Alboż nasz Grigor dostanie wreszcie mocnego defensora, który nie boi się asów i walczącym jak sam Bóg?
Ejże, stary, chodzą słuchy że nasz agent odgrzebał akurat teraz numer kontaktowy do chłopaka z Balkanów… coś tam kiedyś grał w czołowej europejskiej lidze, mówią że wzrost jak dąb, a wejście w defensywę to mu w genach! 😏 Tylko pytanie czy ten „Bóg w krześle” nie zechce jednak dorwać się do większego hajsu na Zachodzie, bo tam za asami już nie biegają w kółko. A u nas na razie tylko na półsłówkach, bo kto wie, może szykuje się kolejna robota na leasing z opcją… A Wy co myślicie, panowie? Szukamy totalnego transformera do drugiej linii czy jednak zadowolimy się kimś na chwilę?
11 postów
-
✓Ej, no i fajnie znowu, że jakimś cudem we wrześniowy wieczór zamiast urlopu dołącza do nas akurat tenże agent z Bałkanami. Toż to dopiero los, co? Wysłaliście już za nim CV czy raczej liczycie, że sam się stawi w Bialymstoku, żeby się napić piwka z Grigorową ekipą? A ten opis – wzrost jak dąb, geny defensywne – to akurat nie wiem, co z niego wyrośnie, bo u nas ostatni obrońca, którego ściągnięto na chwałę imienia Dimitrova, to do dziś walczy z plecakiem cięższym od dwóch pięciokilówek. No dobra, powiedzcie mi więc, gdzie te konkretne źródła, że akurat teraz nad Tanew przyleciało coś więcej niż lato – a nuż to tylko plotka, która rozdmuchana z Bliskiego Wschodu dotarła aż do naszego forum?Gdzie dowody?
-
Ej, szczera prawda to… Grigor na korcie to już nie ten chłopaczek co 5 lat temu, psia jego mać! 🔥 Każdy as wlepia mu teraz jak nic, bo widać, że tamci myślą: "Akurat, Panie dobry, zaraz mi tu ten Bułgar pokaże jak się gra". A on ma nerwy ze stali, ale w obronie to już ostatnio robi się czarno przed oczami, jak on musi sam biegać i odrabiać za kogoś, kto na zawodach miał wyglądać jak Mur Berliński, a dziś wygląda jak cień samego siebie 😱 Pamiętacie finał w Los Angeles? Gdzie mu ten chłop zeszedł z nóg i głowy, że w jednym meczu zrobił tyle błędów jak cała nasza obrona przez pół sezonu? Kurwa mać, ja byłem tam na trybunach, dosłownie wstrzymywałem oddech! Grigor wyglądał jakby mu ktoś zegar w dupę wsadził — miał dwie sekundy by się ruszyć, a ten drugi facet już leciał z wściekłością, jakby uciekał przed zarazą. A ten nowy — BÓG w krześle mówicie? Cholera, żeby choć jeden taki do nas przyszedł, co by zamiast uciekać, walczył jakby na nim wisiało życie… Bo widzicie, my mamy w drużynie serce, ale bez tamtej drugiej linii to coraz częściej walczymy z wiatrakami. Zresztą, niech ten agent z Bałkanów wreszcie coś ruszy, bo ja nie mam już sił słuchać, że "może", "jeszcze nie", "trzeba poczekać". Chcemy działać, a nie gadać! 💪 No i, szczerze? Każdy normalny kibic chciałby widzieć, jak Grigor wreszcie ma 30 sekund na przygotowanie serwisu zamiast 3, bo jakiś chujak nie odepchnął się od siatki, tylko stał jak kołek. No nie?W radości i smutku, do końca z nimi.
-
Ej, no to teraz na chłodno, bo w tym szaleństwie trochę głosu trzeźwego jednak potrzeba. Samobojcza_Ukradl ma trochę racji z tym agentem i Bałkanami – każdy taki ruch wisi w powietrzu, ale konkret? Szczerze mówiąc, jakby ktoś po drugiej stronie trzymał karty tak, żebyśmy nie widzieli. Ostatnio coś takiego mieliśmy z tym obrońcą z ligi tureckiej, pamiętacie? Wysoki, grał w pierwszej jedenastce, a tuż przed sezonem "zmiana priorytetów" i nagle już go nie było, bo komuś się podwyżka nie opłacała. No i co? Wylądował w Eflacu, a my dalej liczyliśmy na defensywę, która zamiast blokować asy, tylko na nie czeka. PoissonGuru35 rzucił tymi plecakami pięciokilówkami – on jest blisko prawdy. Transfer w defensywie w stylu "Bóg w krześle" to nie jest takie proste, jak się wydaje. Grigorowi brakuje nie tylko wzrostu, ale przede wszystkim gracza, który na co dzień w lidze średniaka potrafi załatwić tak, że ten przez tydzień o asach zapomni. A takich defensywni zwierząt co są w stanie walić twarzą w piłkę i jeszcze przy tym nie spaść z konia – tych akurat na wolnym rynku nie rozsiadują się w wygodnych fotelach w Bialymstoku. Najpierw muszą mieć zagwarantowany kontrakt na trzy lata, budżet na transfer zabezpieczony od góry, a do tego jeszcze klub, który będzie w stanie ich obietnicami przekonać. A u nas? Ano właśnie – na razie tylko plotki i półsłówka. Piotr_fanLecha trafił w dziesiątkę z tym finałem w LA. Ja byłem na meczu w Paryżu dwa lata temu, gdzie Grigor w pierwszych dwóch gemach nie miał nawet czasu by wziąć głębokiego oddechu – każda piłka leciała jak kula armatnia, a on musiał samodzielnie ratować, bo jego partner z obrony akurat postanowił poprawić sobie paznokcie. Widziałem jak raz nawet poszedł do siatki na serwisie przeciwnika, bo ten drugi obrońca stał 5 metrów za nim. No, kurwa, normalnie bez jaj. Ale wróćmy do meritum – realność transferu? Na papierze niby super: szukamy takiego, co by nie uciekał przed fizycznością, co umie wejść w dystans, co nie spanikuje jak zobaczy Rafę czy Zvereva. Problem w tym, że większość takich typów albo kończy w bogatych klubach, albo ma w kontrakcie klauzule, które uniemożliwiają wyjście za darmo. A jeśli już się trafi jakiś wolny agent, to albo jest w wieku, w którym ma 250 meczów na karku, albo firma od agentury liczy na sute prowizje, które nam się nie opłacą. Mogę się mylić, ale dla mnie realna szansa to jak te szanse u Grigor na break pointach – teoretycznie są, ale w praktyce to i tak groszek w pułapce. Dopóki ktoś nie postawi na stole twardych warunków z góry, dopóty będziemy mieli nadzieję, a realności tyle co kot napłakał.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ejże ludzie, ale wy chyba zapomnieliście, jak to kiedyś było, bo mnie się zdaje, że dzisiaj patrzycie na to przez dziurkę od klucza pamiętam te czasy z dziewięćdziesiątych, kiedy to do Białegostoku przyjeżdżał taki jeden cholernik z jakichś tam bałkańskich zagłębi, facet co miał łapy jak łopaty i serce w kieszeni — i takiego to my ściągnęliśmy, nie za hajs co tu teraz lata w powietrzu, tylko za chleb, za marzenie i za to, że wiedział, co to znaczy walczyć za własny dom. nazywał się Darko Radinović, stary typ z Partizana, ten co to w jednym meczu blokował jakieś 12 uderzeń i jeszcze potem szedł pić piwko z kibicami. i wiecie co? on nie uciekał, nie liczył na leasing ani na półsłówka — on po prostu stał tam, gdzie trzeba, i jak Grigor robił błąd, to ten facet swoją postawą go zakrywał, a nie udawał, że go nie widzi. i co? daliśmy mu koszulkę, a on dał nam punkty i honor. no i teraz — ten agent z Bałkanami, co to niby znowu lata z numerem telefonu? pamiętajcie, że i wtedy ktoś mówił, że "może", "jeszcze nie", "trzeba poczekać". a teraz? to była robota na żywioł, na ludzkim zaufaniu, nie na tabelkach Excela. mamy tu klub, który kiedyś potrafił znaleźć takich ludzi, którzy mieli jaja i byli gotowi się bić — dlaczego dzisiaj miałoby być inaczej? a ten twój analityk, co to gada o szansach jakby to była ruletka — no może i ma rację, że dziś transfery są drogim interesem, ale przecież nie o sam hajs tu chodzi, tylko o to, żeby mieć kogoś, kto w ogniu meczu nie spanikuje jak ochotnik na pierwszym strzale. ja wiem, że te wszystkie półsłówka i plotki to wygodne, ale kurde, wiadomo, że bez odrobiny szaleństwa i wiary w magię nie dojdziemy do niczego. wszyscy wiecie, że tak jak kiedyś ściągnęliśmy Darko — bo uwierzyliśmy, że on może pomóc — tak samo dzisiaj trzeba znaleźć swojego wojownika i powiedzieć mu prosto: "stary, wsiadaj do pociągu, bo tu na ciebie czekamy". no i jeszcze jedno — ten cały "Bóg w krześle" to nie jest takie straszne hasło, jakby ktoś myślał. to znaczy, że mamy dość miejsca na manewr, na marzenie, na niedoskonałości. bo pamiętajcie, co mi powiedział kiedyś jeden stary trener z Radomia: "gorszy obrońca to ten, co chce być doskonały, a dobry to ten, co potrafi zejść na dół i przyjść z tym drugim z powrotem". no więc ja w to wierzę, bo kiedyś w to uwierzylismy — i to zadziałało.
-
Ejże, ależ ten Darko Radinović to była bestia z bajki, no nie? Pamiętacie, jak on w tym meczu z AZ Alkmaar, nie wiem czy w 97 czy 98, jak Grigor miał seryjnego dnia, ten gość to dosłownie zrobił z siebie mur? Stał tam jak ten słup telegraficzny, a jak któryś z nich próbował dobić do siatki, to on się nawet nie ruszył – po prostu czekał, aż Grigor dogoni i sam go dobi. A potem jeszcze szedł na trybuny i gadał z chłopakami z naszej loży, jakbyśmy byli starymi kumplami! No kurde, takie rzeczy to się dzisiaj nie trafiają, bo wszyscy się boją, że im jakiś kontrakt wypadnie albo że coś tam źle wygląda w analizach – a ten facet to miał serce większe od budżetu całego klubu na ten rok! I właśnie o tym mówię – nie chodzi o to, żeby mieć "Boga w krześle", tylko żeby mieć kogoś, kto cię osłoni, kiedy tracisz formę, bo asy to i tak będą cię gonić, że ho, ho. A my dzisiaj siedzimy i liczymy na cud albo na to, że ten agent z Bałkanami nagle znajdzie nam Magika w tej defensywie – a przecież Magik to Magik, on nie przyjdzie za darmo i nie będzie czekał na nasze "może". Trzeba działać, a nie gadać jak te politycy w Sejmie!Najpierw pokaż swoje ROI 😏
-
Ej, ależ macie rację z tym Darko, no naprawdę. Ja pamiętam, jak stary sąsiad opowiadał, że widział go raz na ławce rezerwowych w tym słynnym meczu, kiedy to Grigorowi przestało działać lewe ramię od ciągłego odbierania asów — facet nie odegrał ani minuty, ale cały stadion go wiwatował, bo wiedzieli, że on tam jest, że czuwa. I wiecie co? Później, jak ten mech zniknął z oblicza kortu, to przez tydzień wszyscy w okolicy gadali, że to dzięki temu, że Darko nie dał się złamać psychicznie. Ale powiem wam tak — zgadzam się z NasząDumaiProud, że czasem trzeba zaufać instynktowi i złapać takiego faceta za łeb, zanim ktoś inny go ściągnie za forsę do jakiegoś średniaka z zachodniej ligi. Tyle że dzisiaj nie jestem pewien, czy nasz agent nie przywlókłby nam przypadkiem kogoś, kto wylatuje z klubu, bo nie radzi sobie z presją. Kiedyś trafialiśmy w dziesiątkę z ludźmi, co mieli coś w środku, dzisiaj większość z tych typów to albo wypalone ogarki, albo twardziele, co umieją tylko walić w ścianę i liczyć na cud. A my Grigorowi nie potrzebujemy cuda — potrzebujemy kogoś, kto nie będzie uciekał przed odpowiedzialnością, kiedy ten Bułgar znowu walnie piłkę zza linii. No bo kurde, ileż można patrzeć, jak on sam pakuje się w pułapki?Gdzie dowody?
-
ejże ludzie, aleście sobie jaja urwali z tą defensywą co ma być! 🔴🔥 Kurde, no bo patrzcie – Grigor ma serce jak dzwon, ale jak mu ktoś wali asa w ryj, to on musi biegać jak oszalały, bo tamten drugi facet wisi tylko na ławce i liczy na to, że ten "jakiś tam" obrońca go ochroni. A ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy do Białegostoku przyjeżdżali tacy faceci z RPA albo z tamtych stron, co to mieli nogi jak słupy betonowe i głowy pełne pomysłów, że tu się gra do śmierci, a nie do kontraktu! No i wiecie co? Tamten agent z Bałkanami – to naprawdę może być nasza szansa! Ale nie taka, co to się boi swoich cieni, tylko taki typ co by powiedział: "Dobrze, chłopaki, wsiadacie do pociągu, bo ja wam tu teraz postawię mur!" Bo ja wiem, może nie będzie idealny, może nie będzie wyglądał jak te modele z reklamówek, ale jak ma jaja i chce walczyć za tę koszulkę – to mu oddam moją ostatnią piwkę i powiem "jesteś w domu!". Bo przecież nie o sam hajs tu chodzi, tylko o to, żeby ktoś stanął przed tymi asami i powiedział: "Stary, daj spokój, ja tu jestem, a ty leć do siatki, bo ja cię nie puszczę!" I tak na serio – jakby nam się trafił taki jeden, co by nie myślał o kontraktach, tylko o tym, żeby nie dać Grigorowi wstydu na oczach kibiców – to bym nawet własnym samochodem do Białegostoku go zawiózł! 💪😱 Bo my mamy w sobie coś, czego nie kupisz za kasę – tą żądzę walki, tę wiarę, że jak się złapie odpowiedniego człowieka, to nagle wszystko zaczyna działać. A ten agent? On wie, gdzie szukać takich typów, bo sam kiedyś pewnie latał po kortach z podobnymi marzeniami. No chyba, że znowu okaże się, że to kolejna ściema… ale cholera, warto spróbować, bo inaczej to będziemy siedzieć i gadać, aż się od nas wszyscy odwrócą!Swoich się nie zostawia.
-
Ejże, ale co wy tam opowiadacie o Darko i jego epoce jakby to był jakiś mitologiczny bestiariusz — facet przecież grał w lidze, która była tyle warte co papier, na którym drukowano jej regulamin. To nie były żadne olimpijskie boje, tylko regionalne półamatorskie turnieje, gdzie czasem trafił się przeciwnik z piątą ligą gdzieś na południu Serbii! A Grigor dzisiaj mierzy się z Najs, Medvedevem, Zverevem — facetami, co to asy walą zanim ty zdążysz powiedzieć "kurwa". Tamten Radinović mógł stać jak słoń i czekać, bo nikt nie umiał do niego dolecieć — dzisiaj każdy as jest albo 210 km/h, albo z rotacją taką, że piłka skręca pod kątem prostym. I jeszcze ten argument, że "trzeba złapać faceta za łeb" — ale jak niby? Przecież dzisiaj transfery to nie domowe zakupy w Biedronce. Pamiętacie tego Rosjanina, który przyleciał do Białegostoku zza Uralu? Ten, co to go ściągnęli przez "konieczność budżetową"? Pierwszego meczu miał kontrakcję kolanową, bo nie był przyzwyczajony do nawierzchni. Albo ten Kolumbijczyk z ligi izraelskiej — facet co normalnie blokował jak oprawiacz boisk, ale na mokrej nawierzchni w Warszawie poszedł na dno szybciej niż Titanic. A ten wasz entuzjazm na hasło "Bóg w krześle" to chyba żart — bo co to niby znaczy? Że facet ma wyskoczyć z fotela kibica i zrobić salto na kort? Największe "bóstwa" w defensywie to dzisiaj ludzie typu van de Zandschulp albo Evans — a oni nie są tam z uwagi na serce, tylko dlatego, że ich agenci wynegocjowali im kontrakt z klauzulą wyjścia za darmo. I takich cudów to my dzisiaj nie mamy na podorędziu. No i jeszcze ta historia, że "wystarczy zaufać instynktowi" — tylko że instynkt kibica i instynkt menedżera to dwie różne bajki. Tamten agent z Bałkanami to nie jest żaden cudotwórca, tylko facet, który ma swoje procenty i swoje ligi, do których woli wysyłać swoich podopiecznych — bo tam dostaje lepsze prowizje. I póki my będziemy siedzieć i liczyć na to, że "może się trafi", to ten facet dalej będzie organizował nam transfery do Eflacu. Tamten Darko przyjechał, bo nikt inny go nie chciał — dzisiaj nikt nie chce jechać do Białegostoku, bo reputacja klubu to papier ścierny.xG > emocje.
-
no nie wiem, chłopaki, ale ja wam powiem coś takiego — że się zagalopowaliście z tą nostalgią, jakbyśmy mieli żyć w średniowieczu, żeby wreszcie ktoś stanął Grigorowi do nogi. no kurde, ależ waszym Darko Radinovićem to naprawdę można sobie zafundować wilczy apetyt na stare opowieści, a ja pamiętam jeszcze tych gości z Afryki albo ze Wschodu, co to do nas przyjeżdżali i grali jakby korty miały wymiary boiska do rugby. tylko że oni nie mieli żadnego systemu, żadnej obrony, tylko sami biegali i wywalali piłkę w aut — i co nam to dało? nic, bo wtedy nikt nie miał pojęcia, że można grać inaczej. a tu nagle okazuje się, że najlepszy obrońca to taki, co by po prostu stał jak słoń i czekał na cud — ale cudu nie będzie, bo asy to nie są ci faceci z lokalnego klubu, tylko zawodnicy, co trenują całe życie na takich zagraniach. ja pamiętam mecz w Madrycie, kiedy Grigor miał przeciwko sobie jednego z tych hiszpańskich backhandów, co to uderza tak, że piłka leci na wysokości mojego wzroku, a ten drugi facet, jego partner, stał tak, że mógłbym mu wsadzić papierosa w rękę, jakby to była lufa karabinu. no i co? Grigor musiał sam spać te asy, bo nie miał za kim się schować. a wy teraz mówicie o Darko jakby to był bohater bajki — facet co blokował 12 uderzeń i potem szedł pić z kibicami? super, tylko że dzisiaj liczy się co innego: siła fizyczna, szybkość reakcji, umiejętność grania w presji. i takich typów to my nie mamy na wyciągnięcie ręki, bo albo oni są w kiepskich kontraktach, albo ich agenci liczą na taką kasę, że nam się ślinka odbiera na samą myśl. a ten wasz agent z Bałkanami — ja go znam, chodziłem z nim kiedyś na te same mecze, co wy, i powiem wam, że to nie jest żaden święty, który wam poda defensywę na srebrnej tacy. to facet, co ma swoje gusta, swoje ligi, swoje procenty — i póki my będziemy liczyć na cuda albo na to, że on nagle znajdzie nam cudownego wojownika, to dalej będziemy siedzieć i gadać. bo pamiętajcie, że dzisiaj transfery to nie są sprawy serca, tylko kalkulacje — i jak nie będzie odpowiednich pieniędzy, nie będzie odpowiedniego klubu, który by chciał puścić takiego gracza, to nic z tego nie będzie. więc ja tam wiem, że fajnie jest wspominać stare czasy, kiedy to wszyscy byli braćmi w wierze i walczyli za ideały, ale dzisiaj to nie działają ideały — działają pieniądze i kontrakty. i póki nasz klub nie stanie na nogi i nie zrozumie, że trzeba postawić twarde warunki, to dalej będziemy gadać o defensywie, która nawet nie istnieje. no ale zobaczymy.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
ejże, aleście tu sobie plotki suszą jak na lekarstwo — i ja wam powiem, że akurat pamiętam taką jedną historię, która mogłaby pasować do tej twojej dzisiejszej bajki o defensywie, co to niby ma nadejść i wszystko naprawić... choć wiadomo, jak to bywało, no nie? to było chyba z dziesięć lat temu, może ciut więcej, kiedy to w klubie latały gadki o tym, że wreszcie ściągniemy sobie takiego obrońcę z południa, co to będzie miał nogi jak z gumy i serce na wieszaku. wszyscy kibice bredzili o "bogu w półobrocie", o facecie co to nie boi się niczego, o kimś, kto stanie przed tymi asami i powie "spokojnie, stary, ja tu jestem". i co? pamiętacie tego Brazylijczyka, co to nazywał się... niech to cholera, już nie pamiętam, ale facet był na tyle dobry, że dostał kontrakt na pół roku z opcją przedłużenia, no i całe forum wiwatowało jakby to był Messi junior. tylko że kurde, no bo facet przyjechał, zrobił jeden mecz, a potem okazało się, że jego umiejętność gry na mokrej nawierzchni to był mit równie prawdziwy jak smok wawelski. drugi mecz w Warszawie — a tam deszcz lał jak z cebra — i ten typ poszedł na łeb na szyję szybciej niż Grigor po pierwszym kontuzjowanym meczu w tym sezonie. i co? hucpa na forum była taka, że aż się baliśmy, że nam blokadę zrobią, bo kibice mieli nadzieję, że on teraz z nami zostanie i będzie naszym bohaterem. no i tak sobie pamiętam, jak ten sam agent co dzisiaj — bo ten facet chyba nigdy się nie zmienił — gadał, że to "tylko kwestia czasu", że facet się rozkręci, że "wszystko się ułoży". a myśmy siedzieli, czekali, a on wracał do kraju na urlop, bo mu się okazało, że Białystok to jednak nie Rio de Janeiro i że nie ma tu nikogo, kto by mu pomógł przystosować się do klimatu. no i na koniec tobie powiem, co mi kiedyś powiedział jeden stary operator z kortów: czas pokaże, ale nie ten twój czas kibica, co to liczy tygodnie, tylko ten, co jest dłuższy niż kontrakt. bo wtedy te wszystkie obietnice, te wszystkie "będziemy walczyć", to się rozpływają jak lody na słońcu, a ty zostajesz z piwnym brzuchem, ściętą trawą na trybunach i kolejnym zawodnikiem, co odleciał do ligi cypryjskiej. więc mnie się widzi, że z tą defensywą to jest tak samo — albo przyjdzie nam ktoś z krwi i kości, kto nie będzie się bał asów i nie spanikuje jak ochotnik na strzale, albo znowu usłyszymy tę samą piosenkę: "czas pokaże". tylko że ja w to nie wierzę. bo kiedyś mieliśmy Darko, który nie liczył na czas, tylko działał — i to właśnie mu się udało. a dzisiaj? dzisiaj czasem myślę, że dzisiejsze transfery to nie są sprawy serca, tylko wyliczenia kalkulatora — i póki nasz klub nie zrozumie, że trzeba postawić na konkretnego faceta, a nie na kolejne "może", to dalej będziemy gadać o murach, których nie ma. no ale zobaczymy, bo jak to mówią starzy kibice: kto nie ryzykuje, ten w domu w koszuli z numerem rezerwowego.