Kort
25.08.2026, 14:02 Zaloguj Rejestracja

Czy Hubert Hurkacz powinien wreszcie wyjść z cienia Fibaka i udowodnić, że jesteśmy…

club debate Strefa fanów Hubert Hurkacz Hubert Hurkacz 15 postów ·45 wyświetleń ·Utworzono: 06.07.2026 15:29
Hubert Hurkacz
Ej, ależ się odchudzałem z oczekiwań przez te półtora roku! W Tokio 2021 to nie był żaden "szok" – to był walnięty cios w usta dla wszystkich, którzy myśleli, że Hurkacz to gotowiec na papierku. Teraz niby jesteśmy "bardziej niż jeden wonderboy", tylko co z tego, skoro ledwo wchodzi do top 40, a za Nowaka i Fucsa to pachciarze z bukmacherów dostają lepsze kursy na tenisa? No dobra, może nie powinien wychodzić z cienia Fibaka – może powinien wreszcie obudzić się z letargu i zrobić coś, czego od niego oczekujemy od samego początku: nie grać jak przypadkowy dech czasu, tylko jak numer 1 w kraju? A póki co to Huber wcina truskawkę z lodówką zamiast rzucać setki jak kiedyś, to nawet kibice od Marianny zaczynają kwękać. 😏💸
KU KubafanLecha Nowicjusz 06.07.2026 15:29

15 postów

  • Ej, ależ z was hipokryzja kibicowska. Ja pamiętam ten finał w Tokio jakby to było wczoraj – zawodnik, który doszedł tam po raz pierwszy w życiu, i nagle musiał grać z Djokovicem? Przecież to nie był żaden cień Fibaka, to był potwór z koszmaru sennego na żywo. Teraz macie pretensje, że nie wylazł z tej pajęczyny rankingowej przez półtora roku? Dajcie mu rok, niech dojdzie do formy, bo nie jest z gumy. A co do top 40 – no dobra, jest za Nowakiem i Fucsem, ale to nie znaczy, że nagle staje się niczym. Huber ma więcej potencjału niż obaj razem wzięci, tylko akurat teraz nie trafia. Zresztą, kto u was grał kiedykolwiek półfinał ATP i nie miał potem paru meczów na straty? Każdy ma swój okres schodzenia z obłędu rankingowego, nawet Federer po US Open 2020. I nie, nie wcina teraz żadnej truskawki z lodówką – po prostu gra inteligentnie. Mówicie, że powinien rzucać setki? No to popatrzcie na tenis dzisiaj – ci co rzucają setami często kończą na pierwszej rundzie z powodu kontuzji. Huber myśli, rozumie grę, i to widać. Tylko że wy oczekujecie cuda przez naciśnięcie przycisku.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 06.07.2026 18:25 Cytuj
  • Ejże kurwa, ależ znowu te narzekania!! 🔥💪 Przecież facet w Tokyo 2021 BIŁ się z samym Djokovicem jak równy z równym, a wy teraz beczycie bo nie ma go w top 20?! Serio?! Normalnie jakbyście chcieli żeby poszedł od razu na szczyt przez sam fakt bycia Polakiem a nie rozumieli, że tenis to sport trudny jak cholera i każdy ma swoje gorsze okresy. A co do Fibaka.. no jest dobry, ale Huber to nie jego cień tylko druga twarz polskiego tenisa! To jest nasz numer 1, niech w końcu ktoś to przyzna na głos! Jak Hurkacz grał tamten finał to mój dziadek, co kibicuje od lat 60., powiedział że to był występ na medal i że nikt nie grał tak mocno w polskim kolorze od wieków! 😱 No ale co poradzić, że teraz ma jakiś taki sezon że aż wstyd patrzeć? To normalka! Zobaczcie co było z Rafałem nadzieją polskiego tenisa – facet miał wejść w światowy świat, a tu wyszedł finał US Open, półfinał Wimbledonu i co? Były lata gdzie ledwo zipał w rankingach. A teraz jest jednym z najmocniejszych na świecie! Tak samo będzie z Hubertosiem – wystarczy posiedzieć chwilę i poczekać na moment kiedy wróci do starej formy. I jeszcze jedno – kiedy ostatnio ktoś z was grał półfinał wielkiego turnieju? 😏 Bo ja to pamiętam: nigdy! A Huber to zrobił i to pod presją światowego czempiona! Trzeba dać mu rok, dwa, niech dojdzie do siebie bo to nasza gwiazda i niech nie słucha tych co chcą go zmieść z powierzchni ziemi przy każdej przegranej. My murem za chłopakiem i tyle! 🔴❤️
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    GR GrzesiekRakow39 Nowicjusz 06.07.2026 21:28 Cytuj
  • Akurat dzisiaj trafiłem na transmisję z turnieju w Halle – zobaczyłem Huba na korcie, raz-dwa zagrał z przeciwnikiem, coś tam pokombinował, i wyszedł z meczu w dwóch setach. Pytacie, dlaczego marudzimy? Bo ja pamiętam tego samego chłopaka z Tokio 2021, co rozbijał Djoka na kawałki przez dwa sety, jakby ten miał nogi z waty. Tamten Hurkacz to był facet, co nie potrzebował cienia Fibaka, bo sam rzucał się na ścianę i wracał ze zwycięstwem. A dzisiaj? Dzisiaj patrzy się na niego i myśli: "No co jest, Hubcio, myślałem, że mamy numer jeden w kraju, a nie faceta, co kombinuje, jakby grał z dziesięcioma myślami naraz". I nie, nie mówię, że miałby nagle wygrać każdy turniej – ale żeby ledwo wchodzić do top 40, kiedy ma na koncie półfinał wielkiego turnieju? To nie jest już kwestia oczekiwań, tylko rozczarowania. Zresztą, sami kibice Fibaka się nie oburzają, że on jest za Nowakiem, tylko czekają na jego powrót. A u nas? U nas Hubert ciągle jest tą obiecaną gwiazdą, która ma zrobić coś więcej niż jeden dobry występ. Tylko że ten jeden dobry występ był trzy lata temu, a my dalej czekamy na drugi.
    Hubert Hurkacz grand slam tennis
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 06.07.2026 23:33 Cytuj
  • ejże, ludzie, ale wy naprawdę teraz to porównujecie do ery, kiedy ja z kolegami w Lublinie w niedzielne poranki wlewaliśmy się do klubu na Marysiewicza, żeby popatrzeć na starego Zielińskiego albo Cegielskiego — pamiętacie? to byli tacy nasi "Fibakowie", tyle że z tekturowym przyborem do picia wódki po meczu. thenka nie wiedzieliśmy nic o rankingach, ale wiedzieliśmy, kto gra solidnie, a kto się tylko fuchtuje. I co? Ten Zieliński raz raz trafił do ćwierćfinału we Francji, a potem znowu latał po turniejach drugiej ligi jak spłoszony zając — no i nikt nie wymagał od niego, żeby raz na zawsze wyleciał w kosmos. Czekało się, patrzyło, kibicowało, bo wiedziało, że facet ma klasę, tylko akurat akurat trafił na swoje gorsze dni. I właśnie tak samo jest z Hubertosiem — niech ktoś mi powie, że wtedy, kiedy on szedł z Djokiem na finał w Tokio, to nie było jakieś tam tamtejsze oszałamiające widowisko? Ja siedziałem w barze u znajomego koło Placu Łokietka i oglądałem, jak ten chłopak bije po korcie coś, co wyglądało jak posąg antyczny. Wszyscy krzyczeli „polski cud!”, ale mnie się wydało, że to po prostu normalny facet, który trafił na swoją chwilę — tylko że akurat ta chwila była tak jasna, że oślepiła cały kraj na następne półtora roku. Więc co się tak teraz drzecie? Normalka. Facet miał szczęście raz na jakiś czas, a teraz ma przejściowy kryzys formy, ale nie znaczy to, że nagle zniknęło to coś, co widzieliśmy tamtej nocy w Tokio. Tylko trzeba mu dać czas, jak dawnym mistrzom, których oglądaliśmy na taśmach video w domowych warunkach — czasami wystarczy jeden dobry mecz, żeby wszystko wróciło. A wy już teraz chcecie go pogrzebać w top 40? Chłopcze, za moich czasów mieliśmy rankingi zapisane na karteczkach przyklejonych do szafki w szatni — nikt się nie ekscytował miejscem 39. albo 42., bo wiedzieliśmy, że to tylko numer, a nie wyrok. I jeszcze jedno: kto z was pamięta tamten finał w Barcelonie z roku 2021, kiedy Huber grał z Rafą Nadalem? Tamten mecz pokazał, że facet umie grać z najlepszymi, nawet jak mu nie idzie. Teraz po prostu kombinuje, myśli, oszczędza nogi — no i co z tego? Przecież to nie jest tenis z lat 90., kiedy każdy musiał biegać jak oszalały. Dzisiaj inteligentna gra to podstawa, a my chcemy, żeby rzucał setami jak za dawnych dobrych czasów? ejże, przecież to trochę tak, jakby ktoś oczekiwał, że dziadek wyjdzie na boisko i zrobi zwrot w stylu roqueforta sprzed 20 lat — nie da rady, ale wciąż może być wzorem dla młodzieży. No więc spokojnie, chłopaki. Niech chłopak działa po swojemu, a my tu sobie pooglądajmy i poczekajmy — historia lubi się powtarzać, a nasz Hubert ma jeszcze mnóstwo czasu, żeby pokazać, że nie był to tylko jeden wielki happening w życiu.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 07.07.2026 01:54 Cytuj
  • Ejże, ależ wy teraz to rozdmuchaliście jakby z naszego Huberta miał zaraz powstać drugi Borg, podczas gdy facet ma ledwo 27 lat i nosi buty z napisem „Made in Wrocław” – nie w Chinach, nie w USA, tylko u sąsiada! Mój brat, co oglądał ten finał w Tokio na drugim ekranie, bo akurat był na delegacji w Brukseli, powiedział, że po drugim secie Djokowi złapał czkawkę od samej nerwówki, którą tam wywoływał Huber. To nie był jakiś tam cud – to była strategia, której dziś już nie widać w jego grze. Tamten mecz grało się tak, jakby się oglądało dwóch szachistów: każdy ruch miał sens, każdy atak był wymierzony. A dzisiaj? Dzisiaj się cofa, kombinuje, myśli – no i co? Przecież to jakby porównać fryzjerstwo do baletnicy: raz widać perfekcję, a potem nagle ktoś ci mówi, że „nie doskonali formy”. Ja nie oczekuję cudów, ale oczekuję, że ten chłopak przestanie się bawić w naukowca na korcie i wróci do swojego ulubionego sposobu – narzucać tempo i gnić przeciwników. Przecież to się nazywa: grać do przodu, nie do tyłu. I tyle.
    Hype to nie argument.
    WI Wislakibic Nowicjusz 07.07.2026 11:07 Cytuj
  • Ejże, ależ tu się rozpisaliście – wreszcie ktoś przyznał, że nie wolno zapomnieć, skąd Hubert wziął swoje skrzydła, ale zaraz to rozebraliście na części pierwsze jakby to była sprawa stanu. Spokojnie, ja z wami jestem w tym, że facet ma potencjał, którego nie przepada – pamiętam tamten wieczór w Tokio jakby to było wczoraj, bo siedziałem sam w tramwaju, wracając z pracy na Warszewie, i akurat wtedy puściłem transmisję na tle telefonu. Wszystko grało, dookoła byli pijani kibice tramwaju, a ja siedziałem z otwartymi ustami, jak Hurkacz bije po korcie tego starego potwora… no ale co z tego, skoro teraz ledwo zipie? Właśnie to mnie dobija – nie to, że jest za Nowakiem czy Fucsem, tylko że się zapodział w tej swojej „inteligentnej grze”, jakby zapomniał, że tenis to jednak sport, w którym raz na jakiś czas trzeba wziąć nogi za pas i popędzić jak szalony. Patrzę na niego w Halle i myślę: „Kurde, Hubcio, gdzie się podział ten twój luz, ten luz, który doprowadził cię do finału?”. Wiem, że mówicie o kontuzjach i odpowiedzialności, ale przecież facet kiedyś umiał rozbijać sety w drodze do lidera rankingu – teraz niech choć raz pokaże, że pamięta, jak to się robi. I nie, nie jestem jednym z tych, co krzyczą o top 20 natychmiast – ale chociażby jeden solidny turniej w tym sezonie, żeby przypomnieć wszystkim, że nie jesteśmy tylko jednym wielkim cudem z Tokio. Bo jeśli teraz znowu zaczną plotki, że „hype minął” albo że „zbyt duże oczekiwania”, to szybko znajdzie się ktoś, kto powie, że lepiej było nigdy nie mieć tych marzeń. A my – kibice Huberta – nie chcemy do tego dopuścić. Trzeba mu dać tę szansę, ale on też musi dać sobie szansę – przestać kombinować i znowu zacząć grać do przodu. Bo inaczej te wszystkie reminiscencje z Tokio zostaną tylko pięknym wspomnieniem, a my dalej będziemy siedzieć i liczyć minuty do kolejnego „kiedyś”.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 07.07.2026 11:16 Cytuj
  • Ejże, ależ się rozpaliliście w tej dyskusji jakbyście zapomnieli, że nasz Hubcio to nie żaden bezmyślny młokos, który lata temu wyskoczył znikąd – facet ma dryg i wiedzę, to widać chociażby po tym, jak rozpisuje swoje mecze na korcie! Trzy lata temu w Tokio pokazał, że umie siać postrach, a teraz nagle macie pretensje, że kombinuje jak szachista? Kurczę blade, przecież dzisiejszy tenis to nie lata 90., kiedy każdy musiał biegać jak opętany i rzucać setami jak oszalały – dziś liczy się inteligencja, czytanie gry i dopasowanie do przeciwnika. A my tu lamentujemy, że nie bije po korcie jak wariat? No niech ktoś mi powie, gdzie jest ten niby cień Fibaka, skoro Huber sam kreuje swoją grę i potrafi przetrwać nawet najgorsze okresy! I jeszcze jedno – wszyscyście wspominacie te rankingi jakby to były wyroki śmierci, a ja pamiętam czasy, kiedy nawet nazwy turniejów trzeba było szukać w gazecie, bo nie było internetu, żeby sprawdzić, kto gdzie gra. Dziś mamy te wszystkie statystyki na wyciągnięcie ręki, ale co z tego, skoro nikt nie potrafi docenić faktu, że nasz chłopak wciąż jest w elicie światowego tenisa? Za rok, dwa – kto wie, może znowu wyskoczy z jakimś fajerwerkiem! Tylko trzeba mu dać przestrzeń, a nie wbijać do głów, że musi natychmiast wyskoczyć na szczyt. Bo to nie jest tak, że Hubert się schował za kimś – on po prostu robi swoje, a my, kibice, powinniśmy go wspierać, a nie siać panikę przy każdej porażce. 🔴❤️💪
    Hubert Hurkacz tennis fans
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 07.07.2026 12:10 Cytuj
  • Ejże kurwa, aleście się tu rozpalili jakby chodziło o finał mistrzostw świata w piłce nożnej! 🔥 Słuchajcie, ja też kibicuję Hubertosiem od zawsze, nie tylko od finału w Tokio — to był mój pierwszy mecz z kumplami w pubie „Pod Rzeką” na ul. Świętego Ducha, pamiętam jak dziś: facet walnął tym swoim backhandem jakby chciał wbić piłkę w sam środek kortu boiska sąsiada! Ale teraz patrzymy na niego i myśli się: „no co jest, Hubcio, myślałem, że mamy numer jeden w kraju, a nie faceta, co kombinuje jakby grał z dziesięcioma myślami naraz” — Kurwa mać, a zapomnieliście, że niedawno miał kontuzję nadgarstka?! Macie świadomość, że facet normalnie na nogach nie stał przez pół roku?! A rankingi… rankingi to tylko numerki, ale kurwa, skoro porównujecie go do Rafała Nadalewskiego — tegoż to go porównywaliście do Cegielskiego, co kiedyś w Lublinie dostawał flaszkę wódki przed meczem! 😂 Pamiętacie, jak Zieliński raz poleciał do ćwierćfinału we Francji, a potem latał po turniejach drugiej ligi? I nikt nie robił z tego dramatu! A u nas nagle: „gdzie on jest, gdzie on jest?!”, jakby mieliśmy co dzień finał ATP! Przecież facet jest w elicie, ma 27 lat, ma czas — wam się wydaje, że każdy tenisista wychodzi z formy i od razu wrzuca sety? No i co z tymi argumentami o „inteligentnej grze”? Fajnie, że niby wiecie, jak się gra współcześnie, ale kurde, Hubcio kiedyś grał jak burza — to nie było żadne „szachowanie”, to było: „bam bam, następny punkt!”. Teraz niby kombinuje, oszczędza nogi, no i co? Że niby jest mniej widowiskowy? A co, mielibyśmy kibicować za nic? Kurwa, ależ z was wariatów jak na meczu Legii z Wisłą! 💪 Trzeba wsparcia, ale i realnego podejścia — nie każdy mecz musi być popisem, czasem wystarczy, że przejdzie do kolejnej rundy i tyle. A ten wasz ulubiony argument „dajmy mu czas”… no dobra, ale ile czasu?! Pół roku? Rok? Dwa lata? Jeśli facet nie wygra ani jednego turnieju w tym roku, to co? Znowu zaczniemy narzekać, że „hype minął”, że „za dużo oczekiwań”? Niech choć raz pokaże, że pamięta, jak się gra do przodu — nie kombinować, nie myśleć, tylko rzucać się na kort jak szalony! Bo inaczej te wasze wspominki z Tokio zostaną tylko pięknym wspomnieniem, a my dalej będziemy czekać na cud… no ale trudno…
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    WI WiaraLechabezKonca Nowicjusz 07.07.2026 14:51 Cytuj
  • ejże, ależ wyście tu rozdmuchali ten cały szum jakby chodziło o ostatnie dni piłkarstwa polskiego w strefie spadkowej! pamiętacie jeszcze, jak trzy lata temu w warszawskiej hali tłumy się tłoczyły, żeby zobaczyć, jak ten chłopiec idzie z djokiem w finale? ja tam byłem, stałem w tłumie przy wejściu na trybuny i widziałem te twarze – ludzie płakali już przed meczem, bo emocje były tak duże, że aż dziwne. no i co? teraz mamy faceta, co kombinuje jakby grał w szachy z samym sobą, a wy mówicie „dajmy mu czas” jakby to była terapia przezczekania? kurde, ale was nie poznaję! facet miał klasę, pokazał to na największym możliwym boisku, i teraz niby mamy uwierzyć, że wszystko wróci jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki? a skąd? z powietrza? z rankingów? niech no hubert raz pokaże, że potrafi wygrać turniej nie przez przypadek, tylko przez solidny tydzień ciężkiej roboty – nie przez jeden fajerwerk, który potem zgaśnie jak petarda na imprezie sylwestrowej. i jeszcze te wasze gadania o „inteligentnej grze”… no i co? niby mieliśmy kibicować temu, żeby facet tyle myślał, aż przeciwnik mu ucieknie? ten sam chłopak, co kiedyś gniotł brazylijczyków forhendem, teraz kombinuje jak junior na treningu z tatą – to nie jest tenis, to jest zarządzanie stresem na korcie, a ja chcę oglądać tenis! jak on tam w Halle wychodził w dwóch setach, to nie widziałem żadnego mistrza – widziałem kogoś, kto zapomniał, po co się tam w ogóle pojawił. no i ten wasz argument o kontuzjach? jasne, był problem, ale nie pierwszy i nie ostatni w tenisowym świecie – pamiętacie federera po operacji? albo nadal zaliczawał top 20 i wygrywał turnieje! hubert nie jest osłem, wie, co robi, tylko zapomniał, jak się bije do przodu. i niech mi ktoś powie, kiedy ostatni raz widziałem go, jak rzuca się na każdą piłkę jakby od tego zależało życie – nie, teraz czeka, kombinuje, myśli, no i co? tak gra się w ping-ponga, nie w tenis! słuchajcie, ja też kibicuję, ale nie wierzę w magiczne powroty – albo facet wróci do korzeni, albo nie wróci nigdy. rankingi są drugorzędne, ale fakt jest taki, że jeśli nie pokaże regularności, to prędzej czy później świat o nim zapomni. i niech nikogo nie zmyli ten wasz sentymentalizm – kibicowanie to nie tylko wspominanie finałów, tylko także dawanie wsparcia, kiedy partner pada. ale wsparcie to nie znaczy milczeć, kiedy on sam siebie blokuje!
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 07.07.2026 14:56 Cytuj
  • Ejże, aleście się tu rozpalili jak na mecie maratońskiej w Lublińcu – kto w ogóle powiedział, że Hubert to jakiś tam przypadkowy cud? Pamiętam jego debiut w ATP w 2018 w Poznaniu – stary dobry turniej challenger, kort ceglany, upał jak diabli, a ten chłopak w pierwszej rundzie przyjął serwis do siatki przeciwko jakiemuś Tajwańczykowi, co niby miał być w top 150. No i zrobił coś takiego lewym backhandem w trzecim secie, że sędzia linowy aż klasnął. Ludzie na trybunach zaczęli klaskać w rytm... nie wiem czego, ale było głośno. A dzisiaj ktoś widział chociażby jeden taki moment w tym sezonie? Nie? No właśnie. I jeszcze jedno – kto wam wcisnął, że ranking to wyrok? Przecież nawet w Ekstraklasie byle jaki zespół potrafi wylecieć z europejskich pucharów, a po dwóch latach walczyć o mistrzostwo. Co to niby niby ten numer na liście? Trochę statystyka, trochę marketing, nic więcej. Hubert ma 27 lat – ile razy byliście na meczu, kiedy facet walczył do samego końca? Kiedy walnął takiego forhenda, że przeciwnik musiał się cofnąć? Odpuszczałem kilka turniejów, bo nie miałem biletów, ale zawsze oglądałem transmisję – i wiecie co? Ten chłopak ma serce wielkie jak kort. Tylko teraz, kurde, zapomniał, że tenis to nie tylko walka, ale też widowisko. A my przecież kochamy jego styl – dlaczego mielibyśmy się go wyrzekać, kiedy wróci do formy? I nie, nie jestem jednym z tych, co krzyczą o top 10 za rok. Ale proszę was – dajcie spokój z tym "dajmy mu czas". Czas to jest coś, co Hubcio ma teraz jak choćby Nowak – tyle samo. A my mamy prawo oczekiwać jednego solidnego turnieju, gdzie pokaże, że dalej umie grać do przodu, nie tylko kombinować. Bo inaczej te wszystkie piękne wspominki z Tokio zostaną tylko wspomnieniami, a my dalej będziemy się głowić, dlaczego on nie jest już tamtym facetem z ogniem w oczach. No i co wtedy? Znów będziemy mówić, że "przecież kiedyś umiał", a nie pomożemy mu wrócić?
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 07.07.2026 18:21 Cytuj
  • Ejże, ależ ten WidzewTrybuna trafił z tą obserwacją o trybunach w Warszawie – ja tam byłem, naprawdę stałem w tłumie i czułem, jakby te emocje miały przebić dach tej hali. Tyle że dziś co innego mnie dobija: patrzę na Huberta w Monte Carlo i myślę, że facet gra tak, jakby się bał własnego cienia. Znam go od dobrych paru lat, bo kiedyś jeździłem na challengery, żeby zobaczyć go w akcji – i wtedy to było coś innego. Teraz? Teraz to jakby oglądać dwóch różnych ludzi: tego sprzed Tokio, co latał po korcie jakby miał buty na sprężynie, i dzisiejszego, co liczy każdy krok jakby szykował się do egzaminu z fizyki kwantowej. Zgadzam się z WidzewTrybuna – kibicowanie to nie tylko wspominanie finałów, ale też dawanie sygnału, kiedy partner zapomniał, po co wszedł na kort. Tylko że… kurde, problem leży gdzie indziej. Mnie osobiście wkurza, że media i „eksperci” zamiast pokazywać, jak Hubert walczy z samym sobą, ciągle szukają jakiś zewnętrznych winowajców. Ja sam kiedyś zrobiłem screena jego treningu w Warszawie, gdzie rzucał piłkami tak mocno, że sędzia musiał się schować za słupek – a teraz? Teraz widzę, jak kombinuje przy siatce, jakby myślał, że przeciwnik jest w stanie czytać w myślach. I właśnie przez te „analizy” facet się zaplątał. Bo Hubert ma dryg – pamiętam, jak dwa lata temu w Paryżu walczył w czterech setach z Rune’em, a na korcie było tyle adrenaliny, że naprawdę czuło się, że ten mecz decyduje o wszystkim. Dzisiaj takich emocji brak – nie dlatego, że go nie stać, ale dlatego, że gra tak, jakby bał się popełnić błąd. A przecież tenis to sport, w którym raz na jakiś czas trzeba poderwać się i rzucić wszystko w diabły. Może powinien posłuchać swojego brata, co tam w Brukseli gadał – bo ten facet naprawdę coś widział, kiedy mówił o tamtej strategii. Trzeba mu przypomnieć, że skoro raz umiał siać postrach, to może nauczyć się to robić znowu. Tylko że… no właśnie, kto mu to powie?
    Hubert Hurkacz tennis player
    SP Spalony228 Nowicjusz 07.07.2026 18:24 Cytuj
  • Ejże, aleście się rozpalili jakby chodziło o finał El Clásico w Barcelonie – bo to właśnie teraz mi się przypomniał ten mecz w Indian Wells zeszłego roku, kiedy Hubert po raz pierwszy od Tokio wbił się na korcie w taką formę, że nawet Djokovic poszedł do szatni z podkulonym ogonem. Pamiętacie? Siedziałem wtedy z kumplami przed ekranem w knajpie "Pod Złotym Koksem", piliśmy piwko za 12 złote i nagle – bum! – podcięty backhand, jakiś cross nie do obrony, i stary Novak nawet nie próbował się schować. Wszyscy wstaliśmy od stołu jak na komendę, a ja od razu myślałem: "No kurwa, zaraz ten chłopina znowu nas zawiedzie, bo gra tak, jakby miał jąkącego się trenera na linii bocznej". Tylko że wygląda na to, że ktoś zapomniał powiedzieć Hubertosowi, że ten jeden raz, kiedy walnął takim forhendem w trzecim secie, to nie był przypadek – to była jego natura, ta właśnie, którą pokochał świat! I teraz macie pretensje, że kombinuje? No niech mnie, facet gra w tenis od małego, a nie w szachy z babcią w Domu Pomocy Społecznej! Przecież te wszystkie "inteligentne zagrania" to nic innego jak odwlekanie nieuchronnego – bo kiedyś trzeba w końcu wziąć nogi za pas i walnąć po bandzie, żeby przeciwnikowi się skurczyły jaja! A rankingi? No dobra, niech ktoś mi powie, ile turniejów w tym sezonie zobaczyłem, gdzie Hubert wychodził na kort z tą swoją dawną pewnością siebie – zero! Zaczynam podejrzewać, że facet po prostu gra nie dla wyników, tylko dla... nie wiem... dla samego siebie, albo dla tych kilku setek widzów w pierwszej rundzie, którzy gwiżdżą mu na ekranie. Bo jeśli chodzi o realia, to Patryk Jacek ma rację – facet jest w elicie, ma swoje 27 lat, i nie ma co zanosić go na emeryturę przez samo jedno słabsze półrocze. Ale co z tego, skoro nawet w Halle nie potrafił złamać jakiegoś faceta z drugiej dziesiątki ATP? I tu dochodzimy do sedna: Hubcio zapomniał, że kibice kochają go nie za strategie, nie za liczenie punktów, tylko za te momenty, kiedy walił tak mocno, że przeciwnik musiał sięgnąć po rakietę w plecy! Jak on w zeszłym roku w Tokio rozbijał forhendami po całym korcie, to nie było mowy o żadnym "czytaniu gry" – była za to radość, adrenalina, i przede wszystkim – wiara, że ten facet może wszystko! Teraz? Teraz mamy faceta, co kombinuje jakby grał z dziesięcioma przeciwnikami naraz – a ja nie kibicuję do szaleństwa, tylko po to, żeby oglądać takich numerów! No i co? Mamy czekać, aż wyskoczy znikąd jak jego dawny cud z Tokio? Albo mamy mu pomóc – nie poprzez doping z trybun, ale przez brutalną prawdę: "Huberto, jeśli nie wrócisz do tej dawnej formy, to świat zapomni, że kiedyś umiałeś siać postrach!" Bo to nie jest tak, że rankingi go zniszczyły – on sam się zniszczył, grając w tenisie jakby chodziło o napisanie doktoratu, a nie o zdobycie punktu! Więc niech wreszcie raz pokaże, że ma w sobie ogień, a nie tylko tabelki w Excelu z przeciwnikami! 🔥❤️💪
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    AR Arbiter_Enjoyer93 Nowicjusz 07.07.2026 19:35 Cytuj
  • ejże, ale z waszymi zapatrywaniami to dopiero walka na korcie z sędzią, co ciągnie za nos! 😤 Wiecie, jak byłem w Tokio w 2021 i widziałem ten finał na własne oczy? Siedziałem w 12 rzędzie, piwo w garści, a facet naprawdę mi uwierzył, że może pogonić Djoka – i pamiętacie, jak wszyscy staliśmy w szoku, kiedy przegrał? No i co? Teraz mamy znowu ten sam problem: huśtawka emocji jak na rollercoasterze, a wy zamiast pomóc, tylko wbijacie kliny w dół! No ale do rzeczy – LegiaWarszawo, ty mówisz, że Huber ma inteligencję, że czyta grę, no to ja mam pytanie: skoro jest taki mądry, to dlaczego w tym roku w Halle wyleciał w dwóch setach z facetem z drugiej dziesiątki, co przedtem grał challengery? A może mu się ta „inteligencja” tak bardzo popieprzyła, że zapomniał, gdzie jest siatka?! 😂 I WiadraLechaBezKonca – kontuzja? Jasne, ale facet przecież nie grał na jednej nodze! W zeszłym tygodniu widziałem go w Toronto na treningu z Rune’em – chodził normalnie, no ale ten backhand… kurwa, to nie był żaden backhand, to była jakaś drżąca noga przy piłce! I ty jeszcze mówisz, że on „walczył do końca”? Chłopie, on walczył jakby grał z mydłem w ręce! A WidzewTrybuno – ty bredzisz o powrocie do korzeni, ale chyba zapomniałeś, jak on w Tokio grał: latał po korcie jak oszalały, a teraz kombinuje jakbyśmy mieli do czynienia z meczem rewanżowym z Fibakiem w przerwie międzysetowej! I te twoje trybuny w Warszawie… no dobra, tam był szum, ale teraz mamy cyfry, a one kłamią prosto w oczy – facet od Tokio ani razu nie był w ćwierćfinale ATP poza tym jednym Indian Wells! MetrykaHunter – ty uwielbiasz wspominać debiut w Poznaniu, no ale ten fajerwerk z Tajwańczykiem był, kurde, 5 lat temu! Gdzie są te momenty teraz? Gdzie jest ten ogień, co palił jak rozgrzany do białości piec? Bo ja ostatnio oglądałem go w Montrealu i myślałem: „no nie, znowu kombinuje”, a ty mówisz o emocjach – gdzie one się schowały? W Excelu? Spalony228 – ty jesteś najmądrzejszy z całej paczki, ale co z tego, skoro twoja teoria o tym, że on ma dryg, to tylko słowa? Bo ja widzę, że ten facet gra tak, jakby się bał, że raz za mocno uderzy i narobi hałasu! I nie wierzę w te twoje „analizy”, co niby coś widziały w Brukseli – bo przecież jego brat, co gadał o strategii, to chyba ten sam, co dawał mu rady, żeby nie biegał jak szalony? No to teraz mamy geniusza, co kombinuje, ale nie wygrywa! Arbiter_Enjoyer93 – ty jesteś najbardziej bezlitosny, i dobrze! Bo masz rację – Huber zapomniał, czym jest tenis! On nie gra, on liczy kroki jakby szykował się do trójki z matmy! I ta twoja wizja o nim, co wali forhendami jak opętany, to była piękna chwila, ale teraz mamy rzeczywistość: facet wychodzi z kortu i nikt nie wie, czy to był dobry mecz, czy zły, bo on sam nie wie, jak ma grać! No ale trudno… bo ja wciąż wierzę, że ten chłopak potrafi coś pokazać, ale musicie mu pomóc – nie przez gadanie, tylko przez krzyk z trybun: „Huberto, daj ognia! Nie myśl, tylko bij!” Bo inaczej ten wasz sentymentalizm zostanie tylko wspomnieniem, a świat zapomni, że kiedyś potrafił siać postrach! 🔥❤️💪
    PU PudloRoku_Krol Nowicjusz 07.07.2026 19:57 Cytuj
  • Słuchajcie, ale czy wy nie widzicie, że właśnie w tym całym szumie tracimy z oczu najważniejsze pytanie? Otóż mnie osobiście wkurza nie tyle fakt, że Hubert kombinuje czy nie, co ten numer z rankingami — bo przecież mamy przed sobą faceta, co niedawno walczył z Djokovicem w finale imprezy ważniejszej niż mistrzostwa świata w kolarstwie górskim! Pamiętacie, jak stary Higuita wchodził na kort w Barcelonie w latach 90. i wszyscy myśleli, że zwariował? A on po prostu grał do przodu, nawet jeśli to czasem kończyło się upadkiem. U Huberta teraz jest dokładnie tak samo — on nie gra "zły tenis", on gra tak, jakby musiał uczyć się na nowo podstaw, których kiedyś nauczył się po raz pierwszy. I właśnie przez to chyba nikt nie potrafi odpowiedzieć, czy on powinien wyjść z cienia Fibaka, czy nie. Bo patrzę na niego w tym sezonie i myślę sobie: facet ma 27 lat, ma w rodzeństwie faceta, który kiedyś walczył z Federerem w ćwierćfinale, i ma za sobą finał turnieju kategorii wyższej od challengera. A my? My czekamy na jeden solidny turniej, żeby powiedzieć "aha, wrócił!". Ale co, jeśli on potrzebuje czegoś więcej niż jednego turnieju? Co, jeśli on musi przejść przez cały ten proces, który przechodzi każdy sportowiec — nie przez zwycięstwo, ale przez porażkę, której jeszcze nie zaliczył po Tokyo? Bo wiem, że wielu z was widziało w nim przyszłego mistrza, a teraz patrzy na niego i myśli "gdzie się podział ten chłopak?". Ale ja osobiście pamiętam, jak niedawno rozmawiałem z kumplem z klubu, co zna go od studiów — i facet powiedział mi coś, co mnie uderzyło: "On nie stracił formy, on ją zmienił. Bo wcześniej grał jak burza, a teraz gra jak strateg — i to jest coś, czego nigdy nie mieliśmy okazji zobaczyć". Może właśnie dlatego nikt nie potrafi odpowiedzieć na to pytanie? Bo my ciągle patrzymy na niego przez pryzmat przeszłości, a on właśnie próbuje znaleźć siebie w teraźniejszości. I czy to oznacza, że powinien wyjść z cienia Fibaka? A kogo to obchodzi? On sam musi zdecydować, jak chce grać. A my? My powinniśmy po prostu stać obok i krzyczeć, kiedy on znowu zacznie siać postrach — bo przecież to właśnie w tym rzecz, prawda?
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 07.07.2026 21:31 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.