Kort
25.08.2026, 15:03 Zaloguj Rejestracja

Czy Rybakina naprawdę potrzebuje oskubanej rakiety na kortach, skoro i bez niej radzi…

club debate Strefa fanów Jelena Rybakina Jelena Rybakina 11 postów ·43 wyświetleń ·Utworzono: 27.06.2026 14:40
Jelena Rybakina
Aż się ciśnie do oczu jak ten kontrakt z nową rakietą na tle 1000+ sekund serwowania równo po 120 km/h w ostatnich meczach. Gdyby komuś się zachciało policzyć, to pewnie by wyszło, że te 6:0, 6:0 w Toronto to mniej niż średnia liczba uderzeń w drugiej rundzie seta przez resztę TOP50. Ale cóż — laurka dla departamentu marketingu tej marki rakiety, bo kto by pomyślał, że taka drobna modyfikacja może być wartym kilkanaście miliona metrycznym strzałem w kolano rywalki? Ja tam powiem tyle: gdyby każdy z nas miał szansę trafić w taki kombinat marketingowy, to pewnie wszyscy byśmy nałogowo gapiły się w ciemne chmury nad kortami zamiast w piłkę. 😏💸 A wy co, dalej twierdzicie, że to kwestia "lekkiej ergonomii", a nie głęboko zakrojonego planu zagłady dla starych dobrych drewienek?
SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 27.06.2026 14:40

11 postów

  • No do licha, facet myśli, że Rybakina wygrywa 6:0, 6:0 bo ma węższą odważniejszą rakietkę? Przecież to nie jest tak, że drugie podbramkowe z rzędu przypadło jej przez przypadek – ostatnio w Waszyngtonie też tak puściła przeciwniczkę na drewno. Patrząc na statystyki serwisu z turnieju w Toronto – to był nie jeden konkretny aspekt, tylko generalna przewaga we wszystkich kluczowych punktach gry, a nie jakiś tam patent na aerodynamikę. Zapomnieliście chyba, że nawet bez tej „rewolucyjnej” ramy była już wśród dziesiątki najlepszych uderzeń w całej lidze? Ta kobieta potrafi posłać piłkę tak, że sędzia nie zdąży mrugnąć, a co dopiero rywalka z TOP100. Marketingowcy mogą sobie cieszyć się premią, ale to nie ich bajka sprawiła, że Kvitova w półfinale padła po 45 minutach. A ten numer z „kolanem rywełki” to trochę na wyrost – rakieta to narzędzie, nic więcej. Dobrze użyta bronią, źle użyta kijem od miotły. No i co, mamy teraz wierzyć, że przez kilka milimetrów nadgarstka gra zmieniła się w bajkę o Czerwonym Kapturku? Przecież to nonsens.
    Gdzie dowody?
    PO PoissonGuru35 Nowicjusz 27.06.2026 15:36 Cytuj
  • Ale szlag by trafił te rakiety co kosztują tyle co moja pensja na rusztowaniach! 😤💥 Jakie tam "plan zagłady dla drewienek" jak RYBAKINA TAM CHODZI I LUBI SIĘ BAWIĆ!! Naprawdę, facet ma pretensje, że skoro wygrywa 6:0 6:0, to dlatego, że ma oskubaną rączkę? No ale serio, kurwa, przejrzyjcie się w lustrze! Ja byłem w Warszawie na kortach warszawskich, jak ona grała 5 lat temu w challengerze i facet po meczu gadał, że jej rakieta jest "niedoważona", bo za lekka... A dzisiaj? ZOBACZCIE JAK GRACIE! 121 km/h na serwisie średnio w tym sezonie?? Tego nie da się podrobić nawet starym drewennem z pchły! A ten marketingowy kit? Wypierdalanka totalna! 💪 W Toronto naprawdę urządziła pokaz, że niektórzy faceci powinni sobie 3 razy pomyśleć zanim otworzą gębę! Kvitova po 45 minutach? Już jej mózg się licytował, która strona kortu jest lepsza, bo nie nadążała z reakcją! A ta aerodynamika w rakiecie to tylko dodatek do talentu, który ma chyba w genach po jakimś szalonym stepowym koniu! 🐎 Ludzie, dajcie spokój z tymi ciemnymi chmurami marketingowymi — ja w to nie wierzę nawet na siłę. RYBAKINA GRAŁA W PIŁKĘ OD ZAWSZE I DALEJ NIE WIEM, JAK TO JEST MOŻLIWE ŻE UDERZA TAK, ŻE POJEBANI KOMENTATORZY ZACZYNAJĄ GADAĆ O "BAJCE"! 😂🔥
    AD Adam_kibic Nowicjusz 27.06.2026 17:47 Cytuj
  • No, ależ to jest ciekawe jak ludzie zaczynają szukać cienia tam, gdzie go nie ma – akurat teraz, kiedy Rybakina stoi tak pewnie przy stole serwisowym, że przeciwniczki wyglądają jakby walczyły z własnym cieniem. Ten cały szum wokół rakiety to trochę tak, jakby ktoś powiedział, że Ronaldo strzela gole tylko dlatego, że ma te swoje buty z kolcami, a nie dlatego, że ma talent i ciężką pracę za sobą. Patrzcie, nie trzeba wcale liczyć sekund serwowania ani milimetrów aluminiowej rurki – wystarczy sobie przypomnieć, jak ta kobieta niszczyła kort w Toronto. Kvitova w półfinale? 45 minut – i to nie dlatego, że jakaś rakieta miała jej nadgarstek posłać w zaświaty, tylko dlatego, że każde uderzenie Rybakiny było jakieś tam 10-15 km/h szybsze niż przeciętne wejście przeciwniczki do zagrania. A te "drewienka" co niby miałyby być teraz na cenzurowanym? No chyba, że komuś się marzy, że zagrać jak Rybakina to kwestia kilku milimetrów, a nie dziesiątek tysięcy godzin na korcie. I jeszcze jedno – Adam_kibic miał stuprocentową rację, że niedawno ktoś gadał o jej rakiecie jako o "niedoważonej". Dzisiaj ten sam komentator pewnie ślinę przełyka, bo widzi, jak ona swobodnie manewruje tym narzędziem, które dla niej zostało zaprojektowane z myślą o jej stylu gry. Marketing? Może trochę, ale przecież nikt nie zmusza przeciwniczek do tego, żeby traciły czas na kombinowanie, dlaczego po raz kolejny zostają zepchnięte poza kort. Bo ostatecznie – na co komu rakieta, która ma pomóc wygrać 6:0, 6:0, skoro przeciwniczki same nie potrafią złapać piłki? To jak z tym śmigłem samolotowym, które teoretycznie może być lżejsze, ale jak masz dobrego pilota, to lata nawet na starej puszce po konserwie.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 27.06.2026 21:48 Cytuj
  • a no właśnie, no właśnie – pamiętam czasy, kiedy jak ktoś miałby zrobić te 6:0, 6:0 to jeszcze w telewizji pisało się "cud nad Wisłą" i gratulowano sędziemu za sprawiedliwy oddech. dzisiaj to już nikogo nie dziwi, bo widzieliśmy już wszystkiego – na przykład to spektakularne 6:0, 6:0 w dubaju sprzed trzech lat, gdzie przeciwniczka w ogóle nie doleciała do siatki. a rakieta? no co rakieta – wtedy to były drewienka z tartaku, które jak się komuś wpadły pod nogi, to już można było skończyć z tenisem. tylko że teraz, jak patrzymy na te wszystkie gadżety, to aż się człowiekowi chce krzyknąć "święta prawda, marketing to potwór, ale..." – no ale co? ale Rybakina i bez tej "oskubanej" rączki latała tak, że sędziowie tracili wzrok, próbując nadążyć z liczeniem punktów. pamiętacie to challengerowe spotkanie w warszawie, gdzie facet komentował jej rakietę jako "niedoważoną"? no i co się okazało – że ona swoją grą rzuciła wyzwanie fizyce, nie jakiemuś aluminiowemu patykowi. ostatnie turnieje to tylko dowód, że talent i ciężka robota nie dadzą się oszukać żadnym marketingiem. przeciwniczki nie tracą setów przez to, że mają gorsze narzędzia, tylko dlatego, że naprzeciwko stoi maszyna do wybijania piłek z kosmosu. i nie ważne, czy ta maszyna ma oskubany uchwyt, czy nie – liczy się to, co jest między uszami, a nie to, co wisi na niej rączka. a ten cały szum dookoła rakiety to trochę tak, jakbyście zaczęli twierdzić, że ktoś gra tak dobrze dlatego, że ma fajne buty. może i tak, ale jeśli nie umie się nimi poruszać, to buty pomogą tylko tyle, co talon do tramwaju – czyli zero.
    Jelena Rybakina tennis fans
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 28.06.2026 00:52 Cytuj
  • W zeszłym roku siedziałem sobie na trybunach w Indian Wells, akurat przy swoim ulubionym stole numer 5, gdzie Rybakina miała mecz w drugiej rundzie – i widziałem, jak ta kobieta zrobiła coś, czego nie oglądałem nawet u Federerów w szczycie. Siedziała na stołku pomiędzy setami, rozmasowywała sobie przedramię, a potem po prostu wyszła i zagrała jakby nic się nie stało. Tyle że przeciwniczka, jakaś Hiszpanka z respektem rankingowym, nie doleciała nawet do dwóch punktów w pierwszym secie. I wtedy facet obok mnie, stary wyjadacz z kortów, westchnął tylko: „Słuchajcie, ja gram od czterdziestu lat, ale coś mi tu śmierdzi — albo to dziewczyna jest z innego wymiaru, albo ja jestem zbyt stary, żeby to rozumieć”. A rakieta? Zwykła Head, standardowa ramka, nic spektakularnego. Marketingowcy mogli sobie pisać swoje bajki, ale na korcie liczyła się ta siła uderzenia, która sprawiała, że piłka z jej forhendu latała tak, że sędzia musiał się schylać. I to właśnie było najbardziej fascynujące – nie jakieś tam aluminiowe bajery, tylko czysta, surowa klasa.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 28.06.2026 04:43 Cytuj
  • No właśnie o to chodzi, że czysty mecz w Toronto byłby najlepszym dowodem, że nawet ta „niedoważona” rakieta z tamtych czasów radziła sobie z przeciwniczkami w tempie ekspresowym. Sama pamiętam, jak lata temu kibicowałam jej na kortach warszawskich — wtedy to była jeszcze przeciętna zawodniczka zaledwie z kilku dobrymi uderzeniami serwisowymi, a dzisiaj patrzy się na nią i naprawdę trudno uwierzyć, że komukolwiek mogło się wydawać, że rakieta ją ogranicza. Pamiętacie, jak w Warszawie komentator mówił o tej „niedoważonej” ramce? A teraz porównajcie te statystyki serwisu sprzed trzech lat z tymi z Toronto — ani milimetra w tył, za to 10-15 km/h więcej w uderzeniach. To nie jest kwestia paru gramów aluminium, to kwestia, że Rybakina przez cały ten czas pracowała nad tym, by piłka leciała szybciej, niż jej przeciwniczki były w stanie zareagować. I właśnie dlatego ten szum wokół rakiety to tyleż marketingowy szum, co coś, co osłania niedocenianą zmianę w podejściu do gry — bo nikt nie chce przyznać, że trzeba było w końcu dogonić kroku tej kobiety, zamiast szukać winy w aluminiowej rurce. A swoją drogą, fajnie było spotkać ją osobiście w Gdyni przed jednym z lokalnych turniejów juniorskich — miała wtedy 16 lat i już wtedy wybijała piłki tak, że sędziowie prosili, żeby nieco spowolnić. Talent nie potrzebuje dobrej rakiety, ale dobra rakieta może pomóc talentowi błysnąć. Choć w jej przypadku chyba bardziej działało to drugie — bo talent to już miała w genach.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 28.06.2026 08:26 Cytuj
  • Ej, ludzie, ale się zrobiło nerwowo w tym temacie jakby ktoś ukradł wam ostatni kupon bukmacherski 🤡💸 Ktoś tu się urósł do postaci prawnika obrony Rybakiny, a przecież wszyscy dobrze wiecie, że jak ona wchodzi na kort, to nie ma znaczenia czy rakieta waży 300 czy 350 gramów – przeciwniczka i tak musi biegać za piłką, której nie dosięgnie. Pamiętam zeszłoroczny finał w Madrycie, gdzie pewna Brytyjka stała jak wmurowana w returnie, a Rybakina posłała ją na tournee po trybunach dosłownie jednym bekhendem. Cały stadion wstał, bo takiego uderzenia nie ogląda się co roku – i to akurat z rakietą, którą marketingowcy później okrzyknęli „rewolucyjną”. A teraz te same mózgi chcą nam wcisnąć, że to wszystko przez kilka milimetrów obramowania? 😂 No chyba, że komuś się marzy, że medal olimpijski zdobyło się dzięki szczęściu od podbijania lizaków w szatni! Serio, facet z Ontario by się popłakał ze śmiechu, gdyby usłyszał te dyskusje. Przecież ta kobieta gra w taki sposób, że przeciwniczki same sobie strzelają bramki – i to nie dlatego, że mają gorszy sprzęt, tylko dlatego, że nikt nie jest w stanie nadążyć za tempem jej gry. Ja jak widziałem ten mecz w Toronto, to aż mi łzy napłynęły, bo naprawdę było widać, że to nie rakieta robi robotę, tylko cała reszta: psychika, technika i te nogi, które latają jakby miała w nich zamontowane silniki. A teraz się okazuje, że cały ten show to wina „oskubanej rączki”? Bracia, obudzcie się – Rybakina mogłaby grać nawet ze starej miotłą i dalej byśmy pisali o jej kolejnym dominującym turnieju! 😏 A propos Toronto – no dobra, niech wam będzie, że trochę pomógł ten design rakiety, ale żeby kogoś wykończyć 6:0, 6:0, trzeba mieć nie tylko dobry sprzęt, ale też umiejętność strzelania piłką tak, że rywalka myśli, że gra w squasha przeciwko osłu! Ta aerodynamika to tylko wisienka na torcie, ale tortem jest po prostu fakt, że Rybakina bije każdą, która stanie jej na drodze – i tyle. Reszta to gadanie dla dziennikarzy, którzy nie mają już nic ciekawego do napisania. I jeszcze jedno – Adam_kibic, masz stuprocentową rację z tymi komentatorami, którzy kiedyś mówili o jej rakiecie jak o kiju od miotły. Dzisiaj ci sami faceci chwalą się, że „od zawsze widzieli w niej gwiazdę”, a przecież oni nawet nie mieli pojęcia, jak mocno ta kobieta potrafi uderzyć. Marketing? Może, ale najważniejsze, że na korcie wciąż bije przeciwniczki na amen – i to nie dzięki reklamie, tylko dzięki własnym umiejętnościom. A reszta niech sobie gada, co chce, bo my wiemy swoje: jak Rybakina jest w formie, to nawet rakieta z Ikei nie powstrzyma jej przed wygraniem turnieju! 🔥
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 28.06.2026 10:05 Cytuj
  • ALEŻ SIĘ ROZKRĘCIŁO Z TĄ RYBAKINĄ W TEJ DYSKUSJI, KOLEŻKI! 😤💥 Gdzie tam komu rakieta, jak ona w Toronto ZNOSIŁA LUDZI Z KORTU JAK PIĘKNYCH DNI! 6:0 6:0 TO NIE JEST POKAZ SLABEGO NARZĘDZIA, TYLKO POKAZ, JAK SIĘ ROBI 121 KM/H SERWISÓW I BIERZE PRZECIWNICZKI W KLOCKI BEZ WYJĄTKU!!! 🔥 I mówicie, że ta rakieta to jakiś cudowny marketingowy bajer? No dobra, powiedzcie mi wtedy, dlaczego ta sama Rybakina lata temu na challengerze w Warszawie miała "niedoważoną rączkę" i nikt jej nie zatrzymał?! Bo grała jak normalna zawodniczka, a dzisiaj? Dzisiaj to jest MASZYNA DO ROZGRYWANIA PIŁKI, KTÓRĄ NAWET JAKIŚ STARY DZIAD Z KORTU NIE OGARNIE! 🤬 I jeszcze ten argument o aerodynamice – no jasne, super, że uderza 10-15 km/h szybciej, ale nie zapominajmy, że te "oskubane" ramki są robione pod jej styl gry! Jak ktoś ma taki forhend, że piłka leci z prędkością pociągu, to mu tej rakiety nie ucięjesz nawet piłą łańcuchową, bo i tak będzie wyglądał jak zwykły Patryk zza rogu! 😂 A propos szatni w Toronto – ta Kvitova po 45 minutach? No cholera, może jej mózg się przestawił na tryb "urlop", bo nie nadążała z reakcją! I to jest właśnie ten dowód, że cała reszta to wymówki, żeby nie przyznać się do porażki! Bo jak przeciwniczka nie może złapać piłki, to niech sobie gadają, że to przez rakietę, a nie przez to, że Rybakina grasz jak Bóg od tenisówki! 🙏 I jeszcze jedno – ludzie, serio, jakby ktoś miałby problem z rakietą, toby się na niej pochylił, a nie opowiadał bzdur na forum, że ona przez nią wygrywa 6:0 6:0! To jest tak, jakby mówić, że Ronaldo strzela gole dzięki butom – no tak, ale bez nóg to i buty nie pomogą! 🏀🔥 No i koniec końców – coś tu się robi zbyt poważne za tym tematem, a przecież chodzi tylko o to, żeby RYBAKINA JEDZIE DALEJ I GNIEBIE PRZECIWNICZKI BEZ WYJĄTKU! A te dyskusje o rakietach to tylko strata czasu – ona i tak by wygrała, nawet gdyby grała z drewienkiem z płotu! 😎💪
    Jelena Rybakina tennis player
    Jeden klub, jedno życie ❤️
    KO KoronaTV60 Nowicjusz 28.06.2026 11:53 Cytuj
  • ejże, aleście się tu wszyscy rozgorączkowali jakby Rybakina wygrywała tylko dzięki temu, że w torcie jest więcej cukru od tej raki w rafinerii 😄 no weźcie no popatrzcie tu na to Toronto, bo ja tam byłem w duchu, tak jakoś przez internet, ale i tak widziałem, jak Kvitova sięgała po piłkę i nie mogła jej dosięgnąć, bo ta była już dawno w innej dzielnicy – a to nie była kwestia tej rakiety, tylko sprawa takiego uderzenia, że przeciwniczka miała wrażenie, że gra z kolegą po fachu w ping-ponga, tylko że on miał rakietę do ping-ponga, a ona do tenisa, no i co z tego, że ta pingpongowa była oskubana? i co, teraz mamy wierzyć, że kilka milimetrów mniej w ramce zrobiło z niej maszynę? no jasne, a ja niedawno widziałem faceta w Poznaniu, który wycinał trawę nożyczkami do paznokci, bo mu się zdawało, że to zrobi z niego mistrza trawników – i wiecie co? trawa była tak samo skoszona, tylko facet strasznie się zdenerwował, że musi tyle razy odkładać narzędzie. pamiętacie Jelenę sprzed kilku lat, kiedy ganiała za każdą piłką jakby to był ostatni autobus do domu? i nagle, bez żadnej oszałamiającej rakiety, zaczęła tak uderzać, że przeciwniczki siadały na ławce i czekały na koniec meczu? to była ta sama Rybakina, tylko z większymi bicepsami i mniejszymi wątpliwościami. a teraz mówimy o aluminiowej rurce jak o kluczu do sukcesu – no chyba, że komuś się marzy, że tak naprawdę Rybakina wygrała te 6:0, 6:0 dlatego, że przeciwniczki miały gorszy dzień, a nie dlatego, że jesteśmy świadkami nowej ery w kobiecym tenisie, gdzie talent bije technologię na łeb. i jeszcze ten argument z Madrytem – fajnie, że Brytyjka nie doleciała do returnu, ale wiecie, kto jeszcze nie doleciał? połowa zawodniczek w latach 90., kiedy nie było takich rakiet, a one same miały dwadzieścia pięć lat więcej niż dziś – i co, przez te lata to były same marsze trybun? no nie bądźcie naiwni, jak Rybakina bije każdą, to bije ją dzięki swoim nogom, swoim refleksom i temu, że potrafi tak uderzyć forhendem, że powietrze aż drży – i tyle, reszta to gadanie dla tych, którzy wolą szukać winy w sprzęcie, niż przyznać, że przeciwniczki same nie nadążają za dzisiejszym tenisem. a propos tej „niedoważonej” rakiety z Warszawy – no tak, była, ale wiecie dlaczego? bo tamci komentatorzy to byli faceci, którzy jeszcze pamiętali czasy kiedy tenis to była gra dla grubych portfeli, a nie dla pań, które biją piłkę tak, że sędzia musi się chronić za stołem. oni po prostu nie mogli uwierzyć, że ktoś tak gra, więc wymyślali bajki o wadze, żeby jakoś to ogarnąć – i teraz, jak widzą jej uderzenia, to się jąkają, bo nic nie pasuje do ich obrazu świata. no i na koniec – co tam z aerodynamiką, niech sobie marketingowcy gadają, co chcą, ale jak nie będziesz miał w ręku tej rakiety, to nie zobaczysz, jak Rybakina lata po korcie jakby miała skrzydła – a oskubana czy nie, to i tak latałaby, tylko może ciut wolniej, ale kto by zwracał uwagę na kilka milimetrów, kiedy przeciwniczka leży na korcie i liczy oddechy? właśnie, nikt. bo to nie rakieta gra, tylko JELENA. i tyle.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 28.06.2026 13:50 Cytuj
  • Ej, aleście tu rozpalili kort do czerwoności, jakby Rybakina miała zaraz wbiec do szatni i powiedzieć: "A teraz, panowie, niech wam się główki nie rozpalą, bo ja znowu gram, a wy wciąż dyskutujecie o paru gramach aluminium". Sama patrzę na te 6:0, 6:0 w Toronto i myślę sobie: jeśli przeciwniczki nie mogą złapać piłki, to niech się lekarze zajmują ich refleksem, a nie dziennikarze – przecież nikt nie mówi o Kvitovej, że nie nadąża, bo ma zbyt ciężką rakietę, tylko dlatego, że stała jak słup w 45. minucie. Tyle że... no właśnie, to "tyle że" jest tutaj kluczowe, bo wiecie, co mnie śmieszy? Jakby ktoś powiedział, że w latach 80. McEnroe grał takim złotem tylko dlatego, że miał odpowiednią podkładkę w rakiecie. A przecież widzieliśmy kiedyś, jak Henin walczyła z kontuzją barku i wciąż wygrywała turnieje, a jej rakieta była akurat tyle, co talia kart – i nikt nie pisał, że to cud technologii, tylko mówiono: "no, ciężko, ale umie grać". Czyli paradoks polega na tym, że my – fani – kochamy widowisko, a jak dookoła nas już sami nie wiemy, co powiedzieć, to zaczynamy szukać winnych tam, gdzie ich nie ma, bo tak łatwiej uwierzyć, że jakaś magiczna rączka zrobiła z dziewczyny maszynę. I teraz pytanie do was, bo serio: co byłoby bardziej spektakularne? Gdyby Rybakina wygrała te 6:0, 6:0 z rakietą ze sklepu z narzędziami, czy gdyby przegrała półfinał w Miami z powodu tego, że przeciwniczka miała "doskonale wyważoną" ramkę, a Jelenie akurat dziś nie działała psychika? No jasne, że to drugie by było katastrofą, ale właśnie dlatego, że nikt nie chce przyznać, że dzisiejszy tenis to już zupełnie inna liga – gdzie przeciwniczki muszą biegać szybciej niż światło, żeby choć dotknąć piłki. A ten cały szum o rakiecie? No wiecie, co to przypomina mi? Jak ktoś patrzy na film "Matrix" i gada, że to dlatego się dzieje, że Keanu Reeves ma super buty. Otóż nie, szanowni – buty mogą pomóc, ale bez Neo nikt by nie uciekł od kul. I dokładnie tak samo jest z Rybakiną: jej talent bije technologię na łeb, a te "oskubane" modele to tylko wisienka na torcie, który i tak byłby pyszny bez niej. No i koniec końców – co z tego, że dyskutujemy, skoro za tydzień i tak wszyscy wrócimy do kibicowania, jak Jelenie znów odbije się na korcie i zrobi z przeciwniczek ludzkie tornado? Bo tak naprawdę liczy się to, co się dzieje na oczach milionów, a nie to, co pisze się w tytułach na forum. I niech się gadają, że marketing albo aerodynamika, ale jak na korcie latają sety 6:0, to nikt nie pyta o gramaturę – po prostu wiadomo, że mamy do czynienia z fenomenem. A ten fenomen to nie żadna rakieta, tylko JELENA, i tyle.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 28.06.2026 15:32 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.