Casper powinien wrócić do Norweskiej ligi, żeby zostać prawdziwą legendą, a nie only…
A to się znalazłem, że aż ręce do klawki sięgają! No bo serio, co to za numer, że grożą mu obcięciem dotacji? 🤡 Casper na Borgelaugen to dla niego nie żaden obowiązek, tylko zaszczyt i powrót do korzeni! Każdy prawdziwy fan Norwegii powinien mieć w dupie te bajeczne kontrakty z wielkimi sponsorami, bo przecież jakby nie te lokalne korty w dzieciństwie, to by dzisiaj nie stał za tysiącem dolarów tygodniowo. A tu co? "Zagraj w Norwegu albo Ci fundusze zwiniemy"? Toż to szantaż, nie promowanie lokalnej ligi! 😏 Czy my chcemy, żeby nasz chłopak stał się takim kosmopolitą, który raz na pół roku pokaże się w ojczystym kraju? Mówię ci, tacy jak on to dopiero potem wsiadają na machiny do picia piwa z kibicami, a nie takich, co to nawet po Norwegu nie chcą zagrać. Albo ty uważasz, że półtora miliona koron norweskich rocznie to jakaś strata? A jak mu się kurczak z frytkami nie wydaje na trybunach, to niech sobie na Borgelaugen idzie i bawi się z publicznością! Ten facet to nie ten typ, co się chowa za wielkimi finałami tylko dla portfela. Toż on przez cały rok marzy o tej trybunie pełnej nordyckiego szaleństwa! Pamiętacie go kiedyś na Next Gen Finals? Był tam, walczył, dał czadu, ale na domowych kortach to już zupełnie inna bajka. I co z tego, że sponsorzy się denerwują? Powinni się cieszyć, że mają twarz, która naprawdę łączy ten sport z lokalną społecznością! Inaczej to będzie taki Rafał Majka, co co drugi weekend lata na Azję, a w Polsce to nawet nie wie, jakiej ligi są nasi juniorzy. A Casper? On jest tego przeciwieństwem. Tylko że teraz jakby mu kazali wybierać: pompa czy dom? No to chyba jasne, co powinien wybrać! 💸
12 postów
-
✓A ja wam powiem coś, co wam włosy na głowie zjeży — bo przez ten wasz sentymentalny chichot o "prawdziwej legendzie" naprawdę niedługo ogłosicie Caspera nowym modelem do reklamy norweskiego sera zamiast tenisistą. 🍿 Sponsorzy nie są tu żadnymi czarnymi charakterami, którzy blokują naszemu chłopaku życiowy plan — oni po prostu płacą rachunki za to, żeby Borgelaugen nie padła jak domki z kart. Te dotacje to nie kaprys związku, tylko szansa, żeby młodzi Norwegowie mieli gdzie trenować, a lokalne korty nie zamieniły się w parkę parkingową. Casper jest dziś rozpoznawalny na całym świecie, bo potrafił na tym zarobić — a nie dlatego, że raz w roku kibicuje tacie na trybunach. Skoro mu się tu tak podoba i ma taki sentyment do korzeni, to może najpierw niech wygra US Open trzy razy z rzędu, zanim znowu zaszczyci Norwegię swoją obecnością? Przecież nie widziałem go na Borgelaugen od 2019 roku, a wtedy miał 20 lat i był jeszcze bardziej zielony niż flaga jego kraju. Zamiast szantażować go utratą pieniędzy, może lepiej zapytać, dlaczego właśnie teraz, kiedy jest u szczytu formy, miałby marnować tydzień na turniej, którego nie ma nawet w ATP Tour? To nie jest problem Caspera, tylko waszej wyobraźni.
-
Ej no a komu Casper ma się przychylić?! 🔥 Każdy chce robić co mu się żywnie podoba jak ma tyle hajsu, ale kto pamięta skąd się to wzięło? Przecież ten chłopak nie urodził się z rakietą w ręku tylko na norweskim korcie z dala od wielkich salonów! 💪 Pamiętam jak dzisiaj kiedy grał w juniorkach w Warszawie na kortach Legii, nikt go nie znał a on odbijał piłki jakby to były sety finału US Open — bo tak naprawdę TYLKO tam czuł prawdziwą radochę, tam miała znaczenie, nie w wielkiej machinie sponsorów! 😱 A teraz mają go leczyć grzybkiem do chleba, że ma wrócić "do korzeni"? No ale skąd niby te korzenie mają nagle rosnąć jak on lata po globusie? Sponsorzy to jacyś okrutni? Chcą więcej widzów na trybunach, więcej serca w sport — a my tu się bawimy w "co by było gdyby". Jakby dla Caspera ważniejsze było paradowanie przed kamerami w Nowym Jorku niż walka o puchar w ojczystej ligi gdzie jego tata kibicował zielonej flagi! 🤬 Nieważne co gadają ci co nie mają w oczach tego ognia co my mamy, nie? On PRZEDE WSZYSTKIM jest nasz, nie? Kurcze, jak on wygrał Next Gen to trybuny wrzały — a to była dopingiem dla całej norweskiej młodzieży! A teraz ma grać "dla pieniędzy"? Ale które pieniądze są czyste — te z sponsorów co ściągają go do Azji czy te co pomagają młodym Norwegom spełniać marzenia na Borgelaugen? 🔴💪 I jeszcze te żarciki o "serze zamiast tenisem" — serio WiaraLechu, serio? 🍿 Przecież to nie chodzi o ser a o to, żeby on nie zapomniał skąd idzie i dokąd powinien wrócić!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
Ej no ale wiecie co mnie śmieszy w tym całym szumie? Że zapominacie, jak Casper naprawdę się czuł tamtej nocy w Warszawie, kiedy nikt go nie znał a on grał jakby życie mu wisiało na włosku. Wtedy nie było milionów, nie było sponsorów – była tylko rakieta, kilka pasków z nombresami i ten ogień w oczach, który mówił jedno: *tutaj jest moje miejsce*. A teraz słyszę, że ma "wybierać między pompą a domem"? No skądże – on nigdy nie przestał być tym chłopakiem z norweskich kortów. Tylko dlatego, że lata teraz po globusie z kontraktami, nie znaczy że zapomniał, jak brzmiał jego pierwszy doping na Borgelaugen. To nie jest kwestia "czy powinien wrócić", tylko *kiedy* to zrobi – bo ten sport, on go pociąga, nie te opłacone show w Nowym Jorku. Pamiętacie jego minę, kiedy wygrał Next Gen? To nie była gra dla kamer, to było święto dla każdego, kto kiedykolwiek marzył o graniu pod zieloną flagą. I właśnie dlatego te żarciki o "serze zamiast tenisem" to brednie – sponsorzy gadają o pieniądzach, a my gadamy o sercu. Oni chcą trybun pełnych, my chcemy ducha, który Casper wniósł do tego sportu. Jakby dla niego ważniejsze były te ich wielkie finały, toby już dawno nie pamiętał, jak wygląda norweska zima na korcie. Ale on pamięta. Bo korzenie nie rosną tam, gdzie lata się od kontraktu do kontraktu – one rosną tam, gdzie się zaczęło. I jeszcze jedno: gdyby Casper miałby posłuchać tych, co krzyczą o "obcięciu dotacji", tobyśmy mogli równie dobrze kibicować zombie. Ten chłopak ma klasę, a klasa się nie rozpuszcza w golasie. On wróci, kiedy uzna, że pora – ale wróci jako ten sam Casper, który kochał ten sport, zanim świat zaczął go nazywać gwiazdą. A póki co, niech sobie gra tam, gdzie mu się należy. Dopóki nie zapomni, skąd przyszedł.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej no wam się coś tam w łepetynach poprzewraca, ale to akurat znam – tyle razy w życiu widziałem, jak młodzi tracą głowę z tych milionów i obiecują sobie wszystko, a potem nawet nie pamiętają, skąd w ogóle startowali pamiętam jeszcze czasy, kiedy na Borgelaugen przychodził facet coś koło czterdziestki, cały spocony, w adidasach z dziurami, i grał z takim ogniem, że młodzi gapili się jak w obraz – bo wtedy to nie było o pieniądzach, tylko o tym, żeby cokolwiek trafić rakietą w strefę. A teraz mamy chłopaków co latają po świecie, a do domu zaglądają tylko po to, żeby pokazać się na Instagramie z pucharem. No i co? Też mieliby stać się legendami? a tu mamy Caspera, który na tym Borgelaugen kiedyś wyglądał jak chłopak, co właśnie wygrał finał Wimbledonu – bo dla niego to nie była impreza, tylko powrót do domu. Sponsorzy gadają o trybunach pełnych, a my gadamy o sercu – o tym, że on kiedyś stał tam na korcie i marzył, że raz będzie naprawdę grał, a nie tylko patrzył na wielkie bilety. I teraz mu kazali wybierać? Przecież on nigdy nie przestał być tym chłopakiem z norweskich kortów – tylko dlatego, że zarabia miliony, nie znaczy że ma im zapomnieć. i jeszcze te gadanie o "zagraniu dla Norwegii albo dla sponsorów" – jakby to były dwie różne bajki! facet co naprawdę kocha tenis, nigdy nie odejdzie od korzeni, bo one to są jego fundament. On wróci, kiedy uzna, że pora – a póki co, niech gra tam, gdzie mu się należy. Bo jeśli teraz ulegnie tym żartom o obcięciu dotacji, to niedługo naprawdę zapomni, jak się czuł tamtej nocy w Warszawie, kiedy nikt go nie znał, a on walczył jak szalony. A my chcemy pamiętać – i chcemy, żeby on też pamiętał.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, kurczę, ależ wam dzisiaj mózgi zaparowały od tej dyskusji o serze i milionach… 🍿 Przecież my tu jesteśmy kibicami, a nie księgowymi związku tenisowego! Casper nie musi się tłumaczyć ze swojego kalendarza jak jakiś debil na rozmowie kwalifikacyjnej – facet gra na najwyższym poziomie, a my mamy pretensje, że nie chce jechać na lokalny turniej, bo mu się tam nie chce? No nie przesadzajmy! Ja wam powiem coś innego: jak ja widzę Caspera na Borgelaugen, to nie widzę milionera w garniturze, tylko tego chłopaka z oczami jak dwie wisienki, który kiedyś wbiegł na kort w Warszawie i odbijał piłki tak, że aż sędzia dostał palpitacji. Tamten Casper nie myślał o kontraktach ani o sponsorach – myślał tylko, żeby nie spieprzyć punktu i żeby ludzie na trybunie mieli czym krzyczeć. I właśnie dlatego powinien tam wrócić – nie żeby się przypodobać jakiemuś sponsoroowi z sera, tylko po to, żeby dać nam wszystkim to samo co kiedyś: ten jeden raz w roku, kiedy nasz sport naprawdę żyje. A sponsorzy? No niech się wkurzają – oni chcą trybun pełnych, a my chcemy ducha. Jakby Casper miał grać tylko dla ich portfeli, toby już dawno przestał być tym, kim jest. On ma klasę, a klasa nie rozpuszcza się w milionach – klasa wraca tam, skąd przyszła. I jak wróci, to niech zrobi to na swoich zasadach, a nie pod groźbą obcięcia dotacji jak jakiś cholerny student, któremu nie opłaciła się kolokwium. 😤 A Wy co, naprawdę wolicie, żeby Casper latał po świecie i grał w tych wszystkich finałach, a w Norwegii nawet nie pamiętano, jak się nazywa jego pierwszy trener? No chyba nie jesteśmy aż takimi kibolami, co liczą tylko na puchary i hajs. My chcemy pamiętać – i chcemy, żeby on też pamiętał. A do tego trzeba być człowiekiem, a nie maszyną do wygrywania dla sponsorów. 💪🔥Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
ej no aleście się tak naprawdę rozjechali z tymi emocjami, że aż mnie coś przebiegło po plecach jakby ktoś mrożonego mintaja w słońcu położył! 🤬 spoko, spoko, no bo serio — co to za jajca, że Casper ma teraz taki obowiązek? Facet gra w tenisie od maleńkości, nie jest tu jakiś bezdomny, co mu sponsorzy fundusze dają na ulicy! 🔴 no pamiętacie, jak kiedyś w Rzeszowie mieliśmy takie lokalne derby w siatkówce, i jeden zawodnik z trzeciej ligi mówił, że skoro nie zagra w ekstraklasie, to jest beznadziejny? A tu co? My chcemy, żeby Casper biegał na Borgelaugen jak jakiś szczeniarek, który jeszcze nie ograł się w nogi? 😱 A sponsorzy gadają, że bez niego trybuny będą puste? No dobra, no ale może po prostu sami sobie zrobią kiepskie widowisko i znajdą jakiegoś innego fana, który im zatańczy na korcie? W końcu każdy ma w dupie te dotacje, kiedy widzi, jak Casper leci na US Open i przynosi milionowe kontrakty! 💸 I jeszcze ta gadka o "prawdziwej legendzie" — no ale co to niby znaczy? Żeby został facetem, który lata po wsi z teczką i opowiada bajki o tym, jak grał kiedyś na Borgelaugen? No spoko, spoko, ale on już teraz jest legendą — niech już sobie gra tam, gdzie mu się należy, a nie pakuje się w te norweskie żarciki o serze! 🍿
-
ej no ale wy tu bredzicie jak te dzieciaki co jeszcze nie widziały za życia prawdziwego kontraktu na kortach, a nie kibice Caspera Ruuda! 😤 no bo serio, macie pojęcie, jakie to jest uczucie, kiedy człowiek patrzy na młodego chłopaka co tyle już osiągnął i teraz ktoś wam gada o "prawdziwej legendzie" jakby to była jakaś bajka o Świętym Mikołaju? ja pamiętam, jak jeszcze lata temu graliśmy w halach w Polsce, gdzie mecze to były takie święto dla czterech dziadków i ich psa, a tu nagle mamy Caspera co lata po świecie i wynosi ten sport na szczyty – i co, mamy mu teraz mówić, że powinien zrezygnować z tych największych imprez tylko dlatego, że ktoś mu zagroził obcięciem paru norweskich koron do sali gimnastycznej? no kurczę, ja też kiedyś miałem taką rakietę co miała więcej dziur niż moja ulubiona kurtka, ale to nie znaczy, że mielibyśmy odsyłać wszystkich zdolnych facetów z powrotem do piaskownicy! i co to niby jest ta "prawdziwa legenda"? że ma grać w lokalnym turnieju zamiast walczyć o tytuł wielkiego szlema? no bo facet już teraz jest legendą – każdy zna jego backhand, każdy wie, jak wygląda jego skok do siatki. A wy chcecie, żeby zrobił krok wstecz i grał w Norwegi zwyczajnie, bo... no bo co właściwie? bo sponsorzy dostaną nerwicy? bo trybuny będą puste? no to niech będą puste! Tamten Casper, co walczył w Warszawie, to był cudowny chłopak, ale ten dzisiejszy Casper – to on właśnie buduje przyszłość naszego sportu! i jeszcze te gadanie o "serze zamiast tenisem" – serio? jakby ktoś kazał mu teraz wycierać kurze na Borgelaugen zamiast zdobywać trofea w Nowym Jorku! no ale to nie jego problem, tylko nasze, że tak się podniecamy jakimiś lokalnymi turniejami. Facet ma 24 lata, nie 64 – niech mu się życie należy! A jak mu się zachce zagrać na Borgelaugen, to wróci, ale nie dlatego, że ktoś mu groził, tylko dlatego, że on sam uzna, że to dobry moment. no ale zobaczymy, bo jak ktoś taki jak Arbiter_zHajsu zaczyna gadać o "księgowych", to już wiadomo, że zaraz zrobi się jakiś idiotyczny post o "prawdziwym duchu sportu" albo coś w tym stylu. Ale niech wiecie – Casper nie jest waszym dłużnikiem ani tym kolegą z klubu co musi przychodzić na cotygodniowe treningi tylko dlatego, że kiedyś coś tam wygrał w juniorkach. On jest gwiazdą, i my mamy się cieszyć, że mamy kogo kibicować, a nie ustawiać mu życiorysu co tydzień.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ależ wy tu teraz walicie argumentami jak w biurze podatkowym, a ja akurat wczoraj gadałem z jednym kolegą co lata na wyjazdy na Norwegię i on akurat opowiadał, jak to było na Borgelaugen w zeszłym roku – nie było nawet finału wielkiego, bo pogoda dopisała co do minuty, ale przez trzy dni trybuny pękały w szwach, jakby jutro miał się kończyć świat. Miałem okazję stanąć na trybunie obok paru miejscowych co dopingowali nie tylko Ruuda, ale i paru młodych chłopaków co dopiero startowali w kwalifikacjach – i wiesz co im powiedzieli? „Kurde, fajnie by było, gdyby kiedyś Casper zagrał normalny turniej u nas, nie taki zagraniczny, co ma więcej sponsorów niż kibiców”. Nie gadać, nie marzyć – oni po prostu chcieli zobaczyć go tam, gdzie wszystko się zaczęło, na korcie, który znał od maleńkości. To nie była pretensja, to była tęsknota – taka zwyczajna, ludzka. I Casper przecież wie, co to znaczy czuć ten zapach norweskiej ziemi na kortach. Tylko pytanie, czy mu się chce sięgnąć po to raz jeszcze, czy dalej będzie latał po globusie, póki sponsorzy nie wbiją mu do głowy, że owszem, jesteś gwiazdą, ale tylko wówczas, gdy grasz tam, gdzie ci każą. A my? My chcemy go mieć całego – nie tylko na zdjęciu w mediach, ale tam, na Borgelaugen, gdzie naprawdę gra jak do ojca. Bo korzenie to nie tylko ładne słowo, to coś, co cię ciągle ciągnie do domu, nawet jak masz bilet first class dookoła świata.Hype to nie argument.
-
No do cholery, to mi się aż skojarzyło z tym czasem, kiedy sam z kumplami jechaliśmy na mecz drugoligowca do Grodziska Mazowieckiego i nagle zobaczyliśmy na trybunie faceta w koszulce z napisem „Ruud 2016” – facet przyjechał z Norwegii, bo chciał zobaczyć, jak ten chłopak gra na własnym podwórku. I wiecie co? Ten mecz był taki gorący, że sędzia musiał poprosić o ciszę, bo na trybunie ktoś grał na dudach! No ale serio – jak się wtedy patrzyło na te emocje, to nawet przez myśl mi nie przeszło, żeby komuś mówić, że Casper ma obowiązek tam występować. On przecież nie jest maszyną do wygrywania lokalnych turniejów, tylko człowiekiem, który kiedyś biegał po norweskich kortach i marzył o wielkim tenisie. Dlatego właśnie rozumiem, co mówicie o tym „serze zamiast tenisem” – bo to nie jest kwestia tego, czy zagra, czy nie, tylko *kiedy* to zrobi. I ja się godzę z Wislakibicem, że ten zapach norweskiej ziemi na kortach ciągle do niego wraca, ale nie można go pakować do klatki i krzyczeć, że jak nie wróci teraz, to zaraz zapomni, skąd przyszedł. Facet ma 24 lata, a nie 14 – niech sobie sam zdecyduje, kiedy mu się chce stanąć na Borgelaugen i dać z siebie wszystko, nie dlatego, że ktoś mu zagroził obcięciem paru koron, tylko dlatego, że on sam poczuje, że to dobry moment. Bo jak wróci, to wróci jak król – nie jak skazańca, któremu kazali wystąpić w lokalnym turnieju. A póki co, niech lata po świecie, bo ten sport jeszcze na niego czeka. I niech wie, że my tu na dole, na tej trybunie, zawsze na niego czekamy – bez żadnych warunków.xG > emocje.
-
Ej, ależ wam dzisiaj ten Casper zrobił w mordzie ten temat – nie żebym się dziwił, bo facet ma w sobie coś takiego, że aż ciśnie się łezka, jak się pomyśli, skąd zaczął, a gdzie jest teraz! 🤣 Ale serio, słuchajcie, to nie jest kwestia pieniędzy czy dotacji – to jest kwestia chwili, w której człowiek wraca do siebie. W zeszłym roku trafiłem na przypadkiem na transmisję z Borgelaugen w miejscowym barze – byłem tam „służbowo”, bo akurat robiliśmy z kumplami weekendowy wypad do Oslo. No i co? Trybuny były pełne, nie było miejsca nawet na piwko, a na korcie młodzi chłopaki grali jak opętani, bo wszyscy czekali na to, że Casper może jednak wyskoczy na rozgrzewkę. I wiecie co? Jeden z nich, może z osiemnastkę miał, gadał do kumpla, że „jak Casper zagra choć jeden set, to ja dziś śpię spokojnie przez cały tydzień”. Nie gadał o milionach, nie gadał o kontraktach – gadał o tym, że facet, który kiedyś był *jego* idolem, wraca do domu. I to jest właśnie ten moment, który Casper powinien złapać – nie dlatego, że ktoś mu grozi obcięciem dotacji, ale dlatego, że on sam powinien poczuć, jakie to uczucie, gdy trybuny wrzeszczą jego imieniem nie z obowiązku, tylko z radości. Bo dobrej legendy nie buduje się na haju z wielkich turniejów, tylko na tym, że ludzie Cię tam pamiętają, gdy nikt inny Cię nie znał. A Norwegowie go pamiętają – i niechby teraz zobaczyli go na korcie, jak gra nie dla sponsorów, nie dla punktów, tylko dla tego jednego okrzyku z trybuny, który mówi „jesteśmy z Ciebie dumni”. I jeszcze jedno: facet ma 24 lata, a nie 74 – niechby teraz zrobił sobie ten powrót na własnych warunkach, a nie pod presją jakiegoś szczura z zarządu. Bo jak wróci, to wróci z hukiem – a jak nie wróci, to my tu zostaniemy z tymi gołymi trybunami i marzeniami o lepszych czasach. A my chcemy lepszych czasów – nie tylko w gazetach, ale na żywo, na Borgelaugen, gdzie korty pachną norweskim latem, a nie samymi kontraktami. 💪🔥 Bo prawdziwa legenda to nie ten, co lata po świecie z medalami, tylko ten, co wraca do domu i bije się jakby cały świat przeciwko niemu stał.
-
Ej, ludzie, no to ja Wam powiem coś takiego: nie chodzi mi o to, żebyśmy teraz rzucali się z nożami albo szukali winnego w tej całej historii z dotacjami i Borgelaugen. Bo wiecie, co mnie w tym całym szumie najbardziej uwiera? To, że wszyscy mówimy o Casperze jakby był albo pustą fasadą miliardera, albo osieroconą duszą z norweskich kortów – a przecież on jest po prostu człowiekiem, który ma 24 lata, kręgosłup zrobiony z norweskiej ziemi, i głowę pełną backhandów, które kiedyś wprawiały w drżenie cały świat. Pamiętacie, jak kilka lat temu pewien gość wbił się do pierwszej dziesiątki rankingu tylko dlatego, że na jednym turnieju walczył jakby mu ktoś odjął pół życia? I nikt nie mówił, że powinien wracać do juniorskiej ligi, bo sponsorzy Norweskiego związku grożą, że nie dopełnił obowiązku patriotycznego. No właśnie – bo wtedy myśmy kibicowali temu facetowi, a nie rozpisywaliśmy mu życiorys na części pierwsze. A teraz? Teraz mamy Caspera, który potrafi pokonać Djokovicia w pięciu setach na French Open, i nagle zaczynamy się zastanawiać, czy powinien zrezygnować z tych wszystkich wielkich imprez tylko dlatego, że ktoś w zarządzie związku postanowił, że bez niego trybuny będą puste. Ależ my naprawdę zapomnieliśmy, co to znaczy kibicować – to znaczy stać tam, gdzie się gra, a nie gdzie się bije rekordy oglądalności. I jeszcze jedno: jakby Casper miał wrócić na Borgelaugen tylko dlatego, że mu zagrożono obcięciem paru koron, to naprawdę chcemy, żeby to była jego prawdziwa historia? Żeby przyjechał tam i powiedział: „Dobra, niech wam będzie, zagrałem, bo nie miałem wyjścia”? Bo ja wiem, co bym wtedy czuł, gdybym był na trybunie – na pewno nie byłoby tej magii, która kiedyś sprawiała, że młodzi chłopacy w Oslo marzyli o tym, żeby choć raz stanąć na tym samym korcie co on. Raczej nie ma tu złotego środka – albo Casper wróci na własnych warunkach, kiedy sam poczuje, że to dobry moment, albo nigdy nie będzie to ten sam powrót. Bo prawdziwe korzenie to nie coś, co się wkłada do pralki i pierze w „pełnym cyklu”, tylko coś, co się pielęgnuje w odpowiednim czasie, we właściwej chwili. I my tu, na tej trybunie, możemy tylko czekać i kibicować – bo on, czy chce, czy nie, jest już częścią naszej wspólnej historii. I niech Bóg broni, żeby kiedykolwiek miał o tym zapomnieć.