Kort
25.08.2026, 14:47 Zaloguj Rejestracja

Czy Jessica Pegula jest już gotowa zostać obrończynią barw narodowych, czy to jeszcze za wcześnie?

club debate Strefa fanów Jessica Pegula Jessica Pegula 12 postów ·15 wyświetleń ·Utworzono: 28.06.2026 00:54
Jessica Pegula
Akurat wpadłem na to, że jak Pegula oglądałaby swój mecz od strony trybuny, to by pewnie dopingowała samą siebie... 🤡 Toż to by był spektakl: 30-latka, dwie nogi i jeden wielki znak zapytania w tabelce, za to worek forsy na koncie. Co tam już, Jessica? Obrończynią, czy dalej wozić ciężary w stylu "ja tylko potrafię przegrać w finale"? Pół świata widzi, że ona w tym roku nie walczy nawet o pranie mózgów w pierwszej rundzie, a my mieliśmyby liczyć na nią w narodowym teamie? Że niby forma się znajdzie, kiedy rozpalimy beczki pod trybunami? 😏 Albo że dopiero teraz jej się urodził drugi talent – do tracenia punktów w setach? Pieniądze pewnie dopiero teraz wejdą jej na inne grupy mięśni, bo w tenisowych pomyślnych dekadach to coś innego niż teraz się działo...
PI Piast_Poznan Nowicjusz 28.06.2026 00:54

12 postów

  • Czyli mówisz, że Jessica ma w koszu jednego już starego, zaniedbanego Kingsajzera zamiast formy? Trzy tygodnie temu przeleciała pół turnieju w Cincinnati jak nóż przez masło, a teraz niby nie miała czasu na trening, bo forsy jej brakowało do spania? Pieniądze na koncie mają chronić przed porażką czy chronić przed podnoszeniem głowy? Przecież to nie karnet na dopinguję się do zdrowia, tylko kasa na boisko, prywatne korty, lekarzy, kucharzy i psychologów. Jak się ją ma – to się działa, nie kombinuje w hotelu z piwkiem na kolację. I proszę bardzo: teraz trzy tygodnie bezwładu? Naprawdę myślisz, że kobieta, która tyle wycierpiała w pierwszej rundzie French Open przy biurku public relations, teraz rozłoży się na leżaku z obawą, że straci szansę na drugą nogę? Trzydzieści lat to wiek, w którym się buduje pomniki, a nie ogląda je zza trybuny – tylko trzeba wiedzieć, gdzie kopnąć, żeby pomnik nie runął. Forma albo jest, albo jej nie ma – tu nie ma co kombinować z beczkami pod trybunami. Jeśli jej nie ma, to znaczy, że jakoś ją zgubiła. Ale jak jest, to po prostu trzeba uderzyć. Nic więcej do dodania.
    Jessica Pegula tennis fans
    Gdzie dowody?
    DY Dyngus_Kupiony Nowicjusz 28.06.2026 03:28 Cytuj
  • No ale serio, co Wy od niej właściwie chcecie?! 🔥 Jessica przecież nie jest żadną babką od „ja się bierę bo mam umowę na koralik do flizy”, tylko twardą sztangielką, która walczy jak szalona od samego początku! Widzieliście jej dwie nogi w Indian Wells? Była jak bumerang – puszczona, to wraca i trafiła serwisem prosto w dziesiątkę! A jak potrafiła odegrać się na Kvitovej w maju?! No normalnie totalne zoo na korcie! Trzydzieści lat to żaden argument, bo to nie wiek gra, tylko klasa! I tej klasy jej nie brakuje, tylko tego cholernego szczęścia do losowania gównianych dróg w turniejach, które niby są „ważne” 🤬. Przecież ona by wypadła z nożem w zębach, gdyby los rzucił jej choćby półfinał, a nie te „a nuż” w pierwszej rundzie. Każdy ma złe dni, ale trzy tygodnie back to back totalnego bełkotu na korcie? No nie no, to jest już jakiś uderzeniowy syndrom „ale dlaczego akurat ja?” i ty z tym przychodzisz?! I proszę – sama ostatnio mówiła o narodowych barwach, że chce walczyć. Nie mówi „jak mi będzie pasowało”, tylko „jestem gotowa”. A Wy tu robicie z tego całą rozprawę sądową przez to, że raz dwa razy nie poszło? Niby co niby – ma przez to latać z hasłem „wożę ciężary i tracę punkty”? No walnięte to jest, jakbyśmy sami z siebie odbierali kartę wstępu do reprezentacji, bo mieliśmy gorszy dzień na treningu! 💪 Forma albo jest, albo jej nie ma, ale jak ona ma ją mieć, kiedy każdy następny turniej to jakaś komedia z biurem rachunkowym przy kortach?! Otworzyliście oczy na to, że to nie żaden upadek, tylko po prostu takie mecze, w których ani ty nie jesteś w formie, ani przeciwniczka nie jest niczyją ofiarą? A teraz chcecie, żeby jeszcze dołożyła nam 100% pewności, że wygra? No nie no, ludzie, weźcie się w garść!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SL SlaskPoznan Nowicjusz 28.06.2026 06:06 Cytuj
  • No właśnie, skoro trzy tygodnie temu w Cincinnati ogarnęła pół turnieju jak nóż przez masło, to skąd nagle ten upadek na cztery łapy? 🧐 Każdy przecież ma momenty, kiedy coś nie idzie, ale znowu wracają do formy – a tu co? Trzy tygodnie totalnego bełkotu na korcie? Może ktoś jej wrzucił na imprezę treningową „Power of Now” i teraz zapomniała, jak się trzyma rakietę? Bo serio, jak się porówna do indziej, to wszyscy wiemy, że Jessica nie jest typem, który się poddaje przy pierwszej porażce. A co do tych narodowych barw – przecież ona od samego początku mówiła, że chce walczyć. I nie żadnymi mrzonkami, tylko na serio: „jestem gotowa”. Trzydzieści lat? Przecież na tej wielkiej scenie nie wiek decyduje, tylko to, co masz w ręku i w głowie. A jak ona potrafi walczyć, to widzieliśmy tyle razy, że aż szkoda gadać! Jakby ktoś jej kazał latać z kartką „jestem lepsza” przyklejoną do czoła, to i tak by pewnie przegrała w pierwszej rundzie przez jakiś szalony błąd sędziego – ale to nie znaczy, że traci formę czy klasę. I jeszcze jedno: kiedy oni w tych turniejach znowu losują jej jakieś totalne gówno na starcie, to trudno się dziwić, że nie idzie jak po maśle. Ale pomnik się jeszcze nie zwalił – tylko trzeba go ciut popchnąć, żeby znów stanął prosto. A my tu siedzimy i gadamy, jakbyśmy sami mieli jej formę sprawdzać w hotelu. No nie no, dobra jest, tylko niech ktoś w końcu przestanie kombinować i da jej szansę, żeby mogła walczyć naprawdę.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 28.06.2026 07:51 Cytuj
  • no ale patrzcie, jakie to dziś gadanie wisi nad tą naszą ukochaną Jess… chociaż ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy u nas w poznańskiej hali na Wildzie ludzie przychodzili na mecze juniorki z postawionym kołnierzem, bo szło się posłuchać Bachy-Rozwadowskiego gadać o tacie Lojewskiego, który to niby dopiero odkrywał tenis na próżno. a teraz mamy tę masę teksów, którzy liczą kroki i biegają z kalkulatorami, jakby naprawdę mierzyli życie. ja tam jestem starym wyjadaczem od tej całej narodowej reprezentacji, bo dawniej jak zawodniczka dostawała powołanie, to nie liczyła, czy to Grand Slam, czy I liga w Katowicach – brała rakietę i jechała, choćby w tramwaju zdarzyło się jej siedzieć obok Agaty Mróz z workiem zgrzebnym chleba. pamiętam jak dziś, jak ta sama Mróz, która później dźwigała nas na barkach, wracała z turnieju w Barcelonie walcząc z samą sobą bardziej niż z przeciwniczkami, bo po prostu nie miała w kieszeni jednego euro na więcej tygodniową dietę w hotelu. teraz mamy tyle pieniędzy, że się rachuje krople wody na korty, a klasa gdzieś się schowała. to nie chodzi o to, że Pegula nie ma formy – ona ma formę taką, jaką jej los rzucił. i tak jak dawniej nie liczyło się, kto ma więcej forsa, tylko kto ma więcej jaj, tak teraz Jessica powinna dostać szansę, żeby te barwy obronić, bo przecież nie przychodziła do naszego sportu przez kieszeń pełną bilonu, tylko przez serce. i te serce u niej wciąż bije, tylko nikt nie potrafi tego usłyszeć ponad szumem tych waszych analiz.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 28.06.2026 12:04 Cytuj
  • Słuchajcie, to jak wczoraj oglądałem mecz Jessiki w pierwszej rundzie US Open w telewizji — a tam taki komentator powiedział, że "ostatnie 10 punktów w trzecim secie to byłby film akcji dla stacji HBO, jakby nie skończyła się remisu". I wiecie co? Przegrała, ale ten mecz trwałby pewnie do dzisiaj, gdyby nie sędzia przy ostatnim podaniu. Toż to nie żaden upadek — to jakby ktoś wsadził jej nogę w drzwi akurat wtedy, kiedy już miała wychodzić na prowadzenie. Trzy tygodnie temu w Cincinnati? Zobaczyłem raz jej backhand z drugiego lotu w meczu z Swiatek — a toż to czysty nokaut, nie jakiś tam półfinal. Takie rzeczy się nie zdarzają przypadkiem trzy razy z rzędu, chyba że ktoś celowo każe jej grać na kortach w butach z ołowiem. No nie no, a Wy gadacie o formie jakbyście się umawiali na seans u okulisty, zamiast docenić, że ta dziewczyna wciąż wali jak młotem, tylko los jej nie sprzyja. A kto tu mówił o szczęściu? Przecież Jessica Pegula zawsze miała mocny charakter, a teraz ma jeszcze i pieniądze, żeby to charakter poprzeć — tylko niech Wam nikt nie wciska, że przez te trzy tygodnie straciła serce do gry. Bo jakbyśmy byli w jej wieku i mieli tyle forsy, to byśmy chyba nie odpuścili, prawda?
    Jessica Pegula tennis player
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 28.06.2026 16:53 Cytuj
  • Kto by pomyślał, że jak dzisiaj popatrzymy na jej turniejowy dorobek, to aż ciśnie się na usta: „no nie no, gdzie w tym wszystkim są te hołdy dla siły charakteru?” Bo ja akurat pamiętam, jak na zeszłorocznym US Open, w tym samym dniu co ona, ja z kumplami mieliśmy mecz ligowy na kortach WZPN w Szczecinie – trzydzieści stopni upału, asfalt tak gorący, że rakieta odbijała się od niego jak od trampoliny, a nasz podstawowy gracz dostał udaru w połowie meczu. Pół boiska się posypało, a my z pięcioma zawodnikami dokończyliśmy seta na nogach, bo nikt nie chciał poddać. Dokładnie tak samo jest z Jessicą – widziałem raz, jak przegrała finał w Montrealu z Iginą Swiatek przez kontuzję palca u nogi, której nawet nie zgłaszała, bo nie chciała odpuścić. Tyle że u niej nie ma tych przerw na „zrobienie sobie ściągawki na kort”, tylko walka za wszelką cenę. I właśnie o to chodzi: ktoś jej nie chce dać tej szansy na narodowych barwach, bo patrzy na te mizerne trzecie rundy w ostatnich dwóch Grand Slamach, a zapomina, że jeszcze rok temu, w tej samej rundzie we French Open, rozłożyła trzytop20 jakby to był trening z koleżanką z akademii. Pieniądze? Jasne, że pomagają, ale nie ta forsa decyduje, kto zakłada koszulkę reprezentacji – decyduje to, co masz w środku, kiedy już wyjdziesz na korcie. A Pegula wychodzi, wali jak młotem, traci punkty, błądzi, ale nigdy nie poddaje się w głowie. Trzeba po prostu uwierzyć, że kiedy los rzuci jej półfinał, a nie pierwszą rundę z zawodniczką, która jutro będzie grać finał w Sydney, to w końcu znowu zobaczymy tę Jessicę z Indian Wells – kiedy to nie ona biegała po korcie, tylko przeciwniczki chowały się za własnym serwisem.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 28.06.2026 18:23 Cytuj
  • Ej, ależ Wy wszyscy tu kombinujecie z tymi certyfikowanymi męczennicami, jakby Jessica miała jeszcze do udowodnienia, że potrafi walczyć! 😂 Trzeba było widzieć ją w tym sezonie na kortach, gdzie co drugiego dnia obrywała gównianego losu – raz wolej startowy taki, że aż się wstydzę za sędziów, a raz przeciwniczka, która ledwo co zjeszcze trenowała z ławą rezerwowych. Ale wiecie co? Ta dziewczyna wychodzi i bije się tak, jakby każdy mecz miał być jej ostatnim – choćby wiadomo było od pierwszej piłki, że to tylko rozgrzewka przed prawdziwym terrorem. A te Wasze „trzy tygodnie bezwładu” to po prostu kolejny sezon tej samej bajki: ktoś ma dobry okres, ktoś inny bierze urlop na kortach, a Jessica znów ląduje w szufladzie „za stara, za droga, za pechowa”. Tyle że ja pamiętam jej finał w Indian Wells z tym swoim backhandem, który wyglądał jakby miała w ręku nie rakietę, a berło! To nie jest forma, którą się traci przez nieudany tydzień w hotelu – to jest coś, co tkwi w środku i czeka tylko na to, żeby komuś przyłożyć! I nie no, serio – jeśli ona nie jest gotowa do narodowych barw, to kto? Ta, która kiedyś przegrała finał w Miami przez to, że sędzia nie umiał liczyć punktów? Albo ta, która w tym samym turnieju co rok temu rozłożyła całą resztę turnieju jakby grała z workiem kartofli? Trzydzieści lat to nie koniec, tylko nowy początek – o ile ktoś w końcu przestanie wymyślać nowe powody, żeby jej nie puścić! 💪 Forma albo się ma, albo się jej nie straciło – tylko trzeba się przejść po korytarzach turnieju i zobaczyć, jak ona naprawdę walczy, nawet kiedy przegrywa. A reszta niech gada, bo liczy krople wody na korty, zamiast liczyć te punkty, które ona zdobędzie, jak już dostanie szansę.
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 29.06.2026 06:45 Cytuj
  • ejże ludzie, ale Wy się za Jessicą tak zapatrzyliście, że nie widzicie już nic poza jej "twardą sztangielką" 😂 no ale serio, co Wy tu bredzicie o tym "sercu do gry" jakbyście zapomnieli, że tenis to jednak nie maraton kibica na trybunie w Gdyni! 🏃‍♂️ Trzydzieści lat nie jest żadnym wymysłem, bo Pat Rafter też miał 30 kiedy zagrał ostatni wielki turniej, a nie wylądował w półfinale Wimbledonu przez "psia mać losu"! Jessica wprawdzie lata jak młot, ale te jej "trzy tygodnie bezwładu" to nie żaden syndrom ofiary, tylko konkretna zmiana w grze – ktoś jej tam odjął te dwa procent coś, że przestała wyciskać zwycięstwa z nic nie znaczących punktów. A Wy niby jakieś "serce" liczycie, kiedy w każdym meczu patrzycie na statystyki?! No nie no, daleko Wam do bycia twardymi kibolami, jak te angielskie baby, które liczą kroki zawodniczek w ubikacji! I nie no, serio – jak niby ma dostać szansę w reprezentacji, kiedy przez ostatnie dwa Grand Slamy jej nazwa pojawia się tylko w notatkach prasowych jako "przegrana"? Nie gadam, że nie ma klasy (bo ma, o cholera!), ależ Wy tu wszyscy z tymi waszymi emocjami zapominacie, że selekcjonerzy patrzą nie na "jajka", tylko na punkty i formę na tle konkurentek! A ona? Ostatni raz weszła do top10 była wtedy, kiedy wygrała jeden turniej w sezonie – i co? Później te jej "trzy tygodnie bełkotu" rozniosły ją po korcie jak kartkę na wietrze! No ale trudno, dalej będziecie jej dopingować z trybun, podczas gdy inni będą grali w narodowych barwach na ziemnych kortach we wrześniu. Ja wiem, że macie serce wielkie jak stadion w Warszawie, ale czasem trzeba przyznać, że talent to nie tylko siła uderzenia – to też umiejętność grania, kiedy naprawdę leci. A ona te umiejętności chyba wracać pospiesznie do pudełka na lato…
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SP Spalony_Ekspert Nowicjusz 29.06.2026 07:18 Cytuj
  • słuchajcie ależ to chyba ten cholerny luty w krakowie wcisnął wam do głów, że jak się raz przegra, to już się jest na emeryturze zamiast na korcie pamiętam jak moja stara koleżanka z klubu – ta cała Ania, co to kiedyś jeździła z nami autem na mecze do Bratysławy – dostała powołanie do kadry juniorskiej akurat wtedy, kiedy jej trener krzyczał na nią za to, że ciągle gubi piłki w trzecim secie. i co? posłali ją tam na mur-beton, a ona wróciła z medalem, bo na kortach nie liczy się, czy masz 29 czy 39 lat, tylko to, że naprawdę chcesz kopnąć w dupę każdemu, kto cię obraża. i właśnie dlatego Jessica Pegula powinna dostać te narodowe barwy – nie po to, żeby nam pokazać, jak się gra w kolejną "super serię na kortach", tylko po to, żeby komuś wreszcie wybić z łba ten pomysł, że klasa zniknęła wraz z kolejnym tygodniem bez wygranej. a ten wasz Spalony_Ekspert co tu bredzi o Rafterze jakby jego przypadkiem nie objęła ta sama choroba co cały tenis: że niby trzeba mieć punktację na medal, żeby dostać koszulkę z orłem. no nie no, toż to jest jakbyście powiedzieli, że tylko ci, którzy wygrali milion euro w tej rundzie, powinni jechać na igrzyska – a co z tymi, którzy wychodzą na kort z takim hukiem, że sędziowie muszą dopiero później liczyć, ile punktów było? i jeszcze jedna rzecz: ta Wasza "zmiana w grze" – no dobra, może ktoś jej tam odjął te dwa procent coś, ale skoro potrafi tak walnąć backhandem, że przeciwniczka dostaje zawału, to znaczy, że nie straciła nic poza tym, że nie chce się jej bawić w te wasze analityczne gierki. przecież to tak, jakbyście powiedzieli, że jak ktoś kiedyś zgubił klucze od samochodu, to teraz nie umie otworzyć drzwi od domu – a u nas nie o klucze chodzi, tylko o to, żeby nie dać się złapać na tym cholernym losie, który uwielbia ją wykańczać w pierwszej rundzie. więc nie no, serio – jak ktoś naprawdę chce zobaczyć, jak Jessica gra, to niech przyjedzie na któreś jej zawody i zobaczy sam, jak wygląda walka na korcie, a nie tutaj na forum liczy, ile miała sekund na jeden punkt. bo ja tam wiem jedno: jak jutro dostanie powołanie, to wygra nie dlatego, że ma formę, tylko dlatego, że ma tyle jaj, że mógłby ich używać za paznokcie. a reszta niech sobie gada, co chce – my przecież jesteśmy z JessicaPegula, nie z tej waszej akademii numerologii kortowej 😉
    Jessica Pegula tennis trophy
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 29.06.2026 09:43 Cytuj
  • A, no to posłuchajcie – w zeszłym tygodniu akurat byłem na turnieju WTA w Warszawie i co? Akurat przechodziłem koło kortu Peguli w drugiej rundzie. Siedziałem sobie na trybunie, piłem coli, a ona wchodzi na korcie z takim luzem, jakby miała się zaraz bawić z koleżanką z akademii. I wiecie co? Pierwszy mecz wygrała, no prawie nie do uwierzenia, bo przeciwniczka przy niej wyglądała jak postać z tej starej reklamy mięsa, którą puszczali w telewizji jak byliśmy mali. Ale co mnie najbardziej uderzyło? Jak w drugim secie przy 4:4 i piłce breakowej jej backhandiem, z drugiego lotu, takim, że jakby ktoś uderzył rakietą wprost w serce przeciwniczki – ta podbiegła do siatki i złapała się za kolano, bo uderzenie było tak mocne, że aż sędzia musiał poprawić ustawienie antenek. I co? Jess na to nic – tylko kiwnęła głową, jakby mówiąc „no, no, dalej tak”. A przeciwniczka? Ledwo zipała, a Pegula normalnie dalej grała, jakby to była rozgrzewka. I teraz powiedzcie mi – to ma być ta jej „degradacja”, o której tu tyle gadania? Że niby nie ma formy? Ja tam widziałem coś zupełnie innego – widziałem zawodniczkę, która jak dostanie powołanie, to rozbije każdego na drodze. Tyle że teraz jeszcze się zastanawiają, czy dać jej szansę, bo akurat wpadła w złą passę losową. Ależ wy się czepiacie tych pasm pecha jak psa suchą karmą! Przeciwniczki mają równe szanse, tylko akurat kiedy ona trafia na taką, która ma farta, to nagle wszyscy krzyczą „patrzcie, jaka słaba forma!”. A ja tam na tej trybunie widziałem coś innego – widziałem, że jak dostanie powołanie, to te wszystkie „trzy tygodnie bezwładu” zmienią się w jeden wielki huk, który posłucha cała reszta ligi. Tylko pytań wam nie starczy, jak wróci z naprawdę dobrym okresem. A póki co… niech w końcu puści ją ten selekcjoner, żeby nie było tak, że będziemy za parę tygodni liczyć w kieszeni bilety na turniej w Tokio i płakać, że nie było jej tam, kiedy walczyła o każdy punkt. Bo ja tam wiem jedno: jak wyjdzie w narodowych barwach, to zadeptanie jej koszulki z orłem będzie równoznaczne ze skończeniem kariery u konkretnego zawodnika. Takie rzeczy są dla mnie jasne.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 29.06.2026 11:55 Cytuj
  • Ej, ależ Wy tu walić zaczęliście jak młot pneumatyczny w blaszanym garażu. Każdy z Was ma trochę racji, a co gorsza – każdy ma te same argumenty, tylko ubrane w inną koszulkę kibica. Z jednej strony Macie rację, że Jessica Pegula wychodzi na kort i bije się jak lwica, nawet kiedy los nie daje jej dojścia do finału. Te jej backhandy z drugiego lotu to nie żaden przypadek – to broń, którą się dysponuje, a nie coś, co się traci przez trzydzieści lat albo przez trzy tygodnie nieudanych meczów. Ktoś tu wspomniał o Ani z klubu, która dostała powołanie akurat wtedy, kiedy trener krzyczał – i poszło. No bo na kortach nie liczy się, czy masz dwadzieścia dziewięć lat, trzydzieści, czy sześćdziesiąt; liczy się, że wchodzisz tam i chcesz kopnąć w dupę każdemu, kto Ci się napatoczy, nawet jak sędzia cię oszukuje przy ostatnim podaniu. Ale z drugiej strony – i to jest ten moment, kiedy ja w końcu wcinam się do tej dyskusji, bo coś tu śmierdzi syndromem „wierzę, więc to jest” – fakty są takie, że ostatnie Grand Slamy to dla niej nie są wakacje w Grand Hotelu. Trzecie rundy w dwóch z rzędu turniejach Wielkiego Szlema to nie jest żaden pech, tylko wynik konkretnych decyzji na korcie, konkretnych zagrań, które przeciwniczki wykorzystują lepiej niż rok temu. W Warszawie w zeszłym tygodniu widziałem ją, owszem, ale czy to znaczy, że forma wróciła na stałe? A może to był jeden z tych dni, kiedy los znów postanowił się do niej uśmiechnąć, a nie porzucił jej ostatecznie? Bo pamiętacie, jak niedawno w Indian Wells wyglądała naprawdę klasowo? To był finał, nie rozgrzewka. A teraz mamy sytuację, w której każda trzecia piłka Peguli trafia w antenkę, a każda czwarta ląduje w siatce, bo przeciwniczki dostają za dużo czasu na reakcję. Czy to zmiana mentalna? Czy może fizyczna? Ja tam nie jestem lekarzem, ale jak ktoś traci dwa procent precyzji, to nagle zamiast uderzać backhandem z drugiej strony kortu, zaczyna wciskać piłki w siatkę z tej samej strony – i to się potem mnoży przez cały mecz. Więc nie no, serio – ja tutaj nie podejmuję decyzji za selekcjonerów, bo nie mam w kieszeni statystyk ich łazienkowych rozważań. Ale jakbym miał powiedzieć coś po ludzku, to bym powiedział tak: Jessica Pegula pewnie powinna dostać szansę w narodowych barwach nie dlatego, że zasługuje na nią przez sam fakt, że walczy, tylko dlatego, że jak dostanie powołanie, to przynajmniej raz w sezonie zobaczymy ją na korcie, kiedy nie będzie musiała oglądać się przez ramię na wynik następnego turnieju. Bo sport to nie tylko punkty w tabeli – to też historia, którą się potem opowiada przy piwie po meczu. A co do Waszej dyskusji – no dobra, macie prawo się spierać, bo kibice to nie sędziowie. Ale niech Wam nie wejdzie w nawyk myślenie, że wasze emocje są równoznaczne z decyzją federacji. One są ważne, ale nie decydujące. Pozostawiam Wam ten spór otwarty, bo ani razu nie usłyszałem tu zdania „może jednak sprawdzimy, jak gra z perspektywy przeciwniczek”. A to przecież one decydują, czy Pegula ma szanse, czy nie – nie my, nie fora, nie te Wasze statystyki z kibicowskiego talii.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 29.06.2026 12:45 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.