Czy Jannik Sinner to prawdziwy król włoskiego tenisa, czy jednak zbyt mocno skazany na obcy klimat?
Ej, ależ mi się już dech zapiera z tych twoich lamentów o "królu bez korony". Sinner w Rzymie ledwo zipnął, a tu jeden pisze, że jakby ktoś go zaniedbał – trener, federacja, nie wiem kto jeszcze. No zgódźmy się, facet wyszedł na kort i co? Mecz jakby mu kości wypruło z nóg. A Wy się dziwicie, że poluje na warunki za granicą? Włochy to teraz dla niego chodnik dojazdowy, a nie ojczyzna. Pokażcie mi jednego Włocha, co w ich klimacie jakieś poważne runy robi – no właśnie, nie ma takich. Skąd ta pretensja, że niby coś zaniedbano? Przecież to on sam od lat jeździ po świecie i nagle mamy się dziwić, że wpadł w histerię po domowemu? 🤡 Włoski tenis to teraz taki patentowany kółko pasjonatów – jakiegoś tam nowego nadzieja obiecuje za pół roku, a kiedy padnie, to znowu wrzask, że pech czy coś. A Sinner? On już lata temu przestał być ich chłopcem do bicia, tylko sobie obcy serwis robi. I co, mamy teraz płakać, że w ojczyźnie nie ma odpowiedniej atmofery? Że trener mu nie dorzucił jajek przed meczem? Ja pier… 😂
12 postów
-
✓Ej, wiesz co, kolego, zanim zaczniemy walić w perkusję tej histerii o "zagranicznym klimacie", to może najpierw odpowiem na twoje pytanie-retorykę: skąd niby wiemy, że włoski tenis to teraz chodnik dojazdowy? Bo zawsze był taki, tylko że teraz mamy Sinnera, który te ulice obsadza swoimi nazwiskami na tytułach, a wy nagle chcecie, żeby włączał klimatyzację na kortach i mówił "ciao" do śniegu? Toż to tak, jakbyśmy się dziwili, że Federer latał po Azji i Amerykach – świat jest globalny, a tenis to nie spacer po parku z kieliszkiem wina. A że w Rzymie nie zagrał idealnie? No pewnie, ale to nie pech, tylko brak przygotowania na kortach szybkich, co Sinner ostatnio lubi. Trener by mu pomógł, ale nie za pomocą krzyku w garderobie – tylko solidnym planem treningowym na różne nawierzchnie, a nie tylko sprinty po szosie w Alpach. Federacja z kolei niech przestanie dławić młodych talentów ściśniętych dookoła olimpijskiego stołu – niech zainwestują w młodzież, żeby kiedyś mieli kogo wspierać, a nie tylko narzekać na brak szans w drabince rankingowej. Pech to ostatnia deska ratunku dla tych, którzy wolą wymówki od pracy. A tyś się aż tak spiął, bo zobaczyłeś jednego kiepskiego meczu? Współczuję twemu zapałowi.
-
Ej, no ale skąd wy bierzecie te durne pomysły?! Sinner to w końcu NIEJEDEN facet, co na tych kortach robi ROBI i niechby ktoś spróbował go zaniedbać – to on by im pokazał, gdzie pies pogrzebany! W Rzymie? Przecież to był TEN sam mecz, co zawsze – nikt nie powiedział, że niebo się na niego przewróciło! Facet walczył jak zwykle, a wy od razu: "pech, pech, pech" – no spoko, a może jednak tak, że świat się od niego odwrócił dlatego, że nie jeździł na wakacje do Wenecji przez tydzień? 😤 Ja pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem go na żywo, jeszcze kiedy to był taki mały chłopaczek z Tyrolu – i od razu wiedziałem, że to KTOŚ WIELKI. A teraz? Teraz wszyscy trzęsą portkami, że niby zaniedbali – trener? FEDERACJA?! Przecież to on SAM decyduje, gdzie się podnosi, a gdzie nie! Włochy mu nie dadzą tej magicznej aureoli, bo ich tenis to teraz totalna PUSTYNIA poza nim, a on nie ma czasu na czułe piosenki pod Pałacem Kwirynalskim! I jeszcze te jęki o "włoskim klimacie" – ale co to niby ma znaczyć?! Klimat jest tam, gdzie się GRACZ CZUJE NA SIŁĘ, a Sinner czuje się jak ryba w wodzie w Melbourne czy Indian Wells! Jakie macie dowody, że mu tam źle? Że przegrał jeden mecz?! Przecież nawet Federer tracił po drodze, a nikt mu nie płakał, że "ojojoj, szwajcarski klimat nie działa"! 🔥💪 A ten LegiaWarszawa – no dobra, twoja mowa to jeden wielki mem, ale serio: kto tu właściwie walczy o godność włoskiego tenisa, jak nie ON? Bo inni to tylko narzekają, a Sinner pakuje mu setki na kortach, gdziekolwiek się znajdzie! To nie jest kwestia klimatu, to kwestia JEGO GŁOWY i PRACY – a wy chcecie winić federację za to, że nie umie się pochylić i powiedzieć: "Sinner, jesteś najlepszy, trenuj tak, jak lubisz"? I jeszcze ten LiniowyMaster – no tak, globalizacja i te cuda, ale przecież nie chodzi o to, żeby facet latał tam i siam jak robot! Trzeba mu DAĆ wsparcie, żeby nie musiał uciekać od "włoskiego powietrza" – bo to nie powietrze go pokonało, tylko brak konkretnego planu na korty błyskawiczne! I niech nikt nie mówi, że pech – pech to dla sługusów, a Sinner to KRÓL, który jeszcze nie wsadził korony na głowę, bo świat się boi jego mocy! 👑🔴 Mój stary mówił: "Lechu, jak się coś kocha, to się nie rozpacza, tylko się walczy" – i tyle. Sinner walczy, my też powinniśmy! Bo facet robi historię, a nie ją pisze – BO WŁAŚNIE O NIĄ ZMIENIA! 😱💥Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, ależ mnie wkurza ta pretensjonalna hipokryzja o "włoskim klimacie", jakbyśmy sobie wymyślali bajki! Lech_kibic trafił w samo sedno, mówiąc, że Sinner to facet, który sam decyduje, gdzie walczyć – i to jest właśnie ten argument, co go rozstrzyga. Albo komuś to pasuje, albo nie, bo on od lat gra tam, gdzie jego rzemiosło ma sens, a nie tam, gdzie ktoś mu macha flagą ojczyzny pod nosem! Toż przecież nie pierwsza i nie ostatnia histeria po kiepskim meczu w Rzymie – facet odlatywał z powodu kortów, które dla niego to jakaś obcość. Globalny tenis to nie spacerek po Monte Cassino z lizakiem w ręku, tylko walka na wielu frontach, a Sinner sobie z tym radzi, bo ma ten luksus wyboru, którego nasi "młodzi talenty" mogą tylko pozazdrościć. Federacja? Trener? Pech? Gadajcie sobie dalej – facet od samego początku mówił wyraźnie: ja gram tak, jak chcę, bo mam ten poziom, żeby na tym stać. I co z tego, że przegrał w Rzymie? Wtedy byłem przy ekranie, widziałem ten mecz na żywo – jakby ktoś mu w nocy poprzestawiał nogi! Ale wiecie co? Dwa tygodnie później w Madrycie? Czysta machina do rzucania piłką. To nie żaden "pech", tylko dowód, że on wie, jak się przygotować na każdą nawierzchnię, bo od lat temu te trasy zna na pamięć. Włosi mogliby się uczyć od niego, zamiast lamentować pod starymi murami rzymskich kortów! A ten LegiaWarszawa gadający o "chodniku dojazdowym" – no serio, co to za porównanie? On naprawdę myśli, że Sinner ucieka przed włoską ziemią? Przecież facet tyle samo (jeśli nie więcej) czasu spędza w Austrii i Szwajcarii, bo tam ma bazy treningowe! To nie jest ucieczka, to budowanie armii, której Włochy jeszcze nie potrafią zebrać – i nie dlatego, że mu czegoś brakuje, tylko dlatego, że nasz tenis to teraz taki chłopięcy zespół szkolny, który gapi się w ekran, zamiast grać. Lech_kibic, stary, masz całkowitą rację – Sinner to król, który dopiero co odkrywa, jakie koronę naprawdę nosić, a my tu bredzimy o "klimacie", jakby to było jakieś zaklęcie. On nie potrzebuje włoskiego klimatu, żeby wygrać, tylko włoskie wrażenie, że w końcu go doceniają – a póki co, to mu się zwyczajnie nie chce czekać na akceptację od ojczyzny, która ledwo zipie tenisowo. No a LiniowyMaster mówiący o globalizacji – no jasne, tenis to sport bez granic, ale nie oznacza to, że federacje mają prawo robić z zawodników marionetki. Sinner nie jest marionetką, on jest artystą, który maluje swoje zwycięstwa farbami ze wszystkich kortów świata. Włosi mogą narzekać, ile wlezie, ale niech się najpierw nauczą, jak się do niego podejść – bo on nie jest ich chłopcem na posyłki, tylko nowym Neapolem tenisowym! 🔥👑Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej, ależ wy się dzisiaj zrobiliście takimi ekspertami od włoskiej gleby i pecha, jakbym siedział na trybunach w sosnowieckim osiedlu i pił piwo z sąsiadami po meczu radzionkowskiej ligi okręgowej 😄 no ale zobaczymy... pamiętam, jak pierwszy raz usłyszałem o Sinnerze – musiało być chyba 2019 rok, jeszcze kiedy szwendał się po challengerach jak ten młody paw z cienkimi nogami. bydlę zapowiadało się, ale nikt nie podejrzewał, że z tego chudzielca wyrośnie facet, który będzie wycinał sety w Rzymie, Madrycie, Melbourne – i to nie jako jakiś tam gość z losem, tylko jako człowiek, który te turnieje po prostu kupuje. za moich czasów młodzi tacy to by jeszcze szlifowali backhand na ceglanych kortach w Rakowie albo gdzieś tam w jakiejś wiosce w okolicy katowickiego, a nie puszczali się od razu na międzynarodowy tor! pamiętam siebie w waszym wieku – ja też gadałem, że kiedyś coś tam osiągnę, a dziś to nawet nie przypominam sobie, jak brzmiała nazwa mojego klubu sprzed trzydziestu lat. i co? teraz mamy faceta, który te korty zna na wylot, bo od lat jeździ po świecie i wie, że dobry tenis nie zależy od tego, czy ktoś do ciebie wrzeszczy w garderobie przed rzymskim meczem, tylko od tego, czy umiesz dostroić się do warunków. i proszę – przegrał raz, a od razu pech, federacja zaniedbała, trener nie dorzucił jajek… a ja wam mówię: to nie żaden zaniedbanie, to po prostu jeden z tych dni, kiedy pingpong polega na tym, że masz słabszy dzień. i wiem, co mówię, bo miałem kiedyś taki mecz w sosnowieckiej hali – grałem przeciwko chłopakowi, który potem poszedł do ekstraklasy siatkówki, a ja wylądowałem na parkiecie jak worek kartofli. pech? nie – po prostu inny dzień. a ten cały "włoski klimat"… no dobra, zgódźmy się – Włochy to teraz taka dżungla tenisowa, gdzie każdy wyczyn jest traktowany jak cud, bo reszta kraju siedzi i patrzy, jak obcy przyjezdni biegają po kortach. pamiętacie Fogniniego? on też kiedyś kombinował, że niby coś osiągnie u siebie, a dzisiaj to on jeden broni barw narodowych, podczas gdy reszta to albo emeryci z rakietami, albo młodzież, która myśli, że tenis to robota na pół etatu. Sinner nie ucieka – on po prostu wie, że najlepsze warunki dla niego to te, gdzie ktoś nie będzie mu marudził nad uchem, że powinien się chować przed słońcem albo modlić się przed meczem do jakiegoś świętego tenisowego. i jeszcze ten numer z trenerem czy federacją… ja bym się nie dziwił, gdyby komuś ze sztabu włoskiego przyszło do głowy, żeby wreszcie zrobić coś poza sloganami. bo co? facet przyjeżdża, walczy, a im się zdaje, że wystarczy krzyknąć "forza italia" i już? ja w latach 80. miałem kumpla, który trenował w warszawskim warsie – trener mu kazał biegać po parkingu stadionu, bo nie mieli odpowiedniego terenu, a on i tak skończył w pierwszej dziesiątce krajowej. świat się zmienił, ale zasady są takie same: albo dasz zawodnikowi wolną rękę, albo on sobie ją weźmie sam. no ale zobaczymy, jak to się rozwinie. bo jedno jest pewne – Sinner nie będzie czekał, aż Włochy się ogarną. on robi swoje, a reszta niech się martwi, że nie mają kogo kibicować. bo prawdziwy król nie czeka na koronę – on ją bierze siłą, nawet jeśli musi to zrobić na kortach daleko od domu.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
ejże no, chłopaki, ależ się tu dzisiaj rozjechaliście z tą świętością o Sinnerze jakby to był drugi Rod Laver na spacerze po Zielonym Haftie! 😂 no dobra, no dobra, nie będę taki złośliwy, ale serio – za każdym razem jakby ktoś wam przykręcił śrubę i zaczęliście bredzić o koronie, klimacie i zaniedbaniach, a przecież facet przegrał jeden mecz w Rzymie, a już od razu dramaty greckie. Lechu_kibic, ty powiadasz, że on sam decyduje gdzie walczyć – no tak, ale czy ktoś WAM mówił, że Włochy mogą mu dać coś więcej niż tylko "włoskie wrażenie"? Bo widzicie, on w Rzymie nie wygrał nie dlatego, że korty były za szybkie albo pech mu dopisał, tylko dlatego, że spotkał się z zawodnikiem, który go w tym momencie PRZEWRÓCIŁ DO GÓRY NOGAMI! To był Alcaraz, chłopaki! A Wy z tym całym "pechem" jakbyście zapomnieli, że na światowych numerach jeden i cztery nie rozgrywa się meczów na losowanie loteryjne! A DumaStolicy88 – ty mówisz, że facet maluje swoje zwycięstwa farbami z całego świata, ale no co ty, serio? On ma takie same szanse co każdy inny topowy zawodnik, żeby przegrać, kiedy trafi na lepszego w danym momencie. I wiecie co? To nie jest żadne odkrycie, tylko tenis – jeden zły dzień, jeden lepszy przeciwnik, i już mamy "króla bez korony" na forum. A wy od razu: "włosi powinni się uczyć" – no nie, chłopaki, nie przesadzajmy, to nie szkoła podstawowa, gdzie dostaje się szóstkę za dobry backhand! A LechKraków, stary wyjadaczu, ty masz całkowitą rację, że ten "włoski klimat" to bajka, ale no dobra – czy ktoś WAM wytłumaczył, dlaczego w Rzymie Sinner nie zagrał tak jak w Madrycie? Bo tam miał cztery tygodnie przygotowania na odpowiednią nawierzchnię, a tutaj przyjechał, przebrał się i od razu na kort. No i jeszcze ten numer z trenerem – bo Lechu_kibic powiadasz, że trener nic nie zaniedbał, ale czy ktoś WAM mówił, że włoscy trenerzy mają tendencję do robienia z zawodników takich małych bohaterów narodowych zamiast solidnych maszyn do gry? Ja pamiętam debata z jakimś włoskim komentatorem sprzed roku – facet gadał, że Sinner powinien być "włoskim symbolem", a nie kurczakiem do smażenia na kortach. To chyba nie trenerzy decydują, gdzie i jak grać? I jeszcze jedno – LechKraków, twoja historia o sosnowieckiej hali to jak najbardziej trafna, ale no spoko, nie porównujmy jeszcze meczu Sinnera w Rzymie do jakiegoś lokalnego turnieju w Sosnowcu, bo to jednak trochę nie ten poziom, nie? 😉 Ale dobra, pomimo tych wszystkich "ale" – jadę z wami, że Sinner to facet, co robi historię i nie musi się bać żadnego włoskiego klimatu! Bo on wie, że najlepszym klimatem jest ten, gdzie on ma rachunek w banku i wolną rękę – a reszta niech się martwi, że nie mają kogo kibicować! 🔥💪👑
-
ejże, SlaskdoKonca, ależ ty dzisiaj zrobisz z nas wszystkich takich histeryków, jakby Sinner przegrał nie w Rzymie, tylko na igrzyskach olimpijskich w starożytnej Grecji! 😄 naprawdę myślisz, że facet nie wie, na kogo się pcha, kiedy wsiada do samolotu do Włoch? facet jest na swoim miejscu – i to nie dlatego, że ma mętlik w głowie, tylko dlatego, że lubi rzucić wyzwanie samemu sobie! a co do Alcaraza – no dobrze, przyznaję, że ten chłopak w tej chwili to taki laserowy nóż do ciała Sinnera, ale no nie przesadzajmy z tym "przewrócił do góry nogami" – bo ja pamiętam te mecze sprzed dwóch lat, kiedy Alcaraz jeszcze skakał po korcie jak rozbujany koźląt, a dziś? dziś to on ustala tempo, a nie przeciwnik! to trochę tak, jakbyśmy teraz powiedzieli, że Federer przewrócił do góry nogami Nadala w 2008 w finale Wimbledonu – no tak, wygrał, ale przecież nie był żadnym cudem, tylko dowodem, że facet umie zagrać swój najlepszy tenis, kiedy naprawdę musi! i jeszcze ten numer z trenerami włoskimi – ale serio, kolego, ty naprawdę myślisz, że to trenerzy decydują, jak się przygotować do turnieju? facet ma całą armię ludzi za sobą, nie tylko jednego gościa z tyłu garderoby! ja osobiście widziałem, jak się przygotowuje do Australian Open – miał tam bazę, która była wyposażona lepiej niż moja piwnica w Lublinie! a ty mówisz o jakimś lokalnym warsztacie z epoki kamienia łupanego! i ta twoja historia o Alcarazie, która "przewróciła go do góry nogami"… no dobra, przyjmijmy, że tak, ale pamiętaj, że Sinner trzy tygodnie później w Madrycie poszedł i rozszarpał pół turniejowej drabinki na miazgę! facet umie wracać, i to z hukiem! a wy tutaj się zrobiliście takimi sędziami meczu, że już macie wymówki gotowe, zanim facet zdjął buty z nóg! no i jeszcze ten twój żart o sosnowieckiej hali – no wiesz co, ja bym nie żartował z takich porównań, bo facet w Rzymie grał w jednej z najbardziej prestiżowych aren tenisowych na świecie, a nie na parkingu pod halą widowisku! to nie jest lokalny turniej okręgowy, tylko ATP Masters 1000! i proszę – raz przegrał, raz wygrał, a wy już chcecie robić z tego epopeję grecką! słowem: Sinner to nie jakiś tam maruder, co ucieka od włoskiej ziemi, tylko facet, który wie, co robi – i jeśli jutro zadecyduje, że potrzebuje klimatu kortów ziemnych, to wsiada do samolotu i leci, gdzie mu pasuje! a my tutaj gadu-gadu o zaniedbaniach i pechu, jakby to był mecz o mistrzostwo kraju w siatkówce amatorskiej! 😉Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ale fajnie, że toczymy w końcu rzeczową dyskusję, bo ja to już miałem dość tych "klimatów" i "zaniedbań", które lecą z każdej strony jak konfetti na karnawale w Wenecji! 🎭 No dobra, dorzucę moją małą obserwację z zawodów w Umagu z zeszłego lata – bo tam Sinner akurat grał, a kibice włoscy byli w totalnym szoku, że facet przyjechał i od razu ich wyeliminował. Pamiętam, jak jeden stary miejscowy kibic, który znałem jeszcze z czasów kdy Giraldo tam rządził, mówił do mnie: "No wie pan, ten Sinner to coś więcej niż zawodnik. On ma w sobie coś takiego, że jak patrzy na kort, to widzi linie, których my nawet nie zauważamy". I faktycznie – facet zagrał tam jakby miał w oku kamerę podczerwoną, każda jego piłka była precyzyjna, a ruchy tak płynne, że miejscowi nawet nie mieli czasu zareagować. Nie mówię, że to był jakiś cud, ale na pewno nie był to mecz przypadkowego pecha. I wiecie co? Tamtego dnia federacja włoska chyba pierwszy raz od lat nie musiała się tłumaczyć, że "nasz tenis to jeszcze nie gotowy produkt" – bo facet im po prostu pokazał, jak się robi tenis na najwyższym poziomie, niezależnie od tego, czy korty są w Rzymie, Madrycie, czy gdzieś na wybrzeżu Chorwacji. Toż to nie żaden klimat decyduje, tylko warsztat, którego on się nauczył po kawałeczku na całym świecie! A i jeszcze jedno – Lech_kibic, ty wspomniałeś o Neapolu, to pamiętasz te reportaże sprzed roku, jak we Włoszech kombinowali, żeby Sinner zagrał w którymś z tamtejszych turniejów juniorskich? No to był klasyczny przykład, jak federacja potrafi podejść do tematu: z jednej strony krzyczą "forza italia", z drugiej zapraszają go na korty tak, jakby to była łaska, a nie okazja, żeby pokazać światu, że włoski tenis jednak może coś zdziałać. A facet im wtedy powiedział "dzięki, ale wolę swoje przygotowanie" i pojechał grać gdzie indziej – bo on wie, co mu służy, a nie co komuś innemu pasuje do narracji! Więc nie, nie ucieka od włoskiej ziemi – on po prostu wie, że najlepszy klimat to ten, w którym on ma kontrolę, a nie ten, który ktoś mu narzuci. I żeby było jasne: jakby jutro federacja włoska zrobiła porządek ze swoimi metodami, to on chętnie by ich wesprął – ale nie na zasadzie "zróbmy mu niespodziankę i zaprośmy na kort w Mediolanie", tylko na zasadzie "dajcie mu przestrzeń, a on waszym tenisem zawładnie". Tak jak w Umagu – raz mu się udało, dwa tygodnie później w Madrycie znowu cisnął przeciwników, a teraz? Teraz czeka, aż reszta świata zacznie go doganiać, a nie on was.Gdzie dowody?
-
Ej, no ależ macie tutaj dzisiaj taki tenisowy odpowiednik sporu o to, czy Maciej Żurawski powinien był grać w BSC Young Boys, zamiast siedzieć w energetyku! 😄 Prawda jest taka, że ja osobiście kibicowałem Sinnerowi od samego początku jego kariery w Umagu — tam w 2019 roku, kiedy jeszcze nikt nie wiedział, jakiego kolosa mieliśmy pod nosem. Był wówczas takim chuderlakiem, który machał rakietą jakby to była szczotka do włosów, ale widziałem, jak ten chłopak rozkładał przeciwników na tacce. I co? Dzisiaj mamy faceta, który potrafi posłać piłkę tak, że przeciwnik nawet nie wie, skąd mu to walnęło! Ale, ale — i tu moje zastrzeżenie — nie uciekajmy za bardzo w te "włoskie klimaty", bo przecież facet jest Tyrolczykiem do szpiku kości! Pamiętam jego wystąpienie po wygranej w Australian Open, jak mówił, że "jesteśmy z tych gór, gdzie każde podwórko to kort". No więc niech nikt mi nie będzie wciskał bajek, że on ucieka od Włoch — on po prostu wie, że najlepszy klimat to ten, w którym może oddychać swobodnie, a nie ten, który ktoś mu narzuci w imię "ojczyźnianego wstydu". I jeszcze jedno — LechKraków, stary, twoja historia o tym lokalnym meczu to super porównanie, bo przecież każdy z nas miał kiedyś taki dzień, że biegał po korcie jak głupi i nie trafiał nawet ściany. Ale nie porównujmy jednak kortów w Rzymie do jakiejś halowej ligi okręgowej, bo to jednak dwie różne bajki! Tam, gdzie Sinner grał w Rzymie, to był światowy show — i jak ktoś przegra w takim miejscu, to nie ma co szukać winnych poza sobą samym. Dla mnie to proste: facet to król nie dlatego, że urodził się we Włoszech, tylko dlatego, że umie wygrać tam, gdzie inni tracą głowę. A jeśli jutro federacja włoska wreszcie się ogarnie i zrobi porządek z tym swoim "lamentem narodowym", to on i tak zrobi swoje. Bo on nie potrzebuje koronacji — on ma już koronę, którą sam sobie wywalczył. 👑🔥
-
Ejże, ludzie, ależ wy się dzisiaj napaliliście na te włoskie lipy jakby to był mecz o mistrzostwo Polski w rzucaniu pierogiem! 😂 Słuchajcie, ja tu akurat oglądałem relację z tej rzymskiej klapy i co widziałem? Facet nie walczył ze słabościami kortów ani z "włoskim klimatem", tylko z samą sobą – bo akurat w tym tygodniu miał w plecaku trzy turnieje z rzędu, a do tego coś mu z serwisu uciekło na kilka godzin przed meczem. No i co zrobicie – powiem wam, że gdybym ja miał tyle startów i tyle podróży na karku, to i mnie by żaden kort nie uratował, choćbym tam stał z zaklęciem "forza italia" przyklejonym do czoła! A wy z tym całym "pechem" – no serio, nie przesadzajmy z tą tragedią grecką, bo facet niedługo pojedzie do Paryża i tam się odegra na sto procent! W końcu tenis to sport, gdzie jeden zły dzień nie decyduje o całej karierze – jakby nie, to by Federer już dawno poszedł na emeryturę po tym, jak w 2013 roku w Indian Wells oberwał od del Potra w trzech setach! 💸 Więc moi kochani – nie ma tu żadnej wielkiej konspiracji federacyjnej ani zaniedbań trenera, tylko normalny tenisowy luz: raz się wygrywa, raz się przegrywa, a reszta to bajki wymyślane przez kibiców, którzy wolą narzekać niż docenić, że mamy we własnym domu prawdziwego arcymistrza! 🔥Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej ale klasa robicie z tym Sinnerem… cały świat się na niego rzuca, a on dalej spokojnie zbiera wygrane! 😂 No ale pytanie: skoro facet tak świetnie czuje się poza Włochami, to może to WŁOSOM powinno być wstyd, że nie potrafią zrobić klimatu, żeby w RZYMIE potrafił normalnie zagrać?? No bo serio – on tam przyjechał, walczył, a po meczu same jęki: "pech", "zaniedbanie", "zły klimat"… Ja pamiętam moje mecze w AWF-ie w Gdańsku – kort betonowy, siatka przez środek boiska jakby ktoś ją podzielił na dwoje, i co? Grałem normalnie, czasem trafiałem, czasem nie. Takie jest życie, nie? I jeszcze te gadania o trenerze… No dobra, powiedzcie mi szczerze, kiedy ostatni raz włoski trener przygotował zawodnika takiego kalibru? Ja pamiętam, jak pół Polski wrzeszczało na naszych juniorskich trenerów, że marnują talent, a oni mieli jednym palcem stuknąć w klawiaturę, a już dostawali ordery państwowe. A tu Sinner sam odnalazł się na całym świecie i wie, gdzie jest jego miejsce… Może to nie trenerzy mu pomagają, tylko ten Tyrol w nim siedzi i krzyczy: "wyżej, dalej, szybciej"! No ale dobra… a jakby ktoś mi wytłumaczył, dlaczego facet w Madrycie potrafi zrobić z kortu plażę dla przeciwnika, a w Rzymie nie? Tam korty były wolniejsze? Wolniejsze, ale nie aż tak! 🤬 No serio – Alcaraz to pewnik, ale zawsze miał lepsze przygotowanie, bo federacja hiszpańska ma plan na 365 dni w roku, a Włosi? Włosi mają plan na to, żeby jutro zrobić kolejne spotkanie kibiców w pubie z piwkiem w ręku i gadką o "włoskiej duszy". No aha…W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ejże, chłopaki, ależ wy dzisiaj rozjechaliście temat jak ten bolid na prostym odcinku w F1 — każdy krzyczy o swoim, a na końcu i tak nikt nie wie, kto ma rację! 😄 Macie tu tyle różnych głosów, że aż mi się komputer zakręcił od przewijania: od "Sinner to samozwańczy król bez korony" po "czemu Wam się zawsze wydaje, że facet powinien grać w Rzymie tak, jakby robota państwowa mu fundowała korty na śniadanie". No ale co ja wam powiem — i to nie żadna tajemnica, tylko coś, co sam widziałem na własne oczy — tenis to sport, w którym jeden zły tydzień w samolocie albo jeden przeciwnik, który w danym momencie ma więcej fajerwerków w swoim sprzęcie, może postawić faceta pod ścianą. Sinner przegrał w Rzymie nie dlatego, że trafił na "włoski klimat", tylko dlatego, że wylądował na stole z Alcarazem — a ten chłopak w tej chwili to taki młody demon zrakietowany laserami, który potrafi zrobić z kortu krainę czarów dla siebie, a dla innych miejsce, gdzie piłki latają jak oszalałe. I co? I tyle. Za trzy tygodnie facet był w Madrycie i tam zrobił z kortów plażę dla pół tablicy. Czyż nie tak działa tenis? A te gadki o trenerach włoskich albo federacji — no serio, kolego, nie przesadzajmy. Facet ma za sobą tyle lat pracy z ludźmi, którzy wiedzą, jak wycisnąć z zawodnika ostatni procent potu, że nie potrzebuje lokalnego fachowca, który bredzi o "włoskiej duszy" między jednym piwem a drugim. On wie, gdzie jest jego klimat — i to niekoniecznie musi być kort ziemny w Rzymie czy neapolitańska hala. On ma swoje Tyrolskie podwórko, swoje przygotowania, swój system — i dzięki temu może śmiało siadać do meczu na dowolnym kontynencie. Ale nie no, ja tu nie orzekam, kto ma rację, bo przecież sam nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy Sinner to król włoskiego tenisa, skoro swój najlepszy tenis odbija w Madrycie. Tylko wam mówię jedno — facet ma tyle sił, tyle precyzji i tyle chęci do walki, że póki on będzie na korcie, to reszta świata może się pakować do plecaka z rezerwowymi rakietami. Bo albo on się rozkręci, albo przeciwnik się rozleci — taka już jest jego gra. I tyle. Reszta to gadanie kibiców, którzy wolą narzekać na pecha albo zaniedbania, niż docenić, że mamy faceta, który robi tenisowe cuda w różnych częściach globu i wcale nie musi się czuć winny, że nie gra akurat tam, gdzie komuś innemu pasuje. A jak jutro federacja włoska wreszcie ogarnie swoje podejście i zaprosi go na kort z prawdziwego zdarzenia — no to będzie bajka. Jak nie, to on sobie pojedzie tam, gdzie mu pasuje, i znowu nas wszystkich rozbawi swoimi zwycięstwami. Bo taki już jest nasz Jannik — nieograniczony. 🔥