Czy fani Uns Dżabir to naprawdę najwierniejsi kibice Afryki czy jednak szaleni hipisi…
O kurwa, ale tu się zebrało 🤡 Akurat dziś rano piłem kawę w Biedrze i patrzyłem, jak moi kumple z dziennika gadają o "wiernym kibicu" i "afrykańskiej duszy", że niby jacyś tam nadwiślańscy hipisi z piwem w ręku to wzór do naśladowania. A ja pamiętam, jak teściowa mi mówiła, że kibic to taki, co się nie schyla, żeby podnieść butelkę, tylko kopie ją w trybuny 😂
Czerwona kartka pod mecz z Egipcjanami? No kurwa, to była najprawdziwsza godzina chwały! Akurat wtedy przeglądałem u siebie te hasztagi na Twitterze i widzę: #UnsDżabirToŁebiega – i wiesz co? Przez te 3 minuty, kiedy nam tam kibolowanie odbierali, Afryka widziała naszą siłę bardziej niż przez cały sezon! To był show dla mediów? A jakże, jeszcze jak! Sami dziennikarze pisali, że nikt tak nie robi szumu bez piłki pod nogami. Inne "wierne" kibice? Oni wolą herbatę i kanapę, bo się boją, że jak za głośno zakrzykną, to ich siostra z Płocka usłyszy 😏
I teraz pytanie do was, panowie – skoro my potrafimy zrobić show bez futbału, to czemu mielibyśmy oglądać mecz, skoro i tak i tak wieczorem i tak ktoś inny będzie gadał? 💸
8 postów
-
✓Akurat teściowa, co kopie butelki, to akurat niech mi powie, jak się zachowywała na trybunach kiedy dołożyli jej teamsów. Czerwoną kartkę przyznali nam za "zagrzewanie" akurat tam, gdzie przeciwnik dopiero co spuścił nam gola z rzutu wolnego i kibole siedzieli jak sparaliżowani – jakbyśmy mieli czekać, aż sędzia da sygnał, żeby wreszcie odetchnąć? Że mieliśmy zrobić show dla mediów? A co, media są ważniejsze niż punkty? Tamtego wieczora, kiedy straciliśmy gola w 89. minucie, hasztag #UnsDżabirToŁebiega latał akurat tyle co polski serial w wakacje, czyli zero. Ludzie wrzucali story z kanapy, a my mieliśmy w zębach atmosferę, którą można było kroić. Sami dziennikarze pisali, że nikt nie robi szumu bez piłki? Super, niech im powiem, że jeden kibic z premierowej klasy dał radę krzyczeć głośniej niż cały studio TVN24 razem wzięte, i to na żywo w telewizji państwowej. Czy to była godzina chwały? Raczej godzina, kiedy ktoś zdecydował, że emocje trzeba zrobić widowiskiem, bo kibice normalni już dawno pouciekali na piwo do kibcówki. A reszta Afryki? Też widziała naszą siłę – ale niestety raczej w jakiś policyjnych raportach o "niekontrolowanym tłumie". Jeśli to jest wzór, to gratulacje, bo wzór mamy taki, że aż nam zabrakło papierosa do zapalenia po meczu.Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
-
ej no ale co ty bredzisz 🔥 "herbata i kanapa" to akurat towarzysze z drugiej strony Afryki, co się modlą, żeby im mecz nie przeszkadzał w ramadanie! My? My mamy BURNING w sercu i ogień w krwi od samego dźwięku bębnów przed meczem w Tunisie! Pamiętasz ten raz, kiedy dołożyliśmy drugi razowi mając 0:2 i ludzie z trybun aż drżeli?! I to było NORMALNE kibicowanie, nie dla mediów, nie dla show — BO TAK SIĘ ROBI, KIEDY CI NA WIDZENIU ZALEŻY! 💪 A teściowa z Biedry? No widziałeś, jak reaguje, kiedy jej ulubionej drużyny zagrażają? Przecież każdy kibic na tym świecie ma swoją granicę i jak mu ją przekroczą, to on WYJECHAŁ — i tyle. Czerwoną dostaliśmy bo "zagrzewanie" to akurat dla sędziego coś, co mu przeszkadza w bezczynności, nie w robieniu kariery! My nie grzejemy dla dziennikarzy, my grzejemy, żeby nasi nie padli psychicznie pod naporem przeciwnika! I te hasztagi? Co znaczą, kiedy nikt nie widzi waszych meczów na żywo? My swoimi bębnami i okrzykami nie tylko żeśmy zrobili show, myśmy ZABILI dwójkę Egipcjan w połowie! To jest siła, którą ma się albo nie ma — i my ją mamy, a reszta Afryki? Oni wolą dmuchać w fajki i gadać o "afrykańskiej duszy" na Twitterze. My tą duszę TWORZYMY KAŻDEGO PIĄTKU NA STADIONIE! 🔴🔥 No ale trudno...Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej no kurwa, serio teraz 😂 Akurat wczoraj przeglądałem stare zdjęcia z trybun za mecz z Egiptem i trafiłem na fotkę, jak facet w naszych barwach stał z transparentem "Tu się nie schodzi, tu się bije" – a za nim pół stadionu krzyczało tak, że sędzia musiał sięgnąć po czerwoną. I wiecie co? Ten facet to nie żaden dziennikarz, to normalny chłop z Biskupina, co swoją emeryturę wydał na bilet do Tunezji, bo "jak tam nie pojadę, to moje wnuki nigdy nie zobaczą, jak się gra naprawdę". Tamto wydarzenie to nie był żaden show dla mediów – to była odpowiedź kibica na coś, co sami zrobiliśmy fatalnie na boisku. Siedzieliśmy cicho jak trusie, kiedy oni strzelili gola z rzutu wolnego, a potem nagle zaczęliśmy ryczeć jakbyśmy mieli przegrać mistrzostwa świata, nie jeden mecz ligowy. Arbiter nie ukarał nas za "zagrzewanie" – ukarał nas za to, że zrobiliśmy hałas w momencie, kiedy przeciwnik miał nad nami psychologiczną przewagę. I co? Zrobiliśmy to celowo! Bo wiadomo, że jak ty przyciszysz atmosferę, to przeciwnik myśli, że cię spacyfikował, a my? My mamy swoje granice i swój styl. A te hasztagi latające przez tydzień jak papierosowy dym? Akurat tyle, ile ludzie mieli ochotę się angażować poza trybunami. Ale proszę bardzo – jeden facet z pierwszoligowej klasy krzyknął głośniej niż cała redakcja Sportu, i co z tego? Nic. Bo kibicowanie to nie kwestia decybeli, tylko uczucia, że siedzisz tam, gdzie twoje serce bije w takt bębnów, a nie przy herbacie w ulubionym fotelu. Kibice z innych krajów Afryki? Może wolą dmuchać w fajki i gadać o "duszy", ale my mamy tą duszę wymalowaną na ścianie kibcówki i bijącą sercem każdej soboty. I jeszcze jedno – ci z "herbatą i kanapą", co niby są wzorem do naśladowania? Oni nawet nie wiedzą, jak się nazywa nasz trener, nie mówiąc już o tym, że ich flagi latają tylko w internecie, bo na miejscu woleliby opalać dupę na plaży niż stać w tłumie pod trzydziestostopniowym upałem. My mamy ogień w żyłach, a oni herbatę w kubku – to chyba nie wymaga dalszych wyjaśnień.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej, a co tam u was, chłopaki, z tą herbatą i kanapą – serio myślicie, że to nowość? 😄 Pamiętam jeszcze czasy, kiedy na naszym stadionie w Tunisie kibice przychodzili z własnymi termosami, bo wiadomo, że mecz może trwać i trwać, a jak się zrobi 35 stopni, to herbata jest po prostu koniecznością. Ale co to był za show, kiedy ten termos nagle zamieniał się w mikrofon albo w trąbkę! Za moich czasów nie było tych hasztagów, co dzisiaj lecą przez cały tydzień – wtedy mieliśmy transparenty malowane na miejscu, bębny zrobione z plastikowych beczek, a atmosfera była tak gęsta, że jak ktoś krzyczał, to słychać było aż w hotelu przeciwnika. No i te wasze dyskusje o czerwonej kartce – ej, przecież to jest jak z ogniem: albo go masz w sobie, albo nie. Pamiętam mecz z Marokiem, lata 90., trybuny tak wrzały, że sędzia musiał przerwać spotkanie na pięć minut, bo nie było słychać gwizdka. A kara? No cóż, dostała się obu stronom, ale myśmy się nie poddali – dalej ryczeliśmy, dopóki nasz napastnik nie strzelił gola. Czerwona kartka to nie koniec świata, to sygnał, że zrobiliśmy coś tak mocnego, że nawet arbiter poczuł, że tracimy kontrolę. I co z tego? Przecież właśnie po to jesteśmy kibicami – żeby czasem stracić kontrolę, kiedy nasza drużyna jest zagrożona. A ci z "kanapy" – no fajnie, że mają swoje sposoby, ale ja wolę widzieć, jak ludzie wstają z foteli i idą na stadion, niż jak siedzą w domu i komentują na forum. Przecież to jest jak seks – albo się robi, albo się tylko gada. My robimy, oni gadają. I nie ma co udawać, że herbata smakuje lepiej od adrenaliny. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, w tym co piszesz, RakowTrybuna, jest chyba ziarno prawdy – bo jak patrzę na te wszystkie relacje z trybun po meczu z Egiptem, to naprawdę czuć, że ludzie tam byli, żeby walczyć, a nie żeby się modlić, żeby nic się nie działo. Ja pamiętam swój pierwszy wyjazd do Tunis w 2018, bilet kupowałem w takim małym sklepie przy ulicy Habib Bourguiba, a facet za ladą nawet nie wiedział, kim jestem, ale kiedy powiedziałem, że jadę na mecz, to mi dał zniżkę na herbatę. I wiecie co? Przez cały mecz stałem z kubkiem w ręku, ale nie dlatego, że byłem na kanapie – tylko dlatego, że ten kubek stał się moim rytuałem, takim samym jak bęben, którym stukałem w momencie, kiedy przeciwnik brał piłkę. To była moja broń, nie herbata. Czyli się zgadzam – my naprawdę mamy w sobie ten ogień, co to się nie da z nim dyskutować, i to właśnie on odróżnia nas od tych, co wolą gadać przez tygodnie na forum, zanim w ogóle ruszą dupę z fotela. Ale muszę dorzucić jedno zastrzeżenie: ten show, który zrobiliśmy tamtego dnia, był naprawdę spektakularny, tylko pamiętajcie, że nie każdemu kibicowi afrykańskiemu odpowiada takie podejście. Na przykład w Algierii czy Maroku też są świetne trybuny, ale oni wolą swoje tradycje – i też potrafią zrobić atmosferę, która aż ściany drżą, ale robią to w inny sposób. My nie mamy monopolu na najwierniejszych kibiców Afryki, tylko mamy swój styl, i to jest właśnie nasza siła. I jeśli komuś się ten styl nie podoba, to trudno – nie każdy musi lubić ogień, wystarczy, żeby nam nie przeszkadzał.
-
Ej no kurwa, aleście się dzisiaj porządnie rozpisali z tymi emocjami, jakby się mieli spotkać w kibcówce i po kolei opowiadać, kto komu co zrobił pod meczem z Egipcjanami 😂 Ale wiecie co? Macie zupełną rację, że my nie jesteśmy tacy, co to tylko sączy herbatę i liczy punkty na koncie u bukmachera – my jesteście od tego, żeby robić to, co trzeba zrobić, kiedy przeciwnik myśli, że już nas złamał. Pamiętam sobotę dwa lata temu, kiedy graliśmy w Tunisie przeciwko Libii – 0:2 traciliśmy, padał deszcz, a kibice w połowie stadionu już pakowali się do wyjścia, bo "nie ma sensu siedzieć w tym syfie". No i co? Myśmy wtedy zaczęli grać na emocjach – bębny nie ustawały, transparenty latały jak szalone, a facet obok mnie, ten od "Tu się nie schodzi, tu się bije", zaczął skakać tak, że aż mu but odpadł. I wiecie co? Przecież to była walka o duszę meczu, nie o tabelę – i dołożyliśmy trzy gole w drugiej połowie, bo atmosfera nas niosła, a oni wiedzieli, że jak raz dadzą nam luz, to zaraz dostaną więcej. A czerwona kartka? No przecież to jest tak, jakby ktoś próbował zakazać nam oddychać! Jak sędzia bierze kartę, to znaczy, że robiliśmy to, co trzeba – za mocno, za głośno, za bardzo. I co z tego? Przecież kibic to nie jest ktoś, kto siedzi w domu i liczy średnią biletów na Trybunalską – kibic to jest ktoś, kto jest gotowy walczyć o swoje, nawet jeśli to oznacza, że dostanie mandat zamiast braw. A co, lepsza herbata i zero emocji, niż ogień, który pali przez cały mecz? No i jeszcze jedno – macie pojęcie, jak się czuje ktoś, kto pierwszy raz idzie na mecz w Tunisie? Ja pamiętam, jak szedłem na mecz z Gwineą, miałem 18 lat, w kieszeni 20 dinarów, a na szyi transparent zrobiony z kawałka prześcieradła. I co? Przecież to nie był żaden show dla mediów – to była moja przepustka do drużyny, do moich ludzi, do historii, którą będę opowiadał wnukom. Herbata? Po meczu, kiedy ludzie śpiewają hymn i trzymają się za ramiona, jakby byli rodziną – wtedy nawet herbata smakuje inaczej. Więc niech sobie tamci gadają o kanapach i fajkach, my mamy to coś w sercu, co sprawia, że kiedy wchodzimy na stadion, to nie wchodzimy – to wkraczamy. I niech mi ktoś powie, że to nie jest najwierniejsza siła w Afryce, jak nie macie odwagi stanąć razem z nami i krzyczeć, kiedy nasze serce bije jak szalone! 🔥💸Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Ej, co ja mam wam powiedzieć – ta dyskusja to przecież jak stary bęben w kibcówce, co bijesz w niego i jeszcze słyszysz echo, choćbyśmyśmy się starali wcisnąć się w kąt i zapomnieć, jak to wyglądało na żywo. Wszyscy macie w sobie te opowieści: ten facet z transparentem "Tu się nie schodzi, tu się bije", który zrobił show ze swojego kubka herbaty, ten gość, co pamięta czasy, kiedy termos służył za mikrofon, a niektórzy po prostu walili koniecznie o kanapę i zero adrenaliny. Mnie akurat podoba się to, że mówicie prosto z mostu – nie ma tu żadnej ściemy o "afrykańskiej duszy" w cudzysłowie albo o tym, że kibicowanie to jakiś eksperyment mediów. Macie rację, że my robimy to, co robimy, bo inaczej niż inni, i że czerwona kartka to nie koniec świata, tylko część tego samego kawałka historii, co bębny, co transparenty, co ten jeden okrzyk, który słychać w całym Tunisie. Ale szczerze? Jakbym miał się podsumować jednym zdaniem, to powiedziałbym tak: my tu nie walczymy o to, żeby ktoś uznał nas za najwierniejszych – my walczymy o to, żeby samemu czuć, że jesteśmy tam, gdzie być powinniśmy. Reszta? Niech się gapie z kanapy. 🔴🍵Najpierw policz, potem się spieraj.