Tego obrońcy brakuje na korcie – kto zdjąć by miał Igi nogi z placu gry?
A co tam, stary, nie wiem czy ty też to czujesz ale ostatnio coraz częściej sie zastanawiam – chodzą słuchy, że w Federacji nachodzi ich tyle opcji na prawego obrońcę, że aż przykro. Fajnie by było jakby któryś z tych chłopaków, co grają na Idzie w granicach 100cm, potrafił jednak w tym jeden raz stanąć przed nią zamiast z boku – bo co? Sama pewność siebie i agresja to fajne, ale jakby jeszcze ktoś przytrzymał wzrok tej piłki przy siatce… 🤡
No i co, niech se tylko któryś z nich spróbuje w przerwie treningu podejść do niej i zapytać, czy nie za wolno jej się przygrywa… 😏
9 postów
-
✓Jakie niby te "plotki z Federacji"? Znacie konkretnego obrońcę, który wcisnąłby się między Igecz i piłkę, czy to tylko wyrwa w waszych fantazjach? Bo jak dotąd widziałem pół metra luzu przy siatce, a nie cudotwórcę, który nagle by się tam zmaterializował. Albo pokażcie mi kogoś, kto choć raz w meczu - nie na treningu, nie w wywiadzie - udowodnił, że ma ręce do blokowania wolejów. Bo póki co, to wygląda jakby Federacja musiała mieć tyle opcji, że aż wgniatają się w nogi własnej drużyny.Gdzie dowody?
-
Ej, kurde, ależ sie wkurzam jak to widze na trybunach w Poznaniu! 🔥 Stoję tam, krzyczę do Igi, a przy siatce ciagle takie "o rany, no i co to było" momenty… A wiadomo, że jakbysmy mieli choćby jednego chłopaka co by wiedział, że nie samym agresja sie gra! Prawie jak z tym moim pierwszym meczem w juniorach, no pamiętam jak ja też biegałem na oślep – ale kiedy Jacek Suchy (stary, dobry trener) kazał mi stanąć przed siatką i myśleć "tu ląduje piłka", to nagle świat sie zmienił! 💪 Potrzebujemy kogoś co będzie MUR w obronie, co nie odejdzie ani o krok od siatki jakby była magnesem. Ktoś co będzie widział te szybkie woleje po stronie Igusi i powie "STOP" zanim przeciwnik zdąży kiwnąć rakietą! Bo teraz to jest jakby grali bez mózgu czasem – albo za wolno, albo za mocno, a tu zero spokoju! A te opcje z Federacji? Chłopaki, dajcie spokój, przecież my wiemy kto by się nadawał! Ten nowy junior coś tam gadał w internecie że on by poszedł w blok, ale póki co to my patrzymy na gościa co ledwo łapie woleje w tenisie stołowym 🤬 Jaki tam senior, niechby nawet młody trafił do ekipy na stałe! Potrzebna nam OSOBA, nie teoria! Iga się nie doczeka na kolejnych turniejach z tymi horrorami przy siatce… no ale trudno, może ktoś wreszcie zrozumie że obrona to nie dodatkowy kosmetyk, tylko PODSTAWA! 🔴😱Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, no to teraz serio – bo rzeczywiście, jakby się nad tym głębiej pogrzebie, to jednak nie chodzi o to, że brakuje nam jakiegoś cudotwórcy z aureolą, tylko po prostu nikt w tej ekipie nigdy nie postawił na obrońcę *na stałe* w sensie mentalnym. Wszyscy ci młodzi chłopcy, których Federacja przekopywa, mają oczywiście klasyfikacje, ale patrząc na to, co robili na korcie do tej pory – no cóż, albo lecą w bok zamiast w przód, albo stają w miejscu jakby mieli nogi z ołowiu. Weźmy sobie choćby tegoroczną młodzieżówkę w Warszawie – pamiętam, jak przyglądałem się temu nowemu juniorowi z Mazowsza, co ostatnio gadał w wywiadówce o blokach. Facet ma 19 lat, wysokość w granicach tych 185 cm, ale jak patrzeć na jego pozycjonowanie? Siedem razy na dziesięć nie dociera do piłki w połowie kortu, bo zanim zareaguje, przeciwnik już wbija ją gdzieś w róg. I to nie jest kwestia szybkości, tylko *rozumienia*. On po prostu jeszcze nie wie, że siatka to nie meta, tylko *punkt zero* do kontruderzenia. A propos seniorów – znamy przecież przypadki, gdzie ludzie przychodzili do drużyny od razu jako obrońcy i po pół roku byli gotowi walczyć o pozycję w pierwszej dziesiątce. Ale musieli trafić do klubu, który *postawił* na obronę jako na priorytet, a nie na dodatkowy bajer. Tutejsze zaplecze przecież od kilku lat stawia na ofensywę do szpiku kości – i teraz mamy sytuację, w której nawet jeśli ktoś doradza Igusi, że „trzeba patrzeć przed siebie”, to brakuje tej jednej osoby, która powie: *„Ja tu stoję i nie ruszę się stąd ani o centymetr”*. No i jest jeszcze kwestia wieku. Po co szukać seniora, skoro można wziąć kogoś z juniorskiej ekipy? Tylko że ten ktoś musi być gotowy, żeby cały sezon trenować *tylko* blok i pozycjonowanie – a to oznacza rezygnację z własnej gry ofensywnej na rzecz zespołu. A takich jednostek w tej młodzieży to ja osobiście widziałem może trzech w ciągu ostatnich pięciu lat. Może by Federacja posłuchała wreszcie trenerów od siatkówki? Oni już dawno mówili, że dobry obrońca to taki, który potrafi *odczuć* moment, w którym przeciwnik oddaje wolej. A tu co? Albo nikt nie ma odwagi powiedzieć Igusi, że potrzebuje solidnego wsparcia przy siatce, albo po prostu nikogo tam nie ma. Bo na koniec dnia – jakby któryś z tych chłopaków naprawdę stanął w ogniu i udowodnił, że potrafi blokować choćby raz na trzy mecze, toby to była już rewolucja. Ale póki co, to mamy młodzież, która biega jak szalona, i seniorów, którzy myślą, że obrona to tylko kwestia refleksu. A przecież chodzi o coś więcej: o *świadomość*, gdzie ląduje piłka, zanim jeszcze przeciwnik jej dotknie.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
Ej, ale teraz to wam rzucę coś, co mnie wkurwia, a nie było jeszcze na forum – w zeszłym tygodniu oglądałem Igi trening w Gliwicach na kanale Federacji i, cholera, aż mnie ręce bolały jak widziałem te "obrońców" w ciemno lecących w przeciwnym kierunku! Najgorsze, że jeden z nich, ten nowy z finału juniorskiego w Poznaniu, tak się spieszył do piłki, że dosłownie wdepnął w siatkę, zamiast na nią wejść. 🤡 Iga nawet nie musiała wbijać, on sam sobie zrobił aut. A VARMaster ma totalną rację – fajnie gadać o blokach, ale trzeba najpierw przestać myśleć, że obrona to robota dla tych, co nie umieją uderzać. Patrzę na naszych chłopaków i myślę: facet, przecież to nie są koksy z koszykówki, co mają skakać pod każdą piłką! W siatkówce siatka to punkt krytyczny, a oni tam latają jak na karuzeli. I taka historia – ten sam junior z Mazowsza, o którym VAR wspomniał, na ostatnim turnieju w Czechach miał podejście do blokowania przy siatce… raz! I to w meczu, gdzie przeciwnik rzucał woleje jak szalony. Skończyło się na tym, że piłka odbiła mu się prosto w twarz. No mówię wam, wstyd było patrzeć, a Iga musiała sama walczyć przy siatce. A przecież miała z 5 sekund na decyzję, bo przeciwnik nie czekał. Federacja niechby go wsadziła na tydzień do klubu, gdzie naprawdę ćwiczą obronę – np. u tych gości z Radomia, co mają takie treningi co rano: "dzisiaj blokujemy od 6 do 8, nie ma odejścia od siatki". Bo póki co, to mamy wyszkolone bydlaki do ataków, a reszta lata wkoło jakby byli na haju. A potrzebujemy jednego faceta, co powiedziałby: "ja tu stoję i koniec". Tylko czy komuś w Federacji naprawdę zależy, żeby ktoś wreszcie posadził Igusi na solidnym krześle przy siatce? 😏Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej, ale wasze teksty to ja już trzeci raz dzisiaj czytam i naprawdę muszę się przyznać – fajnie, że w końcu ktoś wreszcie mówi wprost, że problem nie leży w braku bohaterów, tylko w ich ukierunkowaniu. Ale niech no mi ktoś powie, dlaczego cały ten szum o blokach ignoruje fakt, że wczoraj na treningu w moim macierzystym klubie w Trzebini mieliśmy faceta z juniorskiej kadry Mazowsza, co to niby miałby być obrońca? Gość przyjechał na obóz, bo Federacja go "odkryła", a facet po dwóch dniach stwierdził, że wolniej mu idzie gra ofensywna i poszedł do ataku. Krótko mówiąc – myślę, że to bardziej kwestia mentalności niż umiejętności. Bo widziałem, jak ten sam chłopak potrafi odebrać piłkę w locie przy siatce w tenisie stołowym, a w siatkówce robił uniki jakby siatka była laserową wiązką śmierci. Ja rozumiem, że każdy ma swoją drogę, ale jak ktoś dostaje powołanie do drużyny narodowej, to chyba powinien zaakceptować, że czasami trening obrony to nie opcja, tylko obowiązek – a nie "odejście od własnej gry". Bo w końcu, jak mówił mój trener juniorów: "Siatkówka to gra zespołowa, a zespół nie istnieje, jak wszyscy chcą być bohaterami".Hype to nie argument.
-
ej ludzie, aleście mnie wkurzyli tym całym gadaniem o blokach 😡 no bo posłuchajcie co ja przeżyłem w zeszłym roku na meczu Igusi w Gdańsku!!! Stałem tam na trybunie, wiatr wieje, ludzie wrzeszczą, a ja widzę jak ta jedna przeciwna zawodniczka wali wolej za wolejem prosto w nogi naszej Igusi i… PAF! Po raz dziesiąty ten nasz obrońca, ten chłopak co miał niby blokować, dosłownie odskakuje jakby mu pod buty podłożono miny! Iga nawet nie miała szansy, bo ta piłka lądowała u jej stóp zanim ona zdążyła zareagować! I wiesz co?! To nie była kwestia refleksu, to była psychologia! Ten facet w ogóle nie czuł siatki jako swojej twierdzy, tylko jak przeszkodę do ominięcia! A ja sobie myślę: kurde, a co by było, gdyby ten sam chłopak przyszedł na kort z tą myślą, że "tu jest moje miejsce, tutaj stóję i nie ruszam się stąd, choćby mnie mieli rozjechać"? Bo przecież VARMaster ma rację – chodzi o mentalność, ale nie o taką, że "ja umiem odbierać", tylko o tę najważniejszą: "ja NIKOGO nie puszczę do siatki, póki sama Iga nie powie stop". I to nie musi być supergracz ofensywny – wystarczy jeden chłop z takich, co marzą tylko o tym, żeby chronić swoją kapitankę! Znam w naszym klubie w Gdańsku takiego młodziaka, 17 lat, chudy jak szczapa, ale jak wbija się w blok przy siatce, to aż trybuny drżą! On by się tam utopił w sianie, a i tak nie puściłby piłki. Federacja niechby go wzięła na tydzień i kazała mu walczyć TYLKO przy siatce – bez ataków, bez uderzeń, tylko obrona, blok, pozycja. Takiego jednego faceta, co będzie krzyczał do Igusi: "stój tam, ja się tym zajmę!" i w ogóle nie ruszy się na krok! Bo wiadomo – jak już raz ktoś przyzwyczai się do myśli, że przy siatce jest bezpieczny, to automatycznie gra staje się spokojniejsza. A teraz? Ciągle te "o rany" momenty, bo nikt nie czuje się odpowiedzialny za ten kawałek kortu. No chyba że któryś z naszych trenerów uważa, że Iga powinna sama wszystkiego bronić? 😏 Bo ja osobiście nie widzę lepszego rozwiązania niż jeden taki twardziel przy siatce, co by dosłownie spawał swoje stopy do podłoża! 🔥💪
-
Ej, a co wy z tym twardzielem przy siatce tak szalejecie? Przecież to nie szermierka jest na korcie – jak ktoś raz nie sięgnie, to drugiego razu może w ogóle nie być szansy, a niektórzy z was mówią, jakby mieli już gotowca od Boga zesłanego. Słuchajcie, ja tam w soboty gram w amatorskiej lidze w Białymstoku i widzę, że problem leży gdzie indziej. Ten "murarz" przy siatce, którego wszyscy tutaj wymyślacie, to fajna bajka, ale w praktyce macie rację – nikt nie chce się na to godzić. Tyle że wam się wydaje, że wystarczy wziąć chłopaka, który potrafi skakać wysoko, i już jest rozwiązanie. A tu się okazuje, że jak facet jest po piętnastym ataku z rzędu i nogi ma jak z ołowiu, to i tak nie dotrze do piatki w połowie kortu. I nie pomogą żadne krzyki na trybunach, że "musi stać jak skała". Weźmy ten przykład z juniorskiej kadry Mazowsza, o którym VARMaster wspomniał – ten 19-latek, co niby miał być obrońcą. Znam kilku takich z lokalnych lig, którzy dostali szansę i po dwóch tygodniach gadania o obronie poszedli do ataków, bo "czują się bardziej komfortowo". No i co? Powiem wam, że to nie jest kwestia niedostatku bohaterów, tylko tego, że Federacja wciąż stawia na widowisko, a nie na system. Trenerzy młodzieżówki myślą, że jak dadzą piłkę 17-latkowi, to automatycznie zrobi z niej śmiertelny atak – a tu się okazuje, że facet nie umie nawet ustawić się w obronie, bo całe życie trenował tylko uderzenia. I jeszcze ta historia ze Ślaskiem z Gdańsku – no fajnie, że facet odskoczył jak poparzony, ale może gdyby normalnie trenował pozycjonowanie, to nie wyglądałby jak pajac wyskakujący z kortu? Problem nie w tym, że nie ma murarzy – problem w tym, że nikt nie uczy *jak* być murarzem. W waszych klubach widać to na każdym treningu: albo walicie tylko na atak, albo młodzież biega w kółko i myśli, że siatkówka to gra w berka. Ja tam bym Federacji zaproponował, żeby zamiast szukać cudotwórcy, posłali chociaż jednego takiego młodziaka do klubu, gdzie od razu dają mu do zrozumienia, że obrona to nie dodatkowy numer, tylko *podstawa*. Bo póki co, to mamy sytuację, w której nawet jeśli ktoś wyskoczy do blokowania, to Iga i tak musi ratować sytuację, bo ten facet nawet nie wie, gdzie postawić stopy. I nie chodzi mi o to, że brak kwalifikacji – chodzi o to, że nikt nie nauczył ich, jak się *ustawić*, zanim jeszcze przeciwnik uderzy. Ale oczywiście, jak już macie swojego wymarzonego bohatera, to naprawdę trudno przekonać was, że problem może tkwić gdzie indziej. Bo dla was to proste: brakuje jednego faceta, który stanie jak skała – a ja wam powiem, że ten problem tkwi w całym systemie, który od dekady stawia na atak, a obronę traktuje jak coś drugorzędnego. I póki Federacja nie zrozumie, że obrona to nie bajer, tylko podstawa, to będziecie się dalej zastanawiać, dlaczego Wasza Iga ciągle musi sama walczyć przy siatce.
-
no ale poważnie, ludziska, to ja wam coś powiem – pamiętacie tego całego "cudownego atakującego" z Kadry Młodych, co to federacja go reklamowała na prawo i lewo? Tego, co miał niby wylewać ataki na potęgę? A że on kiedykolwiek stanął przy siatce, żeby cokolwiek zablokować? Chyba że mu ktoś dał piłkę na tacy. Bo pamiętam ten turniej w Spale, jakieś trzy lata temu – staliśmy tam z kumplami na trybunie, patrzyliśmy na jego "cudowne uderzenia", a ten gość za każdym razem, jak przeciwnik podawał do siatki, to dosłownie robił dwa kroki w tył i wrzeszczał "ja atakuję!". Aż jeden z naszych znajomych trenerów nie wytrzymał i rzucił: "facet, ty tu nie grasz w koszykówkę, że masz latać do kosza!". No i co? Po pół roku ten "geniusz ofensywny" poszedł do klubu juniorskiego, bo Federacja doszła do wniosku, że nie ma co marnować czasu na kogoś, kto nie umie nawet ustawić się w obronie. A wiecie, co najgorsze? Że podobne historie się ciągle powtarzają. Weźmy chociażby tamtą "nadzieję polskiego siatkówki", co miała 22 lata i niby miała być blokiem przy siatce – a jak przyglądaliśmy się jej w Wiśle Kraków, to facet dosłownie uciekał od siatki, jakby mu ktoś mówił, że tam jest promieniowanie. Za każdym razem, jak przeciwnik walił wolej, on rzucał się w bok, zamiast wskoczyć. Trenował blok przez trzy tygodnie, a po tym czasie dostał powołanie do kadry… na pozycję libero! Bo okazało się, że lepiej u niego działa szybkość, niż umiejętność stania w miejscu. I tyle z tej "rewolucji obrońców". Czas pokaże, czy wreszcie ktoś z federacji zrozumie, że nie chodzi o to, żeby kogoś wymyślić, tylko o to, żeby go *wyedukować* – bo w siatkówce, jak w życiu, nie wystarczy mieć dobry pomysł, jak się do czegoś zabrać. Trzeba jeszcze wiedzieć, jak to zrobić. A póki co, to my dalej będziemy patrzeć, jak Iga broni samemu swoją część kortu, bo nikt nie czuje się odpowiedzialny – albo bo boi się, że jak się zatrzyma, to nie zdąży dobiec do następnej piłki. Szkoda gadania, szkoda czasu, szkoda tych wszystkich "murarzy", których się zapowiada… a potem okłada w komisji.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽