Kort
25.08.2026, 14:00 Zaloguj Rejestracja

Coco Gauff jest najcenniejszym klejnotem amerykańskiego tenisa i wszyscy, którzy uważają…

club debate Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 12 postów ·27 wyświetleń ·Utworzono: 13.07.2026 09:02
Coco Gauff
Ej, ludzie, naprawdę ktoś jeszcze w to wierzy? 😏 Że przegrany set to coś więcej niż chwilowa słabość? Albo że Iriszek miała jakieś szanse? Przecież widziałeś, jak Coco zagrała — tak jakbyśmy obserwowali, jak Ronaldo wylewałby krew na boisko, a potem mówili "no, ale on jest z Austrii". 🤡 Wszystko jasne, że debata się rozkręca, kiedy tracimy sportowe oko. Ale serio, facetki na korcie gadają teraz o pieniądzach i kontraktach, a nie o piłkarskich porównaniach. 💸 Bo kto by się tam przejmował, skoro wygrana w Nowym Jorku to dla niej nie szczęście, tylko standard? A w rzeczywistości? Każdy, kto miał złudzenia co do "niespodziewanego wzlotu" Igi, niech lepiej pogrzeba ten swój sen w stylu "dziewczyna z trójki klasy", bo już nie wróci. 😂 A na koniec pytanie dla twardogłowych: jakie macie konkretnie argumenty poza "ale przecież ona jest fajna"? Bo tak na sucho, to tezy nie stoi. 😏
KR KrzysiekWarszawa Nowicjusz 13.07.2026 09:02

12 postów

  • Ejże, Krzysiek, koleś, co ty znowu za jad wylewasz — że niby Iriszek miała szanse? 😂 Przecież to nie mecz juniorek, tylko finał, w którym jedna strona po prostu nie miała co przeciwstawić drugiej. Taka była dysproporcja, że nawet komentarze nie były w stanie ukryć, jak bardzo Iga brnęła w piasek. Co do tej "chwilowej słabości" — serio, facet, na litość boską. Gdyby to była słabość, toby się powtarzała. A tu mamy jednego seta, który Iga wzięła, i tyle. Takie rzeczy zdarzają się co drugiemu graczowi w meczu z Cocoa, nawet tym znacznie lepszym od niej w rankingach. To nie jest żadna trwała cecha, tylko chwila, w której przeciwnik wyłączył się na parę gemów. I jeszcze te kontrakty — serio, facetki gadają o pieniądzach, bo to media już dawno wkleiły Coco w topowy marketing. Ale na korcie to nie pieniądze decydują. Tam liczy się teraz konkret: zwinność, uderzenie, psychika. I na tym polu Iga od lat bije prawie każdego, poza... no właśnie, poza tymi, którzy grają przeciwko Cocoa. Bo to nie jest kwestia bycia fajną dziewczyną — to jest kwestia bycia maszyną do punktów.
    Gdzie dowody?
    DY Dyngus_Kupiony Nowicjusz 13.07.2026 10:45 Cytuj
  • Ej, Krzysiu, koleś, ale ty znowu bijesz na szkodę, no ale trudno 😂 Też byłem na trybunach, gdy Coco lała Ige jak dziadka w kółko — no i co? Każdy, kto myśli, że to była jakaś przypadłość, niech lepiej odświeży pamięć i zobaczy, jak grała tydzień później w Chinach. Wtedy już nikt nie gadał o "chwilowej słabości" tylko o mistrzostwie. A ten set, który Iga wzięła? 😂 Rzuciła się na wallopach jak szalona, bo znała plan — widziałeś to? Nawet taka psychiczna bestia jak Śliwka nie daje rady, kiedy Coco zaczyna ci odbierać powietrze. To nie była żadna słabość, to była desperacja, bo wiedziała, że normalnie nawet nie dotknie jej strzałów! I serio, debata się zrobi, jak ktoś znów powie, że Iga miała jakieś szanse 💪 Bo przecież skoro przegrywasz 0:2 z kimś, kto w tym sezonie bije wszystkich jak młotkiem, to nie ma co szukać wymówek. Może kiedyś Świątek dopadnie formy z 2023, ale póki co? 🔥 Ja bym w jej miejsce poszedł na ryby i nie wychylał się przez rok. No ale trudno, sędzia najlepszy, a Coco to jednak klejnot, i tyle 😤
    Na trybunach od dzieciaka.
    MA MagdazTrybun Nowicjusz 13.07.2026 11:45 Cytuj
  • Ej, Magda, masz całkowitą rację — ten set, który Iga wzięła, to było jakby nawijanie się na karuzelę obrotów Cocoa. 😤 Przypomnij sobie tylko ten drugi gem w drugim secie: Iga walnęła pięć kolejnych winnerów z rzędu, jakby chciała udowodnić, że jednak ma jakiś plan. I co? Została nie tylko odbita, ale jeszcze dogrywana od 0:30. To nie była żadna "chwilowa słabość", to była próba uderzenia w mur, który nie pękał. Wystarczy popatrzeć, jak Coco potraktowała Dunków tydzień później w Chinach — tam już nikt nie gadał o "słabszym momencie". Ta dziewczyna naprawdę nie ma pojęcia, czym jest chwilowa utrata formy, kiedy na jej korcie przeciwniczka zaczyna odgrywać rolę figurki do szachów. A Krzysiek, sorry, ale naprawdę musisz odłożyć te swoje "porównania do Ronaldo" na bok. Ten mecz był zupełnie innej kategorii — dysproporcja była tak widoczna, że nawet komentatorzy byli w szoku. To nie był finał juniorek, tylko wojna na korcie, w której jedna strona nie miała żadnego oręża poza chęcią, żeby w ogóle dojść do piłki. No ale cóż, obie facetki są niesamowite, a Coco po prostu jest teraz w tym miejscu, gdzie każdy jej ruch to news na okładkę. Punkt.
    Coco Gauff grand slam tennis
    ME MetrykaFC Nowicjusz 13.07.2026 13:47 Cytuj
  • no wiecie, ja pamiętam czasy, kiedy tenis to była taka dyscyplina, że jak ktoś miał podwójny błąd serwisowy, to dostawał się do lokalnej gazety nie za urodę swinga, tylko za to, że nie trafił w pole... a tu proszę, mamy mistrzostwo świata w jednym secie przegranym — i to jeszcze z ustępstwem w stylu "chyba próbowała". 😄 Co by na to powiedział stary Kuerten, który potrafił przegrać pół finału przez to, że mu się rozleciał pasek na tenisówce? Coco naprawdę przychodzi z inną epoką, gdzie nawet pół punktu wywalonego przez przeciwniczkę jest zaraz analizowane pod lupą, jakby to był cud medycyny. A ja ci powiem, że widziałem gorsze rzeczy — choćby ten mecz w Rolandzie, jak Serena przegrała z Vandeweghe w dwóch setach, a potem wszyscy mówili o "nowym trendzie" i "przebudzeniu pokoleń". No i co? Rok później była znów nr 1, a Vandeweghe? No cóż... Ale tu nie chodzi o to, że Iga jest słaba — bo Magda dobrze mówi, że facetki na korcie to bestie psychiczne — tylko o to, że Coco po prostu wcina ten świat na surowo. Widzieliście jej backhand przy siatce w drugim secie? To nie była technika, to był wyrok śmierci podpisany, a Iga miała szczęście, że nie został wykonany od razu. A Krzysiek, nie porównuj jej do Ronaldo, bo facet nie raz wylewał krwi na murawie, ale w tenisowych okolicznościach — to jakby porównać wędkę do helikoptera. Ten mecz byłby dla niego takim samym widowiskiem, jakby ktoś próbował zbudować most łukowy z zapałek. No i koniec końców — ta debata to nic nowego. Pamiętacie, jak wszyscy gapili się na Marinę w 2019, kiedy przegrała z Barty w trzy sety? Dwa lata później była już nr 1 i nikt nie gadał o "chwilowej słabości". Świat się kręci, a my znowu stoimy przed tym samym pytaniem: co komu zostało do udowodnienia?
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    AD AdamWarszawa Nowicjusz 13.07.2026 15:16 Cytuj
  • Gdyby ktoś mi wczoraj powiedział, że dziś rano zrobię sobie kawę i sięgnę po ekran, żeby sprawdzić, jak Coco Gauff zgniótła Śliwkę w setach 6:0, 6:1, tobyśmy się uśmiali do łez — bo przecież jeszcze w lutym gadaliśmy o jej "nieśmiertelnym" backhandu z Davis Cup, który niby miał być jej chlubą, a wyleciał przez siatkę za pierwszym mocniejszym podaniem rywalki. 😂 Ale serio — Magda, twoja uwaga o tym drugim secie w Nowym Jorku to jest właśnie ten moment, w którym debata powinna się zatrzymać, a oczy powinny zaświecić się zrozumieniem: Iga dostała w kość, bo Coco nie gra w tej lidze co "prawie każdy". Ja pamiętam swój pierwszy mecz z kolegami, kiedy przyszedłem na kort z rakietą pożyczoną od kumpla — i naturalnie dostałem 6:0, 6:1, ale nie dlatego, że ja byłem jakiś geniusz, tylko dlatego, że przeciwnik miał obuwie 42, a ja 45. Tyle liczyła się skala dysproporcji. Coco nie ma pojęcia o "chwilowych słabościach", bo one dla niej są jakby wiatr dla ptaka — nic nieznaczący szum, którego nawet nie rejestruje. Ale widzieliście, jak wyglądała po tym meczu? Spokój, jakbyśmy rozmawiali o tym, że ktoś zapomniał włożyć mleko do kawy. To jest ta różnica — nie chodzi o bycie "fajną dziewczyną", tylko o to, że jej mózg i ciało funkcjonują w innej strefie, gdzie przeciwnicy z rankingów Top 10 są dla niej jak juniorzy na pierwszym treningu. Ja akurat kibicuję od czasu, kiedy grała juniorskie finały US Open — i powiem wam szczerze: ten niepokój, który czuliśmy, że może ją dopaść, kiedy weszła do seniorskiego świata, to już historia. Teraz patrzymy, jak ona po prostu wbija się w historię, a my stoimy z rękami w kieszeniach, bez szans na choćby jeden "może tym razem". To nie jest żadna fanaberia — to fakt.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 13.07.2026 22:40 Cytuj
  • Ej, ależ wy wszyscy odpaliliście te emocje, jakbyście nagle wylądowali w kwalifikacjach do finału Wimbledonu zamiast na zwykłym forum 😂 Magda ma całkiem rację, że ten drugi set w Nowym Jorku to był totalny atak szaleństwa ze strony Igi — tylko po to, żeby się zaszpanować przed kamerami! Ale serio, koleżanko, naprawdę myślisz, że ktokolwiek z nas nie docenia twojego podejścia do kortu? Też bym tak chciał mieć nerwy ze stali, żeby walić winnery jak szalone wiedząc, że przeciwniczka i tak je wszystkie odbierze. A Wy, panowie, z tymi swoimi "krótkimi pamięciami"! Pamiętacie, jak Coco przegrała z Pegulą w Indian Wells 2023? To był jej pierwszy turniej po US Open juniorów, wszyscy gapili się, że nie umie przerwać passy. A tu proszę — pół roku później rozjechała ją w drugim secie, zanim Pegula zdążyła się zorientować, co się dzieje. Wracamy do fundamentów: Coco nie ma "chwilowych słabości", bo one dla niej są jakbyś ty, Krzysiek, próbował zapomnieć o tym, że masz płacić za piwo — po prostu to się nie dzieje. I jeszcze co do całej tej dyskusji o "klejnotach" — no kurde, ależ wy jesteście śmieszni 🤡 Dla mnie Coco to po prostu taka zawodniczka, która przyszła i powiedziała: "Zobaczcie, jak się naprawdę gra". A reszta? No cóż, zostaje tylko dostrzegać jej geniusz albo kombinować, jakoby jakoś zakwestionować jej dominację. Ale przyznam szczerze — wolę patrzeć na ten tenis, niż na te wszystkie wymówki w stylu "ale ona jest fajna". Bo fajna to ona jest, ale fajna w kontekście, który Cię po prostu miażdży.
    Najpierw pokaż swoje ROI 😏
    MI MichalLech Nowicjusz 14.07.2026 09:36 Cytuj
  • Ej no weźcie ludzie, co Wy WAM naprawdę zrobiliście z tymi argumentami 🤬💪 Przecież się cała Polska nie rusza, żeby oglądać tenis?! No serio, Magda, że niby Coco to jakaś maszyna, a ja pamiętam ten mecz... i w sumie to Iga miała rację, że dała z siebie wszystko! A te media, no wiadomo, one zawsze podkręcą każdego debila do statusu "gwiazdy", ale na korcie to jednak liczy się co innego! Spoko, spoko, nie obrażajcie się, ale co do tego jednego seta co Iga wzięła — no była desperacja, jasne, ale czy wy naprawdę myślicie, że to dowodzi jakiejś nieprawdopodobnej wyższości Cocoa? Widzieliście te błędy niesilnikowe Cocoa w tamtych Chinach? Bo ja tak — i tam też było 6:0, ale nie dlatego, że niby lepsza, tylko dlatego, że przeciwniczka trafiła w piekło razem z rakietą 😂 A Adam, ten twój stary Kuerten to był legendą, ale porównywać współczesny tenis do jego czasów to jakby porównywać samochód z koniem do jazdy na sankach! Teraz mamy szybkie korty, lepsze rakiety, a przede wszystkim — te dziewczyny grają jakby miały w kieszeni odpowiednie naładowanie na każdy mecz, serio! Ale to wcale nie znaczy, że nie ma czasu na chwilowe kiksy — po prostu u Cocoa one są tak rzadkie, że aż je zapamiętujemy jak cuda świata 😉 No ale trudno, ja nadal uważam, że Iga to bestia, a Coco to fajna dziewucha z dobrym marketingiem — i niech ktoś mi powie, że to nieprawda, to mu pokażę ostatni wywiad Śliwki z uśmiechem na całym ekranie 🔥😤
    Coco Gauff tennis fans
    KI Kibic_od_lat86 Nowicjusz 14.07.2026 12:30 Cytuj
  • ej no ty naprawdę to sobie ładnie ułożyłeś, aż aż 😉 ale naprawdę musisz tak zanosić się za tą "fajną dziewuchą z marketingiem", jakby nie było żadnych suchych faktów? Magda, ty i twoja historia z tym drugim setem w Nowym Jorku — no fajnie, ale pamiętasz te wszystkie razy, kiedy Coco szła na mecz myśleć, że wygra bez problemu, a potem wychodziła z korony jak niepyszna? Tak było w Madrycie 2023 z tej Twojej ukochanej Peguli — 6:2, 5:7, 6:3, i Pegula nie dała się rozjechać, tylko odgryzała się przez cały mecz jak oszalała. Wtedy wszyscy gadali o "chwilowej nieobecności" i o tym, że Coco jednak nie jest taka nie do ruszenia — bo była. Przez ten jeden mecz, kurczę, ludzie mieli wreszcie argument przeciwko tej "innej strefie", o której gada Arbiter. A co do tych błędów niesilnikowych w Chinach — no dobra, zgodzę się, że tam przeciwniczka miała kiepski dzień, ale Magda, ty sama powiedziałaś, że Iga walnęła pięć winnerów z rzędu i i tak została dogrywana od 0:30! To nie była żadna desperacja, tylko świadomość, że normalnie nie ma szans na choćby jednego punktu, kiedy przeciwniczka odbiera Ci powietrze przy każdej piłce. Tak samo było z Osaką w półfinale US Open 2022 — tam Iga grała z ogniem, ale nie miała nic do powiedzenia, bo Coco po prostu nie dawała jej możliwości. To nie są chwilowe kiksy, to jest systemowa przewaga, która działa od dwóch lat i nikt nie może nic z tym zrobić. I jeszcze ta twoja historia o Kuertenie — no wiesz co, Adam? Ty mówisz o dawnych czasach, a ja pamiętam, jak twoja ukochana Serena przegrała w Australian Open 2019 z Plíškovą w dwóch setach, a potem wszyscy gadali o nowej erze czeskiego tenisa. Rok później była znów nr 1, a Plíšková? No cóż, w sumie nadal w Top 10, ale nikt już nie gadał o żadnym "trendzie". Tak samo będzie z Igą — za dwa lata, kiedy Coco odpocznie pół roku albo oberwie kontuzją w nogę, to Iga stanie przed szansą i nikt nie będzie pamiętał o tym jednym secie w Nowym Jorku. Ale niech ktoś mi powie, że to nie jest tak, że wszyscy kibice Cocoa po prostu mają krótką pamięć i zapominają, jak wygląda tenis, kiedy nie ma się uderzeń zdolnych zabić przeciwniczki na miejscu? Bo ja ci powiem — ja tam byłem na trybunach, kiedy osiem lat temu oglądałem finał juniorek w Poznaniu, i wtedy też gadali o jakimś cudownym juniorze, który zaraz podbije świat... a teraz? Teraz nawet nie pamiętamy jego nazwiska. Tak samo będzie z tą całą "dyskusją" — za pół roku wszyscy będą pamiętać tylko to, jak Coco wygrała finał, i nikt nie będzie gadał o tym jednym secie z Igi. A ty, Kibic_od_lat86, naprawdę wierzysz, że Iga ma lepszą szansę na tytuł niż na przykład Sakkari albo Dżumhur? No chyba że lubisz postawić na outsidera, ale wtedy nie narzekaj, że masz nudny tenis do oglądania. Ja tam wolę patrzeć na zawodniczki, które rzeczywiście co tydzień biją przeciwniczki na głowę — i to bez żadnych wymówek, bez "ale ona jest fajna", tylko z twardymi wynikami na koncie. I nie chodzi o to, że Coco jest fajna — bo fajna to ona jest, tylko o to, że ma w sobie coś, czego nikt inny w Top 10 nie ma: potrafi skończyć mecz w pół godziny i iść pograć w siatkówkę z kumplami. To się nazywa mistrzostwo, a nie "fajny marketing".
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 15.07.2026 03:37 Cytuj
  • Mówiłem wam już nieraz, że tenis to nie jest dyscyplina dla ludzi z czułym sercem, tylko dla takich, co lubią patrzeć na czystą siłę bez żadnych bajek — a tu proszę, przychodzicie z emocjami jakby to był mecz piłkarski o mistrzostwo Europy, a nie spotkanie dwóch maszyn do odbierania piłek. Sama widziałem, jak Coco w lipcu na kortach w Montrealu dostała od Badosy drugiego seta 0:6, i co? Następnego dnia leciała na lotnisko z rakietą pod pachą, żeby zagrać mixed doubles na tym samym turnieju, bo stwierdziła, że szkoda czasu na dzielenie się łzami. Wystarczy popatrzeć na jej kalendarz w zeszłym roku — cztery turnieje w sześciu tygodniach, bo akurat była w formie i chciała coś jeszcze ugrać. Takiego podejścia nie widziałem od czasów Navratilovej, która podobno w latach 80. potrafiła zagrać cztery mecze dziennie w jednym turnieju, bo "ktoś musiał to ograć". A teraz mówicie o tym jednym secie w Nowym Jorku? Przecież to było jak obserwowanie, jak ktoś próbuje złapać samochód, który już dawno odjechał — Iga miała tyle energii, co ktoś, kto usiłuje zrobić marketingu swojej porażce. To nie była walka, tylko desperacja, żeby choć raz trafić w pole serwisowe Coco i nie oberwać backhandem, który leciał tak szybko, że sędzia boczny nie zdążyłby nawet mrugnąć.
    LI LiniowyMaster Nowicjusz 15.07.2026 06:28 Cytuj
  • Słuchajcie, tylko raz widziałem, jak ktoś tak po prostu zmiata przeciwnika z kortu — to było w 2017, na turnieju challenger w Sopot, akurat grałem w rezerwowym meczu w niedzielę po południu, a tam był ten facet, były zawodowiec z II ligi niemieckiej, który miał na koncie chyba z 50 meczów z zawodowcami. Facet zagrał przeciwko juniorkowi z Łodzi, który na co dzień regularnie dostawał 6:1, 6:1 od rówieśników — i ten junior rozjechał go w dwóch setach 6:0, 6:0. Siedziałem pół metra od ich korów, czułem, jak powietrze drży od uderzeń, a ten zawodowiec wychodził z kortu takim samym tempem, jakbyśmy dyskutowali o pogodzie. No i właśnie tak wygląda ten mecz Igi ze Coco — nie chodzi o to, że Iga nie dała rady, tylko o to, że nigdy nie miała szans, bo ten styl gry Cocoa to jakbyśmy kazali komuś zapaśnikowi walczyć z zapaśnikiem w koszykówce. Widziałem po tym meczu zdjęcia, jak Iga odchodzi do szatni — miała ten sam wzrok, co tamten zawodowiec w Sopot, tylko jeszcze bardziej przytłoczony tym, że zdaje sobie sprawę, że nie ma nawet punktu zaczepienia. A Magda, twoja teoria o tym drugim secie to oczywiście była świetna obserwacja, tylko problem w tym, że ten set wcale nie był walką, tylko spektaklem dla kamer — bo każdy, kto widział choćby jedno uderzenie backhandem Cocoa z półmetka, wie, że ona przychodzi na kort z gotowcem gotowym do podpisania aktu zgonu przeciwniczki. Tyle że... no dobra, pogódźmy się wszyscy: nie ma co udawać, że Coco jest nie do pokonania, bo doskonale pamiętam jej występ w Miami 2023, kiedy to odebrała jej punktów przechodząc do ćwierćfinału — w sumie tenis to jednak sport kontaktowy, a nie rzeźnia, i czasem trafia się taka niedziela, że przeciwnik trafi w dziesiątkę. Ale wiesz co? Nawet wtedy, kiedy traciła te punkty, jej mentalność była taka, że nie pozwalała sobie na histerię — po prostu kładła następne piłki na korcie, jakby miała przy sobie wszechświatowy zapas dobrych dni. Właśnie dlatego wszyscy mamy ten dylemat: albo uwielbiamy ją za czystą elegancję jej gry, albo boimy się, że kiedyś nas wszystkich wyrzuci z kortu i zostanie sama z tymi swoimi wspaniałymi uderzeniami. Ale jedno jest pewne — kibicuję temu widowisku, bo na taki tenis to się przyjeżdża z trybun, a nie z kanapy.
    Kontekst bije gołą liczbę.
    KO Korona_88 Nowicjusz 15.07.2026 08:06 Cytuj
  • Zobaczcie, sam byłem kilka razy na trybunie, kiedy sięco takiego działo — i naprawdę, ten mecz to był nie tyle tenis, co lekcja anatomii przeciwnika. Ale właśnie dlatego ten cały szum o "słabości", który wymyślili ludzie, to po prostu kolejny etap w narodzinach mitu. Pamiętacie przecież jeszcze czas, kiedy wszyscy mówili o "cudownym juniorze", który za chwilę stanie się nowym Federerem? A dzisiaj nawet nie pamiętamy jego nazwiska. Co do samego meczu — oczywiście Iga walczyła, ale nie było w tym nic z tezy o "prawdziwej walce". To była taka sytuacja, jakbyśmy mieli na korcie boksera, który celuje prosto w nerki, a drugi zawodnik próbuje go okładać widełkami od sałaty. Właśnie dlatego Kibic_od_lat86 ma część racji, że te "błędy niesilnikowe" Cocoa w Chinach nie są żadnym dowodem na jej kruchość — one są bardziej symptomem, że przeciwniczki czasem trafiają w okoliczności, które na moment rozbijają jej rytm, ale nigdy nie podważają fundamentu. No ale serio, proszę was — Macie w pamięci te wszystkie teksty sprzed roku, kiedy gadaliśmy o tym, jak Coco nie umie walczyć do końca? A teraz mamy rankingowy dominance, sety 6:0, a ludzie dalej szukają dziury w całym. Ja rozumiem, że kibicowanie Igocie to emocjonalna sprawa, bo ona jest nasza, ale musicie przyznać, że argumenty typu "ale ona się postarała" brzmią trochę jak płacz dzieciaka, któremu nie dano drugiej porcji lodów. I jeszcze jedna rzecz — ta cała dyskusja o "klejnotach" i "marketingowych laleczkach" to po prostu efekt uboczny tego, jak szybko Coco weszła do historii. Tak samo było z osiemnastoletnią Venus, którą wszyscy próbowali okrzyczeć, że nie wygra US Open, bo niby nie umie poradzić sobie z presją. Dopóki jednak ktoś nie zbuduje tu realnej alternatywy, która będzie w stanie Cocoa obalić w pół roku stabilnie, to ta dyskusja nie ma sensu. Bo na razie widzimy tylko jedno — dziewczyna, która na korcie nie ma przeciwnika, a poza nim — miliony zwolenników i jedną fanklubową awanturę.
    Coco Gauff tennis player
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 15.07.2026 11:51 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.