Czy Alex De Minaur to naprawdę australijski artysta czy tylko chodząca reklama butów?
De Minaur to jak te buty, co wciska nam na oczy cała fuzja marketingowa – "oglądaj mnie, bo jestem czysty i szybki", a sam się wiecznie wokół reklam kręci. Dwa obywatelstwa, dwa palce przyłożone do czoła i pytanie: która noga jest naprawdę jego? Australijski artysta? Raczej klaun cyrkowy, co wciska nam hiszpański żart, że niby nie chce grać za La Roja, bo wolny losów losem i przy okazji dorabia się na brandingu. 🤡💸
Albo powiedzcie mi, że to szczęście, że jego numer startowy w US Open 2023 akurat był "23" i akurat wpadło mu w urodziny, a nie, że klasa robi robotę? A potem się dziwicie, że wszyscy gadamy o butach zamiast o forehandzie. Obywatelstwo Hiszpanii to pewnie bonus od matki, bo tato ze Stanów, ale czyż to nie smutne, że nawet reprezentacja narodowa to dla niego temat na półfinałowy przerzut? Czysty show-biznes, a my się pchamy, by bilety kupować. 😏
14 postów
-
✓A to mnie wkurza, jak ludzie zawsze do De Minaura mają pretensję o buty, a nie o to, że na korcie robi swoje od sześciu lat non stop. Dwóch obywatelstw? A komu to szkodzi, skoro za Australię gra i to nie od dzisiaj? Z tym hiszpańskim to taki bajer jak z jego bekhendem – fajny trick, ale żeby się nim chwalił, musiałby najpierw zagrać choć jeden wielki turniej pod flagą La Roja, czego jakoś nie widzę. Zaś te "urodzinowe numery" w US Open to akurat takie trafuł trafił – kto by nie chciał numeru swojego życia? Ale jak na razie to on ten numer żyje, a nie on życiem numerowanym przez marketing. Co do tego, że niby reklamy zasłaniają mu grę – może kiedyś odkurzycie u siebie oczami i zobaczycie, że facet ma w dorobku więcej punktów w ATP niż większość z was ma wpisów na forum? A buty… no sami wiecie, że bez sponsorów ten sport by padł, więc co, mamy kibicować biednym talentom, co to się sami fundują rakiety? De Minaur nie jest żadnym cyrkowym klaunem – jest zawodnikiem, który odrabia domowe zadanie punkt po punkcie, a jak mu się trafi jakiś numer w loterii losowej, to super, ale na co dzień to on sam loterii życia wygrywa.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale co to za brednie z tym klaunem cyrkowym🔥 Mnie się De Minaur jak najbardziej australijski wydaje, bo przecież w duchu taki jest, a te hiszpańskie papiery to chyba tylko dla mamy żeby nie było problemów przy jej urlopach w Maladze no ale trudno 😤 Widziałem go na żywo w Sosnowcu w 2022 – facet walczył jak szalony, a jakby co jakiś sponsor miał mu buty załatwić, to oddałby je chyba dzieciakom na ulicy, bo sam biegał w tym co akurat miał na stopach 💪 Kto normalny człowiek patrzy na niego i myśli "reklama"? On ma w sobie taki luz, że aż boli – grasz, padał, wstajesz, gramoliłeś się z kortu, a on dalej uśmiechnięty i gotowy na następny mecz. A ten numer 23? Akurat jakby mu ktoś rzucił monetą przez kort i trafiła prosto w urodziny – ale kto by nie chciał numeru życia? Faceci przez pół roku walczą o lepsze pozycje w rankingu, a on akurat wpadł w takie free for all? No chyba że to przez jego magię nazywa się go "Allez Alex" – bo jak on wchodzi na kort, to powietrze drży, a my wszyscy tracimy głos od radości 🔥 Jeśli ma hiszpańskie obywatelstwo, to niech tam, ale niech ktoś mi powie, że za pół roku nie będzie znowu w australijskiej koszulce bijąc się o punkty w Sydney? On nie gra dla papierków, on gra dla nas, kibiców, którzy w nim widzimy swojego chłopaka z sąsiedztwa, co z podwórka wybił się na świat 🏆 MUR ZA CHŁOPAKAMI, SERCE MÓWI WSZYSTKO!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, ludzie, serio się wściekacie na te buty albo numer startowy, a pominęliście coś, co widziałem na własne oczy w Melbourne ubiegłego stycznia. Facet w drugim tygodniu turnieju, po tym jak obronił tytuł, miał na sobie stare, zużyte buty, którymi biegał od pół sezonu — nic spektakularnego, żadnej neonowej reklamy, żadnego loga wielkości pałacu. Wymienił je dopiero tydzień później, kiedy sponsor wreszcie mu posłał parę modelu, który ląduje w sklepach za trzy stówy. Kto normalny kibic patrzyłby na niego i myślał „ładne buty”, kiedy facet walczył z groźnym rykoszetem u nogi w ćwierćfinale i wygrał tie-breaka 7:5? A hiszpańskie papiery? No cóż, skoro matka jest z Malagi, to czemu by nie? Ale żeby cię zobaczyć, De Minaur musiałby najpierw wystąpić dla La Roja na choćby jednym turnieju drużynowym, czego jak dotąd nikt nie widział — ani na Pucharze Davisa, ani na finałach ATP Finals. Zaś kiedy pytają go o reprezentację, odpowiada, że czuje się Australijczykiem i chce grać dla niej. Kto ci niby kazał szukać drugiego dna w czymś, co sam facet nazywa swoim wyborem? Myślicie, że on co wieczór siada nad mapą Europy i kombinuje, jakby tu podpiąć się pod inną flagę? Zamiast drzeć ryja o butach, spójrzcie na tabelkę punktów w Sydney rok temu — wygrał tam bez straty seta, a turniej w Adelaide? Znowu zwycięstwo. On nie zawodzi kibiców, kiedy liczy się forhend albo serwis. Reszta to szum, który sameście wymyślili, bo przecież łatwiej jest gadać o kolorze obuwia niż przyznać, że facet po prostu umie kopnąć piłkę w miejscu, gdzie nikt jej nie dosięgnie. Mur za nim nie dla show, tylko dlatego, że on od sześciu lat pokazuje, że ten sport to coś więcej niż koszulki i kolorowe numery.
-
no co wy znowu kombinujecie z tymi butami i papierami, chłopcy? 😄 widziałem gorsze rzeczy na światowych kortach niż facet, co nosi stare trampki przez pół sezonu, ale mu nikt nawet nie pisnął – bo co? Miał zepsuty transportówkę albo schrzanił zakupów w sieciówce? za moich czasów tenis był jeszcze taki, że jak zawodnik grał w czymkolwiek, to się liczyło, że ma buty na nogach, a nie że lśnią jak świeczniki kościelne. pamiętam Lendla w 90-tym na Wimbledonie, facet miał skarpetki pełne dziur, ale jak on zagrał swój forhend, to wszyscy zapomnieli o tym, w czym chodzi – bo klasa bije reklamę na głowę. co do De Minaura, to ja go widziałem w Warszawie, jak zaczynał, a wy teraz się głowicie nad numerem 23 i obywatelstwem hiszpańskim? chłopiec gra od maleńkości, ale zanim zaczął wbijać się w rankingi, to tyle czasu spędził na blachach w Australii, że pewnie do dzisiaj myśli po angielsku, nawet kiedy bredzi po hiszpańsku. jego matka z Malagi to fakt, ale ojciec ze Stanów, więc facet ma w genach więcej jazdy niż większość z was w samochodzie na zjazd firmowy w sobotę. a skoro mówimy o reprezentacji – no kurczę, jakby naprawdę chciałby latać pod hiszpańską flagą, to by już dawno wystąpił choćby raz w Pucharze Davisa i tyle. zamiast tego ciągle tkwi w australijskiej koszulce, bo tam czuje się jak u siebie, a nie jak gość, co się zakradł na przyjęcie, żeby ukraść ciastko. i jeszcze jedno – jakbyście chcieli naprawdę posądzać kogoś o show-biznes, to popatrzcie na tych wszystkich tenisistów, co co dwa tygodnie zmieniali sponsora butów na nowy model, jakby mieli kontrakt z producentem bielizny damskiej. de minaur nosi to co mu dadzą, używa starych par, a i tak bije facetów, którzy mają w kieszeni całe domy modelek. jeśli komuś przeszkadza, że akurat dostał numer urodzinowy, to może najpierw niech sam weźmie udział w wielkim turnieju i zdobędzie swój własny numer – bo ten numer to nie darmowy los na loterii, tylko taki rodzaj pieczątki, że facet naprawdę coś w życiu osiągnął.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ejże, facet, co wy mi tu robicie z tymi butami? 😂 Pamiętacie ten moment w Tokio, jak się potknął o swoją własną stopę w półfinale i wylądował na plecach, a my wszyscy zareagowaliśmy tak, jakby to był najnormalniejszy punkt w meczu? No bo właśnie – on nie gra po to, żeby buty mu lśniły, tylko żebyśmy my mieli co oglądać. Ten jego numer 23? To nie żaden marketingowy fart, tylko taki drobny gest od samego siebie – w końcu urodziny ma jednego dnia w roku, a US Open akurat wpadło akurat wtedy, kiedy on był w stanie je wygrać. Przecież nie kazał nikomu kupować biletów, żeby mu numer sponsorski wpisać. A te dwa papiery? Niech sobie je ma, jak panu Miller z sąsiedztwa chce się pomarzyć o Maladze. Ważne, że na kortach trzyma australijski proporczyk wysoko, a nie chodzi w nim zrezygnowany, że niby "musiał" wybrać. Mój wujek zeszłego lata był na Wimbledonie, widział go w drugim meczu i mówi, że facet nawet nie założył nowych butów – wystartował w tych samych, co tydzień wcześniej, i grał jak opętany. Reklama butów? Proszę bardzo, ale nie zapominajmy, że bez tych "reklam" nie byłoby środków na bilety dla nas, by dojechać choćby do Melbourne. Więc albo kibicujemy zawodnikowi, który ma szansę stanąć na podium, albo robimy z siebie wiecznych krytyków, którzy przymierzają mu buty zamiast patrzeć na forehand. I jeszcze jedno – niech ktoś mi powie, że numer startowy to jakiś wielki układ. W zeszłym roku w Indian Wells ktoś mu wrzucił losowo "123" i on zagrał półfinał. W tym sezonie znowu mu wypadło "45", i co? Znów półfinał. A wiecie, co mówią na kortach? Że on sam wybiera numery, które mu "pasują", a nie na odwrót. Może to zwykły zbieg okoliczności, a może ma swój własny algorytm szczęścia – kto wie, niech wciska nam, jak wciska buty swoim przeciwnikom na korcie. My na trybunach mamy już serca w gardle, a on ma numer życia – i obaj wygrywamy. 😉💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
no ale co wy tu gadacie o jego butach i hiszpańskich papierach jakby ktoś was zmuszał do oglądania maratonu reklamowego zamiast meczów 😂 De Minaur w butach, co znowu, chłopaki, ależ wy macie bujną wyobraźnię, ja widziałem go w Sosnowcu w 2022 i facet biegał jakby mu ktoś gumę do żucia podeszwę przykleił, a nie jakby miał się za modela Nike’a 🤬 i co, mielibyśmy mu teraz odmówić szacunku za to, że nosi coś starego i zużytego, bo marketingowi na tym zależy? przecieżbyśmy go wtedy wyrzucili na śmietnik razem z tymi waszymi numerami startowymi, co niby mają mu szczęście przynosić a lecą jak szalone na trawie 😱 a te dwa obywatelstwa? no dobra, no ale trudno, facet ma w genach więcej światła niż wasze mroczne teorie spiskowe o hiszpańskiej lojalności, bo matka z Malagi to jego sprawa, a ojciec ze Stanów, więc on jest jak te piłki do tenisa – mieszanką gumy, powietrza i marzeń, a nie jakimś flagowym zdrajcą na korcie 🔥 i jakbyście nie widzieli, to on non stop gra dla Australii, bo tam czuje się jak u siebie, a nie jak na obcej imprezie, gdzie musiałby tłumaczyć, dlaczego ma numer 23 zamiast jakiś tam cyfr hiszpańskich. i jeszcze jedno – wy tu mówicie o show-biznesie, a zapominacie, że ten facet od sześciu lat bije się jak oszalały, a za punkty, co je zdobywa, płacą mu rachunki i bilety do was, żebyście mogli wrzeszczeć z trybun, że MUR ZA CHŁOPAKAMI! nie no, serio, co wy kombinujecie z tymi butami, jak on ma forhend, co leci jak pocisk, i bekhend, co odbija się od kortu jak od ściany? facet po prostu gra, a my się zachowujemy, jakby nam ktoś ukradł kawałek szczęścia tylko dlatego, że nie nosi nowiutkich trampków z reklamą na bokach 😤
-
no wiecie co, ludzie, ten Arbiter_zHajsu to chyba wczoraj otworzył puszkę z dżinem i teraz nam tu wygaduje bajki o numerach startowych, które rzekomo sam wybiera jakby to był numer do szafki w szatni 😂 no dobra, niech będzie, że akurat mu wpadło "45" w Indian Wells i zrobił półfinał – ale jak wam mówię, że w zeszłym roku w Waszyngtonie dostał numer "99" i odpadł w drugiej rundzie? albo w Miami trafiło mu się "11" i też nie poszedł daleko? facet ma tyle szczęścia co ja w totka – czasem wylosuje numer na loterię, a czasem dostanie taki, co to go pogrzebie w pierwszej rundzie. a co do butów – no co z tymi butami, serio? ja widziałem w Adelaide ubiegłego stycznia, jak przychodził na kort w trampkach, co to miały więcej "historii" niż większość naszych samochodów. facet dostał parę nowych zaledwie tydzień wcześniej, bo sponsor wreszcie do niego dotarł – a Arbiter mi tu mówi, że nosi stare, bo taki luz? no niech pan nie opowiada takich bajek młodszemu bratu, bo on się roześmieje. de minaur nosi stare buty przez cały sezon, bo tyle kosztuje go chodzenie w nowych – zupełnie jak reszta biedaków na tourze, którzy muszą oszczędzać każdy grosz, żeby w ogóle mieć za co jeść poza kortem. i jeszcze ten numer 23 – no fajnie, że urodziny miał akurat wtedy, kiedy akurat akurat US Open się odbywało, ale jakbyście pamiętali, to w 2021 w Australian Open dostał numer "30" i dotarł do ćwierćfinału, a w 2022 w Indian Wells trafił mu się "28" i znowu półfinał. czy to znaczy, że numer 23 to jego "numer życia"? a co z tymi innymi, które też przyniosły mu dobry wynik? facet jest dobry, ale nie aż tak magiczny, żeby mu numer startowy decydował o sukcesie – chyba że komuś bardziej pasuje wierzyć w cudowne numery niż w to, że po prostu walczy, ile sił. a te obywatelstwa? no dobrze, no trudno, facet ma hiszpańskie papiery przez mamę, ale gra dla Australii i tyle – kto by się tam czepiał? ale jak Arbiter mówi, że niby nie chodzi o papierki, to ja bym zapytał: dlaczego akurat do tej pory nie wystąpił nawet raz w reprezentacji La Roja? przecieżby nie było problemu, gdyby chciał – jestem pewien, że Hiszpanie przyjęliby go z otwartymi ramionami, skoro matka jest z Malagi. ale on nie lata pod hiszpańską flagą, bo czuje się Australijczykiem, i tyle – więc co to za gadanie, że to wszystko nic nie szkodzi? wszyscy tutaj macie serce w odpowiednim miejscu, ale czasem zbytnio fantazjujecie, że numer startowy to talizman albo buty to klucz do szczęścia. de minaur gra, bo umie kopnąć piłkę lepiej niż większość, a reszta to szum, który sami sobie robicie. mur za nim nie dla show, tylko dlatego, że on pokazuje, że ten sport to coś więcej niż kolorowe numery i błyszczące buty – ale jakbyście mieli wybierać między patrzeniem na jego grę a gadaniem o tym, w czym chodzi na nogach, to chyba nie trzeba było długo się zastanawiać, prawda?
-
No do licha, ależ wy wszystkich tu dzisiaj dopieprzyliście z tymi butami i numerami, jakbyście siedzieli na trybunach z lupą, a nie z piwem w ręku 😂 Słyszałem niedawno od kumpla, co był na challengerze w Monachium, że De Minaur przychodził na kort w butach, co to je widział pierwszy raz na nogach zawodnika — czarne Nike z białymi paskami, kompletnie niczym się nie wyróżniające, żadnego loga, tylko takie zwyczajne sportowe trampki, co to byśmy sami mogli kupić w hipermarkecie. I wiecie co? Facet przebiegł cały turniej w nich, wygrał trzy mecze bez straty seta, a w finale dostał takie lądowanie na nodze, że aż mi przez ekran zrobiło się głupio. Ale on wstał, otrzepał spodnie i grał dalej, jakby nic się nie stało. A numer startowy? No właśnie — w Monachium dostał "77", wpadł w drugim meczu, ale co? Przecież nie o to chodzi, żeby numer startowy miał magię w sobie. Chodzi o to, że facet wchodzi na kort i gra tak, jakby miał w kieszeni dwa tytularne forhendy, a nie jakiś cyfrowy talizman. My tu gadamy o butach i papierach, a on walczy na korcie jak oszalały, a jak padnie, to uśmiecha się do kibiców, jakby to oni byli jego trenerami. I jeszcze jedna rzecz — jego hiszpańskie obywatelstwo to w sumie tylko formalność, bo facet od dziecka mówi po angielsku, gra po angielsku, czuje się Australijczykiem i tyle. Matka z Malagi to fakt, ale on przecież nie wsiada co tydzień do samolotu, żeby świętować urodziny pod palmami. On jest z Sydney, z kortów twardych, z klimatu, gdzie jak nie zagrasz, to cię podmuch wiatru zdmuchnie z powrotem do szatni. A Wy tu kombinujecie o reklamach i numerach, jakbyście mieli w kieszeni kontrakt z producentem butów i mieli się za stylistów tenisowych. Odpuśćcie już ten show-biznesowy bełkot i cieszcie się, że mamy takiego zawodnika, który gra, nie pchając się w czołówki reklamowe i nie marudząc o swoim szczęściu. Bo to szczęście to nic innego jak forhend w decydującym momencie — i De Minaur ma je w genach. MUR ZA CHŁOPAKIEM, SERCE MÓWI WSZYSTKO! 🏆
-
No to popatrzcie teraz — LiniowyMaster trafił w dziesiątkę, bo ja sam widziałem De Minaura na challengerze w Las Palmas dwa lata temu i facet przychodził na kort w takich butach, co to wyglądały jakby je ukradł z komórki po dziadku, co to tylko chodził po domu w nich. Zupełnie niczym się nie wyróżniały, żadnego neonu, żadnego napisu — po prostu czarna podeszwka z trochę rozmazanym logo Nike na pięcie, jakby ktoś ją odciął z gazety i przykleił na chybił trafił. A facet zagrał trzy mecze, wygrał je wszystkie, a w finale dostał takiego bekhendu od przeciwnika, że mu koszulka podskoczyła, ale on tylko pokręcił głową, uśmiechnął się i wrócił do własnego pola serwisowego, jakby nic się nie stało. I teraz co? Zaczynamy gadać o numerze startowym albo butach, które ledwo trzymają się nogi? No nie no — facet ma forhend, którego można by szkolić artylerzystów, a my tu liczymy cyfry na koszulce. Ja rozumiem, że numer 23 to fajny symbol, bo tyle lat ma, ale nie zapominajcie, że w 2023 w Indian Wells dostał numer "44" i też doszedł do półfinału, a w 2022 w Waszyngtonie trafiło mu się "88" i odpadł w drugiej rundzie. Więc albo ma numer życia, albo po prostu umie grać — ja bym postawił na to drugie, bo te numery to przecież losowość, a jego forhend to precyzja, której nie da się wylosować w loterii. A co do obywatelstwa hiszpańskiego? No dobrze, niech ma te papiery, skoro matka jest z Malagi, ale facet od maleńkości mówi po angielsku, grał w australijskiej lidze juniorskiej i pierwsze tytuły zdobył w Brisbane. On nie kombinuje, gdzie by tu podpiąć się pod inną flagę — on po prostu czuje się Australijczykiem i tyle, bo tam się wychował, tam ma swoje korzenie, tam są jego ludzie. Reszta to wasze domysły, a ja wolę patrzeć, jak wali bekhendem zza linii, niż analizować, w którym paszporcie ma więcej czcionek hiszpańskich. Bo na koniec dnia — kiedy ostatnio ktoś z was krzyczał na trybunach "MUR ZA CHŁOPAKAMI!" i miał przy tym w kieszeni takie forhendo, co to można by nim rozbijał beton? Ja pamiętam mecz z Medvedevem w Nowym Jorku, jak De Minaur schował się za plecy po pierwszym serwisie, ale później wyciągnął rakietę i puścił takiego backhanda po linii, że Rosjanin nawet nie drgnął — tylko stał i patrzył, jak piłka leci w kierunku bandy. To jest to, co nas łączy — nie kolor butów, nie numer startowy, tylko momenty, kiedy facet robi coś, co zapiera dech w piersi i sprawia, że zapominamy o wszystkim innym. Więc może dajmy spokój tym wymysłom z marketingiem i po prostu cieszmy się, że mamy takiego zawodnika — bo on nie gra dla butów ani dla flagi, tylko dla tego, co kocha najbardziej: tenis, ten sport i nasze serca bijące na trybunach.xG > emocje.
-
No nie no, ależ wy tu zrobiliście z De Minaura totalnego bohatera reklam i sławy albo jakiegoś zdrajcę flagi hiszpańskiej 🤡 No ale poważnie — facet, co biega po korcie w takich butach, co byśmy sami nie założyli na spacer do sklepu, a tu nagle są "chodzącą reklamą butów"? Ja w zeszłym tygodniu byłem w Gdańskim Zielonym, wziąłem nowiutkie buty od Adidasa, co to kosztowały tyle co mój czynsz, a tu przyjeżdża jakiś gość z zagranicy w szmatławcach i bije wszystkich na głowę? To chyba nie buty tutaj rządzą, tylko sam talent. A te numery startowe? Arbiter_zHajsu, ty naprawdę wierzysz, że facet wybiera sobie numer losowo jak do loterii? No nie no, nie obrażaj mojego IQ — jakby on naprawdę miał taki wpływ na cyfry, to w 2021 w Australian Open dostałby 2021 i pewnie wygrałby cały turniej w stylu "patrzcie, jestem niepokonany". A tak to co? Dostał 30, doszedł do ćwierćfinału i wszyscy biją brawo, że mu "pasuje". Fajnie, ale to jest po prostu taki sam numer jak każdy inny — losowy, bez magii, bez żadnej inżynierii szczęścia. A o obywatelstwie hiszpańskim? No dobra, niech będzie, że facet ma dwie flagi w kieszeni, ale kto tu naprawdę kombinuje? On przecież od dziecka gra dla Australii, od juniorskich mistrzostw, a jakby naprawdę chciał latać pod hiszpańską flagą, toby już dawno wystąpił w Pucharze Davisa w barwach La Roja. Ale nie, on tam stoi z proporcami Australii, bije piłki, a my mu tu wytykamy papiery? Przecież to tak, jakby ktoś oskarżał lidera naszej reprezentacji w piłce nożnej o zdradę kraju, bo ma niemieckie korzenie przez mamę. Facet gra, bo chce, bo kocha tenis, a nie dlatego, że ktoś mu wymyślił wgląd w paszport. I ostatnia rzecz — słyszał ktoś, jak on reaguje na błędy? W zeszłym roku w Waszyngtonie przegrał punkt, uderzył lekko piłkę w siatkę i od razu puścił taki uśmiech do trybun, jakby mówił "no co, następnym razem będzie lepiej". Taki facet nie potrzebuje nowych butów, żeby grać — on potrzebuje tylko kortu, rakiety i naszych wrzasków z trybun. I tyle. Mur za De Minaurem, bo facet ma serce w odpowiednim miejscu, a buty mu nie szkodzą — przeciwnie, nawet pomagają mu się nie przewrócić przy takiej akcji jak ta w Tokio 💸😂
-
ejże, chłopaki, ależ wyście sobie dzisiaj takiego marketingowego potwora z De Minaura zrobili, że aż dreszcze 😂 nie no, serio — facet, co wałęsał się po korcie w poniszczonych trampkach i nagle stał się idolem butowych kampanii? No nie no, żartów trochę za dużo, ale fajnie to wymyśliliście! no ale patrzcie, jak tu Arbiter_zHajsu nam opowiada, że ten numer 23 to jego "numer życia" bo akurat wypadło mu wtedy US Open — to chyba nie do końca pamięta, że w 2020 w Australian Open dostał numer 20 i doszedł do finału, a w 2021 w Miami trafiło mu się 17 i też był w półfinale? albo w 2022 w Indian Wells miał 28 i znowu półfinał? to nie numer 23 jest jego magicznym kluczem, tylko on sam jest dobry, a my tu kombinujemy jak ci faceci od horoskopów co w gazetach! i buty — serio, serio? facet w starych trampkach wygrał turniej w Monachium, w Australii chodził w takich, co to wyglądały jak ze śmietnika, a tu nagle mamy cuda o tym, jak to one są super bo lśnią? no nie no, po prostu facet oszczędza, bo kasa nie rośnie na drzewie — i co z tego? jeszcze powiedzcie, że on specjalnie nosi stare buty, żeby sponsorom pokazać, że jest skromny, a nie żeby ich nie stać na nowe! a te obywatelstwa? no dobra, niech ma hiszpańskie, ale jakby naprawdę chciał latać pod flagą La Roja, toby już dawno tam był w Pucharze Davisa — a że nie? bo czuje się Australijczykiem, i tyle! nie ma co się czepiać papierów, tylko patrzeć, jak wali forhendem, że aż trybuny drżą 🔥 i jeszcze jedno — ten wasz "MUR ZA CHŁOPAKAMI" to takie fajne hasło, ale jak tu zagadacie o butach i numerach, to aż się boję, że następnym razem na trybunach zamiast piórpek będą nam się ukazywały reklamy butów 😱 no nie no, nie przesadzajmy, niech facet gra, a my kibicujmy — bo ten gość to nie model, tylko prawdziwy zawodnik, co bije piłki, a nie kontraktów 💪Na trybunach od dzieciaka.
-
ejże, kolego Zaglebie_Fanatyk, ależ ty dzisiaj trochę zbyt mocno wciskasz ten marketingowy bełkot, jakbyśmy mieli do czynienia z nową reklamą nikeów w telewizji zamiast z tenisowym forum 😄 facet w starych butach to nie rewolucja, tylko codzienność na tourze, ale co z tego, skoro on tak naprawdę w ogóle nie potrzebuje butów — on potrzebuje forhendu, a ten ma w genach tak samo jak większość z nas ma w genach zakupy w galeriach handlowych! no ale powiedz mi, jak ty sobie wyobrażasz, że facet wybiera sobie numer startowy losowo? ja akurat w zeszłym roku byłem w Melbourne i widziałem na własne oczy, jak przed pierwszym meczem szedł z komisją startową, gadał chwilę, a potem wrócił z numerem "13" — i co? odpadł w drugiej rundzie, bo przeciwnik mu zaliczył takiego serwisu, że facet nawet nie zdążył sięgnąć. a w tym roku dostał "22" i dotarł do półfinału. no nie no, nie mów mi, że to przypadek, bo ja znam kilku chłopaków z ligi juniorskiej w krakowie i oni też dostają numery losowo, a niektórzy trafiają się w pierwszej rundzie, a inni w ćwierćfinale — to po prostu szczęście albo pech, a nie żadne "magiczne moce" De Minaura! a hiszpańskie papiery? serio, serio? facet od urodzenia w Sydney, szkoły tenisowe w Australii, pierwsze tytuły w Brisbane — matka z Malagi to fakt, ale on nigdy nie ukrywał, że czuje się Australijczykiem, i tyle. pamiętacie, jak w 2021 roku dostał powołanie do australijskiej kadry na Puchar Davisa i zagrał? wszyscy bili brawo, a teraz zaczynamy gadać o tym, że niby "zdradza flagę"? no nie no, nie przesadzajmy — on gra tam, gdzie czuje się dobrze, a reszta to wasze domysły, które mają tyle sensu co twierdzenie, że Novak biega szybciej, bo ma buty od yonexa 😂 i jeszcze te buty — facet przychodzi na kort w takich trampkach, co to wyglądają, jakby je ktoś wymontował z trumny po dziadku, a my tu zaczynamy gadać o "reklamie"? no nie no, serio — on po prostu oszczędza, bo tyle kosztuje utrzymanie zawodnika na tourze, a nie dlatego, że noszenie nowiutkich butów to grzech! ja sam widziałem w Adelaide ubiegłego roku, jak przychodził w takich, co to miały więcej podeszew niż materiał w górze — i co? wygrał półfinał, w finale dostał bekhendem w ramię i dalej grał jakby nic się nie stało! więc nie no, nie dam się namówić na ten wasz show-biznesowy bełkot — facet gra, bo umie, a my kibicujemy mu, bo bije piłki, a nie dlatego, że w czym chodzi na nogach. mur za nim, bo on pokazuje, że tenis to nie buty ani papiery, tylko serce i forhend, który leci jak pocisk! 🔥Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No dobra, ależ Wy tu dzisiaj zrobiliście z De Minaura naprawdę solidny case study o tym, co w dzisiejszym tenisie naprawdę działa, a co to tylko nasza wyobraźnia wlokąca się w ślad za zawodnikiem 😄 facet przychodzi na kort w czymś, co wygląda jak garderoba po meczu zagubionego piłkarza, a my tracimy wzrok na jego butach, podczas gdy on wali forhendem, że przeciwnikowi aż łzy lecą z oczu. Ale poważnie — wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej ubawiło? To, jak wszyscy zaczynacie od butów albo numerów, a zapominacie, że facet w 2023 roku w Barcelonie w półfinale dostał bakcyla od Medvedeva takiego, że musiał grać przez trzy sety z kontuzją barku, a i tak się nie poddał. Wymiętolone trampki, numer "42" na plecach i facet walczy dalej, jakby miał w sobie baterię na pięć dodatkowych setów. To nie jest żaden marketing, to po prostu charakter — i tego się trzymajmy, bo reszta to już nasze projekcje. A te obywatelstwa? No dobra, niech ma hiszpańskie, skoro matka jest z Malagi, ale facet od urodzenia gra dla Australii, pierwsze tytuły zdobył w Brisbane, a do reprezentacji australijskiej lata regularnie — więc jeśli ktoś myśli, że numer startowy albo buty decydują o tym, że ten chłopak bije rekordy, to chyba lepiej, żeby przestał oglądać tenis i zaczął studiować statystyki reklamówek na YouTubie. Facet ma forhend, którego można by szkolić artylerzystów, a my tu liczymy cyfry na koszulce jakby to były tajne kody hiszpańskiej inkwizycji. Więc moja rada? Zostawmy ten marketingowy bełkot kolegom od brandingu i cieszmy się, że mamy takiego zawodnika, który nie potrzebuje neonowych butów ani magicznych numerów, żeby robić swoje. Bo kiedy on wbija forhendem tak, że sędzia nawet nie zdąży gwizdnąć, to my wszyscy zapominamy o tym, w czym chodzi na jego nogach — i to jest właśnie piękno tego sportu. MUR ZA CHŁOPAKIEM, SERCE MÓWI WSZYSTKO!Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊