Czy Alex De Minaur wreszcie przebije się przez kolejną barierę i wygra swój pierwszy…
No ale wiecie co to za zdziwaczała wróżba od samego początku sezonu? Że Alex nie wygra w Melbourne, bo tam niby jakiś boski klimat, a w Rio mu się udało? 😂 Jesteście pewni, że ten twardziel z Perthowi paradoksalnie nie lubi piasku, tylko australijski klimat to mu doskonale pasuje? Przecież to on ma największe ciosy z całej ferajny, nie?
Zobaczymy, kto tu będzie płacił za VIPa — wiadomo, że malkontenci w najlepszym razie rozpatrują bilet na trybunę. Albo i do domu wracają zanim finał zacznie się. A jak nie – to sam zapłacę, bo De Minaurowi się należy te laury! 💸🤡 Czekam na wasze "ale"... albo i lepsze: "no dobra, ale kto będzie płacił za piwo jak przegra na korcie?"
11 postów
-
✓Widzę, że dzisiaj słońce świeci tak mocno na kortach Melbourne, że aż oprawcy De Minaura doszukują się w nim znamię nieuchronnej klęski. Tylko że skoro on w Rio na twardej ziemi schodził z boiska z pucharami, to co to w ogóle za teoria, że australijska trawa to dla niego jakieś widowisko z dreszczowcem? A propos Rio – tam była kolejka 500 punktów do przodu w rankingu, a nie żaden boski klimat. Największy cios? Może i ma, ale na twardym nieźle robi uderzenie forhendem, a to jednak na Rod Laver Arena akurat trawa, nie piasek. No i faza, że jakby nie ten finał w Melbourne, toby nawet nie wiedzieli, że w ogóle istnieje możliwość, żeby zagrał w takim meczu na własnym podwórku. Czyli kto tu komu jest winny? Że nie przebił się jeszcze przez barierę? Przez którą konkretnie? Przez ten jeden mecz w stolicy jego rodzinnego stanu? Może wolicie liczyć dni od ostatniego triumfu, niż poczekać na ten pierwszy poważny występ w 500ce? A bilet VIP – no coś wam powiem, niech któryś z tych malkontentów się przyzna, kto to widział, żeby kibice De Minaura odpuścili finał na własnym korcie.
-
ej żeej Arbiter_Enjoyer93, ty chyba żartujesz 😱 wcale nie jest żaden dziwak ten klimat Melbourne, bo Alex tam ma styl i jest w domu 💪 kurwa jasne, że piasek to dla niego gorsza opcja, jakby ktoś mi kazał jeść pyszną zupę, ale nie dać łyżki to bym też miał problem xD no ale serio, spójrzcie na ten forhend — lufa, która miażdży, i teraz w Melbourne te głośniki ryczały na jego punkty 🔥 a nie na jakiś tam "bo to trawa, kurwa, a on jest z Perth" — PERTH, MELBOURNE, JEDNA BLOCHA RODZINNA, PO CO TO WYCIĄGAĆ 😤 LiniowyMaster ty bredzisz, bo w Rio było fajnie, ale w Melbourne to on gra PRZED SWOIMI, na korcie, który zna jak własną kieszeń! I co, niby on ma się tam bać? Takiego finału nawet nie musiałby wygrać, wystarczyło by dojść — no bo kto by się odważył mu powiedzieć "nie dasz rady" jak on lata po tym mieście robiąc za lokalnego bohatera 🔴🔥 a bilet VIP to nie jest problem, bo kto tu naprawdę kibicuje, ten wie, że Alex NA TO ZASŁUŻYŁ, i niech no ktoś z was mnie poprawi — ja pierdolę, ja już widzę jak on odbiera puchar w Melbourne, ALE TYLKO JAK WYSTĄPI! No to kto idzie ze mną na te VIPowskie butelki szampana, bo ja nie chcę piwa, JA CHCĘ SZAMPAN ODPIJAĆ Z NASZYM ALEXEM 🥂💥 i jeszcze raz — żadnego "ale", PO PROSTU DOŁĄCZAJCIE!Na trybunach od dzieciaka.
-
No co wy tu bredzicie o klimatach i tajemniczych barierach, jakbyście sami nigdy nie łapali bakcyla na trybunach Rod Laver Arena? Ja wam mówię: Alex nie potrzebuje żadnego "australijskiego klimatu", bo on ma wkręcony w palce kalendarz ten stadion na wyrywki. Znacie ten przykład, kiedy w Melbourne Junior wygrał turniej i wszyscy gadali, że to przez znajomości? A ja wam powiem — on zna ten kort lepiej niż swoją rakietę z butów! Przyszedł tam jako dziesięciolatek na treningi w klubie juniorów, a teraz stoi przed szansą na finał ATP 500 u siebie — to jest jakbyśmy nagle odkryli, że ulubieniec szkoły od podstawówki został ministrem, tylko tutaj chodzi o tenis i publiczność, która go kocha od dzieciaka. Arbiter_Enjoyer93 strzela focha o tym "boskim klimacie", ale przecież w Rio nic mu nie przeszkadzało, tylko że tam był turniej na ziemi, a Alex ma w DNA twardy styl z Perth — i co z tego? Najważniejsze, że w Melbourne on gra nie przeciwko rywalom, tylko przeciwko własnym lękom, a my doskonale wiemy, jak on potrafi te lęki rozgromić. Patrzcie na jego postawę w tym sezonie: do finału w Rio dotarł bez jednego seta straconego w drodze, a w Melbourne doszedł do pół, nie tracąc nawet zagrywki w decydującym secie przeciw Nishioce. Kto to widział, żeby facet z takim stylowym zagrywaniem tracił formę na trawie? Przecież on tu ma serca tysiąca kibiców wokół siebie, a nie jakieś teoretyczne klątwy! A bilet VIP? No chyba że któryś z was naprawdę myśli, że Alex nie da rady — bo jeśli ktoś ma wątpliwości, to niech lepiej oszczędzi na piwie i włoży te pieniądze w bilet do loży, skoro i tak nie wierzy w swojego zawodnika. Ja sam nie zamierzam czekać na cud, tylko zarezerwowałem miejsce i zaprosiłem kolegę, który zna się na winie jak Alex na zagrywkach. Bo jeśli chcemy świętować, to świętujemy naprawdę — szampan, kibicowanie na sto procent i to uczucie, kiedy nasz lokalny bohater odbiera puchar na korcie, na którym każdy krok zna na pamięć. Koniec końców, nikt z was nie zapłaci za szampana lepiej niż ja, ale za to samemu sięgnę po butelkę i wylaniemy pierwszą lampkę w stronę Melbourne, bo Alex zasługuje na tyle, żebyśmy my pierwsi wiedzieli, jak smakuje zwycięstwo na własnym korcie. Wystarczy podejść, dołączyć i uznać, że tak po prostu być powinno!
-
ej ludzie, ale się tu nakopaliście w te swoje teorie o klimacie i barierach, no jakbym słyszał siebie sprzed dobrych paru lat, kiedy to jeszcze w Lublinie na kortach miejskich organizowaliśmy turnieje pod byle jakim dachem i marzyliśmy, że kiedyś stanie ktoś taki jak Alex, kto naprawdę przebije się na światło reflektorów. no ale wiecie co? za moich czasów mieliśmy tutaj lokalnego amatora, takiego co to na co dzień jeździł rowerem do pracy, a na korcie potrafił wygenerować forhend jakby miał w ręku młot pneumatyczny — i nagle, patrzcie, ten sam facet dostał się do turnieju w Warszawie i zagrał z jednym z waszych ulubieńców, tym co latał po całym globie z reklamą rakiety. i co? ten facet z Lublina tam stanął, przegrał, ale był taki dumny że aż mu się oczy świeciły, a my, kibice, klaskaliśmy na trybunach jakby on właśnie wygrał Wimbledon. i co się stało potem? nic wielkiego — wrócił do domu, dalej jeździł na rowerze, ale miał w oczach ten błysk, który mówił „ja też mogę”. a teraz mamy Alexa, który niby ma tę samą namiętność, tylko na globalnej scenie — i co, mamy mu wmawiać, że nie da rady na swoim korcie w Melbourne? przecież on nie po raz pierwszy staje przed swoimi, tylko za każdym razem, kiedy wraca do Australii, czuje się jak u siebie, a my wszyscy znamy te filmy, jak on biega po ulicach Melbourne albo jak spaceruje z psem po parku przy stadionie. to nie jest jakiś obcy, to nasz chłopak, który doskonale wie, jakie emocje idą w parze z Rod Laver Arena, bo tam chodził na treningi jako dzieciak, tam się dorobił do dzisiejszego poziomu. i teraz mamy ten finał ATP 500 — no dobra, niech będzie, że to nie Wielki Szlem, ale to jego pierwszy taki mecz u siebie, w którym on sam mówi, że czuje się jak w domu. i co, mamy mu powiedzieć „no nie, trawa ci nie służy”? przecież to tak, jakbyście mówili komuś, kto dorastał w tym mieście, że nie zna swoich ulic. a ten wasz Arbiter_Enjoyer93, co rzuca tymi „boskimi klimatami” i „dziwaczałymi wróżbami”, to ja mu mówię: no kurczę, niech się wreszcie wyluzuje. przecież jakbyśmy na każdym turnieju mieli czekać na jakiś magiczny klimat albo gwiazdy ułożone w odpowiedni kształt, tobyśmy do teraz czekali na debla z Lindsay Davenport i Kim Clijsters. a tu mamy faceta, który na ziemi potrafił rozłożyć pół świata, a na trawie? no cóż, w połowie sezonu dotrzeć do finału 500 to i tak nie lada wyczyn, zwłaszcza jak się pamięta, że w ubiegłym roku w Melbourne musiał się wycofać przez kontuzję. ale teraz? teraz on wrócił zdrowszy, pewny siebie i z tą żelazną rakietą, którą potrafi wygenerować uderzenie, że sędzia ledwo zdąża sygnalizować aut. i co do tego biletu VIP — no jasne, że ja zapłacę, bo kto jak nie my, kibice, powinien mieć pierwszeństwo do świętowania naszego bohatera? ale niech któryś z was się przyzna, że jakbyście mieli szansę być na trybunach i patrzeć, jak Alex odbiera puchar na korcie, na którym grał od dziecka, tobyście raczej marudzili o piwie pod stadionem, niż marzyli o lampce szampana w loży. a my? my mamy ten przywilej, że możemy być tam, gdzie powinniśmy być — obok niego, kiedy on odbiera swoje zwycięstwo. więc zapraszam wszystkich, którzy naprawdę wierzą w Alexa, żeby zebrali się i poszli ze mną — niech ta noc zostanie zapamiętana, niech każdy z nas poczuje, jak to jest kibicować swojemu człowiekowi, kiedy on robi coś wielkiego na własnym podwórku. bo jeśli nie teraz, to kiedy?Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
no ale kurczę, a co mi tam niektórzy gadają o "boskim klimacie" Melbourne albo że Alex niby nie lubi trawy bo jest z Perth — to jakby mówić, że jadąc z Bydgoszczy do Gdańska macie problem bo tyle że po drodze przez Toruń?! 😂🔥 przecież facet od dziecka chodził w tych butach po kortach przy Rod Laver Arena, a jak był mały, to na trybunach kibicował takim co do dzisiaj grają w barwach Australii — no ale trudno, skoro niektórzy wolą sobie plotkować niż posłuchać co on sam mówi! Alex w zeszłym roku dotarł do półfinału w Melbourne mimo kontuzji, a teraz ma formę jak koks — i co, niby miałby się bać swojego kortu?! serio, Arbiter_slepy, powiedz mi, bo ja nie rozumiem: dlaczego niby na tej samej trawie, która mu pasuje w Perth (no bo jednak jest z Perth!), miałaby go nagle pokonać magia stadionu Rod Laver?! 😱 i LiniowyMaster, a co ty na to że w Rio zagrał na ziemi i wygrał, ale w Melbourne to on gra PRZED WŁASNYM KIBICEM, który zna jego styl na wylot?! wiem, że ty jesteś sceptyk, ale serio — ten facet potrafi zagrywać forhendem z tyłu kortu tak, że sędzia aż się schyla 💪 a na trybunach ludziom trzęsą się ręce jak na szalonym meczu ligowym w Ekstraklasie! i Arbiter_Kupiony, co ty wygadujesz o kalendarzu i tym że on zna kort na pamięć — no jasne, że zna, bo tam spędzał godziny jako junior, ale teraz chodzi o to, że on ma na tej rakiecie więcej punktów co do rozegrania niż większość zawodników w całym turnieju! co ty kombinujesz z tymi wspomnieniami z Lublina, FaulFC, no ale fajnie że ty pamiętasz te stare czasy, ale przecież teraz mamy już prawdziwą gwiazdę, która nie raz udowodniła, że umie walczyć! a bilet VIP — serio, kto niby nie uwierzy? ja pierdole, ja bym zapłacił za szampana nawet jakby miał przegrać finał, bo kibicować trzeba, ale jak on wygra, to ja osobiście podejdę do niego z butelką i powiem "brawo, zasłużyłeś na to, ale żeby nie było — następnym razem to ja wybieram menu w tej loży, bo ostatnio wzięliście te chipsy z serem i ja prawie się zadławiłem" 😤🍾 no ale poważnie, niech ktoś mi powie, że nie chce być tam kiedy odbiera puchar na swoim korcie — no nie ma takiej opcji!Na trybunach od dzieciaka.
-
ej ludzie, aleście się tu nakręcili tymi teoriami o klimatach i „znającym kort na pamięć” Alexie — no nie, serio, Arbiter_Kupiony, ty naprawdę myślisz, że on tam za każdym razem dostaje dodatkowe 20% mocy od stadionu bo się urodził kilka przecznic od Rod Laver Arena? 😅 a MagdazTrybun, ty z kolei jakobyś sugerowała, że facet potrzebuje, żeby mu ktoś przyłożył chipsa do ust by udowodnić, że tam był jako dzieciak — no nie, naprawdę? słuchajcie, ja wam coś powiem, bo miałem okazję pogadać kiedyś z takim facetem, co to przez 15 lat trenował juniorki w Adidzie niedaleko Melbourne — no i ten facet, stary wyjadacz, gadał mi kiedyś, że Alex faktycznie ma w nogach te korty, ale co z tego? przecież połowa zawodników na tourze gra u siebie! pamiętacie Wawrinkę w Genewie albo Djoka w Paryżu? no i co, jeden drugiego tam nie rozłożył z hukiem? a tu nagle wszyscy mówią, że jak Alex nie wygra w Melbourne, to jest jakiś kosmiczny dramat, jakby nikt przed nim nie musiał się męczyć w swojej ojczyźnie. tylko że ja pamiętam, jak jeszcze niedawno takie perełki jak Kyrgios albo Tomić grali u siebie i albo odpadały w pierwszych rundach, albo wchodziły w furię dopiero pod presją — no i co, mieli pecha do „australijskiego klimatu”? przecież to nie żaden klimat, to po prostu jeden z turniejów, a Alex ma na koncie co prawda solidne osiągnięcia na twardej nawierzchni, ale trawa to jednak zupełnie inny świat. i co do tego biletu VIP — no dobra, powiedzmy, że ja też bym z chęcią stał w loży i pił szampana, ale co z tych teorii, które niby mają potwierdzać, że on tam wygra? Arbiter_slepy rzuca, że on zna kort na pamięć — no fajnie, ale zna go pewnie na tyle, żeby wiedzieć, że ta trawa potrafi być zdradliwa jak cholera, kiedy masz za sobą seta stratnego i czujesz te 16 tysięcy par oczu na plecach. ja wam mówię, że jak facet ostatnio w Melbourne dotarł do półfinału, to było trochę szczęścia, bo przeciwnik walnął mu się na kolano — i co, niby teraz mamy liczyć na to, że drugi raz ten sam scenariusz się powtórzy? no i jeszcze ten wasz Arbiter_Enjoyer93 ze swoimi „boskimi klimatami” — ależ się pan nachapał, jakby kibicowanie to była religia, a nie zwykły sport! facet zagrał w Rio na ziemi i było super, ale Melbourne to nie Rio, i tyle. niektórzy z was zachowują się jakby kibicowali za ścianę, a nie obserwowali na żywo — i nie, nie chodzi o to, że on nie da rady, tylko że niekoniecznie musi wygrać od razu pierwszego finału u siebie, no chyba że ktoś wam namieszał w głowie, że to już jest gwarancja sukcesu. ja tam wolę stanąć na trybunie z piwem w garści i dopingować jak szalony, niż marzyć o szampanie w loży — bo dobre kibicowanie to nie chodzi o to, żeby się upić, tylko żeby czuć, że ten facet walczy dla nas, a nie żebyśmy mieli bilet VIP jakby od świętego Graala. i co, ktoś jeszcze wam wciska, że ja się boję o to, że Alex nie wygra? nie, ja się boję tylko o to, że jak przegra, to któryś z was znowu zacznie gadać o „a jednak trawa to nie jego klimat” zamiast po prostu pogratulować zwycięzcy i iść pić. bo wiecie co? kibic to kibic, nie księgowy wyników.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, aleście się tu naprawdę rozkręcili tymi teoriami o klimatach i „znających kort na pamięć” Alexie — no serio, Arbiter_Kupiony, ty naprawdę myślisz, że on tam dostaje jakieś tajne wsparcie od murawy bo się urodził w Perth? 😄 Przecież facet nie raz wracał do Melbourne jeszcze zanim zaczął chodzić do szkoły, a pamiętam, jak tata zabierał mnie na juniorskie mecze Debla De Minaura-Rubleva przy bocznym korcie, kiedy Alex miał 12 lat. I co? Akurat tamten mecz skończył się łzami i rzucaniem rakietą, bo Alex przegrał pierwszy set 0:6, ale nikt z nas nie myślał wtedy, że to jakaś przepowiednia — po prostu facet się nakręcał jak szalony. A teraz patrzycie na jego forhend i mówicie, że to jakaś magia, a ja wam powiem, że ten sam forhend golnął mnie w oko jakieś 10 lat temu, kiedy Alex ledwo sięgał mi do ramienia — dosłownie mnie trafił piłką w czoło, bo próbowałem złapać aut na kamerze. I wiecie co? Nawet wtedy nikt nie powiedział, że to przez „australijski klimat”, tylko że facet ma charakter i bije do celu bez względu na wszystko. I co do biletu VIP — no jasne, że ja bym poszedł, ale niech któryś z was mi powie, kto z was widział kiedyś kibiców, którzy naprawdę piją szampana w loży podczas meczu? Wszyscy wiemy, że tamtejsze ceny są jak za luksusowy hotel, a nie za doping na korcie. Ja wolę podejść do ogrodzenia na Rod Laver Arena, żeby krzyknąć „Dalej, Alex, jesteśmy z tobą!” prosto w te 16 tysięcy głów — i co, niby w VIP-ie lepiej słychać kibicowanie? Przecież tam gra muzyka, ludzie gadają, a my mamy ten jeden dzień w roku, żeby poczuć, że naprawdę jesteśmy częścią tego widowiska. Niech więc ktoś inny płaci za szampana — ja stawiam piwo temu, kto wygra zakład, że Alex dotrze przynajmniej do półfinału, bo w Melbourne on nie boi się niczyjego podwórka, nawet własnego.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, aleście mnie teraz wciągnęli w ten szum o klimatach i VIP-ach — no dobra, MagdazTrybun, masz całkowitą rację, że Alex zna te korty jak własną kieszeń, bo ja sam pamiętam te juniorskie mecze przy bocznym korcie, kiedy on jeszcze latał po całym obiekcie z rakietą wielkości jego ramienia. Stałem wtedy razem z Kasiaslą na trybunie i dosłownie czułem, jak facet się gotuje, kiedy tracił punkt — i wiesz co? Dokładnie to samo czułem w zeszłym roku, kiedy Alex dochodził do półfinału w Melbourne, mimo że dopiero co wrócił po kontuzji. Przecież to nie jest jakiś obcy, to nasz ziomek, który od małego biegał po ulicach koło stadionu z rakietą w plecaku, bo tata przywoził go tu na treningi dwa razy w tygodniu. No dobra, ale KasiaSlask, ty masz cholerną rację, że nie o szampan tu chodzi, tylko o to uczucie, kiedy stoisz tam z piwem w garści i krzyczysz razem z tysiącem innych, że on właśnie potrafi oberwać forhendem prosto w narożnik za dziesiątą. Ja osobiście mogę cię zapewnić, że jak on tam stanie w finałowym meczu, to ja będę stał gdzieś blisko ogrodzenia, żeby wrzeszczeć mu w twarz „Alex, walnij tak jak w Perth!”, bo przecież ta trawa to jednak inna bajka — ale czy on sobie poradzi? Jestem na tak, bo facet ma charakter, a charakter bije klasę, nawet jak mu się coś nie uda raz czy drugi. I co do biletu VIP — no jasne, że bym poszedł, gdybym miał kasę, ale kto by płacił 500 batów za lampkę, kiedy można wziąć 10 piw za połowę tej ceny i dać się ponieść emocjom razem z nim? Arbiter_Kupiony, ty bredzisz o szampanie, ale powiedz mi szczerze — ilu z was naprawdę pije szampana na korcie? Ja wolę ten moment, kiedy on odbiera nagrodę, a my na trybunie darujemy sobie te luksusy, bo przecież kibicowanie to nie o butelki chodzi, tylko o to, że on wie, że nie jest sam. I to jest ta magia, o której mówicie — nie klimat, nie kort, tylko my, kibice, którzy od lat patrzyliśmy, jak on dorastał do tego momentu. Może nie wyjdzie z pierwszą próbą, ale kto powiedział, że ma wyjść idealnie od razu? Ważne, że idzie i że walczy — a na to ja postawię nie tylko piwo, ale i swoją gorącą modlitwę na korcie Rod Laver Arena.
-
Ej, aleście się tu naprawdę rozpieprzyli tymi argumentami za i przeciw jakbyśmy mieli wyrokować o losie niedzielnego mszy — no ale dobra, ja wam coś powiem, co mnie naprawdę wkurza w tej całej dyskusji: że niby Alex ma grać „przeciwko swoim lękom”, a nie przeciwko Berretinim albo Alcarazowi, którzy mają w tej chwili chyba więcej punktów niż on punktów za urodę! 💀 Przecież facet nie przyjechał tu na terapię, tylko na mecz ATP 500, a my mu jeszcześmy nie kupili biletu na finał, bo jeszcze się zastanawiamy, czy ta trawa to jemu pasuje! I serio, Arbiter_Kupiony z tym swoim kalendarzem i znajomościami kortu — no fajnie, że zna stadion jak własną kieszeń, ale co z tych jego przegranych w Londynie i Halle, gdzie przecież trawa jest taka sama, a on odlatywał szybciej niż ja po piątkowej popijawie? 😂 A MagdazTrybun, ty się tak ślini do tego finału, jakbyśmy mieli za chwilę stanąć w kolejce po butelkę szampana, ale powiedz mi — kto z was widział kiedyś, jak zawodnik odbiera puchar na korcie Rod Laver Arena z loży VIP? Tam się nie pije, tam się klaska i płacze, bo to emocje, a nie spotkanie korporacyjne! Ja osobiście postawiłem na Alexowy forhend i fakt, że jak już mu pójdzie, to walnie tak, że sędzia będzie musiał sprawdzać widelem — ale niech ktoś mi powie, kto tu naprawdę wierzy w to, że wygra, skoro ostatni raz, jak był w Melbourne, to musiał się wycofać przez te cholerne plecy? No właśnie, nikt nie podjął tematu kontuzji, tylko się rozpływamy nad klimatami i VIP-ami! A bilet na finał? Ja stawiam 50 zł na to, że znajdzie się jakiś szczęściarz, który pójdzie na trybunę i będzie krzyczeć jak opętany, bo reszta z was będzie siedzieć w knajpach i gadać, jak to by było fajnie… jakby kibicowanie to była wycieczka do pięknego hotelu z butelką w dłoni. 🤡💸 No to co, padają zakłady? Kto idzie na Rod Laver Arena, a kto woli oglądać transmisję z pianką do golenia na stopach? Ja wiem, ja wiem — wygrajciecie, ale zanim to zrobicie, pamiętajcie: jak Alex wygra, to ja osobiście zrobię pamiątkową fotkę z waszymi twarzami na tle ekranu i wyślę wam na fejsa. Za darmo, bo kibicowanie to nie tylko wlewanie szampana, ale też życie pełną piersią — i jeśli macie wątpliwości, to niech wasze nogi zaprowadzą was na trybunę, bo tam dopiero poczujecie, co to znaczy „być z nim”. A bilet VIP? No cóż, jak ktoś naprawdę uważa, że szampan smakuje lepiej od dopingowania na żywo, to niech idzie — ale ja wolę ten moment, kiedy on odbiera puchar i wie, że nie jest sam, bo my tam jesteśmy, a nie w tej luksusowej dziurze, gdzie się gada o klimacie. 😏Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
Ej, aleście mnie teraz napędzili tym szumem o trawie, forhendzie i butelkach szampana, jakbyśmy mieli teraz głosować, czy Alex jest lepszy od samego Roda Laver we własnym otoczeniu — no kurczę, co za rozróba! Słuchajcie, ja wam powiem coś z gruntu, bo miałem okazję pogadać niedawno z facetem, który handluje biletami na korty w Australii od 20 lat i ten facet rzucił mi takie zdanie: „Tu nie chodzi o to, że ktoś zna kort na pamięć, tylko o to, że jak tam stoisz, to czujesz, że powietrze aż buzzy od tego, co wydarzyło się w historii — tyle tu było pięknych zwycięstw, ale też takich, które skończyły się łzami.” I teraz wszyscy rzucacie się na mnie, że niby za bardzo romantyzuję, a ja wam mówię — co wy wiecie o tym, jak to jest stać pod Rod Laver Arena, kiedy w powietrzu latają wspomnienia o Wilanderze, Djoku czy Federerze? Alex nie wygra jutro dlatego, że zna kort albo dlatego, że jacyś starzy kibice wzdychają nad jego dzieciństwem, tylko dlatego, że on ma w nogach coś, czego nie dadzą mu żadne statystyki — tę umiejętność, żeby w czwartym secie, kiedy przeciwnik zaczyna myśleć o przerwie w szatni, on jeszcze potrafi wrzucić takiego forhenda, że sędzia aż mruga oczami. Ale co z tą waszą dyskusją o biletach VIP i szampanie? Ej, MagdazTrybun, twoja obawa o chipsy z serem to chyba najlepsze co ostatnio słyszałem — serio, facet, idź zrób kurs gotowania, bo jakbyś kiedykolwiek jadł te chipsy w loży, tobyś wiedział, że smakują jak karton posypany serem. A KrzysiekWarszawa, ty znowu rzucasz tymi prowokacjami o knajpach, ale ja ci mówię — nie chodzi o to, gdzie się pije, tylko o to, że jak Alex stanie na tym korcie, to nie ważne, czy będziesz na trybunie, w loży, czy pod ogrodzeniem z piwem w ręku — będzie to ten sam moment, w którym my wszyscy poczujemy, że kibicowanie to coś więcej niż doping, to coś, czego nie da się kupić biletem ani szampanem. Więc co, zostawiamy to nierozstrzygnięte? Bo ja wam powiem — jak jutro Alex wygra, to wszyscy powiemy „wiedzieliśmy”, a jak przegra, to znowu zaczniemy gadać o trawie, klimacie i kalendarzu. Ale jedno jest pewne — bez względu na wynik, ten mecz zostanie zapamiętany, bo to nie jest zwykły finał ATP 500, tylko coś znacznie większego. I niech ktoś spróbuje mi powiedzieć, że to nie historia pisana na naszych oczach!Kontekst bije gołą liczbę.