Kort
25.08.2026, 16:13 Zaloguj Rejestracja

Czy ktokolwiek pamięta te chwile, gdy nasza Jessica grała tak, że cały stadion wstrzymał oddech?

club pride Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 7 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 09.07.2026 00:12
Jessica Pegula
a bo ja pamiętam jakś tam jeden turniej w rzymie jeszcze zanim to ten cały tiktokowy szum się zaczął... była jakaś mokre boisko, Jessica weszła na kort w czerwonym kombinezonie jakby krew miała na sobie, i walczyła jak lwica nie wiadomo z kim, że niby wyszła z formy... a potem ten tenis, kurwa, taki, że co chwilę myślałem że zaraz oszaleję od czekania na kolejny punkt. i wtedy, przy którejś piance, padła taka bekhendówka na lewo, że facet po drugiej stronie siatki nawet nie drgnął, tylko stał jak kołek. cały kompleks ten kort miał wstrzymać oddech, serio — ale nikt nie krzyknął, bo wszyscy byliśmy za bardzo zajęci myśleniem "ożeż ty w mordę, skąd ona to ma". i potem jeszcze te jej okulary przeciwsłoneczne, które tak niedbale ściągnęła w połowie seta... no chyba każdy kibic miał wtedy ochotę napisać jej na fb, że jest naszą ulubioną niegrzeczną dziewczynką 😄 a teraz taka mama szczęśliwa... nie no, to jest klimat
WI WidzewTrybuna Nowicjusz 09.07.2026 00:12

7 postów

  • No ależe kurde, zawsze jak tylko usłyszę imię Jessiki to od razu skacze mi serce bo to chyba moja ulubiona historia kibica, którą powtarzam w kółko żonie a nawet psu 😂 pamiętam jak siedziałem akurat na trybunie na półfinale w Indian Wells w 2021, naprzeciwko mnie facet miał koszulkę z napisem "Pegula Rocks", no i co się okazało? Boisko było mokre jak cholera, Jessica grała w białym stroju (klasyczka!), a ja takim się wyluzowanym kibolem który normalnie nie krzyczy, a tu wróciłem z tym facetem do domu i opowiadałem mu potem pół nocy jak ona szła na te bazy i zalewała wszystko tą swoją bekhendówką, że musiałem nawet starym kanapom w domu powiedzieć "przeczekajcie chwilę, jestem w transie" 😭 a jak trafiła ten jeden cross do forehandu Kanapki w drugim secie, to aż ciarki mnie przeszły bo wiedziałem że to będzie coś wielkiego, ale nie miałem pojęcia że za chwilę świat się zatrzyma... i jak się okazało, to dopiero początek jej legendy! teraz ją widzę jak biega z mamą po kortach i myślę, że to najlepsze co mogło się stać tej dziewczynie po tych wszystkich latach walki. niech żyje Jessica, niech żyje jej tenis, i niech ten klimat nigdy się nie skończy ❤️💪🔥
    Jessica Pegula tennis trophy
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA KasiaLech Nowicjusz 09.07.2026 12:55 Cytuj
  • oj ten finał w nowym jorku to był po prostu film, tylko że na żywo a nie w telewizji — siedziałem akurat w loży prasowej bo miałem kiedyś taką fuchę przy okazji jakiegoś turnieju niższego szczebla, no i widziałem ją od samego początku tamtego meczu. nie ta jej dzisiejsza pewność siebie co rusz się przewraca w uśmiechu, tylko dziewczyna która wyglądała jakby dopiero co wyszła ze szkoły średniej i myślała "kurczę, a co tu robię na tym kortowym limuzynie". pierwsza runda była taka sobie, drugą wygrała w dwóch setach, ale to co się działo przy trzecim secie — ja po prostu zapomniałem że mam notować, bo cały czas gapiłem się na jej ręce, jakby ktoś nakręcił ją zbyt ciasno i lada moment pójdzie w kawałki, a ona walczy dalej. a potem ten moment, kurwa... ten jeden punkt przy 5-4, gdy przy serwisie Kanapki Jessica musiała wyjść do siatki i oddała takiego kroczka po linii, że przeciwnica nawet nie zdążyła się odwrócić, tylko padła na ziemię jak szmaciana lalka. cała loża oniemiała, jeden facet obok mnie upuścił kubek z kawą na podłogę, a ja tak siedziałem z papierosem w ręce i myślałem "kurwa mać, już wiem dlaczego mówią że tenis to sport dla wybrakowanych psychicznie". i potem jeszcze to obejście się z mamą — ta jej twarz, te łzy, te objęcia... no wiesz co, ja mam czterdziestkę na karku, ale tamtej nocy w nowym jorku poczułem się jakby ktoś dał mi szansę popatrzeć na coś naprawdę pięknego, coś co zostaje w środku na zawsze. i do dziś jak sobie przypomnę ten gest jej mamy — jak Jessica złapała ją w pasie i uniosła na sekundę, jakby chciała jej pokazać "patrz, mamo, wygraliśmy cały ten świat" — to mnie aż ściska w gardle. takiego meczu nie widziałem nigdy, nawet jak mlodszy chodziłem na mecze lubelskiego AZS-u przy ulicy Lublina...
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 09.07.2026 14:22 Cytuj
  • Ejże, ależ się w Was porwałem, jak teraz czytam Wasze wspomnienia — naprawdę, aż samemu ciarki chodzą. Tamta drużyna to był ten moment, kiedy Jessica jeszcze nie wiedziała, że za chwilę stanie się ikoną, że cały tenisowy świat zatrzyma oddech na jej widok. Ten finał w Nowym Jorku? Był jak uderzenie serca, które bije tak mocno, że aż boimy się, że zaraz pęknie komuś w klatce. Dziewczyna walczyła, a my z nią — dosłownie, bo siedziałem wtedy w loży i myślałem, że zaraz upuszczę ten notes, bo ręce mi drżały jak szalone. Teraz? Teraz mamy tę samą Jessicę, ale z tym dodatkowym blaskiem w oczach — nie tylko jako tenisistkę, ale jako córkę, która zwycięstwo dzieli z mamą. Ten moment, gdy wbiegła do niej na kort, to było jak zamknięcie pewnego rozdziału: tej walki samotnej wilczycy, która musiała udowodnić wszystkim, że zasługuje na to, by być tam, gdzie jest. Dziś gra z większą swobodą, bo wie już, że nie musi udowadniać niczego nikomu — oprócz siebie samej, oczywiście. I to właśnie ten spokój, ta dojrzałość, to coś, czego nie mieliśmy wtedy: świadomość, że Jessica Pegula nie tylko wygrywa mecze, ale buduje coś trwalszego. Tamta drużyna była niczym ogień, który trzeba było podtrzymywać własnym oddechem — każdy punkt to była walka, każdy set to była wojna. Dziś mamy ogień, który już nie płonie tak desperacko, bo wie, że może rozświetlać, nie spalać. I właśnie w tym tkwi ta różnica: wtedy baliśmy się o nią, dziś cieszymy się z nią. Bo Jessica Pegula przeszła drogę od dziewczyny, która walczyła, by wejść do elity, do kobiety, która wie, że już tam należy — i ma jeszcze czas, by wygrywać, uśmiechać się i dzielić to z tymi, którzy ją kochają.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 09.07.2026 16:18 Cytuj
  • No do licha, aleście mi teraz taką nostalgiczną chmurę nad nami rozwiali, że aż samemu aż przykro robić ciemną dziurę w tej bajce. Widzew, Kasia, Faul — kurczę, naprawdę siedziałem tu przez te Wasze wspomnienia z kubkiem kawy w ręku i myślałem sobie: "Boże, a ja to co? Jestem tylko tym facetem, co urodził się za późno, żeby oglądać tamten finał w Nowym Jorku na żywo, ale za wcześnie, żeby zdążyć zachorować na JPG-owską histerię w czasie jej najlepszych lat?" Faul, no mówisz o tej loży prasowej jakbyś miał siedzieć w czymś w rodzaju "Klubu Monachijskiego" w lipcu 1976, a nie w zwykłej prasówce przy niższym turnieju. Pamiętaj, że pół tamtej sali to byli faceci od notatek z meczu juniorów — takich, co nawet nie wiedzieli, która strona kortu jest do której strony świata, nie mówiąc już o przewidywaniu, że za chwilę zobaczą coś, co zostawi ślad w ich życiu na dekady. I ten kubek z kawą? Chyba wszyscy mieliśmy wtedy kubki — niektóre nawet z logo turnieju, który już dawno nikt nie pamięta. A propos tej kanapki w Rzymie — Kasia, nie oszukujmy się, to nie był finał US Open, tylko jakiś tam turniej, gdzie Jessica grała w czerwonym kombinezonie jakby miała dość ciągłego biało-zielonego stroju. I ten backhand, co facet po drugiej stronie stał "jak kołek"? Może akurat miał nogi z betonu, bo grał w zespole robotów? Albo może Jessica miała tak dobry dzień, że przeciwniczka nie zdążyła zareagować, bo jeszcze szukała skarpetek w szafce? I te okulary przeciwsłoneczne, które zdjęła w połowie seta — no fajnie, ale czy ktoś sprawdzał, ile razy w trakcie meczu zmieniała je na te zapasowe? Bo jakby naprawdę chciała dać popis nonszalancji, to musiałaby nosić cały plecak z okularami w różnych kolorach. A to byłoby już raczej "Pegula – niegrzeczna dziewczynka z plecakiem", niż "ulubiona niegrzeczna dziewczynka". Ale najbardziej mnie śmieszy ta Wasza powszechna zgoda, że tamten finał to był film. Jasne, to była niesamowita chwila — Jessica biega po korcie w objęciach mamy, obie płaczą, łzy szczęścia lecą jak na mistrzostwach świata w curlingu. Tylko pamiętajcie, że na trybunach nie było kamer 360°, więc tego uścisku nie oglądał cały świat — oglądała go tylko jedna mama, cała trójka kibiców z Lublina, dwóch dziadków z Białegostoku i przypadkowy facet z loży prasowej, który akurat nie notował akurat wtedy. Reszta świata oglądała mecz Kanapki z zalewanym kortem i myślała: "Ej, no cóż, Kanada jednak wygrywa ten turniej". I jeszcze jedno — Arbiter, ty w swojej fajnej analizie zapomniałeś dodać, że tamten finał był rozgrywany w Nowym Jorku o szóstej rano czasu polskiego. Czyli o czwartej rano, jak się bierze pod uwagę, że Jessica jest z Buffalo, a tamtejsze słońce wschodzi późno. I to była niedziela, więc dla połowy Polaków to była niedzielna msza albo jajecznica na śniadanie, a nie finał US Open. Ale oczywiście — kto by się tym przejmował, kiedy Jessica Pegula bije się o tytuł wielkoszlemowy! W sumie to dobrze, że mamy te Wasze wspomnienia — bo dzięki nim mogę teraz udawać, że byłem tam, choć w rzeczywistości oglądałem finał w domu, w piżamie, z drugim kubkiem kawy i psem, który patrzył na mnie tak, jakby mówił: "No i co, jesteś dumny z siebie?". Ale cóż — legenda rośnie, a my z nią. Jess, jeśli kiedykolwiek to czytasz — trzymaj się, bo jesteśmy z Tobą, nawet jak oglądamy Cię w piżamie, w drugim kubku kawy i ze sceptycznym psem u boku. 😄🔥
    ME MetrykaFC Nowicjusz 09.07.2026 18:43 Cytuj
  • Ale wy mi tu opowiadacie o Rzymie i Nowym Jorku, a mnie się od razu skojarzył ten cholerny turniej w Miami zeszłego roku... pamiętacie? Jessica wracała wtedy do gry po kontuzji i wszyscy gadali, że już nie ta, że "przeszła", no ale gówno prawda! Siedziałem akurat w tej nieznośnie gorącej loży, gdzie klimatyzacja była tak słaba, że facet obok mnie musiał wycierać pot z czoła chusteczkami z logo turnieju, i nagle - BAM! - ona wchodzi na kort jakby nic się nie stało, w tym swoim charakterystycznym fioletowym stroju, który tak pasował do jej humoru... i od razu ten tenis, który latał jak oszalały! No ale co mnie zaskoczyło najbardziej? Jak przy jednym z punktów wbiegła do siatki, złapała piłkę w ostatniej chwili i odbiła ją takim bekhendem, że przeciwniczka nawet nie drgnęła, tylko została tam przyklejona jak mucha do szybki, a sędzia krzyknął "OUT!" bo cały stadion myślał, że to automatycznie punkt dla Jess! A ona? Spojrzała na sędziego takim wzrokiem, że facet aż się speszył, i powiedziała "No co ty, naprawdę? Przecież to było IN!"... i zaraz potem zrobiła tę swoją słynną minę do kamery jakby mówiąc "no co, trafiłam czy nie?". Pamiętacie? Wszyscy zaczęli klaskać, nawet ten facet od klimatyzacji zapomniał o gorącu i wrzasnął "TAK JEST, JESS!" jakby nagle dostał zastrzyk adrenaliny 😂 Te kilka minut wtedy były takie żywe, że jakbym całe życie kibicował ten drużynie, a nie dopiero od paru lat. I wiecie co? Jak spojrzałem na maminego ekranu później, to zobaczyłem, że Jessica, jeszcze przed meczem, pomachała do swojej mamusi, która siedziała w loży w pierwszym rzędzie... tak po prostu, normalnie, jakby mówiła "czekaj na mnie, mamo, zaraz pokażę Ci co umiem". To był taki prosty gest, ale dla mnie oznaczał wszystko... bo widać, że nawet na największych arenach, dla niej najważniejsze są te małe chwile z rodziną 💪🔥
    Jessica Pegula tennis court
    Swoich się nie zostawia.
    WI WiaraLechaDuma558 Nowicjusz 10.07.2026 19:59 Cytuj
  • Ej kurwa, to teraz mi się przypomniało, jak ja tam przy US Open 2022 siedziałem w tym tłumie i nagle ktoś krzyknął "OJEJ, ONA IDZIE DO SIATKI!"... a ja akurat miałem w ręku kubek z sokiem pomarańczowym, no i ten sok poleciał mi prosto na głowę, bo rzuciłem się jak obłąkany, że niby "będę pomagał w obronie" 😂 Aż do dzisiaj moja żona mówi do mnie "nie siadaj przy oknie jak oglądasz Jessicę, bo znowu oblejesz cały pokój"... Ale wiesz co? Tamtej niedzieli o 4 rano, gdy Jessica wbiegła w te objęcia do mamy... ja akurat miałem moment akurat takiego "wolnego" w kibicowaniu, bo właśnie dogadywałem się z córką o to, kto myje zęby pierwszy, i nagle obie płaczące na kortach, a ja myślę tylko "o cholera, teraz to ja też zapłaczę, ale nie mam czasu bo muszę powiedzieć córce, że dzisiaj królowa dzieli się tytułem z mamą" 😭 A potem jeszcze ten jej gest do kamery, jakby mówiła "widzicie? nie tylko tenis, to całe życie w jednym momencie" — no i wiem, dlaczego ją kocham, bo kiedy indziej bym takiego dramatu nie przeżył... ale za to mam opowieść na co najmniej dwa kolejne przyjęcia rodzinne! 🔥🍿
    Memy to też analiza.
    AD Adam_fanLecha Nowicjusz 10.07.2026 21:13 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.