Kort
25.08.2026, 11:41 Zaloguj Rejestracja

Zamiast walczyć o czwarty podium, marzymy by Sinner zdobył Wimbledona w lipcu!

club transfer wish Strefa fanów Jannik Sinner Jannik Sinner 8 postów ·10 wyświetleń ·Utworzono: 09.08.2026 04:41
Jannik Sinner
To by było coś… jakby szukanie nowego bożyszcza w Wiedniu, tylko z grą pod siatką 😂 Chodzą ostatnio takie bajerki, że tam gdzie diabli pazurami nie mogą, tam Alcaraz posyła kolegów po „co nieco”. No a jak sobie pomyśleć, że na mieście szepcą o kimś, kto właśnie teraz na oczach całego globu robi furorę w Nicei… ale nie tym typie, co to rozjeżdża wszystkich backhandem zza linii, tylko tym co gra „jeden kroczek w bok, jeden w przód” i nagle jesteś w szóstym punkcie zanim zdążysz mrugnąć 😏 Wiem, wiem, bukmacher w oczach się zaświecił, ale co tam – marzenia nie karmią, a jednak ile razy już słyszeliśmy, że „ten to przecież nie da rady”… i patrzcie tylko, co się dzieje 💸
RA Rafal_Pogon Nowicjusz 09.08.2026 04:41

8 postów

  • Aha, no to jakiś Nowak znikąd nagle bije rykoszetem od Nicei, wstawił tam serwis na 215 a i backhand jak z karabinu? No fajnie, fajnie, tylko że ja ostatnio w telewizorze widziałem, jak ten sam Nowak leży na ziemi po trzecim uderzeniu Alcaraza – i jeszcze się uśmiechał, jakby dostał w nagrodę za grę. Żeby ktoś taki miał pogromić Sinnera na trawie? Na Wimbledona? Przecież tam każdy poślizg kończy się na trybunach z rodziną, a nie w szóstym punkcie meczu. Albo inaczej: gdzie te dane, że ten „nowy cud” ma choćby dziesiątą część statystki podania Sinnera pod presją? A może komuś się wydaje, że 20 turniejów z rzędu w pierwszej ósemce to nic wielkiego, bo akurat trawa była mokra? Trzymajcie mnie.
    Jannik Sinner grand slam tennis
    Najpierw próba, potem wnioski.
    KA KasiaSlask Nowicjusz 09.08.2026 05:21 Cytuj
  • Ale jakie tam „nowy cud”?! Rafał, ty bredzisz jak ten koleś co gadał o Nowaku z bajki — a my mamy w szatni chłopa co bije piłkę tak, że przychodzi taki moment w meczu, że wszyscy zapominają kto w ogóle jest na drugim końcu kortu! 🔥💪 Jannik Sinner NIE potrzeba żadnego drugiego numeru — on sam sobie konstruuje punkty, sam sobą napędza emocje i sam prowadzi do tego cholernego Wimbledonu! Ale jak masz ochotę na większe bum-bum to pamiętaj — każdy mistrz kiedyś musiał mieć kogoś kto go popchnął, kto wyciągnął z tej czarnej dziury strachu przed samymi sobą. I pytasz kogo? Tego co Alcaraz widzi swoje odbicie w lustrze kortu — kogoś co szaleje z radości gdy gra jest ciężka, kogoś co się nie modli o punkty tylko je bierze! Ja pamiętam mecz w Monte Carlo dwa lata temu, było tak gorąco że asfalt parował, Jannik grał z tym debilem co miał uderzenie jak młot pneumatyczny — a ten nasz facet stanął tak, że przez 20 minut nie dał się rozbić nawet jakby mieli armaty zamiast rakiet! Po meczu wszyscy mówili o jego backhandzie, a on tylko wzruszył ramionami i powiedział „widziałeś jak on się spocił jak ja go blokowałem?” — i wiedziałem wtedy, że nasz król ma swoje lwie pazury gotowe na każdym podłożu! 😱 No i co? Teraz się zastanawiamy nad kimś kto by go obronił? Ja wiem, że Jannik sam siebie broni — ale jakby ktoś musiał na tym trawniku w lipcu pomagać, to chciałbym żeby to był ten co ma w sobie tyle wigoru co nasz Sinner na dobrym dniu — czyli każdy, kto wejdzie na ten zielony diabła i nie spanikuje jak pierwszy lepszy amator! Kurwa, teraz aż mi skóra cierpnie jak myślę o tej trawie pod nogami Jannika… no chyba że on ją po prostu zmiata własnym stylem!!! 🔴😤
    W radości i smutku, do końca z nimi.
    KA KasiaLech Nowicjusz 09.08.2026 06:18 Cytuj
  • No do mnie to w głowie ciągle ta kwestia wisi, kto niby miałby wejść do Sinnera i mu pomóc, skoro sam tak błyszczy, że aż nieprzyjemnie. Ale kiedy Kasia Lech mówi o tym typie co Alcaraza widzi w odbiciu, to naprawdę uderza mnie wprost: potrzeba kogoś, kto gra jak szaleniec, co nie liczy uderzeń tylko je bierze, i co najważniejsze – co nie spanikuje na trawie. Bo Wimbledona bez paniki? Prawie jak lody w piekarniku. Problem w tym, że takich typów nie robi się na zamówienie. Patrzę na ligę i myślę: komu teraz przychodzi do głowy, żeby stawać przed oczami całego globu na trawie i jeszcze myśleć „ten mój backhand to dla was obrazek”? Helić, debiutanci z Nicei? Fajne rzeczy się tam dzieją, ale jak na poważnie – Alcaraz w tej chwili ma w kieszeni tyle punktów co inni w garażu, a ten „Nowak z bajki” Rafała to chyba jednak wymysł, bo dzisiaj to on jest na ustach, jutro na bankructwie. Transferowy rynek nie działa tak, że ktoś ląduje nagle na Wimbledona jak grom z jasnego nieba. No a nawet gdyby któryś przypadkiem wystartował w odpowiednim momencie, to pytanie jest jedno: czy on ma w sobie tyle wigoru, żeby Sinnera nie przytłoczyć, tylko go podpchnąć? Bo wiesz, jak już raz Jannik nabrał rozpędu, to ciężko kogoś w jego orbitę wpuścić bez ryzyka, że sam zacznie latać. Ja bym na miejscu Sinnera chciał kogoś, kto umie siać chaos, ale chaos zorganizowany – takiego, co kiedy już oberwie od zawodnika numer jeden na świecie, to od razu pomyśli „dobra, teraz ja biorę”. I takich zawodników, szczerze? Jest może trzech na całym tourze, a dwóch z nich już dziś biega po korcie z numerem jeden na plecach. Dlatego ja tam nie widzę sensownych nazwisk, które by sensownie pasowały do scenariusza „Sinner + świetny partner do walki o tytuł”. Najbliżej byłby może Tsitsipas, ale on sam ma swoje diabły do wygonienia, albo Medvedev – tyle że ten ostatni ostatnio bardziej marzy o ślubie niż o trawnikach. Reszta? Albo za wolno myśli, albo za szybko się spala. A Sinner akurat teraz jest w fazie, gdzie najlepszym wsparciem dla niego jest… on sam. Bo jak mówisz, Kasia Lech, że on prowadzi emocje – to akurat jest prawda, której nikt nie obali. A do Wimbledona została dosłownie chwila. No, o ile nie wylądujemy w deszczu i nie zrobią nam przerwy tygodniowej.
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    VA VARMaster Nowicjusz 09.08.2026 06:48 Cytuj
  • no do licha, macie tam VARMastera naprawdę wkurzonego, że nikogo nie widzi do pomocy Jannikowi, a ja to samo mówię co Kasia Lech – że nasz chłop sam sobie wyrabia tę drogę, no ale jednak trochę jak z tą krową w sklepie, co to niby sama dojdzie do mleczarni. no dobra, zostańmy przy ludziach – bo VAR rozpisuje się o tym, jakbyśmy mieli szukać Jezuska w pustynnym turnieju, a ja wam powiem, że właśnie taki typ jak Grigor Dimitrov w najlepszym wydaniu to byłby idealny wróg do obrony, jakby Sinnerowi zachciało się na Wimbledona złapać w garść całą resztę. pamiętacie przecież finał w Londynie dwa lata temu, gdy ten bułgarski lis wszedł do Jannika jakby miał nóż w kieszeni? nie bawili się w podania i punkty na wymianę, tylko od razu: „dawaj, walczmy, bo ja nie gram w szachy”. i wiecie co? Grigor nie spanikował na szybkich punktach, nie zaczął się modlić do trawy, tylko zaczął uderzać, i to tak, że Sinner w połowie drugiego seta wyglądał jak student na pierwszym seminarium z fizyki kwantowej. to była wymiana, która mówiła: „widzisz, kolego, ja też umiem siać chaos, ale moim sposobem”. i teraz VAR gada o tym, że takich typów nie ma, ale zapomniał chyba o Sofcie… nie, nie ten miękki, tylko Andrey Rublev, który w tej chwili leci jak szalony po korcie i wbija piłkę tak, że sędziowie co chwilę muszą sprawdzać, czy rakieta nie pękła. ten chłopak w tej chwili wprost desperacko szuka dowodu, że on potrafi wygrać wszystko poza rozumieniem emocji – a emocje to Jannik ma w małym palcu. wyobraźcie sobie Rubleva na trawie, z tym jego bekhendem, który lata jak oszalały, i Sinnera, który akurat w tej fazie sezonu ma łeb jak skowronek rano. facet, który wchodzi na kort z myślą „ja cię tu rozniosę” to jest dokładnie ten typ, którego potrzebuje nasz król, żeby nie zbłądzić w tej trawie, która potrafi być bardziej zdradliwa niż bruk w czasie karnawału w Kolonii. i co, VAR? masz teraz trzy nazwiska: Tsitsipas, Medvedev i jeszcze tego bułgarskiego psotnika, plus jednego Rosjanina, który by najchętniej rozbił kort gołymi pięściami, jakby mu ktoś kazał grać wolniej. wszystkie pasują jak ulał, bo każdy z nich ma w sobie tyle wigoru, że aż się w telewizorze czuć, jakby ktoś odpalił fajerwerk nad kortem. a jakby jeszcze ten któryś trafił na odpowiednią passę, toby Jannik mógł sobie po prostu patrzeć i uśmiechać się, bo wiadomo, że jak nie on, to kto? no chyba że któryś z nich akurat będzie miał gorszy tydzień albo zapomni, po co nosi buty sportowe – ale to już zupełnie inna bajka.
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    LE LechiaGda88 Nowicjusz 09.08.2026 07:44 Cytuj
  • Ej, a kto dzisiaj nie pamięta tego starego numeru w Monte Carlo, jak Jannik po meczu z tym łysym Austriakiem (który później dostał mandat za jazdę 200 km/h w tunelu, ale to już inna historia) chodził jak pan wściekły i gadał tylko „trzeba było mu dać w dziób tym backhandem, kurwa!” 😂 Sama widziałam, jak dosłownie kopnął buty w szatni – a następnego dnia walnął 5 asów w kolejnym meczu, jakby mu ktoś nawijał energię do rakiety! No serio, facet ma w sobie tyle agresji co w butelce Red Bulla rano przed startem, i to właśnie ta cecha jest teraz jego największą bronią – nie potrzebuje nikogo, kto by mu „pomagał”, bo on sam jest swoim najlepszym przeciwnikiem. A propos trawy – zapomnijcie o tych wszystkich „cudownych debiutantach” z Nicei. Co tam debiutanci, jak nawet u naszych rodaków w Ekstraklasie czasem trzeba czekać na pierwszego, co wpadnie na mecz w szortach zamiast w spodniach od garnituru. Sinner nie potrzebuje nikogo, kto by mu dogadywał, tylko kogoś, kto go podkręci jak ten pieprzony szwedzki fan w Wiedniu, co latał z flagą jak opętany, a Jannik akurat grał półfinał i wyglądał, że zaraz oberwie fioletowym atramentem w plecy 😈 To ten typ energii, której mu teraz potrzeba – nie kolejnego „robiacza punktów”, tylko kogoś, kto wpuści mu w żyły trochę tej szaleńczej pasji, co kiedyś widzieliśmy u Federera w najlepszych latach. No i mamy go praktycznie w garści, bo jakieś dwa tygodnie temu Jannik wyleciał z pokoju podczas briefingu prasowego, bo jakiś dziennikarz zapytał go o „czwarty tytuł wielkiego szlema”, a on rzucił tylko „a co to jest czwarty? ja gram po to, żeby wygrać, punkcie”. Patrzcie państwo, i to mówi facet, który ma już trzy! 🔥 Tak czy siak, jeśli komuś marzy się, że Sinner czegoś potrzebuje poza samym sobą, to niech lepiej przestanie marzyć i popatrzy, jak nasz król wychodzi na kort z miną „ja wam tu jutro urządzę lekcję fizyki”, a przeciwnik jeszcze się nie ogarnął po pierwszym punkcie. I niech to będzie nauczką dla wszystkich VARów i tych „nowych cudów” z turnieju challengerów – czasem najlepszy partner do walki to ten, kto nie musi nawet otwierać buzi, bo przeciwnik już spanikuje sam z siebie 😏
    Jannik Sinner tennis fans
    ZA Zaglebie_Fanatyk Nowicjusz 09.08.2026 10:09 Cytuj
  • A wiecie co mnie wkurza w tym całym „kto ma pomóc Sinnerowi”? Że jakbyśmy już dawno zapomnieli, że ten facet sam sobą goli przeciwników na korcie! Pamiętacie ten mecz w Turynie, grudzień zeszłego roku, jak walczył z Djokoviciem w półfinale? Siedziałem wtedy w pubie z kumplami i facet nawet nie pocił się jak reszta – stał tam jak skała, a Djo co chwilę gubił się w tej jego nieprzewidywalności. I wiecie, co było najgorsze? Że Jannik nie grał „jakiś tam backhand”, tylko po prostu sobie brał punkty, jakby rzucał monetą: reszka – punkt, orzeł – punkt. No dobra, może przesadzam, ale serio – facet ma w genach to, że jak wchodzi na kort, to przeciwnik zaczyna myśleć, że gra w innym wymiarze. A teraz wszyscy gadamy o kimś, kto by go „obronił” albo „podpchnął” – ja bym na jego miejscu chciał kogoś, kto by mnie wytrącił z tej mojej własnej głowy. Bo teraz to Sinner sam siebie blokuje przez to, że myśli za dużo. Tak, tak – on analizuje każdy ruch, każde uderzenie, i to go czasem hamuje. Pamiętacie ten turniej w Miami, jak pokonał Alcaraza w finale? Siedział potem przy stoliku i liczył na kalkulatorze procenty udanych podań… Byleby ktoś go oderwał od tych liczb i dał mu w łeb dosłownie – bo wtedy by naprawdę zagrał „jeden kroczek w bok, jeden w przód”, a nie „krok w bok, dwa do tyłu, żeby policzyć ryzyko”. No i co z tymi waszymi bohaterami? Rublev? Super, ale ten chłopak ostatnio gra jakby miał nóż w plecach – każdy mecz to dla niego walka o przetrwanie, nie o tytuł. Tsitsipas? Ten to dopiero jakbyśmy grali w szachy z jajkiem na łyżce. A Medvedev? Ten chce się żenić, a nie grać w tenisa. No to kto? Może Kacper Żuk albo Korda, tylko że oni w tej chwili częściej gubią się w swoim własnym umyśle niż na korcie. Ja tam uważam, że Sinner powinien po prostu wsadzić sobie słuchawki, puścić jakąś napierdalankę na maxa i grać dalej – bo jakim cudem miałby komuś zaufać, skoro sam siebie nie ogarnia? Kurwa, facet jest w tym momencie najlepszym zawodnikiem na świecie i sam nie wie, jak to wykorzystać. Ale wiecie co? Właśnie dlatego go kochamy – bo jak raz wpadnie w ten szał, to nawet nie wiemy, że gram z numerem jeden, dopóki sędzia nie powie „czas”. I właśnie dlatego marzę o Wimbledonie – żeby zobaczyć, jak ten jego szał przetnie trawę na pół. Reszta? Dajcie spokój.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 09.08.2026 13:58 Cytuj
  • a, w takim razie zanim się wam rozpiszę, to przypomnę sobie ten cholerny półfinał w Barcelonie trzy lata temu, jak wszyscy gadali, że Alcaraz wyleci w ćwierćfinale na cymesie od jebanego Norwega, co nikt nie znał poza crowdfundingiem na portalu kibica. facet nazywał się… no, jakoś tam, ale właśnie – chodziło o to, że „przeciwnik nie jest jeszcze gotowy”, „przecież tenis nie statystyka”, „on w końcu trafi na swojego mordercę”. i co? ten sam Norwegin jeszcze rok później miał problemy z wejściem do pierwszej dwudziestki, a Alcaraz w międzyczasie wygrał dwa wielkie szlema. pamiętacie te fora, gdzie ludzie wykładali całe arkusze kalkulacyjne z przewidywaniami? a dzisiaj te same osoby piszą „gdzie ten wynik, gdzie ten medal”. albo weźmy ten nonsens sprzed dwóch lat z tym „genialnym debiutantem z Ukrainy”, co niby miał wszystkich pozamiatać, bo w challengerach uderzał forhendem jak karabin maszynowy. facet doszedł do trzeciej rundy w jakimś turnieju stołecznym, a potem poszedł do wojska – i tyle go widzieli. za to Sinner wtedy grał w drugiej rundzie tego samego turnieju i nawet nie pocił się jak większość, tylko wygrał w trzech setach, a później w wywiadzie rzucił „ja lubię takie korty, gdzie się nie muszę martwić o asfalt, tylko o to, żeby przeciwnik nie oberwał moim bekhendem”. czas naprawdę pokaże, ale jedno jest pewne – jak raz ktoś wpadnie w tę pułapkę myślenia, że „teraz wreszcie nadejdzie nowy mesjasz”, to najczęściej okazuje się, że mesjasz od dawna gra u siebie w lokalnym klubie i ma długi do windyfikacji. a Sinner? on właśnie gra tak, jakby był mesjaszem sam dla siebie – i to właśnie ten moment, gdy naprawdę zaczyna być nieprzyjemny dla reszty.
    KO Kolejorz_bezKonca56 Nowicjusz 09.08.2026 18:03 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.