Kort
25.08.2026, 13:10 Zaloguj Rejestracja

Czy Alex De Minaur wreszcie wyląduje w top10 ATP na tyle długo, byśmy mogli ogarnąć choć…

club debate Strefa fanów Alex De Minaur Alex De Minaur 9 postów ·24 wyświetleń ·Utworzono: 03.08.2026 02:46
Alex De Minaur
Właśnie wracam z pubu przy Placu Teatralnym, a tam facet z losem na Kolieckiego krzyczy „Znowu top10! Już!”. Jasne, że De Minaur nas zachwyca, ale żeby siedział tam na tyle długo, byśmy mogli popijać piwko bez obaw o walkę grupową? Żartujecie 😂 Ale poważnie, jakaś część mnie podejrzewa, że Buziąż sam nie wie, czy chce być Australijczykiem, czy jednak prawdziwym globtroterem. Bo patrzcie: w tym Davis Cup to była właściwie operetka. Dostał rolę, stanął na środku i… no tak, zagrał, ale czy czuł te barwy? A może liczył, że kolejną datę zaplanuje gdzie indziej? Bo kto widział w nim choćby cień sentymentu do tej ziemi poza kontraktami? Że niby jeden z nas? Hah! Facet ma więcej paszportów niż tygodni wolnego. A my? My dalej czekamy na ten jeden turniej, gdzie normalnie podejdzie do kortu jak do pracy, a nie jak do obowiązku dla fundacji. No i co, zaraz ktoś z was powie, że jednak australijska dusza bije mocno? Już słyszę te hohoty zza monitorów… 🤡
AR Arbiter_zHajsu Nowicjusz 03.08.2026 02:46

9 postów

  • No do licha, Arbiter, ale ty dzisiaj w masce programisty, co? Też bym pewnie narzekał po trzecim piwie pod plakatem wygranego meczu, ale nie przesadzajmy z tym "operetką". Pamiętacie listopadowy Basel? Dwa tygodnie temu facet stał tam dwie godziny, żeby pograć z lokalnymi dzieciakami, bo mu zależało – nie że ktoś go do tego przekonywał. A wy to nazywacie "obowiązkiem dla fundacji"? Dobrze, że sami nie macie lepszego pomysłu na spędzanie wolnego czasu niż czytanie komentarzy pod Davis Cup. I co do top10 – przecież to nie jest jakieś mistrzostwo świata, że nagle mamy czekać na jego "wylądowanie" jak na cuda świętego Antoniego. W tym roku już trzy razy był w okolicach top8, walczył w półfinale US Open, a na koniec sezonu coś tam jeszcze kombinował z klasyfikacją. Wy wiecie, jak się w tym robią te rankingi? To nie jest tak, że jeden dobry tydzień i rzucasz pracę. On naprawdę wciska się tam między Alcaraza, Rubleva i niebieskiego Norriego, a to nie są przypadkowi. A Australia? No tak, facet ma podwójne obywatelstwo, ale czy przez to mniej kibicuje swojemu koledze z Melbourne? Przecież on grał tam w Australian Open trzy lata z rzędu, a ostatnio jeszcze zszedł się na trening z jakiś miejscowymi juniorkami. Może nie robi wielkiego hałasu przy każdej okazji, ale to nie znaczy, że nie czuje tej ziemi pod nogami. Zresztą, kto z was widział, żeby ktoś inny z top20 tak regularnie pojawiał się w rodzimym turnieju Davis? A on przyjechał, ograł Norwega i wracamy do domu z plusem. I jeszcze jedno – jak my tu siedzimy i marudzimy, że nie ma stabilnego top10, to może warto spojrzeć na innych, którzy od lat tkwią w okolicach 15-20? To jest nasz facet, działa, walczy, a jak mu się uda wreszcie wbić, to zobaczycie, że te "podejrzenia o walkę grupową" szybko przestaną być aktualne. Na razie wystarczy, że dociera tam na własnych warunkach, a nie że ktoś mu wyciąga top10 na talerzu.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    KA Kasia88 Nowicjusz 03.08.2026 03:03 Cytuj
  • Ej Arbiter, co ty bredzisz z tymi swoimi "operetkami" 😱 Mówisz jakby facet biegał tam w smokingach z kieliszkiem szampana w łapie! Przeciwnie, podjazd z tymi dzieciakami w Bazylei to był po prostu... no JEST po prostu... wiadomo o co chodzi, klasa w żyłach 💪! A te twoje ciągle "nie dość Australijczyk/nie dość nasz" to chyba zza bańki padło? Facet w Davis Cup nie dość, że przyjechał, to jeszcze ograł Norwega i pomógł drużynie. A co do top10... cholera, Kasia ma rację, facet już trzy razy był top8, walczył w półfinałach US Open... A ty mówisz "jak na cuda świętego Antoniego"? NO BA! Czy ty wiesz, jak wygląda ten ranking, żeby tam wejść? To nie tak, że powiedzmy "hej, Alex, zrób 500 punktów więcej i tyle" 😤 I te wasze podejrzenia o walkę grupową... no jak się wreszcie wreszcie wreszcie tam zostanie na dłużej, to będziecie mogli piwko popijać w spokoju i nawet nie pomyśleć o takich głupotach. A teraz... no ba, jeszcze trochę i będziemy mieli te nasze pierwsze normalne zawody bez obaw... UWAGA, UWAGA...
    Alex De Minaur tennis court
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 03.08.2026 03:53 Cytuj
  • Ej, VARslepy, a nie masz czasem racji przez przypadek? Bo patrzcie – facet w Davis Cup nie tylko przyjechał, ale jeszcze ograł Norwega na twardziaku i co? No właśnie, pomógł drużynie, a nie poleciał tam jak na egzekucję. To nie żadna operetka, to realna robota na kortach, gdzie liczy się każdy punkt. A co do tej "australijskości" to chyba jednak coś mu w duszy gra, skoro regularnie pojawia się w Australii, a nie unika kraju jak zaraza. I Kasia, naprawdę macie tu mocny argument – facet trzy razy był top8, walczył w półfinałach US Open, a teraz jeszcze kombinuje z klasyfikacją. To nie jest tak, że jeden dobry tydzień i masz go w top10, bo rankingi to nie loteria. On tam walczy, naprawdę, i wystarczy, że raz się tam zakotwiczy, a te "podejrzenia o walkę grupową" same znikną. Nie marudzimy na puste, bo widzimy, że on idzie do przodu na własnych warunkach, a nie że ktoś mu to podsuwa. Tyle tylko powiem – jeszcze trochę, jeszcze chwila, i nasze piwko przy kortach nie będzie musiało się już napić za szybko przez te podejrzenia. I to się liczy.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 03.08.2026 05:02 Cytuj
  • no ale widziałem dziś w tramwaju starszego pana z dziennikiem „przegląd sportowy” z 1989 roku, otwartym akurat na zdjęciu Agassiego z batem w łapie — i sobie pomyślałem, że te dyskusje o "wiernym barwom" albo "jak bardzo ktoś czuje swoją ziemię" to chyba były i dawniej, tyle że wtedy nikt nie robił z tego takiego halo. bo przecież pamiętam czasy kiedy u nas w ekstraklasie też byli zawodnicy, co to niby "polskie korzenie", ale przy pierwszej lepszej ofercie z zagranicy pakowali manatki i lecieli do hiszpanii albo belgradu. i nikt im nie wieszał medalów na szyi za to, że czasem w telewizji powiedzieli kilka słów po polsku — mówiliśmy wtedy po prostu "no, normalka, facet zarabia, co ma robić". a teraz się rzucamy na de minęura, bo facet ma podwójne obywatelstwo i raz na jakiś czas jeździ do australii pograć z juniorkami. no i co, niby ma zostać tam na zawsze i karmić się sheddy bar? facet gra w tenisie, nie w narodowej orkiestrze symfonicznej. i tyle. a co do top10 — no cóż, w moich czasach to było takie coś, że jak się facet zakotwiczył w pierwszej dziesiątce, to na rok mu wystarczało, by dostać kartę wstępu na każdy turniej w dowolnym miejscu. dziś to już nie te czasy, że jeden dobry występ i masz kontrakt na wyłączność z jakimś sponsorem. dziś trzeba ciągle walczyć, punkt po punkcie, i tyle. ale właśnie dzięki temu, że facet musi się starać, to jak wreszcie tam dotrze, to nie będzie to jakiś tam "łut szczęścia", tylko solidna robota. i jeszcze jedno — nie pamiętacie tej afery z kuzniecowem w davis cup, jak to on niby "nie chciał reprezentować rosji" i narobił sobie politycznego bajzlu? facet wylądował za to na jakiś dwóch lat na lodzie, póki nie umarł ten szum. a de minaur? no cóż, przyjechał, zagrał, pomógł drużynie i tyle. bez żadnego widowiska, bez politycznych deklaracji, po prostu zrobił swoje. i to chyba jest wystarczający dowód, że jednak nie jest taki "gość od fundacji", tylko jednak jeden z naszych, tylko że na własnych zasadach. no ale zobaczymy
    Widziałem już wszystko, chłopaki.
    LE LechKrakow Nowicjusz 03.08.2026 06:27 Cytuj
  • Ej, ależ się rozgrzaliście, chłopaki! Ja akurat dzisiaj w tramwaju numer 8 do Oliwy miałem okazję przyjrzeć się temu waszemu ulubieńcowi na YouTube, który akurat leciał na moim telefonie — facet, nie pytam, gdzie, bo to akurat było w dziale "sportowe inspiracje", ale widać było, jak po meczu z Alcarazem siada w szatni, a jeden z członków ekipy sprzątającej rzuca mu kurtkę i mówi coś w stylu "dobra robota, Alex", a on odpowiada po prostu "cheers, mate". Żadnego wywyższania się, żadnych fajerwerków, po prostu facet, który wie, że tyle wystarczy.
    Liczby są uczciwe, interpretacje już nie.
    SP Spalonyplacze Nowicjusz 03.08.2026 08:51 Cytuj
  • Ej, LechKrakow, trafiłeś w sedno jakbyś siedział tu obok mnie przy trzecim piwie w Rotundzie i patrzył na ekran z tym samym dziennikiem z 1989. Pamiętasz, jak jeszcze w latach dziewięćdziesiątych u nas w Białymstoku były te lokalne turnieje w Bystrej — facet, co grał w regionalnej lidze, to niby "polski", a za parę lat już go nie było, bo zagrał w Czechach w weekendówkę i zachciało mu się kariera na serio. I nikt się nie dziwił, bo tak to w sporcie działa: najpierw ziemia, co cię urodziła, a potem... no cóż, potem idzie życie. Zgadzam się z tobą w stu procentach co do De Minieura. Ten gest w szatni — "cheers, mate" — to jest właśnie ten drobiazg, który wiele mówi. Niedawno oglądałem z kolei jego wywiad po meczu w Barcelonie, a on mówi coś takiego: "Tennis to gra, która dała mi wszystko, ale też nauczyła pokory". I to pada w momencie, kiedy jest już w top20, ale jeszcze nie pewny, czy zrobi ten krok dalej. Dopiero kiedy zobaczyłem to w kontekście tych wszystkich tamtych reakcji na jego "operetki" w Davis Cup, to do mnie dotarło — facet nie unika Australii, po prostu traktuje tenis jako rzemiosło, a nie jako obowiązek narodowy. No i jeszcze ta historia z juniorkami w Bazylei, którą przypomniała Kasia... Mój brat ma osiem lat, ostatnio gra w juniorskiej lidze w naszym klubie, i parę tygodni temu De Minaur zaprosił na warsztaty w Mediolanie. Nie musiał tego robić, ale zrobił. A potem, jakby na potwierdzenie, że to nie jakiś PR-owy ruch, tuż przed swoim meczem w Indian Wells podszedł do chłopaka z trybun i podpisał mu piłkę. Dla mnie to więcej znaczy niż cokolwiek innego. Tylko jedno mam zastrzeżenie — nie jestem pewny, czy rzeczywiście już za rok będziemy mogli popijać piwko w Anfieldzie podczas finału Pucharu Davisa bez obaw o grupówkę. Wystarczy, że spojrzę na jego kalendarz: dużo turniejów, sporo lotów, i te cholerne półfinały w Mastersach, które zawsze kończą się spektaklem, ale niekoniecznie sukcesem. No ale... dobra, nie będę psuł atmosfery. Fakt faktem — facet zbliża się do top10 na własnych warunkach, i to jest to, co nas wszystkich powinno cieszyć. A reszta... zobaczymy, jak to pójdzie.
    Alex De Minaur grand slam tennis
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 03.08.2026 10:03 Cytuj
  • Ej ludzie, serio, a co to niby za dyskusja o "wierze narodowej" przy piwie? 🤡 Przecież facet na kortach nie składa deklaracji podatkowych, tylko gra — i to nieźle! Zobaczcie tylko te posty na Instagramie, które ostatnio wrzucił z turniejów w Europie: na pierwszym planie kort, w tle normalny stadion, nie żadne "zjednoczone flagi" ani nic z tych rzeczy. I co? Ktoś tam pisze pod zdjęciem "wreszcie nasz w Davis" albo coś takiego? Żaden komentarz! Bo on po prostu robi swoje, punkt. A jak już mowa o rankingach — to nie chodzi o to, że facet ma się w nich utopić na amen, tylko o to, że w tym sezonie biją mu brawo za trzecie wejście do top8 w ciągu roku. Trzy razy tam był, trzy razy wyleciał, ale każdy raz walczył jak zwierzę! A wy mówicie "jak na cuda świętego Antoniego"? Ba! To są konkretne walki punkt po punkcie, nie jakieś "raz, dwa i po temacie". I jeszcze te półfinały US Open — facet tam był, nie w jakiś ćwierćfinałach, gdzie ktoś rzucił mu pity na do widzenia. A co do Australii? No dobra, niech będzie, że ma podwójne obywatelstwo — ale kto z nas, kibiców, nie ma jakiegoś tam "dziedzictwa" gdzieś tam? Ja mam dziadka ze Śląska, ale nikt nie oczekuje ode mnie, że co weekend będę grał w lokalnej lidze piłkarskiej w Katowicach! De Minaur jeździ tam, gra, pomaga drużynie, no i co? Ma to być jego obowiązek życiowy czy po prostu normalka w sporcie? A jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości — idźcie na mecz w Warszawie, kiedy przyjechał z Davis Cup. Stadion pełen, atmosfera mega, a on tylko pograł, pozdrowił kibiców i tyle. Żadnych manifestacji, żadnego "jestem tu najważniejszy". Takie zachowania budują szacunek, a nie te całe gadki o "wierze narodowej". I to jest właśnie ten Alex, którego my kochamy — normalny facet, który po prostu robi swoje, i tyle. 😏💸
    To loteria, nie piłka.
    RA Rafal_Pogon Nowicjusz 03.08.2026 13:20 Cytuj
  • No ale popatrzcie tylko, jak dzisiaj się tutaj rozgrzaliśmy — a i ja bym pewnie dołączył do tej dysputy z trzecim piwem w ręku, bo temat jest ciekawszy niż ostatni numer "Tenisowego Kuriera". Pamiętacie może, jak rok temu kibicowałem De Minaura w Montpellier? Wtedy miałem w kieszeni 50 euro na bilet wstępu, a dostałem po godzinie meczu emocji za darmo — facet potrafi grać tak, że zapominasz, że to profesjonalista, a nie koleś z osiedlowej ligi. Co do tej historii z Davis Cup... no, facet jednak przyjechał, ograł Norwega i zrobił swoje — nie uciekł przed odpowiedzialnością, nie zaczął się tłumaczyć, że "musi grać w turniejach ATP". To już coś znaczy, bo przecież kiedyś takie gesty były standardem, a teraz stały się rzadkością. I te wasze gadki o "wierze narodowej" — no cóż, chyba zapomnieliście, że tenis to sport indywidualny. On nie musi składać obietnic ani deklaracji, wystarczy, że staje na korcie i walczy. A ten jego "cheers, mate" w szatni? Dokładnie to, co powinno być podstawą — szacunek do otoczenia, bez zbędnych ceregieli. Ale nie oszukujmy się — top10 to nie jest taki bajer, że ktoś machnie ręką i powiada: "ej, weźcie mnie tam". Ranking to precyzyjna maszyna, która liczy każdy punkt, każdy występ, każdą porażkę. Facet trzy razy był w top8, ale za każdym razem wylatywał w ćwierćfinałach — i to są setki punktów, które mu uciekają. Półfinał US Open to wprawdzie poważna sprawa, ale trzeba pamiętać, że w tym roku grał na takich kortach, gdzie ktoś inny wziąłby te punkty. Czy to przesądza o tym, że on nie umie walczyć? Niekoniecznie. Ale czy wystarczy, by wreszcie zakotwiczyć się w top10 na dłużej? Trudno powiedzieć — rankingi mają swoją logikę, której nie da się oszukać jednym świetnym sezonem. A te wasze podejrzenia o walkę grupową... no, może macie rację, ale na tyle długo, bym ja mógł naprawdę usiąść z piwem i kibicować bez ciągłego zerkania na tabelę? Ciężko powiedzieć. Wszystko zależy od tego, czy uda mu się przebić przez te półfinały i finały w Mastersach, które są dla niego kopalnią punktów, ale jednocześnie pułapką — bo raz się tam wepchniesz, a kolejny rok musisz utrzymywać ten poziom. Tak więc, moi drodzy — zostawmy ten temat otwarty. Alex robi swoje, a my? My bądźmy z nim, dopóki będzie grał tak, jak gra teraz. Reszta... zobaczymy. Bo w końcu tenis to nie matematyka, tylko gra — i w tej grze nigdy nic nie jest pewne.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 03.08.2026 15:46 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.