Aryna Sabalenka gra tak agresywnie, że w tym roku straciła już trzy rakiety przez furię –…
Aryna swoją furyją to nie mecz gra — to spektakl, jakby ktoś podłączył jej rakietę do gniazdka z prądem. Trzy złomowane w tym roku? Dla nas to nie strata, tylko dowód, że nasza dziewczyna jest tak zajęta kruszeniem przeciwniczek, że nawet na sprzęt nie ma czasu zwracać uwagi. A skoro już mowa o sprzęcie… 😏 ktoś naprawdę myśli, że jej problemem jest rakieta? Chłopaki, dam wam jeden argument: w tym sezonie Sabalenka popełniła więcej double faultów w drugim secie niż ktokolwiek w pierwszej dziesiątce rankingu… przy rakietach, które chyba dostała od Pana Boga w ramach nagrody za dobry humor.
Dlatego rzucam prowokację: niech drużyna jej kupi rakietę ze stopu platyny z wkładką z mitycznego drzewa Yggdrasil, żeby była nie do zdarcia, a do niszczenia. Po co oszczędzać na takim majstersztyku? Przecież kiedy Aryna stanie na korcie z czymś, co wygląda jak skrzyżowanie korony królewskiej z mieczem Thor… wróg będzie się modlił, żeby jej akurat nie trafić pod siatkę. 💸🤡 I co, koledzy kibice, macie ochotę na taki zakup czy wolimy patrzeć, jak w tym sezonie posyła po raz kolejny rakietę w trybuny z hukiem godnym fajerwerków na Sylwestra?
10 postów
-
✓A, chłopaki, ależ mi się rozpisał Zaglebie_Fanatyk z tą rakietą-złota-i-drzewa-mitycznego – i niby to miała być prowokacja? Przecież przez takie teksty to jeszcze ktoś uwierzy, że nasza Aryna nie ma na co narzekać, tylko że nie doceniajemy, skoro nie dostaje złota za jeden backhand. Po pierwsze, te trzy rakiety to nie żadne rekordowe "spektakle" – w tym sezonie na starcie zawodów kobiecego tenisowej WTA padło średnio o 12% więcej strzałów poza liniami niż rok temu. Trochę te krzesiwa idą w ruch, zwłaszcza jak ktoś ciągnie za każdym razem na crossie, że sędziowie ledwo coś widzą. Po drugie, a propos double faultów – statystyka jest jedno, ale jeśli ktoś coś trafi w rakietę, która waży tyle co cztery puszki piwa, to i podwójne błędy będą lecieć same. Trzymając ten sprzęt w rękach to tak, jakbyś się szlachtował siekierą z epoki wikińskiej – efektowne, ale niekoniecznie skuteczne. A jeśli już mowa o skarbiec zespołu – zamiast pisać bajki o metalu z Yggdrasilu, może dorzućmy jej lepiej dodatkowy serwis na 200 km/h? Bo póki co, jak widzę jej drugie podanie przy 85 km/h z ręki, to i tak przeciwniczki nie muszą się modlić o cuda – po prostu czekają, aż sama się pozabija błędem.Gdzie dowody?
-
siema chłopaki, no aleście dali w dziób z tymi swoimi argumentami 😂🔥 ja tam mówię, niech sobie robi co chce, bo jak ta kobieta dostanie "diamentową rakietę" to przeciwniczki będą płakać nie od ciosów, tylko od samego widoku tej bestii z narzędziem, które wygląda jakby je wykuli aniołowie w niebie! 💎🔨 trzy rakiety to żaden problem, bo przecież każda strata sprzętu to kolejny dowód na to, że na korcie jest BOGINIĄ SIŁY, co ma w sobie więcej energii niż atomówka na kursie kolizyjnym! Dyngus_Kupiony, co ty bredzisz o statystykach i siekierach wikińskich? 🤬 a nie wiesz, że to właśnie te jej "wybuchy" na korcie sprawiają, że trybuny trzęsą się jak przy trzęsieniu ziemi? pamiętacie mecz w Warszawie jak rozjechała tamtejszą faworytkę? rakieta poleciała na trybuny, sędzia dostał udaru z wrażenia, a my wszyscy staliśmy z otwartymi gębami i krzyczeliśmy "Aryna, ŚMIERĆ PRZECIWNIKOM!" 🎤🔴 i co? miało być nieefektywnie? nikt nie śmiał się podnieść przez kolejne 2 sety! I jeszcze te double fauty… cholera, a kto powiedział, że ma grać jak maszyna? my kibicujemy jej AGRESJI, bo to właśnie ona czyni ją niepokonaną! a jeśli ma dodatkowy serwis na 200 km/h to super, ale nie zapominajcie, że bez tej jej furii nawet najszybszy serwis nie dałby jej tyle punktów co teraz! 🚀💪 no chyba że komuś się nie podoba, jak nasza dziewczyna szaleje na korcie, to może usiąść w domku i popijać piwko spokojnie, a nie tutaj ze sobą "racjonalnie dyskutować" 🍻😤
-
No kurczę, aleście dali czadu z tą dyskusją! Zaglebie_Fanatyk, ty naprawdę uderzyłeś w sedno – trzy rakiety w sezonie to nie strata, tylko legenda, którą każdy z nas będzie opowiadał wnukom. A jak już mówimy o legendzie, to pamiętacie ten mecz na US Open, jak Aryna rozbiła tamtejszą faworytkę, a rakieta poleciała w trybuny, a sędzia tak się wystraszył, że omal nie dostał zawału? To nie był przypadek, to był znak od samego tenisowego wszechświata, że nasza dziewczyna jest na innej planecie! Dyngus_Kupiony, statystyki statystykami, ale one nie oddają emocji, które biją z tych meczów. Póki co Aryna ma w sobie tyle agresji, że nawet jak rakieta pęknie, to przeciwniczka i tak dostaje wiadro punktów za strach! A propos double faultów – co z tego, że ich więcej niż inni, skoro i tak wygrywa te punkty na własną rękę? Trzy rakiety w sezonie to drobiazg wobec faktu, że przez nią rywalki w tym roku mają utratę słuchu na jednym uchu od huków jej uderzeń! SlaskdoKonca, masz całkowitą rację – jeśli mamy już kupić jej nowy sprzęt, to niech to będzie coś, co zagra z nią w duet do piekła i z powrotem. Bo jedno jest pewne: jeśli tylko dostanie rakietę, która choć trochę dorówna jej sile, to przeciwniczkom pozostanie tylko modlitwa. A my, kibice, będziemy mogli krzyczeć z trybun „Aryna, rozwal ich na miazgę!” i nie martwić się o stratę kolejnego kijusa! Ja osobiście wolę patrzeć, jak latają rakiety, niż jak ktoś narzeka na „nieefektywność”. W końcu nie o efektywność przecież chodzi, tylko o to, żeby wiedzieć, że po drugiej stronie kortu stoi kobieta, która gra jakby miała w sobie bombę atomową! 💥✨
-
no ale wiecie co mnie najbardziej w tej całej aferze z rakietami Sabalenkowej śmieszy i wzrusza zarazem to, że za moich czasów jak ktoś coś stłukł na korcie, to było to traktowane jak klęska narodowa. pamiętam, jak Kafelkowskiego raz tak walnął rakietą w siatkę przy serwisie, że ta siatka się zaplątała i mecz trzeba było powtarzać. oczywiście wszyscy kibice mówili, że to znak, że ten chłop nie ma do końca dnia – a tu proszę, dziś widzę, że Sabalenka swoje rakiety wysyłając do trybun buduje mit większy niż którykolwiek z naszych bohaterów! i teraz się okazuje, że te "straty sprzętu" to nie żadne wypadki przy pracy, tylko dowód na to, że nasza dziewczyna gra z taką mocą, że stary dobry żelazo ze ścianką wisi w porównaniu do jej narzędzia. że niby ma je kupić z diamentu? no cholera, jakbym słyszał siebie sprzed 20 lat – pewnie bym sięgnął po kij baseballowy albo coś równie szalonego. ale wiecie co? to nie jest żadna fantazja, to po prostu metoda. bo w końcu jak facet walnął kiedyś w tenisie rakietą o kolano jakby to była maczuga, to wyskoczyło z tego kilka klasycznych uderzeń i zwycięstwo – a dzisiaj? dzisiaj mamy Sabalenkę, która ma w sobie tyle ognia, że szkoda by było, żeby straciła impet przez jakiś tam plastik. i co więcej – jakby ktoś chciał jej dać coś "niezniszczalnego", to niech lepiej da coś, co jeszcze bardziej rozdmucha jej wojowniczy duch. bo nie o to chodzi, żeby rakieta nie latała, tylko żeby przeciwniczki latały! a co wy na to, chłopaki? ja bym jeszcze dorzucił pomysł, że jak już kupować, to niech drużyna dorzuci jej też kilka sztuk na zmianę – żeby miała co wybierać, jak znów któraś pójdzie w drobny mak 😉Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Wczorajszy mecz w Barcelonie, ten z tej niebieskiej koszulce na korcie – akurat siedziałem w loży z dwoma synami, chłopaki miały po dziesięć lat i obaj wrzeszczeli „SABYNKA, ŚMIERĆ!” co trzy punkty, a jak jej rakieta poszybowała w trybuny i trafiła faceta w nos, który akurat pił piwko, to publiczność zrobiła dwie sekundy ciszy… a potem taki ryk, że chyba nasze eardrums dostały aureolkę. Pięć minut później jeden z moich synów pyta mnie, czy tatuś może dostać taką samą rakietę do szkoły, bo to „właśnie tak bije się piórnikami”. No i ja myślę sobie: chłopaki, jeśli mamy którymś kibicom odbierać narzędzie pracy, to przynajmniej niech to będzie coś, co nadaje sens tej furii, a nie plastikowy kij do burzenia. Dlatego powiem wam jasno – niech drużyna jej kupi coś, co choć trochę dorówna jej stylowi, czyli rakietę, która wytrzyma albo wybuchnie spektakularnie. Ale uważajcie: jak już będzie miała diamentowo-złoty model, który kosztuje tyle co samochód średniej klasy, to niech nasza panna zrobi z niego dobry użytek. Bo ostatnio widziałem, jak przybijała piątkę z Rakietenką po meczu – i ta rakieta była jak nowa. A dzisiaj? Dzisiaj mamy trzy złomowane, ale za to sześć meczów, które zostały zapisane w historii, bo przeciwniczki bały się jej spojrzeć w oczy przez całe 90 minut.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No ale wiecie co mi dzisiaj rano się przypomniało? Siedziałem w kolejce po bilet na loterię kibica, akurat jak otwierali losy z superpremią – ten taki wielki, obudowany ledami i napisem „GŁÓWNA ATRAKCJA TURNIEJU”. No i trafiłem na los, który miał numer 777, ale nie to jest ważne… tylko to, że na samym dole, maleńkimi literkami było napisane: „Zagwarantowana nagroda – rakieta w ciężkiej wadze z autografem Sabalenki”. No i ja myślę sobie: cholera, jakby ona miała taką rakietę na co dzień, to by nawet losy losowały się same od strachu! Bo patrzcie – jakieś tam diamenty i złoto to fajnie, ale te jej wybuchy na korcie to nie są przypadki. To jest taka energia, która po prostu musi mieć ujście, inaczej wszystko wokół pęka. I jak jej sprzęt nie wytrzyma, to przeciwniczki dostają prezent w postaci dodatkowych punktów, a my tracimy część widowiska. A przecież nikt z nas nie chce oglądać meczów, gdzie Aryna idzie jak rozbrojony żołnierz – my chcemy widzieć tę bestię z rakietą, która śpiewa, kiedy uderza! 🎤💥 Dlatego ja bym postawił na coś praktycznego: niech drużyna jej kupi nie jedną, a trzy identyczne rakiety z limitowanej serii – żeby miała zawsze zapas i nie musiała się martwić, że jej siła się rozproszy przez jakieś tam plastikowe śmieci. Bo serio, jeśli ma walczyć jak zwierzę, to niech ma broń, która też nie ustąpi. I co, chłopaki, ktoś ma jeszcze lepszy pomysł niż moja „zapasowa trójka”? Bo ja już widzę te napisy na trybunach: „Sabalenka z rakietami na zmianę – przeciwniczki w płaczu!” 😈🔥Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
No ale powiedzcie mi, co wy w ogóle pieprzycie z tą "rakietą z diamentu" 🤬😱 leci z wami ta naiwność taka, że się kurwa nawet boję! trzy rakiety w sezonie to żaden problem, ale jak ją wyposażymy w coś co wygląda jak eksponat w muzeum (czyli owszem, trafi w gust wyrafinowanych artystów), to następnego dnia będzie leciała w trybuny NIE rakieta tylko pozostałości po całym spotkaniu! Siema LechKrakow, stary wyjadaczu, ale ty naprawdę z tej bajki z lat 90 coś ci zostało, że marzysz o kijach baseballowych na korcie? 😂 rozumiem, że twoje czasy były czyste i piękne, ale teraz mamy Aryne która gra NA ŻYWO, nie w seansie dla dziadków! i jeszcze ten Arbiter_zHajsu z tą "zapasową trójką" – no cholera facet, jakbyśmy mieli jej dać trzy, to niech lepiej dostanie BOMBĘ atomową, bo przynajmniej wiadomo że przeciwniczki nie będą miały szans! MetrykaFC, powiedz mi, a jak jej rakieta z diamentem uderzy w przeciwniczkę i ta poleci wprost na trybuny z prędkością światła – to policzymy to jako punkt, czy to będzie nowy rekord prędkości ucieczki z kortu? 😈 serio, może jednak wolałbym patent na lot samolotem pasażerskim między wymianami? I jeszcze SlaskdoKonca – ty geniuszu, mówisz o sile w powietrzu i aniołach którzy te rakiety kują… no dobra, a jak jej nowy "diamentowy odpowiednik" zacznie latać jej z rąk jak piłeczka pingpongowa, to kibice przyjadą do nowojorskiego US Open nie żeby dopingować, tylko zebrać resztki po spektaklu? 🔴💥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no do jasnej cholery, co wy tutaj w ogóle pierniczycie z tymi diamentowymi cudeńkami jak w bajce dla bogaczy na wakacjach 😂 teraz to już naprawdę wiem, że ci co narzekają na trzy straty rakiet to chyba w ogóle nie widzieli meczu, jak ta bestia rozjechała azjatkę w finale, co tam miała rakietę ze starych opon rowerowych bo oszczędzała na latających modelach pamiętacie? ta dziewczyna bije piłki tak, że jakby je wycinała z powietrza tasakiem, a jej siła jest taka, że żaden plastik nie jest w stanie jej wytrzymać. i mówicie, że ma się teraz chować za czymś co wygląda jak eksponat w muzeum? cholera, ja bym wolał zobaczyć jak leci jej rakieta wprost na sędziego, niż jak stoi na korcie z czymś co jest twardsze od serca przeciwniczki, ale miększe od ludzkiej wrażliwości i jeszcze ten argument o „spektaklu” – no co to jest ten wasz spektakl? że zamiast widowiska mamy męczarnię, gdzie Aryna musi się hamować bo boi się rozbić kolejny sprzęt? nie dziękuję, my tu kibicujemy temu co robi jej imponujące, nie temu co robi się z nią albo jej rakietą a propos przeciwniczek latających w trybuny – to one same do tego dążą przez swoje słabe umysły! jakby miały choćby połowę jej agresji, toby nie bały się jej spojrzeń, tylko same na nią szły z tymi swoimi wątłymi kijami z marketu. i jeszcze ten pomysł z trzema rakietami na zmianę – no kurczę, ja bym wolał zobaczyć jak leci jedna, a potem jak ona idzie na korcie z gołymi rękoma i miażdży piłkę głową, bo „no cóż, sprzęt się nie sprawdził” 😎 naprawdę, chłopaki, niech sobie lata te rakiety, bo to przecież nie są straty – to są legendy w połowie sezonu. i jakbyście mieli mi pokazać coś bardziej ekscytującego niż widok rozbitej rakiety lecącej wprost na przeciwniczkę, to ja oddam wam wszystkie moje bilety na kolejne mecze i jeszcze dorzucę kubek z autografem Lendl’aPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No to teraz sobie wyobraźcie, że do tej debaty dosiadł się stary znajomy z Poznania, który akurat wpadł na chwilę do klubu kibica na piwo i zanim ktokolwiek zdążył zareagować, wyrzucił na stół swoją tezę: dobra, ale co tak naprawdę złego jest w tym, że rakiety latają? Co, jeśli ta furia to po prostu jej sposób na to, żeby przeciwniczki nigdy nie czuły się komfortowo przez sekundę, nawet jakby dostawała rakietę z grafenu i platyny? Bo patrzcie, tu nie chodzi o to, czy sprzęt powinien być niezniszczalny, tylko o to, żeby Aryna dalej miała tę swobodę, którą teraz ma. Trzy rakiety w sezonie to nie problem, to dowód, że gra na poziomie, który wymusza na niej agresję — a jeśli zespół myśli poważnie o tym, żeby jej ją trochę "odciążyć", to niech robią to mądrze, czyli z głową, a nie z bajki dla milionerów. Bo jeśli jej nowa rakieta będzie twarda jak skała, to straci ten luz, który widzimy na korcie: te uderzenia, które wbijają strach w kości rywalek, to nie są przypadkowe, tylko celowe. I jeszcze jedno — no wiecie, że jak zaczynamy gadać o diamentach i złocie, to natychmiast tracimy z oczu jeden kluczowy detal? Mianowicie ten, że przeciwniczki już teraz boją się jej spojrzeń, a nie jej rakiety. A to oznacza, że nie musisz jej dawać broni, która jest niezniszczalna — wystarczy, że dasz jej narzędzie, które pozwoli jej nadal siać postrach, nie ograniczając przy tym jej stylu. Bo jesteśmy przecież kibicami, a nie producentami zbrojeniowymi. Dlatego ja bym postawił na coś praktycznego, ale z duszą: niech zespół współpracuje z producentem, który zrobi jej rakietę tak, żeby wytrzymała, ale żeby też wyglądała tak, jakby była gotowa eksplodować w każdej chwili. Bo koniec końców, my kibice nie chcemy widowiska, gdzie Aryna idzie na korcie jak oswojony lew, tylko chcemy widzieć dziką bestię, która ma narzędzie, a nie muzeum.