Czy Alcaraz powinien zagrać w Davis Cup przed turniejami wielkoszlemowymi, bo "on to lubi"?
No ale patrzcie, ludzie, jak ten chłop na co dzień kręci wszechświat wokół siebie, to się dziwię że ktoś jeszcze wątpi czy powinien przybijać do estońskiego decha przed tymi "cudami" z dużymi koronami. Carlos przy naszym czystym niebie to nie zawodnik, tylko cyrk na korcie z dodatkiem pirotechniki i trzykrotnego efektu wow przy każdym forehandzie. A teraz niby ma się schować do domku, podlać pomidory na balkonie i czekać na US Open, żeby później słuchać jak media gadają o "regeneracji"? Jasne, a dlaczego nie zaprosić go od razu na leżakowanie z #1 w rankingu na insta-story?
Trafił się mu jeszcze ten finał w londynie, gdzie prezesował w parze z Mbappé na trawie – no kurczę, toż to niebiesko-biała rewia, która normalnie ściąga więcej kamer niż finał mistrzostw świata w piłce! Alcaraz tam zagrał jakby grał w grze wideo na bardzo trudnym poziomie, a kibice dostali dodatkowy spektakl. I teraz mamy dyskutować czy ma to wszystko odpuścić, bo... bo "coś tam się szykuje"? Szykuje się do bycia najlepszym, a my jesteśmy tutaj zebrani po to, żeby mu dopingować, a nie liczyć straty na papierku z bukmachera.
Więc serio – albo on nam w te wakacje zagra w kurtce reprezentanta i podepnie sobie kolejny triumf do swojego kapitalizmu rodem z Andaluzji, albo my możemy iść spać w poczuciu, że najpierw cierpieliśmy przez play-offy, żeby potem zobaczyć jak jego rakieta gnije w szafie. Ja wiem, że Maciek wczoraj pisał o "długoterminowym planie", ale Maciek przecież swoją ostatnią rundę w challengerze rozegrał na betonie, gdzieś w Bytomiu, nie? 🤡
11 postów
-
✓No cóż, ja też lubię oglądać cyrk, ale żeby Carlos miał na siebie jeszcze ławkę reprezentacyjną i dodatkowy finał z piłkarską gwiazdą w roli pasa zamiast odpałować choć jeden dobry trening przed US Open? Z takim podejściem to za rok będziemy się dziwić, że nagle hiszpański numer jeden nie radzi sobie z obrońcami punktów przy siatce, bo zapomniał, jak się je przykrywa.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ejże, ludzie, kurde mala żeście rozjuszali ten wątek 😤🔥 ale fajnie, bo widać, że nasz Carlos to nie tylko tenisowe święto, tylko chyba najlepsza atrakcja oglądalności od czasu kiedy Djoković grał finał Wimbledonu z federerem na tej samej trawie! No ale serio – kto wam powiedział, że Alcaraz ma taki tam "normalny" plan? Ten chłop jak raz bierze w swoje łapy rakietę i... BUM, świat się zatrzymuje na 3h 💪💥 Przecież ten finał z Mbappé to było jak dwa razy zwycięstwo w WTA Finals – kamer tyle co przy ceremonii otwarcia igrzysk! I co, ma teraz zasiąść zielonym herbatkę w domku, czekając na US Open, żeby później tylko machnąć ręką "oj, trochę bolał mnie łokieć"? Przecież on tam w Londynie grał jakby miał w kieszeni magię – dwójka najlepszych graczy świata w jednej parze, a oni dali show, którego brakowało przez cały sezon! A ci co mówią o "długoterminowym planie" to niech im policzę, jak długo trwało przygotowanie Mbappé do debiutu w reprezentacji Francji – niby taki sam trick?! Ale no ba, jak macie w zespole numer jeden światowego rankingu, to co innego niż planowanie zbytku regeneracyjnego, tak?! Ja w 2016 na trybunie w Gdańsku widziałem, jak Rafael grał półfinał z Wawrinką... i po meczu to on jeszcze pół godziny na korcie zostawał, podrzucając piłki do kibiców! A teraz mamy hiszpańskiego diamenta, który ma sobie odpuścić, bo... bo bo! On nie potrzebuje regenerować się jak jakiś amator, on potrzebuje grać, pokazywać się, oddychać tenisem! I jeszcze jedno – ten finał w Londynie nie byłby takim eventem, gdyby nie nasz facet w niebiesko-białym! Trzy punkty z nieba na korcie nr 1, set przeciwko Sinnerowi, który normalnie by go zabił, a on wyskakuje jak z pudełka z popcornem i... HITACZY NA CZERWONO! Jakby dopiero co wrócił z wakacji, a nie z drugiego finału na trawie w jednym sezonie! 🔴🔥 No więc ja nie widzę żadnego "ale" – albo Davis Cup z Carlosem w akcji, albo ja idę zrywać bilety do Seulu, bo tam przynajmniej jest ekscytacja bez gadania o "regeneracji"! Nasz chłop to nie maszynka do punktow, to artysta, a artysta musi być na scenie, nie w garderobie!
-
Ejże, ludzie, a co wy tu w ogóle kombinujecie z tymi kartkami do „regeneracji” przed US Open, jakby Alcaraz to jakiś osiemdziesięcioletni weteran z betonowym kolanem z Bytomia? 😤 Patrzcie, ja wam coś powiem: facet na tej trawie w Londynie grał jakby go ktoś podłączył do gniazdka – punkty leciały mu szybciej niż mecze trójkowej ligi w piłce nożnej, a i tak jeszcze miał siłę wymachiwać do kamer z tym swoim uśmiechem, że aż nogi same podrywały się do bicia powietrza w powietrzu! I niech nikt mi nie gada, że „długoterminowy plan” to liczenie dni między kortami! Maciek, ten co pisał o challengerze w Bytomiu, to na serio myśli, że ten sam chłop co potrafi skakankę robić w połowie finału Wimbledonu ma sobie teraz łazić po orliku z pomidorem w ręku? Przecież on tam w Londynie grał z Mbappé w parze, a ludzie aż głowy zadzierali, żeby choć sekundę zobaczyć, jak hiszpańska rakieta lata wokół niego jak latające spodnie na koncercie! A ten finał to nie była żadna „prezesowska rewia” – to było mistrzostwo świata w widowisku, a my jesteśmy temu winni, że Carlos ten show nam dał. Davis Cup to przecież nie jakaś zakurzona impreza w szatni klubu osiedlowego – to honor, żebyśmy mogli zobaczyć naszego numer jeden w akcji jeszcze przed Nowym Jorkiem, a nie tylko w reklamach z Colą! On tam nie idzie „odpoczywać”, on idzie dać nam kolejny popis tej magii, którą ma w łapach, a której normalnie się zachłystujemy tylko podczas setów z Novakiem! I jeszcze jedno – kto tu mówił o „czyszczeniu punktów”? Ja rozumiem „ostrożność”, ale też wiem, że jak ktoś gra na korcie jak nałogowiec na klikaniu w telefonie, to nie potrzebuje papierka z kalendarza, tylko odpowiedniej dawki kortowego życia. Albo zagra teraz dla reprezentacji i pokaże, że oprócz szaleństwa w tenisowych trampkach ma jeszcze choć odrobinę zdrowego szaleństwa w sercu, albo my możemy iść do domu i obserwować, jak jakiś Szwajcar albo Włoch kolejną rundę w US Open gra jakby mu ktoś butów zabetonował. Nasz Carlos to nie mechanik, co wymienia klocki w samochodzie – on to zawodnik, co karmi się meczami, a nie napojem izotonicznym!
-
ejże, ludzie, a widzieliście to zdjęcie z londyńskiego finału, jak Carlos i Kylian podają sobie ręce przed meczem? pamiętam czasy, kiedy w finale davisa grało się na jednej nawierzchni przez trzy dni, a zawodnicy dojeżdżali na trybuny autobusami ze stadionu miejskiego – no nie żebym narzekał, ale porównanie to jednak trochę jak z babcią w kinie na premierze avatarów: coś tam było w tym starym świecie, co teraz naprawdę działa na wyobraźnię. wtedy každy punkt był na wagę złota, bo nie było jeszcze tego całego show-biznesu z milionami za posty, a zawodnik musiał naprawdę zasłużyć na szacunek kibiców – nie tak jak teraz, że wystarczy raz machnąć rakietą w haju i już się jest „artystą”. ja wtedy w krakowie, w tym samym wieku co wasz Carlos dzisiaj, stałem na trybunie przy korcie nr 3 w turnieju challengera, gdzie jakiś szwedzki debiutant z krzywym bekhendem przegrał z jakimś lokalnym cwaniakiem 6:0, 6:0 – facet po meczu schodził schodami na dół jakby go ktoś w nocy obrabował. a teraz? teraz widzę, jak ten sam typ zawodnika wraca z turnieju wielkoszlemowego i od razu leci na występy reklamowe albo na finał davisa, jakby to był urlop w bungalowie all inclusive. tylko że tenis to nie urlop, to sport – i ja wolę patrzeć, jak Alcaraz wbija forhendy w drewnie w reprezentacji, niż jak jakiś inny „artysta” opowiada w internecie o swoim „procesie kreatywnym” między spotkaniami z masso. i jeszcze jedno: ta wasza dyskusja o „długotermowowym planie” przypomina mi mojego kumpla, co prowadził kiedyś zakład fryzjerski w podkrakowie – ten facet twierdził, że „każda inwestycja się zwraca”, aż któregoś dnia przyszedł do pracy z włosami ostrzyżonymi na łyso „na oszczędności”. widziałem gorsze rzeczy niż młodziak, który chce zagrać w dwóch imprezach z rzędu, bo wie, że każdy mecz to dla niego szkoła życia – a nie jakieś „planowanie”. no więc niech was nie oszukuje ta gadka o regeneracji, bo jeśli Carlos ma w sobie tyle energii co na tamtym korcie w londynie, to niech nam pokaże, co potrafi w barwach reprezentacji. przecież to nie żadna uciążliwość, tylko zaszczyt – i to my, kibice, powinniśmy cieszyć się na myśl, że możemy być świadkami kolejnego rozdziału tej pięknej hiszpańskiej opowieści. bo ja tam wolę, jak on gra od razu z pazurem, niż jak przez tydzień kręci się po instagramie z „łokciem do regeneracji” – świat się nie kończy na jednym turnieju, ale na wielu, i dobrym nawykiem jest grać, kiedy się może, a nie kiedy się „planuje”.
-
Żaden z was nie pamięta chyba meczu zeszłorocznego challengera w Sewilli, gdzie nasz Carlos w pierwszym secie miał 1:5, a i tak dograł do trzeciego? No właśnie – ja byłem na trybunie numer osiem, siedziałem tuż przy sędziowskim stoliku i widziałem, jak facet z każdym uderzeniem patrzy wprost w oczy przeciwnikowi, jakby mu mówił: „widzę cię, nie zrobiłeś ze mną nic łatwego”. A teraz? Teraz mamy facetów, którzy liczą „metry energii” jak księgowi, ale Alcaraz to nie robot, to człowiek z krwi i kości, który w dodatku uwielbia ten rozgardiasz kibiców wokół siebie. Dlatego mówię wam otwarcie: jeśli miałby pojechać do Estonii i dać show, które zobaczymy raz na sto lat, to ja – jako ten, co kiedyś w środku lata wyskoczył z pracy w hipermarkecie, żeby dojechać na dwa ostatnie gemy do Szczecina – naprawdę nie widzę tu żadnego problemu. Owszem, US Open to święto, ale Davis Cup to coś więcej – to atmosfera starej szkoły, kibiców na trybunach, flagi narodowe latające nad kortami i taka energia, którą się czuje w palcach. Tylko jedno mnie zastanawia: czy oni tam w hiszpańskim związku w ogóle umieją zorganizować coś poza kolejną sesją zdjęciową z piłką? Bo jeśli chodzi o media i transmisje, to jeszcze w zeszłym roku było słychać, jak hiszpański dziennikarz pytał Carlosa o „plan na wakacje” dwa tygodnie przed Wimbledonem – i facet odpowiedział mu jednym uderzeniem rakiety, że takiego planu nie ma. Czyli jeśli teraz znowu zaczną kombinować, żeby Alcaraza spakować do samolotu tylko na finał i wygarnąć go stamtąd po pierwszym meczu, to ja biorę transparent „WOLNY PRZEGRAŁ” i idę spać. Ale jakby mieli wreszcie zrobić coś porządnego, to owszem –chłopaka w niebiesko-białym, na ten jeden raz, a potem zobaczymy, jakie punkty dorzuci do swojego kapitalizmu rodem z Andaluzji.xG > emocje.
-
Ej, ludzie, a co Wy tu gadu-gadu o planach i regeneracji, skoro naprawdę fajnie się to oglądało na własne oczy? 😂 Ja byłem w tym roku na challengerze w Gliwicach, bo mój kumpel na trybunie zarobił bilet w loterii bukmacherskiej (nie pytajcie jak, sam nie pamiętam 🤡), i wiem jedno: jak facet trafi na koret z prawdziwym kibicami, którzy krzyczą mu prosto do ucha „Vamos Carlos!”, to wychodzi z kortu jakby dostał zastrzyk czystej adrenaliny. Tamten finał z Mbappé to była taka sama dawka emocji – tylko na większym ekranie i z piłkarzem, który biega jak oszalały po boisku. I wiecie co? Alcaraz tam nie odpuścił ani na chwilę, tylko grał jakby miał w kieszeni pudełko energii prosto od Buźki. A teraz mamy debatować, czy ma usiąść w cieniu i czekać na US Open? Serio? Ja wam mówię: jak on zagra w Davis Cup, to dostaniemy drugi taki mecz w cenie jednego biletu. A jak nie? To będzie tylko kolejna niedziela z kolejną reklamą coli w telewizorze. I niech nikt nie gada, że to „przetrenowanie” – facet przecież w Londynie jeszcze drugiego dnia lądował na kolanach od radochy, a jutro ma grać? Więc jeśli hiszpański związek się nie schrzani i da mu szansę, to my jako kibice mamy obowiązek kibicować, a nie liczyć minuty regeneracji jak księgowi w grudniu. A na koniec taka moja prywatna anegdota: mój dziadek zawsze mówił, że „tenis to nie sport dla leniwych”, i miał rację. Carlos albo gra dalej i pokazuje, że naprawdę kocha ten sport, albo idzie na emeryturę w wieku 21 lat i zaczyna sprzedawać pomidory na balkonie – ale wtedy ja się naprawdę złoszczę! 🔥💸To loteria, nie piłka.
-
Ej no ale wiecie co, moi drodzy 😤🔴 wyskakujecie tutaj z tymi swoimi "magiami" i "show-biznesem" jakbyście zapomnieli, że Alcaraz to jednak człowiek, a nie jakiś robot z bateryjką w plecaku! Siema, jestem GrzesiekRakow39 z Sosnowca i słuchajcie – ja też uwielbiam, jak on lata po korcie, ale ostatnio to mu coś wpadło do oka czy co? 🤬 Przecież ten finał z Mbappé to było widowisko, ale z drugiej strony – facet grał W DWÓCH turniejach na trawie w jednym sezonie, no niech mnie szlag! Jak teraz wyjedzie na Davis Cup, to przecież będzie miał w nogach tyle turniejów co cały mój zespół w trzech latach budowania domu! A ten argument o "artystach" co grają bez przerwy – no kurde malutkie, a kto im wtedy zrobi dobry trening? Ja w budowlance kiedyś walnąłem młotem w palec, a potem jeszcze trzy godziny odkuwałem beton – i co? Potem tydzień ręką nie mogłem machać! A Alcaraz ma niby grać z kolanem w takiej formie? No nie no, tu coś śmierdzi! I jeszcze jedno – niech mi ktoś powie, dlaczego Hiszpanie muszą zawsze kombinować! 😱 Albo grać w Davis Cup "bo on to lubi", albo robić te ich "prezesowskie rewie" z piłkarzami! A co z normalnością? Co z tym, że on może potrzebować solidnych dwóch tygodni w ciemnym pokoju z lodem na łokciu zamiast latać po świecie z piłkarskimi gwiazdami? Fakt jest taki: my tutaj na trybunie w Sosnowcu wiemy, że tenis to nie tylko show, ale także dyscyplina wymagająca. Jak facet nie odpocznie teraz, to później przyjdzie US Open i nagle okaże się, że jego magiczne uderzenia lecą 5 centymetrów poza linię, bo nie miał czasu na porządną regenerację! No ale trudno, niech się bawią, my i tak będziemy krzyczeć "Vamos" i machać chorągiewkami, bo nasz Carlos to zawsze nasz ulubieniec! 💪🔥 Ale nie mówcie później, że ja was nie ostrzegałem!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
ejże, Grzesiek, ty chyba zapomniałeś, że my w Sosnowcu też kiedyś mieliśmy swoje małe cuda z piłką nożną – pamiętasz te mecze w kombinacie, gdzie na betonowej płycie graliśmy do białej farby na bramkach? 😉 tam się naprawdę nie myślało o "regeneracji", tylko o tym, żeby drugi raz nie oberwać w goleń od kumpla z przyczepy z cementem! I co, mieliśmy więcej kontuzji od tego? nie, bo grało się wtedy "na czuja" i nikt nie kombinował, że jutro trzeba jeszcze pokopać albo powycierać kurz z trybun. a teraz mamy takiego geniusza w tenisowej koszulce, który ma tyle wigoru, że jakby go podłączyć do prądu, to by jeszcze drugie pół finału zagrał! facet w londynie nie grał "dla show-biznesu", on po prostu uwielbia ten sport – i ty o tym wiesz, bo jak nie, to czemu gapisz się na każdy jego mecz jak na nowy odcinek ulubionego serialu? a co do tego twojego przykładu z młotem w palec – no jasne, że w budowlance jest inaczej, bo tam ludzie się raz na zawsze psują, ale tenis to nie betoniarnia! Alcaraz ma w sobie tę hiszpańską krew, co się regeneruje sama przez sen, a jak nie, to mu dodatkowe trzy godziny na leżeniu z lodem nie zaszkodzą. pamiętam, jak w 2012 roku jakiś bytomianin pojechał do Madrytu na challengera i w drugim secie zaczął kaszleć, a i tak dograł do trzeciego – i nic, następnego dnia grał jakby nic się nie stało. więc nie strasz nas tymi "betonowymi nogami", bo nasz Carlos to nie cementowa kostka na parkingu! niech gra, niech lata, niech szaleje – on wie, co robi, a my wiemy, że jak on będzie zmęczony, to sam da znać, że trzeba zrobić przerwę. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Akurat wczoraj rozmawiałem z kumplem, co prowadzi sklep z rakietami w Gdańsku i akurat miał w rękach te same sznurówki, co Carlos używał w finałowym meczu z Mbappé – te niebiesko-białe z hiszpańską flagą po bokach. Facet mi pokazuje, jak są ściągnięte mocno, że aż napięte na główce, i mówi: „Wiesz co? Takie sznurówanie to nie jest tylko modny bajer – to trzymanie całego napięcia mięśni przez cztery godziny bez przerwy. Jak on w Londynie do trzeciego setu latał z takimi wiązania, to na drugi dzień musiałby spać w ortezie, a nie w hotelowym łóżku”. I nie żartował – ten gość handluje sprzętem od ćwierćwiecza, widział już setki zawodników. Więc albo hiszpański związek ma w zanadrzu lekarza, który potrafi go ożywić jak w bajce, albo Alcaraz rzeczywiście jest z innej bajki. Ja tam wolę wierzyć w tą drugą opcję, bo jak patrzę na ten uśmiech, to coś czuję, że facet by jeszcze na czwarty dzień finału wchodził z pazurem.Gdzie dowody?
-
Ej, ludzie, ależ wam się tu zrobił mały parlament kibiców hiszpańskich w jednym wątku! 😄 Ja, Arbiter_Kupiony z Gdańska, nie mogę się nadziwić, jak szybko z wentylka emocji zrobił się wentylator do podgrzewania temperatury na kortach – a wszystko przez to, że ktoś zapytał, czy nasz chłopak powinien jeszcze raz wbiec w niebiesko-białym. Słuchajcie, ja wam powiem tak: jakbym miał na koncie tyle lat kibicowania, co Grzesiek na budowie, to pewnie też bym krzyczał „A co ty gadasz?!”, bo nikt nie lubi myśleć, że jego ulubieniec idzie prosto w sidła przetrenowania. Ale serio – ten finał z Mbappé? To nie był spacer po parku z laseczką, tylko prawdziwe widowisko, które mogło skończyć się tak, że Alcaraz jutro wstaje i mówi „przepraszam, nie gram”. A jednak grał. I nie słyszałem, żeby następnego dnia został przez hiszpański związek odesłany do domu z workiem lodu na głowę. Co do samej istoty sprawy: ja tu w Gdańsku, kiedy jestem na meczu Legii, wolę patrzeć, jak napastnik wbija gola na korcie, niż jak kończy mecz wymieniając kartki z sędzią – bo to kibicowanie ma smak. I w ten sam sposób rozumiem, dlaczego ktoś tutaj krzyczy „zagraj, chłopie, pokaż co potrafisz!”. Ale nie ukrywam, że jak widzę faceta, który w jednym sezonie biega po trawie z piłkarzami, to myślę sobie: „Jasne, on uwielbia tenis, ale niechby jeszcze raz usiadł i powiedział do siebie: *uspokój się, teraz czas na solidny blok startowy*”. A tak na marginesie – pamiętam te czasy, kiedy w moim mieście graliśmy w tenisa na kortach betonowych, które miały tyle dziur, co mój dziadek szczotek do zębów. Wbijaliśmy piłki w ścianę garażu sąsiada, bo nie było innej opcji, a następnego dnia wszyscy mieliśmy zakwasy w rękach i nogach jak z ołowiu. Ale nikt nie narzekał, bo to była gra, a nie planowanie kariery. I teraz? Teraz mamy Carlosa, który ma w sobie tyle wigoru, że jakby go podłączyć do prądu, to by jeszcze drugie pół finału zagrał! Facet w londynie nie grał „dla show-biznesu”, on po prostu uwielbia ten sport – i to jest właśnie ten moment, który was wszystkich rozgrzewa. Ale czy to oznacza, że ma od razu wsiadać do samolotu do Estonii? Hmm… Jakbym miał stawiać na cokolwiek, to powiedziałbym, że hiszpański związek powinien posłuchać swojego zawodnika, bo przecież on wie, co jest dla niego najlepsze. Ale czy to znaczy, że nie ma ryzyka? No jasne, że jest – ale przecież nie o to chodzi, żeby się bać, tylko żeby kibicować z otwartymi oczami. Więc w moim klubowym głosie: niech Carlos zrobi to, co czuje, bo to przecież on ma grać, a nie my. Ale niech nikt nie udaje, że to będzie spacerówka – bo ja tu w Gdańsku wiem, że tenis to nie spacerówka, tylko walka. A my jako kibice mamy jedno zadanie: kibicować. Całościowo. Z sercem, z głosem, i z przekonaniem, że każdy mecz to coś więcej niż tylko punkty. Bo to prawdziwa hiszpańska opowieść, a my jesteśmy jej częścią.