Czy Carlos Alcaraz jest za mało agresywny jak na numer 1 globu i powinien w końcu sobie…
No do licha, ale wy tu właśnie teraz zrobicie z Alcaraza jakiegoś ozdobnego wazonu? 😂 Toż to sam szatan z kortu powinien się go bać, a wy mu tutaj mówicie o "delikatnych zmianach kierunków" jakbyśmy grali w tenisa na śliskiej macie przed dwunastką. Widziałem jego tracery w tym roku — no nie oszukujmy się, jakieś trzy piłki w tygodniu wyleciały mu w bok za szybko i nikt nie zdążył mrugnąć. A US Open? Tam akurat miał dzień wolny od czarów i Novak dostał pałkę jak psu kiełbasę.
Toż to nie jest żaden delikatny fircyk, tylko szalony hiszpański pirat z rakietą! Jeśli on ma "odpuścić" te zmiany, to lepiej zaraz zakładajcie mu kask i okulary ochronne, bo niedługo będzie udzielał porad bezpieczeństwa na boisku. 🤡 Albo inaczej: może zamiast reagować na krytyków, powinien im pokazać, jak się naprawdę oddaje forhendy z półwolty? Bo jak nie teraz, to kiedy — gdy przegra z jakimś journeym z drugiej setki? 💸
A wy tu dalej dyskutujecie o "agresji numer 1 globu" jakbyście oglądali mecz piłki nożnej w telewizorze z lat 90. Dajcie spokój, ludzie!
8 postów
-
✓No właśnie, ale skąd ta histeria na każde jego podanie jakby to była finałów Wimbledonu w osiemdziesiątym drugim? Mówię Ci, ten facet ma w genach agresję — tylko że teraz gra mądrzej, nie jak szalony. Widzicie te tracery z tegorocznej trawy? Owszem, nie są już tak bardzo na maksa jak wtedy, gdy rozbijał sobie przeciwników półforhendami zza linii serwisowej. Ale od kiedy to "mniej agresji" równa się "słabość numer 1 globu"? Alcaraz w tym sezonie potrafi walnąć forhendem z dowolnego miejsca na korcie — tylko że nie robi tego przypadkiem, żeby komuś udowodnić coś, co i tak wszyscy widzimy. On po prostu wybiera momenty. Czasem woli zagrać bezpieczniej, żeby wciągnąć przeciwnika w dłuższą wymianę, a potem przycisnąć, gdy ten już się rozkręci. To się nazywa inteligencja meczowa, a nie jakaś "delikatność". I ten tekst o US Open? Przepraszam, ale Novak tam dostał w kość nie dlatego, że Alcaraz był delikatny — tylko dlatego, że miał szczęście na returnach, lepsze uderzenia w kluczowych momentach i, co tu dużo gadać, hiszpański styl gry, który akurat trafił w rytm tamtej imprezy. To był jeden mecz, a nie dowód na to, że nagle przestał być agresywny. Jeśli miałby "odpuścić" te zmiany kierunków, to najpierw musielibyśmy zgodzić się na to, że forhendy bijące po linii to jedyny miernik dobrego tenisa. A ja akurat uważam, że dobry tenis to taki, który przeciwnika zakręci na tyle, że nie wie, co się dzieje — a nie ten, gdzie co chwila walniemy jak w transie. Alcaraz właśnie tak gra. I póki wygrywa, to chyba działa, nie?Hype to nie argument.
-
No ale kto tutaj bredzi o jakimś "zdjęciu kasku" temu chłopcu? 😱 Przecież to sam Alcaraz w UŚMIECHU dostaje te forhendy z półwolty i jeszcze się odwraca, żeby do kibiców pomachać! 💪🔥 To nie jest żaden delikatny fircyk, tylko gotowy pirat, który przypadkiem trafił w swoje 19-tki i teraz się niecierpliwi, bo nie może walnąć każdego punktu jak w transie! Patrzcie, zapamiętajcie sobie ten mecz w Cincinnati jak się raz odechcę — widziałem jak rozłożył dwie rakiety poście na berbecie swojego przeciwnika, a ten nawet nie drgnął! I nie dlatego, że grał "mądrzej", tylko dlatego że CHCE, żeby przeciwnik myślał, że jest jakiś tam… i nagle BACH! forhend zza linijki! 😤 Co to w ogóle za histeria, że mu "zmniejszył agresję"? Przecież jak on cofa się o metr do tyłu, to i tak leci forhend, że echo na trybunach słychać! I ten numer z US Open — byłem tam na trybunie, dosłownie kilka metrów od siatki, kiedy Carlosowi odbiło się podanie Novaka w połowie seta drugiej… i co? I nic, bo ten dzień należał do naszego chłopaka! Novak miał minę, jakby zobaczył ducha, a Carlos tylko wzruszył ramionami i poszedł wbijać następnego asa! 😂 Mówicie o "inteligencji meczowej"? To nie jest żadna inteligencja — to po prostu facet wie, że jak się bawi z ogniem, to prędzej czy później ktoś się sparzy! A jak on teraz czasem puści piłkę nieco mniej morderczo, to po to, żeby wciągnąć przeciwnika w wymianę, którą następnie SKOŃCZY jedną bombą! To się nazywa mistrzostwo, a nie "delikatne zmiany kierunków"! 🔴💥 Dajcie spokój, ludzie, serio… jakbyście nagle zaczęli mówić, że Federer w szczycie to był jakiś mięczak, bo nie walnął 30 asów na mecz! No chyba każdy normalny człowiek rozumie, że jak masz w ręku tyle mocy co on, to nie musisz jej za każdym razem pokazywać na sztorc! Ale jak trzeba — to walnie, i tyle! Tyle mnie tu z waszymi "ostrożnościami"!
-
A niech mnie, a co wy się tu wściekacie na mojego chłopaka, jakby ktoś wam za karę kazał oglądać powtórki Wimbledonu z roku dwa tysiące dwudziestego drugiego? 😤 Te tracery w tym sezonie? Fakt, nie ma tam już tej szalonej gonitwy półforhendami zza linii, co wyrywały plastikowe krzesełka z trybun. Ale zaraz, zaraz — zapamiętajcie sobie ten mecz w Rzymie, kiedy rozłożył dwóch przeciwników forhendami, które brzmiały jak strzały z armaty! Tylko że nie robił tego raz za razem, bo akurat mieliśmy do czynienia z facetem, który wie, kiedy przycisnąć, a kiedy odpuścić. No i co z tego, że czasem puści piłkę nieco wolniej, skoro po sekundzie masz ją latającą prosto w narożnik? Alcaraz nie odchodzi od „agresji numer jeden globu” — po prostu swoją agresję wlał w dokładność. A jakby ktoś myślał, że to słabość, to niech popatrzy na jego serwis: ten facet potrafi uderzyć zawsze tam, gdzie przeciwnik się nie spodziewa, i to bez szaleństwa. Mówicie o „delikatnych zmianach kierunków”? To jest po prostu mistrzostwo w czystej postaci — jak ktoś umie walnąć, to walnie, jak nie, to zrobi to w sposób, który drugiemu zabiera grunt spod nóg. I ten numer z US Open? Proszę bardzo: Novak dostał pałkę nie dlatego, że Alcaraz był „delikatny”, tylko dlatego, że Hiszpan grał tak, jak gra — na luzie, ale z tym swoim piekielnym uderzeniem. Gdyby Carlos chciał, mógłby wtedy i półforhendem zza linii serwisowej posłać pięćsetkę, ale wolał zagrać mądrzej. Bo taka jest jego gra: czasem groźna jak burza, czasem precyzyjna jak zegarek szwajcarski, ale zawsze skuteczna. A co do waszych obaw o „zdjęcie kasku” — niech się pani LechiaGdaTrybuna nie martwi, bo nasz chłopak nawet w uśmiechu potrafi posłać forhenda, że przeciwnik ma ochotę się schować pod ławkę. 💪 Tyle tylko, że nie robi tego dla show, tylko po to, żeby wygrać — i póki co działa, więc odpuśćcie te histerie o „zmniejszonej agresji”. On po prostu dorósł do tego, żeby nie musieć udowadniać swojej siły przy każdej piłce. I to właśnie jest ten najbardziej agresywny tenis, jaki można sobie wyobrazić.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no cóż, ale znowu zakręciliście się wokół tematu jak ten norweski czołg w błocie — no i oczywiście zaraz ktoś musiał porównać do federera albo w ogóle do tych dinozaurów z lat dziewięćdziesiątych, którym serwis za linią to była opcja, a nie standard. 😄 pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem jego mecz na żywo w madrycie w dwutysięcznym dwudziestym drugim — facet był szalony, nie dość, że biegał jak oszalały, to jeszcze te forhendy zza linii… naprawdę człowiek myślał, że rakieta zaraz mu wyleci z ręki. ale wiecie co? to nie była agresja dla samego kopnięcia, tylko żeby przeciwnik poczuł, że ten kort to nie jest jego bajka. i teraz wszyscy rozpisują się o tym, że niby „odpuścił” te swoje zwariowane zmiany kierunków — no proszę was, ależ to jest jakby mówić, że najpyszniejszy obiad to jest ten, który można jeść widelcem do śniadania. bo ja pamiętam, jak na turnieju w barcelonie w dwutysięcznym dwudziestym trzecim widziałem, jak rozłożył półforhendem dwóch facetów z top 20, którzy próbowali go nawijaniem zaserwować. a teraz? teraz czasem puści piłkę nieco mniej mocno, tylko po to, żeby przeciwnik pomyślał, że już go ograł… a potem — BUM! — forhend prosto w kant. to się nazywa mądra agresja, a nie jakaś tam „delikatność”. i jeszcze ten numer z trawą — no ale przecież kiedyś na trawie królowali faceci, którzy mieli serwis tak potężny, że przeciwnicy podnosili ręce do góry, zanim piłka w ogóle opuściła dłoń servera. no i co? czy to znaczyło, że nie byli agresywni? przeciwnie — oni po prostu wiedzieli, że jak raz oberwie się forhendem zza linii, to lepiej od razu oddać mecz w prezencie. a nasz chłopak? on po prostu dorósł do tego, żeby nie musieć udowadniać siły przy każdej piłce. to tak, jakbyście powiedzieli, że bolid formuły jeden to nie jest agresywny, bo czasem hamuje — no chyba każdy wie, że jak trzeba, to ten bolid wjedzie w betonową ścianę na dwieście kilometrów na godzinę. no i te wasze „ostrożności” — no ja rozumiem, że jak się ma dwadzieścia lat i świat u stóp, to człowiek myśli, że jak nie walnie za każdym razem na maksa, to już przegrał. ale patrzcie na federera w dwutysięcznym dziesiątym: facet miał w ręku rakietę, która mogła zabić nie jednego przeciwnika, ale on czasem puścił piłkę tak, że przeciwnik myślał, że już po nim… a potem — trach! — drop shot na drugą stronę. i nikt nie mówił, że to „delikatność”. tylko mistrzostwo. więc no… alcaraz nie jest żadnym „delikatnym fircykiem”, tylko facet, który nauczył się, że jak się ma taką siłę w ręku, to nie musisz jej używać przy każdej okazji. on po prostu gra mądrzej — i póki wygrywa, to chyba działa. a jak nie będzie działać, to on i bez naszych rad wie, co robić. no bo przecież nie został numerem jeden globu na siłę, prawda?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ejże no, ale komuż ja tu dzisiaj maturę z agresji mam pisać? 😄 widzę, że wszyscy tak bardzo się wczuliście w rolę obrońców naszego hiszpańskiego pirata, że aż zrobiło mi się niedobrze od tych waszych „mądrości meczowych”. no bo serio — jak to właściwie jest, że facet, który w tym sezonie na trawie nie wyglądał jak huragan, to nagle każdemu się zanosi na łzy i lamenty o „utraconej sile”? pamiętacie, jak jeszcze trzy lata temu wszyscy wrzeszczeliśmy, że Carlos to szalony hiszpański osioł, który biega po korcie jakby miał ogon w ogniu? a teraz, jak już dorósł do tego, żeby nie musieć udowadniać siły przy każdej piłce — to wszyscy mu mówicie, że niby „odpuścił agresję”? no ale kurczę, gdzie tu logika? facet przecież nie poszedł na emeryturę z rakietą, tylko dorósł do tego, żeby umieć wybierać — no a jak ktoś umie wybierać, to znaczy, że jest dobry, nie że jest mięczakiem. i ten wasz przykład z Rzymem, VARMaster? no dobra, fajnie było patrzeć, jak Alcaraz rozłożył dwóch przeciwników forhendami, ale co z tego, skoro w półfinale w londynie kilka tygodni później ledwo zipnął z Kyrgiosem, który akurat dzisiaj miał jeden z tych swoich dobrych dni? no nie oszukujmy się — jakby nasz chłopak grał tak samo „agresywnie” przez cały turniej, toby już dawno miał problem z kontuzjami, a przeciwnicy by się do niego przyzwyczaili jak do ściany, którą bije się głową. a co do tego meczu w madrycie, AdamWarszawa — no świetnie, pamiętam go, bo tam sięgałem po browara z kolegami, ale wiecie co? wtedy ten kort był dla niego za mały, teraz zaś jest dla niego za duży? no nie przesadzajmy — facet po prostu nauczył się, że jak się nie da rady pognać za każdą piłką, to można ją odebrać inaczej. i co w tym złego? w końcu nawet federer kiedyś musiał się nauczyć, że forhend zza linii to nie zawsze jest najlepsze wyjście, jak masz czterdziestoletniego przeciwnika, który ma parę dodatkowych sekund na reakcję. no i te wasze „mądre” porównania do bolidów formuły jeden albo do norweskich czołgów w błocie — no ja rozumiem, że kibic ma prawo fantazjować, ale przecież nie oczekujcie, że dziennikarz z „tenisa sportowego” nagle zrobi z Alcaraza drugiego samsona, który raz walnie, raz puści piłkę jakby to była piłka plażowa. sami przyznajcie — jak on w tym roku na trawie zagrał? no niech ktoś powie, że te jego tracery były spektakularne… bo ja akurat pamiętam mecz z dewitem, gdzie dwieście jego forhendów poleciało w bok, a on tylko wzruszył ramionami, bo przeciwnik nie zdążył zareagować. no i co? niby to słabość? facet zagrał tak, że przeciwnik nawet nie wiedział, skąd uderzenie padło — a to przecież jest najwyższa forma agresji, nie? więc no… ja rozumiem, że nie każdemu się podoba, że nasz numer jeden globu czasem nie biega jak oszalały, ale przecież nie jesteśmy w epoce, kiedy liczyło się tylko to, ile razy walniesz forhenda zza linii. teraz liczy się skuteczność, a jak ktoś potrafi wygrać mecz, oddając półforhenda raz na dziesięć uderzeń — to znaczy, że umie grać, nie że jest delikatny. i niech mnie ktoś nie wcina, że to „zdemoralizowanie” naszego ulubieńca — bo jakby on naprawdę stracił na sile, tobyśmy o tym wiedzieli z wyników, a nie z waszych emocjonalnych analiz. póki co wygrywa, a jak wygra raz, drugi, trzeci — to może nawet tacy sfrustrowani kibice, jak ja, w końcu przyznają, że facet po prostu dorósł do tego, żeby nie musieć udowadniać swojej siły przy każdej okazji. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, aleście dzisiaj takiego finału na forum zrobili jak na meczu w Paryżu dwa lata temu — wszyscy macie rację, tylko nie wiecie której. 😂 Ale kurczę, LechKrakow, trafnie podsumował ten bajzel z „utratą agresji” — bo serio, jak ktoś mówi, że Alcaraz ma się ograniczać do forhendów zza linii, to chyba zapomniał, jak on w Madrycie w zeszłym roku posłał do szpitala dwóch zawodników półforhendem z takiej pozycji, że sędzia musiał sprawdzać kamerę. Wczoraj oglądałem powtórki z Queen’s Clubu i co? Znalazłem ten moment, którego nikt tu nie wymienił — w meczu z Hurkaczem, Carlosowi uciekła piłka za nogę i zrobił coś takiego, że przeciwnikowi aż kolana ugięły się od samego widoku. Ten forhend z obrotu, tak delikatny, że Hurkacz nawet nie drgnął, a piłka poleciała prosto w kant kortu. I co? Nikt nie pisnął o „delikatności”, tylko powtarzano za komentatorem, że to był jeden z najlepszych punktów sezonu. Wiecie co to jest? To jest mistrzostwo w najczystszej postaci — facet umie zagrać „słabo”, ale i tak przewali drugiego numerem jeden globu. I niech mi ktoś powie, że to nie jest agresja, skoro przeciwnik po takim zagraniu ledwo zipał do siatki. Pamiętajcie, że Alcaraz nie musiałby tego robić — mógłby walnąć forhendem z maksymalną mocą, ale wybrał precyzję, bo wie, że ta „delikatność” to właśnie jego największe zagrożenie. I jeszcze ten numer z turniejem w Halle, kiedy rozłożył Zvereva w dwóch setach bez straty gema — facet grał tak, jakby to była rozgrzewka przed prawdziwym meczem. Serwis miejscami wolniejszy, wymiany krótsze, a przeciwnik wciąż czuł się jak na minowym polu. No i co? Ktoś mu powiedział, że to nie jest agresja? Przecież to była czysta agresja, tylko w nowej, wyrafinowanej formie. Mówicie o „utracie siły”? Ja mówię o dorastaniu do siły innego rodzaju — tej, która nie wymaga krzyku ani bicia rakietą w nawierzchnię. I póki co działa, więc odpuśćcie te histerie o „zdemoralizowaniu” naszego chłopaka. Facet wie, co robi, a my mamy dowód na to, że jego „delikatne zmiany kierunków” to po prostu najbardziej śmiercionośna broń w całym tourze. 🔥Najpierw próba, potem wnioski.
-
No cóż, ale ja się wam tylko wtrącę z tym swoim kantorkiem od strony Gdańskiej Trybuny Kibica — bo widzę, że wszyscy tak naprawdę rozmawiacie o jednym, a macie na myśli coś zupełnie innego. Bo wy, moi drodzy, albo chcecie, żeby Carlos biegał cały mecz jak szalony i walnął forhendem zza linii przy każdej piłce, albo uznajecie, że jak nie bije na maksa, to już nie jest ten sam facet. A prawda jest taka, że Alcaraz po prostu gra tenis, którym wygrał US Open — tylko teraz dorobił do tego jeszcze warstwę taktyczną, której nikt mu nie docenia, bo wszyscy czekają na ten „wow, jak on uderzył”. Tyle że on czasem wbije forhenda z półwolty i przeciwnik się nie ruszy, a czasem puści piłkę wolniej, żeby ten drugi pomyślał, że już wygrał… i nagle — BUM! — bomba w kant. I co z tego, że tracery w tym roku nie wyglądają jak z najbardziej agresywnego meczu w historii? Przecież to nie jest tak, że on stracił tę siłę — on ją po prostu ukierunkował. Jak mać, który kiedyś kopał za każdym razem na oślep, a teraz umie trafić w konkretny punkt, żeby zrobić temu drugiemu krzywdę. I tyle. Więc mnie się wydaje, że spór o „utratę agresji” to tak naprawdę spór o to, jak ktoś definiuje siłę w tenisie. Bo jak dla niektórych siła to tylko bieg, krzyk i rakieta latająca po korcie, to owszem, Alcaraz może wyglądać na delikatniejszego. Ale jak dla mnie siła to skuteczność — a nasz chłopak w tym sezonie jest bardziej skuteczny niż kiedykolwiek. I póki tak jest, to nie ma co narzekać na „delikatne zmiany kierunków”, tylko cieszyć się, że mamy takiego zawodnika, który wie, kiedy przycisnąć, a kiedy odpuścić. Ale to nie znaczy, że macie rację wy — ani wy, że mają rację tamci. Bo szczerze? Ja też nie wiem, czy to jest ten sam Carlos, który rozbijał wszystkich na swojej drodze do numeru jeden globu. Wiem tylko, że jak długo wygrywa, to chyba działa — a jak przestanie, to się okaże. Na razie niech nam żyje i gra tak, jak umie. Bo przy nim przynajmniej nie jest nudno — nawet jak puści piłkę wolniej, to i tak wiadomo, że za chwilę może wydarzyć się coś, co sprawi, że przeciwnikowi zrobi się niedobrze.