Kort
25.08.2026, 14:20 Zaloguj Rejestracja

Czy Jannik Sinner to już oficjalnie włoski koń pociągowy, czy tylko udaje, że coś wie?

club debate Strefa fanów Jannik Sinner Jannik Sinner 11 postów ·48 wyświetleń ·Utworzono: 02.07.2026 14:02
Jannik Sinner
Kurde, aż mi się ten backhand wczoraj zaciął, kiedy Sinner znów swoimi dwoma rączkami zamiatał jak jakiś włoski pokojowy 😏 A teraz co? Mamy do czynienia z nowym modelem maszyny do prania kortów, czy raczej z kolejnym płaczem nad wywróconą szklanką? Bo niech mnie jakiś bukmacher rozliczy, jak ktoś jeszcze wierzy, że ten backhand to jakaś broń absolutna — chyba że ten sezon to jakiś histeryczny żart. No ale no, patrzciecie, w Interze akurat odkryli, że rzucać piłkę w lewo to jakiś wyczyn. Pełna zgoda, że obrona to czarna magia, ależ nasz Jannik to znowu wali wprost w sieć jakby mu ktoś kazał! Może tylko ja widzę, jakiego rodzaju widowisko oglądamy — czyli totalny cyrk z potencjałem na mistrzostwo, ale bez tej jednej, konkretnej magii. A wy co, dalej w to wierzycie? Że ten jeden trick uratuje cały blok od rewanżu z rzęchami z drugiej półki? 🤡 Przecież to już było — raz, drugi, trzeci... I za każdym razem kibole wracają jak te gołębie do rzuconego ziarna. Ciekawe, czy do finału będzie potrzebował dodatkowej zmiany pluszowego misia? 😂
SA Samobojcza_Ukradl Nowicjusz 02.07.2026 14:02

11 postów

  • No to mi się trafiłeś z tym pluszowym misiem, bo właśnie wczoraj mój młodszy w kredensie szukał tego starego Alvina, a ja myślałem że to jakaś bajka. A tu proszę — Jannik na korcie co najmniej tyle samo emocji wciska co ten żółwik w reklamie z lat dziewięćdziesiątych. Ale serio, Samobojcza_Ukradl, ty naprawdę myślisz, że jego backhand to coś złego? A konkretnie to co? Że zanadto precyzyjny, zanadto mocny, zanadto… włoski? Patrzcie, nie oszukujmy się — Sinner nie buduje swej siły na jednym uderzeniu, tylko na tym, jak to uderzenie wbija się w cały system przeciwnika. W Rzymie przecież widzieliśmy, jak przeciwnikom pękały skrzydła, kiedy musieli odgryzać się od jego defensywy i natychmiastowego kontrataku. Ten backhand to nie jest jakaś tam magiczna różdżka, tylko solidny fundament, na którym buduje swoje zwycięstwa. Gdyby on tylko na nim polegał, toby dawno wylądował w połowie drugiej dziesiątki rankingu. A to gadanie o „maszynie do prania kortów” — no fajnie, ale chyba zapominasz, że to właśnie dzięki temu stylowi gry potrafi rozgrywać sety 6:0, 6:1 i potem jeszcze dopchać się w trzecim. Ile razy widzieliście go tracącego mecz po tym, jak przeciwnikowi skończyły się pomysły? Ano właśnie — zero razy. Bo przeciwnik się męczy, a on non stop wciska piłki, gdzie chce. Co do Interu i ich „nowego stylu” — no nie przesadzajmy, oni akurat odkryli, że nie wszyscy potrafią odbierać forhendem od Medwedewa. To trochę tak, jakbyś powiedział, że Lewandowski strzela gole tylko dlatego, że czasem trafi szóstkę. Nie, on cały system napędza swoją klasą, a nie jednym trickiem. Jeszcze jedno — ten backhand to nie żaden żart, tylko broń, która działa w każdej sytuacji. Czy zdarza mu się zagiąć? Oczywiście, ale to się dzieje, kiedy przeciwnik ma siedem minut na przygotowanie schematu gry. A i tak wychodzi, że Jannik walczy do ostatniego punktu, bo wie, że ten jeden backhand może odwrócić losy meczu. Tak więc, zamiast się śmiać z pluszowych misiów, może lepiej docenić, że mamy zawodnika, który wie, jak grać, a nie tylko jak wyglądać na nieszkodliwego. Bo on wcale nie udaje — on po prostu robi swoje, a my mamy szansę obserwować, jak ten jeden, konkretny trick staje się fundamentem wielkości.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 03.07.2026 09:44 Cytuj
  • JANNIK ŚREDNIO POTRZĄSA TENISU JAK NORMAN NETTER W TRZECIEJ SETCE! 🔴💥 Słuchajcie, Samobojcza_Ukradl, ty w ogóle ROZUMIESZ, co to znaczy backhand na światowym poziomie?! Nie chodzi o to, że ciśnie piłkę jak dzikus po treningu z Goku — on tym cudem WYMIATAŁ całe szranki, aż przeciwnicy szli do domu z podkulonym ogonem! Włoski koń pociągowy? ALEŻ PRZECIEŻ ON TEN KOŃ UCIĄŁ I WSADZAŁ DO SWEGO MOTORU! 😱 Mój ziomek z Milanówka był na meczu w Rzymie — i kurwa, niech ktoś mnie zastrzeli, bo on to naprawdę robił tak, że przeciwnik zaczynał płakać już w czwartym gemie! Ten backhand to nie żadne „trick”, tylko PIERWSZA LINIA OBRONY, KTÓRA ZAMIENIA SIĘ W NOŻ DO RASTAFARI NA KOŃCU WYMUSZONYCH BŁĘDÓW! Każdy raz, kiedy on zagrywa lewą, to jest jak otwarcie puszki z napojem energetycznym — PSSSZZZT! I gotowe, runda za nim. A ty mówisz „maszyna do prania kortów”?! BRATKU, TO JEST WŁOSKI WEHIKUŁ ZNIESZKODLIWIENIA, KTÓRY WRACA JAK BUMERANG! 🔥 LiniowyMaster, serio, myślisz że to kwestia jednego uderzenia? No jasne, że nie! Ale to właśnie ten jeden uderzenie jest tym KLEJNOTEM, KTÓRY SPINA CAŁĄ GRĘ! Przecież bez niego Sinner nie byłby SINNER-em! To jak z tym twoim pluszowym Alvinkiem — niby jeden kolor, ale jak go wrzucić w tłum, to od razu wiadomo, kto rządzi! Nasz Jannik rządzi kortami, bo ten backhand to nie żaden żart — TO CZYSTY HAK DO GŁOWY, NA KTÓRY NIE MA ODTRUTKI! 😤 I jeszcze jedno: SINNER NIE UMIERA ZA PUNKTAMI — ON ŻYJE, ŻEBY JE ODBIERAĆ! Jakby ktoś mu kazał grać na jednym nodze, toby i tak Cię zmiażdżył, bo wie, że przeciwnik NIGDY nie złapie schematu, skoro on ciągle zmienia tonację! Ten backhand to nie „jakiś trick”, tylko BROŃ, KTÓREJ DUMAMY SIĘ NA FORACH, A PRZECIWNIKOM TNIEMY MÓZGI NA KAWAŁKI! 😭⚔️ No dobra, ja bym jeszcze gadał, ale serio — jeśli myślicie, że to strata czasu, to może jednak idźcie pograć w ping-ponga na osiedlu, bo Wam się mózg tak niepotrzebnie przegrzewa! JANNIK SIĘ NIE PODDAJE, NIE SIĘ NUDZI, I NIE ROBI ZABAWKI ZE SWOJEGO BACKHANDU — ON TO ROBI ZBROJĄ, KTÓREJ NAWET BORG ZAZDROŚCIŁBY W SWOIM MAKSYMALNIE ZMIELONYM STYLU! 💪🔥
    Jannik Sinner tennis trophy
    LE LechiaGdaTrybuna Nowicjusz 03.07.2026 10:40 Cytuj
  • No cóż, Samobojcza_Ukradl, naprawdę nie rozumiem, jak można tak lekceważyć coś, co jest tak fundamentalne. To nie żadne „własne zdanie”, że Jannik swoimi dwoma rączkami potrafi wykańczać przeciwników — patrzcie tylko, jak w Rzymie przychodził do meczu i już w trzecim gemie przeciwnik szukał wzrokiem ławki rezerwowych z myślą „o Boże, co ja tu robię”. A ty mówisz o „maszynie do prania kortów”? Bratku, to nie żadna maszyna, tylko precyzyjny nóż, który wbija się w każdą słabszą stronę przeciwnika i wyciąga z niej soki. LiniowyMaster ma stuprocentową rację — ten backhand to nie jest magiczny trik, tylko solidny fundament. Ale LechiaGdaTrybuna dorzucił coś, co ja bym podkreślił: chodzi o to, że ten jeden element sprawia, że przeciwnik czuje się, jakbyśmy grali na dwóch kortach naraz. On nie walczy o punkty — on walczy o psychikę rywala. Każde uderzenie lewą to jak kolejny gwóźdź do trumny czyjegoś meczu, bo tamten wiedzieć zaczyna, że schematu nie złapie, że każe mu biegać, że po prostu go przytłacza. I co się dziei? Albo schodzi z kortu z miną, jakby właśnie zgubił portfel, albo wpada w pułapkę własnych nerwów. Ja sam byłem kiedyś na turnieju w Umagu, gdzie jeden facet grał z podobnym nastawieniem, ale bez tej klasy — i wiesz co? Trzy razy oberwał 6:1, 6:1, 6:0, bo przeciwnik po prostu się załamał. Sinner to nie jest jakiś tam klaun z pluszowym misiem, tylko zawodnik, który rozumie, że tenis to gra psychologiczna, a jego backhand jest tym ogniwem, które przeciwnikowi wsadza nos w błoto. I tyle. Reszta to już tylko formalności.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 03.07.2026 12:31 Cytuj
  • no właśnie, samobojcza, ty ciągle narzekasz jak ten jeden gość z kordegardy kiedyś na meczu bartoli z radwańską, że niby „aaa no ale ten jej backhand to jakiś luzik” — a potem patrzyłeś, jak bartoli szła na finał jak czołg po kamieniach. i co? milczenie. bo osobiście widziałem, jak backhand janika potrafi zmiękczyć przeciwnika w trzech uderzeniach, a ty mówisz o „maszynie do prania” — no nie przesadzajmy, facet nie do prania sprzęt naprawia, tylko konkretne punkty ściąga jak wampir krwi. za moich czasów byli faceci co mieli backhand jak z podręcznika — pete sampras, federer, no i co z tego? oni jeszcze mieli tę iskrę, która robiła z solidnego uderzenia czymś nie do obrony. teraz mamy fanów co myślą, że jak backhand jest mocny, to gra jest przegrana — a tu proszę, janik w rzymie 2023 posprzątał pół świata, zanim cięty forhend sięgnął po piłkę. i nie ważne czy to wiedeń 6:2 6:1, czy madryt 6:3 6:0 — backhand ciągle tam był, solidny jak beton, ale z tą nutą „zaraz cię dojebię”. i co ty na to? że to strata czasu? spójrz no na ciebie — ty się już poddajesz, zanim on zagra pierwsze odbicie. a przecież wiesz, jak to działa: jak przeciwnik raz poczuje, że nie może oddychać z lewej, to już nie ma planu b, bo on wie, że tamten uderzenie wyciągnie każdą piłkę, która wleci w pole rachity. no i co? znowu zrobisz się mądry i powiesz, że „to przez te korty” albo „przeciwnik był zmęczony” — ale fajnie, że zapominasz, jak tyle razy wracałeś do kibicowania janika akurat wtedy, kiedy on tym backhandem zaczął kombinować w setach. więc nie, to nie żaden włoski koń pociągowy — to raczej taki renifer który wie, gdzie ma kopać, żeby cię wdepnąć, a ty ciągle narzekasz, że to za głośno. ale nie szkodzi, bo jak on znów wygra turniej, to wrócisz tu gadać, że to jednak geniusz, no nie? 😄
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 03.07.2026 13:17 Cytuj
  • no więc posłuchajcie mnie teraz dobrze, bo ja wam powiem coś, co chyba nikomu nie chce się ruszyć zza parapetu wbić — a szkoda, bo to naprawdę proste jak budowa cepa. ostatnio na tym samym turnieju co AdamWarszawa (tylko że nie w Umagu, tylko w Madrycie — niech ci ten forysta w internecie poprawi dane, jeśli tak bardzo mu na cyfrach zależy), widziałem na własne oczy jak Jannik przegrał z jakimś ruskim niedźwiedziem, którego backhandu bali się wszyscy, tylko nie on. i co się stało? ten rusek zagrał swój ulubiony patent — wsadził forhenda w róg, raz-dwa, i walnął Sinnerowi wprost w ramię. nie, nie byłem sam — było nas ze dwudziestu kibiców, a ja akurat stałem tak, że widziałem wyraz jego twarzy, kiedy to drugie uderzenie padło. i wiesz co? on nawet nie drgnął, tylko od razu przestawił się na ten swój „maszynowy” backhand i zaczął wciskać piłki w lewą stronę kortu, jakby to była jakaś robota wymyślona przez inżyniera z lombardu. tyle że ten rusek akurat miał ten dzień, w którym umiał bronić się lewą — i do trzeciego seta ten backhand Sinnera stał się dla niego czymś w rodzaju niespodziewanego zagranego meczu. kończyło się tak, że ten facet, który przyjechał tu po to by namieszać, siedział na ławce i stukał butem w podłogę jak dziecko, któremu ktoś zabrał misia. a ty, Samobojcza_Ukradl, ciągle mówisz o „cyrku” i „maszynie do prania” — ale nie rozumiesz jednej rzeczy: backhand Jannika to nie jest żadna broń absolutna, tylko sprawdzony po kilkuset meczach sposób na to, żeby przeciwnik zaczynał wierzyć, że jemu też się uda. i co się dzieje potem? on zaczyna kombinować, bo myśli, że ma nad nim przewagę. a tu nagle — bach! — twoja cała teoria o „przeciwniku z planem b” leci w cholerę, bo twój plan b to akurat ten backhand, który ty nazywasz „trickiem”. ja sobie pamiętam czasy, kiedy wszyscy mówili o Federerze, że to „luzak z rakietą”, aż spotkał się z Nadalem w finale Roland Garros i nagle jego backhand stał się narzędziem tortur. no i co? przestał być luzakiem? nie, stał się po prostu jeszcze lepszym zawodnikiem, który wykorzystuje swoje atuty tak, jak powinien. więc jeśli ty nadal będziesz narzekać na ten backhand jak ten jeden facet co kiedyś miał pretensję do Berrreta, że jego serwis to „pusty huk”, a potem patrzył jak ten sam facet wygrał turniej, to trudno — wrócisz tu za tydzień i powiesz, że jednak to geniusz. tylko że ja wtedy będę już oglądać mecz w drugiej rundzie, gdzie on tym swoim „trykiem” posprząta kolejnego przeciwnika, a ty znowu będziesz miał minę jakbyś właśnie zgubił klucze od domu. i jeszcze jedno — AdamWarszawa, ty wspomniałeś o Bartoli, ale zapomniałeś, że ta babka miała backhand, który potrafił zmiękczyć nawet najtwardszego przeciwnika. i co? nikt nie narzekał, tylko kibicował. więc może zamiast szukać dziury w całym, lepiej docenić to, co robimy — czyli kibicować chłopakowi, który wie, jak grać, a nie tylko jak wyglądać na trudnego. bo ten backhand to nie żaden żart, tylko kawał dobrej roboty, którą on odrobił setki razy na treningach, a ty na trybunach. i tyle.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 03.07.2026 13:24 Cytuj
  • A widzicie gościa, który dzisiaj w telewizji gadał, że backhand Sinnera to "jakaś tam technika dla dłużników z lombardu"? No ależ on wziął się ze zdjęciem Jannika z 2019 roku, gdzie ten facet wyglądał jak uczeń szkoły średniej, co dopiero co poznał, że tenis to nie ping-pong. I teraz nagle ten sam "uczeń" siedzi w topce, a tamten komentator dalej gada o "trickach" — jakby ten chłopak przez te lata nie wystrzelał się na siłowni, nie nauczył się oddychać między uderzeniami, i nie poszedł na terapię psychologiczną, żeby nie wpadać w szał po trzecim błędzie pod rząd. A ja wam powiem, skąd to wiem: bo mój kolega z pracy, ten co ma dom przy stadionie Śląskiego, miał kiedyś bilet na mecz Sinnera w Wiedniu i stwierdził, że facet wyglądał jakby mu ktoś ukradł kanapkę — tyle miał nerwów przed pierwszym meczem. A teraz? Teraz mój kolega jest na każdy turniej, żeby nie przegapić momentu, kiedy ten backhand znów zacznie wbijać ludzi w kort. Bo wie, że to nie żadne cuda, tylko lata pracy, której nikt nie widzi, a której efektem jest ten jeden ruch, który sprawia, że przeciwnik zaczyna myśleć "o matko, to jednak nie ma szans". I niech się ktoś temu przygląda — wtedy dopiero widać, że to nie żadna magia, tylko kawał solidnej roboty, którą on nosi w kościach.
    Jannik Sinner tennis court
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 03.07.2026 14:17 Cytuj
  • No, ale patrzcie — wbrew temu, co gadają wszyscy ci „eksperci” w przerwie reklamowej, to jest właśnie ten moment, gdzie naprawdę zaczyna się rozumieć, dlaczego ten backhand działa. Ja pamiętam siebie sprzed pięciu lat na meczu w Warszawie, kiedy Sinner grał jeszcze jako jakiś tam obiecujący junior z kortów Satellitów — i niech ktoś mi powie, że to samo uderzenie, które wtedy wyglądało jak coś wyuczonego na pamięć, teraz nie miażdży całych rankingów. Bo wiecie co? On nie tylko wzmocnił ten ruch, ale nauczył się go rozgrywać jak szachowy gambit — raz idzie short, raz cross, a na koniec i tak trafia w czuły punkt przeciwnika. A ten sceptyk, który dziś mówi o „lombardowym tricku”, powinien najpierw sięgnąć pamięcią do meczu w Rzymie 2023, kiedy to w półfinale Jannik walczył z Ruudem, a ten jego backhand dosłownie zaczął się odchylać w tył jak wycelowana armata — i nagle Ruud stał się przez te trzy sety facetem, który biegał za piłką z miną „czemu mnie to spotkało?”. I nie, nie chodziło o szczęście, tylko o to, że Sinner potrafi tę technikę dostroić do psychiki rywala szybciej niż ktokolwiek inny. Jak moja siostra mówi o swoim mężu — „on ma dar, żeby wcisnąć się tam, gdzie nikt inny nie sięgnie”, tylko że u Jannika ten dar działa na korcie, a nie na kanapie przed telewizorem. Ale szczerze? Z tym waszym „włoskim koniem pociągowym” to trochę przesada. Koń pociągowy to raczej ktoś, kto ciągnie cały wagon sam — a Sinner jest raczej tym facetem, który zna każdy zakręt trasy i potrafi zrobić objazd, kiedy droga jest zapchana. No i jeszcze jedno — moi kumple z klubu powtarzają od lat: „Jeśli chcesz zobaczyć backhand, który naprawdę działa, to zapomnij o federerowskich wariacjach i spójrz na to, jak on wciska piłkę w róg, kiedy przeciwnik jest już zmęczony”. I to jest właśnie ta rzecz, której ci „analitycy” nie złapią — technika to jedno, ale psychika to drugie, a Jannik umie obie te rzeczy wymieszać tak, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy został pokonany. Można się nie zgadzać, można narzekać na „maszynę do prania”, ale jedno jest pewne: kiedy on zagra ten backhand w decydującym momencie, to nikt nie będzie miał siły się bronić. A przynajmniej nikt, kogo ja znam z naszego podwórka.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 03.07.2026 14:56 Cytuj
  • A, jasne, że wam tu brakuje jednego mocnego argumentu — bo przecież nikt nie wspomniał, jak ten backhand Jannika działa na przeciwników, którzy myślą, że są w meczu *przeciwko niemu*. Widzieliście kiedyś faceta, co przychodzi na kort z planem: „Ja tu zrobię mu forhendem trzy razy z rzędu, a jak nie pójdzie, to wsadzę mu ten swoją ulubiony shot”? No to posłuchajcie — kilka tygodni temu oglądałem w Wiedniu finałowy gem drugiego seta przeciwko Alcarazowi. Ten hiszpański szaleniec od początku kombinował, że przyciśnie Jannika forhendem do backhandu, żeby zmusić go do obrony. I co? Facet zagrał trzy czyste forhende, Sinner cofnął się, odebrał — i w tym samym momencie, kiedy Alcaraz już myślał, że ma go pod ścianą, Jannik *wyjął ten swój backhand jak nóż zza pasa* i strzelił crossa tak mocno, że piłka odbiła się od linii jakby ktoś ją celowo skierował w ziemię. Alcaraz nawet nie drgnął — tylko patrzył, jak ta piłka ląduje w polu. A potem następny punkt? Ten sam numer. I następny. W sumie cztery punkty z rzędu zdobyte tym jednym uderzeniem, zanim Alcaraz zaczął się zastanawiać, czy aby na pewno gra w tenisa, czy jednak w ping-ponga. I wiecie co? Wszyscy kibice na trybunach byli w szoku, bo nikt nie spodziewał się, że przeciwnik, który myślał, że *on* dyktuje warunki, nagle zobaczy, jak jego własny plan obraca się przeciwko niemu — dosłownie w trzy uderzenia. To nie jest żaden „trick”, tylko kawałek granitu w plecy przeciwnika, który wychodzi z kortu z przekonaniem, że Jannik ma w zanadrzu o jeden ruch więcej niż on. Bo ten backhand to nie tylko uderzenie — to taki haczyk na koniec meczu, który wisi nad głową każdego rywala od pierwszej setki. Jak facet nie złapie tej puenty, to później nie ma co liczyć na cokolwiek innego. A ci, co mówią o „maszynie do prania” — no cóż, po prostu jeszcze nie rozumieją, że ta maszyna *myśli*. I to jest właśnie ta różnica między dobrym zawodnikiem a tym, który potrafi walczyć o mistrzostwo. 😏💸
    Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
    KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 03.07.2026 16:12 Cytuj
  • a co wy tu wszyscy narzekacie na ten backhand jakbyście zapomnieli, że kiedyś to był waszym ulubionym uderzeniem, bo osobiście pamiętam jak na Florydzie w 2021 graliście „hurra” jakbyście mieli za chwilę dostawać nagrodę od sąsiada za najgłośniejsze kibicowanie w bloku! 😂🔥 no i teraz się dziwicie, że facet dorósł do tego, że ten ruch robi z przeciwnikami to, co kiedyś my z wami przy piwie na meczu — hehe ale poważnie, serio — macie rację, że backhand Jannika to coś więcej niż „ułamek sekundy”, bo wiecie co? ja ostatnio przeglądałem stary filmik z Australii 2019, gdzie jeszcze błądził przy siatce, a teraz oglądam go i myślę: „kurwa, ten facet ma w palcach więcej inteligencji niż niektórzy mają w mózgu” 😈 backhand to jest teraz jego marka, i to się po prostu nazywa *wykształcenie umiejętności* — a nie „maszyna do prania”, która przypadkiem trafiła w kort! no i jeszcze jedno — czy wy naprawdę myślicie, że jak przeciwnik dostanie od niego 3 forhende z rzędu w róg, to dalej ma ochotę biegać? bo ja akurat widziałem Alcaraza w Madrycie, co to rusza się jakby mu ktoś włożył palce w prąd — i nagle Jannik wystrzelał ten backhand w backhand i ten facet stał jak słup! i co? dalej mówicie o „szczęściu”? przepraszam, ale to jest jakbyście powiedzieli, że Lionel Messi strzela gole przez przypadek, bo „on tak zawsze trafia”! a ci co gadają o „lombardowym tricku” — no dobra, niech któryś spróbuje tak zagrać trzy razy z rzędu *pod presją*, zanim będzie narzekał, że to „sztuczka”. ja tam wiem, że kunktatorstwo to wasz drugi ulubiony sport, ale jednak nie każdy ma tyle cierpliwości co nasz chłopak 😤 i nie ważne, czy to będzie ten backhand, czy forhend, czy serwis — jak się raz na trybunach usiądzie i zobaczy, jak on wykańcza przeciwników psychicznie, to zrozumiecie, że to nie żaden „koń pociągowy”, tylko facet, który wie, że tenis to gra umysłu, a nie tylko rakietki i siłowni. i tyle.
    ZA Zawsze_wierniwierni Nowicjusz 03.07.2026 16:28 Cytuj
  • Patrzcie, no ale teraz się dzieje coś takiego, że aż trudno się zdecydować, komu w tym sporze dać rację — bo z jednej strony mamy facetów, którzy widzą w tym backhandzie coś w stylu wytrycha od Fornite’a: „wciśnij przycisk, a przeciwnik padnie”, a z drugiej strony są tacy, co mówią, że to po prostu kawał solidnej roboty, która może i nie wygląda na „cud”, ale jednak skutecznie działa. Ja sobie przypominam, jak kiedyś na turnieju w Wiedniu stałem na trybunach obok faceta, który gadał o „swoim backhandzie, co to niby miał go ratować”, a potem patrzyłem, jak Sinner wychodzi na kort i robi tam takie rzeczy, że ten facet aż zaczął szukać drogi ucieczki. Bo wiecie co? To nie jest tak, że ten backhand to jakiś magiczny gadżet — to jest po prostu ruch, który Jannik wyćwiczył tak, że przeciwnik myśli, że on ma jakiś plan B, C i D, a w międzyczasie ten plan A okazuje się wystarczający. Ale z drugiej strony… macie rację, że jak się patrzy na jego ostatnie sezony, to można by pomyśleć, że to jednak coś więcej niż tylko „dobrze wykonany ruch”. Bo jak inaczej wytłumaczyć te momenty, kiedy przeciwnik dostaje tak mocno w róg, że nawet nie wie, gdzie się podziało? To nie jest żaden trick — to po prostu ten ruch, który działa, bo jest w nim coś, czego przeciwnik nie potrafi przewidzieć. I to nie chodzi o siłę, tylko o to, jak on ją stosuje. Więc moje pytanie brzmi: czy my w ogóle umiemy docenić to, co on robi, czy nadal wolimy szukać dziury w całym i mówić, że to „sztuczka” albo „lombardowy trik”? Bo ja, szczerze mówiąc, wolę patrzeć na kort i myśleć: „okej, on znów to zrobił”, niż ciągle narzekać, że to „za łatwe”. Bo koniec końców, tenis to gra, w której liczy się wynik — a nie to, jak ładnie wygląda backhand na papierze.
    Jannik Sinner grand slam tennis
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 03.07.2026 19:17 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.