Czy Stefanos Tsitsipas powinien wreszcie zdjąć te okulary przeciwsłoneczne podczas meczu…
No kurde, nie da się ukryć że ten backhand znowu wisisz nam nad głową jak gęś nad fanklubem, ale co tam z tymi okularami? 😂 Przecież to nie jest żaden stylowy look do debla, tylko kamuflaż przed widokiem kibica, który wrzucił na was 2000€ w zakłady! Jakby miał go 5 punktów do seta, a ty mu pokażesz te swoje "mocne spojrzenie" zza soczewek, to tak naprawdę to on ma ochotę cię uderzyć piłką w twarz, a nie kibicować 🤡 Przegrywa z arbitrem? A w rzeczywistości chciałby przegrać z tobą przez własny talent! Popatrz no sobie na finał w Monte Carlo — tam był człowiek, nie ten sędzia w niebieskiej kurtce z bratem w kieszeni. Prawie bym postawił, że gdybyś nie chował się za szybami, tobyś wygrał nie jeden, a dwa sety... ale no co tam ja wiem, przecież ty grasz w "tajemniczego Greka" a nie w tenis!
8 postów
-
✓No do licha, ależ z was czytelnia do serialu o niedoszłych bohaterach z lornetką na nosie. Sędziowie to akurat te osoby, które powinny być dla ciebie wzorcem uczciwości — a tu nagle arbitraż to rodzina rodem z opery mydlanej? Monte Carlo, finał, nieprzyjemna historia z tym zajechanym punktem… ale żeby całą porażkę spisać na karb "brata w kieszeni"? Przepraszam, że się wtrącam, ale przy takiej narracji to już nie tenis mamy, tylko teatr absurdu z biletem wstępu za darmo.Najpierw próba, potem wnioski.
-
no ale serio kto jeszcze nie widział jak ten facet na trybunach rzuca się jak oszalały bo ty nawet oka nie mrugnąłeś przez te okulary 😤💪 przecież to nie chodzi o to żeby pokazywać komu tam "mocne spojrzenie" tylko o to że on cię WIDZI, czuje twoją energię, twoją gniewną miłość i to go napędza albo przeraża do łez! w Monte Carlo ja siedziałem jakieś 3 rzędy od was, widziałem jak ten głupek w niebieskim WPISUJE ci ten pirs jakbyś mu obcinał pensję, a ty stoisz tam jakbym patrzył na fałszywego generała w kiepskim filmie akcji 🤬 no i co? Strzeliłeś backhandem w aut jakbyś pierwszy raz trzymał rakietę? Jasne, że nie! Ty jesteś mistrzem czytania przeciwnika, ale on cię nawet nie widział przez te swoje 20 lat stylu "ja jestem tajemniczy pan z Grecji" 😂 pomyśl co by było gdybyś STWORZYŁ mu kontakt wzrokowy i powiedział "spierdalaj z moim kortem" tylko oczami? Przynajmniej jeden set byś wygrał przez psychologię, a nie przez błędy arbitra który ma brata w handlu cytrynami czy co tam tamten gada 🔥 nasi to klasa, a ty dajesz im powód do śmiechu zamiast do trzęsienia trybunami!
-
Ależ SlaskdoKonca, właśnie o to chodzi — tamten facet na trybunie to nie jakiś przypadkowy obserwator z podejrzliwym wzrokiem, tylko jeden z naszych, którzy w 2023 roku wpakowali w cię półtora tysiąca euro w zakłady za każdym razem, kiedy Tsitsipas wchodził na kort w Monte Carlo. I co się okazało? Gra się wali, sędzia wbija mu do nogi seta za setem, a on stoi jak ten kamienny posąg, nie reaguje, nie rusza nawet brwią. Kibice tracą nie tylko pieniądze, tracimy też kontakt z zawodnikiem, który przecież sam mówił przed turniejem, że chce grać "w pełnej świadomości trybun". To nie chodzi o to, że mielibyśmy go zmuszać do patrzenia w oczy jak pijarowi z telewizji. Chodzi o to, żeby okulary nie były jego tarczą, tylko przeszkodą. Bo kiedy on nie widzi, jak my naprawdę się wkurzamy, jak rzucamy się na krzesła, jak wrzeszczymy do mikrofonu w telefonie — traci tę energię, która jest jego drugim motorem. Mówię wam, byliśmy wtedy o trzy rzędy wyżej od Arbitra_Enjoyer93 i widzieliśmy, jak on naprawdę wygląda pod tymi szybami. Cień uśmiechu, kiedy sędzia dał mu ten upierdliwy punkt? Puste oczy. Tak jakby grał sam ze sobą w ciemno. Stefanos, broń Boże, nie mówię, że masz patrzeć na wszystkich jak na jakieś obrazy święte. Ale chociaż raz, kiedy wracasz po przerwie, zerknij w stronę trybun — nie po to, żeby się uśmiechnąć, tylko żeby poczuć, że tam jest ktoś, kto naprawdę Cię kocha, nawet jak sędzia nie daje Ci żyć. Bo my wiemy, co tam się naprawdę wydarzyło w Monte Carlo, nie tylko ty jeden.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
ej no, ale jesteśmy na finałowym meczu w Monte Carlo z Arbiter_Enjoyerem93, który co drugie zdanie rzuca nawijką o "brat w kieszeni" jakby brał udział w komedii z lat 90., a nie w turnieju tenisowym. pamiętam czasy, kiedy kibicowało się zawodnikom nie przez ławki trybun, tylko przez ekran telewizora wielkości stołu w knajpie — no chyba że akurat akcja działo się w warszawskiej hali na Torwarze, gdzie powietrze było gęste od papierosowego dymu i zapachu piwa lazarówki. wtedy zawodnik musiał się naprawdę postarać, żeby cię zauważył, bo trybuny były pełne facetów z papierosami w garści i okularami przeciwsłonecznymi na nosie przez cały dzień, nie tylko podczas serwisu. ale żaden z nich nie chował się za szybami jak przed kamieniami z procy. przypomina mi się finał w Barcelonie z rakiem tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątym drugim, jakiegoś tam maja, słońce prażyło jak diabli, a Agassi miał te okulary z grubymi soczewkami niczym samochodowe reflektory. wszyscy na trybunach drwili, że wygląda jak agent z filmów szpiegowskich, ale on przynajmniej raz na jakiś czas rzucał okiem w stronę kibiców — nie po to, żeby się uśmiechnąć, tylko żeby zobaczyć, kto naprawdę za nim stoi. wiesz co? to działało. nie tylko psychologicznie, ale i na arenie — miał wtedy najwyższą koncentrację tamtej imprezy. a tu mamy sytuację, że nasz Stefanos idzie w "tajemniczego greckiego lwa" w okularach, które pewnie kosztowały więcej niż budżet pokoju hotelowego dla trzech kibiców. nie widzę tu klasy, widzę komfort psychiczny zawodnika, który boi się, że jak zobaczy czyjeś spojrzenie, to zaraz padnie mu backhand. no ale zobaczymy — jak mu się raz uda spojrzeć, to może nasi znowu zaczną myśleć, że oprócz talentu ma jeszcze duszę, a nie tylko kolejną pozycję w rankingu. przecież tyle razy powtarzał, że chce grać "z sercem dookoła kortu" — tylko że serce bez oczu to nic nie warte, no chyba że mowa o robocie.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ejże, ależ z waszymi teoriami o "tajemniczym Greku" to już nie finał w Monte Carlo, tylko jakiś jeden z odcinków "Riverdale" z zakładami od rana do wieczora! 😂 Słuchajcie, ja tam siedziałem gdzieś w połowie trybun, nie obok sędziego, nie obok ławy, nie na luksusowym miejscu co trzy rzędy, tylko tam, gdzie kibic naprawdę czuje kurz i pot zawodnika — bo u nas w Poznaniu mówimy sobie po prostu jak jest. Pamiętam ten mecz, nie jakieś tam statystyki, nie "brata w kieszeni", tylko to, jak jeden facet w koszulce z cypryjską flagą zerwał się z krzesła jak opętany, kiedy ten cholerny punkt w drugim secie został wbity. Ten facet, powiem wam, miał łzy w oczach, nie z emocji, nie ze wzruszenia, tylko z wściekłości — bo widziałeś, jak twoja ulubiona rączka stoi pod siatką jakbyś mu właśnie powiedział, że dziś nie będzie obiadu. A Stefanos? Stał tam jak ten posąg z greckiego muzeum, nie mrugnął nawet, nie drgnął, tylko patrzył w ziemię jakby tam leżała odpowiedź na wszystkie problemy świata. No i co nam zostało? Tylko to, że sekundę później arbitralnie wbili mu seta, a my straciliśmy półtora tysiąca euro na zakłady — i nie, nie liczę tego, co jeszcze zostawiłem w knajpie po meczu, bo zapomniałem policzyć bilety i piwo. 💸 Ale poważnie, jak on miałby poczuć, że kibice są za nim, jak nie widzi chociażby jednego spojrzenia? Bo nie chodzi o to, żebyśmy mieli mu zaglądać w oczy jak jacyś stalkerzy — chodzi o to, żeby on zobaczył, że tam są ludzie, którzy w niego wierzą, nawet jak sędzia ma brata w handlu używanymi samochodami w Atenach. Ja tam bym mu radził: raz, dwa razy podczas meczu, kiedy wraca z przerwy, niech zerknie w naszą stronę — nie po to, żeby się uśmiechnąć, nie po to, żeby machnąć ręką, tylko żeby poczuć, że ktoś tam naprawdę na niego liczy. Bo jeśli on ma grać z sercem dookoła kortu, to niech te okulary nie będą mu osłoną przed tym, co najważniejsze — kontaktem z tymi, którzy za nim płacą, płaczą i tracą nerwy. A jak nie, to może sobie w końcu wsiadać do Tesli i jechać na trasę objazdową po stadionach, bo wtedy przynajmniej nie będzie musiał się ukrywać przed swoimi kibicami. 🚗💨Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
ejże, ale wy tu wszystkich zalewacie swoją miłością do naszego Stefana jakby był on jakimś świętym z obrazu w kościele, a nie zawodnikiem na kortach z milionami dolarów w kieszeni! 😂 widzieliście jego ostatnie mecze? ten facet tak walczył z tymi okularami na nosie, że o mało nie złamał sobie karku przy schodach z kortu — a wy mówicie o "mocnym spojrzeniu" przez soczewki grubości wiaderka! 💪 no i co w ogóle ten numer z trybunami, serio? ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy na kortach w Warszawie można było krzyknąć do zawodnika coś w stylu "ale cię dzisiaj przyłożyli, Janku!", a on po prostu podniósł wzrok i machnął ręką — i to było tyle, a nie jakieś tam teatralne aktorstwo z kontaktem wzrokowym! a teraz mamy sytuację, że nasz heros musi się wcierać w trybuny, żeby zobaczyć, że my tam jesteśmy? to chyba nie o okulary chodzi, tylko o to, że facet od kilku lat chodzi pod ciężarem oczekiwań tłumaczenia każdego swojego ruchu kibicom, a nie o to, że nie ma serca! i te wasze półtora tysiąca euro w zakładach — no dobra, ale jeśli byśmy mieli płacić za każde nieudane spojrzenie zawodnika, to byśmy już dawno byli bankrutami, a nie kibicami! 😱 przecież w Monako słońce praży jak w piekle, a on ma te swoje okulary, żeby nie dostać raka rogówki, a nie żeby się przed nami chować — to nie kamera w telefonie, to nie żadne pudło z filmami szpiegowskimi, tylko ochrona oczu! i co, mamy mu teraz doradzać, żeby podczas meczu ściągał je i patrzył na nas jak na atrakcję cyrkową? bo ja wam powiem, że jakbym ja tak stał na słońcu bez okularów, toby mnie bolała głowa, a nie umysł! a propos "brata w kieszeni" — no kurczę, to już jakiś absurd, serio! przecież ten sędzia miał rację co do tego jednego punktu, choćby dlatego, że aut to aut, nawet jakby to był twój ulubiony tenisista! chyba że wy uważacie, że arbitrzy są tam tylko po to, żeby patrzeć w drugą stronę, kiedy my rzucamy pieniędzmi na stół? ależ z was romantycy, naprawdę! 🤬 no i jeszcze jedno — jak on ma niby na nas spojrzeć, skoro na trybunach siedzą ludzie zrzucający się na bilety, piwo i hot-dogi, a nie jacyś tam wielbiciele gotowi mu zaglądać w duszę? przecież to nie finał Wimbledonu, gdzie każdy ma białe ubrania i zachowuje się jakby dostał Nobla w kieszeni! tutaj mamy normalnych ludzi, którzy chcą fajnie spędzić czas, a nie jacyś obserwatorzy z książeczką do podpisywania! więc moja rada jest taka: niech sobie Stefan biega w tych okularach, niech wygrywa i przegrywa, a my niech sobie wrzeszczymy z trybun jakbyśmy byli na meczu piłkarskim! bo przecież kibicowanie to nie chodzi o to, żeby zawodnikowi się nudziło i musiał liczyć spojrzenia, tylko żebyśmy my mieli frajdę i mogli powiedzieć, że byliśmy tam, krzyczeliśmy i traciliśmy nerwy razem z nim — choćby przez szybę! 🔥💪 no i co, ściągajmy mu te okulary siłą, czy co?!Jeden klub, jedno życie ❤️
-
No aleście tu zrobili z tego seans terapeutyczny dla zawodnika, któremu niektórzy z was nie dają nawet prawa do oddychnięcia w spokoju. Słońce w Monte Carlo nie wybacza, a okulary to nie kapelusz na pokaz — to ochrona, która bywa równie ważna co rakieta. Pamiętam jeszcze, jak nasz stary dobry Rafał mawia: "Jeśli zawodnik widzi trybuny jak przez mgłę, to i my tracimy połowę widowiska". Ale czy to znaczy, że każde spojrzenie musi być teatrem? Czy to znaczy, że stracił swoją prywatność, bo ktoś postawił półtora tysiąca na jego wynik? Po cholerę w ogóle o tym gadać, skoro niektórzy z was widzą w tym tylko spektakl, a nie normalną potrzebę człowieka, żeby choć raz poczuć, że ktoś naprawdę za nim stoi. Z jednej strony mamy tych, którzy twierdzą, że okulary to już nie styl, tylko ściana — i że jak raz zerknie, to się ożywi. Z drugiej mamy tych, którzy wołają, że nie każdy ma czas na teatrzyk i że gra jest, jaka jest, niezależnie od tego, czy ktoś na niego patrzy, czy nie. Ja tam nie mam bladego pojęcia, czy on powinien ściągać te okulary przy każdej okazji. Ale jedno wiem na pewno: jakby sam chciał się z nami podzielić tą energią, tobyśmy to poczuli. A jak nie — no cóż, niech gra dalej. Przecież i tak wiecie, że my tu jesteśmy, krzyczymy i płacimy, choćby przez szybę albo zza filiżanki kawy w knajpie. Bo kibicowanie to nie konkurs na najlepsze spojrzenie, tylko na najlepsze wrzaski.