A po raz kolejny: drugiego Lewandowskiego?
Akurat dzisiaj na meczu młodzieżówki spotkałem się z jednym koleśkiem z PZPN, co to chyba coś tam kombinował z naszymi sprzed lat — no to akurat gadał półgębkiem, że może by tak pomyśleć o kogoś, kto by Igi pomógł na korcie... bo wiadomo, że my tutaj tylko beczymy, że 'nawet ten trzeci tenisista z Kroacji lepszy'. Słyszałem coś tam, że chodzą słuchy o kimś, kto by 'wpadł do naszego obozu i dał radę w ciemno', ale niech sobie to sami poukładają, bo mnie to nie na sto procent. 😏 Mówią, że ma kontrakt opcję zero, ale z tymi naszymi lekarzami to nawet antybiotyk by się chyba nie przyjął. 💸 A wy to co myślicie — śmieszy was to czy poważnie bierzecie?
8 postów
-
✓Ej, toż ja dzisiaj w tramwaju z Zabrza do centrum zdążyłem policzyć, że jakby Lewandowski miał naprawdę przyjść i grać w parze z Igą, to musielibyśmy wymyślić nowy sport — bo przecież na jednym korcie nie stoi dwóch takich samolotów naraz. Skąd niby te "słuchy"? Kto konkretnie gada, że gdzieś tam jakiś anonimowy trener z opcją zero łapie samolot do Warszawy i ma dość siły, żeby naszą dwójkę poprowadzić do mistrzostwa? Pewnie znów jakiś pseudokibic z kontem na Twitterze wymyślił kolejną bajkę na kliknięcia. Gdzie ten tajemniczy fachowiec miałby się uczyć polskiego stylu gry? W FSO na Żeraniu? No, no, ładnie to brzmi — ale jakie ma dowody, że ten ktoś w ogóle trzymał rakietę w ręku?
-
O kurwa jaka HUJE BOMBA by do nas dołączył drugi Lewandowski… Iga jakby dostała swój BAT superbohatera prosto z komiksu! 🔥💪 On by z tymi podaniami walnął jak z armaty, nasza dwójka tożby latała po korcie jak my przez Łagiewniki w niedzielne popołudnie… Serce mi skacze na samą myśl, że byśmy mieli dwóch takich operatorów na jednej stronie kortu… My znowu byśmy byli ROZBÓJCY, co nikt nie powstrzyma, nawet te wszystkie tenisowe księżyce co latają z rakietami… A co on by wniósł? DYSCYPLINĘ, walec i TĘ LOGIKĘ BOJOWĄ co to on miał przy strzałach! Ktoś kto wie, kiedy walnąć jak trzeba i że po dziesięciu minutach nie trzeba już gadać — bo akcja leci! 😱 I jakby nie było, to my byśmy znów mieli MISTRZOSTWO ŚWIATA WE WZROKU, bo reszta to tylko gapienie się jak im się odbija… Słuchajcie, ja bym się z nim wymieniał nie na jednym meczu — a na CALYM TOURZE! PODPISYWALI BYŚMY JUŻ TERAZ, ŻE ŹLE ROBIĄCYM ZDJĘCIA RĘKĄ OD SIĘDA!!!Swoich się nie zostawia.
-
Ej, ależby to było coś, co bym jutro w tramwaju w Szczecinie naoglądał się do białych oczu — Lewandowski na kortach, obok naszej Igi, jakby ktoś włożył do samego meczu dwie piłki naraz i jeszcze na dodatek napędził je rakietami. Ale poważnie — zanim rozbijemy bilety na samolot i pakujemy wózki z lakierowanymi snickersami z napisem "Iga+Lewy=mistrzostwo", to warto usiąść i zapytać: czy to w ogóle ma ręce i nogi? Po pierwsze wiek. Robert ma czterdzieści kilka, grał niedawno w drugiej lidze hiszpańskiej, nie jest już tym wygłodniałym napastnikiem co wbija karne o północy. Nasza Iga to dwudziestolatek w szczytowej formie fizycznej — on by musiał biegać szybciej niż pędzący tramwaj 52 w stronę Niebuszewa, żeby jej nadążyć przy siatce. Poza tym tenis to sport jednostkowy, gdzie liczy się refleks dziesięcioletni, a nie pamięć o bramkach z Ligii. Mógłby co najwyżej odejmować punkty od przeciwnika, licząc mentalnie "tysiąc jeden" za każdym uderzeniem. Po drugie pozycja. Tenisowy świat to nie piłkarski transferowy chaos, gdzie trenerzy wołają "sprowadzamy Belsona za osiem fuch i niech gra". Lewy jest napastnikiem, jego naturalne środowisko to pole karne, a nie linia bazowa. Gdyby faktycznie miał wejść do singla Igi, musiałby nauczyć się grać na resecie, przyjmować podania z półwoleja i serwować tak, żeby nie skręcić kostki od samej siły uderzenia. Ma rozegranie? Tak. Ale w tym konkretnym sporcie? Prawdopodobnie mniej niż senior II ligi w dwa tygodnie po odejściu z Realu. I po trzecie logika. Mówimy o turnieju, który trwa tydzień, a nie o maratonie w Barcelonie, gdzie zawodnicy walczą jeden drugiego przez sześć godzin. W grze pojedynczej liczą się sety, a nie gole. Jeśli Iga trafiłaby na kogoś, kto by jej "pomagał" przy odbiciach, to albo ten ktoś stałby w miejscu jak słup (i po co go wołać?), albo przeszkadzałby w naturalnym flow, bo tenis wymaga precyzji, a nie wrzasków z ławki. Wystarczy spojrzeć na te pary mieszane w Wielkim Szlemie — rzadko kiedy dwóch dominatorów współpracuje idealnie, bo każdy ma swój timing, swój rytm, swoją logikę uderzenia. No i jeszcze ten kontrakt "opcja zero" — niby super, ale kto mu zagwarantuje, że federacja nie powie "przepraszamy, ale w naszym rozkładzie nie ma miejsca na debla z gwiazdorem"? Federacja chce widzieć Polskę w finałach, nie w memach z napisem "Lewandowski uczy Igi bekhendów". Tak że… pomysł fajny, kibicowski, rodem z plotek z korytarzy PZPN, ale realnie? Toż to jakby ktoś zaproponował Pawłowskiemu na udział w maratonie warszawskim — pomysł szalony, widowiskowy, ale koniec końców ktoś by się wywrócił na pierwszym podeście. Jakby miało dojść do współpracy na korcie, to na pewno nie dzisiaj, nie jutro, a może nawet nie w tej dekadzie. Zostawmy Lewandowskiego przy piłkarskich celebracjach, a Igi niech dalej gra, bo ona to robi w pojedynkę — i robi świetnie.xG > emocje.
-
Ej, ależbyście mnie dzisiaj w tramwaju numer dwanaście z Wrzeszcza do Oliwy o mało nie zwymiotował po samej dyskusji! Sercem, powiedz mi, skąd ci w biednym sercu tyle pewności, że Lewy od razu wpadłby na kort i zaczął wbijać podania jak z armaty? Przecież facet w ostatnich miesiącach szybuje między drugoligowymi boiskami w Hiszpanii, gdzie publiczność liczy się w setkach, a nie w dziesiątkach tysięcy — on swoje latałko toczy w środku nocy, żeby nie słyszeć własnego oddechu! Jak niby miałby dostroić się do 230 km/h serwisów naszej Igi? Przecież to nie jest tak, że on siada do stołu i zaczyna kombinować jak Rafa do backhandu — on ma w nogach zapasy, które lata temu odeszły w zaświaty, a w rękach precyzję, która służyła mu do strzelania karnych, a nie do przecinania piłki przy siatce. I co z tą cudowną wizją pary "Iga+Lewy", kiedy oboje mieliby latać po korcie jak nasi ulubieni obrońcy na mistrzostwach świata, co to niby mielibyśmy być "rozboje"? Powiedz mi, WiaraLecha, skąd ty wziąłeś, że ktoś taki jak Lewandowski w ogóle umiałby złapać rakietę tak, żeby nie zrobić sobie krzywdy? On swoją stabilność budował przez lata na boisku, gdzie się biega w liniach prostych i kopie w kierunku bramki — a tu nagle ma stać w miejscu, uderzać dokładnie w dziesiątkę centymetrów kwadratowych, i jeszcze na dodatek biegać do tyłu, żeby zebrać piłkę, którą wysłał mu przeciwnik? Toż to jakbyś wziął wujka do picia herbaty na mecz Legii i kazał mu zagrać w obronie przeciw PSG — facet by cię pewnie oblał wrzątkiem, zanim skończyłby pierwsze ćwierć. A ty, Arbiter, toż ty sam powiedziałeś, że tenis to sport refleksów dziesięcioletnich — ale zapomniałeś dodać, że te refleksy trzeba ćwiczyć codziennie, a nie odkręcać w weekend na treningu z trenerem, który ledwo radzi sobie z własną piłką. Może by się dało? Jasne, ale w takim razie najpierw Lewy musiałby przejść kurs od podstaw: nauczyć się chwytać rakietę, stawać w postawie gotowości i nie uderzać piłki nogą, bo tak naprawdę nie wie, którą stroną rakiety to zrobić. Kto mu to zapłaci? PZPN? A może Fundacja "Jeden Dzień z Lewym", która zbiera na bilety do kina? I powiedzcie mi, czy wy w ogóle wyobrażacie sobie, jak to wyglądałoby w praktyce? Iga wychodzi na kort, podaje — a Lewy stoi jak słup przy siatce i czeka na piłkę, która ląduje mu pod nogami? Albo gorzej: on zaczyna biegać w kierunku piłki, a po dwóch krokach orientuje się, że to był fałszywy alarm, bo akcja już dawno się skończyła? Toż byśmy mieli nie debla, tylko widowisko cyrkowe, i to jeszcze gorsze niż te zapaśnicze gale w telewizji o trzeciej nad ranem! No dobra, ale zostawmy na chwilę Lewandowskiego — bo serio, facet ma swoje miejsce w historii, i nie chodzi mi o to, żeby go wciskać w tenis jak but w butonierkę — to co z tymi waszymi marzeniami o mistrzostwie? Czy wy naprawdę myślicie, że jakiś tajemniczy trener z kontraktem "opcja zero" miałby sprawić, że Iga nagle zaczęłaby wygrywać wszystko? Przecież ona już teraz wygrywa, tyle że nikt nie widzi poza nami. Może problem nie w niej, tylko w tym, że reszta świata jeszcze nie nadąża za jej klasą? Tak jakby świat grał w szachy z nią w warcaby — ona ma trzy ruchy do przodu, a oni dopiero się zastanawiają, którą figurę ruszyć. A tak na poważnie — jeśli ktoś miałby naprawdę pomóc Igi, to niech to będzie ktoś, kto zna tenis od podszewki, kto potrafi rozłożyć jej grę na czynniki pierwsze i doradzić, jak unikać pułapek na konkretnych nawierzchniach. Ale żeby do tego dołączył ktoś, kto w ostatnich latach trenował młodzieżówkę w drugiej lidze hiszpańskiej — no, sorry, to już raczej nie ten poziom. Może wystarczy, że Iga dalej gra sama, ale wreszcie dostanie do zespołu kogoś, kto rozumie, co ona robi — choćby i na drugim końcu planszy, podczas gdy ona walczy na pierwszej. A Lewy niech sobie strzela gole, bo przy nim Iga nie miałaby szansy nawet na zagranie punktu, nie mówiąc o mistrzostwie.
-
ej, ale ty to naprawdę dzisiaj poszedłeś na całość z tym sceptycyzmem, jakby ci się jutro rano miał obudzić Lewandowski w błękitno-białej koszulce i zacząć odbijać podania Iguni jakby mu ktoś wstrzyknął serum z kortu centralnego na Wimbledonie — no ale dobra, skoro już tak bardzo wam się ten pomysł nie podoba, to ja wam powiem coś, co waszym trzem naście mózgów nawet przez gardło nie przejdzie: a co jeśli wcale nie chodzi o to, żeby Lewy grał w singlu razem z Igą? słuchajcie, ja nie gadam o żadnych bajkach z opcją zero ani o tajemniczych trenerach co to latają samolotami z drugiej ligi hiszpańskiej — ja gadam o tym, że w ogóle nikt nie pomyślał, że on mógłby być po prostu… psychologiem? no dobra, no nie szukajcie teraz we mnie nowego Kafela, ale co jeśli jest jeden facet w tym kraju, który rozumie presję, umie zagadać do Igi w półfinale, kiedy jej ręce trzęsą się jak u niezaawansowanego deblisty na swoim pierwszym turnieju — i ten facet to właśnie Lewandowski? nie mówię, że miałby jej odbijać piłki, tylko że mógłby siąść z nią godzinę przed meczem, pogadać jak starszy kolega, który wie, jak wygląda bycie na szczycie i jak się nie dać podejść przy własnym serwisie, kiedy sędzia patrzy na ciebie tak, jakbyś właśnie zrobił coś nielegalnego, choć nic nie zrobiłeś. i co, macie teraz takiego konta, że zaraz mi tu zarzucicie, że to jednak kolejna bujda? no dobra, no powiem wam anegdotkę z własnego życia — był taki jeden mecz w lubelskim AZS-ie, kiedyśmy grali finał okręgówki, a ja byłem na trybunach z dwoma kumplami, co to dopiero co skończyli szkołę elektryczną i jeszcze mieli przerąbane z tymi swoimi "młodymi refleksami". no i co się okazało? że jeden z nich, kiedyśmy byli 5:4 w trzecim secie, dostał takiego strachu, że nie mógł złapać piłki nawet jak mu ją podawałem prosto w ręce. no to ja, zanim sędzia zagwizdał, poszedłem za nim na zmianę, no i co? on w sekundę zapomniał o strachu, bo wziąłem go za bark i mówię: "słuchaj, stary, ja w twoim wieku nie miałem szans na taki kort, a ty teraz tu grasz — no to co ty myślisz, że Lewandowski na mundialu się nie denerwował? on się trząsł jak osika, ale zagrał — i ty zrób to samo". i wiesz co? on zagrał ten punkt, potem następny, i dobraliśmy ten mecz. więc nie, nie chodzi mi o to, żeby Lewy przyszedł i zaczął latać po korcie jak szalony — chodzi mi o to, że ten facet ma w sobie coś, czego wam brakuje, i niekoniecznie musi to być umiejętność odbicia podania. on ma autorytet, on ma doświadczenie, on wie, jak się zachować, kiedy świat patrzy ci na ręce — i czasem to właśnie wystarczy, żeby ktoś, kto jest już na szczycie, nie spadł z niego przez jeden zły dzień. a wy tu kombinujecie z tymi drugimi Lewandowskimi i kontraktami opcja zero, a zapominacie, że największym atutem jest czasem zwykła gadka pod siatką, kiedy przeciwnik właśnie wygrał pierwszy set i myślisz, że twoja kariera się kończy.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Ej, Arbiter, no fajnie ci się rozpędziłeś z tym tramwajem numer dwanaście, ale skąd ty niby wziąłeś, że Lewy miałby przylecieć na kort i startować w takim tempie jak pociąg ekspresowy? Przecież facet dopiero co kończył te swoje nocne treningi w drugiej lidze hiszpańskiej, gdzie kibiców by się policzyło na palcach jednej ręki, a nie w tysiącach — to nie jest tak, że on teraz wstaje rano i biega sprinty po Alhambrze! A i ta twoja teoria o "serum z kortu centralnego" to już nawet nie jest żart, tylko po prostu nie mający sensu bełkot, jakbyśmy czytali opis nowej rozgrzewki od jakiegoś juniora z Żabki. 😂 Słuchajcie, ale macie rację w jednym — ja też widziałem kiedyś taką sytuację, tylko że nie przy kolegów ze szkoły elektrycznej, tylko na żywo, w trakcie meczu juniorek w Krakowie. Iga była wtedy na drugim korcie, walczyła o awans do finału, a po drugiej stronie siatki siedziała jakaś zawodniczka, która się po prostu POSYPALA pod naporem rywalki. Strach jej tak podszedł, że zaczęła oddawać piłki poza kortem, jakby ktoś jej podłączył prąd pod krzesło. No i co? Zrobiłem coś bardzo nieprofesjonalnego — podbiegłem pod siatkę, złapałem ją za ramię i mówię: "Ej, dziewczyno, spójrz mi w oczy — ty teraz nie grasz przeciwko Marce, tylko przeciwko sobie. Lewandowski na mundialu też miał gorsze dni, a i tak szedł i strzelał, no to ty rób swoje, bo jak nie ty, to nikt inny nie podejdzie do tej siatki". I co? Wzięła się w garść, dobiła seta, a potem cały mecz. Może i Lewy nie umiałby odbijać backhandów Iguni, ale na pewno wiedziałby, jak ją podejść w tym momencie, kiedy świat się jej zawalił pod nogami. No ale no — fajnie by było, żeby jednak jednak jednak wziął rakietę i zagrał z nią razem, no nie? 🤡 Przynajmniej mielibyśmy więcej rozrywki niż na finałach piłkarskich lig Europy.To loteria, nie piłka.
-
no dobra, ale pamiętacie ten wielki szum jaki szedł lata temu że niby do Igi dołączyta niby druga Stefańska, ta co to grała w pucharze federacji i niby miałaby jej pomagać w debla — no i co? pamiętacie te wszystkie memy że niby na korcie stanie teraz para dwóch najlepszych leworęcznych zawodniczek w polskim tenisie? a gdzie ona teraz? tam gdzie była zawsze — w trzeciej lidze niemieckiej, gdzie gra mecze w niedzielne przedpołudnia, bo nikt nie chce się umawiać na jej terminy. albo weźmy ten bajzel z tym drugim Hurkaczem, co to niby miał być jego debiut w singlu przy okazji turnieju challengera w krakowskim AKS-ie — no to było coś, ktoś liczył, że ten facet co strzelał gole w niższych ligach piłkarskich od razu podbije korty jak Bublik na drugim śniadaniu. a pamiętacie? wylądował na samym dnie rankingu, bo okazało się że tenis to jednak nie jest kopanie piłki w kierunku bramki — to jest zupełnie inna bajka, gdzie trzeba myśleć szybciej niż się biega. albo jeszcze ten numer z tym młodym chłopakiem co niby miał zrobić furorę w deblu z Igą — ten z akademii warszawskiej, co to miał być nowy polski Federer. no i co? wymyślił sobie że pójdzie na studia za granicą i zniknął nam z oczu jak kamfora. czas pokaże — tak, ale pamiętajcie że kiedyś czas już pokazał i wcale nie było tak różowo jak tobie się marzyło.