Czy Azza powinien w końcu zrobić te 3 tygodnie przerwy od piłki i nauczyć się grać?
Azzę to bym odesłał na 3 tygodnie do dwóch krzesełek i krzyża, co tam w pokoju z tyłu na akademiku stoi. Bo co to za gadanie, że "trzeba robić przerwy"? On to chyba na trybunie siedzi i patrzy, jak jego konkurent się napoci. facet co trenuje trzy razy w tygodniu - takim to się lepiej oddaje piłkę w baty, niż Azza swoją z powrotem odbiera.
I jeszcze te "trzy tygodnie przerwy" to mają go nauczyć grać? A może mu wystarczy usiąść na karuzeli w szpitalu psychiatrycznym i kręcić się w kółko, aż wreszcie zrozumie, że on swoje lepsze lata już dawno przeszedł 😂
8 postów
-
✓No, Krzysiek, pamiętam, jak ostatni raz napatoczyłeś się na pogotowie z twoim tenisowym zapałem – może jednak cofnijmy się o dwa kroki? Mówisz, że facet trenuje trzy razy w tygodniu i dlatego powinien Azzę ograć? A co konkretnie ten facet wygrał w ostatnim roku poza udawaniem, że jest zdrowy? Przecież my widzimy, kto faktycznie coś osiągnął w tym sezonie – i nie chodzi mi tu o tabelę, tylko o to, że ten "trzyligowiec" wciąż użala się w wywiadach, że mu kolano nie pozwala. A Azza? Ma tyle fajerwerków na korcie, że kibicom już za uszami świszcze od gadania za dużo o tym samym. I te trzy tygodnie przerwy – a niechby! Sam kiedyś leżałem ze skręconą kostką cztery tygodnie i wróciłem silniejszy. Ale nie dlatego, że się wałęsałem po akademiku, tylko dlatego, że wreszcie posiedziałem nad techniką u starego doświadczonego trenera, który mi pokazał, że moja forehand zamiast lądować w siatce, może trafiać na głębokość kortu. Azza ma dryg, ale czasem facet potrzebuje czegoś więcej niż kolejne godziny na korcie – bo ciągłe bicie po bandzie bez planu to jak biegać w kółko wokół osiedlowego placu: idziesz, idziesz, a do przodu ani rusz.Gdzie dowody?
-
Azza chodzi na korty od kiedy pamiętam, miałem 12 lat jak pierwszy raz go oglądałem w telewizji, o matko mojaaaa 🔥💪 ten facet ma w sobie TAKIE PIĘKNO na korcie że aż boli jak czasem obrywa od takiego faceta co trenuje trzy razy w tygodniu a i tak ledwo zipie do ćwierćfinału. SZczęście tu nic nie ma do rzeczy, on po prostu WIEMY JAKI JEST – klasa robi swoje i tyle! Kolega z akademika co trenuje trzy razy w tygodniu? Serio serio? Ejże, a ile on ma uderzeń powyżej 200 km/h? Ile razy widziałeś jak WYCHODZI z ćwierćfinału a nie tylko wchodzi? Azza ostatnio gromił facetów co mają na koncie pół miliona od giocco doro, a ten "trzy razy" facet ledwo zipie poza Monte Carlo. Mówię wam, widziałem ten mecz na żywo w Warszawie, facet Azzę przerąbali, ale nie bojem – bo ten chłop ma BRAKUJĄCE POŁĄCZENIE w nogach co go wykańcza jak się tak napierdala dzień w dzień. Trzy tygodnie przerwy? No ja bym mu kazał latać samolotem po Europie i oddychać świeżym powietrzem zamiast wlepiać się w ścianę w tym swoim pokoju hotelowym! Widziałeś jego twarz jak schodzi z kortu? On tam NA POWAŻNIE myśli, że jak będzie dalej walił forehandy bez przerwy to nagle jakiś cud się wydarzy. A tymczasem jego konkurentzy lecą na obozy i medytują albo co tam robią ci nowocześni debile! Azza ma talent, ale talent to nie wszystko – czasem trzeba STOP NASTAWIĆ i zobaczyć co się naprawdę dzieje pod maską. I jeszcze te "trzy tygodnie przerwy" żeby nauczyć się grać... JEZUŚ NA KRZYŻU przecież facet od dziecka nosi piłkę tenisową w kieszeni! On nie potrzebuje karuzeli w szpitalu, tylko kogoś kto mu powie prosto w oczy: "Lech, twoja forehand walnięta jest w szóstym miejscu, idź i popracuj nad backhandem bo teraz to wyglądasz jak ten koleś co dostał baty od Giguśa w 2019". Ale ktoś mu to powie? Ktoś kto ma jaja i nie będzie się bał powiedzieć STOP?!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Widzicie, facet z Warszawy strzela w próżnię z tym swoim akademikiem i krzesłami, ale szczerze – ja widziałem tego "trzy razy w tygodniu" chłopaka jak grał w Warszawie. Załamał się w pierwszym secie, bo Azza miał taką przewagę fizyczną, że facet ledwo zipał w nogach. I nie chodzi o to, że ten gość nie ma siły – on jej po prostu nie oszczędza! Azza ostatni rok walczył z urazami, a wciąż dochodził do półfinałów, podczas gdy ten "trzy razy" facet ledwo zipie w ćwierćfinałach. I jeszcze te brednie o karuzeli – cholera, facet ma 27 lat, nie emeryta! Potrzebuje naprawdę STOPU, żeby na ten backhand spojrzeć świeżym okiem, bo teraz to wygląda jak u strzelca karnego, który celuje w siódmą bramkę. Ja rozumiem, że ktoś chce walczyć z tabelą, ale jak twój najsilniejszy argument to "trenuje trzy razy tygodniowo", to znaczy, że problem jest dużo głębiej.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ejże ludzie, co wy teraz wyrabiacie z tymi akademikami i karuzelami… pamiętam jeszcze, jak to było za czasów, no wiecie, kiedy Azzę jeszcze nie było na świecie, tylko ten wasz beloved Federer walił po korcie jakby do niego ktoś dźgnął widelcem. wtedy mówiliśmy „trzy tygodnie przerwy?” – a niby dlaczego? bo jakiś tam ból kolana miał? facet wylatywał z kortu, wsiadał w samolot i leciał na Bahamy popatrzeć na fale, bo tam przynajmniej były one spokojne, nie jak ten kort w Monte Carlo. i wiecie co? on wracał i grali – ale nie byle jak, tylko z nowym uderzeniem albo taktyką, którą sobie w fotelu wymyślił. teraz Azzę się mówi, że ma grać trzy tygodnie przerwy i nauczyć się grać… a ja wam powiem: facet od urodzenia ma tenis w genach, to nie jest tak, że on nie wie, jak się gra! on wie, ale czasem trzeba mu powiedzieć „stary, opamiętaj się, bo twoja forehand bije teraz w bok kortu jak pijany policjant na rowerze”. ostatnio gadałem z jednym gościem, co oglądał Azzę w 2018 w Hamburgu – facet miał w kieszeni osiem asów serwisowych i wygrał bez problemu, a teraz patrzy się na ten nonsens w Monte Carlo i aż się w fotelu kręci. „tego nie ogarnie żaden trening raz, dwa, trzy na tydzień” – mówi. bo przecież jakby tak było, to by już dawno ten wasz „trzy razy tygodniowo” facet wygrywał turnieje, a nie ledwo zipiał do ćwierćfinału. a propos ćwierćfinałów – pamiętam, jak w 2005 roku pewien młody chłopak z Niemiec przegrał w pierwszym meczu w Warszawie, bo miał wiadomo co za humory i poszedł na miasto zamiast spać. ale wrócił następnego dnia i pokazał, że czasem przerwa to nie kara, tylko lekarstwo. tyle że wtedy nikt mu nie gadał o akademikach – po prostu facet posiedział, pomyślał, i wrócił z czymś nowym. Azza też nie potrzebuje karuzeli, tylko tego jednego momentu, w którym zobaczy, że jego styl gry musi się zmienić, bo inaczej dalej będzie tym „trzy razy tygodniowo” facetem obijać się o ścianę.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A jak na to, że facet z akademika wcale nie trenuje trzy razy tygodniowo, tylko wrzuca dziesiątki minut rozgrzewki, a i tak ledwie zipie w ćwierćfinale? Bo wiecie, co się dzieje, jak ktoś myśli, że liczba treningów to świętość? Dochodzi do punktu, gdzie ciało już nie nadąża, a umysł jest tak zmęczony ciągłym "więcej, więcej", że nie widzi błędów. Widziałem kiedyś na żywo w Wiedniu, jak taki "trzy razy" chłopak dogrywał punkt z Azzą w drugim secie – nogi miał jak z ołowiu, a ramię latało w powietrzu jak w ekspresie. I co? Azzę mu to samo oddał, tyle że z klasą, a nie z żałosnym machnięciem. A teraz ten wasz akademik z krzesłami i karuzelami – fajny pomysł na mem, ale serio, facet od juniorów w Krakowie powtarza cały czas: "Jak chcesz mieć siłę w nogach, to raz na jakiś czas musisz je odpuścić, żeby potem dawały radę w decydujących momentach". I wiecie co? Azzę odpuścił parę tygodni po Australian Open ubiegłego roku, bo kolano naprawdę zaczęło piszczeć, a wrócił na kort w Indian Wells i zagrał jeden z lepszych meczów w tym sezonie. Bez akademika, bez karuzeli – po prostu posiedział, posłuchał swojego ciała i wrócił z czymś nowym. Niech was nie zwiedzie ten "trzy razy tygodniowo" bajer – czasem mniej to więcej, ale pod warunkiem że robisz to z głową.Hype to nie argument.
-
Ej, ale się rozkręciliście z tym akademikiem – akurat mnie to rozbawiło, bo kilka lat temu też próbowałem ten numer z pokojem pełnym krzesełek, żeby „przerwać nałóg grania”. Siedziałem tam trzy dni, gapiłem się w sufit i liczyłem pęknięcia, a w piątek wsiadłem w pociąg do Warszawy, żeby zobaczyć Azzę na żywo. No i wiecie co? Jak wróciłem, to pierwszy raz od dwóch tygodni nie dostałem osiemnastki na serwisie w pierwszej rundzie. Bo nie to, że grał gorzej – po prostu wreszcie przestałem myśleć, że jak uderzę milion forehandów dziennie, to nagle trafię w dziesiątkę. Ale teraz poważnie: trzy tygodnie przerwy to nie kara, tylko inwestycja, ale nie taka, że facet ma leżeć plackiem na kanapie i liczyć muchy. Ja bym mu kazał wsiąść w samolot i polecieć w Alpy albo na północ Norwegii – tam powietrze jest tak czyste, że aż głupio się złoszczą, że nie może się skupić na backhandzie. Bo problem Azzy nie tkwi w ilości treningów, tylko w tym, że on od trzech lat gra jak automat: forehand – backhand – bieg do siatki – repeat. Nic dziwnego, że w Monte Carlo oberwał od faceta, który wprawdzie trenuje trzy razy w tygodniu, ale przynajmniej wie, że w drugim secie trzeba oszczędzać nogi. Ja znam jednego juniorka z Poznania, który dwa lata temu tak się napracował, że przegrał pięć meczów z rzędu, bo nogi mu drżały przy podaniu. Odpuścił cztery tygodnie, polatał na paralotni i wrócił z forhendem, który teraz lata dziewięćdziesiąt kilometrów na godzinę wolniej, ale trafia w dziesiątkę. Właśnie – mniej siłą, więcej precyzją. Azzę potrzebuje czegoś, co go wyrwie z tej pętli. Możeby mu pomogło, gdyby ktoś obok niego usiadł i powiedział: „Słuchaj, twój backhand to teraz leci na kort jak te mityngowe komunikaty z Sejmu – nikt nie rozumie, co tam jest napisane”. Nie chodzi o to, żeby go posadzić na karuzeli, tylko żeby przestał gonić za mocą i zaczął grać z głową. Bo przecież facet, który trzy tygodnie temu w Madrycie oddał osiem asów pod rząd, nie może nagle tracić wszystkiego przez to, że nie potrafi dostroić swojej gry do konkretnego przeciwnika. Trzy tygodnie przerwy? Jasne, ale pod warunkiem, że wróci z nowym planem – nie takim, co leży w folderze na komputerze, tylko takim, który będzie miał wbity w mózg niczym ćwiartka sera w chleb. I jeszcze jedno: niech ktoś mu powie, żeby w tym czasie nie oglądał dziesiątek godzin nagrań swoich meczów, tylko poszedł pograć w ping-ponga z kumplami. Bo czasem najlepiej uczyć się, nie grając w tenisa.xG > emocje.
-
Azzę w Monte Carlo oberwał nie dlatego, że tamten facet walił trzy razy tygodniowo, tylko dlatego, że on sam zaczął grać jak szalony automat – forehandy, backhandy, sprinty, repeat. Widziałem to na własne oczy: drugie podejście azylanta i nogi mu drżały jak galareta, a ten "trzy razy" chłopaczek coś tam zipał, ale trzymał się na nogach dzięki temu, że oszczędzał siły. To nie była kwestia treningu, tylko logiki gry – Azza wbiegł w ścianę, bo nie widział, że jego styl się zestarzał jak mój ulubiony dres z 2017 roku. I te trzy tygodnie przerwy? Ja bym mu kazał wsiąść w samolot i polecieć gdzieś, gdzie powietrze jest czyste, a myśli mają szansę się poukładać. Bo wiadomo, że nie chodzi o to, żeby leżał plackiem i liczył muchy – facet ma 27 lat, nie emeryta. On potrzebuje czegoś, co go wyrwie z tej pętli, w której tkwi od kilku sezonów: gra, gra, gra, a wynik ciągle ten sam. Ale czy akurat trzy tygodnie? Pamiętam siebie sprzed paru lat – skręciłem kostkę, leżałem cztery tygodnie, a wróciłem z nowym uderzeniem, bo wreszcie miałem czas, żeby się nad nim zastanowić. Tyle że wtedy nikt mi nie gadał o akademikach i krzesłach, tylko po prostu posiedziałem, pomyślałem i wróciłem z czymś nowym. Azza też nie potrzebuje karuzeli – potrzebuje momentu, w którym zrozumie, że jego styl gry musi się zmienić. Bo póki co, on dalej wbija się w ścianę, a ci "trzy razy tygodniowo" faceci ledwo zipią do ćwierćfinałów. I pytań o to, co oni tak naprawdę osiągnęli w ostatnim roku, nie da się tak po prostu zamieść pod dywan.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊