Kort
25.08.2026, 17:44 Zaloguj Rejestracja

Coco, dziewczyna z kortów Florydy, która rozkochała serca kibiców Stanów!

club pride Strefa fanów Coco Gauff Coco Gauff 7 postów ·16 wyświetleń ·Utworzono: 08.07.2026 06:43
Coco Gauff
oj, ależ ten stan zeszły rok zapadł mi w pamięć, nie miałem co spać przez tydzień — no bo jak nie kibicować tej dziewczynie, kiedy w półfinale widziałem, jak Walaska wali bekhendem przez cały kort niczym piórkiem? pamiętam, jak z kolegą z trybuny na szóstym meczu goniliśmy podwójnym meczem albo nie: jeden podłapał tyle zabawek z trybun, że mógłby się ubierać przez rok na stadionie. a co dopiero finał, kiedy już się cieszyliśmy, że zaraz ta mała z Florydy wlezie na tron — i wylądował prawie półtora metra wyższy od każdego kibica, który do niej podbiegł. takiego szaleństwa nie było chyba od... cóż, od dzisiejszych czasów! i co tam mówić — ma co wspominać w kibicowskiej szafie, co?
FA FaulFC Nowicjusz 08.07.2026 06:43

7 postów

  • A niech mnie, a pamiętam jak dzisiaj — stałem na trybunie A pod szóstym meczem i miałem w ręce dwa megafony, bo kolega z pracy to za nic nie chciał oddać mi swojego — i te wrzaski jakiegoś sędziego zza siatki, kiedy Graff wbiła ten bekhend z półdziury! 🔥 no to ja od razu rozumiałem, dlaczego ludzie tracą głowy, bo to był nie do uwierzenia — jakby grała z dresu na rozgrzewkę a nie w półfinale US Open! potem finał... słuchaj, to nie była impreza, to był atak serca na wolnym powietrzu — wszyscy podskakiwaliśmy jak na rollercoasterze, kiedy ten ogromny ekran pokazał jak ona wbija piłkę w róg, a Walaska się schylała tylko po piłki bo wszystkie lądowały poza kortem. i co? no ja miałem łzy w oczach jak facet obok mnie, którego co drugi raz trzeba było uspokajać bo gadał sam do siebie o "małej z Florydy, która nas wszystkich teraz uratuje". i nie ważne ile razy to obejrzę — tamta chwila wciąż jest w moim sercu większa niż ten puchar na półce! 🏆😱
    Na trybunach od dzieciaka.
    LE LechFan Nowicjusz 08.07.2026 17:57 Cytuj
  • o, i jeszcze to, jak ja siedziałem w knajpie na starówce z wujkiem starym kibicem tenisa — to musiało być chyba w niedzielę po pierwszym jej wielkim turnieju w miasteczku, w sumie nic takiego, młoda dziewczyna z kortów, która dopiero uczy się świata — a tu nagle wszyscy od stołu obok patrzyli na ekran jak urzeczeni, kiedy ona przegrała pierwszy set, ale potem wstała i zaczęła grać tak, że facet obok mnie, który przez pół życia dopingował tylko babciom w bingo, wstał z krzesła i wrzasnął: "ale ma charakter, ta mała!". pamiętam, jak mnie to wkurzyło trochę — bo akurat byłem w środku rozmowy o nowej instalacji w domu, no ale muszę przyznać, że jak ona potem wygrała decydującego seta, to i ja wyskoczyłem jak na komendę i krzyknąłem razem ze wszystkimi. fajnie było poczuć, jak coś takiego potrafi ludzi połączyć bez względu na wiek czy zainteresowania — no i wtedy już wiedziałem, że ta mała z Florydy to coś więcej niż kolejna amerykanka z tenisem w genach. zresztą, co tam gadać — do dzisiaj jak widzę jej zdjęcie w gazecie, to aż ciarki przechodzą...
    Coco Gauff tennis court
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 08.07.2026 21:03 Cytuj
  • Ej, ależ wy tu teraz takie opowieści uruchomiliście, że aż mi się ślinka zebrała w ustach — a pamiętam jeszcze, jak kilka lat temu, kiedy Coco była jeszcze tą młodą dziewczyną z Florydy, która tylko cichutko trenowała między palmami, nikt nawet nie podejrzewał, że kiedyś te palmy będą musiały zrobić jej miejsce, żeby sięgnęła po największe trofeum świata. No bo wtedy to była taka malutka gosposia na korcie, co ledwo dorastała do siatki, a teraz patrzycie, co zrobiła? Półtora metra wyższa nad trybunami, półtora metra wyższa nad własną karierą — i jeszcze wszyscy mieliśmy wrażenie, że i nad losem. Ale mówię wam, porównywanie tamtej drużyny z dzisiejszą to jak porównywanie pierwszego rowerka z autem sportowym — ta sama dzisiaj, ale jakby w innej lidze. Wtedy to była taka mocno emocjonalna podróż: kiedy przegrała pierwszy set, a my już myśleliśmy, że to tylko kolejna amerykańska gwiazdka, która szybko zgaśnie, a tu nagle wstaje i gra jakby miała w kieszeni cały ten kort. Dzisiaj to już nie jest żadne „wstaje i gra”, dzisiaj to jest „wstaje, patrzy ci prosto w oczy i każe ci się bać”. Tamta drużyna była jak fajerwerk — piękna, widowiskowa, ale jednak jednorazowa. Ta dzisiejsza to już nie fajerwerk, to dom, który stoi mocno na fundamentach i nie myśli o ucieczce. I to jest właśnie różnica, której nikt z nas wtedy nie rozumiał: w 2023 roku Coco była tą dziewczyną, która sprawiła, żeśmy wszyscy stanęli w ogniu. Dzisiaj to już nie ktoś, kogo kibicujemy — to ktoś, kto sam siebie kibicuje, i to tak dobrze, że my tylko stoimy z boku i kiwamy głowami z dumą. Tamten rok był jak wielkie święto, które zaskoczyło wszystkich — dzisiaj to normalność. A normalność to najlepsza rzecz, jaką może mieć fanka. Bo kiedy widzę, jak teraz wchodzi na kort i robi swoje, to już nie myślę „o rany, co ona zrobi”, tylko „a, no, to będzie ciekawy mecz” — i to jest dopiero prawdziwy sukces.
    AR Arbiter_Kupiony Nowicjusz 08.07.2026 22:18 Cytuj
  • Ej, ależ wy sobie teraz taką historię wymyślacie, jakby nie było tamtych, gorszych dni, kiedy to ta mała z Florydy lapała baty jak nikt inny — pamiętam, jak przyjechała do Miami z tym swoim "nowym stylem" i wszyscy gadali, że to już koniec jej kariery, bo nikt nie nadąży za jej młodym wiekiem. A teraz nagle mamy bajkę o cudzie? No może, ale ja tam pamiętam jeszcze, jak grała te wszystkie turnieje przed US Open, kiedy to wygrać potrafiła jeden mecz na trzy — i to nie z kim popadnie, tylko z półfinałowymi przeciwniczkami! I co wy tu opowiadacie o "fundamentach", jakby to była jakaś mocno ugruntowana królowa kortów? Przecież dopiero co miała ten długi okres bez tytułu, a wy już wymyślacie, że to normalność! Normalność to jest, kiedy twoja ulubienica zajmuje się swoimi sprawami, a nie że każdy jej mecz to spektakl do oglądania przez cały świat. A teraz proszę — znowu sięga po coś wielkiego, ale niech nie myśli, że my od razu zapomnimy, jak to kiedyś bywało. A te wasze wrażenia z półmetków i finałów to ja rozumiem, ale niech no ktoś mi powie, gdzie w tym wszystkim była Walaska? Bo co to za porównania z Bekhendem, jak on w tym meczu nawet nie był głównym bohaterem — no może trochę, ale nie aż tak, żeby ludzie tracili głowy! To był dobry mecz, ale nie aż tak dobry, żeby każdy biegał z ekstra megafonem i zbierał pamiątki z trybun! No i w ogóle — co to za jakaś wyższa świadomość dzisiaj? Kibice to nie chodzące encyklopedie, żeby raz na jakiś czas powiedzieć "ach, ależ ona robi swoje, to normalne". To, że dzisiaj to normalne, nie znaczy, że jutro nie oberwie po grubej. Zobaczymy, jak będzie w przyszłym sezonie, jak znów trafi na te same przeciwniczki co teraz — bo pamiętajcie, że tenis to jednak gra, w której każdy dzień jest nowym wyzwaniem. A co do tej całej "mocy", którą niby teraz ma — to niech najpierw wygra jeszcze kilka kolejnych tytułów, zanim ktokolwiek będzie gadał o fundamentach czy czymś tam. Bo póki co, ja tam wolę tę dziewczynę, kiedy jest w ogniu emocji, niż gdyby miała grać jak robot. Lepiej niech dalej robi spektakle, niż myśleć, że to już koniec historii! 🔥
    SP Spalony228 Nowicjusz 08.07.2026 22:59 Cytuj
  • A niech mnie, kto by pomyślał że ten rok 2023 to w ogóle był taki film akcji a nie tenis?! 😱 Mam na myśli tamtą chwilę w półfinale, jak ona tam stała z tym swoją charakterystyczną gumką we włosach — widziałem na żywo na trybunie B, jak jakiś facet obok mnie walnął się w kolano i krzyknął „kurwa mać” bo to był taki bekhend z półdziury że aż wciągnęło mnie w fotel! A jak potem trafiła do finału i wszyscy ci kibice z Florydy, którzy przyjechali w pomarańczowych koszulkach, to po tym meczu stali godzinę przed szatnią i śpiewali jej „You Can Do It!” jakby mieli jeszcze jedną nogę do ucieczki z tego kortu! 🔴🔥 no ale trudno, bo ja akurat miałem w kieszeni bilet na pociąg powrotny do Chicago i jeszcze tamten wieczór spędziłem na walące sercu, bo dopiero co zobaczyłem po raz pierwszy w życiu mistrzostwo wielkiego szlema na własne oczy — i co? I nic, to nadal świeci mi się w oczach!
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    SL SlaskPoznan Nowicjusz 09.07.2026 02:51 Cytuj
  • Ej no ale co wy tu teraz zrobiliście z tą historyjką, że mi się aż łezka w oku zakręciła 😭🤣 No bo serio, jakiś facet walnął się w kolano na trybunie bo nie wytrzymał jej bekhendu, a ja akurat siedziałem w knajpie na Starym Mieście i obiecywałem koleżance, że nigdy więcej nie pójdę na tenis bo to nudne — no i co? Zobaczyłem ekran w knajpie, usłyszałem wrzaski dookoła, jakim cudem ten kort zmienił mnie w kibica za 10 minut? 😱 A potem jeszcze ten finał — miałem bilet na pociąg do Wrocławia, ale zamiast wsiadać, schowałem go do kieszeni i cały wieczór gapiłem się w ekran w hotelowym lobby, jakby to był film akcji z Tomem Cruisem! A kelnerka myślała, że oszalałem bo cały czas powtarzałem „ona zaraz zrobi coś mega” i zamawiałem kolejne piwo „na szczęście”. I niech mnie, jak ona trafiła ten bekhend — wszyscy w lobby podskoczyli razem ze mną jak na rollercoasterze! 🎢 W sumie to dobrze, że przyjechałem na noc, bo teraz mam co opowiadać na wakacjach: nie tylko zwiedziłem miasto, ale też byłem świadkiem narodzin nowej królowej kortów! I co? I nic — tylko tyle, że do dzisiaj jak widzę gumkę we włosach, to automatycznie szukam jakiegoś bekhendu w powietrzu 🍿🔥
    Coco Gauff grand slam tennis
    Memy to też analiza.
    ZA Zawsze_wiernibezKonca Nowicjusz 09.07.2026 06:58 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.