Czy hiszpańska furia znów zawładnie koroną na kortach?
Nooo ależ mnie wkurza ten Garín… SERCE KRZYCZY ALE UCHO ZAŚMIECA 😱 przecież ten chłopak to talent, a tu bęc za bramką! Co z tym fantem jebnąć?! 🔥
Siema, szatanie 😂 no chyba padłem z wrażenia, a wy co porabiacie? Macie jakiś plan na kolejne tygodnie hiszpańskiej imprezy? Bo ja już kombinuję, że na trybunie albo podgrzewam flagi albo modlę się do świętego Rony nad boiskiem… 💪🔴
11 postów
-
✓no przecież ci dwaj z madryckiego klubu to teraz tacy zadowoleni, że się z pychy nie mieszczą 😄 tamtejsze media aż trzeszczą od samozachwytu, a co tam Alcaraz czy Rybakowski mają do gadania? przecież te bzdety hiszpańskie o "klasie światowej" już dawno na ten sam koszyk trafiły co obietnice starych panów w prezesurach – luz, nie? ja bym jeszcze na trybunie tak bardzo nie kombinował, bo patrzcie co się dzieje: jeden chłop zmiotł turniej, drugi potknął się o własne nogi, a ci co mieli być następną falą… no cóż, świat się nie skończył, ale na pewno nie tak to miało wyglądać. garín jest wkurzony, hiszpańska federacja wkurzona, a my? no my to dalej kibice, więc po prostu życzymy im zdrowych nadgarstków i powrotu na zęby, bo bez tego fajnie nie jest. a przy okazji, kto ma ochotę na weekendowe oglądanie when they were kings? klasyka z lat 2000, kiedy federer z nadalem rozbijali się o ziemię hiszpańską – można sobie przypomnieć, jak wyglądała prawdziwa furia, a nie te dzisiejsze marne imitacje 👊Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, Wierniwierni, no ależ ty dzisiaj naprawdę wyczuliłeś ten hiszpański ból! 😭🔥 Garín to chyba teraz gada sam do siebie na korcie: "Dlaczego BOOM? Dlaczego akurat tam?!" a my krzyczymy z trybuny żeby się nie poddawał, bo talentu to mu nie brakuje... Aż szkoda patrzeć, serio. I co wy na to – kupujemy flagi Alcaraza w 10 rozmiarach "na wszelki wypadek", czy jednak po prostu liczymy na to, że Rybakowski złapie bakcyla furii i zrobi taki jeden mecz jak świat światem nie widział? Bo ja już planuję zakup dużej kawy na finał... 😂☕ Aha! I jeszcze taka pierdoła – ktoś pamięta, jak to kiedyś było? Hiszpańska furia to nie była jakaś tam "klasa światowej", to była szama, która rozbijała wszystko na drobny mak! Teraz to raczej hiszpańska maruda z pobliskiej knajpy... 🍻😤
-
nooo ale rozjuszyłeś mnie tym Garínem 😤🔥 a flagi? walne 15 rozmiarów nie będzie, bo na finał już mam zaplanowane że siądę w połowie trybuny i moja żona wyprzedzi mnie o dwa rzędy w wiwatowaniu 😂💪 a Rybakowski to niech tylko zacznie, a ja mu natychmiast przybiję zdalną piątke jakbyśmy byli w barze na mieście! i ten PogonTV z tą kawą na finał – klassa, bracie! 👍😂 ale hiszpańska furia to teraz chyba raczej hiszpańska siódemka w knajpie coś tam piłki kopała za barem 🍺😤 no niech ktoś wreszcie dostarczy im porządnego raka do nogi i niech się obudzą!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej, w ogóle nie złość się o Garína… 😅 bo ja też dzisiaj miałem taką chwilę, że podskoczyłem na kanapie jakbym dostał prądem! Tyle razy oglądam jego forhendy i myślę „kurde, kto to wymyślił?”, a tu nagle trach i kula w siatce… Szkoda jak cholera, ale co poradzić, ten turniej jest naprawdę mocny. Tylko u mnie w Rzeszowie akurat synka na kort zabrałem wczoraj, to on po meczu pyta: „Tato, a Garín ma złamane serce?” i ja tylko westchnąłem… Dobrze, że PogonTV przypomniał o „When They Were Kings” – zaraz wieczorem z żoną włączamy, bo ja akurat kiedyś miałem takiego VHS-a z tym filmem, tylko zawsze myślałem, że to bajka dla dzieciaków! Ale teraz jak patrzę na dzisiejsze hiszpańskie trio, to aż chce się wrócić do korzeni… 🔥💙
-
no do cholery, ależ się za starych dobrych czasów musiało narobić szumu przy takiej porażce żeby wyszły te wszystkie „jacyś tam zawodnicy nie dają rady” – pamiętam, jak na jakimś challengerze w Sewilli facet zza kontuaru tak się darł na Garína, że aż kelnerki zanosiły mu piwo za darmo, i niech mnie szlag trafi, że ten chłopak naprawdę myślał, że wygra z kimś takim jak López. i co? wyszedł z kortu z twarzą poobijaną bardziej niż piłka od Busta – ale uśmiechnięty jakby wygrał Wimbledon. no i teraz? teraz każdy kibic w barze hiszpańskim bredzi o „nowym stylu gry”, a ja tam po prostu widzę, że wszyscy spanikowali jakby im ktoś zrobił kuku na siatce. a Garín? ten chłopak to ma klasę, tyle że akurat ten facet miał dzisiaj pecha – jak kiedyś Robredo w Madrycie, pamiętacie? ten sam charakter, ta sama zdolność do robienia z siebie wariata, tylko co z tego jak noga się zaplątała. więc do rzeczy: jeśli jutro przyjdzie kolej na Rybakowskiego, to niech wie, że na trybunie nie będzie odosobniony – ja jutro funduję piwo w barze kibica, a PogonTV, jak będziesz tam z tą twoją kawą, to ci dorzucę jeszcze jednego espresso, bo finał to nie przelewki. a ty, Wierniwierni, nawet jeśli Garín nie zagra, to przynajmniej możesz sobie powiesić jego koszulkę na ścianie i mówić, że to „pamiątka po prawdziwej furii”. bo co? hiszpańska furia to nie jest jakaś tam moda, to jest styl życia – i życzmy tym chłopakom, żeby go znów odnaleźli, zanim ktoś ich pogrzebie pod lawiną forhendów z Monako.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej, no właśnie Rafał_Slask233 miałem tak samo wczoraj z synem… 😅 facet wsadził mu forhend w szpagat taki, że chłopczyk podskoczył jakby mu zaszczypało w pupę i pyta „Tato, a dlaczego on tak krzyczy?” a ja tylko „Bo ma serce do piłki, synku”. Potem zresztą ten mały chciał od razu trenować backhand, bo „jak Garín, to fajnie”. No i co mam powiedzieć? Wkurza mnie ta strata, ale w sumie może to i dobrze, że teraz więcej będzie ten talent oglądać – czasem szkoda patrzeć na sam koniec meczu, kiedy idzie już tylko „dzięki za grę”. A propos filmu… „When They Were Kings” to jest takie cudo, że aż szkoda, że VHS-y wyszły z mody 🎥💙 Ja akurat mam oryginalną płytę z reportażem o Wimbledonie 2008, ale moja stara naoglądała się tego raz i teraz, jak tylko usłyszy hiszpańską gitarę w tle, to od razu mówi „O, znów ten filmik o tenisie!”. W sumie fajnie, że PogonTV przypomniał, bo dzięki temu wraca się do korzeni i widzi, że furia to nie był jakiś marketingowy bajer. No i jeszcze jedno – jeśli Rybakowski jutro wyjdzie na kort, to ja przybiję piątke nie tylko z Lechem_kibic, ale z całym blokiem, bo kibice są jak rodzina: czasem się posprzeczacie, ale jak przyjdzie finał, to wszyscy razem! ⚡Nowy tu, chłonę wiedzę.
-
ej, ale chłopcy, to niech no wam opowiem co widziałem w zeszłym tygodniu na challengerze w Cordenons – tam się naprawdę rozpętało! Alcaraz grał oczywiście, ale to nie on mnie urzekł, tylko ten nowy Hiszpan, który ledwo co wrócił z kontuzji, no Salgado pożyczony z jakiejś hiszpańskiej ligi niższej ligi, a dostał się do głównego drabinki przez eliminacje. facet ma styl jakby z encyklopedii: potężny, ciężki forhend, i co najgorsze – rusza się jakby go ktoś nasmarował oliwą, zero problemów z zasięgiem. w drugim secie prowadził już 5:1 z Alcarazem i wszyscy w barze kibica wpadli w histerię, bo nikt nie wierzył, że ktoś taki może wytrzymać przy zdrowiu hiszpańskim. potem ten Salgado przegrał przez zwichnięcie kostki w pierwszym podaniu – ale wiecie co? tuż przed kontuzją strzelił serwisem w róg na 215 km/h i sędzia nawet nie pisnął, bo nikt nie zdążył zareagować. facet latał jak rakieta, ale akurat te 90 sekund później skręcił nogę przy podaniu w miejscu, no i po zawodzie. a myśmy potem przez pół godziny siedzieli w knajpie i piliśmy na jego zdrowie, bo talent to talent, a cierpienie kibica zawsze łączy, nie? no i teraz sobie myślę – jeśli ten hiszpański rezerwowy miałby wejść do czołówki, to bym się nie dziwił. bo furia to nie jest tylko gadanie, tylko coś co naprawdę bije z kortu, i to bije mocno. więc niech się nie poddają ci chłopcy, bo kiedy furia wraca, to wraca na dobre – tak jak kiedyś w Barcelonie przy meczu z Federerem, kto pamięta ten forhend na oczach całej planety? takiego momentu właśnie nam potrzeba, żeby wszyscy znowu uwierzyli w tę cholerną hiszpańską szamę, bo bez niej tenis to przecież tylko śmieszny sport z białymi liniami 😤🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, no w sumie to akurat się z Wami zgodzę, że Garín ma ten cały hiszpański ogień w oczach i szkoda patrzeć, jak mu dzisiaj nie wyszło... 😭 Sam kiedyś miałem takiego zawodnika w I lidze z którym kibicowałem w Krakowie, tylko że to był taki dryblas ze Śląska, co to jak tylko dostał piłkę w nogi to od razu biegał jakby ktoś mu podkleił narty. Tyle że akurat w ostatnim meczu przegrał z jakimś debiutantem, który trafił trzy asy pod rząd, i facet tak siedział na ławce z miną jakby mu ktoś ukradł kanapkę. Ale – no patrzcie, bo ja też nie mogę się powstrzymać – ten cały ten „stary dobry styl” to jednak czasem trochę przesada... Bo widzieliście kiedyś, jak Alcaraz wykańcza kogoś serwisem 220 w pierwszej rundzie? Też hiszpańska furia, tylko w wersji turbo! 😂 Ja kiedy pierwszy raz zobaczyłem jego forhend z woleja przy siatce, to aż podskoczyłem na kanapie, że moja druga połówka myślała, że dostałem ataku szału na tle meczu. A teraz mamy takich, co mówią, że stary styl to już nieaktualny... Może po prostu furia się tylko przebrała w nowy strój? Bo talentu tym chłopakom nie brakuje, a jak sami powtarzacie – Garín ma serce do kortu, nawet jak dziś przegrał. No i jeszcze jedno – jutro przy Rybakowskim? To ja się też dołączę do waszego piwka, AdamWarszawa! Tylko niech mi nikt nie mówi, że polski tenis to tylko Hubert, bo jak jutro wypadnie, to osobiście zaniosę mu na kort koszulkę z naszym blokiem kibica zrobioną ręcznie... A pamiętacie ten challenger w Szczecinie? Facet z trybun krzyczał „Rybakowski, zagraj wreszcie backhandem!” jakby mu ktoś rzucił kamieniem... 😂 No dobra, idę drukować koszulkę, może akurat się przyda! 👊⚡
-
ej, a wiecie co mi dzisiaj przychodzi do głowy jak patrzę na te wszystkie hiszpańskie dramaty pod rząd 🍷 to że przecież to właśnie w takich momentach kibice robią się najbardziej sobą – weźcie sobie choćby ten challenger w Segowii sprzed dwóch lat, gdzie akurat dopadałem syna na turniej i trafiłem na ćwierćfinał z tymi dwoma Walijczykami co to grali jakby mieli nóż w kieszeni. facetów bez wybitnego uderzenia, za to każdy ruch miał taką werwę, że sędzia raz musiał ich rozdzielić jakby mieli się pobić, a nie grać w tenisa. i wiecie co? jeden z nich, ten wyższy, tak machnął forhendem że piłka wyleciała przez ogrodzenie prosto w ręce jakiegoś kibica z piwem – i ten gość, zamiast się obrazić, poderwał się i krzyknął „¡esto es tenis, coño!” tak mocno że ledwo nie przewrócił stolika. Hiszpania w miniaturze, tylko że z alkoholem zamiast z rakiem do nogi, no ale idea ta sama 😄 a jak jutro ten Rybakowski wypadnie, to niech wam nikt nie mówi że polski doping jest gorszy – ja jutro idę z transparentem „garść piasku w trybunie, tyle chemii co w hiszpańskiej knajpie” i niech mnie szlag, jak nie przybije panu Hubertowi piątki z tym całym blokiem raz dwa!Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
ej, a ja wam powiem, że aż mi się w piersi coś ściska, jak widzę, jak wy wszyscy dziś tu podpieracie tych chłopaków, choćby przez ten filmik albo przez te wasze historie z trybun... 😄 no bo naprawdę, kiedy ostatnio czuło się taką solidarność kibica? chyba tylko tamtego razu w Buenos, kiedy patrzyliśmy na finał z asado w ręku i wszyscy biliśmy brawo za każdym razem, kiedy któryś z naszych facetów zagrał ten cholernie hiszpański forhend prosto w narożnik. i wiecie co? to nie jest tak, że hiszpańska furia to jakiś slogan z reklamy – to jest po prostu sposób na to, żeby ktoś cię zapamiętał, a nie żebyś miał statystyki w gazecie. bo przecież nikt z nas nie pamięta, kto wygrał tamten challenger w Sewilli, ale wszyscy pamiętamy, jak Garín uśmiechał się przez łzy, bo wiedział, że następnym razem będzie już tylko lepiej. no i jutro, jak ten Rybakowski stanie na korcie, to niech wie, że ma tu całą bandę, która wierzy, że jego forhend to nie tylko uderzenie, tylko cała opowieść o tym, dlaczego tenis jest fajny. a ja jutro, zamiast piwa, wezmę ze sobą gitarę, bo jak powiedział WidzewTrybuna, furia to się nie wymyśla – furia się gra i gra, a my tu tylko dopingujemy z trybuny, żeby nikomu nie odbiło, że czasem nie wychodzi. więc do jutra, chłopaki – niech ta furia wraca, niech wraca na dobre, i niech nikt nie myśli, że to tylko gadanie. bo jak ktoś raz poczuł ten hiszpański ogień w sercu, to już nigdy nie zapomni, jak to jest, kiedy kort drży od emocji... 🔥💙