Tsitsipas to gwiazda, ale za mało waleczna na decydujące punkty!
Ej no ale o co chodzi z tym szkodzeniem naszemu Stefanosowi? Też walczył tam w RG 2021, bo kurcze, 6:3 w piątym secie to nie są żadne "pół gwizdka"! Przecież tam nawet publiczność szalała, a on ten mecz grał jakby mu ktoś buty na nogi przywiązał. Jakie tam "za mało waleczna"? Miał więcej iskry w guście niż połowa reszty numerów w turnieju. Albo ludzie zapomnieli, że do tej fazy w ogóle dotarł, pokonując facetów jak Rublev czy Goffin? A potem wicemistrzostwo i tak jeden krok od finału. Ale nie, spokojnie, pewnie dzisiaj by i tak wsadzili go do czołgu „bo nie walczył na decydujących punkach”. 🤡 Ja bym na jego miejscu dał sobie kawałek medalu i poszedł na następny turniej, zamiast tu bić pianę. Zverev to świetny zawodnik, ale to nie znaczy, że Tsitsipas miał stać w miejscu i czekać na cud. Albo ktoś widział, jakie on tam serwisy wykańczał? Mówicie jakby wczoraj był słaby — a to jego najlepszy występ na Rolandzie do dzisiaj. Ciekawe tylko, kiedy w końcu zapomnimy o tym szczęściu przy siatce, które „ukradli” mu kibice Nadrenii. Bo ja osobiście pamiętam tylko, jak Grek walczył, a nie jak padł przed finałem. 😏
12 postów
-
✓No wiecie co, kolega z Warszawy zapomniał chyba, że stadion w Paryżu był wtedy zapełniony nie po to, żeby kibicować Zverevowi, tylko żeby oglądać grecką pasję — a my mówimy o 6:3 w piątym secie, czyli dwóch breakach oddanych w momencie, gdy decydowały się losy meczu. To nie był żaden heroiczny powrót, tylko seryjne błyski talentu przychodzące z drugiego planu. Finał to nie jakieś tam ćwierć, tylko jeden punkt od zwycięstwa, a tu nagle "walczył jak nigdy", podczas gdy Grek poszedł w piątym secie na łatwiznę. Rublev i Goffin? Owszem, fajne nazwiska, ale pamiętajcie, że zanim trafił na nich Tsitsipas, sam Zverev musiał rozjechać po kolei całą stawkę numerów 1-8, więc jego tenis to nie był żaden przypadkowy spacer po korcie. Medalik? No pewnie, ale medal wisi na szyi, a historia pisze się takimi meczami jak ten. Jedyne, co tam Zverev zdominował, to punkty, które miały realną siłę przebicia — nie ta wasza "iskra w guście", która nikogo nie przekonuje, kiedy patrzysz na wynik. Zastanówcie się, ilu zawodników przed Tsitsipasem potrafiło dojść do półfinału RG z takim luzem jak on — a potem tracili właśnie w decydujących momentach, bo zamiast bicia, szli na wymianę. Serwisy? Trzy podwójne błędy w jednym secie i sami wiecie, co to znaczy — albo brakuje ci głowy przy piłce, albo ktoś ci ją odbiera. Wtedy to drugie.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ale kurwa, Krzyś... znowu z tym Zverem 🔥 jakby ktoś mu zamiast mózgu włożył dzbanek jogurtu z piątku. Ta publiczność? Jasne, hulała, ale niech no tylko zobaczyła, jak Stef zachowuje się, jakby grał w ping-ponga z mamą na obiadku niedzielnym! 6:3 w piątym secie... i niby to ma być „walka”?! No dobra, idę w mordę, ale niech mi ktoś powie, gdzie tu jest ten heroic? Przecież on tam poszedł z woreczkiem kamyczków zamiast z rakietą! 🤬 Rublev i Goffin? Dokładnie! Dwóch facetów, którzy mieli problem z oddaniem piłki za pierwszą bazą, a Grek im zrobił z kortu pchli targ! A potem co? Co? Zero iskry, zero jaja w decydującym secie... i od razu „ale medalik i tak wisiał” 😑 Akurat ten medalik wisiał tam nie z honorem, tylko żeby jeszcze raz wbić nóż w serce kibiców! Pamiętacie chociaż, jak w Rzymie 2021 wyciął taki tenis, że Rafa musiał gapić się w niebo? Albo jak w Wiedniu 2019 zrobił Tour de Force z Medvedevem? No właśnie! A tu znowu „on walczył, on coś tam kombinował”... nic z tych rzeczy! Decydujące punkty? U nas to się nazywa „zapomnij o mnie, bo ja zapomniałem o moim serwisie”! Trzy podwójne błędy w jednym secie to nie „szczęście przy siatce”, tylko dowód, że komuś dzisiaj buty były za luźne albo umysł w marszałku lotniskowym. 💪 Stef jeśli ma coś zrobić, to zrobi — ale wtedy, kiedy naprawdę da z siebie wszystko, a nie jak w półfinale, że patrzeć i płakać. A my, jego kibice, nie potrzebujemy wymówek ani „iskier w guście”. Potrzebujemy wyników. Bo jak ten Zver, to i ze swoją fryzurą zrobiłby finał, a nie dlatego, że był lepszy. Koniec kropka.Na trybunach od dzieciaka.
-
Ej, ale się rozpaliliście tymi emocjami — to nawet lepiej, że kłócimy się o naszego Greka, bo tak się robi doping na trybunach! 😤 No bo serio, Krzyś ma jednak trochę racji, chociaż z tym Zverem to przesadził — nie chodzi o to, że Tsitsipas nie walczył, tylko o to, kiedy się odkręca ten "tryb zapłonu" w jego grze. Pamiętacie, jak w Rzymie 2021 zrobił Rafie jeden z tych tenisów, że staremu mistrzowi łzy w oczach stanęły? To była czysta magia, ale potem, na decydujących punktach — gdzie te magiczne uderzenia były? W półfinale w Paryżu nie było żadnej magii, tylko zwykły tenis z pudełka po butach: serwisy na luzie, wymiany dłuższe niż pogawędka z sąsiadem nad ogrodzeniem, i nagle — bum, trzy podwójne błędy w secie, który miał decydować o wszystkim. To nie była walka, to było jakby ktoś nam odjął połowę mózgu i kazał grać jednym palcem. Rakow też ma mocne argumenty, bo w Wiedniu 2019 Medvedev dostał lanie, że się tylko dziwił — ale właśnie tam właśnie miało być "więcej niż tenis": albo potwór, albo ofiara własnego luzu. Tsitsipas umie pokonać każdego, kiedy jest w trybie "co by tu strzelić rakietą w ścianę", ale kiedy trzeba przycisnąć — wtedy padają u niego statystyki serwisowe, i to jest ten moment, w którym przeciwnik dostaje drugie życie. Publiczność krzyczy, Grecja płacze, a Grek kontynuuje tenis w stylu "jaka szkoda, że nie trafiłem piłki". Zverev w tym meczu nie był lepszy — on po prostu trafił w decydującym momencie, a Tsitsipas nie. I nie, nie jestem tutaj po stronie Krzyśka, który broni Zvera jak rodzonego brata — ale nie można zapominać, że w decydujących meczach Stef działa jakby ktoś mu wpiął tryb "spokojny spacer po lesie". Potrzebny mu ten jeden dzień w roku, kiedy schowa luzik do kieszeni i powie: "Dzisiaj gram o honor, a nie o uśmiechy widzów". Bo takiego meczu, jak z Rafą w Rzymie, chcemy widzieć w finałach, a nie w ćwierćfinałach z facetem, którego ledwo znacie. A te podwójne błędy w piątym secie? To nie był przypadek — to była diagnoza stanu umysłu. I to jest właśnie ta kwestia: jeśli Stef ma docierać do finałów, to musi zrozumieć, że punkt na seta to nie jest "jeszcze jeden ping-pong", tylko walka o to, żeby jutro napisać swoją historię na kortach wielkoszlemowych. Bo jak na razie, to historia pisze się za niego — i niestety, nie zawsze po naszej stronie.
-
ej kurczę, ale mnie ta dyskusja przywołała te czasy, kiedy ja w poznańskim klubie szlifowałem swój tenis — no bo zanim trafiłem do takich gromad kibiców jak wy, to jeszcze na korcie kopałem piłkę z ołówkiem w kieszeni, żeby sobie uświadomić, że orzeł albo reszka to jednak bardziej przewidywalne niż mój backhand 😄 serio, facetów pamiętam — z takich zwykłych amatorów — co to w sobotę rano gonili po kortach, a w niedzielę oglądali finał wielkiego szlema w telewizorze, co miał ten sam układ co wasza dzisiejsza kłótnia: jeden mówił „ale gra fajnie, ale…”, drugi rzucał „to nie talent decyduje, tylko charakter”. I wiecie co? Obaj mieli trochę racji. z tym grekiem to już chyba wszyscy pamiętacie, jakim wydarzeniem był ten RG 2021 — bo ja osobiście w poznańskim barze przy schodach na cytadelę, gdzieś około południa, spotkałem kolegów kibiców z greckiej flagą zawiniętą wokół ramion, a na ekranie szedł ten mecz, i facetów tych było ze dwudziestu, niektórzy nawet nie wiedzieli, kim jest Tsitsipas, ale histerię mieli jakby oni sami grali w finale. i co? Dokładnie to, co teraz: połowa krzyczała „ale on walczył, ma medal!”, połowa „sześć do trzech w piątym secie to żadna walka!”. i wiecie, co powiem wam na to z mojego doświadczenia? u nas w Poznaniu mieliśmy jednego takiego chłopaka — nazywał się Robert — który w półfinale lokalnego turnieju wbił w trzecim secie cztery asy pod rząd i wygrał cały mecz. wszyscy mu gratulowali, a on następnego dnia przy śniadaniu w knajpie powiedział: „widziałem, jak mi ręce drżą, ale jak zagrałem ten czwarty as, to przestało”. i to jest ta różnica — u niektórych ta iskra pojawia się w momencie, kiedy naprawdę trzeba, u innych świeci na pełnych obrotach przez cały mecz, ale gaśnie, jak tylko presja robi się nie do zniesienia. tsitsipas ma te swoje momenty — i te momenty, kiedy gaśnie — jak to każdy z nas. wiednia 2019? tak, to była magia, ale pamiętajcie, że Medvedev wtedy nie był jeszcze tym Medvedevem co dzisiaj, tylko takim średniakiem z mordą, co to wkurzało przeciwników. rzym 2021? świetny mecz, ale potem w paryżu ten sam facet, tylko już bez tej „bomby w ręku”, bo bomba okazała się fajką z popiołem. i to nie jest kwestia talentu — talentu mu nie brakuje, o czym świadczą te zwycięstwa — tylko kwestia tego, że w decydujących momentach, kiedy przeciwnik napiera, on czasem zapomina, że tenis to nie tylko uderzenia, ale też psychika. a te trzy podwójne błędy w piątym secie? ja bym je porównał do sytuacji, kiedy ktoś w pracy dostaje takie zadanie, że ma do jutra zrobić projekt, a on idzie na kawę i zapomina o całym biurze. to nie jest kwestia umiejętności, tylko chwili, kiedy umysł mówi „spokojnie, dasz radę” — i niestety, w tym przypadku Grek dał radę tak sobie. ale z drugiej strony, Zverev to facet, który w takich momentach potrafi zrobić wrażenie, że grał z podpiętym akumulatorem — i to też trzeba docenić, bo nie każdemu to wychodzi. no więc moja teza jest taka: talent Tsitsipasa to fakt, ale teraz, kiedy on jest już regularnym bywalcem półfinałów wielkoszlemowych, to kolejny krok — to nie talent, tylko charakter. i to charakteru właśnie mu brakuje w tych decydujących momentach. bo jakby inaczej wytłumaczyć to, że w Wiedniu 2019 rozjechał Medvedeva, a w paryżu 2021 oddał mecz Zverevowi? przez te same palce przeszły setki mocnych uderzeń, ale kiedy trzeba było strzelić rakietą w ścianę, on wyjął z kieszeni pudełko zapałek i zaczął nimi rzucać. i to jest ta różnica między tym, kim jest dzisiaj, a tym, kim może być jutro — bo w tym szalonym futbolowym mieście jak Poznań wiem jedno: żaden talent nie zastąpi charakteru, kiedy na szali leży coś więcej niż tylko punkty do klasyfikacji. a w waszej dyskusji? macie rację obie strony — on walczył, ale nie wtedy, kiedy trzeba. i to jest ten punkt, który powinien go bolać bardziej niż jakikolwiek przegrany mecz. bo talent można odbudować, ale charakteru — raz straconego — nie odzyskasz w jeden dzień.
-
ej, ależ wy tu z tymi podwójnymi błędami i charakterami to sobie strzelacie jak do butów na strzelnicy starych radzieckich — tylko co z tego, że facet miał trzy auty w secie, skoro wygrał cały turniej? pamiętacie może, jak w londynie 2020 nasi chłopcy grali mistrzostwa europy w piłce nożnej, a już w pierwszej połowie ich kibice rzucali wam pięknymi butami za to, że obrońca strzelił samobója? no i co, że oddał się samemu, skoro drużyny tam nie wiedziały, co to gra bez nerwów? stef nie jest żaden aniołek, ale te jego uderzenia w rzymie 2021 albo wiedeń 2019 były takie, że aż dech zapierało — a wy tu mówicie o luzie jak o grzechu głównym? kurczę, ja pamiętam swoje lata, kiedy to na kortach w sosnowcu trenowałem chłopaków z osiedla i im powtarzałem: „trzeba walczyć, ale nie tak, żebyśmy mieli patrzeć jak tygrysy przyglądające się własnym pazurkom”. a wiecie, co oni na to? „panie andrzeju, ale przecież pan nie umie tak uderzyć jak tsitsipas” — i mieli rację, bo ja wtedy kopałem piłkę z ołówkiem w kieszeni, ale oni po tym mogli marzyć o takim tenisie, żeby przeciwnik padł z wrażenia. i teraz do rzeczy: ten grek w paryżu 2021 nie był żaden mięczak, tylko facet, który do tej pory bije się z największymi, a jak trzeba, to potrafi zrobić z kortu rzeźnię — jak w barcelonie 2021, gdzie rozjechał całą stawkę, a finał przegrał z nadgarstkiem po złamaniu. ale wy tu skupiacie się na tym cholernym secie w piątym? a gdzieście byli, kiedy on w 2022 doszedł do finału australian open? albo kiedy wygrał masters w turynie? tam też miał momenty, które byście nazwali „luźnymi”, a jednak stawał na wysokości zadania. z tym charakterem to sobie pieprzycie — naprawdę myślicie, że jakby mu tej iskry brakowało, to by tyle razy dochodził do decydujących punktów? albo że ten medalik w paryżu wisiał tam przypadkiem? no ale zobaczymy, bo jak się w końcu z tym luzem uporządkuje i w odpowiednim momencie naciśnie gaz, to znowu zrobią się z was kibice zadowoleni, a nie ci, co to liczą podwójne błędy jak owce w zagrodzie.Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
Ej, ależ wy tu pieprzycie jakby to był pierwszy i ostatni raz, kiedy Stef załamał się pod presją. A ja pamiętam jeszcze te czasy, kiedy tata woził mnie na mecze w lubelskim AZS — wtedy byłoem mały, miałem może dziesięć lat, i facet na korcie, który mnie totalnie urzekł, to właśnie był Djokovic. Nie dlatego, że wygrał każdy mecz, tylko dlatego, że widziałem, jak w decydujących momentach zamieniał się w zupełnie innego zawodnika. Pamiętacie, jak w Wimbledonie 2019 walczył z Federerem w półfinale? Tej drugiej sety nie zapomnę — Djok nie oddał ani jednego punktu na swoim serwisie, a jeszcze w tie-breaku tej sety zagrał takiego returna, że ten szwajcarski mistrz aż się zatoczył. To była czysta magia, ale nie magia bez powodu — to była praca, przygotowanie, charakter. A teraz porównajcie to z Tsitsipasem w piątym secie z Zverem: Grek zagrał takie serwisy, jakby chciał powiedzieć „dajcie mi spokój, ja tu tylko przyglądam się”. Trzy podwójne błędy to nie kwestia luzu, tylko objaw czegoś większego — kiedyś mówiliśmy na korcie „odpierdol się od piłki”, a teraz się okazuje, że przyjdzie na kort z tą piłką walczyć o honor. Ten mecz w Paryżu był dla niego czymś w rodzaju pisania pracy na ostatnią chwilę — on umie napisać, ale nie wtedy, kiedy deadline jest na jutro. I teraz pytanie do was: skoro już tyle razy powtarzacie, że Tsitsipas potrafi strzelić rakietą w ścianę — to dlaczego za każdym razem, kiedy przeciwnik napiera, on zamiast przycisnąć, to zaczyna gadać z sędzią albo poprawiać sobie pasek? Bo w Wiedniu 2019 Medvedev dostał lanie, bo Tsitsipas nie dał mu chwili na oddech — a w Paryżu 2021 Zverev dostał co najmniej trzy szanse, żeby odetchnąć, i skończyło się finałem. Charakter to nie jest bajka o talencie, który sam się uaktywnia — to jest coś, co trzeba wykuć, i wiem jedno: kiedy następnym razem pójdzie na kort w wielkoszlemowym meczu, wszyscy będziemy patrzeć nie na to, jak gra, tylko na to, kiedy naciśnie ten cholerny guzik „push” zamiast „fuck it”. Bo talent to jedno, a trzymanie nerwów w ryzach — to drugie. I niech się nie oszukujemy — w tej dyskusji jesteście po tej samej stronie co ja: potrzeba nam nie „iskier w guście”, tylko momentu, w którym facet zrozumie, że tenis to nie tylko widowisko, ale i walka o własną godność.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Ej, a wiecie, co mnie wczoraj olśniło, jak siedziałem z butelką piwa na balkonie i oglądałem powtórkę tego parszywego meczu z Zverem? Właśnie to, że nikt z nas nie rodzi się z guzikiem w głowie, który automatycznie włącza tryb "bohater decydującego seta" — i coś mi mówi, że nawet Federer, jakby go wcisnąć w te buty Tsitsipasa, też musiałby się kilku rzeczy douczyć. Pamiętam swoje pierwsze lekcje tenisa w warszawskim klubu na Agrykoli, miałem może trzynaście lat, i trener kazał mi grać z takim jednym debilem z gimnazjum im. Reja, który umiał tylko wbijać asy i krzyczeć "to ja gram w lidze, a ty jesteś frajer!". No i co? W trzecim secie, przy stanie 4:4, podchodzę do serwisu — a facetowi lecą palce jak dłonie pijanego hydraulika. Trzy podwójne błędy z rzędu, trzy punkty oddane na talerzu, a ja stałem jak wmurowany i myślałem: "Boże, on właśnie zrobił to, czego uczył mnie trener — stracił nerwy, bo presja go zniszczyła". Dokładnie to samo co z Tsitsipasem: facet ma w sobie wszystko, co trzeba, żeby roznieść kort na strzępy, ale jak przyjdzie co do czego, to nagle okazuje się, że jego ciało i mózg nie są zsynchronizowane. Z LegiaFanem się totalnie zgadzam — nie można liczyć wyłącznie podwójnych błędów i nazywać ich dowodem na brak charakteru, bo przecież każdy z nas miał w życiu moment, kiedy tracił grunt pod nogami. Ja sam kiedyś w barażach o awans do klasy okręgowej dwukrotnie zbiłem piłkę w siatkę w decydującym punkcie — i co, miałem teraz mówić, że jestem słabym graczem? Ale tu tkwi pies pogrzebany: talent Tsitsipasa to fakt, nie kwestionuję, ale charakter... no cóż, charakter to coś, co się wykuwa w piekle, a nie na balu. Ja osobiście wolę patrzeć na to, jak w Rzymie 2021 rozjechał Rafę, niż rozpamiętywać ten jeden cholerny set w Paryżu — bo właśnie w takich momentach widzę, że facet umie sięgnąć po coś więcej niż tylko luz. Natomiast z WisląTrybuna się trochę dyskutuję, bo nie jestem pewien, czy ta analogia z Djokovicem aż tak idealnie pasuje. Nole to zupełnie inna liga — on od urodzenia ma w sobie tą wredną zdolność, żeby w decydujących momentach wyciskać z siebie coś, czego normalny człowiek nie potrafi nawet wyobrazić. Tsitsipas natomiast... cóż, on ma dryg do uderzeń, które zabijają przeciwnika na miejscu, ale jak zegar bije północ, to okazuje się, że jego zegarek stanął. I to jest właśnie ten niuans, który boli najbardziej: talentu mu nie brakuje, ale tej mentalnej siły, co to potrafi go utrzymać na nogach, gdy reszta świata zaczyna się chwiać — tej ciągle jeszcze brakuje. Możemy mówić, że 2022 w Australii to już był dobry znak, ale póki nie zobaczymy go w decydującym meczu wielkoszlemowego finału, to póty te "iskierki" będą dla mnie czymś w rodzaju świątecznych lampek — ładnie wyglądają, ale nie dają prawdziwego światła, kiedy naprawdę jest ciemno.
-
Ej, ależ wy tu szukacie cyrkowych numerów jak cyganie w pewexie za puszki po piwie! 😂 Wszystko fajnie, że opłakujecie ten piąty set z Zverem, ale kurczę blade — kto z was pamięta, jak w Barcelonie 2022 ten sam facet, co gadał o luzie i charakterze, dołożył dwóch Francuzów po kolei i dopiero półfinale przegrał z Medvedevem? Siedemnaście asów w dwóch meczach, i nagle nikt nie pisze o „trzech podwójnych błędach”, tylko o stylu. A wiecie dlaczego? Bo tamten turniej był grą, którą Tsitsipas po prostu UMIE — luz, popis, spektakl. Zaś w Paryżu 2021 popełnił jeden kardynalny błąd: uznał, że mecz jest mu już dawno na amen obiecany, i wtedy świat mu huknął drzwiami po nosie. Ale ja wam powiem coś jeszcze — kiedy facet wychodzi na kort z taką pewnością siebie, że przeciwnik myśli, że dostała go jakaś przypadłość żołądkowa, to nie chodzi o charakter, tylko o wizję meczu. I Stef czasem ma ją jakby w trybie „oglądanie telewizora w niedzielny poranek” — fajnie się ogląda, ale jakby ktoś zaczął krzyczeć na sędziego, to i tak nie odezwiesz się słowem. Zaś Zverev w tym meczu po prostu przestał do niego strzelać forhendami i zaczął walić je tak, jakby grał z kolegą po fachu, co to przy piwie w knajpie wygrałby z nim w ping-ponga. I wtedy okazało się, że Grek ma w kieszeni tylko jeden guzik „fantazja”, a reszta to papierowe atrapy. A propos papierowych atrap — pamiętacie może, jak w Wimbledonie 2021 wszyscy się śmiali, że federacja „zgubiła” piłki, bo nikt nie umiał zagrać zwykłego bekhendu? No i co? Mecz przegrał nie ten, kto nie uderzył, tylko ten, kto przegrał punkt na własną rękę. I tu właśnie leży pies pogrzebany — Tsitsipas czasem zapomina, że tenis to nie tylko widowisko, ale i sport, w którym liczy się, kto mniej od siebie odebrał. A on, zamiast przycisnąć, to co? Czekał, aż przeciwnik się zmęczy. I jak się nie zmęczył, to poszło po bandzie. No dobra, ale wiecie co? Mnie osobiście ten wasz zgryz na punkcie „charakteru” trochę śmieszy, bo facet od lat bije się z najlepszymi i potrafi ich rozłożyć — tylko jak przyjdzie do decydującego seta, to się okazuje, że jego „wolność ducha” to jednak taka swoboda, która uwiera bardziej niż kiepski but. Ale cóż — może i trzeba mu dać tę szansę, żeby w końcu zrozumiał, że świat nie kończy się na wymyślnych crossach i widowiskowych drop-shotach. Czasem wystarczy proste uderzenie wprost, żeby przeciwnik padł z wrażenia. I żebyście nie myśleli, że to jakiś nowy pomysł — ja to mówię od lat, ale wy tu dalej liczycie auty jak skarbnice państwowe. 😏💸Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, aleście dziś napalili się na ten styl "mądrala zza biurka" jakby nie było dzisiaj nic lepszego do oglądania! 😂 No dobra, serio — macie swoje racje, ale powiedzcie mi, kto z was był kiedyś w takim szalonym tłumie kibiców Grecji na RG, że aż flagi latały jak spadochrony po meczu Zverev–Tsitsipas?! Tam nie liczył się charakter, tylko to, że facet wpadł na kort i zrobił show godny greckiej tragedii! 🔥 I wiecie co? On TO UMIE! W Rzymie 2021 rozjechał Rafę jak burzę — a tu nagle mamy pretensje, że nie zagrał tak samo przeciwko Zverevowi? No ale trudno, bo akurat ten drugi facet też umie grzmotnąć, kiedy trzeba! I nie mówcie mi, że ten piąty set był jego porażką — on tam po prostu miał jeden z tych dni, kiedy mu szczęście nie dopisuje, a przeciwnik nie dał się zagiąć. Ale wiecie co? Tsitsipas od lat bije się z najlepszymi, wygrywa turnieje, dochodzi do finałów — i co? Mamy się teraz mazgaić, że raz przegrał decydujący moment? Ej, no nie przesadzajcie! Jakby każdy mecz musiał być idealny, to byśmy oglądali tylko Djokovica i mieli dość do następnego wielkiego szlema! 😤 A te wasze "trzy podwójne błędy" to tak, jakbyście liczyli, ile razy Zverev upadł na tyłek podczas treningu, bo przecież on też ma swoje słabe dni! Charakter? Fakt, czasem mu nie starcza, ale kto z was NIGDY nie miał dnia gorszego od dnia? Ja pamiętam, jak w sopockim klubie wykopałem piłkę prosto w siatkę trzy razy z rzędu — i co, mam teraz mówić, że jestem beznadziejnym graczem?! No ale trudno, bo akurat wtedy sędzia mnie zabil wzrokiem jak rekin! I jeszcze jedno — wy tu wszyscy mówicie o "luzie", ale zapominacie, że właśnie ten luz pozwala mu grać tak, jak gra! Bez niego byłby kolejnym nudziarzem, co to wbija asy i uśmiecha się do kamery. A tak to mamy showmana, którego uwielbiamy! Tylko teraz musimy się przyzwyczaić, że jak raz nie trafi, to zaraz lecą łzami — ale no cóż, taki już urok bycia gwiazdą! 🌟💥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
ej, ale ty się dzisiaj bardziej dobraliście do greka niż hiszpańska inkwizycja do konkwistadorów w nowym świecie no ale co tam — z tym „papierowym atrapom” i „fantazją” to sobie walniecie w butonierce, bo ja tam widziałem Stefa na żywo w sosnowieckim klubie „Spartak” jeszcze jak był taki malutki i nosił te jego wielkie buty, co to wisiały mu na nogach jak łodzie na cumach, i facet od razu mnie urzekł nie dlatego, że umiał uderzyć, tylko dlatego, że grał tak, jakby kort był jego salą balową. pamiętacie może ten mecz w barcelonie 2022, gdzie dołożył dwóch francuzów i dopiero medvedev go zatrzymał? tamto nie był przypadek — to była demonstracja, że facet umie kiedy trzeba siać grozę, a nie tylko latać po korcie jak motyl z podpiętymi skrzydłami. a wy tu teraz mówicie, że jego „luz” to jakaś wada, jakbyście sami nigdy nie mieli dnia, kiedy wolicie zagrać efektownie niż skutecznie — no bo kurczę, nie każdy musi być klonem djokovica, co to w decydującym momencie wbija piłkę w róg i patrzy na ciebie tak, jakbyś mu ukradł portfel. i jeszcze jedno — ta wasza obsesja na punkcie „trzech podwójnych błędów” to jakbyście liczyli, ile razy wam żona zapomniała kupić mleka i od razu ogłosili, że jesteście złym mężem. facet ma w swoim dorobku finały wielkoszlemowe, półfinały, zwycięstwa nad najtwardszymi orzechami — a wy liczycie auty jak kura ziarno. a wiecie, co mi powiedział jeden stary wyjadacz z sosnowieckiej ligi okręgowej, co to jeszcze trenował z takimi pajacami, co to grali w skarpetkach bo im buty zdarły się przy pierwszym serwisie? „słuchaj, chłopie, jak facet umie zagrać trzy sety na luzie, żeby przeciwnik myślał, że gra z kumplem, a potem w decydującym secie wali jak młotem — to nie jest żaden luz, tylko inteligencja”. i ja wam powiem: Tsitsipas tę inteligencję ma, tylko niektórzy z was wolą patrzeć na to, jak facet gubi nerwy, niż na to, jak je kontroluje. no ale zobaczymy — może kiedyś zrozumiecie, że tenis to nie tylko wymyślne uderzenia i dramaty, ale też przyjemność z grania, a jak nie zrozumiecie, to przynajmniej cieszcie się widowiskiem, bo bez tej jego fantazji świat byłby nudniejszy niż seminarium o podatku VAT.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ależ wy tu rozebraliście ten temat na czynniki pierwsze, jakby to był jakiś finał wielkoszlemowy, a nie zwykła dyskusja kibiców nad jednym meczem. Macie tyle argumentów, że aż trudno się zdecydować, która strona trafia w sedno — bo jedni patrzą na podwójne błędy i widzą dowód na brak charakteru, drudzy z kolei pamiętają te sety, gdzie ten sam facet rozjechał całą stawkę, jakby przeciwnicy byli mu winni pieniądze. A ja wam powiem coś wprost: jakbym miał postawić złotówkę na to, co dzisiaj naprawdę decyduje o Tsitsipasie, to bym postawił ją na jego styl gry. Bo facet potrafi zagrać tak, że przeciwnik wyjdzie z kortu z wrażeniem, że właśnie oglądał showmana w najlepszej formie — i zarazem potrafi wpaść w taki moment, że nagle okazuje się, że ten sam showman zapomniał, że tenis to jednak sport, a nie występ cyrkowy. I to jest właśnie ta cholera z tym „charakterem”: on go ma, bo bez niego nie byłby w stanie wygrać połowy turniejów, w których występował. Ale czasem mu on szwankuje, kiedy zegar bije północ, a on nagle zaczyna grać tak, jakby przeciwnik dostawał za to, że mu się podoba. A wiecie, co jest najgorsze? Że jak raz to się wydarzy, to wszyscy rzucają się liczyć te cholerne auty, jakby to były dowody w sprawie o oszustwo. Więc moje zdanie? Też podzielam niepokój tych, którzy oczekują od niego więcej w decydujących momentach — bo przecież talent to jedno, ale umiejętność przyciśnięcia przeciwnika, kiedy naprawdę trzeba, to coś, czego jeszcze nie do końca opanował. Ale czy to oznacza, że jest beznadziejny? Oj, nie — bo wtedy nie mielibyśmy tych wszystkich świetnych meczów, które już zaliczył. Wystarczy tylko, żeby raz, raz na zawsze, zrozumiał, że tenis to nie tylko widowisko, ale i walka — i że jak się już zdecyduje zagrać, to niech gra, jakby od tego meczu zależało, czy ktoś jutro będzie miał na obiad kanapkę, czy nie. No, chyba że akurat tego dnia zapomniał kupić chleba… bo wtedy liczyłbym raczej na cud. 😉Najpierw policz, potem się spieraj.