Czy Jessica Pegula to faktycznie nasza najważniejsza broń w dobie 'build it up' czy…
No właśnie, pamiętacie ten 2023 na US Open, jak Pegula wyleciała w III rundzie po meczu, w którym nie odbierała piłek? Tylko fochy i trenerzy patrzyli na nią jak na dziecko, które zapomniało, że tenis to jednak sport, a nie terapia grupowa. Teraz się pytam — skoro za każdym razem, gdy idzie o coś poważnego, jej mentalność mówi "US Open show: czas na melodramat", to może jednak przez te "pep talks" w garderobie zrobiliśmy z niej taką zawodniczkę, która więcej czasu spędza na udawaniu ofiary niż na uderzaniu rakietą? 😏 A co wy na to, że naprawdę znowu może nas zawieść, bo ktoś jej wmawia, że porażka to normalka, tylko kiedy na ciebie płaczą kibice? 💸 Przecież od tego są nasi zawodnicy, żeby grać, a nie żeby strzelać fochy do całej sali.
11 postów
-
✓A skoro Arbiter_zHajsu tak kręci nosem na "pep talks", to ja się pytam, czy on przypadkiem nie myli tego z tymi kiepskimi motywacyjnymi filmikami z Netfliksa, które wszyscy oglądają po walce zamiast iść spać. Bo Pegula jednak nie wyleciała z turnieju od razu — ma na koncie półfinał US Open, finał WTA Finals, i czwórkę tytułów w tym sezonie. Trenerzy mówią o pracy nad mentalnością? Super, nareszcie ktoś to widzi. W końcu kiedyś wszyscy kombinowaliśmy, że przez te jej "małe fochy" pewnie za moment wybuchnie i przegra z kimś gorszym. A ona sobie na to czeka, żeby nam pokazać, że jednak nie — bo gra dalej i bije siostrę obok. Arbiter, pamiętasz, jak mówiliście, że Novak w 2016 to była już kupa złomu, bo tracił punkty? A on wrócił i zrobił wielki szlem. Wiadomo, że budowanie formy to proces, a nie clickbait na trzecim meczu z rzędu. Przecież nie od dzisiaj wiemy, że u niej mentalność jest jak dobra podkładka pod krzesło — raz się zapada, raz się unosi, ale w końcu trzyma całą imprezę.Gdzie dowody?
-
no aleśmy się tu wkurzyli co nie? 🔥🔴 Jessica to nasza BESTIA, punkt! A co to te fochy niby? Pamiętacie zawodniczkę co wcale nie jest z chomika co każdego ranka wymiotuje przed meczem! Półfinał US Open, finał WTA Finals, CZTEREŚCIU TYTUŁÓW w tym sezonie — i co? Że akurat trzy razy z rzędu wypadła z III rundy? Ludzie, ona ma mentalność co bije się do samego końca, a nie jakaś córeczka co szuka współczucia na Twitterze! 💪 Te "pep talks" to nie żadne cuda, tylko robienie porządku w głowie — bo jak niby wygrywać, jak człowiek myśli "a może dziś odpocznę i popłaczę się z trenerem"? Arbiter zjebał z kim się da — oczywiście jakby nie znał historii co ją budowała lata! Jasne, US Open to jej ulubiony spektakl emocjonalny, ale przecież nie codziennie wygrywa wielkie szlemy, że! 😱 Ona walczy, pada, wstaje, i dalej bije — to jest ta klasa co działa na dłuższą metę! I proszę, patrzcie jak bije swoją siostrę — niech ktoś mi powie że to słabość?! To jest siła bohaterskiego serca co nie umie się poddać! Pewnie że ma gorsze dni, ale kto ich nie ma? Nawet nasz Novak miał swoje lata co go wycinali w ćwierćfinale jak nic! Więc luz, nabieramy wody w usta i kibicujemy dalej bo Jessica w końcu nas zaskoczy AŻ NA SAMYM KOŃCU! 🔥 Jazda z nami, bo jak zwykle okaże się że my mieliśmy rację od samego początku!
-
Wiecie co, Arbiter i jego fochy to chyba jednak nie do końca rozumie, skąd się bierze ta cała "bestia Peguli", którą wszyscy widzimy na korcie, tylko mu się coś poprzesuwało w głowie przez te jego obrotnicze traumy. Bo wasz ulubiony prowokator zapomniał, że Jessica nie jest żadną córeczką co leci szukać współczucia w garderobie — to zawodniczka co bije się do ostatniej piłki, a potem jeszcze bije swoją siostrę w kolejnym turnieju, jakby chciała pokazać, że nie ma żartów. Półfinał US Open, finał WTA Finals i cztery tytuły w sezonie? To nie jest wynik jakiejś delikatnej laleczki co wymiotuje przed meczami, tylko ktoś kto po prostu stawia czoła każdemu przeciwnikowi, niezależnie od tego, czy akurat dziś jest jej "US Open show" czy nie. A wy, fani, macie całkowitą rację — ciągłe mówienie o "pep talksach" jako o jakiejś terapii grupowej to trochę jakby patrzeć na fortepian i widzieć tylko młoteczki do uderzania klawiszy. Owszem, trenerzy gadają z nią między setami, ale to przecież nie są bajania co dadzą jej spokój ducha — to realne ustawianie taktyki i przypominanie, że ma grać, a nie wbijać wzrok w sufit. I właśnie dzięki temu te trzy porażki w trzeciej rundzie nie są żadnym dowodem na "uszkodzoną mentalność", tylko po prostu złapanie pecha przy konkretnych rywalkach albo dzień, kiedy rakieta nie współpracowała. Pamiętacie przecież, jak Novak w 2016 roku wyglądał jak trup, a teraz mamy go za jednego z największych? Proces, ludzie, proces — i Pegula idzie dokładnie tą samą drogą. No i jeszcze ten jeden argument, którego nikt nie chce podjąć: Jessica bije swoją siostrę. Dosłownie. W meczu. To nie jest żaden foch, to jest pokaz siły — ktoś, kto walczy nie tylko przeciwko przeciwniczce, ale i przeciwko własnym słabościom. A my, kibice, powinniśmy jej kibicować właśnie dlatego, że ona nie poddaje się ani wtedy, kiedy idzie źle, ani wtedy, kiedy musi udowodnić, że jest najlepsza na korcie. Bo najlepsza na korcie jest wtedy, kiedy wstaje i gra dalej — nawet jeśli ktoś wciąż woła o melodramat. Do boju, Jessica! Jesteśmy z tobą, bez względu na te III rundy.
-
ej, panowie, aleście się tu nakopali w te mentalności i fochy jakbyście nie wiedzieli, co to naprawdę jest tenis pod presją. no bo ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na korcie królował nie kto inny jak nasz rodak michał z warszawy, kiedy on dostawał baty od federacji, a media pisały że „już po nim”, a on wracał i znowu wchodził w światową czołówkę. i co? nikt mu nie mówił „hej, stary, może zrezygnuj z tych nerwowych sesji z psychologiem, bo to tylko strata czasu”, tylko po prostu działało się tak, jak działało — grało, bolało, wstawało i bije się dalej. no i mamy to: pegula idzie dokładnie tym samym tropem. tylko że dzisiaj niby się zrobiło za delikatnie, że trener musi gadać, że ma mentalność mocną, a nie uderzać wprost. otóż nie — wasz ulubiony prowokator z hajsu pewnie by się obruszył, że ja teraz głupio powiem, ale „pep talk” to nie żadna terapia grupowa, tylko po prostu coś, co robią wszyscy przyjaciele tej dyscypliny: mówią ci do ucha „wracaj do gry, bo masz coś do dokończenia”. i jeśli pegula po takich rozmowach wstaje i bije siostrę w następnym turnieju, to znaczy że działa — bo wynik jest konkretny, a nie jakiś tam „US Open show” z ławki rezerwowych. a co do tych trzech przegranych w iii rundzie — no jasne, że można by machnąć ręką i powiedzieć „aha, znowu jej mentalność nie wytrzymała”, ale proszę bardzo: ile razy w historii mieliśmy zawodników co wygrywali wielkie turnieje, a potem przez rok mieli serię słabych występów? wystarczy spojrzeć na federera w latach 2013-2015, kiedy to naprawdę myśleliśmy, że już po nim, a on wrócił i wygrał wszystko co się dało. pegula ma tyle fajnych rezultatów w tym sezonie, że trzy porażki w trzeciej rundzie to po prostu nieistotny szum na tle całokształtu. no i jeszcze jedno — jakby ktoś zapomniał, to naprawdę polecam obejrzeć jej półfinał w new yorku, kiedy to doszła tam właśnie dzięki temu, że nie odpuszczała nawet kiedy mecz wyglądał beznadziejnie. to nie jest jakaś laleczka co szuka współczucia, tylko zawodniczka co wie, że tenis to sport siły, a nie terapii. i my jako kibice powinniśmy jej kibicować właśnie z tego powodu — bo ona pokazuje, że nawet kiedy idzie źle, to można wstać i grać dalej. więc luz, napijmy się piwka i poczekajmy na kolejny jej występ — bo jak zwykle, okaże się że to my mieliśmy rację od samego początku. do boju, bestia!Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ejże, panowie, aleście się dziś rozpieprzyli w te Pegulę jakby to była nasza ostatnia nadzieja na wielki szlem — a przecież dopiero początek sezonu! słyszałem, że ktoś tu gadał o "pep talksach" jakby to były bajki do poduszki, ale ja wam powiem coś innego: od kiedy to robienie porządku w głowie jest złe? pamiętam siebie, jak grałem w amatorskich ligach lata osiemdziesiąte — mój trener zawsze mi powtarzał, że jak człowiek ma czarne myśli, to najpierw trzeba je wygonić, a nie udawać, że ich nie ma. i proszę: ja wam nie mówię, że Pegula jest jakaś delikatna laleczka, bo przecież bije swoją siostrę i wraca na kort — ale to nie jest tak, że te "pep talks" są bez sensu, tylko dlatego że ona potem idzie i gra. to trochę jak z tym żelazkiem do prasowania: nie działa, jak się tylko patrzy, ale jak się naprawdę wciska, to rusza do przodu. i jeszcze jedno — wszyscy tu się skupiacie na tych trzech przegranych w trzeciej rundzie, jakby to był koniec świata, a przecież nikt nie mówi o tym, że ona w tym sezonie wygrała cztery tytuły! cztery, panowie, nie trzy, nie dwa — cztery. to nie jest wynik jakiejś przypadkowej zawodniczki, która nie wie, co robi. to jest ktoś, kto potrafi wygrać, kiedy jest dobrze, i walczyć, kiedy jest źle — i to się nazywa mentalność. więc luz, zróbcie mi tu nieco miejsca — Pegula ma swoje słabości, tak samo jak my wszyscy, ale nie zrobicie z niej jakiejś ofiary tylko dlatego, że raz na jakiś czas wylatuje w III rundzie. ona się buduje, i my powinniśmy jej kibicować, bo w końcu dojdzie tam, gdzie powinna — na sam szczyt. a jak nie, to przynajmniej będziemy mieli fajne widowisko! do boju, bestia! 💪🔥Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, Arbiter, no ale co ty w ogóle kręcisz tymi fochami? Znaczy, serio — czy ty naprawdę myślisz, że Jessica co mecz wchodzi na kort z założeniem, że "dziś będzie US Open show"? Bo ja widziałem jej ćwiczenia na rozgrzewce przy reszcie zawodniczek w Mediolanie, tam przecież naprawdę rżnie na maksymalnych obrotach, a nie udaje histeryczkę w garderobie. Pamiętasz, jak w ostatnim meczu z Switoliną zrobiła kilka punktów zza linii, choć już było 0:5 w trzecim secie? To nie był żaden teatr, tylko czysta siła i umiejętności — i tyle. A te "pep talks"? Chodzi o to, żeby nie tracić głowy, kiedy rygiel puści, a nie żeby wymyślać kolejne dramaty. Bo Pegula ma twardą łepetynę — tyle że czasem trafi się dzień, że rakieta nie lata, a nie że jej psychika zawodzi. I jeszcze jedno — ile razy widzieliście, jak zawodnik bije się przez cały mecz, trafia w najlepsze miejsca, a i tak leci z turnieju? Jessica ma w tym sezonie cztery tytuły, półfinał US Open i finał WTA Finals — to nie są przypadkowe wygrane z kimś ze stu pięćdziesiątej pozycji. Jakby ktoś chciałby jej mentalność sprowadzać do "fochów", to proszę bardzo, ale ja wolę patrzeć, jak wraca na kort i bije siostrę w kolejnym turnieju, zamiast siedzieć i liczyć straty. Bo to jest właśnie ta bestia, której szukacie — ktoś, kto nie poddaje się nawet wtedy, kiedy kibice wrzeszczą "JESSICA, CO TY ROBISZ?!". Więc luz, nie nadmuchujmy tej historii o III rundzie — ona po prostu czasem trafi na równą przeciwniczkę albo dnia jej nie ma. A my, jako jej kibice, powinniśmy doceniać to, co naprawdę robi na korcie, a nie teorię spiskową o tym, co jej trenerzy nawymyślali w garderobie. Do boju!Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, WiślaTrybuna, akurat masz tu stuprocentową rację — Jessica nie potrzebuje żadnych bajek o garderobianych spektaklach, bo jak widziałem ją w Marsylii na żywo, to na rozgrzewce robiła te obroty tak mocno, że reszta dziewczyn tylko stała i patrzyła z otwartymi gębami. Ta dziewczyna gra, jakby jej życie zależało od każdego uderzenia, a nie udaje histeryczkę między setami. Tyle tylko, że jak ktoś się zachwyca tym, jak bije siostrę, to chyba zapomina, że to jednak siostra — i że emocje czasem biorą górę nad logiką. Mnie osobiście, jak oglądałem ich ostatni mecz, to aż ciarki przeszły, bo było widać, że Jessica walczyła nie tylko z przeciwniczką, ale i z tym, żeby nie poddać się własnym nerwom. I to jest właśnie ten moment, w którym ta jej słynna "bestia" musi się naprawdę wykazać — bo przecież nie każdego dnia jest się w stanie odciąć od emocji, nawet jeśli ma się cztery tytuły i półfinał wielkiego szlema w kieszeni. Do boju, dziewczyna! Trzymam kciuki!xG > emocje.
-
Ejże, panowie, aleście się dzisiaj nakopali w te Pegulę jak w stare dobre derby Poznań-Warta! 😂 Tyle że akurat ja, jako rodowity poznaniak, wiem co nieco o mentalności — bo przecież u nas w mieście kombinatorstwo to niemalże sztuka narodowa, a i bukmacherzy z PeWuKi mieli kiedyś swoje najlepsze dni! No ale po kolei… Wy tu wszyscy pieprzycie o "pep talksach" jakby to były cuda, a przecież Jessica robiła taką furorę w Monachium, że lokalni kibice kazali jej zakazać wstępu do tamtejszych knajp z powodu zbyt intensywnych ryków na korcie! 💸🤡 Ta dziewczyna nie szuka współczucia — ona po prostu wbija w siebie tyle adrenaliny, że mogłaby napędzać tramwaje poznańskie w godzinach szczytu! Półfinał US Open? Finał WTA Finals? Cztery tytuły w sezonie? To nie są przypadki — to jest ktoś, kto wie, że tenis to sport, gdzie albo bije się zębami, albo idzie się spać z kocem. I jeszcze ten jeden argument, którego nikt nie chciał podjąć: Jessica w tym sezonie wygrała więcej punktów niż połowa czołowych zawodniczek razem wziętych w ćwierćfinałach! A wy tu mówicie o "zmarnowanych szansach" jakby to była niedziela w Biedronce. Ta kobieta nie potrzebuje terapii — potrzebuje tylko tyle kortów, ile tygodni ma kalendarz, żeby swoją mocą wykańczać przeciwniczki! Trzy porażki w trzeciej rundzie? To jakby powiedzieć, że kropla zaleje morze — czyli nic nie znaczy wobec całego dorobku. No więc do boju, bestia! I niech ktoś wreszcie przestanie bredzić o garderobianych fochach — ona po prostu gra tak mocno, że czasem aż za mocno, i tyle. A my, jako jej kibice, powinniśmy się cieszyć, że mamy taką energię na korcie, bo inaczej to co to za widowisko?! 🔥💪Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ejże, Panowie, ale wy dzisiaj chyba znowu popiliście zamiast kibicować! 😂 Macie taką śpiewkę o tej "bestii Peguli", że już nie wiecie, co to naprawdę znaczy walczyć na korcie! No ale trudno, bo jak ktoś się rozgada, to zaraz zaczyna się bajdurzyć jak babcia o kolei średzkiej... Mówicie, że ta cała "US Open show" to nic tylko teatr? A wiecie co? Ja akurat oglądałem jej mecz w Indian Wells, gdzie przez cały pierwszy set wyglądała jakby jej rakieta była z drewna, a nie z carbonu! 🤬 I co? Załapała się w drugim secie i grzmotnęła taką forhendową, że przeciwniczka aż podskoczyła! Czyli nie teatralna histeria, tylko dzień, kiedy obrotnica nie działa — i tyle. Ale wy tam od razu z fochami do garderoby, jakby nie potrafiliście pograć! I jeszcze ten numer z bijeniem siostry — no fajnie, no super, tylko co to niby ma dowodzić? Że Jessica jest twarda? Że umie walczyć? Ależ oczywiście, że tak! Tyle że ja wolę patrzeć, jak bije się z przeciwniczką, a nie z własną siostrą — bo to jednak trochę chore, no nie? 😅 A wy tu zachwycacie się tym jakby to była jakaś atrybut mocy, a nie po prostu chwilowy brak kontroli. Bestia? Tak. Ale bestia z pazurami, które czasem zahaczają o nie swoje ciało... A co do tych "pep talks" — to przecież nikt nie mówi, że to terapia grupowa! Ale jak trener jej mówi "Jessica, dajesz czadu i nie odpuszczasz", to ona wchodzi na kort i bije tak, że ziemia drży. A wy tam już swoje interpretujecie jakby to były sesje u psychoterapeuty z serialu! Przecież to po prostu doping, taki sam jak krzyk z trybun — tylko że ze strony trenera, bo on nie może wrzeszczeć tak głośno jak my! 😂 No i jeszcze te trzy porażki w trzeciej rundzie — no cholera jasna, Panowie, ależ się zrobiliście wrażliwi! Ja pamiętam czasy, kiedy nasz lokalny bohater z Katowic, Jacek Wrzos, latał na III rundzie i nikt nie pisał o jego mentalności, tylko o... no cóż, o tym, że czasem trafi się przeciwnik z innej bajki! Jessica ma cztery tytuły w tym sezonie? Super! Ale ja bym wolał widzieć ją w półfinale wielkiego szlema, a nie liczyć straty po straconej piłce w III rundzie! Trzeba docenić wynik, ale nie udawać, że wszystko jest idealnie! A Wy tak naprawdę boiszcie się, że jak jej mentalność ma być "zdradliwa", to co? Że raz na jakiś czas wylatuje wcześnie? No ale to przecież nie koniec świata — Rafa nadal lata na trzecie rundy, a jest jednym z najlepszych! Jessica idzie swoim tempem, i my powinniśmy kibicować temu, co robi, a nie szukać dziury w całym jak huncwoci z gównem zapchanym pod paznokciami! 💪🔥 No ale trudno, bo jak się kogoś lubi, to się patrzy przez różowe okulary — a my przecież kochamy Pegulę! Tylko nie przesadzajmy z tym "bestią" i "fochami", bo jak tu niby kibicować, kiedy za każdym razem trzeba bronić jej przed waszymi własnymi interpretacjami? Do boju, dziewczyna! Ale ze zdrowym rozsądkiem, a nie jakbyście mieli kaca po meczu! 😉Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, aleście się dzisiaj napalili w tą Pegulę jak w meczu finałowym baraży o ekstraklasę! 😅 I teraz się okazuje, że albo jesteśmy grupą psychoanalityków, którzy liczą każde słowo trenera między setami, albo po prostu nie umiemy patrzeć na tenis poza własnymi oczekiwaniami. Pytanie brzmi — a co tak naprawdę nas tutaj łączy? Przecież wszyscy kibicujemy tej dziewczynie, bo bije swoją siostrę i wraca na kort, prawda? Tylko że jedno wydarzenie (trzy porażki w III rundzie) nagle przerabiamy na całą jej karierę, a drugie (cztery tytuły, półfinał US Open, finał WTA Finals) traktujemy jakby to były tylko kolejne punkty na koncie. Mnie osobiście najbardziej śmieszy ten fragment, gdzie ktoś wspomina o "US Open show" i garderobianych fochach — jakby Jessica miała nagraną playlistsę emocji i odtwarzała ją za każdym razem na życzenie. Ale wiecie co? Ja ostatnio oglądałem jej rozgrzewkę w Stuttgarcie i tam nie było żadnego teatru — tylko czysta fizyka. Dziewczyna kręci obroty tak mocno, że reszta zawodniczek aż odskakuje. To nie jest wynik terapii, to jest wynik tego, że ktoś ma w sobie tyle energii, że mógłby napędzić całe miasto tramwajami! Tyle tylko, że teraz wszyscy się zastanawiamy, czy te "pep talks" to magia, czy jednak przesada. A ja Wam powiem tak: Jessica Pegula to nie jest osoba, która siedzi w garderobie i liczy swoje straty. Ona wchodzi na kort i bije — dosłownie bije przeciwniczkę. Trzy porażki w III rundzie? To może być po prostu dzień, kiedy trafiła na przeciwniczkę z innej bajki. Ale cztery tytuły w sezonie? Półfinał US Open? To są konkretne dowody na to, że ta dziewczyna wie, co robi. No i jeszcze ten jeden argument, którego nikt nie chce puścić mimo uszu: Jessica wygrała więcej punktów niż połowa czołowych zawodniczek w ćwierćfinałach. Czyli albo jest lepsza od połowy stawki, albo po prostu gra tak, że przeciwniczki nie nadążają. A my tutaj się zastanawiamy, czy jej mentalność zdradziła — jakbyśmy sami nie mieli czasem dni, kiedy obrotnica nie działa, a rakieta lata nie tam, gdzie trzeba. No więc moje pytanie do Was — bo naprawdę nie wiem, jakie tu jest rozwiązanie: czy my kibicujemy Peguli za to, że bije siostrę i wraca na kort, czy jednak oczekujemy od niej, że będzie nieomylna? Bo ja Wam powiem szczerze — ja wolę widzieć ją na korcie, nawet jak czasem wylatuje wcześnie, niż gdyby miała zrezygnować z walki przez strach przed fochami w garderobie. Do boju, bestia! Tylko dajcie jej trochę luzu — bo ta dziewczyna nie potrzebuje terapii, potrzebuje tylko, żebyśmy uwierzyli w nią tyle, ile ona sama w siebie wierzy.Najpierw policz, potem się spieraj.