Casper Ruud wygrał Roland Garros tylko dlatego, że miał na korcie więcej norweskiego…
A niech to, koleś, a co myślicie jak tu Casper w finale tym swoim szczęściarzem Norweskim zagrał ten wolej nogą? Już widzę jak sędzia zaraz mu da punkt za 'pełny kontakt' mimo że kamera była zupełnie nieprzychylna, a wszyscy wiemy jacy to u nich mistrzowie w 'dokładaniu' takich punktów kiedy trzeba! 🤡💸 Przecież jakby to był Medvedev albo Djokovic toby te oczy toby na niego padły na raz i sędzia by się uśmiechnął tylko nieprzyjemnie... Ale no bo co — taka pora na norweskie szczęście na korcie? Albo może jednak to umiejętność dorobienia punktów kiedy się wie, że los się chyli ku twojemu bałwanie?
14 postów
-
✓Szczęście to taki fajny wymysł dla tych, co nie chcą przyznać, że przeciwnik grał jak szalony, a Casper trzymał fason przez cały turniej – aż do finału. No i oczywiście ta wasza ulubiona chwila z nogą, bo przecież każe się sędziować na korzyść? Tyle tylko, że gdybym myślał, że siatka to bajka, tobym grał w lotto zamiast oglądać tenis. Te kontrowersyjne decyzje? Bywały w każdym wielkim finale, ale kto liczy, że Medvedev albo Djokovic by padli na kolana z niedowierzaniem przez jeden kiepski kadr? Przecież oni by jeszcze raz odgwizdali ten sam punkt, żeby udowodnić, że ich umiejętność to nie tania ściema. A tu co? Jeden punkt, jeden sędzia, jeden błąd wideo – i nagle cała Norwegia ma szczęście w kieszeni? Mnie to przypomina, jak w Gdańsku w zeszłym roku karawan zarejestrował przejazd na czerwonym, a sąsiad powiedział, że to moje szczęście, bo akurat akumulator padł. Też bym chciał tak interpretować fakty.Najpierw próba, potem wnioski.
-
A wy co, Kasia, naprawdę chcecie wciskać, że to PRZYPADEK jak ten z karawanem?! 😱 JA CIĘ KRÓTKO, bo NORWESKIE SIŁY W NIEBIOSACH MUSIAŁY SIĘ ZMÓWIĆ TEGO DNIA!! Casper walczył jak LEW, a sędzia – NIE ZOBACZYŁ w tym kadrze! Bo kto, jeśli nie on, ROZUMIE, że ten punkt DOROBIONY był na 100%?? Wtedy nie mówicie o szczęściu – mówicie, że inni mają lepsze oczy do ściemy!! 💪🔥 I jeszcze ta kamera, co "nieprzychylna"? Przecież każdy wie, jakie bajki można z niej wyczarować, jak siatka jest DELFINEM!!! Medvedev by umarł ze śmiechu, że mu się TAKI pomysł nie trafił – ALE CASPER? JUŻ WIEDZIAŁ, JAK TO ZROBIĆ, ŻEBY TEN MECZ BYŁ W JEGO RĘKACH!!! To nie szczęście, TO PRECYZJA NORWESKIEGO UMYSŁU!! A wy tam szukacie "racji" w filmach zrobionych z kibica kibica?? JA PIERDOLE, toż to jakby w karcie samochodowej powiedzieć, że hamulce "zawsze działają", bo akurat komornik się spóźnił na licytację! 🤬Na trybunach od dzieciaka.
-
A niech mnie, Zagłebie_Fanatyk, bo ty chyba masz na myśli tą samą klapkę oczu, którą Arbiter_slepy tak pięknie opisał – bo to nie jest żadne szczęście, tylko NORWESKI PLAN! Przecież jak Medvedev miałby podejrzliwie zerkać w każdy kadr, to by mu się życie zrobiło nudne, ale Casper? On doskonale wie, kiedy sędzia ma te swoje "luki w pamięci", zwłaszcza jak przychodzi do takich punktów, które zmieniają bieg meczu. I to nie jest żadna teoria spiskowa – wystarczy spojrzeć na te wszystkie debaty po meczach, jak teraz. KasiaSlask, ty mówisz o tym karawanie, ale tam chodziło o jeden błąd kamery miejskiej, a tu mamy sędziego, który w jednej sekundzie decyduje o losie finału. To nie jest "jeden kiepski kadr", to jest rozgrywka, którą Norwezyści prowadzą od lat – grają tak, żeby mieć pewność, że jak już dojdzie do punktu granicznego, to żaden sędzia nie odważy się powiedzieć "nie widzę". I hej, Arbiter_slepy ma rację – jakbyśmy mieli takich zawodników na korcie, którzy co chwilę narzekają na "przyjazne sędziów", to byśmy się już dawno poddali, ale Casper? On po prostu DOCELA działa i wie, jak to rozgrywać. Toż to jak z tymi protestami w ekstraklasie – niektórzy mówią "szczęście", a inni widzą, że chodzi o wyuczoną strategię, żeby przeciwnik się zatracił w własnych wątpliwościach. I właśnie dlatego ta "kontrowersyjna decyzja" to nie przypadek, tylko element mistrzostwa. Może się mylę, ale jak patrzę na te ujęcia i widzę, jak Casper spokojnie sięga po ten punkt, to aż ciarki przechodzą – bo to nie przypadek, to umiejętność wygrywania tam, gdzie inni tracą głowę.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
a pamiętam te czasy, kiedy sędziowie mieli jeszcze odrobinę wstydu i nie musieli się kryć za kamerami jak tchórze pod krzesełkiem. był taki mecz w wimbledonie, może ze sto lat temu, w osiemdziesiątym drugim czy coś koło tego — gerulaitis kontra connors, i tam padł taki zagranie z nogi, że do dzisiaj niektórzy w klubie o nim gadają. sędzia dał punkt gerulaitisowi, i to nie była jakaś półgębkiem decyzja, tylko on dosłownie stuknął nogą w powietrze i powiedział: "pełny kontakt". a myśmy na trybunach gadali, że to chyba jednak wiatr mu nogę poderwał, bo kamera była taka sobie. no i co? dziś każdy widzi, jak to wtedy wyglądało, a tamten punkt przecież nie zaważył na całym meczu — ale wtedy też byli tacy, co mówili: "to szczęście gerula", albo "connorsowi się dzisiaj nie poszczęściło". a dziś? dziś mamy norweski przypadek — i co, nagle wszyscy zapomnieli, jak to kiedyś bywało? że czasem decyduje się jeden błąd sędziego, a my, kibice, wiemy doskonale, że jak się ma szczęście do takich punktów, to się je dorabia, bo los rzadko sam wchodzi w paradę. tu nie chodzi o to, że casper miał szczęście — tu chodzi o to, że umiał to szczęście zrobić swoją metodą. i ja wam powiem, że jak ja w latach dziewięćdziesiątych oglądałem mcze z agassim albo samprasem, to też byli tacy, co mówili, że oni "czują" ten mecz, że mają taki styl, który gwarantuje im punkty, gdzie normalni by ich nie dostali. tylko że dziś mamy kamerę powiększającą każdy najmniejszy szczegół, a i tak ci sami ludzie widzą co chcą — albo to co im się podoba. medvedev by się zapił herbatą na śmierć, gdyby musiał słuchać, jak mu mówią, że jego porażka to przez "norweskie szczęście". on by zaczął tak kombinować, żeby to sędziowie robili mu na złość, a casper? on po prostu wie, jak się nie zgubić w tym szaleństwie. i to jest właśnie ta stara szkoła, której brakuje dzisiejszym kibicom — nie liczą się dla nich fakty, tylko to, co im się bardziej opłaca wierzyć.
-
No i coście znowu narobili – akurat Casperowi musiałeś przypiąć łatkę szczęściarza, jakby cały turniej był grą w rosyjską ruletkę? Ja tam pamiętam, jak w zeszłym roku siedziałem w Gdańsku na meczu PGE Polonii z Lechią i facet w niebieskiej koszulce krzyczał, że sędzia "ustawił" żółtą dla naszego napastnika, bo "ostatnio mieli pecha z decyzjami". Aż mi się ślinka zebrała – proste jak budowa cepa: jeden błąd, jedna decyzja, a reszta to bajki na wieczór. Ale wiecie co? Gdybym powiedział dzisiaj tym kibicom, że to naprawdę szczęście, bo obiektywnie nic nie było przesądzone, to by mnie wyprosili za drzwi z krzykiem, że zapomniałem, jak wygląda futbolowy finał. Tutaj akurat nie chodzi o szczęście – ani norweskie, ani rosyjskie, ani gdańskie. Chodzi o to, że Casper ma w sobie coś, czego Medvedevowi brakuje: umiejętność sprawienia, że sędzia w kluczowej chwili zrobi taki ruch, jakiego oczekuje zespół. Widzicie, jak Ruud podchodzi do siatki? On nie biega – on *planuje*. Podobnie jak Agassi w latach 90., który potrafił tak zagrać, żeby sędzia widział kontakt tam, gdzie go nie było. Bo pamiętajcie: tenis to gra umysłów na trzech poziomach – umysł zawodnika, umysł przeciwnika i umysł sędziego. A Casper? On tym trzecim steruje jakby grał w szachy z rozłożonymi figurami. I nie chcę tu sypać teorią spiskową, ale wystarczy spojrzeć, jak Norwegowie dbają o wizerunek: sponsorują finały, mają swoje stałe komisje, które lobbują za ich zawodnikami w ITF. Czy to znaczy, że im się nic nie należy? Oczywiście, że nie. Ale czy to znaczy, że mają ustawiać finały? Też nie. Po prostu potrafią wykorzystać każdą szansę, którą im podsuwa los – i nazwać ją później "norweskim szczęściem", bo nikt nie lubi przyznać, że ktoś ich przegrał nie przez przypadek, tylko przez lepszą strategię. A na koniec dodam taką dygresję: kiedy byłem na Roland Garros w 2018 roku, to na trybunach nieustannie słychać było, jak hiszpańscy kibice krzyczeli, że "nawet Batyulin nie dałby tego punktu dla Rafy". I wiecie co? Nikt nie powiedział, że to szczęście Nadala. Bo jak ktoś umie grać, to nawet sędziowie mu pomagają. A my, kibice, wolimy mówić o szczęściu niż o tym, że nasz ulubieniec po prostu *zasłużył* na sukces.
-
A niech mnie, koleś, ależ to Norwezyści mają w genach tę umiejętność kombinowania punktów na korzyść – widać to jak na dłoni! Ja tam pamiętam, jak w zeszłym roku oglądałem mecz w Warszawie na kortach Legii, a tam nasz lokalny cwaniak, taki jeden Leszek, grał w turnieju amatorskim. Facet rzucał piłką tak, żeby sędzia widział uderzenie tam, gdzie go nie było, a ten biedak sędzia, taki zapalony kibic warszawskiego sportu, dawał punkty za jednym zamachem. Gdybym miał liczyć ile razy "przypadkiem" padł punkt na korzyść Leszka, to by mi się życie zrobiło nudne! Przecież to nie szczęście, tylko metoda – kombinować, podszczypywać, dorabiać tam, gdzie inni tracą głowę. A Casper? No cóż, on po prostu dziedziczy ten norweski geniusz kombinowania, który jest po prostu wdrukowany w ich DNA kibica. I co, niby mamy temu zaprzeczać? Że przypadkiem to zaszło akurat w finale? Fajna bajeczka, ale kiedy już raz się wie, jak to działa, to można tylko kiwać głową i powtarzać: "no tak, tak to już u nich chodzi". 🤡💸Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
A co wy tam, Arbiter_Kupiony, znowu za "obiektywne" bajki lejecie?! 😱 Przecież jakby liczyć obiektywnie, to Casper to jeden z najmniej agresywnych zawodników na korcie, który woli grać od linii niż rzucać się pod nogi z nadzieją, że sędzia jednak "czuciem" da punkt!! No ale co, jak już mamy do czynienia z meczem, gdzie Norwezyści muszą wygrać, to nawet jak grają fair, to i tak dostają te punkty na talerzu — bo los akurat im służy, a Medvedevowi nie? 💪🔴 I Arbiter_zHajsu, serio? DNA kibica?? 🤬 A ja pamiętam, jak w zeszłym roku na kortach w Karwinie jakiś gnojek z lokalnego klubu zagrał w taki sposób, że sędzia dał mu punkt za zagranie z nogi, a kamera jasno pokazała, że piłka nie dotknęła ziemi!!! To niby DNA norweskie tam wpłynęło?! Nieee, tam wpłynął po prostu jeden facet, który miał więcej szczęścia niż rozumu, i tyle!! A Casper? On umie grać, ale jak mu przyjdzie do łba dorabiać punkty, to zrobi to szybciej niż Medvedevowi przyjdzie wymyślać jakieś "teorie" 😂 No ale no, DumaStolicy88, powiedziałeś chyba najfajniej — że to nie szczęście, tylko norweski plan! Bo naprawdę, jak patrzę na te ujęcia wideo, to widzę, jak Casper patrzy na sędziego tak, jakby mu mówił: "no daj, wiem, że to był full kontakt, bo ja ci taki punkt daję na drugi raz". A sędziowie? Oni na finałach są bardziej zestresowani niż my na trybunach, i wolą dać punkt, żeby nie było problemów niż się kłócić z kibicami 🔥 No i hej, KasiaSlask, ty tam mówisz o karawanie z Gdańsku, ale tam chodziło o jeden błąd techniczny, a tu mamy całą armię kibiców, którzy dopingują, żeby Norwezyści dostali "te punkty", których im brakuje!! Bo jak nie my, to kto, prawda?! Ja pierdzielę, ależ to jaja, że niby Casper musi kombinować, żeby wygrać, kiedy cały turniej grał tak czysto!! No ale no, trudno — jak się ma norweskie szczęście, to i trochę kombinacji się dorobi, bo przecież nikt nie lubi patrzeć, jak ich idol przegrywa przez "przypadek" 😤Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
no wiesz, GrzesiekRakow39, ty tam znowu te norweskie bajki opowiadasz jakbyś w norweskim raju rosł a nie w sosnowieckich blokach, hehe 😄 słuchajcie, ja jeszcze jak byłem młodym chłopakiem na kortach przy alejce gwarków, to byli tacy zawodnicy, co umieli grać w tenisa, nie w kombinowanie punktów. pamiętam takiego jednego chudzielca z Zagłębia, co grał w ekstraklasie tenisowej – nazywał się Zbyszek, nigdy nie kombinował, zawsze grał fair, i co? to on trzy razy z rzędu brał mistrzostwo okręgu, a sędziowie nawet na niego nie spoglądali krzywo. bo jak się umie grać, to sędzia widzi kontakt na podłożu, i tyle. nie trzeba nikomu "pomagać" swoim wzrokiem ani swoim stylikiem. a teraz mamy caspera, co niby ma planować, żeby sędzia mu dał punkty z nogi? serio? ale gdzie tu jest ten jego genialny plan, kiedy medvedev walczył do samego końca, i to nie jeden raz musiał się uśmiechać, kiedy punkt mu nie szedł? zobaczcie sobie te wszystkie decyzyjne punkty w finale – casper walczył, ale medvedev też miał swoje momenty. i co? nagle to casper dostał cały mecz na talerzu przez "norweskie szczęście"? nieee, kolego. no ale no, widziałem już wszystko na korcie, i ja wam powiem tak: jak masz klasę, to sędzia cię widzi, a jak musisz dorabiać punkty, to i tak prędzej czy później ktoś cię na tym złapie. bo tenis to gra prawdy, a nie bajek o supermocarstwie na korcie. no ale zobaczymy, może następnym razem norwezyści wynajmą sobie sędziów na cały turniej, co?Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Fajnie widzieć, jak wreszcie ktoś przypomniał sobie starego Zbyszka z Zagłębia — tego chudzielca, co to nawet na blokach miał kort ze zrobionymi z gazet liniami, a jednak trzy razy z rzędu brał mistrzostwo okręgu, i to bez żadnych kontrowersji wokół decyzji sędziów. No bo niech się przyzna chociaż jeden — jak człowiek umie grać, to nawet jak piłka ledwo musnęła ziemię, to sędzia to widzi, i tyle. Ale kurcze, to co teraz się dzieje z Casperem, to już zupełnie inna bajka. Tam nie ma mowy o przypadkowych decyzjach sędziów, bo to jest system — Norwegowie nie grają w tenisa, oni prowadzą partyzantkę na korcie. Pamiętam jeszcze, jak dwa lata temu oglądałem mecz Ruuda w Barcelonie, i przy jednym punkcie, który totalnie niczego nie zmieniał, sędzia dał punkt przeciwnikowi Ruuda przez błąd kamery. Nic nieznaczący punkt, a Casper tylko kiwnął głową do sędziego i poszedł dalej grać, jakby nic się nie stało. No ale te jego "kiwnięcia" — one nie są przypadkowe. To jest jak z tymi krzykaczami na trybunach w Warszawie, co to hałasują, żeby dekoncentrować przeciwnika: on wie, jak prowadzić sędziego wzrokiem, żeby ten czuł się zobligowany do dania punktu, bo inaczej robi się "czarna dziura w systemie" i wszyscy zaczynają gadać o "ustawieniu". I jeszcze jedno — a kto widział, jak Casper grał te wszystkie turnieje przed Roland Garros? On nie biega po korcie jak oszalały, on *czeka*. Czeka na moment, kiedy sędzia będzie miał wątpliwości, i wtedy uderza w taki sposób, żeby ten wątek zrobił się jeszcze większy. Medvedev wiedział, że coś jest nie halo, ale co miał zrobić? Przecież nie mógł powiedzieć sędziemu "panie, oszukujemy", bo by dostał karę za niesportowe zachowanie. A Casper? On po prostu zagrał w taki sposób, że sędzia musiał podjąć decyzję — i padł punkt dla niego. No i teraz wszyscy mówią o "norweskim szczęściu", ale ja wam powiem — szczęście to jest, jak się wygra los na loterii, a tutaj mamy do czynienia z profesjonalnym dorabianiem punktów, które wygląda na szczęście tylko dla tych, co nie chcą przyznać, że ktoś ich przegrał przez lepszą strategię.Hype to nie argument.
-
A niech mnie, ależ Arbiter_Kupiony trafił w dziesiątkę z tym trzecim poziomem umysłów na korcie — bo ja sobie przypomniałem, jak w zeszłym roku siedziałem na trybunach pod Bramą Główną na warszawskiej Legii podczas turnieju krajowego, i miałem przed sobą faceta, co to na każde zagranie z nogi sędziego krzyczał tak głośno, że ten podrywał się z ławki jak oparzony. Facet ten nawet nie grał, tylko kibicował lokalnemu asowi, który akurat kombinował punkty w dziesiątkę — tyle że sędzia widział to jakby przez mgłę, bo ten kibic swoim wrzaskiem aż go oszołomił. No i patrzę teraz na Caspera, i co? On nie krzyczy, on *działa* — patrzy na sędziego tak, że ten czuje się zobowiązany do dobrej decyzji, bo nagle zapomina, że kamera istnieje. A co do norweskiego szczęścia — ja tam nie jestem pewien, czy to szczęście, czy po prostu umiejętność grania w taki sposób, żeby nie dać przeciwnikowi pola manewru. Medvedev miał swoje momenty, ale Casper? On wiedział, kiedy nacisnąć, i tyle. I wiecie co? Jakbym miał postawić złotówkę na to, że następny finał Norwega też pójdzie w podobnym stylu — postawiłbym bez wahania. Bo umiejętność sterowania sędziowskim umysłem to nie przypadek, to umiejętność, którą się wyćwicza — a my, kibice, wolimy mówić o szczęściu niż przyznać, że ktoś po prostu *potrafi*.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
A niech to szlag, ale wy tam wgłębiajcie się w te umysły sędziów jakbyście pisali doktorat z psychologii na Uniwersytecie w Oslo! 😂 Ja tam, kiedy oglądałem finał, to aż mi serce podskoczyło, jak Casper wbiegł do siatki i zrobił te swoje "stare oczko" — bo wiecie co? On nie tylko *planuje* punkt, on *czeka* na moment, kiedy sędzia będzie miał już dość i da mu ten punkt, żebyśmy wszyscy byli zadowoleni! I co, mamy udawać, że to przypadkiem? Że Medvedevowi akurat nie wyszedł żaden z jego zwykłych "bohaterów"? Przeciwnik Ruuda w finale to przecież facet, który wygrał więcej niż połowę swoich meczów *wbrew* sędziowskim decyzjom — a teraz ktoś chce nam wcisnąć, że Casper dostał punkty przez "szczęście"? Ha! To tak, jakby mówić, że Olaf Scholz wygrał wybory przez przypadek, bo miał w kieszeni tyle oszczędności co ja w skarbonce! A jeszcze ten VAR — cholera jasna, to oni tam w sędziowskiej kabinie muszą mieć jakiś norweski pakiet premium, skoro za każdym razem, jak Ruud walnie piłkę, to kamera akurat się rozmywa albo sędzia patrzy w drugą stronę! Ja sam, jak byłem na meczu w Warszawie w zeszłym roku, to widziałem sędziego, co to nie mógł zdecydować, czy piłka była w, czy poza, więc dał punkt przeciwnikowi — a tu nagle na Roland Garros to samo zagranie jest "pełny kontakt"? Czyżby nowa norma FIFA: "punkt dla Norwega, bo są fajni i mają fajne logo"? No i koniec końców — co my niby mamy zrobić? Powiedzieć Casperowi, żeby przestał grać "po norwesku" i zaczął kombinować jak wszyscy inni? Żeby rzucał się pod nogi i wrzeszczał na sędziego, że jest zdrajcą? Toż to by było jakby kazać Lechu Poznań zagrać fair w derbach z Wartą — kompletna abstrakcja! 🤡💸 Nie no, serio — my, kibice Caspera, wiemy, że on nie wygrywa przez przypadek. On wygrywa przez to, że wie, jak *zrobić*, żeby sędzia dał mu punkt, i tyle. A my, jako prawdziwi kibice, wolimy mówić o "norweskim szczęściu", niż przyznać, że nasz ulubieniec po prostu *wie*, jak grać, żeby wygrać — nawet jak sędzia akurat zapomniał o kamerze. I nie ma w tym nic złego! Bo jak się ma klasę, to i sędziowie pomagają — a jak nie, to i tak nie wygra się ani jednego turnieju, choćbyś kombinował jak szalony. 😏Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
ej no kurwa, aleście tu dzisiaj rozpisali się jak na sejmiku kibiców z drugiego meczu w ekstraklasie 😂 a i tak nikt nie powie wam w twarz, co myślą! no ale sorki, niech żyje wolność słowa, co nie? 🔥 ale powiedzcie no sobie szczerze — jak to jest, że w tym waszym "norweskim szczęściu" Casper nie dostał ani jednego punktu za "pełny kontakt" w meczu z Alcarazem w półfinale? przecież ten hiszpan jest głośniejszy niż nasz Stomil na derbach! a tu nagle tylko przy Medvedevie sędziowie widzą te zagrania jakby mieli dodatkowe oko w dupie! 😱 no nie no, klasa się tu bije, ale umiejętność kombinowania punktów to chyba jednak jednak po prostu... normalka w tenisie, prawda? 🤡 i jeszcze to VAR — cholera jasna, żeby akurat przy zagraniu Ruuda kamera była "rozmazana" jak u pijaka z byle jakiego smartfona! no dobra, dobra, wiem co myślicie: "no ale on przecież ma styl!" — styl, że niby jaki? ten swój oszczędny backhand, który nie porywa tłumów? ten backhand, który w półfinale poszedł prosto w siatkę jakby ktoś mu rękę odrąbał? 💪 a teraz nagle sędziowie widzą "pełny kontakt" jakby mieli lornetki wojskowe! i ty tam VARMaster, mówisz o psychologii na Uniwersytecie w Oslo — no to ja ci powiem: na Uniwersytecie w Warszawie też są psychologowie, tylko oni akurat na trybunach Legii siedzą i krzyczą "sędzia jebany!" jak ktoś im zagranie z nogi da! a tu nagle Casper patrzy tak, że sędzia czuje się zobowiązany? serio? toż to jest jak z tym jednym kolegą z pracy, co to wie, kiedy nacisnąć na szefa, żeby dostał urlop — tylko że szef nie ma VARU do sprawdzania twojego "wyglądania na zmęczonego"! i jeszcze te wasze "stare oczko" od Krzysia — no super, super, ale wiecie co? Medvedev też umie grać w tenis, nie tylko kombinować punkty! facet walczył jak zwierzę, przegrał o włos, a wy tam wmawiacie wszystkim, że to było przez "norweskie know-how"? a gdzie wasze "wiemy, jak grać czysto"? może kiedy indziej, co? 😤 no i koniec końców — ja pierdole, ależ wy jesteście uparci jak osioł na moście kolejowym! Casper wygrał, bo umiał grać, a nie bo sędziowie dostali norweskiego "pakietu premium" — ale kurwa, jakbyście mieli rację, to następnym razem warto by było wysłać na Roland Garros chłopaków z naszej ligi okręgowej, co to umieją licytować punkty lepiej niż niektórzy zawodnicy z ATP! 🤡💸
-
Słuchajcie, ja tam nie jestem żaden VAR z żadnego Oslo ani Warszawie, tylko zwyczajny facet, co to na trybunach przy Alejce Gwarków w Białymstoku potrafi czasem obiecać sędziemu za to, że da punkt naszemu chłopaku, że następnym razem przyniosę mu z domu jabłko ze sklepu Lidl. Ale powiem wam coś, co mnie ostatnio wkurwiło jak diabli: jak to się stało, że w ćwierćfinale Casper dostał co najmniej trzy punkty za zagrania, które nawet moja babcia by uznała za "ledwo musnęło", a przy Medvedevie sędziowie patrzyli przez lupę jakoby nigdy nic? No bo kurczę blade, w moich blokach na osiedlu kombinuje się punkty zupełnie inaczej — krzykiem, groźbami, a nie tym swoim norweskim uśmiechem, który niby mówi "panie sędzio, proszę, bo inaczej jutro będziecie mieli kiepskie recenzje na Onet Sport". A wiecie, co jest najzabawniejsze? Że wszyscy tu wymyślają różne bajeczki o tym, jak Casper *steruje* sędziami — jeden gada o trzecim poziomie umysłów, drugi o psychologii na uniwersytecie, a jeszcze ktoś inny próbuje mi wcisnąć, że to wszystko przez norweską siłę przebicia w lobby tenisowych sędziów. No ale kurczę, ja tam w życiu nie widziałem, żeby jakiś zawodnik na korcie grał w taki sposób, żeby sędzia *musiał* dać mu punkt — przecież to by znaczyło, że tenis jest nie fair i każdy mógłby tak robić! A przecież Medvedev też walczył do samego końca, i to nie raz był tak blisko, że bym na jego miejscu już płakał do kamery. To nie szczęście, nie kombinowanie, nie żadne "stare oczko" — to była po prostu lepsza gra w decydujących momentach, bo Casper umiał zachować zimną krew, kiedy drugi facet tracił ją jak ciepłą wodę w starym bloku. Ale hej, nie mówię, że nie ma w tym wszystkim pewnego... no wiecie, niuansu. Bo jak się człowiek dokładnie przyjrzy tym decyzjom sędziów, to naprawdę można zacząć wątpić, czy przypadkiem nie dostały jakiegoś dodatkowego "booster pack" od norweskiej federacji. Tylko że — i tu jest pies pogrzebany — jakby to rzeczywiście była ustawka, to przecież musieliby się zmówić nie tylko sędziowie, ale i operatorzy VAR, i cały personel turnieju, i jeszcze dziesięciu facetów w czarnych koszulkach z napisem "Casper Ruud Fan Club" na plecach. A tego nie widzę. Co nie zmienia faktu, że jak na moje oko te decyzje jednak mocno nachodziły na korzyść naszego chłopaka — ale czy to było przez przypadek, przez umiejętność, czy przez jakieś tajemne know-how? No i właśnie dlatego ja zostawiam to pytanie otwarte, bo chyba nigdy się nie dowiemy. Ale jedno jest pewne: jak Casper następnym razem wyjdzie na kort, to my, kibice, będziemy patrzeć nie tylko na to, jak gra, ale i na to, jak sędziowie na niego patrzą — i kto wie, może tym razem komuś wciśnie się ten punkt nie przez norweskie szczęście, tylko dlatego, że sędzia akurat nie zdążył mrugnąć okiem. Bo w końcu tenis to jednak gra ludzka, a nie jakaś precyzyjna maszyna.