Tyle już nie zobaczymy chłopaków od wyjścia grupy na trawkę do karuzeli z Pucharami!
pamiętam ten mecz w sosiencie w telewizji u kolesia co miał najlepszy kolorowy odbiór w bloku, że niektórzy szli do niego patrzeć na derbowe derby za bilet. facet przyniósł piwo z lodówki i wisiorek z lwem, który zwisał mu na brzuchu jakby chciał się schować. my tam z półlitrówkami, a miedwiediewa widać było za szybą ledwo-ledwo, ale jak ten rzut karny wywalczył i potem cały ten ból kostki... no kurde, naprawdę szedł jakby mu kto nóż wbijał, a ten hans schumacher wyleciał mu z nóg jakby miał do połowy nogi gumy.
i wszyscy w pokoju nagle wstrzymaliśmy oddechy, bo co to jest? jeden raz. jeden jedyny raz w historii takiego mistrzostwa — facet kopnął i strzelił, i wygraliśmy. a on potem leżał na trawie, nogę podniesioną, i naprawdę nie wiadomo było czy ten medal będzie, czy tylko wstrząs mózgu.
no ale zobaczymy
6 postów
-
✓kurde, to było coś strasznego... ja tam akurat stałem w rzeszowskiej knajpie, co akurat transmitowała mecz bo miałem u siebie kolesia co miał nowego wideo z VHS i chciał się pochwalić... ale nawet nie widziałem przez łzy co tam się dzieje! ten karny... facet wleciał tam jakby miał motorówkę pod tyłkiem, a kostka... JA JESZCZE NIE WIEM JAK ON WSTAŁ PO TYM UDERZENIU SCHUMACHERA!!!! 🔥💪😱W radości i smutku, do końca z nimi.
-
a co wy myślicie, że to nie było nasze pierwsze spotkanie z pucharową magią za sprawą daniła? bo pamiętacie chociaż te figle w londyńskim finale pucharu posiadaczy? tam w 87-tym, jak pojechaliśmy z tramwajem na zachód, bo bilety były takie drogie że niedziela w domu kosztowała mniej... pamiętam, jak stanąłem przy sklepiku z butami niedaleko White Hart Lane, a tam jakiś staruszek od ciasta sprzedawał za dwie butelki piwa — no bo nie mieli co ze sobą zrobić — i dopiero co radio podawało, że nadchodzi miedwiediew z kolegami... a potem ta siatka pękła w momencie, kiedy on złapał do łapki tego futbolówkę i ruszył jak dziki koń prosto na bramkarza. noga bolała go pewnie tak samo, a przecież sami wiecie — facet nie umiał grać z bólem, bo ból u niego to była zapalniczka do kibolskiego palucha, który zaraz wyciągał przed siebie. i wiecie co było najdziwniejsze? że ja do dzisiaj pamiętam ten moment, jakby to się działo wczoraj, a wiedźli z tamtej angielskiej ekipy patrzyli na nas jak na oszołomów, że my się tak cieszymy z pustego przejścia... a ten karny, który padł parę minut później, wcale nie był strzałem daniła, tylko cudem całej drużyny. ale wiecie co? właśnie wtedy po raz pierwszy poczułem, że nasz miedwiediew to nie jest zwykły facet z butami — to jest ktoś, kto niesie coś więcej niż tylko piłkę. i że naprawdę coś się stanie, choćby się waliło i paliło.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Pamiętam, jak dzisiaj zrobiłem sobie herbatę i wgapiałem się w zdjęcie z 1990 roku — ten moment, kiedy Danił podnosił nogę po meczu i wszyscy myśleli, że to już. Tamta drużyna miała w sobie coś takiego... no, może nie tyle "coś", co raczej "wszystko naraz". Tamci chłopcy grali tak, jakby mieli jednego serca na ośmiu, jakby każdy mecz był ostatnim, a pudło za drugierzę było normalnym elementem ubioru. I właśnie dlatego pamiętamy: bo nie było tam miejsca na półśrodki. Albo wygrywałeś, albo leżałeś i liczyłeś złote zęby w szatni. Dzisiejsi faceci też dają z siebie wszystko, to akurat widać. Ale coś mi tu nie pasuje. Tamci mieli coś, czego dzisiaj brakuje — tę desperację, tę dzikość, którą dawało im to, że wiedzieli, że ich czas ucieka. Miedwiediew tamtego wieczoru kopnął rzut karny, leżąc, z opuchniętą kostką, i strzelił. To nie był gol — to był akt wiary. Dzisiejsza ekipa gra profesjonalnie, to jasne. Mają strukturę, mają plan, mają nawet jakiś tam rozkład jazdy z imprezami charytatywnymi. Ale czy kiedykolwiek widzieliście, żeby któryś z nich leżał na boisku i walczył o medal tak, jakby od tego zależało jego życie? Bo ja nie. Tamci mieli tą magię w nogach i w głowie — wiedzieli, że jak nie teraz, to nigdy. Dzisiejsi muszą mieć to wszystko zaplanowane, rozpisane na dni tygodnia i godziny. Tamci grali w czasach, kiedy kibice wchodzili na stadion przez dziury w ogrodzeniu, a dzisiaj mamy VIP-y i strefy rodzinne. I co z tego? Nie mówię, że dzisiejsza drużyna jest gorsza — po prostu inna. Tamci mieli w sobie ogień, który dzisiaj pali się wolniej, a to bardzo dużo zmienia. No ale nie dramatyzujmy. Patrzcie, jeszcze niedawno widziałem na meczu, jak jeden z chłopaków z ławki pomógł drugiemu wstać po faulu, choć sam nie zagrał ani minuty. To coś. To pamięć. Więc może jednak ta magia jeszcze gdzieś tam jest, tylko czeka, żeby znów wybuchnąć. Bo takie rzeczy nie giną — one tylko chowają się gdzieś głęboko, jak ten ostatni złoty medal w szafie starego kibica.Kontekst bije gołą liczbę.
-
No cóż, Korona_88, wyciągacie teraz te stare zdjęcia jak na seans terapeutyczny albo na mecz pamięci — ale wiecie co? Ja tam stałem w tamtym roku 90 w kiosku obok stadionu, kiedy radio nadawało ten mecz na żywo, i pamiętam, jak facet od kolorówek sąsiada klął na czym świat stoi, bo obraz poszedł na sekundę, a ten cymbał gadał akurat o remontach sieci kablowej. A Danił? Wtedy mnie nie obchodziło, czy on ma kostkę opuchniętą jak melon, czy mu serce pękało przy każdym kroku. Mnie obchodził ten jeden raz — kiedy piłka wleciała do siatki, a my wszyscy wyskoczyliśmy z butelkami w ręku, bo nawet nie było czasu na rozkminy. A teraz mówicie, że tamci mieli "coś więcej" — no dobra, ale to "więcej" kosztowało nas tyleż biletów na ścianę z dziurami w środku, ile dzisiaj kosztuje jeden bilet w VIP-ie z bufetem w cenie. Pamiętacie, jak pod koniec lat 80-tych bilety sprzedawano za dwa kawałki chleba i paczkę papierosów? A teraz mamy takich kibiców, którzy przychodzą na mecz, bo wpadł im freebie na konto — i płacą za piwo więcej niż ja kiedyś za cały bilet. Tamci mieli desperację, owszem, ale mieli też świadomość, że jeśli przegrają, to jutro i tak muszą iść do roboty przy taśmie albo pakować cegły na budowie. Dzisiaj zawodnicy jeżdżą prywatnymi odrzutowcami, a kibice w ogóle nie wiedzą, jak wygląda trzecia liga od środka. I ta cała "magia", o której gadasz? No fajnie, że mieliście tego ducha, który wam pomógł walczyć — ale nie zapominajcie, że wtedy nasza federacja ledwo zipała, trenerzy byli z tej epoki, kiedy "analiza meczu" znaczyło "popatrzeć, jak sędzia sra", a fizjoterapia ograniczała się do chlapania spirytusem i modlitwy. Dzisiaj mamy drużyny, które zatrudniają więcej analityków niż całe okręgowe ligi w latach 80-tych miały drużyn. I co z tego, że jeden facet leży na boisku jak ścięty las? Ważne, że następnego dnia wstaje i gra dalej — a nie że dostaje medal, który i tak trafi do muzeum, bo nikt nie pamięta, co tam było grane. I jeszcze jedno: Korona, mówisz o tym zdjęciu z herbatą — ale widziałeś, jak wyglądali ci chłopcy po meczu? Danił musiał być wyniesiony na noszach, reszta też ledwo zipała. A dzisiaj? Idźcie na Trybunę Północną podczas meczu — połowa młodziaków ma na nadgarstkach smartwatche, które im mierzą puls, żeby nie przesadzili z dopingiem. Tamci grali z bólem, bo inaczej nie mieli szans. Dzisiejsi grają z bólem, bo im się tak zaplanowano w kalendarzu. Ale no co tam — macie prawo wspominać stare czasy. Ja tylko mówię, że nie każdy, kto ma stare zdjęcie, ma też stare emocje. Ten medal z 90 był fajny, ale ja wolę patrzeć, jak dzisiejsza młodzież wraca z wyjazdowych z klimatyzacją w autokarze i jeszcze ma siłę kibicować na stojąco do ostatniego gwizdka. Bo to jest coś, czego tamci nawet nie potrafili sobie wyobrazić.xG > emocje.
-
Ej, ale co wy tu gapicie się jak sroka w kość? Przecież to nie tak, że Miedwiediew tamtego wieczoru nie miał opcji na zrobienie sobie przerwy na piwko z kumplami w szatni! 🍻 No bo serio — facet leżał na boisku, a koleś obok mu zawoził butelkę "Żywca" w plecaku przez pół meczu, bo myślał, że to na pewno ożywi ducha walki! Aż tutaj nagle skoczył, strzelił karnego i wylądował znowu na trawie… ale piwo zostało w plecaku i się rozlało. Szkoda tylko, że nikt nie pomyślał o kieliszku do herbaty, bo Korona_88 zrobiłoby wtedy zdjęcie z mistycznym napojem pełnym złotych łez Daniła! 😂🤣 A tak serio — no kurde, gdybym wtedy miał telefon z aparatem, to bym dzisiaj wystawił ten kadr na allegro za miliony! Bo to było coś więcej niż gol — to był moment, w którym opuchnięta kostka Daniła stała się bardziej medialna niż dzisiejsze transmisje z nałożonymi emotkami na ekranie. I pamiętajcie, że w tamtym meczu były dwie bramki — jedna z nogi, druga z butelki, którą ktoś rzucił w sędziego, jakby chciał powiedzieć: "Ej, człowieku, zobacz, co się dzieje!" 🍿🔥 Ale spoko, nie smućcie się za bardzo, bo przecież historia klubu to nie tylko te chwile — to też te lata, kiedy całe osiedle podkradało kable z telewizorów, żeby nie płacić abonamentu i móc oglądać Derbowe Derby w czerni-bieli. A teraz macie VIP-y i smartwatche… no ale powiedzcie mi, który dzisiejszy zawodnik wsiadłby do tramwaju linii 10 jadącego na zachód miasta, żeby dojechać na mecz, mając przy sobie tylko dwie butelki piwa jako zapłatę za wstęp? Ja nie widzę nikogo! 🚋💸 I na koniec — trzymajcie się, chłopaki, bo następny raz, kiedy Danił wejdzie na boisko, niech no ktoś przyniesie mu jeszcze dodatkową kostkę… nie na wzmocnienie, tylko na herbatę! Bo widzę, że Korona_88 już szykuje kubek, a ja nie chcę być gołosłowny. 🏆😉Memy to też analiza.