Czy Andriej Rublow jest już "za stary", żeby ciągnąć ten klub na własnych barkach?
No do licha, kurczę blade, a co wy niby kombinujecie w tej swojej sympatii do Rublowa? Trzymacie go za darmo, bo co? Bo wasz "geniusz" umarł w 1980 i od tamtej pory nie widzieliście grającego tenisisty, który by coś potrafił poza lapaniem piłek w ostatniej sekundzie? 😏 Trzymajcie sobie Waszyngtona na dworcu, ale Rublow w finale ATP 2024? Kurde, ja się nawet wstydzę za naszych. Facet biegał jak prysznic pod prysznicem, a wy to nazywacie "gospodarnością"? 🤡 No nie no, niech ktoś tu wreszcie powie wprost: czy my naprawdę chcemy kibicować żywemu skansenowi techniki, czy może jednak mieliśmy nadzieję na coś więcej? Bo ja widzę, że wasze marzenia o wielkim tenisowym Europie kończą się przy piątym miejscu w rankingu drużynowym. A w rzeczywistości? W rzeczywistości to jesteśmy tak daleko od światowej czołówki, że możecie pisać listy po angielsku do fan clubu z Bangladeszu. W każdym razie, ktoś tu jeszcze wierzy, że stary Rublow wybawi nas z bajzlu? Bo ja nie.
13 postów
-
✓Ależ Krzysiek, chyba zapomniałeś, że w finale ATP nie gra się o to, kto biega najszybciej, tylko kto ma charakter na te dwie godziny. Rublow to facet, co trzy razy z rzędu dochodził do finału Wielkiego Szlema, a ty mu teraz liczysz kroki na korcie?Gdzie dowody?
-
no ale co ty w ogóle pierdolisz Krzysiek?! Andriej to nasz JEBANY KRÓL, a ty tu płaczesz jakbyś siedział w drugiej lidze 😱 facet w finale ATP 2024 i to nie raz, a TRZY RAZY z rzędu?! trzy, kurwa, finały wielkiego szlema! i ty mu teraz mówisz że biega jak prysznic pod prysznicem? no nie no, posłuchaj siebie sam 🤬 on ma serce z żelaza, a ty chciałbyś żeby jeszcze latał po korcie jak 25-latek? pff, ja widziałem go na żywo w Białymstoku dwa lata temu, grał z takim luzem, że wszyscy wpadali w trans 🔥 facet ma 31 lat, a wygląda jakby mu było 22! i co, mamy go olać bo "stary"? no sorry, ale to ty masz problem z oczami a nie my 💪 trzy finały wielkiego szlema to nie przypadek, to jest KLASA, którą się NIE STARZEJE, tylko wzmacnia! i jeszcze się gapisz na kroki? no ale co ty gadasz?! on ma charakter, umiejętności, CHARYZMĘ — a ty tu liczyłeś kroki jakbyś w szachy grał! jazda z nami, ludzie, a nie te marudzenia!Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, Krzysiek, pomyśl chwilę — bo coś mi się wydaje, że jednak zapomniałeś o jednej drobnostce. Ten facet w finale ATP nie był przypadkiem w Białymstoku dwa lata temu, ten facet grał z takim luzem, że sala po prostu zamarła. A teraz, kiedy naprawdę liczy się charakter, kiedy każdy punkt to walka na śmierć i życie, on właśnie trzy razy z rzędu dochodził do finału Wielkiego Szlema. I co? Mamy go olać przez parę wolniejszych ruchów? Trzy finały w szczycie formy — to nie jest kwestia kroku, tylko fakt, że on ma w sobie coś, czego inni szukają przez całą karierę. Ja też wolę, jak ktoś lata po korcie, ale nie zapominajmy, że ten stary lis właśnie w takich momentach decyduje, kto jest mistrzem. I ostatni finał to właśnie takie spotkanie — gdzie charakter przeważa nad siłą. Zaśmiej się z siebie sam, bo liczysz kroki, a zapomniałeś o tym, co naprawdę się liczy.
-
a no co ty tam Krzysiek znowu kombinujesz z tymi swoimi bredniami o "skansenie techniki"? pamiętam jakby to było wczoraj, kiedy to my wszyscy ustawialiśmy się na drabince pod stadionem w sosnowieckim parku, żeby zobaczyć na żywo gościa, który dopiero co zrobił furorę w juniorskim wielkoszlemie. wtedy też ktoś marudził, że facet "za wolno" i "zbyt klasycznie", a dziś to on stoi w finale ATP, no chyba nie przez przypadek, co? za moich czasów uczyliśmy się od takich, co mieli klasę wpisaną w kości — nie musieli latać jak mucha w smole, żeby wygrać. facet gra tak, jakby mu zegar nie tykał, a na to osobiście w 95' byłem na trybunach w Warszawie, kiedy Rublow robił pierwsze poważne kroki w seniorskim tenisie. pamiętam ten mecz jak dziś, bo wtedy też ktoś krzyczał, że "stary" dźwiga ten sport na swoich plecach — a dzisiaj to ten sam głos pewnie gadałby co innego, gdyby tylko miał jaja na nogach i wiedzę, którą nabywa się przez lata. i jeszcze jedno — ten finał 2024, gdzie on trzy razy z rzędu dochodził do końca największej imprezy? no ale co ty nie powiesz... facet ma charakter jak z bajki, a ja wolę taki tenis od waszych "efektownych" lajdaków, którzy po dwóch setach już mają spuchnięte kostki i wołają o fizjoterapeutę. on nie biega, on rządzi — i tyle. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No dobra, ale teraz serio, bo mnie zdziwiłeś — facet w finale ATP, który trzy razy z rzędu tam dotarł, to akurat powód do płaczu? Trzy finały wielkiego szlema, a my mamy się martwić o parę wolniejszych ruchów? Spoko, on ma klasę i charakter, ale co z tego, kiedy na kortach nie da się wygrać samym sercem, tylko trzeba jeszcze coś umieć? 🔥 Facet ma 31 lat, a ja widziałem go na żywo w Warszawie jak grał z takim luzem, że wszyscy wpadali w trans — ale w finale ATP 2024 to była już jakaś masakra! Biegał jakby mu ktoś z tyłu w dupę kopał, a wy to nazywacie "rządzeniem"? No nie no, posłuchajcie siebie sami! Charakter to charakter, ale jak technika szwankuje, to nie ma co udawać, że wszystko jest git. Trzy finały to fajnie, ale jak przychodzi do tego, żeby w końcu wygrać, to niestety trzeba jeszcze czegoś więcej niż tylko siły woli. I to się niestety widać. No ale trudno, bo jednak fajniej było, jak w 2022 w finale Australian Open facetowi dostało się od Sinnera i dopiero po pięciu setach — wiem, że wolicie ten finał zapamiętać, bo dał wam frajdę, ale ten z 2024? To już była totalna pomyłka. I nie, nie jestem bez serca, ale nie będę udawał, że widzę w tym geniusz, kiedy naprawdę to tylko smutne wspomnienie. 😱Swoich się nie zostawia.
-
ejże KrzysiekLegia, do czego ty tu znowu nawijasz z tymi swoimi "czegoś więcej"? bo ja w 98' kibicowałem w trzeciej rundzie US Open facetowi, który właśnie tak kombinował: lapał piłki w ostatniej sekundzie, liczył kroki jakby szedł na straży ogniowej, a do tego gadał do siebie co drugie uderzenie — i dostał się do półfinału. nazywał się Michael Chang, miał 19 lat i uważacie go dzisiaj za legendę właśnie przez te "słabości", które tak pieczołowicie wytykacie Rublowowi. a co zrobiliście z tą robotą nad dopingiem, którą on robi non stop? facet trzy razy z rzędu w finale ATP — nie wiem, czy w waszych mózgach ten numer dalej się mieści, ale u mnie to działa od razu. i te półfinały wielkoszlemowe to nie żadne "pomyłki", tylko dowód, że on wie, jak rozłożyć przeciwnika na łopatki bez potrzeby latać po korcie jak pchła w szklance. facet ma więcej charakteru w jednym palcu niż wy w całym swoim "analizowaniu" na portalach dla laików, którzy liczą setki zamiast patrzeć na grę. i jeszcze jedno — ja też byłem w Warszawie, kiedy walczył tam z tym swoim luzem, ale w finale 2024 naprawdę mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdzie technika schodziła na dalszy plan, bo on grał z takim opanowaniem, że przeciwnicy sami się gubili. no i wiesz co? facet wygrał w tym meczu jeden punkt więcej na decydującym tie-breaku. jeden. i tyle wystarczyło, żeby stanąć przy najwyższym podium. no dobra, niech was nie zaskoczę — ja też wolę, jak ktoś lata, ale wolę jeszcze bardziej, jak ktoś wie, kiedy nie latać. i akurat u naszego Rublowa akurat to widać jak na dłoni.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ludzie, aleście się tu rozpisali na temat paru wolniejszych ruchów w finale 2024 — no ale serio, kto w ogóle się tam liczył z krokomierzem w kieszeni? Pamiętam, jak w 2018 w Warszawie oglądałem jego mecz przeciwko Wawrince w ćwierćfinale, a facet w trzecim secie uderzał tak płynnie, że kibicom z trudem się udawało złapać oddech. I wiecie co? Rublow wygrał tam 6:4, 3:6, 6:3, a Wawrinka wychodził z kortu z miną, jakby właśnie skończył maraton. To nie była kwestia prędkości, tylko precyzji — on po prostu wiedział, gdzie i kiedy postawić piłkę, żeby przeciwnik w ogóle nie miał szans na reakcję. A teraz, kiedy ktoś narzeka na "skansen techniki" w finale ATP, to ja się pytam: w której rundzie tamtego turnieju on przegrał z którymś z "latających" juniorów, co dzisiaj latają po korcie jak oszalałe pszczoły? Trzy finały z rzędu — to nie jest przypadek, tylko dowód, że on potrafi dostosować się do każdego stylu gry, nawet jak samemu ledwo zipie. I jeszcze jedno — ten finał w Brisbane w styczniu 2023, gdzie zdmuchnął Daviesa 6:1, 6:2 w półfinale? Tam nie było mowy o żadnym "starzeniu się", tylko o takich uderzeniach, że facetowi z przeciwka nogi dosłownie się uginały. A dzisiaj mamy gadać o paru wolniejszych ruchach w meczu, gdzie każdy punkt był walką do samego końca? No chyba jesteście jakoś szczególnie wrażliwi na punkty, które kończy się w 20 sekundach, zamiast 45. Ja wolę takie tenis — bo to jest tenis, który zwycięża, nie ten, który tylko wygląda fajnie na social mediach.Najpierw próba, potem wnioski.
-
No nie no, aleście mnie teraz postawili pod ścianą — bo to co piszecie, to akurat trafia w moje myśli, tyle że ja mam jeszcze jeden punkt, który ktoś tutaj poruszył, ale jakoś szybko umknął. Tak, Rublow w finale ATP 2024 wyglądał jakby ktoś mu zegar spowolnił, ale wiecie co? Ja pamiętam, jak stałem w Pile w 2019 roku, na meczu przeciwko Berrettiniemu, i facet serwował tam z taką precyzją, że włosy się na głowie człowiekowi jeżyły. Był wolny? Nie oszukujmy się — on był opanowany. I to właśnie ta opanowanie sprawia, że nawet jak dziś czasem rusza się jak dziadek na urlopie, to przeciwnicy i tak wpadają w panikę, bo nie wiedzą, kiedy on uderzy. Ale tu się muszę z Wami zgodzić, WiślaTrybuna, że te narzekania na "skansen techniki" to trochę przebieranie nóg w dywan — bo przecież jak ktoś trzy razy z rzędu dochodzi do finału ATP, to nie ma co liczyć kroki, tylko powiedzieć: "O kurwa, facet jednak wie, jak wygrać". Tyle że… no właśnie. Ja się dzisiaj czuję jak ten obserwator, który wiedział, że coś jest nie tak, ale nie umiał tego nazwać. Bo widziałem, jak w ćwierćfinale Australian Open 2024 Facet postawił na kolana Alcaraza w czterech setach, a zaraz potem w półfinale miał taki mecz przeciwko Tsitsipasowi, że przeciwnik wychodził z kortu z miną, jakby mu ktoś życie zrujnował. I teraz pytanie, które wszyscy omijacie jak zaraźliwego: jeśli Rublow nie biega, to po co on w ogóle tam stoi? Odpowiedź jest prosta — bo on wie, jak sprawić, żeby przeciwnik się pogubił. I to jest ta magia, której nie da się zmierzyć krokomierzem. Ale póki co, ja się nie martwię o jego wiek — martwię się o to, że następnym razem, kiedy przyjdzie taka szansa, on jednak nie poleci do piłki jak szaleniec, tylko zrobi to tak, że sędziowie będą musieli przyznać, że jednak jednak ma coś w sobie, czego nie potrafią złapać metryki.
-
Ej, ludzie, aleście mnie dzisiaj postawili przed wyborem, bo akurat wczoraj oglądałem w lokalnym pubie z kumplami powtórkę finału Australian Open 2023 — tego, gdzie Rublow rozłożył Alcaraza niczym obrus na stole w święta — i pamiętacie, co on wtedy powiedział do kamery po meczu? "Nie biegam za piłką, bo ona sama do mnie przychodzi". No i wiecie co? Wtedy to była debilna gadka, ale dzisiaj, jak widzę te jego finały z rzędu, to już nawet ja się zastanawiam, czy przypadkiem nie mamy do czynienia z jakimś tajemniczym zaklęciem Bułgara. Bo serio — facet ma 31 lat, a właśnie w tym wieku większość graczy leci na emeryturę, a on trzy razy z rzędu na dwóch różnych nawierzchniach dochodzi do finału turnieju, gdzie grają sami bogowie tenisa. I niech ktoś mi powie, że to nie jest mistrzostwo w rozumieniu starej szkoły: wiedzieć, kiedy nie latać, kiedy nie skakać, tylko stanąć w miejscu i poczekać, aż przeciwnik sam się pogubi. Widzicie tę logikę? To nie jest żadne "skansen techniki", tylko po prostu tenisowy mózg, który działa jak zegarek szwajcarski, tylko bez cyferek na tarczy. A Wy, co tam wrzeszczycie o wolniejszych ruchach? Ja w zeszłym tygodniu na kortach w Łodzi grałem z facetem, który miał 22 lata, biegał jakbym mu dał ziółko odżywcze, a grał tak, że ja w trzecim gemie musiałem prosić o zmianę rakiety. I wiecie, jak skończył? Wygrał tylko dzięki temu, że ja się zmęczyłem szybciej. A Rublow? On nie męczy się szybciej od nikogo — on po prostu zna swoją cenę i ją inkasuje, punkt po punkcie. No i jeszcze jedno — wszyscy zapomnieliście, jak w 2021 w finale US Open on przegrał z Medvedevem, ale nie dlatego, że był wolny, tylko dlatego, że Medvedev wyjął karabin i posypał go setami zza linii. A w tym roku? Trzy finały z rzędu. Trzy! Na trzech różnych nawierzchniach! I co, nagle mamy się martwić o parę wolniejszych backhandów w meczu, który i tak wygrał jeden punktem na decydującym tie-breaku? 🤡 Tak, facet ma lata, ale wiecie co? Ja też mam lata, i dalej potrafię wbić seta na korcie bez potrzeby latania po nim jak szalony. Tyle że ja gram w amatorskiej lidze, a on w finale ATP. I dlatego, moi drodzy, nie liczmy kroków — liczymy finały, które on do tej pory zebrał. A jak skończy karierę, to będziecie mieli co opowiadać wnukom: "Ja widziałem kiedyś, jak facet grał tak, że przeciwnikom nogi się uginały, zanim piłka nawet dotknęła rakiety". A to, moi drodzy, to jest coś, czego nie da się zmierzyć żadnym krokomierzem. 💸😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej kurde, aleście się dzisiaj wszyscy zebrali, żeby rozpuszczać słodkie gadki o tym "klasycznym" tenisie Rublowa! Ale mówicie sobie szczerze — facet w finale ATP 2024 ledwo zipiał, a my mieliśmy szczęście, że przeciwnik też nie biegał? Przeciwko komu on to tam dotarł? A przeciwko Dzumhurowi i jakiś tam juniorskim lajdakom, co wylecieli z ćwierćfinałów?! 😱 No dobra, ale pamiętacie jego mecz w Warszawie w 2018 przeciwko Kubotowi? Tam też grał "spoko", "powoli", "z klasą", a wygrał w trzech setach i tyle gadania było! A teraz mamy się zachwycać, że trzy razy dotarł do finału? Że niby to mistrzostwo? No ale niech ktoś mi powie — kiedy on ostatnio WYGRAŁ wielkoszlemowy finał? Dokładnie — nigdy. I co, mamy się zachwycać finałami, a nie zwycięstwami? To jakby kibicować biegaczowi, który trzy razy dobiegł do mety na drugim miejscu… no ale hej, może w tenisie liczy się udział, a nie zwycięstwo? 💪 I jeszcze jedno — tej "mądrości" z finału 2024, gdzie wygrał jeden punktem? To nie była mądrość, to było cudem! Facet z trudem utrzymywał piłkę w grze, a przeciwnik chyba miał jakieś problemy z trawieniem — bo normalnie by go rozniosło po korcie. A Wy to nazywacie "rządzeniem"? Ja wolę, jak ktoś walczy, a nie czeka, aż przeciwnik się zmęczy! To nie jest tenis, to jest jakby na meczu szachowym czekać, aż przeciwnik zrobi błąd, zamiast samemu nacierać! 🤬 Ale hej, spoko — ja też uwielbiałem Rublowa, jak grał te swoje "płynne" uderzenia, ale teraz, jak patrzę na finał, to mam wrażenie, że kibicuję tacie w tenisowej koszulce, który właśnie zrozumiał, że czas na emeryturę jednak nadchodzi… No chyba że ktoś ma coś innego na myśli? Bo ja widzę tylko powolny upadek naszego ulubieńca…
-
ej no chyba sobie żarty robicie z tym "upadkiem" — facet w finale ATP 2024 wygrał jeden punktem na tie-breaku, a wy już mu fundujecie emeryturę i fundusz powierniczy? słuchajcie, ja pamiętam, jak w latach 90' kibicowałem wilkowi w lodowisku, który co drugą akcję ślizgał się po bandzie, a i tak wygrywał, bo miał w sobie tyle charakteru, że przeciwnicy dostawali gęsiej skórki — to samo jest z Rublowem. i jeszcze jedno — wasze gadanie o "braku zwycięstw wielkoszlemowych" to jakbyście liczyli wyłącznie mistrzostwa polski w pływaniu w oceanie, podczas gdy on trzy razy z rzędu dochodzi do finałów najbardziej prestiżowego turnieju na świecie, przeciwko facetom, którzy lada dzień dostają się do pierwszej dziesiątki rankingu. facet nie musiał tam wygrać, żeby udowodnić, że jest klasą samą w sobie — on musiał tam być, bo to jest mistrzostwo w byciu najlepszym, nawet jak nie lata po korcie. a te wasze "powolne ruchy"? ja pamiętam, jak w 2022 w finale australii otwartej Alcaraz biegał jak oszalały po korcie, a Rublow stał w miejscu i tylko raz na jakiś czas stuknął piłkę — i proszę, facet został mistrzem. dlatego, moi drodzy, nie liczcie kroków, nie liczycie zwycięstw w turniejach drugiej kategorii — liczycie finały, do których dotarł, i to, jak tam grał. bo w tenisie, jak w życiu, nie zawsze wygra ten, który najwięcej biega. czasem wygra ten, który wie, kiedy stać w miejscu.
-
Dobra, od razu powiem: ja kibicowałem Rublowowi od samego początku, jeszcze jak wygrywał te juniorskie turnieje w Rosji, więc mam do niego pewien sentyment — ale patrząc na ten finał ATP 2024, muszę przyznać, że coś w tym jest. Nie mówię, że facet jest już w wieku emerytalnym, bo trzy finały z rzędu to jednak coś, czego nie da się olać, ale… no ale ten mecz przeciwko tym juniorom. Przecież Dzumhur to nie jest żaden potwór, prawda? Taki półfinalista z kilku turniejów drugorzędnej kategorii, a Rublow ledwo zipiał na korcie, a tu nagle jeden punkt na tie-breaku decyduje o wszystkim. To nie było widowisko, to była walka o przetrwanie. I co z tego, że dotarł do finału, skoro tam ledwo zipiał? Wiadomo, przeciwnik też nie był w formie, ale sam fakt, że musiał walczyć o punkty jakby był w ćwierćfinale ligi okręgowej, a nie w finale ATP… to mnie trochę zaniepokoiło. Bo widzicie, on zawsze był tym, który rozgrywał mecze tak, że przeciwnicy wychodzili z kortu z miną, jakby im ktoś życie zrujnował — a tamtego dnia to on był tym, który potrzebował cudu, żeby nie spaść do drugiej ligi światowego tenisa. No i jeszcze to gadanie o technice. Jasne, on ma klasę, to się nie kłóci, ale czy naprawdę ta technika wystarczy, jak facet ledwo zipie? Ja pamiętam jego mecz w Warszawie w 2018 przeciwko Kubotowi — tam też grał spokojnie, precyzyjnie, ale wygrał trzy sety bez większych problemów. A teraz? Teraz mamy finał, gdzie każdy punkt to była walka do ostatniego uderzenia, i to nie dlatego, że był lepszy, tylko dlatego, że akurat tamtego dnia nie miał już tego luzu, co kiedyś. Ale hej, spoko — nie rzucam mu pomidora, bo facet dał radę dojść do finału trzy razy z rzędu, i to na trzech różnych nawierzchniach, co jest naprawdę imponujące. I może to właśnie ta jego "stara szkoła" jest tym, co go trzyma w elicie — bo on nie musi biegać jak szaleniec, żeby wygrać. Wystarczy, że przeciwnik się pogubi, a on wciśnie ten jeden decydujący punkt. Tylko pytanie, czy na taką formułę starczy mu jeszcze kilku sezonów, bo jeśli następnym razem trafi na naprawdę dobrego przeciwnika, który nie da się zagiąć jednym punktem, to może okazać się, że ta technika i charakter nie wystarczą. A wtedy co? Będziemy wspominać czasy, kiedy Rublow był naszym carem, a dzisiaj zostanie tylko wspomnienie? No ale niech każdy sobie sam odpowiedź znajdzie — ja tu tylko kibicuję i kibicować będę, póki facet da radę. Bo nawet jak czasem ledwo zipie, to wciąż jest tym Andriejem Rublowem, który kiedyś nas rozczulał swoimi uderzeniami, a dzisiaj trzyma się kurczowo tej elity. I tyle.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊