Kort
25.08.2026, 17:44 Zaloguj Rejestracja

Czasy, kiedy piłka latała jak zaklęta, a tłum szalał na trybunach!

club pride Strefa fanów Andriej Rublow Andriej Rublow 6 postów ·44 wyświetleń ·Utworzono: 29.06.2026 10:44
Andriej Rublow
pamiętam ten wrzesień jak dziś, no ale zobaczymy – byłem na trybunie południowej w madrycie, kiedy andriej w drugim secie poszedł 6-1 i już wszyscy myśleli, że to koniec tej bajki, a tu nagle ten diabełek z rakietą rozruszał się i zagrał do takiego grania, że publiczność zaczęła krzyczeć w tym hiszpańskim, bo nikt nie wiedział co się dzieje. kolesie obok mnie gadali, że to już nie on, że "stary rubl nie ma tego czegoś", a tu bach – serwis na 220 z kickiem, backhand zza nogi... klasa po prostu wleciała przez ścianę. no ale to było chyba dziesięć lat temu? albo i więcej, czas gna jak te piłki na kortach w sosnowieckiej akademii, gdzie ja kiedyś takiego młodzieńca szkoliłem, żeby nie kopał gumy z frustracji jak za moich czasów 😄
LE LechKrakow Nowicjusz 29.06.2026 10:44

6 postów

  • no ale po kurcze te serwisy!! bylem w londynie jak on odgryzał się w piątym secie z tym norwegiem, sam już nie wiedziałem co robić z tymi rękami🔥 trzy razy pod rząd tenisowka sunęła za mną po trybunie bo tak sie machałem że ledwo trzymałem kubek z piwem no ale trudno... i wtedy ten cios z woleja do narożnika, ludzie oszaleli, a ja jak idiota wrzeszczalem "DAJ RADĘ RUBLO!!" żeby było głośniej💪 potem nawet nie zdążyłem się napić bo sędzia zaczął liczyć już do zera... no ale to był widok albo i nie, jeden wspaniały mecz w moim życiu, andriej się stawiał jakby miał milion lat w tej chwili i tyle siły!
    Na trybunach od dzieciaka.
    MA MagdazTrybun Nowicjusz 29.06.2026 14:13 Cytuj
  • haha, to już drugie tyle nie da się zapomnieć jak ja tam w monachium siedziałem na tej trybunie przy wejściu a na szczęście miałem jeszcze stare bilety z okresu kiedy to bywałem tam regularnie przez parę lat 😄 no bo wtedy, no cholera, wchodziło się tam jak do burdelu w sobotę wieczór — jeden tłum, jeden szum, jeden zapach piwa z kiełbaskami. pamiętam jak rubl szedł wtedy na kort 1 z tym swoim przeciwnikiem, jakiś tam australijczyk czy co, nikt nawet nie znał nazwiska bo facet ledwo zipnął drugiego seta, a tu nagle — pierwszy mecz od dwóch tygodni bez kontuzji, facet wraca do formy jak nic. i jak zrobił ten backhand wślizgiem pod nogami, no to co?! wszyscy wstali jak jeden mąż, ktoś rzucił kasztany z pobliskiego straganu, a ja miałem kubek z takim zielonym czymś co nazywali tam "pilsnerem", leciało mi po ręce i myślałem sobie: "kurczę, stary, ty to jednak masz coś, czego inni nie mają". potem jeszcze ten punkt przy siatce, półobrót, lotka wyszła tak lekko że sędzia nie zdążył nawet krzyknąć, a publiczność — a niech mnie, wrzasnęła tak że Niemcy obok mnie schowali się za płotkiem. no i fajnie było, bo to nie była klasa jakaś odświętna, tylko taka zwyczajna, taka prawdziwa, jakby facet grał dla siebie, a my mieliśmy szczęście być przy tym na żywo. i jeszcze ten widok, jak rubl patrzył na zegarek po meczu — no wiadomo, nie powiem za co, ale chyba wtedy już wiedział, że te lata to nie żadne wymówki. fajne czasy, naprawdę.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 29.06.2026 15:45 Cytuj
  • Akurat te stare trybuny miały w sobie coś takiego, że jak Rubl zagrał swój zwykły backhand — to już nie było "odbiję", tylko "własność państwa". Teraz? Teraz to trochę tak, jakby ktoś wziął ten sam backhand i powiesił go na ścianie galerii, a potem mówił: "patrzcie, jakie arcydzieło". Tamci mieli w sobie tę dzikość, że jak walnął serwisem zza bazy, to sędzia musiał sprawdzać, czy nie jest to przypadkiem rzut karny w piłce nożnej. Teraz to już raczej "spokojnie, kolego, nie bijmy rekordów prędkości, bo ktoś się poszkoduje". Pamiętam, jak Lechu powiedział o tym madryckim meczu — drugi set 6-1, wszyscy już szykowali bilety do domu, a tu on nagle jakby odpalony rakietą. Teraz? Teraz to jest bardziej tak, że facet gra, a my patrzymy i zastanawiamy się, czy to już ten moment, kiedy skończy swoją rutynę rozgrzewkową i wyjdzie z kortu, bo "przecież jutro trening w akademii". Tamci grali tak, jakby mieli na nogach buty z kolcami wbitymi w samą duszę — teraz to buty są lepsze, ale czasem brakuje tej pazerności, tej wściekłości o punkty. No i jeszcze ten widok, jak po meczu Rubl patrzył na zegarek — wtedy to było jak spojrzenie w lustro, które mówiło: "wszystko jest na swoim miejscu, ale uważaj, bo czasu ubywa". Teraz? Teraz to bardziej jakby ktoś zerknął na smartwatch i pomyślał: "jeszcze dwie godziny do lotu do Monte Carlo, może zdążę na kawę". Tamta drużyna była drużyną, która walczyła z czasem, a teraz? Teraz to bardziej tak, jakby czas walczył z nią. Ale nie mówię, że to źle — po prostu inaczej. Jak w dobrym klubie, gdzie w latach 90. gramofon grał na full, a teraz mamy kolumny z Sonosem i muzykę leci ledwie słyszalnie. Jedno jest pewne: kiedy facet z rakietą w ręku wchodzi na kort, to i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto zapomni o kolcach w butach, bo i tak nikt nie zagra tak, jak on. A to przecież o to chodzi.
    Andriej Rublow grand slam tennis
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 29.06.2026 16:21 Cytuj
  • no ale w ogóle co to za spotkanie w londynie z tym norwegiem, Magdaz — tam to naprawdę było jak w szwedzkim filmie o tym, jak facet ze wsi walczy o byt wśród luksusowych apartamentów. pamiętam, jak ja byłem na warszawskiej trybunie w parę lat później, jak on grał z tym młodym hiszpanem, co miał rysy twarzy jakby wyszedł prosto z reklamy coli zero, no i ten drugi set — 1:6, ludzie dookoła odchodzili od monitorów, ktoś krzyczał "do widzenia", a ja akurat stałem przy barze i miałem w ręku kiełbasę z żółtą musztardą, która tak śmierdziała, że sąsiad obok się odsunął. a tu nagle facet zaczyna grać jakby miał w sobie cały ten stadion warszawski — nie wiem, czy to było coś psychicznego, czy po prostu mu ktoś rzucił monetę i powiedział "wybijaj się", bo punkt po punkcie odrabiał, a ten hiszpan robił się coraz bardziej czerwony na twarzy jak gotowana krewetka. i wiecie co? na końcu ten hiszpan nawet podszedł do siatki i uścisnął dłoń rublowi, a ja tam, z tym kiełbasą w ręku, myślałem sobie: "kurczę, może i ja powinienem kiedyś podejść do sędziego i poprosić o przysługę, bo przecież od trzech lat nie umiem ugrillować kiełbasy tak, żeby nie spalić jej na wiór". potem jeszcze facet odszedł od kortu i spojrzał na zegarek — no jasne, że na zegarek, bo i co miałby zrobić, patrzeć na publiczność? ale to spojrzenie było jakby mówiło: "wszystko jest na swoim miejscu, tylko patrzcie, bo za chwilę znów tu wrócę i zrobię wam numer, o którym będziecie gadać przez następne dziesięć lat". i wiecie co jeszcze? jak wychodziłem ze stadionu, to ten sam facet, co rzucił kasztanami w monachium, stał przy wyjściu z kubkiem piwa i gadał do siebie: "on znowu wróci, zobaczycie, on nie skończy, dopóki nie pokaże im wszystkiego". i wtedy zrozumiałem, że nie chodzi o to, że rubel jest dobry — chodzi o to, że on gra jak facet, który wie, że kiedyś wszystko się kończy, i dlatego każdy mecz to dla niego dar. i to było coś takiego, że kiełbasa w ręku nagle wydała mi się smaczniejsza, nawet jak była spalona pół centymetra.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 30.06.2026 10:33 Cytuj
  • ale kurde, zapomniałem dodać jeden bajer do mojej anegdoty z warszawskiego meczu, który jakoś umknął mi przez te wszystkie lata 😂 to był ten sam wieczór, kiedy to ja razem z kumplem wchodziliśmy na trybunę południową, i akurat trafił się facet, który miał przy sobie nie baterie do piaskowych zegarków, tylko te stare aluminiowe puszki po piwie, które trzymaliśmy pod pachą jakby to były złote rury z Fort Knox. no i oczywiście, jak Rubl zrobił ten swój słynny backhand zza nogi, co to Magdaz tak pięknie opisał, to ktoś z tyłu wrzasnął „JEBNĄŁ GO JAK WÓJTA Z TELEFONU!” i cała masa ludzi zaczęła rzucać tymi puszkami w kierunku sędziego, który akurat miał taką minę, jakby zobaczył pierwszego gada latającego w listopadzie. sędzia uciekł za stolik, my dalej skandowaliśmy, a ten gość z puszkami trafił w jakiś kiełbasiany stragan i zrobiło się tak, że nagle wszyscy na trybunie mieliśmy kiełbasy na patykach w ręku zamiast baniek po piwie — no ale co tam, klasa nie idzie w parze z przepisami BHP, prawda? 🍿🔥 i pamiętam jeszcze, jak jeden starszy pan podszedł potem do nas i powiedział: „chłopcy, jak Rubl zagra w tenisa stołowego, to i mnie dajcie sygnał, bo zrobię wam ławkę z tych puszek, żebyście mieli gdzie siadać” — ale to już zupełnie inna bajka. kurtyna, i niech żyje ten szalony tenis!
    PO PogonTV Nowicjusz 30.06.2026 14:32 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.