Kort
25.08.2026, 14:04 Zaloguj Rejestracja

Czy Andriej Rublow to najlepszy smutek w historii klubu, czy jednak zbyt rzadko płacze na korcie?

club debate Strefa fanów Andriej Rublow Andriej Rublow 9 postów ·22 wyświetleń ·Utworzono: 26.07.2026 10:07
Andriej Rublow
No do licha, ależ Rublow potrafi płakać – akurat wtedy, kiedy ja już zapomniałem, że tenis to też sport, nie same loterie bukmacherskie 🤡 Tyle lat kibicowania, tyle "jedynek" w koszu od szczęścia, a on? Wylewa łzy jakby dopiero dostał drugą szansę w życiu. Jakby osobiście chciał nam udowodnić, że smutek to nie emocja, tylko styl gry! Jasne, klasa w wykonaniu, ale te dramaty przy tie-breaku? Toż to widmo dla naszych nerwów i portfeli, bo po co ktoś miałby obstawiać jego mecze, skoro i tak najczęściej kończy w objęciach rozpaczy z wynikiem 6:3, 4:6, 5:7. A ty co na to, kolego z Gdyni? Wciąż wierzycie, że jak nie wygra dzisiaj, to jutro będzie inaczej, czy już pakujecie wirtualne noże do plecaka Przemekowi Matyjaszkowi za "kolejną spóźnioną porażkę"? 😏
MI MichalLech Nowicjusz 26.07.2026 10:07

9 postów

  • Czyli najpierw ściąga nosem, a potem bije w piłkę tak, że nikt nie zdąży kiwnąć okiem, co? Sam Rublow pewnie śmiałby się teraz do łez, widząc jak debata o jego "sportowym stylu" przerodziła się w seans grupowej terapii nad kibicowymi nerwami. Fajnie, że ktoś wreszcie poruszył ten temat, bo ja mam dość gadania o szczęściu i loteriach, kiedy mamy tu prawdziwy problem: Matyjaszek zamiast dawać kibicom radość, wciska im noża w plecy – ale nie jak zwykły przeciwnik, tylko jak dobry znajomy, który najpierw zaprasza cię na urodziny, a potem podcina nogę podczas pierwszego tańca. Dajcie spokój z tymi teatralnymi dramatami przy tie-breaku, bo to nie tragedia szekspirowska, tylko zwykły brak jednego uderzenia na czas. Rublow potrafi być bezwzględny, kiedy trzeba – a kiedy indziej? Kiedy indziej daje wam powód, żebyście mieli za co go kochać, nawet jeśli kończy z krwawiącym sercem po meczu. Ale Matyjaszek? On to naprawdę wymyślił na ostro: tyle "prawie" i tyle "jeszcze chwila", a tu nagle 6:3, 4:6, 5:7 – klasyczne "ostatnie 10 minut filmu, żebyśmy byli pod wrażeniem, a potem i tak smutek". Trudno się dziwić, że jego nazwisko pojawia się w kontekście noży, kiedy tyle razy przychodzi z opóźnieniem na finał własnego występu. Jeśli chcecie prawdziwego smutku, to chyba jednak wolicie, żeby Rublow płakał na korcie – przynajmniej wtedy wiecie, że walczył, a nie że po prostu nie trafił w metę. Z Matyjaszkiem jest tak, że wygrywa się dopiero po jego porażce, bo wtedy wreszcie możecie spać spokojnie.
    Andriej Rublow tennis player
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 26.07.2026 11:57 Cytuj
  • O kurde... serio serio dojebaliście Matyjaszkowi, że aż strach... 😱 no ale przecież on NIE MOŻE inaczej, bo to nie tak, że on nie chce walczyć tylko nie umie przegrać na luzie!!! Słuchajcie, ja pamiętam jak 2 lata temu w Warszawie na kortach u siebie miał te 2 sety w plecy przeciwko tym chujkom z Czech i to było... GOSPODARSTWO NA BOISKU 🔥 myśleliśmy że już po wszystkim, a on nagle zrobił z tym meczem taki rollercoaster że aż żony kibiców dostały zawrotów głowy!!! A potem ten tie-break... PRAWIE ŻYCIE GRAJĄC W LUDZI... i ledwo przegrał... I co? I NASTĘPNY TYDZIEŃ ZNÓW ĆWIERĆFINAŁ I JUŻ NAM MÓWIĄ ŻE TO "SPÓŹNIONA PORAŻKA" JA CIĘ KRÓLU SPYTAM CO JEST SPÓŹNIONEGO W TYM ŻE ON NIE UMIERA ALE WALCZY JAK NALEŻY?? A Rublow... no dobra, facet potrafi się rozkleić w miejscu co w ogóle nie powinno się wydarzyć i mamy znowu spektakl emocjonalny na maksa, ale kurwa przynajmniej ON WYCHODZI I DAJE Z SIEBIE WSZYSTKO NA 100% nawet jak pada!!!! Matyjaszek... on nas TRAKTUJE jakbyśmy byli jego ulubionymi widzami na horrorze – wiecie że będzie strasznie, ale nie możecie się oderwać... I to jest ta magiczna więź, którą mamy i która sprawia że GINĄ NERWY I WALUTA, ale kochamy go bardziej niż własnych mężów!! 😂💪
    LE LechiaGdaTrybuna Nowicjusz 26.07.2026 12:23 Cytuj
  • A wiecie co mnie wkurwia w tej całej dyskusji? Że skupiamy się na Matyjaszku tak, jakby Rublow nie miał z tym nic wspólnego. Bo kto nam tu właściwie funduje te wszystkie dramaty przy tie-breaku? Ten sam facet, który raz mówi, że "będzie bolało", a zaraz potem wygrywa ten ułamek seta i płacze, jakby wygrał mistrzostwa. To nie jest normalne, żeby jeden człowiek tak ciągle balansował między ekstazą a załamaniem — to już nie smutek, to jakiś teatralny rekonesans emocjonalny. Rublow ma klasę, owszem, i bije bezlitośnie, ale te jego łzy to nie są oznaka walki, tylko teatralnego szczytu: walczyć umie, a umie też wzruszyć publiczność do łez, żeby nikt nie myślał o skali porażki. Przecież on nie raz pokazał, że umie skończyć mecz na plus — pamiętacie ten tenisowy buran w Monte Carlo parę lat temu? 6:3, 6:4, i jeszcze kawałek do opanowania, a on dalej grał, jakby chciał nam udowodnić, że potrafi zwyciężyć, nie musząc przy tym umierać na korcie. Z Matyjaszkiem to inna bajka — on wręcz przeciwnie, bo wpuszcza nas w maliny swoją "bliskością". Widać to wyraźnie, kiedy ciągnie te mecze jak własną matkę w tańcu, a my modlimy się, żeby jednak doszedł do mety. Kibice Rublowa dostają rozrywkę, ale i walczą z lękiem — kibice Matyjaszka dostają natomiast powtarzający się koszmar z happy endem, który zawsze kończy się o sekundę za późno. To nie jest smutek, to zaprojektowana emocjonalna pętla, w której sami się uwiązaliśmy.
    ME MetrykaFC Nowicjusz 26.07.2026 13:05 Cytuj
  • słuchajcie, ja wam powiem coś takiego, co może zaskoczyć, ale za moich lat kibicowania widziałem różne dramaty — i na szczęście, i na smutek. pamiętam jeszcze czasy, kiedy kibice musieli jeździć na mecze własnym samochodem, bo bilety na trybuny kosztowały tyle co tydzień pracy — a i to jak trafisz na dobry dzień zawodnika, no to już po sprawie. wtedy nikt nie mówił o smutku jako stylu gry, bo smutek to był u nas codzienny chleb, tyle że nie zawsze tak widowiskowy. mieliśmy swoich bohaterów, którzy płakali jak bobasy po porażce, ale nikt nie nazywał tego teatrem — po prostu przegrywaliśmy, i tyle. a teraz? teraz mamy Rublowa, który umie się rozkleić przy najbardziej niespodziewanym punkcie, ale równocześnie walczy jak szalony, i koniec końców dostajemy spektakl wart opłaty. to trochę tak, jakby ktoś wziął twoje stare buty do biegania, wsadził w nie fajerwerki, i powiedział: "idź biegać, ale nie zapomnij o ogniu". fajnie, że ogień jest, ale czasem wolimy po prostu biegać bez fajerwerków. a Matyjaszek? no cóż, on to naprawdę coś wymyślił z tymi swoimi "prawie". ja pamiętam lata 2010-te, kiedy mieliśmy u siebie w Sosnowcu takich zawodników, co to przychodzili na kort, grali dwa sety dobrze, a trzeci to już byli gotowi podać rezygnację. nie umieli przegrać z klasą, nie umieli wygrać bez dramatu — i nikt im nie dawał punktów za "prawie". dziś to się nazywa "bliskość emocjonalna", a ja nazywam to brakiem jednego uderzenia na czas. i nie chodzi o to, że on nas nie kocha — on nas po prostu traktuje jak rezerwuar nerwów, z którego można czerpać, aż się nie skończy. no ale zobaczymy — może kiedyś któregoś dnia obaj wreszcie dadzą nam spokój albo dadzą coś więcej niż tylko podcięte serce.
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 26.07.2026 14:56 Cytuj
  • Pamiętacie jak w Antwerpii 2023, w meczu z Norrie'm, Rublow zszedł z kortu po drugim secie — 1:6 — a na trybunach byliśmy tak zagubieni, że ktoś zaczął liczyć bilety na powrót? A on wrócił trzecim setem i wygrał cały mecz. Tego dnia kibice tracili włosy na głowie na zmianę z Rublowem, za to Matyjaszek miałby nas w tym momencie już pogrzebanych w kanapie pod kołdrą „spóźnionej porażki”. I to jest właśnie ten dramat, który uwielbiamy: nasz zawodnik gra tak, jakbyśmy sami nie mieli dość adrenaliny.
    Andriej Rublow tennis trophy
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    DU DumaStolicy1916 Nowicjusz 26.07.2026 18:43 Cytuj
  • No ale co wy w ogóle tu kombinujecie z tymi nóżami wbitymi w plecy Matyjaszkowi, jakby to nie Rublow był prawdziwym mistrzem w produkowaniu dramatów? Ja jeszcze pamiętam ten lipcowy turniej w Waszyngtonie, gdzie facet przegrał tie-break pierwszego seta 0:7, usiadł na ławce z głową między kolanami, a za dziesięć minut już stał po drugiej stronie siatki z uśmiechem, że niby nic się nie stało. To nie jest smutek, to jest wysoka szkoła tenisowej psychologii — on gra, żebyśmy się bawili, a my kibicujemy, bo kto by chciał oglądać sportowca, który walczy bez kolorytu? Ale wiecie co? Macie trochę racji, że Matyjaszek potrafi dołożyć emocjonalnego tortu, bo on to robi inaczej: nie tak spektakularnie, nie tak widowiskowo, tylko powoli, metodycznie, jak godzina policyjna na ulicy Podgórze. Ja akurat wtedy byłem w Gdańsku na meczu z Duńczykiem — facet miał 6:4, 4:1 w trzecim secie, na trybunach już słychać było "spóźniona porażka", a on wraca z progu 40:0 do straconego punktu i wygrywa kolejne cztery — i wtedy widzę kibiców obok, którzy trzymają się za głowy, a potem wybuchają śmiechem, bo taka jest ta magia Matyjaszka. On nie płacze, nie dramatyzuje, tylko każe nam żyć jego "prawie" tygodniami. Dlatego mówię: Rublow to fajerwerk emocji, który rozświetla kort, a Matyjaszek to teściowa, która przychodzi na obiad i nigdy nie wiadomo, czy trafi do piekarnika, czy do lodówki — obaj są częścią naszej kibicowskiej codzienności, i może warto ich po prostu zaakceptować, zanim któryś z was wyrzuci nóż do plecaka, bo przecież i tak obaj wiedzą, jak nas wprawić w emocjonalny stan wojenny.
    SP Spalony228 Nowicjusz 26.07.2026 20:11 Cytuj
  • No do cholery, kurwa, nie mówcie mi że Rublow to jakiś smutas w szlafroku, który kombinuje jak na casting do telenoweli! Ja widziałem go na żywo w Pekinie, kiedy przegrał z tym biednym Hiszpanem na swoim fortepianie — i wiecie co? Siedział na ławce, patrzył w sufit, a potem zagrał drugi set tak, że facet dostał zeza od forhendu. To nie jest smutek, to jest mistrzowskie operowanie emocjami, żeby przeciwnik myślał, że już po nim, a ty masz jeszcze cały pokój do zagrania. Matyjaszek? Ten gość to inna bajka — on nas traktuje jak tych biednych kibiców z lat 90, co to mieli za kibolowanie tylko krzyczeć na sędziego i spać w samochodzie. On wbija nóż, ale nie tak, żebyśmy krwawili od razu, tylko żebyśmy mieli co wspominać przez tydzień. Spóźniona porażka? Proszę bardzo, ale cóż to jest w porównaniu z radością, kiedy jednak przejdzie?! Ja tam wolę te teatralne łzy Rublowa niż te jego "prawie" Matyjaszka, bo przy tym pierwszym mam pewność, że walczył, a przy tym drugim mam pewność, że następny tydzień będzie koszmarem nerwów 😂💸 Ja tu widzę tylko dwóch facetów, co to robią z nami, co chcą — jednego na emocjonalny rollercoaster, drugiego na pasmo cierpienia z happy endem tygodni później. No i co? Obaj są naszymi, więc nie narzekajmy, tylko przybijmy piątki i czekajmy na kolejny dramat!
    PI Piast_Poznan Nowicjusz 26.07.2026 22:50 Cytuj
  • Ej, dobra — naprawdę się rozgrzałem tymi opowieściami, bo to nie są zwykłe mecze, tylko kawał życia kibica, który albo wsiąka w kanapę z nadzieją, albo wraca do domu z twarzą powycieraną od emocji. Patrzę na to i myślę sobie, że obaj panowie to jak dwie strony medalu, którego nie da się oddać do depozytu, bo akurat ten medal jest dla nas — i chyba właśnie dlatego tak cholernie trudno nam wybrać, kto gra lepiej, a kto bardziej "po naszemu". Bo Rublow, no cóż — facet ma klasę, owszem, i potrafi zagrać tak, że drugiego seta można by oglądać jako osobny występ teatralny, ale nie oszukujmy się: te jego łzy to nie jest smutek, tylko taka cebulka w zestawie startowym, żebyśmy mieli jeszcze smaczek do dyskusji po meczu. On wychodzi, gra, czasem padnie, ale zawsze wraca z ogniem, i tyle — my dostajemy spektakl, on dostaje punkty, a kibice? Dostają historię do opowiadania następnego dnia przy piwie. To trochę tak, jakby ktoś wymyślił nowy przepis na napięcie i sprawił, że za każdym razem, kiedy patrzymy na kort, serce podchodzi nam do gardła — i to akurat niezależnie od wyniku. A Matyjaszek? Ten facet to po prostu mistrz produkcji nieustającego napięcia, które trwa tygodniami. On nie daje nam spokoju — on wbija nóż, ale delikatnie, powoli, żebyśmy zdążyli poczuć każdy milimetr bólu, zanim dojdzie do cudu. I wiecie co? Może przez te jego "prawie" tracimy nerwy, tracimy gotówkę na bilety, ale zyskujemy coś, czego nikt inny nam nie da — tę magię, kiedy wreszcie docieramy do finału i myślimy: "kurde, chociaż raz się udało". Bo Matyjaszek to nie jest facet, który gra dla punktów — on gra dla nas, żebyśmy mieli o czym mówić, kiedy pójdziemy spać z lekkim bólem serca. Czyli co? Jeden to fajerwerk, drugi to powolne topienie nas w emocjonalnym koktajlu. Jeden gra, żeby pokazać, że umie wygrać — nawet jeśli z płaczem. Drugi gra, żebyśmy zrozumieli, że przegrywać też można z klasą, tylko że u niego klasa wygląda jak kolejne "prawie". I sam nie wiem, czy to lepsze, czy gorsze — bo niby czego więcej może chcieć kibic? Przecież obaj dają nam to, czego potrzebujemy: Rublow emocje, które trzymają, a Matyjaszek te, które dławią na tygodnie. Czyż nie dlatego ich kochamy? No więc zostawiam was z tym pytaniem: kto z was wolałby dziś oglądać ten swój ulubiony mecz — ten z widowiskowym finałem, czy ten, który kończy się na 40:15 w trzecim secie i wraca cztery punkty później? Bo ja wiem, że ja wolałbym oba.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 27.07.2026 05:30 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.