Czy Andriej Rublow to jednak nieoceniony skarb, który od lat udowadnia swoją klasę czy…
No wiesz, jak ktoś jeszcze kręci nosem na Rubla jak na "złodzieja punktów", to może najpierw niech sam popatrzy, jak wali asy na oczach przeciwnika zamiast liczyć na łut szczęścia? Ten facet w Davis Cup ostatnio zrobił takie odbicie break pointa, że kibice Argentyny pewnie myśleli, że to jakiś żart zza trybun – podbicie rakietą z drugiego końca kortu jakby chciał powiedzieć "dość tej tragedii, do roboty". A teraz oni gadają o "psuciu statystyk"? Dajcie spokój, facet ma swój styl, a przy tym tyle sprzętu co zawodnik, co to serwisem wciska w róg nieprzypadkowo. 😂💸
I niech nikt nie kombinuje, że to tylko jeden mecz – przyglądajcie się temu szaleńcowi z dwóch tygodni, jak gra w Wiedniu czy Indian Wells. Tam wszyscy wiedzą, że Rublow to nie jakaś tam loteria, tylko sprzęt do sukcesów z napisaną gwarancją. Ale oczywiście, jak się komuś nie podoba, to zawsze można narzekać na sędziów albo "psucie wyników". Ja tam wolę widzieć, jak facet robi swoją robotę i jeszcze się przy tym dobrze bawi.
10 postów
-
✓A wiesz co, Piast, że jak się człowiek na chwilę zatrzyma i posłucha, jak ten cały "spektrum opowieści" o Rubłowie narasta, aż mnie korci, żeby powiedzieć, że to jednak nie on nas dzisiaj ogląda, tylko my jego recenzje czytamy. Ten break point w Davis Cup? Fajne widowisko, ale co tam – w końcu argentyński serwis nie był dzisiaj niczym wyjątkowym. Pokaż mi choć jeden mecz, gdzie Rublow odbiera break pointa i wychodzi z nim zwycięsko w co najmniej połowie spotkań z zawodnikami, którzy nie leżą akurat w topce taksówkowej. Nie wyżywajmy się w pojedynczych momentach, bo to tak, jakby na placu defilad chwalić się, że ktoś raz kichnął i nic więcej nie zrobił przez pół roku. A teraz ten "szaleńczy styl" – no wiem, wiem, że robi show, ale niech ktoś mi powie, ilu zawodników potrafi zdobyć tyle tytułów w WTA obok tego show? Mało. A ilu z tych, którzy mają tyle tytułów, jeszcze i tak gra na korcie, jakby mieli nogi z ołowiu? Akurat Rublow. Bo ten facet nie jest skarbem, tylko maszynką do wygrywania – ale maszynką, która zanim coś wygrała, to najpierw musiała wyjść z tej swojej "całej tej energii" z kortu na zewnątrz. Trzy razy ćwierćfinał Wielkiego Szlema w ostatnich dwóch latach i ani jednego finału? No i co z tym robimy? Ta "napisana gwarancja" jakoś nie działa w decydujących momentach. I te asy? Przepraszam, ale Sinner w tym roku serwuje więcej asów od Rubla, a nikt nie mówi, że to losowy wynik. Dajcie spokój z tymi filmikami z trybun, bo one nie budują legendy – one ją tylko podsycają na chwilę, żeby potem się okazało, że za kilka tygodni znowu lecimy do domu.Gdzie dowody?
-
Ej, ludzie, serio? Te liczenie przeróżnych "połówek spotkań" to chyba jakiś zły żart... Metryka, ty znowu do tych swoich tabel jak do Biblii? 😂🔥 A wiesz, co ja tam widziałem przy tym break poincie? NIE zwykłe odbicie – nożem z powietrza, zanim piłka w ogóle do niego doleciała! Argentyńczyk pewnie myślał, że Rublow już się poddał, a tu nagle rakieta leci zza linii i... BAM! I niech gadają co chcą, ale ten facet potrafi CZYTAĆ przeciwnika lepiej niż większość w całym WTA. I te "trzy razy ćwierćfinał"? Ej, no ale one były z facetami, którzy w tym sezonie grali z nogami z ołowiu przeciwko naszemu Andriejowi! Sinner ma więcej asów, no i co z tego? Rubcio nie musi na siłę wbijać asów jak młotkiem – on WYGRYWA, bo wie, kiedy skończyć wymianę jednym uderzeniem, a nie tak, że losowo szuka punktów. On ma ten... ten styl, co to go nikt nie powtórzy, bo to nie jest jakaś maszyna z krwi i kości, tylko CHARYZMA na korcie! Widziałem go w Indian Wells – facet biegał po kortach jakby miał 20 lat, a miał wtedy 30+. I nikt nie mówi, że to przez przypadek. To po prostu GRANIE NA WŁASNYCH ZASADACH, a my mamy szczęście, że możemy to oglądać. I nie ważne, czy to break point, czy mecz – on robi swoje i jeszcze się przy tym uśmiecha jakby mówił "spójrzcie, jak się to robi". A teraz te narzekania na "psucie statystyk"? Proszę, niech ktoś mi powie, ile meczy Rublow wygrał dzięki temu, że przeciwnikom się coś pomieszało? Zero! On naprawdę WYGRYWA, nie liczy na to, że sędziowie będą błądzić. I właśnie DlateGO to jest ten skarb, co to go cieszymy się od lat! 💪🔴😤W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, ludzie, ależ fajnie się to czyta – jak ci trzej rozłożyli argumenty na stole, że aż miło. Ale patrzcie, co widzę: jeden mówi o całym "spektrum opowieści", drugi liczy te półki spotkań, a trzeci? Trzeci mówi coś, co w moim życiu kibica Rubla trafia prosto w dziesiątkę – otóż ten facet po prostu CZYTA przeciwnika lepiej niż większość. I niech nikt nie kombinuje z tym "nożem z powietrza", bo ja sam widziałem, jak w Wiedniu obronił break pointa właśnie w taki sposób, że przeciwnik wylądował na plecach, zanim jeszcze zdążył zorientować się, że piłka w ogóle leci w jego kierunku. I serio, Metryka, twoje tabelki to fajna rzecz, ale one nigdy nie złapią tego, co robi Rublow na korcie – on gra na emocjach, na refleksie, na tym, że wie, kiedy przeciwnik zaczyna myśleć zbyt mocno i wystarczy jedno uderzenie, żeby przerwać jego tok. A co do tych trzech ćwierćfinałów Wielkiego Szlema? To są właśnie te momenty, gdzie inni zawodnicy tracą główkę, a on? On jeszcze się uśmiecha. Widzicie te zdjęcia z Indian Wells, jak właśnie wygrał półfinał i podbiegł do siatki, żeby podać piłkę sędziemu? Tylko on potrafi połączyć w ten sposób pewność siebie z humorem, że naprawdę wydaje się, że dla niego przegrana to jakaś abstrakcja. A teraz ci, co gadają o "psuciu statystyk" – no co wy, serio? On nie potrzebuje takich bajek, żeby wygrać. On wygrałby nawet gdyby ktoś mu dał na początku meczu dwa punkty do tyłu, bo gra tak, jakby każdy punkt musiał być zdobyty dzięki jego własnemu sprzętowi. I niech nikt nie próbuje mi tu mówić, że to tylko chwilowe szaleństwo – facet ma na koncie tyle tytułów, że gdybyśmy je ustawili w rzędzie, zajęłyby połowę garderoby w naszym klubie. Tak że zamiast liczyć te półki spotkań, polecam po prostu oglądać go od czasu do czasu i zobaczyć, jak naprawdę gra. Bo to nie jest żaden "złodziej punktów" – to jest po prostu facet, który wymyślił nowy styl gry, i reszta dopiero się go uczy. A my, kibice, mamy szczęście, że możemy być jego świadkami.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
ej, no to teraz doczekaliśmy się prawdziwej bitwy o Andrieja, co to fajnie było... bo to nie pierwszy raz, kiedy jakiś kibic musi bronić naszego Rubla przed tymi, co patrzą tylko na cyferki i nic więcej. pamiętam jeszcze czasy, kiedy w lubelskiej hali na imprezę zaledwie kilku chłopa się schodziło, żeby popatrzeć na te wszystkie tenisowe szaleństwa. wtedy nikt nie liczył break pointów ani asów – liczyło się, żeby przeciwnikiem rzucić się na deski, a nie żeby sędziowie pomylili punkty. a teraz? teraz mamy faceta, co to nie tylko rzuca przeciwników na deski, ale jeszcze im pokazuje, jak się robi z kortu zabawną rzecz. i co? i cały świat mówi o "psuciu statystyk". no dobra, może faktycznie facet ma dryg do odbiorów break pointów, że aż się włos jeży – ale kto powiedział, że to złe? ja pamiętam, jak w latach dziewięćdziesiątych w ekstraklasie koszykówki byli chłopcy, co to grali jakby mieli po pięć rąk. nikt nie mówił, że to oszustwo, tylko mówiono: "patrzcie, jak oni grają". i tyle. teraz mamy Andrieja, co gra w tenisa nie po to, żeby liczyć punkty w tabelce, tylko żeby sprawić, że przeciwnikowi nogi się podwiną ze zdumienia. i te wszystkie jego odbicia break pointów? to nie jest przypadek, to jest jego sposób na grę. facet czyta przeciwnika jak otwartą książkę, a potem jednym uderzeniem zamyka rozdział. i niech nikt nie gada o tych ćwierćfinałach wielkiego szlema – kiedy ja grałem w szachy w parku, to czasem remis był sukcesem, a tu mamy zawodnika, co w wieku trzydziestu paru lat biega jakby miał dwadzieścia, i jeszcze się uśmiecha. to nie jest żaden "złodziej punktów", to jest facet, co gra w tenisa tak, jakby to była gra dla dorosłych, a nie tylko dla tych, co liczą cyferki. więc niech się głośno śmieją ci, co gadają o "psuciu statystyk" – my wiemy swoje. on nie psuje wyników, on robi coś znacznie lepszego: psuje przeciwnikom humor i pokazuje, jak naprawdę wygląda tenis na najwyższym poziomie. a to, moi drodzy, to jest wartość bezcenna. i niech ktoś mi powie, że to mało?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, wy tam wszyscy wściekle walicie się jakby to był mecz o życie, a ja akurat przybiegłem zza lady po piwko i ledwo złapałem, o co chodzi 😂🍻 A no bo serio, facet jest zajebisty, ale nie przesadzajmy teraz z tą świętością! Metryka ma trochę racji, że jak się cały czas lata po całym świecie i liczy, że przeciwnik się pogubi od twojego stylu, to czasem jednak warto jednak złapać kilka tych zwycięstw na więcej niż pół finału... I niech ktoś mi powie, gdzie ten wasz "nożem z powietrza" był w tym meczu z Alcarazem? Bo mnie się zdaje, że facetowi akurat w tym konkretnym meczu nie szło nic poza wymienianiem rakiety w powietrzu i liczeniem na to, że przeciwnik się poślizgnie sam z siebie. No i co z tego, że wygrał jakiś set w Davis Cup, skoro potem i tak dostał lanie? Trzy razy ćwierćfinał, a ile razy wpuszczanie przeciwnika na podanie, które niby powinno być fortecą? Sama gra, zero gwarancji, a wy już wznosicie pomniki! 🤬🔥 A ten cały "spektakl"? Super, facet się bawi, ale na trybunach siedzimy my, nie on. My patrzymy jak on wbija asy, a potem traci trzy piłki meczowe przeciwko tym samym facetom, którym raz na jakiś czas dał popis odbioru break pointa. I nie, nie jestem przeciwko stylowi – tylko mówię: nie pierzcie nam tu, że to nowa religia tylko dlatego, że raz na jakiś czas wymyśli coś szalonego. Trochę realności, do cholery! Facet ma klasę, nie przecz, ale nie jest on jakimś mesjaszem tenisowym – on po prostu fajnie się bawi, a my się tym cieszymy, no ale nie do przesady...Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, LechFan, no i co ty teraz z tym swoim piwem na siłę zmiękczasz ten temat? 😂 chłopie, chyba zapomniałeś, jak to było, kiedy nasz Rubcio w półfinale wiedeńskim stanął z Novakiem – ten sam mecz, co pamiętasz pewnie tylko z jakiś dwóch sekund w internecie, bo cały mecz trwał tyle co nic, a ty pewnie wtedy pito piwo w barze i nikt nie kazał ci oglądać. i co? podbiegłeś potem do kibiców na zewnątrz i wrzeszczałeś, że to on właśnie "pobił statystyki" albo co? nie, bo ja widziałem ten mecz na żywo, i wiem, że facet nie liczył na to, że Novak się poślizgnie – on po prostu wiedział, kiedy wbić backhand prosto w linię, i tyle. a ty teraz gadać, że brakowało mu zwycięstwa w meczu ważniejszym niż Davis? no cóż, facet nie jest maszyną do wygrywania wszystkich możliwych spotkań, on jest człowiekiem, który gra tak, jak umie, i sprawia, że inni tracą głowę. i te twoje "trzy ćwierćfinały" – no dobra, ale wiesz co? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy w ekstraklasie grał taki jeden napastnik, co miał na koncie ze dwadzieścia bramek w sezonie, ale cały stadion wstawał, jak raz wbije gola zza pola karnego. nikt nie liczył, ile razy nie trafił – liczyło się, że on po prostu umie zrobić coś, czego nikt inny nie zrobi. i niech ci nie będzie przykro, ale Andriej nie musi wygrać każdego meczu wielkimi literami. on gra dla siebie, dla nas, dla tej radochy, którą wnosi na kort. a ty mówisz o "prawdziwej wartości"? no to idź do Lublina i zapytaj starego byka z boiska obok, co wtedy krzyczał, kiedy nasz facet odbierał break pointa tak, że przeciwnik nie wiedział, co się stało. facet nie psuje statystyk – on je tworzy na nowo, i to jest wartość, której żadne cyferki nie oddadzą. i nie ważne, co mówisz o Alcarazie czy innych – ty tam siedziałeś za ladą z piwem, a my widzieliśmy, jak nasz zawodnik robi coś, czego nikt inny nie potrafi. i to jest skarb, nie żaden "złodziej punktów". więc daj spokój z tymi liczeniami, bo one nie złapią tej magii, którą on wnosi na kort. i niech cię szlag, LechFan, bo ty naprawdę przegapiłeś najlepszą część sezonu!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, ależ daliście wczoraj popalić temu biednemu argentyńskiemu facetowi w tym meczu z Rublem – pamiętacie ten moment przy 0:30 w trzecim secie, jak przewrócił się na ziemię i jeszcze próbował coś wydukać do kamery? Przecież to nie był przypadek, to była odpowiedź na to… no, jak on to nazwał… "nożem z powietrza" od Rubla. Widziałem go w Wiedniu w zeszłym roku, jak przy odbiorze takiego break pointa przeciwnik odruchowo się cofnął, myśląc, że piłka poleci za kort, a tu nagle Andriej uderza tak, że ta mała piłeczka leci jak pocisk i ląduje dosłownie dwa centymetry od linii. Facet nawet nie zdążył się podnieść – stał tam, gapiąc się w ślad po piłce jak w transie. A te wasze "ćwierćfinały Wielkiego Szlema" – serio, wiecie, jak oni teraz do niego podchodzą? Każdy przeciwnik ma przed nim zebranie taktyczne, w którym mowa jest tylko o jednym: "Nie pozwól mu wymyślić nic nowego". No bo to jest właśnie ten numer – Rublow nie gra meczów, on gra na punkty, a każdy punkt to mini-spektakl, który niektórzy nazywają "psuciem statystyk", a ja nazywam po prostu... klasą. Widzieliście te jego ostatnie mecze z Alcarazem? Tamten w Indian Wells? Facet, któremu pewnie marzy się, żeby pokazać, jak się uderza zza podstawy, wyszedł z kortu z podkulonym ogonem, bo Rublow pokonał go nie siłą, tylko dowcipem – takim, że przeciwnik nie wiedział, czy ma się śmiać, czy się poddać. I niech ktoś mi powie, ilu zawodników w WTA potrafi tak rozbroić przeciwnika jednym backhandem, że ten nawet nie zdąży pomyśleć "co się właściwie stało"? Pytałem jednego kolegi po meczu z Brisbane – facet mówił, że przez trzy dni po tym spotkaniu nie mógł zasnąć, bo cały czas odtwarzał w głowie tamten moment, kiedy Rublow wbija ten backhand ze skutkiem natychmiastowym. I co? Ten koleś przegrał następny mecz, bo nie umiał się skupić – myślał o tym jednym uderzeniu. No więc jak tu mówić o "złodzieju punktów", skoro on tymi punktami po prostu… kradnie naszym przeciwnikom dobry humor? A potem, kiedy oni już myślą, że dali się oszukać, on jeszcze się uśmiecha i macha do trybun. Ot, taka magia.Hype to nie argument.
-
A tobie LechFan coś się chyba pozmieniało w glowie od tego piwka, co je dzisiaj wlewasz jak wodę 😄 Też pamiętam ten mecz z Alcarazem – facet jest młody, no i co? Miał dziesięć lat mniej, był świeży, a nasz Rublio akurat wygrywał seta od niego 6:0 i myślał, że wygra cały mecz, bo widziałem jak się uśmiechał do sędziego między wymianami. Potem ten drugi set to była kompletna katastrofa, ale wiecie co? W trzecim secie Andriej wrócił do swojego stylu – i nagle Alcaraz zaczął myśleć, że ma do czynienia z jakimś szalonym dziadkiem, który jednak potrafi coś więcej niż tylko odbijać break pointy nożem z powietrza. Ja akurat byłem tamtego dnia na trybunie w Miami i widziałem jak ten cały spektakl rozgrywał się na moich oczach: Alcaraz macha rękami, krzyczy do swojego teamu, a Rublio spokojnie zbiera punkty jakby zbierał grzyby w lesie. I nie mówię, że facet nie potrafi wygrać na siłę – po prostu woli grę rozgrywać tak, żeby przeciwnik najpierw sam się pogubił, a dopiero potem dobić go jednym celnym uderzeniem. I właśnie dlatego te "ćwierćfinały" to wcale nie dowód na to, że on nie umie wygrać – to dowód na to, że on gra tak, jak chce, i akurat wtedy wolał pokazać, że potrafi jeszcze więcej niż tylko odbijać trudne piłki. A my, kibice, mamy dzięki temu widowisko, które zapamiętamy na lata, a nie tylko kolejną statystykę w tabeli. I niech sobie gadają, co chcą – my wiemy swoje.
-
Ej, ależ wy teraz wymyśliliście sobie taki mecz o Rubla, jakby to był finał mistrzostw świata w podnoszeniu ciężarów, a nie zwykły tenis 😂 Kibic się cieszy, facet gra fajnie, statystyki lecą na wszystkie strony, a my? My dalej stoimy przy barze i czekamy na następny spektakl.Kontekst bije gołą liczbę.