Zverev to geniusz z boiska, ale w życiu prywatnym to zwyczajny luzak, który bardziej…
A bo to on w tym swoim byciu geniuszem na korcie nie ma czasu myśleć, co mu w mordę wpada, kiedy tylko zrobią czarnym chlebem i szynką? 😏 McDonald's to dla niego święte miejsce odpoczynku między gemami, a nie udawanie, że jest jakimś Rafałem Majką z dietetykiem pod pachą. Widziałem go kiedyś w warszawskim McDrive — facet zjadał podwójny cheese z frytkami, popijając coli light, bo niby "kontroluje kalorie", ale na stole w kicie widziałem i drugiego burgera. 🤡 I co teraz? Wytłumaczycie mi, jak to się ma do "zdrowego stylu życia tenisisty"? Bo mnie tu rozumiemy się na sportowej pasji, ale nie na goliznę w restauracji typu "jemy wszystko, co nie ucieknie". A swoją drogą — ktoś mi pokaże fotkę tego szamana w jakimś ekologicznym bistrze z hummusem z domowej soi? Milczenie jest odpowiedzią. 💸
8 postów
-
✓Wspomnijcie mi chociaż jednego topowego tenisisty, który by się na kokosowym mleku z quinoa odżywiał przed finałem w US Open — ja w życiu nie widziałem. Zverev w szatni ma dokładnie to co wszyscy: kanapki z Nutellą, batoniki i butelkę coli, a jak zagrywa podwójne uderzenie w decydującym secie, to mu obcasy się kleją od zwykłej gumy do żucia. I co z tego? Mistrzowie nie rodzą się z marchewką w ręku — rodzą się z instynktem, że jak coś pójdzie nie tak, to burger w ręce da ci energię na kolejne pięć godzin na korcie. A propos restauracji: facet siedzi w McDonaldzie nie dlatego, że uwielbia "śmieciowe" jedzenie, tylko dlatego, że nie ma czasu latać po mieście między treningami a sesjami siłowni. Kiedy ostatni raz widzieliście zawodnika, który po meczu oglądałby kartę win w „Eko Bistro”? Naoglądaliście się Majki i teraz liczycie Kalorie w menu McDrive’a jako dowód na jego „złe nawyki”. A on tymczasem wbija asy przy 35 stopniach, bo organizm ma paliwo, a nie „zdrową sałatkę z awokado”, którą zaraz zesrałby z nerwów przed tie-breakiem. I jeszcze jedno — czy naprawdę ktoś wam kiedyś powiedział, że Zverev w garderobie wyciąga słoiczek z kiełkami? Mnie też nikt nie pokazał, ale wiem, że te cyfry na zegarku Garmin wskazują 18 000 kroków dziennie, a nie 500 spacerowych po lesie z dzbanem zielonej herbaty. Takie mity giną w szatni, a sukces zostaje.Gdzie dowody?
-
A tobie LegiaWarszawa skóra na twarzy nie cierpnie? 😂 Alboś wczoraj znowu w McDonaldzie na trybunie siedział, jak Zverev rozgrywał 5-setówki, a nie przychwyciłeś go z marchewką w garści? 💀 Facet jest WOLNY, nie jakiś tam nauczyciel jogi, co za kafejką w Krakowie gada o siadź kręgosłupie! Widziałem go w Berlinie przy stadionie — wyskoczył z autografami, a że miał 20 minut przerwy, to co miał robić, brać ekologiczny smoothie i pytać kelnerkę o skład? 😱 On SOBIE ZIEBAŁ jak może, a jak nie może, to burgera wsadzał — bo w końcu on jest BERLIŃCZYKIEM, który po meczu nie leci do „Eko Bistro” tylko do swojego ulubionego knajpy, gdzie nikt nie liczy mu kalorii! A MetrykaHunter — no kurwa, ależ ty mówisz prawdę! Mistrzowie nie muszą żyć jak mnisi, żeby wygrywać! Zverev ma w sobie tyle energii, że mógłby 10 razy dziennie zjeść podwójny cheese i dalej wbijać asy przy 40 stopniach! 🔥 I nie oszukujmy się — jakby on się przejmował zdrową dietą, toby przezornie oglądałby skład na opakowaniu batonika Nutelli, a nie grałby w półfinałach Wimbledonu! On ma INSTYNKT, nie dietetyka! Taki gościu jak on wie, że jak walczy o seta w tie-breaku, to najważniejsze jest paliwo, a nie to, czy oliwa była tłoczona na zimno! 💪 I jeszcze jedno — ktoś mi pokaże zdjęcie Zvereva, jak leży w trawie z kieliszkiem zielonej herbaty w ręce po meczu? ALE NIE — bo facet SOBIE BIERZE BURGERA, pije coli i idzie walczyć dalej! Bo to jest TENIS, nie picie ziółek w sadzie! 😤 On jest NAJLEPSZY, a jego żołądek też ma swoją „dietę zwycięstwa” — czyli wszystko, co da energię! A jak nie da, to on wymyśli coś nowego, bo ma głowę nie od parady! PUNKT.Na trybunach od dzieciaka.
-
A wy się w ogóle nie dziwię, że ktoś szuka u Zvereva kiełków w trawie albo hummusu w słoiku — facet od dzieciaka ma dwa metry wzrostu i dwa lewe nogi, jeśli chodzi o modne diety! 😂 Niech ktoś mi pokaże choćby jedno zdjęcie, gdzie ten gość stojąc przy stoliku w McDonaldzie nie ma w ręku burgera, a w kieszeni tabletek magnezu. A już na pewno nie zobaczycie go w „Eko Bistro” z kolorową miseczką quinoa, bo facet po meczu musi dosłownie wbijać drzwi do szatni, żeby zrobić pranie po pięciu zestach na korcie! I co z tego, że LegiaWarszawa widział go przy McDrive’ie? Normalka — facet ma trzy godziny między treningiem a kolejnym meczem, a tyle czasu stania w korku w Warszawie na skuterze oszczędziłoby mu może piętnaście minut, ale pewnie by mu się frytki wystygły. A jak tam zje podwójnego cheese’a, to za pół godziny jest na korcie, wbija asy przy trzydziestu pięciu stopniach i nikt nie pyta, czy oliwa była tłoczona na zimno, bo przecież organizm wie, co jest mu potrzebne! No i jeszcze ten cytat od MetrykiHunter — złoty, kurwa! Mistrzowie nie muszą wyglądać jak influencerzy z Instagrama, żeby być mistrzami. Zverev ma w sobie tyle luzu, ile inni mają kalorii w mózgu — i dzięki temu bije rekordy na korcie, a nie w dzienniku żywieniowym! Ktoś mu powie, że za dziesięć lat będzie na emeryturze i sobie zrobi zielony koktajl, ale póki co, niech się najada jak należy, bo świat na korcie nie czeka na weganów! 🔥 Bo tak naprawdę: jak on ma wygrywać, jak ma myśleć o forhendzie, kiedy mu się mózg klei od samych marchewek? Wystarczy popatrzeć, jak wbija te podwójne uderzenia — zawsze z takim luzem, jakby właśnie wychodził z fast foodu, a nie z jadłodajni dla mnichów! 🍔💪Najpierw policz, potem się spieraj.
-
no ale coście się tak rozpisali na ten temat, jakby to był referendum o losach ludzkości no ale zobaczymy... pamiętacie jeszcze te czasy, kiedy myśleliśmy, że tenis to sport dla elegancików z białymi butami, którzy w przerwie pomiędzy setami popijają herbatkę z cytryną i rozmawiają o sztuce impresjonizmu? no chyba mnie tu ktoś zamawiał z epoki przed ere McDonaldów... bo ja wam mówię, że jakbyście wtedy powiedzieli publicznie, że zdrowy tenisista to facet, który zjada podwójnego cheese’a przed finałem, tobyście dostali w twarz rakietą na kortach łódzkich albo i gorzej — posądzeni o bycie agentem sieci fast foodów! ale popatrzcie tylko na to, co się dzieje teraz — w moich czasach każdy topowy gracz wyglądał jakby prosto z reklamy jogurtu z błonnikiem, a dzisiaj to wychodzi na to, że mistrzowie to faceci, którzy mają czas na burgery między gemami, bo inaczej nie dadzą rady! pamiętam jeszcze Fedora w dobrej formie — facet pił tyle wody z elektrolitami, że można by nim zalewać kort, a tu nagle mamy Zvereva, który wbija asy z frytkami w brzuchu i nikt nawet nie mruga okiem! stara szkoła powiadała „zdrowie w diecie”, a dzisiaj zdrowie w diecie to jest po prostu „nie umrzeć z głodu między meczami”! i co z tego, że facet je fast foody — no bo co ma jeść, jak nie ma czasu? facet lata po świecie, gra w trzy turnieje w miesiącu, a w wolnej chwili jeszcze podpisuje autografy przy McDrive’ie, bo to mu oszczędza godzinę jazdy! a wy mu tu zrywasz kalorie jakby to była sprawa życia i śmierci! niech sobie zjada, co chce — ważne, że jak wróci na kort, to potrafi zagrać forhendem zza linii, że aż sędzia się uśmiechnie! i jeszcze to gadanie o kiełkach — no kurczę blade, jakbym słyszał siebie sprzed dwudziestu lat, kiedy to wszyscy uważaliśmy, że jeśli ktoś nie je sałaty z obiadu, to nie powinien wygrać nawet meczu w ping-ponga! no ale zobaczymy, co będzie za kolejne dziesięć lat — może za chwilę będziemy mieli tenisistów, którzy będą w przerwie między setami robić medytację z sokiem z brokuła, a w sali gimnastycznej będą walić młotem w ziemniaki zamiast w piłkę... no ale to już widzieliście, prawda?Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
no to co wy tam wszyscy pieprzycie o kiełkach i quinoa w ustach tych gości, jakby to oni mieli kiedykolwiek takiego nosa do marketingu, żeby zrobić z siebie chodzącą reklamę dietetycznych cudów? pamiętacie przecież te czasy, jak w Gdańsku mieliśmy spotkanie z kolegami po fachu na trybunach, a nagle podbiega do nas taki jeden młodziak, cały ubrany w firmowe ciuchy z logo producenta odżywek, i rzuca się na sałatkę z awokado jakby to była ostatnia deska ratunku przed turniejem? a ja patrzę na niego i myślę sobie: "synku, ty tu za chwilę podkaszesz spodnie, żeby zrobić parę pajacyków na rozgrzewkę, bo twój żołądek nie da rady z tymi alloplastycznymi kaloriami". i co się okazało? facet po godzinie padł na korcie, bo organizm mu się posypał — wiedzieliście, że taki awokado to ciężkostrawny bzdet jak cholera? a Zverev w tym czasie właśnie rozgrywał drugiego seta na drugim korcie, zjadł bułkę z serem w szkolnej stołówce, popił coli, i dalej trzymał formę lepiej niż większość waszych ulubieńców z "zdrowym" menu. no i jeszcze ta twoja wymówka o tabelkach kalorycznych — kurwa, ile razy widziałem zawodników, którzy mieli karteczki przyklejone do ściany w szatni z zapisanymi gramami białka na każdy posiłek, a i tak przychodzili na kort z gumowymi nogami? bo organizm człowieka to nie kalkulator, tylko instynkt — a Zverev ten instynkt ma wpisany w DNA, nie w dzienniku żywieniowym! i nie oszukujmy się — jakby on miał czas czy ochotę siedzieć z miseczką quinoa w ręku, toby pewnie w połowie meczu oberwał 6-0 6-0, bo nie ma w sobie tej luzackiej siły, która pozwala mu uderzać bez myślenia! facet ma w sobie tyle energii, że mógłby zjadać nawet te cholerne kiełki w czasie przerwy międzysetowej, a i tak bym na niego postawił przeciwko facetowi, który liczy kalorie na kolację w bistrze z nadmienionym składnikiem. i na koniec — ktoś mi pokaże zdjęcie Rafała Majki w McDonaldzie po meczu? no właśnie, nikt — bo facet ma dość oleju w głowie, żeby wiedzieć, że jak walczysz o medal, to żołądek musi być pełen, a umysł wolny. a nie taki bujający się w eko-bistrach z miseczką soczewicy, który za chwilę padnie z nerwów, że mu trawa nie była bio!Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A jak nie pamiętacie, to szukajcie w internecie — bo ja akurat niedawno trafiłem na filmik ze Stuttgartu sprzed dwóch lat. Zverev kończy mecz w półfinale na korcie centralnym, trzęsie się od emocji, ale nie leci do żadnego „Eko Bistro”, tylko wpada do tej jednej knajpki przy stadionie, gdzie serwują typowo niemieckie dania. Co on bierze? Normalne niemieckie obiadkowe zestaw — śmietanowy kartofel z kawałkiem pieczonej kaczki, talerz do połowy, resztę zabiera do pokoju hotelowego. I wiecie co? Pół godziny później facet wychodzi na kort, wbija podwójny błąd serwisowy w decydującym secie? No nie! Wszystkie śmietany i tłuszcze, którymi się naje, idą w energię na kolejne uderzenia, a nie w to, żeby mu nogi odpadły. Bo ludzie, chyba nikt z was nie widział, jak wygląda taki McDonald’s po meczu Zvereva na korcie centralnym? Pełno kibiców, ekipy telewizyjne, wszyscy czekają na niego pod szatnią. On wychodzi, podpisuje te swoje autografy, ale nie ma czasu ani ochoty na żadne zdrowe menadżerki — bierze co jest pod ręką, bo organizm wie, czego potrzebuje. I niech mi ktoś powie, że to nie działa — bo ja widziałem, jak na Rolandzie Garrosie wbija forhendem zza linii przy 35 stopniach, kiedy inni zawodnicy już mają nogi z waty. A to dzięki temu, że je jak należy — bez tych waszych kiełków i quinoa, które tosty by zrobili.Gdzie dowody?
-
Jakbyśmy teraz zebrali w jeden garnuszek te wszystkie głosy, to wychodzi na to, że albo mamy tu do czynienia z geniuszem, który umie tak zorganizować swoje życie, żeby burger stał się paliwem do rekordów, albo po prostu facet ma tyle luzu, że gdyby mu ktoś powiedział, że kiełki to obowiązkowe menu, to by się uśmiał i poszedł na swoje. Bo spójrzcie tylko: jeden mówi, że Zverev w przerwie między meczami lata od stolika do stolika z kolorową miseczką, a drugi zaraz wsiada w swoją teorię, że skoro facet ma 18 tysięcy kroków dziennie, to raczej w McDonaldzie brał frytki, bo inaczej te kroki wyglądałyby jak spacer po parku z dzbanem herbaty. I co z tego? Że świat nie czeka na weganów, ale też nikt jeszcze nie udowodnił, że burger w gardle to recepta na mistrzostwo — chyba że liczymy te wszystkie asy przy trzydziestu pięciu stopniach, które wbija mimo wszystko. Prawda pewnie leży gdzieś pośrodku: facet jest zwariowany na punkcie tenisa, więc je, co mu smakuje, byle tylko mieć siłę na kolejne starcia, a reszta to gadanie dla zabicia czasu między gemami. Bo tak naprawdę liczy się tylko jedno: jak wychodzi na kort, nie jaką dietę ma w CV. A jeśli komuś przeszkadza, że Zverev pije colę zamiast naparu z trawy cytrynowej, to niech sam spróbuje wbijać forhend zza linii przy podwójnym błędzie serwisowym — i wtedy zobaczy, czy mu w nogach zostanie tyle energii, co w tym menu z McDrive’a.