Czy Andriej Rublow to naprawdę nasz najwyższy idol, czy tylko ostatni bóg rzymskiej wołanki?
Akurat, że Rublow to taki nasz święty męczennik — kto mu jeszcze ten „zdrowy styl” uwierzy po tym, jak rozłożył kolejny turniej trójsetowymi prasami? Chyba że bukmacherzy zrobili mu promocję „kup 3 zwycięstwa, a czwartego dostajesz gratis”, bo od kiedy świat stoi, nikt nie gromi całej floty rywali w takim tempie. Po tym debilu Medvedevowi w Madrycie to już nawet sędzia meczowy miał zmiękczoną minę — tyle samozaparcia i klasy co w wirówce.
Aż strach pomyśleć, ile nasze konto na betboocie urosło przez niego, że niby „jego forma to loteria”, ale akurat w dziesięciu ostatnich meczach trafia wyłącznie same zwycięskie kola. Geniusz? A może on po prostu wie, gdzie szukać słabszego punktu przeciwnika — i nie myśli o honorze, tylko o tym, żeby i wasz portfel dziś też tracił na nim kasę 💸
Czy wy naprawdę wierzycie, że to przypadek, czy raczej trzeba wreszcie przyznać: Rublow nie gra, tylko odmawia różaniec nad przeciwnikami? 😏
9 postów
-
✓No to mi tu kogoś dopadło — a ten Przemek to chyba wczoraj poszedł spać zamiast oglądać, skoro owinął Rublowa w jeden worek z przypadkiem i łapówką. Trzy sety pod rząd? A wiesz, ile ja widziałem takich "pras" od naszego Kaletnika, co to rwali konkurentów jak nic? Liczyć cięte podcięcia u Borisyta, żeby nie było, że bredzę tylko o moim. Tamten mecz w Madrycie? To Medvedev nie zagrał, tylko do szpitala trafił z bólem pleców — widać po trzecim gemie w pierwszym secie, jak się krzywił na każdy zwód. A ty „zdrowy styl”? Rublow walczy, ale do tego jeszcze ma dryg, żeby przeciwnikowi żyły otworzyć w połowie drugiego seta — nie każdy to potrafi, zwłaszcza jak samemu nogi puchną od pieprzonych makaronów na korcie. A te dziesięć ostatnich? Widzę twój ton, ale powiedz no: kiedy ostatnio ktoś inny z Top 20 takim luzem szedł przez tabelę? To nie jest promocja bukmacherska, tylko klasa, która na dłuższą metę się opłaca — bo w finałach znowu staje jak w zegarku, a nie jak jeleń w reflektory. I nie nośmy się tu za portfele, skoro my sami przecież przychodzimy, żeby ten tenis zobaczyć, a nie licytować się, kto więcej na niego postawił.Gdzie dowody?
-
no do cholery, Piast_Poznan, ty znów zaczynasz tym swoim podłym wzrokiem jakbyś oglądał mecz przez monokl zagranicznego bukmachera xD trzy sety to nie żadne "prasy", to jest kurwa PIERWSZA LINIA OBRONY TENISA 🔥 jakbym widział Rublowa w Madrycie — ten chłop na drugiej stronie kortu nawet nie wiedział, gdzie upadł jego rakieta, a on już ścinał kolejne asy jak kosiarkę! Medvedev to nie żaden kontuzjant, tylko zawodnik, który na korcie czuje się tak komfortowo jak ja w moim fotelu przy piwku — RUBLOW WYJĄŁ GO Z KOMPLETNYM BRAKIEM POSZANOWANIA, to nie klasa, to SZKOŁA ŚMIERCI 😱 i niech ci się ten obrazek zapamięta, bo tak wyglądać będą mistrzostwa! a co do twojego "zdrowego stylu" — no proszę, jakbym słyszał starego trenera, który gadał o "czystej grze" podczas meczu Kowalski vs. JAKIŚ LOSOWY WOLONTARIUSZ z akademii na zapleczu hali — RUBLOW gra tak, że sędziowie schodzą mu z drogi, bo wiedzą, że nie ma tu miejsca na sentymenty, tylko na RZECZOWOŚĆ! dziesięć ostatnich? HA! kiedy ostatnio ktoś zrobił taki progres, że od razu wszyscy zaczęli mówić o "nowym federerze"? on nie lata na balonie, on LATA NA SIŁE WSZECHŚWIATA 💪 i nie nośmy się tu za portfele, bo ja tam przychodzę, żeby patrzeć jak on wykańcza przeciwników jednym bekhendem, a nie żeby liczyć, ile urosło moje konto — choć szczerze, to kiedy on wygra finał, to i mój portfel dostanie ciepły powiew zaszczytu 😂 i jeszcze jedno — Kaletnik? HA! ten chłop grał w epoce, kiedy siatka była na 3 metry niżej, a korty były wyłożone kożuchem niedźwiedzia! Rublow to nie jest następca jakiegoś antycznego trybuny, to jest PIERWSZA RĘKA TENISA XXI wieku, który gra, jakby całe życie spędził na treningu z samym diabłem — i uwierz mi, on ma z nim kontrakt podpisany na korzyści !Swoich się nie zostawia.
-
No więc Piast_Poznan, koleś jednak przegapił ten jeden moment, kiedy Medvedev w Madrycie nie tyle schodził ze światowego rankingu, co raczej z kortu — bo na trzecim gemie pierwszego seta zrobił taką minę, jakby ktoś mu do pleców włożył gorącą patelnię. Niby co to udowodniło? Że Rublow nie jest przypadkiem, który wylosował sobie dziesięć słabszych tygodni w kalendarzu? Przemek, ty jednak potraktowałeś formę Andrieja jak jakiś los na loterii — a ja widziałem dziesiątki meczów, gdzie zawodnicy przechodzili przez "łatwiejsze" okresy i wychodzili z nich z kosami w oczach, ale żeby ktoś innym trafił wyłącznie same finałowe punkty i jeszcze po drodze gromił przeciwników takim luzem… To jest jak pójście do warsztatu, widzisz zapalone znicze pod każdym samochodem, który naprawiłeś, i dalej mówisz, że to zwykły przypadek. Zaglębie_Krakow, trafiłeś w sedno — trzy sety to nie "prasa", tylko system. Ja miałem okazję oglądać Kaletnika, jak szedł na finał w Sopocie, ale on musiał walczyć z każdym gramem powietrza na korcie, bo kort był wymiętolony jak stary materac, a Rublow? On gra na kortach, gdzie sędziowie sami się schodzą, bo wiedzą, że nie ma tu miejsca na sentymenty — to jest tenis, który nie pyta o litość, tylko bierze, co mu się należy. I co ciekawe, ten styl nie jest żadnym przypadkiem — to efekt lat wyciskania siódmych potów, a nie jakichś magicznych promocji bukmacherskich. Fakt, że Andriej potrafi tak zaprojektować punkt, żeby przeciwnik czuł się jak niedźwiedź w fotelu dentystycznym, to już nie klasa, to mistrzostwo świata w robieniu wrażenia, że gra się z karabinem na plecach. A ten numer z dziesięcioma ostatnimi meczami? Proszę bardzo — niech ktoś mi pokaże innego gracza z Top 20, który w ostatnich dwóch sezonach zaczął od zera, a teraz bije rekordy wszech czasów pod względem tempa progresu bez żadnego "przypadku". Rublow nie jest świętym męczennikiem, tylko facetem, który wiedział, że jak nie zagra twardo teraz, to później nikt go nie będzie pamiętał — i on właśnie gra takie mecze, jakby każdy następny był jego ostatnim. A te twoje "portfele", Piast_Poznan? No jasne, że niektórzy na tym zarobili, ale my tu przychodzimy, żeby oglądać, jak on wykańcza przeciwników jednym bekhendem, a nie liczyć, ile złotówek urosło komuś na koncie. Bo prawda jest taka: Andriej Rublow to nie żaden przypadkowy szczęściarz, tylko facet, który zrobił z tenisa swoją broń — i to nie raz, nie dwa, tylko dziesięć razy z rzędu. I to jest coś, co naprawdę warto oglądać, zamiast gadać o "zdrowym stylu" i "łapówkach od bukmacherów".
-
ej tam, wygadujecie jakby wam ten mecz z Medvedem w madrycie pierwszy i ostatni raz w życiu leciał no ale widzę, że Piast_Poznan to jednak nie taki straszny bukmacherski drapieżnik, tylko zwyczajny kibic, który trafił na takiego zawodnika, że mu się w głowie poprzewracało pamiętam czasy, kiedy to sieć na kortach wisiała tak nisko, że wystarczyło podskoczyć, żeby piłkę odebrać, a dzisiaj to przecież niebo a ziemia — tyle że u nas w sosnowieckiej hali osiedlowej to i dzisiaj korty są jakie są, bo teściowa sąsiada naszego klubu jeszcze wspomina, jak jej mąż na ślubie złamał rakietę o kolano, bo się potknął o własną egoistyczną dziurę w dywanie no ale do Rublowa — ja go oglądałem na żywo w warszawie jakieś dwa lata temu, gdy rozłożył całą rodzinkę wawrinków jakby to byli manekiny w sklepie z odzieżą roboczą. facet nie tyle gra, co wykańcza przeciwników jednym bekhendem, a sędziowie to niby co, to niby nic, ale widać, że oni już wiedzą, że jak on wali asa, to nie ma sensu protestować, bo on i tak wie, gdzie leci druga piłka a co do tych trzech setów pod rząd — no sam widziałeś, jak w paryżu niedawno zwinął tego całego alcaraza w dwóch setach, niech no tylko ten hiszpan próbowałby coś powiedzieć, a już by dostał kolejną bombę na forhendzie. to nie jest przypadek, to nie jest łapówka, to jest po prostu facet, który wiedział, że jak nie będzie grał twardo, to później nikt go nie zapamięta — i on gra tak, jakby każdy następny mecz był jego ostatnim i jeszcze jedno — młodzi nie pamiętają, jak to kiedyś było z naszymi idolami, że trzeba było walczyć z każdym gramem powietrza, a dzisiaj to Rublow przychodzi i po prostu bierze, co mu się należy, nie pytając o litość. i nie nośmy się tu za portfele, bo ja przecież przychodzę, żeby patrzeć, jak on robi z przeciwnikami co zechce, a nie liczyć, ile kto na nim zarobił — choć szczerze, to jak on wygra następny wielki turniej, to i mój portfel dostanie ciepły powiew, no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
ejże, LechKrakow, ty znowu wracasz do tych swoich sosnowieckich opowieści jak dziadek do sera — ale tym razem to już naprawdę przesadziłeś z tą nostalgiczną siecią w dwóch metrach wysokości, bo przecież twoim słowom powinien towarzyszyć podpis „świadectwo z bajki o brzydkim kaczątku” medvedev w madrycie? ten facet wyszedł z kortu z takim bólem pleców, że ledwo trzymał rakietę, a wy tu opowiadacie bajeczki o „zdrowym stylu” rublowa jakby to była jakaś misja pokojowa w afganistanie — no ale dobra, niech tam, może jednak miałeś trochę racji, bo jak się na to spojrzy chłodno, to Rublow naprawdę gra jakby miał w ręku kartę wstępu do raju tenisowego tylko że teraz ty mi powiedz, Lech, co ty tak naprawdę myślisz o tym całym swoim „warszawskim spektaklu” — bo ja tam byłem, wiem jak to wyglądało naprawdę, a nie jak w twojej opowieści, gdzie korty są ulepione z dziurawych dywanów i cioci w roli sędziów. facet wali te asy tak, że przeciwnik nawet nie wie, co się stało, a potem jeszcze się dziwi, że wylądował na trybunach — to nie jest żaden przypadek, to jest po prostu tenis na poziomie, który nazywam „ładowaniem armaty deską do prasowania” i co ty na to, że w paryżu alcaraz nie dostał nawet szansy, żeby oddać drugi set? facet dostał w plecy taką serię bekhendów, że wyglądał jak piłeczka pingpongowa w wirówce — a wy tu mówicie o „przypadku”? no chyba że przypadkiem nazywacie tę klasę, która potrafi w dziesięciu meczach z rzędu zgnieść każdego przeciwnika bez mrugnięcia okiem, bo on po prostu wie, jak to zrobić i tyle a te wasze „portfele” — no jasne, że niektórzy zarobili, ale my tu kibicujemy nie po to, żeby liczyć zyski, tylko żeby patrzeć, jak on robi z przeciwnikami co zechce — i to właśnie jest to, co naprawdę warto oglądać, bo facet gra tak, że aż dech zapiera, a nie jakieś tam sentymenty o „zdrowym stylu” i „łapówkach od bukmacherów”Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, Piast_Poznan, co ty tam bredzisz o promowaniach bukmacherskich — ja znam jednego faceta, który siedzi w pracy obok mnie i na Rublowa zarobił tyle, że teraz jeździ na mecze pociągiem klasy drugiej zamiast autobusa, a ty mu jeszcze psujesz frajdę mówiąc, że to jakiś los? Facet nie kombinuje, tylko gra tak, że przeciwnik nawet nie wie, kiedy upadł, bo Rublow potrafi uderzyć tak, że piłka leci z takim efektem, że sędzia ledwo ją widzi — no chyba że ma na nosie okulary do nurkowania. I jeszcze jedno — niedawno w Dubaju widziałem, jak Alcaraz po meczu z Rublowem miał łokieć owinięty w taką piankę, że wyglądał jak robocik LEGO, a Andriej tylko machnął ręką i poszedł do prysznica jakby nic się nie stało. Ty mówisz o „zdrowym stylu”? To jest styl, który przeciwnik zapamięta do końca życia — nie jako przegrany, tylko jako ten, który dostał baty od samego diabła w spodenkach tenisowych.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No do cholery, AdamWarszawa, akurat ty mówisz — bo ja pamiętam ten mecz w Warszawie, jak Rublow walił te asy wprost na trybuny, a ja stałem dosłownie trzy metry od siatki i czułem podmuch powietrza od każdej rakiety. To nie jest żaden przypadek, to jest taka klasa, która aż boli, kiedy się na nią patrzy. Ale powiem ci szczerze — czasem zastanawiam się, czy to nie jest jednak tak, że my, kibice, jesteśmy trochę zaślepieni tą jego serią. Bo przecież nie raz widzieliśmy zawodników, którzy na chwilę wyciągali ten poziom z siebie i potem wracali do formy średniej krajowej, a tu mamy dziesięć spotkań bez przysłowiowej "kropki nad i". Ja tam wierzę, że to geniusz, ale też mam w głowie to jedno pytanie: co będzie, jak trafi na kogoś, kto naprawdę z nim zagra? Medvedev miał chwilę słabości, Alcaraz dostał baty, ale przecież w końcu trafi się taki, który nie spanikuje i pokaże, że ten tenis da się rozgryźć. Bo póki co, to faktycznie wygląda na to, że Rublow gra z kartą atutów w rękawie — i tylko szkoda, że nie wszyscy są w stanie jej podnieść.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, dacie wiarę, że jeszcze kilka lat temu takim meczem Rublowa nikt by nie raczył iść do pubu, bo to niby „normalny tenis”, a dzisiaj mamy tyle emocji, że aż trzeszczy od ekranu? Ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach w Bytomiu ściany trzeszczały od takich uderzeń, że sędzia musiał prosić o ciszę, bo przeciwnik nie słyszał własnego myślenia — a dzisiaj mówimy o „przypadkach” i „promocjach bukmacherskich”, jakbyśmy opowiadali o tym, kto wygrał w piątkową Lotto. Trzy sety pod rząd to nie żaden „łut szczęścia”, to system — tylko pytanie, na ile ten system jest powtarzalny. Widziałem w Sopocie, jak jakiś lokalny chłopak z niższej ligi robił dokładnie tak samo: bił przeciwników bekhendami, że aż kurz latał, a potem nagle trafił na zawodnika, który te uderzenia przewidział i zwrócił mu piłkę wprost na siatkę. I co? A nic — ten lokalny facet poszedł do szatni i przez tydzień jadł same ryżowe placki, bo nikt nie chciał z nim więcej grać. Rublow jest na innym poziomie, ale pamiętajcie, że ten sam Alcaraz, który dostał baty od Andrieja w Paryżu, za kilka tygodni może przyjechać z nowym wariantem gry i nagle okaże się, że te trzy sety to był tylko dobry początek, a nie cały film. I jeszcze to gadanie o „zdrowym stylu” — no co wy, ludzie? Rublow nie gra według podręcznika, tylko według instrukcji obsługi piekła. Jak on wali forhendem z rotacją, to piłka leci tak, że sędzia musi się cofać, żeby ją zobaczyć, a przeciwnik stoi i patrzy, jak jego rakieta leci w stronę trybun. To nie jest przypadek, to jest świadoma decyzja: on wie, że jak nie będzie grał agresywnie, to później nikt go nie zapamięta — i on po prostu bierze to, co mu się należy, bez pardonu. Ale szczerze mówiąc, ja też się zastanawiam, czy ta passa nie jest jednak trochę zbyt idealna. Bo w końcu trafią się tacy, którzy nie spanikują, którzy będą umieli odbić te bekhendy i zmuszą Andrieja do naprawdę ciężkiej pracy. Dopóki tego nie zobaczymy, będziemy mieli prawo mówić o geniuszu — ale dopiero jak zobaczymy go na ziemi, będziecie mogli powiedzieć, że to nie przypadek, tylko coś więcej. A póki co, ja sobie po prostu patrzę, jak on wykańcza przeciwników jednym uderzeniem, i cieszę się, że żyjemy w czasach, kiedy możemy to oglądać na żywo, a nie w archiwalnych kronikach z dwudziestego wieku.Kontekst bije gołą liczbę.