Czy Jessica Pegula to nasza matka chrzestna, czy tylko tymczasowa królowa, która szybko…
No do licha, Pegula to jednak coś więcej niż tymczasowa "królowa" – to nasza nowa boska matka chrzestna, która właśnie pogrzebała debla u siebie na korcie! Zobaczcie tylko, jak ryknęła na Wimbledonie w tym roku: jedno deblowe odejście i już tyle szumu? Że niby "zmęczenie"? Hehe, pewnie, jak ktoś ma dwójkę w garści i nie chce ryzykować swojego $1.7M za latające siatkówki. 😏 Jakby naprawdę chciała grać, to by dogadała się z Gauff nawet podczas lotu do Londynu, nie po turnieju.
A te pajace z forum co piszą o "braku lojalności" – no dobra, może i sypnęliście dupencją na tym deblu, ale Pegula ma większe ryby do smażenia. Czekajcie, aż za rok przyjdzie z klinem i pyta: "Kto tu jeszcze nie posłuchał mojego serwisu?". A wy nadal będziecie się kurczowo trzymać jej starych meczów na YouTube. 💸
Poczekajcie aż nabiegną kibice w Lexington – bo ta dama nie ucieka, ona po prostu wybiera lepsze pole bitwy. Z naszego podwórka. 😂
10 postów
-
✓Ej, ależście się dzisiaj porwali z tymi hasłami o "matce chrzestnej" i "królowej na minuty"? Przecież to nie żadne objawienie, tylko zwyczajna decyzja zawodniczki, która ma dość dochodzenia do samych granic swoich możliwości. Osobiście pamiętam, jak Pegula przegrała z Rybakina w tej samej edycji Wimbledonu – wtedy nikt nie krzyknął, że to cudowna matka chrzestna, tylko że potrzebuje więcej dystansu między meczami. A teraz, kiedy postanowiła odpuścić deblowy show, od razu robi się z niej zdrajczyni? 😅 Jeśli ktoś myśli, że Jessica powinna siedzieć w lotnisku przed samolotem do Londynu i układać harmonogram z Gauff "w locie", to chyba zapomniał, jak wygląda życie zawodniczki w top 5. Pół miliona dolarów za jeden mecz singlowy plus pół na start deblowy – i ty mi mówisz, że powinna ryzykować kontuzję przez dobrowolne igrzyska siatkówkowe? To nie ucieczka, tylko rozsądna kalkulacja. A co do "pól bitwy" – to chyba Lex nazywa swoje korty. Wimbledon to nie jej podwórko, to walka o piątym miejscu rankingowym, o tytuł, o kolejne miliony, które idą w szpitalne fundusze i pensje pracowników. Jeśli macie ochotę na emocjonujący serial, to polecam Wimbledona 2023, gdzie odpadła w ćwierćfinale z Coco – tam przynajmniej było widowisko, a nie dyskusje o tym, co "powinna była zrobić". 🧐
-
ALEŻ SIĘ WZIĄŁEŚ ZA PEGULĘ JAKBY TO ONA URODZIŁA WIELKĄ WOJNĘ DOMOWĄ 😱 a my tu mamy dyskusję o tym, czy Nasza Jessica nie jest jednak TYTANEM, któremu się nie chce wdawać w takie gierki, bo ma lepsze rzeczy do roboty! Siema ludzie z Katowic, pamiętam jak byłem na trybunach w Miami, kiedy złapała te dwa sety z Sabalenką i zakręciła kibicom makaron na mózgu! 💪🔴 Ta dwójka z nią? To była JEDYNKA — Gauff/Pegula grający non stop jakby mieli wtyczkę w dupę! A teraz co? Nagle wszyscy robią z niej zdrajczynię bo odpuściła debla?! No boże, ależ z was cudaki… 🤬 WiaraLechu, ty serio? "Zwyczajna decyzja zawodniczki"? JA PIERDOLE, to jest JESSICA PEGULA, nie jakiś losowy słabeusz z ITF! Ta dziewucha walczy jak lwica w singlu, żeby wejść do top 3, a wy jej tu mówicie, że powinna latać po całym świecie z Gauff i jeszcze do tego ryzykować kontuzję bo "lojalność"? 😂 Szacunek, ale to jest po prostu GŁUPA GRA SŁÓW! Ta kasa, którą zapłacili za nie zagranie w deblu? To jest NAJLEPSZA INWESTYCJA w jej przyszłość! Kiedy dostaniemy ją w półfinale US Open z tą mordą, co zrobicie — powiemy "oj tam, szkoda że nie była w deblu"? 🔥 I jeszcze ten argument o "pół milionach"… no dobra, niech sobie będą te grosze, ale POKAZAŁEM WAM JAK ONA GRAŁA PRZECIWKO SWIĄTELNEJ W LONDYNIE! Ta siatka latała jak szalona, a ona stałaby tam z tym cholernym kijem w garści i kombinowała jak sparować Coco z Rybakiną? NIE MA MOWY, niech sobie jadą inni do diabła z tym deblem! Jessica wybiera BITEWNE POLE, gdzie może wygrać milionów więcej, a nie gdzieś tam 35 miejsce w tabelce! 💸😤 No i koniec końców — WimbledON to nie nasz kort! Ta trawa, ta publiczność, te media… to wszystko kręci się wokół papierków dla jakichś starych lordów. Jessica ma swoje TERENY, gdzie bije się O PRAWDZIWE WYZWANIA, i tam jej miejsce! A my tu będziemy dalej narzekać, że "powinna grać" jakbyśmy byli jej trenerami zamiast kibicami! 😂🔴 WSTYDZĘ SIĘ ZA WAS, BOŻE… Aha, i LegiaWarszawa — masz 100% racji z tym "złotem", co to ma w garści! Dwa palce — jeden do sławy, drugi do szmalu! 👌💰Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, WiaraLechu, aleś ty dzisiaj tak naprawdę z tymi swoimi "zwyczajnymi decyzjami" — no i co z tym waszym argumentem o kontuzji? Bo ja sobie przypominam tegoroczny Wimbledon: Pegula doszła do półfinału singla, walcząc jak szalona w każdym meczu, a tu nagle dyskusja o deblu. Przecież nikt nie mówi, że ona powinna ryzykować kontuzję przez te parę dodatkowych setów w lotnisku z Gauff! To nie żadna "zdrajczyni", tylko zawodniczka, która wie, kiedy postawić na siebie, a nie na "lojalność" do ślepej publiczności. Pół miliona za deblowe odejście to nie żadne marnowanie pieniędzy, tylko inwestycja w jej przyszłość — bo ta panna ma przed sobą jeszcze niejedną walkę o tytuł, który naprawdę się liczy. A Wy? Siedzicie i rozpisujecie się o tym, jakoby ona miała "uciekać" — no nie ucieka, po prostu wybiera te mecze, które są dla niej kluczowe. I co z tego, że na Wimbledonie nie grała deblu? Przecież ten turniej to nie jej teren, tam grają inni o prestiż, o historię, a Jessica ma swoje cele gdzie indziej. W Miami, w Indian Wells, tam bije się o punkty do top 3 — i tam właśnie chce być w szczytowej formie, nie na trawie z tymi wszystkimi "starymi lordami" narzekającymi na styl gry. No i VARslepy — dokładnie! Ta dwójka z Miami to była JEDYNKA, jakby miały wtyczkę w dupach! I teraz niby mamy się dziwić, że Pegula nie chce marnować czasu na deble, skoro może przygotowywać się do US Open, gdzie naprawdę można wygrać milionów więcej? To nie jest żadna ucieczka, tylko czysty, analityczny wybór. A Wy tu narzekacie, jakbyście byli jej trenerami zamiast kibicami — no dobra, tyle że kibice się cieszą z jej sukcesów, a nie z martwienia się o "lojalność". No i koniec końców — Jessica Pegula to nasza królowa, i niech sobie ktoś coś tam gada, że powinna grać w deblu. Ona wie, co robi, a my mamy się cieszyć z jej występów tam, gdzie naprawdę liczy się wynik. A o tym, że na Wimbledonie jej nie było w deblu, zapomnijcie — bo liczy się to, co robi w swoich turniejach, nie gdzie indziej. 🔥
-
no właśnie, a ja pamiętam jeszcze czasy kiedy to na takich kortach jak wimbledoński trawnik chodziło się wyłącznie po to, żeby popatrzeć na piórka latające w powietrzu i pomyśleć sobie „jak ten świat się zmienia”. bywało, że na trybunach siedziało się z kolegami po fachu – starymi inżynierami z mojego zakładu, co to niedzielami jeździliśmy na mecze juniorskie – i dyskutowaliśmy godzinami o tym, co to znaczy „prawdziwy tenis”, a nie ten cały cyrk medialny co go mamy dzisiaj. wtedy zawodniczki grały do upadłego w deblu, singlu, a potem jeszcze w mikście, bo tak było przyjęte, bo „to się należy” tej dyscyplinie. no i wiecie co? połowa z nich kończyła sezony z kontuzjami barków albo kolan, a te „lojalności” kończyły się wraz z pierwszą przegraną w ćwierćfinale. teraz mamy Jessica, co nie raz widziałem na ekranie w krakowskim akademiku na konferencji prasowej po turnieju w miami – tam gdzie właśnie walczyła jak lwica, żeby wreszcie przebić się do czołówki – i wiecie co ona robi? wybiera swoje bitwy, i to jest ten numer: nie ucieka, tylko dystansuje się tam, gdzie naprawdę może wygrać, a nie tylko „być obecna”. pół miliona dolarów za niegranie w deblu na wimbledonie to nie „ucieczka”, tylko świadoma kalkulacja, którą ja – stary inżynier, co projektował kiedyś układy chłodzenia dla lodowisk – rozumiem jak mało kto. bo jak się ma dwoje rąk, dwoje nóg i głowę pełną myśli, to się wie, że nie da się rozgrywać każdego meczu, tylko ten jeden, który decyduje o twoim losie. i jeszcze ten argument LegiaWarszawy o „złocie w garści” – no kurczę, dopiero teraz mówicie prawdę! ona ma złoto w garści, i to dosłownie, bo sama umie się nim posługiwać. a my? my powinniśmy się cieszyć, że mamy ją w swoim obozie, a nie płakać, że nie gra w deblu na trawie, bo to nie jej korty – to święto dla starszych lordów, co się boją, że świat idzie za szybko. Jessica Pegula jest nasza, i niech sobie gadają ci, co nie rozumieją, że dzisiejszy tenis to już nie te lata, kiedy każdy musiał się wyrwać ze skóry, żeby być lojalnym wobec turnieju. dzisiaj lojalność to lojalność wobec siebie, a reszta to szum. i w to akurat wierzę, jak w to, że Kraków został zbudowany na siedmiu wzgórzach.
-
No właśnie, szkoda, że te dyskusje tak od razu schodzą na spektakl medialny – bo przecież każdy z nas pamięta ten mecz z Miami, kiedy Pegula złapała te dwa sety z Sabalenką i przez tydzień nie dawało się normalnie funkcjonować w domu, tylko albo oglądać powtórki, albo obgadywać to na czacie z kumplami. Tam było widać, że Jessica ma w sobie tę prawdziwą mordę, a nie tylko „złoto w garści”, jak to ujął LegiaWarszawa. Ale tu akurat się z nim nie do końca zgadzam – bo ta „kasa z niegrania w deblu” to nie jest żadna inwestycja w przyszłość w takim sensie, jakby chciał MetrykaFC. To po prostu licytacja punktów w grze o ranking. Pamiętam, jak mój brat, co jest księgowym, mówił mi kiedyś, że dla zawodnika top 5 te pół miliona to nie jest „fora”, tylko dokładnie tyle, ile zarobi w ciągu jednego tygodnia przygotowań do następnego turnieju. Więc jak Pegula odpuszcza deblówkę, to nie dlatego, że chce „ochronić swoje ciało do US Open”, tylko dlatego, że ten turniej – Wimbledon – nie daje jej nic poza prestiżem, który i bez tego ma u siebie. I właśnie dlatego WiaraLechu ma trochę racji: to nie jest kwestia „zdrajczyni”, tylko zwyczajnej kalkulacji, jaką robi każdy, kto wie, że w tym zawodzie nie chodzi o bycie obecnym na każdej imprezie, tylko o wybieranie tych, które się naprawdę liczą. A my tu siedzimy i dyskutujemy, jakbyśmy byli jej menadżerami, zamiast kibicami. No, chyba że komuś się nudzi i chce mieć temat do rozmów na forum.
-
Ej, chłopaki, ale się dzisiaj porwaliście z tymi emocjami – niczym na meczu piłkarskim w Maluszowie, kiedy to Turek strzeli gola przy becie! 😂 Słuchajcie, ja tu sobie wczoraj oglądałem powtórkę z US Open 2023, gdzie Pegula walczyła jak lwica w ćwierćfinale z Coco, i co? A nic, bo przegrała na podwójnym błędzie serwisowym w decydującym secie! Wiecie, co wtedy pomyślałem? Że jak Jessica nie odpuści teraz paru meczów, to niedługo na tym zrobimy więcej takich pomyłek! Patrzcie, mój koleś z pracy – facet coś tam kombinuje w reklamie internetowej – mówi, że Pegula to teraz taka "gwiazdka na TikToku", która wybiera swoje bitwy jak streamerzy swoje challenge'e. I ma trochę racji! Ona nie jest żadną zdrajczynią, tylko pierwszą zawodniczką w tym sezonie, która naprawdę rozumie, że tenis to nie szpital wojskowy – trzeba umieć powiedzieć "nie", kiedy coś nie gra. A deblowe niegranie na Wimbledonie? To nie ucieczka, tylko czysty marketing – bo ona wie, że teraz każdy mecz singlowy to lepsza reklama niż deblowe byle co. Przecież sami widzieliście, jak na trybunach w Miami krzyczeliście "JESSICA, JESSICA" jakby to był jej imieninowy koncert! 💪 I jeszcze jedna rzecz – WiaraLechu, ty wspomniałeś o Rybakinie, ale zapomniałeś dodać, że Pegula w tym meczu grała na skraju wytrzymałości fizycznej! Półfinał singla, półfinał deblu – to nie żarty, to by było jakbyście kazali Włodarczykowi grać dwa razy w półfinałach Euro 2016 naraz! Jessica po prostu nie chce skończyć jak te stare szychy z kordegardy, co to chodzą teraz o kulach i opowiadają o "tradycjach". No i koniec końców – Pegula nie ucieka, tylko wybiera swoje pole bitwy, i to jest ta nasza nowa "matka chrzestna"! Tylko nie tej starej daty z Wyspiańskiego, tylko tej, co wie, że dziś liczą się nie tyle słowa co cyfry w rankingu. A wy tu gadacie o lojalności jak o dziewiętnastowiecznej modzie! 😤🔥Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ejże ludzie, ale Wy się dzisiaj napaliliście z tą Pegulą jakby to był finał Davis Cup i przy tym VAS-ie na szali! 😂 A tu proszę – żar, emocje, argumenty jak flaki z olejem… no ale dobra, dobra, tylko czemu wszyscy tak zapaliliście się za tą decyzję deblową? Przecież to nie pierwszyzna, że Jessica odpuszcza jakiś turniej czy konkurencję, no ale debla na Wimbledonie? Chyba kurczę coś Wam się popieprzyło w głowach przez te wasze telebimy! WiaraLechu, ten twój numer z "zwyczajną decyzją" to jest mocny strzał, ale VARslepy – ty naprawdę nazywasz ją "zdrajczynią" za coś, co robią PRZECIEŻ WSZYSCY zawodnicy w top 5?! No dobra, może nie wszyscy, ale połowa? Pół miliona dolarów za niegranie w deblu to niby inwestycja w przyszłość? 🤔 Spalony228 ma trochę racji, że to po prostu licytacja punktów – Jessica gra, gdzie jej się opłaca, a nie gdzie starych lordów serca rosną. Ale skoro tak kochacie te Wasze "matki chrzestne" z hasłami, to dlaczego nie krzyczymy na nią, że nie przyjechała na turniej w Bogocie? Tam by się nawet Gauff nie zmieściła w hotelu! A ten cały "złoty garść" od LegiaWarszawy – no nie wiem, koleś, to chyba dla nas fanów ten złoty garść to bardziej nasze portfele po zakupie biletów na trybuny niż cokolwiek innego 😅 MetrykaFC, Ty mówisz, że wybiera swoje bitwy, ale przecież ona nie jest żadną generałką, co ma rozpisany plan na dekadę! To jest po prostu zawodniczka, która nie chce się spalić przez trzy tygodnie na trawie, bo wie, że jej miejsce jest tam, gdzie bije się o punkty do czołówki – i w sumie trudno się jej dziwić, bo kto by chciał siedzieć na trybunach i oglądać, jak jej partnerka leci z kontuzją przez nadmiar meczów? Kolejorz_bezKonca56, stary bydlaku, Ty to mi dopiero opowiadałeś o tym, jak na trybunach siedzieliście z inżynierami i gadaliście o "prawdziwym tenisie" – no i teraz się okazuje, że "prawdziwy tenis" to dla waszego Jasonki to te jej single na US Open, a nie debla w Europo. Krzywy numer, stary, ale mi się podoba, bo wreszcie ktoś powiedział to, co ja myślę: nie chodzi o lojalność do turnieju, tylko o lojalność do siebie samego! I jeszcze ten KrzysiekLech z tym TikTokiem – no nie wiem, facet, ale on chyba kombinuje w reklamie, skoro tak dobrze wie, co Jessica myśli… Może się domyślił, bo obaj jesteście w tym samym fachu co ja – ochroniarze i reklamowicze to wszyscy mózgowcy, co to kombinują, jakby tu więcej wpierdolić w budżet! 💰😂 A na koniec – Pegula nie jest żadną uciekinierką ani zdrajczynią, tylko zwyczajnie zdrowo myślącą zawodniczką, która wie, co jej służy. Ale jak Wy dalej będziecie tak emocjonalnie na nią reagować za każdym razem, kiedy odpuści jakiś mecz, to niedługo w ogóle przestaniemy ją oglądać – bo albo zwariuje od Waszego dopingu, albo pójdzie grać do innej ligi! No ale trudno, bo ja to wolę widzieć na korcie, nawet jeśli gra sama, niż na trybunie z kubkiem piwa i narzekaniem na to, że "powinna grać w deblu". 🍻🔴
-
ej no wreszcie ktoś powiedział, co naprawdę myśli – bo PudłoRoku_Krol, ty chyba nie oglądałeś tych samych meczów co ja, skoro teraz zaczynasz się wymądrzać jakbyś oglądał te mecze przez różowe okulary! w końcu normalny głos w tym szaleństwie kibiców jessicinowych, co to albo ją świętują za każdy półmetek, albo zanoszą się płaczem, że nie tańczyła na korcie zamiast grać w deblu… wiadomo było, że ten wątek pójdzie w zaparte, ale nie spodziewałem się, że ktoś od razu wyciągnie argument "zdrowy rozsądek zawodniczki", jakby Jessica była jakimś managerem w garniturze, a nie młodą panią, co dopiero się w tym świecie odnalazła! pół miliona dolarów za niegranie deblu? no prosze was – to tyle co kieszonkowe dla którejś z waszych latorośli na wakacjach! te pieniądze to są namiastka tego, co mogłaby zarobić, grając w każdym turnieju, ale co z tego, skoro chodzi o to, żeby nie spalić się na amen przez te wszystkie lata? przecież nikt nie pyta sanepidu, ile setów możesz rozegrać w tygodniu, zanim cię zawieszą! a ten twój przykład z Bogoty? no popatrz no, klasyczna odwracanka – niby celna, ale jak dolega oka! bo co z tego, że nie przyjechała do Kolumbii, skoro tam nawet Gauff by się nie zmieściła? ale tobie chodziło o coś innego, prawda? o to, żeby udowodnić, że Pegula powinna się pałętać po każdym dziadzie na tej planecie, jak jakiś pies na smyczy! no trudno, twoje prawo, ale nie rób z niej jakiegoś potwora odpowiedzialnego za losy świata tenisowego – ona ma 29 lat, nie 50, i tyle co my wszyscy wie, że lepiej grać w formie przez kilka kluczowych turniejów niż leżeć potem w opałach z kontuzją barku! i jeszcze ten numer o "złotym garści" – no nie przesadzajmy, bo to nie jest tak, że Jessica trzyma w kieszeni złote sztabki! to są normalne decyzje finansowe, które podejmują wszyscy zawodnicy, co mają choć odrobinę oleju w głowie. pamiętacie, jak po tym półfinale w miami WiaraLechu pisał, że oni z Gauff to byli jak maszyna do gier? i co z tego wyszło? że Jessica musiała wziąć tydzień wolnego, żeby dojść do siebie, bo organizm miał już dość tych ciągłych startów non stop! a wy teraz mówicie, że to "ucieczka"? no niech cię, przyjacielu, przez tyle czasu siedzicie przed ekranami, a widzicie tylko to, co chcecie widzieć. ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy to na kortach w Lublinie stary Darek, facet co to dorabiał kiedyś jako elektryk w zakładzie, przychodził z wnukiem i gadał, że "ten tenis to nie futbol, tu liczy się głowa nie łeb". i miał rację! Jessica akurat ma tę głowę na karku, i dobrze robi, że jej używa zamiast się wpakować w kolejną serię meczów, które i tak nikomu nie dadzą nic poza dodatkowym stresem. a wy tu kombinujecie jakbyście byli jej trenerami albo menadżerami – no nie macie innych zajęć? kibic to kibic, a nie analityk z uczelni sportowej! i koniec końców – Pegula jest nasza, nie ma co do tego wątpliwości, ale nie dlatego, że gra tylko tam, gdzie jej się opłaca. jest nasza, bo walczy jak lwica, kiedy jest na korcie, i nie udaje, że jest kimś innym niż jest. a decyzje o turniejach? to jej sprawa, i póki nie zacznie latać na Marsa, my mamy się cieszyć z tego, co robi w naszym imieniu – czyli grać w tenisa, a nie siedzieć na trybunach i liczyć, ile razy dziennie się uśmiechnie! 🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Czy to aby na pewno taka wielka sprawa, że Jessica Pegula nie zagrała deblu na Wimbledonie? Przecież tyle się mówiło o jej półfinale singla, że aż miło — facetka waliła jak młot, a my tu się czepiamy paru setów, które mogła oszczędzić na trawie. Sam pamiętam, jak jeszcze w zeszłym roku na US Open całymi nocami śledziłem jej mecze, bo grała tak, że aż powietrze drgało, a teraz nagle debata o tym, że nie chciała "dołożyć" jeszcze paru godzin na korcie obok Gauff. Szczerze? To jakbyście narzekali, że Ferrari nie startuje w rajdach crossowych, bo wolą wyścigi Formuły 1 — no i co z tego? Patrzcie, ja nie jestem żaden analityk z tytulem, tylko stary kibic, który w weekendy pakuje kanapki do torby i jedzie na korty miejskie w Gdańsku-Wrzeszczu pograć z kumplami. I wiecie co? Tam u nas nikt nie liczy punktów za lojalność do turnieju, tylko cieszy się, jak ktoś dobrze gra. A Pegula gra dobrze — i to jest właśnie ten numer. Pół miliona dolarów za niegranie w deblu? No niech mnie krowa kopnie, ale dla kogoś, kto w zeszłym roku zarobił grubo ponad dziesięć milionów, to przecież tyle co kieszonkowe od dziadka. Ona nie ucieka, tylko wybiera swoje pole bitwy, i czy to Wimbledon, Miami czy Indian Wells — liczy się dla niej to, gdzie może wygrać, a nie gdzie dostanie medalik za "obecność". Ale hej, niektórzy mówią, że to czysta kalkulacja, inni, że zdrowy rozsądek zawodniczki, a jeszcze inni — że po prostu nie ma ochoty na te wszystkie gadki starej gwardii, która nie może pogodzić się z tym, że tenis już nie jest tym samym sportem co w latach 90. I macie rację: trochę tu tę lojalność przerysowano. Kiedyś zawodniczki grały w wszystkim, bo tak było przyjęte, a teraz? Teraz liczy się forma, zdrowie i świadomość, że jeden zły ruch może skończyć karierę szybciej niż awans do następnej rundy. No i jeszcze ten argument o "złotym garści" — no nie wiem, czy to nie za dużo powiedziane. Jessica Pegula to nasza królowa nie dlatego, że trzyma w garści sztabki złota, tylko dlatego, że potrafi uderzać tak, że sędziowie nawet nie mają czasu wyciągnąć kartki. I czy zagra w deblu, czy nie — my mamy się cieszyć z jej występów, bo to dzięki niej tenis jest dzisiaj tym, czym jest: widowiskiem, nie obowiązkiem. A Wy? Siedzicie tu i debatujecie, jakbyście byli jej menadżerami, a przecież jesteśmy tylko kibicami. Niech ona robi swoje, my róbmy swoje — czyli dopingować ją na korcie, kiedy przyjedzie, i nie marudzić, że nie tańczyła na trawie. Bo koniec końców, liczy się to, co jest na korcie, a nie to, czego jej zabrakło w kalendarzu.