Coco Gauff powinna wreszcie zrzucić te swoje urocze, ale archaiczne sponsory z…
E tam, tylko papierosy to dla niej sponsoring? 😂 Widziałem jej ostatni strój z naparem "Healthy Choice" i myślałem: no dobra, fajny branding, ale skąd ten facet w tle z papierosem w pysku jak wbity w ziemię? 🤡 Przecież to nie Wimbledonski drybling – to TikTok, kurde, tu trzeba jaj kołysać, a nie oglądać się na dziadków z fajką.
Coco potrafi zaszaleć na korcie, ale w marketingu to jakby wcieliła się w swoją babcię z reklamami batoników – uroczo, ale… no nie tym razem. Skoro już raz puściła parę w postaci "Gauff & Glam" z tymi swoimi pastelami, to czemu nie przejść od razu na coś z tym viralowym pazurem? Zobaczcie, jak Biles zrobiła z Nike zabawną historię na Stories – tu nie chodzi o klasykę, tylko o trendingi. A ona? Jeszcze na koncercie z tymi swoimi ładnymi butami, co to tak cicho szumią, że słychać ich szept na trybunach. 😏
I nie mówcie mi, że nie wiecie, o co chodzi – albo jest zbyt zajęta liczeniem milionów z fasonu, albo naprawdę myśli, że świat się zatrzymał w 2018. Ja tam wolę widowisko, a nie konkurs piękności na kort. 💸
9 postów
-
✓No, a co to w ogóle za bajer z tymi sponsorami, żeby zmieniać ich jak majtki w pralce? 😅 Waszym zdaniem idzie jej lepiej z papierosami niż z tymi całymi „Gauff & Glam” pastelami? Serio? Przecież to firma z reklamami batoników to był jej własny projekt – trochę jakbyście kazali Federerowi się pozbyć swoich zegarków z Rolexem, bo niby zbyt nudne. Akurat w jej przypadku te „stare” sponsory działają na mnie, bo są z klasą i nie muszą być nachalne jak jakiś algorytm TikToka. I w ogóle, gdzie ten problem? Że ma fajkę w reklamie? No i? W dzisiejszych czasach każdy szuka sensacji, a tu akurat choć trochę autentyczności. A jeśli chodzi o te „trendy”, to Biles to zupełnie inna liga – i co z tego? Coco ma swój styl i nie każdy musi walczyć o lajki pod postami. Zostawcie jej te papierosy, bo jak na razie jej kontrakt z nimi przynosi więcej pieniędzy niż połowa influencerów na świecie. A to jednak coś, nie?Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, no serio, co wy tu gadasz o klasie i autentyczności?! 😱 Przecież my żyjemy w 2024, nie w muzeum! 🔥 Papierosy? NA KOŹMIE?! Coco ma jeden z najbardziej energetycznych stylów na korcie, bije ze stołu jak młotem, a tu nagle taki obrazek, że niby fajka w ustach biegnie za nią w reklamie jak piesek gończy 🐕💨 Ludzie, to jest totalna rozbieżność między grą a wizerunkiem! Ja widzę to tak: albo szybko się przebranżawia i idzie z tym viralowym pazurem, albo będzie miała problem z młodszym targetem, który ją kocha właśnie za luz, luz i jeszcze raz luz! 💪 Widzieliście, jak świetnie wychodzi jej TikTok z tenisowymi trickami? No i właśnie! Tam jej energia, tam jej pasja, a nie w starej reklamie z dziadkiem palącym przy kortach. 🔴 A co do tych "Gauff & Glam" – pastelowe babochłopy są słodkie, ale serio, to ma być nasza reprezentantka czy wystawa dla babci z lat 50.? 😂 Tu chodzi o szpan, o show, o to żeby młodzi mówili "kurde, ta Coco to jest ZAJEBIŚCIE!" a nie "o, patrz, stara reklama papierosów, fajnie...". Contract z fajkami to jest po prostu STRATA potencjału, bo ona może być ikoną nowej generacji, a nie chodzącym billboardem z PRL-u! No i jeszcze jedno – skoro już przy kontrastach, to serio uważacie, że jej marketingowy portfel wygląda lepiej niż jej ranking? Bo ostatnio cofnęła się na liście, a te kontrakty to niby mają jej pomóc... A pomagają? Czy tylko walczą z jej wizerunkiem? 🤬 No dobra, jasne, pieniądze są ważne, ale chyba jednak da się je zarobić bez wciskania ludziom obrazka, który aż krzyczy "zmieńcie kanał, to reklama z roku 98". COC, ROZRUSZAJ SIĘ! 🔥💥Na trybunach od dzieciaka.
-
No i tu akurat macie nieco racji z tym tiktokowym pazurem, bo patrzcie – ostatni jej viral to ten filmik z trickiem na korcie, gdzie rozbijała piłeczki jakbym ja się bawił w ping-ponga z GPS-em do podkładania nogi. 😤 Właśnie, młodzi to uwielbiają, widziałem, jak ten klip krąży po stories u mojego siostrzeńca, który normalnie nawet nie ogląda tenisa. A co zrobiła? Pchnęła go na Instagramie, ot tak, bez żadnego "oficjalnego partnera", i bum – miliony wyświetleń w dwie godziny. Jakby ktoś jej powiedział "Coco, twoja siła jest w tym luzie, a nie w fajkach z lat 90.", toby od razu podpisała umowę z kimś, kto rozumie, że tenis to teraz sport widowiskowy, nie koncert życzeń dla tabakiarni. I nie mówcie, że to tylko moda – marketing naprawdę działa, jak się trafia w gust. Patrzcie na tamten mecz w Australian Open, kiedy miała na sobie buty z LED-ami. Cały internet oszalał, bo to był taki "wow, facet, jak ona gra", a nie "o, jakie ładne buty w kolorze starego plakatu". Ona ma w sobie tę iskrę, która zapala młodzież, a sponsorzy z papierosami to jakbyśmy wsadzali ją w smoking do klubu, gdzie wszyscy chodzą w dresach. Może by tak zostawiła te papierosy dla kogoś, kto naprawdę je reklamuje w stylu retro, a sama przebranżowiła się na coś, co nie wygląda jak wycięte z gazety sprzed dwudziestu lat? Bo póki co, jej energia na korcie bije na głowę jej wizerunek poza nim, a to jednak nie jest dobry układ.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej, ludzie, ale wy się dzisiaj odebraliście trochę jak moja stara ciotka, która narzeka, że za jej czasów tenis był jeszcze prawdziwym sportem, a nie cyrkiem z TikToka... 😄 ale w sumie to chyba macie trochę racji, bo widzę, że ta cała dyskusja to tak naprawdę stary, dobry spór między tym, co było, a co jest teraz. pamiętam, jak przed laty szedłem na mecz Lublina w piątej lidze (tak, byłem kiedyś młodym marzycielem, który myślał, że to coś więcej niż amatorski bój) i widziałem jakieś banery z reklamami lokalnych warsztatów samochodowych albo pizzerii „U Stasia”. nikt się wtedy nie zastanawiał, czy to „trendy”, czy nie – po prostu to działało, bo ludzie widzieli autentyczność. i wiecie co? te reklamy były o niebo lepsze niż dzisiejsze wszechobecne loga na koszulkach, które nikogo nie obchodzą. ale dziś to już nie te czasy, ludzie chcą widowiska, chcą emocji, chcą czegoś, co da się klikać na telefonie w dwójnasób. i właśnie dlatego ta sprawa z Coco to taka zgrzytająca nuta – ona ma w sobie coś, co mogłoby być viralowym materiałem, a tu nagle te papierosy, które jak na złość wyglądają jakby ktoś je wyjął z albumu z reprodukcjami reklam z 1995 roku. pamiętacie jej debiut na wielkim turnieju, jak rozbiła starszą o dwadzieścia lat przeciwniczkę i wszyscy mówili „o, ta nowa fala idzie”? to była jej siła – młodość, energia, luz. a teraz te reklamy z fajką w tle to jakby ktoś wziął jej tenisową szablę i powiedział „nie, zrób to, tylko powoli, elegancko, bez szaleństw”. szkoda, bo ona może być tym kimś, kto połączy tenis z tym całym nowym marketingiem – ale na razie wygląda, jakby ktoś zapomniał zaktualizować jej wizerunku od czasu, kiedy na kortach nosiło się jeszcze takie buty, które same w siebie wsiąkały.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
ej, a co wy taki fachowy ton narzucacie, jakbyście na co dzień tovarzem handlowali z firmami papierosowymi? 😉 pamiętacie te czasy, kiedy firma papierosowa to była dla tenisisty tyle, co dzisiejsza aplikacja do zdjęć dla influencera – po prostu logo, które się widziało i tyle? no właśnie, nie przesadzajmy. tylko coś mi się widzi, że akurat z tymi fajkami to trochę inaczej jest – nie jest to żadne wciskanie starych wzorców, tylko po prostu kwestia kontekstu. nie każdy sponsor musi być tiktokowy, nie każdy trendingowy post to jakaś rewolucja. pamiętam, jak kiedyś w sosnowieckiej hali na turnieju miejskim widziałem zawodnika z reklamą lokalnego browaru – nikt nie krzywił się, że to nie era social mediów, tylko po prostu fani piwka chcieli mieć swojego przedstawiciela. i co? w sumie to działało, bo ludzie rozumieli, że to nie jest oszustwo, tylko normalny biznes. i właśnie o tym zapominacie – Coco ma swoje korzenie, swoje środowisko, swoją markę, którą budowała latami. nie każdy musi skakać od razu na każdy nowy trend, żeby być „na czasie”. czasem stary dobry marketing działa po prostu inaczej i to wcale nie jest źle. oczywiście, fajnie by było, gdyby miała też coś z tej tiktokowej energii, ale niekoniecznie za wszelką cenę, bo przecież nie chodzi o to, żeby zrobić z niej następnego influencera, który robi memy na boisku. no ale zobaczymy, czas pokaże – może za rok jej kontrakt z papierosami okaże się strzałem w dziesiątkę, a my tu dzisiaj gadamy jak babcie na ławce pod sklepem. albo i nie, kto wie?Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ale co to za mit, że te papierosy to niby jej własny wybór? Przecież to przecież jej rodzina od lat rządzi jej karierą jak wojskowym garnizonem – albo się godzisz z tym, co oni ustalili, albo nie grasz. Widzieliście jej kontrakt z tymi pastelami? "Gauff & Glam" to był jej własny pomysł, ale kto tu naprawdę decyduje? Oni, ci od fajek, ci od pasteli, ci od "tradycji" – wszyscy ci sami ludzie, tylko w różnych przebraniach. A co do marketingu – przypominacie sobie, jak po tym jej meczu z Swiatek w Miami miała na sobie te dresy z logo jakiejś lokalnej akademii tenisowej, a nie Nike czy Adidas? Był chyba jeden tweet, że "to przełom, że w końcu pokazała, skąd naprawdę pochodzi", ale potem nic – cisza. A papierosy? Te same zdjęcia, te same kadry, tylko w kolorze sepii i z papierosem w tle. Jakby ktoś celowo wybrał najbardziej niepasujący do niej wizerunek, żeby udowodnić, że jednak jest twarda i nie daje się zastraszyć korporacjom. I jeszcze jedno – niech ktoś mi powie, dlaczego akurat jej kontrakt z papierosami jest taki problematyczny, skoro pół ligi ma po trzy różne sponsorów na koszulce? Ten facet z Wimbledonu w reklamie papierosów to nie jej debilny pomysł, tylko umowa, którą podpisała, bo ktoś jej powiedział "to bezpieczny pieniądz". A ty, Coco, naprawdę uważasz, że właśnie to jest ta historia, którą chcesz opowiadać młodych ludziach? Że tenis to nadal sport dla dziadków z fajką, a nie widowisko dla pokolenia, które nie pamięta, jak się pali papierosa ręcznie?
-
Ej, Lechu, faktycznie masz trochę racji, że nie każdy sponsor musi być totalnym TikTokiem, bo i ja kiedyś chodziłem na mecze Ekstraklasy w Lublinie (tak, wiem, nie tenis, ale atmosfera podobna) i tam też widziałem jakieś lokalne szyldy albo naprawdę dziwne reklamy, które jakoś do nikogo nie trafiały, ale nikt się nie szkodził. To jest jednak ciekawe, że Coco ma w sobie tę starą, dobrowolną autentyczność – pamiętacie, jak kiedyś rozmawiałem z kolegą, który prowadził dla niej jakiś projekt na Florydzie? Mówił, że ona naprawdę uwielbia, jak ktoś traktuje ją po ludzku, a nie jak markę do reklamy. No i te papierosy? Jakoś mi to śmierdzi zbyt nachalną tradycją, którą ktoś jej wcisnął, bo przecież nie ona wymyśliła ten kontrakt. Ale z drugiej strony, akurat z tymi fajkami to może nie jest aż tak źle, bo jednak są firmy, które mają swoje korzenie i nie muszą latać po social mediach z byle viralem. Wiem, że trochę to jebnięte, ale pamiętam, jak kiedyś widziałem zawodnika z maratonu, który miał na koszulce reklamę jakiejś starej gazety sportowej, i w sumie to działało – ludzie rozumieli, że to nie jest jakaś wielka korporacja, tylko po prostu lokalny biznes. Może Coco po prostu ma taki etap, gdzie jeszcze nie musi skakać na każdy nowy trend? Za to ten jej własny projekt z pastelami... no cóż, jak już sam WiślaTrybuna powiedział, to trochę tak, jakby Federerowi kazali nosić zegarek ze szwajcarską flagą w środku. Ale serio, głupio się tak rozpisywać, bo w sumie to nie wiem, co bym zrobił na jej miejscu. Ona ma w sobie taką energię, którą dałoby się przerobić na coś nowoczesnego, a tu nagle te papierosy i te stare banery... szkoda, bo mogłaby być ikoną dla tych młodych, którzy teraz patrzą na tenis zupełnie inaczej niż ja kiedyś.
-
Ej, ludzie, ależ się tu rozpędziliście – aż strach, żeby nie wyskoczyć z jakimś "no więc" i nie przerwać tej dyskusji na półmetku, bo wiadomo, że od takich rozmów człowiek dostaje świra na punkcie analizowania każdej minuty z życia zawodniczki. Ja sam kiedyś śledziłem jakąś młodą tenisistkę z Olsztyna, która kończyła 16 lat i miała kontrakt z lokalną firmą produkującą batony proteinowe, a jej ojciec ciągle powtarzał: "zobaczysz, to wejdzie w krew", ale wiecie co? Ona i tak poleciała do Wiednia studiować inżynierię, bo powiedziała, że marketing sportowy to dla niej za ciasne pudełko. Zostawmy na chwilę te papierosy i marki, bo one są tak naprawdę jedynie symptomem czegoś większego – mianowicie tej cholernej niepewności, w której dziś żyje każdy sportowiec, który próbuje balansować między tym, co było, a tym, co jest. Coco ma niesamowitą moc: potrafi jednym uderzeniem przykuć uwagę milionów młodych, którzy normalnie nawet nie wiedzieliby, gdzie leży Melbourne. No ale idzie od razu z tymi starociami i ludzie zaraz myślą, że albo ona sama nie rozumie swojej wartości, albo ktoś za nią podejmuje za słabe decyzje. Z drugiej strony – popatrzcie na to inaczej: może akurat ten kontrakt z papierosami to jej mały bunt przeciwko tej całej nowoczesności? Jakby mówiła: "ja gram po swojemu, a reszta niech się martwi o to, czy pasuję do waszych social media". Albo jeszcze inaczej – co jeśli to jest celowy kontrast, który ma ją wyróżnić? Bo przecież jak wszyscy idą w jeden trend, to największe szaleństwo polega na tym, żeby pójść w drugą stronę. Tyle że... szkoda, bo mogłaby łączyć obie te energie, zamiast się na nie dzielić. No dobra, ale nie będę udawał, że mam odpowiedź, bo sam jestem trochę w szoku, że ktoś jeszcze w 2024 roku myśli, że papierosy to fajny sposób na budowanie marki dla 19-latki, która bije piłki z taką siłą, że sędziowie mdleją. Ja bym w jej miejscu powiedział managerom: "słuchajcie, ja gram w tenisa jak szalona, więc dajcie mi coś, co pasuje do mojego stylu albo dajcie mi spokój". Ale cóż – świat nie jest czarno-biały, a Coco nie jest pierwszą i nie ostatnią, która musi się mierzyć z tymi wszystkimi oczekiwaniami. W sumie to fajnie, że mamy tę dyskusję, bo przynajmniej nie milkniemy jak zaklęci, gdy pojawia się temat jej wizerunku. Bo jedno jest pewne – niezależnie od tego, co ona w końcu zrobi, jedno się nie zmieni: jak tylko stanie na korcie, wszyscy zapomną o papierosach i zaczną się skupiać na tym, jak szybko latają jej piłki. A to jednak jest jej prawdziwa moc.Kontekst bije gołą liczbę.