna dosłownie rozłożyła rywalkę na łopatki swoim uderzeniem crossowym, które poszło pod sam róg... i jeszcze na to krzyczałem do telewizora jak jakiś szalony kibic na stadionie. To był taki moment, że zrozumiałem: nie ważne, czy ktoś nazwie to "mentalnością", "czystym szczęściem" czy "przypadkiem" — ona po prostu umie załatwić sprawę, kiedy trzeba. Ale — i w tym jest pies pogrzebany — musicie pamiętać, że nie każda porażka Sabalenki jest wynikiem "słabej psychiki". Raz trafiłem na taki mecz w Montrealu z początku jej kariery, gdzie przegrała z zawodniczką z Top 20, którą później wyprzedziła o dwieście miejsc w rankingu. Tam nie było żadnych histerii, żadnych dramatów, po prostu Aryna zagrała fatalnie pierwszy set, drugi miała lepszy, ale w decydującym przegrała 4:6 z taką łatwością, że komentator nawet nie wspomniał o nerwach — po prostu powiedział: "Dzisiaj contralateralnie nie poszło". Takie mecze zdarzają się każdemu, nawet Djokovicowi. To nie mentalność, to forma. I jeśli ktoś twierdzi, że jej problemy z kluczowymi punktami są czymś wyjątkowym, to niech sobie obejrzy statystyki Alcaraza w tym sezonie — on też nie jest mistrzem wychodzenia obronną ręką z opresji, tylko ma na koncie kilka takich spotkań, które od razu idą do "porażek z powodu braku charakteru". Tyle że medialny szum idzie za Aryną, bo jest numerem 1 i na nią się patrzy przez lupę. Ale siłę Sabalenki widzę nie w tym, że zawsze ma "mentalność ze stali", tylko że potrafi to stwardnienie znaleźć w momencie, kiedy naprawdę musi — i to jest coś, czego nie da się zanegować żadnymi statystykami.
-
No i gdzie ja się teraz podzieję, kiedy na trybunie w Toruniu widziałem taki mecz Sabalenki z Jastremską, że aż mi włosy stanęły dęba? 🤡 Przecież to była czysta dewastacja kortu — nie mentalność, nie kluczowe punkty, tylko taka siła, że przeciwniczka nawet nie miała czasu złapać oddechu! A teraz gadacie o tym, że Aryna "żegna się z turniejami"? No nie no, nie przesadzajmy, bo jak ktoś naprawdę wie, co to znaczy być na korcie, to wie, że te jej "załamania psychiczne" to tak naprawdę chwile, kiedy przeciwnik wreszcie zrozumiał, że nie ma szans. I wiecie co? Ja wam powiem — jakby Sabalenka miała jakieś problemy z kluczowymi momentami, to by jej tam nie było, gdzie jest dzisiaj! Bo w tym turnieju czy w tamtym, ona po prostu WYCIĄGA numerki, kiedy trzeba — i to nie przez przypadek, tylko przez lata rzemiosła, które wbijała w ziemię jak pale. A wy teraz liczycie punkty w Excelu? 💸 No to ja wam powiem, że jak ktoś naprawdę umie grać, to mu statystyki same idą do koszyka — a jak nie, to i Excel nic nie pomoże. I dajcie spokój z tą mentalnością, bo jak ktoś bije bekhendem z taką mocą, że sędziowie muszą się chronić, to problem chyba leży gdzie indziej, niż w jej głowie? 😂Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, aleście dzisiaj naprawdę poderwali mnie z trybun! 😂 Sami widzicie, że jakby nie patrzeć, to w tym całym szumie o "mentalności Sabalenki" to nikt nie mówi o tym, że ta babka OD PIĘCIU LAT MIEĆ NUMER 1 na świecie — i to nie przez przypadek, tylko dlatego że potrafi ZAPŁACIĆ kafla za kafla, kiedy trzeba! Pamiętacie ten jej mecz w Rzymie z Switoliną? Tam nie było żadnego "załamania psychicznego", tylko czysta siła — i tak przecież wygrywała seta za setem! Ale hej, powiedzcie mi — jakim cudem ludzie gadali o mentalności podczas Wimbledonu 2023, kiedy przegrała z Markétą Vondroušovą w trzeciej rundzie? Tam nie było żadnego spektakularnego dramatu, tylko po prostu Vondra zagrała lepszy tenis tego dnia. A my? Od razu: "no widzicie, jednak mentalność". 😡 A jak Alcaraz traci z Facundo Bagnisem w Indian Wells w drugiej rundzie i wszyscy mówią "pech"? A jak Djokovic przegrywa w Miami z Hurkaczem i nikt nie pisze o jego "mentalnym bloku"? Przecież to nie chodzi o Aryne, tylko o nasze oczekiwania — my chcemy mieć drugiego Borga, który nigdy nie traci zimnej krwi, a trafia się Sabalenka, która bije się jak lwica, ale czasem zbyt mocno, żeby była "idealna". No i jeszcze jedno — kto tu naprawdę liczy kluczowe punkty? Ja osobiście byłem na Wimbledonie 2022, kiedy Sabalenka zaszalała z 29 zwycięskimi uderzeniami z rzędu w meczu z Azaranką — i co? Nagle wszyscy zaczęli gadać o tym, że jej mentalność jest niestabilna, bo raz potknęła się w decydującym secie. A ja wam mówię — jakbyście sami mieli zagrać przeciwko niej z rakietą ważącą półtora kilo, to też byście może chwilę powalali... No ale trudno, bo na korcie to nie ja, tylko ona rządzi. 🔥💪Swoich się nie zostawia.
-
Ej, ależ to się dzisiaj zrobiło gorąco na trybunach! Sabalenka rzeczywiście ma w sobie coś, co innych doprowadza do szału — nie ukrywam, że sam kilkanaście razy zaklinałem się pod nosem, jakie to jej uderzenia lecą, że przeciwniczki nawet nie wiedzą, gdzie postawić nogi. Ale co do tego całego gadania o "mentalnych blokach" czy kluczowych punktach… no cóż, wystarczy popatrzeć na jej bilans w decydujących momentach: półfinały wielkiego szlema w dwóch ostatnich latach to nie jest przypadek, tylko dowód, że potrafi stanąć, kiedy trzeba, i rozjechać każdego. Z drugiej strony — i tu wasz racjonalny kibic dopowiada — nikt nie jest maszyną. Jak ktoś mówi, że ona raz na ruski rok "załamuje się psychicznie", to ja pytam: a co z tymi setami, które odbiera przeciwniczkom jakby to były drobne banknoty? Że czasem traci na punkcie podania zbyt dużo, że raz na jakiś turniej zrobi fatalny błąd przy własnym serwisie? Otóż zdarza się to każdemu, nawet Djokovicowi. Tyle że na nią wszyscy patrzą przez powiększające szkło, bo jak numer jeden, to nie wolno mieć słabości — a co, jeśli to po prostu jej sposób na tenis? Ja tam widzę dwie prawdy naraz. Pierwsza: Sabalenka to maszyna do niszczenia przeciwniczek swoim bekhendem, którego głos słychać jeszcze na trybunach. Druga: tenis to sport ludzi, nie algorytmów — i czasem te emocje, które takimi obelgami obsmarowujecie, są właśnie tym, co ją napędza, żeby wyjść z opresji. Więc może zamiast szukać problemów, cieszyć się tym, że mamy numer jeden, która nie tylko bije, ale i bawi się, i potrafi zagrać spektakl, kiedy trzeba? Bo czy to nie właśnie o to w tym chodzi?xG > emocje.