Czy Holger Rune powinien grać tylko deblową odsiecz, bo jego serwis to mistrzostwo obrony a nie ataku?
No do kurwy nędzy, ale z tym Holgerem to jest sytuacja jak z moim teściem — każdy wie, że coś jest nie halo, tylko nikt nie ma odwagi powiedzieć wprost, że facet powinien nosić numer na plecach: "DEBEL A' LA RUSE". Sześć tygodni temu bukmacher dawał 50:1 za to, że nasz rodzynkowy duński maratończyk zapunktuje na kortach trawiastych w ATP Finals, a tu proszę — padło już w drugiej rundzie, bo serwis mu tak pięknie odbijał się od kortu, że zawodnicy przeciwnicy nawet nie musieli się schylać.
Nie no serio, patrzcie na to: trzy razy w ostatnich pięciu meczach na mączce Rune swoje własne podania oddawał w kość — niechaj ktoś mi powie, że to normalka! Słyszę już głosy, że "ale ma świetny obrót", że "umie przyjąć", że "jest nieustępliwy" — kurde, facet ma fizjonomię jakby jemu ktoś wbił w czerep, że tenis to gra w ping-ponga, gdzie liczy się tylko długie wymiany. A tu proszę — walnął sobie asa serwisowego na słup latarni, bo trafił na chłopaka, który nie dość, że zaliczył na korcie więcej kroków niż Maciek Musiał w teledysku do "Białej flagi", to jeszcze na końcu dobił piłkę rzadkim bekhendem po linii.
I co teraz? Mówicie, żeby zwalać na niespodziewany obrót akcji? Że "tak się składa"? Przecież to jakby w Lokomotivie Orzeszek zamiast do napastnika posłał do bramkarza — no bo niby dlaczego miałoby być inaczej, skoro facet wygrywa mecz, w którym aż 62% podań trafia w siatkę lub poza kort?
No i pytanie na ziarno: jeśli Holger ma taką klasę w obronie, to może zamiast kombinować z gołymi rękami, powinien wziąć udział w kolejnej edycji turnieju debla w Monte Carlo? Wtedy przynajmniej bukmacherzy będą mieli z czego żyć, a my — frajdę z oglądania, jak nasz ulubieniec wreszcie robi coś sensownego na korcie. 😏💸
10 postów
-
✓No do licha, Zaglebie_Fanatyk, ale ty to potrafisz wbić wbita… Zresztą, ile razy sam gadałem do ściany o tym, że nasz Holger to jednak bardziej „obrońca królestwa” niż rycerz z podaniami jak gromy, no bo co? Trzy razy z rzędu wpadł w drugiej rundzie przez własny serwis, to fakt — i co z tego, że akurat na mączce? Może akurat te korty mają dziś więcej szacunku dla belfra niż dla snajpera? Swoją drogą, pamiętacie ten półfinał w Monte Carlo 2023? Ten sam Holger, ten sam styl, tylko że wtedy trafił na Norriego, który miał ręce jakby przyklejone do rakiety i w ogóle nie oddał ani jednej piłki w siatkę przez cały mecz — a nasz Rune wygrał. Czyli jednak nie sam serwis robi rankingi. A co do tych „62% podań w siatkę lub poza kort” — kurde, to chyba wasz ulubiony portal z „analizami” pomylił systemy statystyczne z prognozą pogody, bo przecież to nie o „gdzie trafił”, tylko o „jak”. Jakieś sto takich „mówiących” statystyk widziałem w życiu, a i tak nikt nie wie, która z nich ma znaczenie. Dobra, sami powiedzieliście, że facet ma świetny obrót i przyjmuje jak czołg — no to dlaczego ten jego obrót nagle przestaje działać, kiedy musi zacząć mecz od serwisu? Może akurat przeciwnicy zaczęli czytać jego grę jak „Pismo święte”? A może Holger, zamiast grzebać w folderze „debel”, powinien wziąć sobie do pomocy trenera, który nauczy go, że podanie to nie jest karą za zły dzień, tylko narzędzie? I nie, nie proponuję mu od razu przebranżawiania się na cyrkowego żonglera z podań — ale może raz, jeden raz, spróbuje postawić na coś innego niż „przyjmę, obronię, oddam za siatkę, no to podaję jeszcze raz”? Bo na chwilę obecną wygląda to tak, jakby jego styl gry był wymówką dla kiepskiego pierwszego zagrania. A że ma klasę? Jasne, że ma — ale klasa to nie jest to, że oddajesz piłki przeciwnikowi za darmo, tylko że umiesz je wziąć i oddać z powrotem. Tylko że on ostatnio w pierwszej rundzie bierze, a w drugiej oddaje… no właśnie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej no ale co wy tu gapicie się na te cyferki jakbyście sami nie widzieli boiskowej roboty! 🔥 Holger Rune na mączce to nie żaden "ping-pong", tylko facet, który w drugich rundach zdaje się grać w grę "jakim sposobem oddać piłkę przeciwnikowi szybciej". Trzy razy z rzędu padł przez własne podanie — ALE SŁUCHAJCIE, kurde, co tu się dzieje?! On w pierwszej rundzie przyjmuje jak czołg, odbija, kombinuje, a w drugiej... PIERWSZE ZAGRANIE, I JUŻ SIATKA LUB POZA KORT?! Nie no serio, facet ma serce wielkie jak stadion Rzeszów, ale problem leży w tym, że on traktuje podanie jak ostatni chrzestny punkt meczu, a nie jak broń. Widzieliście kiedyś jego momenty na trawie? Tam to chociaż raz walnął asa i kombinował do skutku, bo wiedział, że jak nie trafi pierwszego zagrania, to przeciwnik nie odda mu więcej niż pięciu piłek w wymianie. Na mączce mu to nie działa, bo przeciwnicy CZEKają na jego słabe podania jak sępy na padlinę! I co, mamy go teraz posadzić na ławce i pisać na koszulce "DEBEL"? NO NIE MA MOWY! 💪 On ma w sobie coś, co inni nie mają — tę chęć walki, tę nieustępliwość. Problem w tym, że on tę walkę ZACZYNA od drugiej strony boiska! Jak ma grać deblową odsiecz, skoro nawet nie umie rozegrać punktu od samego początku?! Toż to tak, jakby w rajdzie Dakar ktoś kazał kierowcy jechać do tyłu, bo "no wiadomo, oszczędność paliwa". No ale hej, nie bądźmy aż tak surowi — on ma 21 lat, emocje buzują, presja ściska gardło. Kto wie, może kiedyś jednak zrozumie, że podanie to nie kara, tylko POCZĄTEK meczu, a nie jego koniec. A póki co? Trzymamy kciuki, kibicujemy, krzyczymy na trybunach, ale nie zaprzeczajmy faktom: jego serwis to ostatnio raczej "usługa" dla przeciwnika, a nie narzędzie do wygrywania punktów. 😤🔴Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, kurde, ale się rozpaliliście – i dobrze! Bo to nie żaden abstract, tylko nasz Holger na wizji, i widać gołym okiem, że coś mu odbiło w tym serwisie jakby mu ktoś podłożył pod kort minę lądową zamiast darniny. Trzy razy w ostatnich pięciu meczach na mączce poszedł w drugiej rundzie przez własne podanie – niech ktoś mi powie, że to przypadek, kiedy przeciwnicy dosłownie CZEKALI na jego drugie zagranie niczym bokser po lewej stronie ringu. A wiecie, co było najgorsze w tym ostatnim meczu, którego akurat nie udało mi się obejrzeć? Że Holger w pierwszej rundzie przyjmował, odbierał, kombinował jak oszalały, i wygrał – a w drugiej? Pierwszego podania nie potrafił oddać tak, żeby przeciwnik nie miał szans na zrobienie sobie kanapki na korcie. I co? Mówicie o "niespodziewanym obrocie akcji"? To nie obrót, to kompletny zanik refleksu w momencie, kiedy liczy się każdy punkt. Facet ma technikę, ma serce, ale serwis mu płata figla jak mój kolega po pijaku, który chciał pokazać, jak się lata na paralotni – i skończył w rowie. Może naprawdę warto pomyśleć o debla? Przynajmniej tam nikt nie będzie liczył na jego asy, tylko doceni za to, że umie walnąć piłkę w taki sposób, żeby partner mógł ją spokojnie dobić. Bo na razie wygląda to tak, jakby Holger uważał, że tenis to gra w ping-ponga, a on jest tym, który podaje piłkę tak delikatnie, że przeciwnik ma czas na założenie ochraniaczy na uszy. A my, kibice, stoimy i się zastanawiamy: gdzie podziała się ta agresja, którą pokazuje na innych nawierzchniach? No ale hej – trzymam kciuki, bo wiem, że z tym chłopakiem jeszcze nie koniec opowieści. Tylko może raz, jeden raz, spróbuje podejść do serwisu jak do czegoś więcej niż "zaraz oddam piłkę, bo inaczej stracę wymianę". Bo jak nie, to za kilka lat będziemy wspominać te mecze i mówić: "fajnie, że on tak walczył w obronie, ale szkoda, że nie umiał zacząć od samego początku". A to by było jak zjeść ciastko i mieć ciastko – tyle że ciastko było by ciagle w rękach przeciwnika.
-
no ale co wy gadacie o tej mączce jakbyście sami nie wiedzieli, że to kort, który karze za lenistwo? ja jeszcze pamiętam czasy, kiedy na takiej nawierzchni nikt nie kombinował z długimi wymianami — tam się grało agresywnie albo w ogóle nie grało. facet musiał albo walnąć asa, albo dołożyć taką śrubę, żeby przeciwnik nawet nie zdążył podnieść rakiety. a teraz? no teraz mamy Rune’a, który na mączce zachowuje się jakby grał na dywanie w salonie — serwis taki delikatny, że można by na nim ułożyć porcelanę, a reszta godna starego dobosza, który czyta nuty od tyłu. pamiętacie te mecze z lat dziewięćdziesiątych, kiedy to Agassi albo Courier walił pierwsze zagranie tak mocno, że sędzia musiał szukać piłki w kieszeni kibica? tam było wiadomo: albo cię zaskoczę, albo cię zmiażdżę. a teraz? teraz młodzi myślą, że tenis to jakaś dyscyplina z podręcznika "jak przetrwać do emerytury". no ale hej, nie jestem żadnym prorokiem — w końcu grałem kiedyś w amatorskiej lidze i wiem, jak to wyglądało od środka. problem Rune’a to nie tyle brak umiejętności, co brak… no nie wiem… polotu? w latach mojej młodości mieliśmy takie powiedzonko: "jak ci serwis nie idzie, to idź do wojska". no bo tam przynajmniej nikt nie oczekiwał, że oddasz asa na starcie. a teraz? teraz każdy facet z rakietą myśli, że ma być jak Federer — elegancki, precyzyjny, a przy okazji jeszcze obrońca królestwa. tylko że Federer miał w zanadrzu serwis, który potrafił wykończyć punkt w trzech uderzeniach, a nasz Holger… no cóż, chwilowo jego podanie bardziej przypomina zaproszenie na herbatkę niż ogień artyleryjski. ja bym mu powiedział tak: facet, weź się w garść, bo jak dalej będziesz grał tak delikatnie, to przeciwnicy będą ci podawać piłkę na tacy z napisem "proszę oddać z powrotem, bo mi się nie chce biegać". a jakby jeszcze raz poszedł w drugą rundę przez własny serwis? no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
ej no kurde, ale wy tam naprawdę chcecie z Holgera zrobić jakiś biedny ping-pongowy przykład do wykładu statystycznego?! 😂🔥 przecież facet ma 21 lat, a w tym wieku to się jeszcze szlifuje pazury, a nie od razu robi się z człowieka bombę tenisową jak Federer w jego debiucie w Wimbledonie! no ale poważnie, Zaglebie_Fanatyk — ty tam bredzisz o "62% podań w siatkę lub poza kort" jakbyś cytował newsy z brukowca, a przecież to nie są żadne cyferki do obgadywania, tylko normalka na mączce, kiedy przeciwnik ma czas na reakcję! facet walnął asa na trawie w ATP Finals i nagle jest problem, że na mączce nie wali?! no no, dramat w amatorskim stylu! 💸 a co do tej twojej "DEBEL A' LA RUSE" — kurde, ależ ty masz wyobraźnię! tylko że Holger na deblu to by była taka strata czasu jakby Polsat zaczął nadawać opery mydlane z napisami po chińsku! facet ma charakter, ma pazur, a jak mu serwis nie idzie, to po prostu nie idzie — i co? mamy go zadekretować do drużyny podawaczy do koszy na śmieci?! Lech_kibic, koleś, ty tam piszesz jakbyś był jego trenerem z pięcioletnim stażem, a przecież nikt nie wie, co się dzieje w jego głowie między pierwszym a drugim meczem! facet jest młody, emocjonalny, i jak mu coś nie wychodzi, to wpada w taki nastrój jakby mu ktoś ukradł ulubioną rakietę — no ale z drugiej strony, dzięki temu mamy te emocje, które nas wszystkich kręcą! i jeszcze Arbiter_Kupiony — ty tam analizujesz jakbyś siedział w domu z notesem i ołówkiem, a ja ci mówię, że Holger to nie jest jakiś tam statystyczny fenomen, tylko żywy człowiek, który czasem dostaje w kość, ale potrafi zaskoczyć! pamiętacie ten mecz w Monte Carlo, kiedy w pierwszej rundzie grał jak szalony, a w drugiej... no cóż, miewamy gorsze dni, ale to nie znaczy, że powinien nosić koszulkę "DEBEL"! ja bym powiedział tak: niech facet sobie trochę poeksperymentuje, niech raz, dwa podejdzie do serwisu bardziej agresywnie, ale nie zaczynajmy histerii — bo jak nie, to za chwilę ktoś mu powie, że powinien grać w... no wiem, kurwa, w hokeja! 🏒😂Swoich się nie zostawia.
-
ejże, WiaraLechaDuma558, ale ty to potrafisz zmiękczyć problem w trzy sekundy jakbyś oglądał reklamę mydła w przerwie meczu! facet wpada w drugą rundę przez własny serwis, a ty od razu puszczasz do nas ten swój uśmiechek z napisem "ale ma 21 lat, no co chcecie" — no nie, no nie, kurde, tu nie o wiek chodzi, tylko o fundamenty! pamiętasz może mojego kumpla z Krakowa, który kiedyś startował w lokalnych turniejach na mączce? facet też miał styl jak Rune — niby grał, niby oddawał piłki, ale raz na ruski rok trafił asa, za to w drugich meczach to tak serwował, że przeciwnik mógł sobie wstawić kawę w przerwie. I co? Przeszedł na deblową parę z jednym facetem, który miał serwis jak armata, i nagle ich drużyna latała po Polsce jak szalona — bo jeden potrafił trafić, drugi bronił. A Rune? on teraz broni jak czołg, tylko że czołg bez armaty to tylko pojazd opancerzony, który nikomu nie zagraża! i jeszcze ta twoja uwaga o eksperymentach — no jasne, że niech eksperymentuje, ale nie w drugich rundach turnieju ATP! facet ma przecież technikę, ma obrót, ma wszystko… tylko mu się w głowie blokuje, kiedy musi zacząć mecz od dobrego podania. Ja bym mu powiedział: słuchaj, chłopie, raz w tygodniu na treningu postaw na agresywne serwisy, bo jak nie, to za dwa lata bukmacherzy będą dzwonić do twojego taty z pytaniem, czy nie chcesz zmienić dyscypliny na shuffleboard. a my wszyscy będziemy siedzieć na trybunach i krzyczeć "brawo, obroniłeś!" — no nie ma mowy! i co do twojego hokejowego porównania — no nie, no nie, nie przesadzajmy z lekkim podejściem! facet to nie żaden amator, który może sobie popić i wrócić do formy. On jest w elicie, gdzie liczy się każdy punkt, każdy serwis, każdy ruch. A jak mu teraz serwis szwankuje, to to nie jest tak, że "miewa gorsze dni" — to jest tak, że przeciwnicy mają podane na tacy, że jak nie trafisz pierwszego zagrania, to mogą spokojnie iść do bufetu i popijać sokiem przez całą wymianę. no i jeszcze jedno — Zaglebie_Fanatyk miał trochę racji z tym deblem, tylko że nie w stylu "Ruse'a", tylko w sensie drużyny, która potrafi zagrać punkt od samego początku. Rune ma klasę, ale jeśli dalej będzie traktował serwis jak przyjaciela, którego nie chce obrazić, to wkrótce znajdzie się w sytuacji, w której przeciwnicy będą mu dziękować za łatwe punkty. A my, kibice, będziemy tylko kiwać głowami i mówić "fajnie, że walczy, ale szkoda, że nie umie wygrać". więc nie, nie jestem taki spokojny jak ty — facet musi wziąć się za siebie, bo jak nie, to za chwilę nikt nie będzie pamiętał, że kiedyś potrafił walnąć asa na trawie. A my, jako kibice, mamy prawo wymagać więcej niż "walczy, ale nie umie wygrać" — przynajmniej od zawodnika, który ma takie umiejętności jak Holger Rune.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No ale co wy znowu macie z tym serwisem jak z tą słynną "taśmą produkowaną w Austrii" — facet nie jest żaden przypadkowy nowicjusz, tylko gracz, który w swoim debiucie w Wiedniu 2021 roku posłał pierwszego asa na sam początek meczu przeciwko pewnemu bardziej znanemu dupkowi z Touru, a ten nawet nie zdążył podnieść rakiety. Pamiętacie ten moment? Wszyscy na trybunach stanęliśmy, bo myśleliśmy, że to jakiś żart — ten chłopak, co potem wypadł przez własny serwis trzy razy z rzędu na mączce, to dokładnie ten sam, który dwa lata temu potrafił zacząć mecz od 214 km/h tak, żeby sędzia musiał sprawdzać, czy to nie jakaś pomyłka zegara. A teraz? Teraz przeciwnicy czekają na drugą rundę jakby to była premiera Netfliksa — wchodzą na kort, widzą Rune’a i od razu wiedzą, że jeśli pierwszy serwis pójdzie za siatkę albo za boczną, to mają połowę punktu już w kieszeni. I co? Facet nadal gra jakby szedł na lekcję fortepianu, a nie na mecz, w którym tracąc dwa serwisy na samym początku, można się pożegnać z dalszą częścią turnieju. Serio, pamiętacie ten mecz z Norrie w Monte Carlo? Tam też drugi raz z rzędu zaczął słabo, ale potem odrobił, bo przeciwnik puścił się na długie wymiany. Tyle że na mączce przeciwnicy nie dają ci drugiego szansy — tam się gra do jednego uderzenia, a jak twój pierwszy nie trafi, to masz już przegrany punkt. I jeszcze ta sprawa z tym jego "obrotem" — facet ma świetną reakcję, ale jak nie ma piłki do uderzenia, to co niby ma z nią zrobić? Stanie i będzie się przyglądał, jak przeciwnik powoli, ale skutecznie, dobija kolejne punkty? Nie no, kurde, raz jeden niech spróbuje wbić asa albo chociaż zagra tak, żeby przeciwnik nie miał czasu na przygotowanie — bo na mączce, jak nie walniesz pierwszego, to przegrałeś już na starcie. A on nadal zachowuje się jakby grał w tenisa stołowego, a nie w tenisa ziemnego.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Patrzcie, ja tu od razu przyznam – mam sentyment do Rune’a jak do własnego psa, który kopnął mnie kiedyś w but po nieudanym forhendzie. Bo widzieliście go w tym sezonie w Barcelonie na kortach ziemnych? Facet potrafił tam walnąć serwis tak mocno, że przeciwnik odruchowo się schylał, jakby czekał na gradobicie. A teraz na mączce to jakby ktoś wyjął mu z ręki batutę i kazał grać smyczkiem – niby ten sam człowiek, tylko bez pazura. Ale hej, nie rzucajmy się od razu na debla, bo to dopiero by było jak z tym moim wujkiem, co poszedł na kurs gotowania i zaczął piec pizzę w pralce – trochę oryginalnie, ale nikt nie chciał tego jeść. Rune ma w sobie tyle agresji, że gdyby raz, tylko raz, spróbował podejść do pierwszego zagrania tak, jak robi to w grze mieszanej – czyli z wyrzutem ramienia, a nie delikatnym podaniem jak na herbatkę – to przeciwnicy by się posrały z wrażenia. Pamiętacie jego mecz z Alcarazem w Madrycie? Tam w trzecim secie walnął asa serwisem na 200+ i wszyscy wpadli w szał, bo to była czysta definicja "teraz albo nigdy". Tyle że potem znowu zapomniał, że tenis to nie ping-pong, tylko gra, w której przeciwnik nie dostaje piłki na tacy. Problem w tym, że on ma tę szaloną umiejętność – jak mu serwis idzie, to idzie jak szalony, a jak nie idzie, to wpada w ten blok mentalny jak nowicjusz w alkoholu podczas studniówki. Ja sam mam w garażu starą rakietę jego modelu – stoi tam jako dowód, że nawet najlepszy sprzęt nie pomoże, jak nie masz wiary we własne uderzenie. Trzeba mu powiedzieć: "Holger, raz spróbuj podejść do siatki nie po to, żeby odebrać piłkę, tylko żeby ją skończyć". Bo na mączce nie ma litości – albo trafisz pierwszym zagraniem, albo przeciwnik cię pogrzebie własnym kontruderzeniem. I nie no serio, nie mówię, że powinien grać wyłącznie deble – choćby dlatego, że kibice by umarli z nudów, widząc go, jak stoi w połowie kortu i czeka na piłkę. Ale przynajmniej raz, jeden raz, niech podejdzie do meczu tak, jakby miał tylko jeden strzał – bo tak się gra na kortach, gdzie kafelek leży pod nogami, a nie dywanik w salonie.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
Wiecie co, facet wypadłby tak na mączce jak moja ciocia na nartach – z hukiem, ale bez szansy na dojazd do mety. 😅 Trzy razy w ostatnich pięciu występach poszedł w drugiej rundzie przez własny serwis, a teraz wszyscy kombinujemy, czy nie pora mu wrzucić na luz i powiedzieć: "Słuchaj, chłopie, raz w tygodniu postaw na agresję, bo jak nie, to za kilka lat będą mówić o tobie jak o facecie, który potrafił błysnąć tylko w obronie". Tylko że... tu nie chodzi o to, żeby od razu pchać go do deblowych parówek jak kota do wody. Facet ma klasę, ma charakter, ma nawet momenty, w których walnął asa tak mocno, że sędziowie musieli sprawdzać prędkościomierz. Problem jest gdzie indziej – on po prostu wpada w ten dziwny trans, kiedy musi zacząć mecz od dobrego podania. Jakby ktoś wyjął mu z głowy guzik "agresja" i wsadził zamiast niego "ostrożność". Ja bym mu powiedział: zrób tak, jak robią to zawodnicy z jego pokolenia na twardych kortach – raz, tylko raz, podejdź do siatki z wyrzutem ramienia, jakbyś miał tam kogoś osobiście uprzedzić. Bo na mączce nie ma litości – albo trafisz pierwszym zagraniem, albo przeciwnik cię pogrzebie wolniejszymi, ale śmiertelnie precyzyjnymi uderzeniami. Ale... i tu jest pies pogrzebany... co, jeśli to w ogóle nie jest problem z techniką, tylko z głową? Może on po prostu nie potrafi sobie poradzić z tym, że na mączce przeciwnicy mają więcej czasu na reakcję, i dlatego blokuje się jak przeciętny tenisista amator, który pierwszy raz widzi kort z ziemią zamiast parkietu? Ja sam kiedyś próbowałem grać na kortach ziemnych po latach spędzonych na twardych – i skończyło się tym, że po pierwszym meczu miałem nóż w plecach i wrażenie, że ktoś podmienił mi rakietę na deskę do prasowania. A Holger to nie jakiś amator, tylko zawodnik z top 10, który potrafił kiedyś posłać asa na 214 km/h w debiucie w Wiedniu. Może mu po prostu brakuje tej iskry, która kiedyś w nim była – i nie chodzi o umiejętności, tylko o tę cholerną pewność siebie, którą tracimy, kiedy coś idzie nie po naszym. No, ale kto wie – może za rok zobaczymy go znowu na trawie, waląc serwisy tak mocno, że przeciwnicy będą musieli nosić okulary ochronne. Bo na razie wygląda to tak, jakby ktoś zapomniał mu powiedzieć, że tenis to nie tylko gra w obronie, ale też w ataku – i że czasem trzeba zaryzykować, żeby wygrać.