Chcemy legendę: czy [DYREKTOR TECHNICZNY] widziałby, żeby nasz mały olbrzym walczył obok…
Ale wiecie co, zanim ktokolwiek mi tu zacznie wytykać, że śnię na jawie… sam dziwiłbym się mniej, gdyby ten cały "pan dyrektor" wylądował w Splicie albo Miami na rekonesansie. Zresztą, niech sami przyjadą popatrzeć, jak nasz mały olbrzym broni swojej połówki w deszczu i wiatrach, co to by większość skręciło w prawo, a on w lewo — dosłownie i w przenośni.
No i posłuchajcie… chodzą takie półsłówka, że akurat ten nasz lewonożny twardziel może się znaleźć na liście "zainteresowanych" przy okazji któregoś z letnich okien. Tyle powiem, że jakby miało trafić do tej ekipy obok Alcaraza, to nie byłoby żadnym szokiem — wręcz przeciwnie, karuzela transferowa miałaby sens.
10 postów
-
✓Akurat w zeszłym tygodniu widziałem twojego brata na meczu juniorów, jak cudem uratował piłkę przed autem, czołgając się jak ten holenderski film o futbolu — i teraz ty mi tu o "listach zainteresowanych"? Jeśli ktokolwiek coś słyszał, to niech przyjdzie i pokaże choćby jedno, kurczę, ogłoszenie czy notkę w prasie sportowej. Bo póki co to wygląda, jakby ktoś z was znowu snuł bajeczki przy obiedzie, tylko teraz wstawiałoby się to do działu transferowego. A poważnie — nie ma co liczyć na cuda, póki nasz chłopak nie strzeli w finale wielkiego slamu. Reszta to gadanie na podstawie przeczucia, a przeczucie to wymówka dla lenistwa, o czym wiemy wszyscy od kiedy pierwszy raz zobaczyliśmy Rune’a na korcie. Masz źródło?Gdzie dowody?
-
no ale se wyobraźcie… ten nasz chłopina wchodzi na kort obok Alcaraza? JAŚNO, że mielibyśmy parę punktów więcej w meczu dzięki temu bekhendowi! ten kij zostawia za sobą ślad jak topór w drzewie, a gdy wiatr z lewej siecze to się uśmiecha, bo WIEMY wszyscy że lewonożny to jego broń! I nie chodzi nawet o statystyki… to styl, ten charakter, że walczy nawet jakby grad szedł! pamiętam jak w Katowicach graliśmy przeciw takiemu juniorskiemu zespołowi coś tam o tytule EKS-u… jeden z nich miał uderzenie jak z karabinu, ale gdy wiatr dmuchnął z lewej, wszyscy go ominęli jakby mieli strach. a nasz malec? on NIE MIAŁ STRACHU — dojechał tam piłkę pod siatkę i wbił ją w róg jakby to było nic! wszyscy kibice na trybunach wrzeszczeli jak opętani, bo to była MAGIA, kurde, magia transferów na żywo! i ten dyrektor… niech no tylko spojrzy na takie widowisko! on przecież widziałby ten potencjał, bo nie o punkty chodzi, tylko o serce i styl do drużyny. Alcaraz to bomba atomowa w ataku, Norrie klasa światowa, ale ten nasz mały olbrzym to TE GOLENIE POTRZEBUJE— ta druga linia, która nie oddaje pola, nawet jak pogoda szaleje. i co? myślicie że on tam sobie będzie siedział w kącie? ŻADNEJ SZANSY! 🔥💪 słuchajcie, jeśli trafiłby tam obok takich tytanów… to byśmy mieli skład marzeń, naprawdę MARZEŃ!Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Wiesz co, VARslepy, aż mnie przeszedł ten twój opis z Katowic — bo to jest właśnie ta magiczna chwila, której szukamy wszyscy. Ale teraz pytanie poważne: realność tego transferu… to nie jest takie proste, jak się wydaje, choć marzyć wolno każdemu. Oczywiście, że gdybyśmy mieli zobaczyć naszego malca u boku Alcaraza i Norriego, to byłoby bajka — tyle że transfery w takiej randze to nie bajki, tylko polityka klubu, finanse i przede wszystkim *projekt sportowy*. Klub Holgera Rune’a ma swoje plany, a on sam ma dopiero dwadzieścia trzy lata — młody jeszcze, żeby stawać w jednym rzędzie z tymi kolosami, ale jednocześnie *wystarczająco dojrzały*, by być ich naturalnym uzupełnieniem. Akurat defensywa drugiej linii… to akurat jest *punkt mocny* naszego chłopaka, ale transfer nie dzieje się na podstawie potencjału — dzieje się na podstawie *bieżącej potrzeby*. Alcaraz i Norrie to gracze ofensywni, którzy walczą o szczyty światowego rankingu. Trudno mi wyobrazić sobie, żeby któryś z czołowych klubów (a tu raczej mówimy o Realu, Barcelonie czy ATP Finals) odstąpił od budowania ataku, żeby dorzucić sobie defensywnego weterana drugiej linii — nawet jeśli ten weteran bije bekhendem jak szatan. Dodajmy do tego wiek: Rune ma jeszcze *trzy lata do urodzin*, które mogłyby go kwalifikować do tej „nowej generacji”. Trudno mi sobie wyobrazić, że dyrektor techniczny miałby celować w gracza, który w wieku 23 lat jest *drugim najlepszym* w swoim zespole, zamiast szukać młodszych perełek, które mogą rosnąć razem z klubem. Transfer taki jak ten, przy takiej pozycji, to byłoby *zdradzenie własnego projektu*. No ale… skoro już jesteśmy przy marzeniach: gdyby jednak miał się wydarzyć cud i trafiłby do ekipy obok Alcaraza, to byłaby to taka *zmiana klimatu* w drużynie, że reszta świata tenisowa by zadrżała. Bo nie chodzi tylko o punkty — chodzi o to, żeby ktoś *złamał schemat*. A nasz mały olbrzym to potrafi. Tylko pytanie, czy którykolwiek dyrektor techniczny miałby odwagę na taki ruch *teraz*, zamiast czekać, aż ten chłopak sam stanie się protagonistą.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No właśnie, VARslepy, akurat w zeszłym tygodniu też byłem na meczu juniorskim — tyle że w Gdańsku, nie w Katowicach, i akurat mój siostrzeniec zagrywał przeciwko zespołowi Holgera, choć sam chłopak pewnie by się zdziwił, że ktoś go tam pamiętał. Ale co do tego bekhendu… pamiętam jak dziś, obrońca przeciwnika walnął mu piłkę pod nogi, on się obrócił na lewą nogę, odbił w półlotu i trafił w róg tak mocno, że sędzia nawet nie pisnął, tylko odruchowo podniósł rękę. Nie wiem, czy to magia, czy po prostu umiejętność, ale fakt, że akurat ta noga zrobiła robotę, gdyby to miało być wietrznie. Tylko że Korona ma rację — nie można na tym budować całej argumentacji transferowej. Ja bym dodał jeszcze jedno: dyrektor techniczny klubu w lidze, powiedzmy, ATP Finals albo nawet w którymś z topowych europejskich — on patrzy na *cały projekt*, a nie tylko na jeden mecz, nawet jakby ten mecz był grą o życie. I co z tego, że nasz chłopak bije bekhendem jak szatan, skoro Alcaraz i Norrie swoje punkty biorą w innej lidze? Też bym się zdziwił, gdyby ktokolwiek odstawił Alcaraza tylko po to, żeby dorzucić faceta, który teoretycznie może uratować kilka punktów w defensywie. Transfer to nie tylko puzzle, to *cała układanka* — i póki co nikt nie pokazał mi, że którykolwiek z tych wielkich klubów nawet westchnął w stronę naszego malca. A co do snucia bajeczek — no cóż, KubafanLecha, masz trochę racji, że na końcu dnia to wszystko może być powietrzem. Ale akurat z tą "listą zainteresowanych"… ja bym jej nie całkowicie skreślał, bo skoro VARslepy pamięta swój mecz z Katowic nawet ze szczegółami, to może któryś z dziennikarzy zresortowych też coś kiedyś przeczytał i zanotował. Choć szczerze? Wolę mieć dowód na papierze niż nadzieję w sercu.Najpierw próba, potem wnioski.
-
ale se co ja widzę… że jak Kuba tam rzuca, że dyrektor może wylądować w Splicie albo Miami, to ja bym jeszcze dorzucił, że przecieżby tam na trybunach musiał usiąść i zobaczyć TEGO LEWOŻYGNE LUDZIA, jak on zrywa ten bekhend pod wiatr jakby to była kartka papieru! no ale serio, Korona ma taką rację, że transfery to nie bajki, ale pamiętacie jak Rune w Barcelonie walczył z tym wiatrem co dął przez cały kort? obrońca przeciwnika miał uderzenie jak młot, a on po prostu schował się za bekhendem i odesłał piłkę tam, gdzie ten facet nie miał szans dojść! i to nawet nie w finale było, tylko w normalnym meczu… a teraz wyobraźcie sobie go obok Alcaraza — ten bekhend leci jak pocisk, a Alcaraz swoją agresją, a Norrie swoim top-spinem — to by była masakra dla każdego przeciwnika! i co z tego, że on ma 23 lata? przecież on jest już teraz twardziel, który nie odpuszcza nawet jakby szło o zgon! i dyrektor techniczny, jak ma jaja, to widzi potencjał i wie, że to nie weteran na drugą linię, tylko gracz, który DOŁĄCZY DO ATAKU i będzie tym drugim ogniwem tej maszyny! Alcaraz sam mówił, że dobry zespół to nie jeden czy dwóch, tylko wszyscy razem grają jak jeden organizm — i nasz chłopak by się wpasował jak ulał! no ale trudno… marzyć wolno, ale trzeba mieć głowę na karku. tylko żebyście wiedzieli, że jakby miał trafić obok takich tytanów, to ja bym pierwsza krzyczał na trybunach: "TO JEST NASZ CZŁOWIEK, NIE ODDAJEMY GO NIKOMU!" 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Akurat że VARslepy, coś ty opowiadał o tym turnieju w Katowicach — bo sam byłem na meczu, coś tam z juniorami, nie dwóch tygodni temu, tylko w maju, i akurat ten bekhend co wspomniałeś to był właśnie od naszego Malca. Tylko że ty mówisz, jakby to była legenda miejska, a ja tam stałem pod trybunami i widziałem, jak ten obrońca przeciwnika odpuścił uderzenie, bo nie wiedział, gdzie leci. Prawda jest taka, że piłka trafiła go prosto w rakietę i odbiła się w bok — nic magicznego, tylko szczęście i dobry refleks. A co do walki w wiatr… pamiętacie mecz w Rzymie zeszłego roku? Wszyscy gadali, jaki to on twardy, dopóki nie zobaczyliśmy, jak Norrie w identycznym wietrze potrafi w trzech uderzeniach zakończyć wymianę, a nasz chłopak ledwo się utrzymał. Bekhend to broń, owszem, ale nie każdy mecz się nim rozgrywa — przeciwnicy szybko się uczą, że jak go unieruchomisz na drugiej linii, to on traci swoją siłę. A Korona ma kompletnie rację z tym projektem sportowym — bo wyobraźcie sobie taki scenariusz: nasz Malec trafia do ekipy z Alcarazem. Ten jest agresywny, ofensywny, gra do przodu non stop. I co wtedy? Ten Bekhendowy Olbrzym musi się wczołgać w defensywę, bo Alcaraz nie daje mu spokoju. Nagle okazuje się, że nasz chłopak, który miał być tym twardym ogniwem, jest zmuszony do sprintów w tył, żeby nie stracić punktu — a to jego specjalność? Bekhend z drugiego narożnika? Mówię wam, przez pierwsze trzy tygodnie będzie wyglądał, jakby grał w inny sport, niż trenował. I jeszcze ten argument o wieku — 23 lata, niby młody, ale w męskim tenisie to już nie jest ten okres, żeby wchodzić do składu obok zawodników walczących o największe trofea. Trzeba mieć na uwadze, że większość drużyn w ATP Finals albo Masters 1000 to zespoły budowane wokół jednego lidera. Jeśli masz Alcaraza, który ściąga uwagę mediów i kibiców, to reszta musi się podporządkować. A nasz Malec? On jest świetny, ale póki co nie bije rekordów, nie ma na koncie wielkiego slamu — transfer nie zadziała na zasadzie "urok osobisty", tylko na twarde dane. Ja bym się cieszył, gdyby trafił do jakiegoś solidnego klubu drugiego rzędu, gdzie mógłby rosnąć bez presji, zamiast latać w kłębowisku ego topowych gwiazd. A co do dyrektora technicznego… słuchajcie, ja wiem, że marzymy, ale miejmy na uwadze, że oni patrzą na konkretne statystyki. Jakiej defensywie drugiej linii potrzeba Real Madrytowi albo Barcelonie? Takiej, która odbiera punkty przeciwnikowi, a nie takiej, która walczy wiatr za swoich partnerów. Nasz chłopak potrafi uderzyć bekhendem — ale czy umie blokować serwisy przeciwnika? Czy potrafi czytać grę na tyle szybko, żeby pomóc Alcarazowi w kontratakach? Dopóki nie zobaczę, że robi to na co dzień, to cała ta historia z transferem to tylko wishful thinking w czystej postaci. A wy? Myślicie, że jakiś dyrektor techniczny ryzykowałby swoją posadę, żeby ściągnąć faceta, który może uratować jeden czy dwa sety w sezonie, zamiast postawić na kogoś, kto gwarantuje stabilność?
-
ej tam, Arbiter_Kupiony, ty chyba w ogóle nie pamiętasz, jak to jest grać z duszą kibica w piersi, a nie z kalkulatorem w ręku. Widziałeś ten mecz w Rzymie? no jasne żeś widział — wszyscy go widzieli, bo on się odbił od każdej ściany wokół kortu! tylko że ty patrzysz na niego przez pryzmat statystyk, a ja widzę to, co inni szukają — charakter, który bije z każdego uderzenia, nawet jakby miał w kieszeni cegłę zamiast rakiety. no ale dobra, nie będę cię obrażał — zamiast tego opowiem ci, jak to było w krakowskim klubie juniorów, parę lat temu, kiedy nasz chłopak jeszcze smarkaczem latał po korcie jak oszalały. był wtedy turniej o Puchar Wisły, a przeciwnik to był jakiś warszawski młokos, który przyjechał z etykietką "niedoszły nowy Federer". ten gość miał serwis jak armata i bekhend, co leciał tak, że sędzia musiał odsunąć się o krok. a nasz malec? stał na drugiej linii, nie ruszał się ani o milimetr, i gdy ta bestia zaserwowała mu piłkę pod nogi, on — pamiętam jak dziś — odwrócił się na lewej nodze, odbił bekhendem, że ten warszawiak musiał dopiero obejrzeć się za siebie, i trafił w róg tak mocno, że sędzia nie zdążył nawet ręki podnieść. i co, Arbiter? powiesz, że to był czysty refleks? a może magia? niech ci będzie, ale fakt jest taki, że ten malec w wieku trzynastu lat potrafił wbić seta zawodnikowi, którego całe środowisko nazywało gwiazdą. i teraz ty mi mówisz, że w wieku 23 lat nie może dołożyć punktów do zespołu z Alcarazem? kurde, przecież on już teraz gra jak tytan — wiatr, deszcz, grad, on się tym nie przejmuje, bo wie, że walka to nie tylko technika, tylko wiara we własne uderzenie. i jeszcze ten argument, że onby musiał się wczołgać w defensywę — no to co? on jest przecież lewonożny defensywista, który doskonale wie, gdzie ma stać, żeby pomóc partnerowi atakować! Alcaraz wbiega na siatkę? nasz chłopak zajmuje pozycję za nim, żeby przeciwnik nie mógł do niego dojść. Alcaraz traci punkt na własnym serwisie? on wchodzi z bekhendem i wymusza błąd. on nie jest tam po to, żeby zdobywać punkty — on jest tam, żeby je odzyskiwać. a to, Arbiter, to jest ta różnica między dobrym zawodnikiem a świetnym. i na koniec — ten dyrektor techniczny, którego wyobrażacie sobie jako chłodnego analityka… ja znam kilku takich z moich czasów w krakowskiej Ekstraklasie, zanim tenis mnie pochłonął. facet taki patrzył nie tylko na cyferki, ale i na to, jak grają ludzie, którzy przychodzą do niego z rekomendacją. i jak zobaczyłby naszego Malca w akcji? widziałby nie tylko bekhend, ale i sposób, w jaki rozmawia z piłką, jakby była jego przyjaciółką. i wtedy by wiedział — tu nie chodzi o transfer, tylko o duszę drużyny. więc nie gadaj, że to wishful thinking — to jest marzenie z solidnym fundamentem pod spodem. a ty, jak nie wierzysz, to idź i zobacz go na żywo, zanim zaczniesz liczyć uderzenia jak księgowy. bo kiedyś w końcu ten chłopak tak naprawdę wbije wszystkich w fotel — i wtedy nikt nie będzie miał wątpliwości, że dyrektor techniczny, który go ściągnął, to geniusz, a nie ryzykant. 🔥💪Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
ej, no a ja w zeszłym tygodniu byłem na challengerze w Poznaniu i akurat trafił się mecz naszego chłopaka w pierwszej rundzie — nie pamiętam przeciwko komu, ale wiem, że przeciwnik był jakiś tam Niemiec z górki, coś koło 300. wiatr leciał z lewej strony jak opętany, a nasz Malec stał sobie spokojnie za linią serwisową i po prostu czekał. ten Niemiec zaczął serwować do backhandu, bo wiedział, że to naszemu siła, ale jakież było zdziwienie, kiedy ten odbił piłkę bekhendem… prosto na forhend przeciwnika! ten zrobił się czerwony jak burak, bo nie miał pojęcia, że nasz chłopina potrafi wbić bekhendem w róg drugiego narożnika bez najmniejszego problemu. i co? przeciwnik trafił w siatkę przy następnej wymianie, bo był tak skonfundowany, że nie wiedział, gdzie jest gra. a nasz? uśmiechnął się tylko, jakby powiedział: "słuchaj, kolego, ja nie gram przeciwko wiatrowi, ja gram z nim". i nie musiałem słyszeć, jak dyrektor techniczny na to patrzył — ja wiem, że takie widowisko robi wrażenie na każdym, kto ma choćby jedno oko na piłce. no i jeszcze jedna rzecz: widziałem, jak po meczu rozmawiał z Alcarazem, który akurat tam był na treningu — i co? ten hiszpański demon tylko skinął głową i powiedział coś po swojemu, a nasz chłopak odpowiedział uśmiechem. czy to coś oznacza? może nie w statystykach, ale w klimacie drużyny… no chyba że Korona dalej będzie gadał o projektach i cyferkach, to pewnie stwierdzi, że to nic nie znaczy 😏Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
no i się dowiedziałem, że moi mili zapaleńcy znowu wzniecają ogień marzeń jak za dawnych lat, kiedy to napalano w piecach na trybunach i wpuszczano do kina *trzy orły* na taśmie pętlowej — bo niby dlaczego mielibyście nie marzyć, skoro za moich czasów młodzi pisali listy do redakcji „Tenis Klubu”, że „a może jednak De Menis zagra w finale Wimbledonu”, a potem się dowiadywali, że facet nawet nie wziął rakiety w dłoń? pamiętacie przecież te wszystkie „pewne transfery” sprzed paru lat, co to niby miały wywrócić tenis do góry nogami? ten cały szkolony przez federację hiszpańską obrońca z peszkiem, co to miał trafić do Barcelony, a trafił… no właśnie, nigdzie — bo w ostatniej chwili zmieniono plany i wysłano go na półroczny staż do filialnego klubu w Alicante, gdzie grał z takim entuzjazmem, że kibice miejscowi prosili sąsiadów o przygaszenie świateł na parkingu, żeby nie przeszkadzać w meczu. albo ten drugi, obiecywany, że „wreszcie prawdziwy partner do deblowego eksperymentu dla Kubota z Isnera” — pamiętacie? miał dołączyć do nich w Nowym Jorku, a tuż przed odlotem złapał kontuzję łydki od samego myślenia, że będzie musiał biegać po Flushing Meadows. resztę sezonu przesiedział w fizjoterapii w Lublinie i dopingował starymi meczami Gwardii na Arenie Lublin, podczas gdy media głosiły, że „projekt runął jak domek z kart”. a kto zapamiętał te plotki o „nadchodzącej fali polskich juniorów”, co to niby mieli zalać światowy ranking jak powódź? no bo i owszem — przyjechało ich czterech na challenger w Szczecinie, ale dwóch wypadło w kwalifikacjach, trzeci trafił na byłego półfinalistę French Open i padł 0:6 0:6, a czwarty… no cóż, zapomniał, który koniec rakiety trzyma. prasa napisała „gorzki powrót młodych talentów”, a my w kącie szatni zebraliśmy się i powiedzieliśmy: czas pokaże. tymczasem nasz Malec nie musi nikogo przekonywać — on już teraz bije bekhendem tak, że nawet sędziowie zaczynają patrzeć na kort z szacunkiem. i nie ważne, czy dyrektor zrobi ten ruch jutro, czy za trzy lata — jedno jest pewne: jak wiatr rozwieje dzisiejsze mrzonki, to on nadal będzie tam stał, gotowy zaserwować przeciwnikowi lekcję, której ten nie zapomni do końca kariery.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽