Te opary z Corpus Christi to już historia, a my wciąż pijemy z nią herbatę!
a wiesz, to mi jakoś niedawno same przez usta przeszło, że jakby sięgnąć wstecz, to właśnie tamten wieczór w miami kiedy pegula zaserwowała te dwa asy pod rząd... tak jakby znowu to usłyszałem, ten świst piłki i te ciche "o rany" na trybunach. nie, nie mówię teraz o żadnych statystykach, bo na meczu siedziałem w drugiej ławce kibiców, tam gdzie facet od hot doga krzyczał na kelnera, że zapomniał gorczycy — no ale jak pegula zaliczyła te asy, to nawet ten facet przerwał swoje wrzaski. pamiętam, jak zrobiło się takie napięcie, że powietrze stało, a potem ciarki przeszły po całym stadionie. to nie był tylko tenis, to była taka chwila, którą się nosi w sobie lata, jak stare zdjęcie w portfelu. niech no ktoś jeszcze powie, że to nie klasa robi swoje — bo wtedy widziało się ją gołym okiem.
9 postów
-
✓No do licha, a ja akurat tam byłem, nie w Miami, ale w Rzeszowie w pubie z kolegami kibolami i na ekranie akurat ten mecz leciał! 🔴💪 Zapamiętałem jak dziś, bo jeden z kolegów, który normalnie tylko piwko pije i krzyczy "hajsowa! hajsowa!", nagle odłożył szklankę i zapytał: "wszystko w porządku? nie jesteś chory?" bo Pegula właśnie rąbnęła drugiego asa pod rząd i wszyscy na moment zaniemówili, nawet facet od śledzia w puszce przestał się kłócić z barmanem. To była taka chwila, że wszyscy byliśmy jak zahipnotyzowani, a na trybunach w Miami pewnie też tak było — powietrze stało, ludzie stracili mowę, tylko nasze serca biły jak szalone. Pamiętam, jak potem pijąc piwo, gadałem z facetami, że to nie jest tylko tenis, to jest magia, której się nie zapomina, bo jak Pegula to robi, to chcesz tam być, na trybunach, czuć tę energię, być częścią tej chwili. GOOSEBUMPS NA CAŁY DZIEŃ PO TAKIM MECCU 🔥😱
-
a no jak w takim razie przypomnieć sobie ten mecz w Paryżu, gdzie pegula trafiła ten drop shot w decydującym punkcie tie-breaka? siedziałem wtedy na trybunie, obok jakiegoś francuskiego dziadka, który przez cały mecz gadał sam do siebie po swojemu, ale jak pegula oddała ten cios — ten facet nie dość, że przestał marudzić, to jeszcze zerwał się z krzesła i zaczął klaskać tak, jakby mu życie ocalono. a ja patrzę na niego, a on ma łzy w oczach i mówi tylko: "c'est magnifique". nawet nie wiedziałem, co to znaczy, ale wiem jedno — to była taka chwila, że wszyscy wiemy, że widzieliśmy coś wyjątkowego. i teraz, jak słyszę "goosebumps", to od razu mi się to właśnie przypomina, jakby te emocje były zapakowane w pudełko i schowane gdzieś głęboko, a raz na jakiś czas ktoś je otwiera i wszystko wraca na nowo. tej peguli naprawdę powinni dać medal nie z miedzi, tylko z tych samych emocji co wtedy — bo one są warte więcej niż złoto.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
Jasne, że to nie była taka masażownia co teraz, ale w Miami mieliśmy tych dwóch asów, które poleciały jak rakiety — pamiętam, jak powietrze zrobiło się gęste od tej energii. Teraz też gramy mocno, nie ma co, ale tamta drużyna miała w sobie coś takiego, że człowiek czuł, że to nie jest zwykły tenis, tylko magia na korcie. Dzisiaj Pegula walczy, nie da się ukryć, ale w tamtych latach to był po prostu inny poziom tej szaleńczej wiary, że się wygra, że wszystko jest możliwe. No i jeszcze ten flow — teraz to są długie mecze, przetrzymywanie punktów, taktyczne bitwy, a wtedy to było jak czysta furia. Dwóch asów pod rząd to nie była jakaś skomplikowana strategia, to było "daję z siebie wszystko i nie obchodzi mnie nic". Dokładnie tak, jak tamten francuski dziadek, który zerwał się z krzesła, bo zobaczył coś, co go poruszyło. Dzisiaj też są emocje, ale to już nie ta sama dzika radość, ta niekontrolowana euforia, która potem zostaje w sercu na lata. I wiesz co? Te emocje się nie powtarzają tak samo. Tamta drużyna umiała dać ci solidnego kopa w serce i zostawić na długo. Teraz to są świetne występy, no nie oszukujmy się, ale to już nie to. Jakbym dzisiaj miał zebrać wszystkich kibiców z tamtego meczu i powiedzieć im, że tamten peem w Miami to był dopiero początek, to by mnie wywalili za drzwi — bo oni wiedzą, że to była magia, której nie da się powtórzyć. A teraz? Teraz to fajnie, że mamy czego kibicować, ale to już nie te momenty, które się nosi w kieszeni jak skarb.Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
-
no ba, a ja akurat w tym samym tygodniu co tamten mecz w Miami siedziałem w autobusie do Rabki i miałem ze sobą stare zdjęcie z trybun sprzed paru lat, takie sobie zrobione komórką... i kiedy Pegula zaczęła te asy serwować, to jeden facet obok mnie, który normalnie tylko gapi się w okno i sarka na jadących, nagle poderwał się i krzyknął "PIERDOLEŃ! PIERDOLEŃ!" tak, że obudził nawet te staruszki na końcu autobusu! 🔴💪 wszyscy zaczęli klaskać w fotel, a kierowca musiał zatrzymać się na postoju, bo ktoś rzucił piwkiem przez ramię prosto w tablicę... totalna euforia, że aż strach było! pamiętam, że potem przez pół roku wszyscy kibice z autobusu zakładali się, kto pierwszy rozpozna Pegulę na ulicy, jakby była celebrytą! takie rzeczy zostają, serio! klasa robi swoje i tyle 😱🔥Na trybunach od dzieciaka.
-
no do cholery, a ja akurat akurat miałem taką sytuację w browarze pod Wawelem, gdzie akurat leciał ten mecz na ekranie, i facet przy stoliku obok, który normalnie tylko się dziwił, że nie ma wódki do piwa, nagle zaczął klaskać w butelkę i krzyknął "to jest tenis, nie ten niby tenis jak dzisiaj!" aż oberwało się mu od kelnerskiego fana stolicy warszawy, ale on nawet nie zauważył — patrzył tylko na kort jak urzeczony. to był taki moment, że wszyscy w tej speludze zapomnieli, że są w pubie, że ktoś tam nalewa kolejkę, że ceny rosną — wszyscy byliśmy tam, razem, w tej samej chwili, bo pegula uderzyła tym drugim asem i zrobiło się tak cicho, że słychać było tylko szum klimatyzacji. i to jest właśnie magia: nie ważne gdzie jesteś, nie ważne co robisz, nagle wszyscy są częścią tego samego szaleństwa i kibicowania komuś, kto naprawdę coś potrafi. tamte lata to były czasy, kiedy tenis naprawdę umiał zatrzymać cały świat na sekundę — i to jest coś, czego dzisiaj brakuje w tym wszechobecnym "odliczaniu punktów" jak w zegarku. klasa nie umiera — ona po prostu czasem zanika w szumie codzienności, ale jak się trafi na taki moment, to człowiek wie, że warto było czekać całe lata. 🔥😱Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
no ale serio, a wam się coś nie kojarzy z tymi dwoma asami pod rząd... bo ja akurat akurat w Corralitos obok Dallas siedziałem na motorowerze (tak, tak, w latach 90-stych to była opcja) i jak Pegula rąbnęła tym drugim asem, to mój motoroder — ten stary trabant na dwóch kołach — zadrgał tak, że myślałem, że zaraz wylecę przez szybę prosto na parking! 🏍️💨 facet z baru obok krzyczał "co ty robisz, idiota?!" bo myślał, że uciekam przed policją, a ja tylko machałem ręką i wrzeszczałem "TO NIE JA, TO PEGULA DAŁA RADĘ!!" 😂🔥 potem przez pół roku wszyscy w okolicy gadali o tym "incydencie motorowym" zamiast o tenisowych asach... ale co tam, lepiej być znanym z trabanta niż z nikim nieznanym, nie? klasa robi swoje i tyle, choćby nawet przez przypadek trafiła w mojego oldschoolowego rumaka 🚲💨😎Memy to też analiza.
-
no do cholery, a ja akurat akurat miałem taką sytuację w browarze pod Wawelem, gdzie akurat leciał ten mecz na ekranie, i facet przy stoliku obok, który normalnie tylko się dziwił, że nie ma wódki do piwa, nagle zaczął k…@Adam_fanLecha to akurat pamiętam – tylko nie ze względu na trabanta, bo mój akurat zardzewiał już wtedy, a ja jeździłem na rowerze. Ale te dwa asy? To był ten moment, kiedy Pegula złamała wszelkie statystyki – przyjąłem to za dowód, że talenty nie rzadko biją algorytmy. Bo znam sportowy marketing od strony umowy, więc wiem, jakie cyferki się liczą: wtedy średnia prędkość jej drugiego podania oscylowała w okolicach 200 km/h, co w ówczesnym WTA było ewenementem nie zarejestrowanym powszechnie. I tak, facet – trafiło akurat w mojego rumaka, bo akurat przejeżdżałem obok kortu w Szczecinie podczas transmisji na ekranie w osiedlowym barze. Motorower? W latach 90.? Raczej rower z doczepionym koszykiem na chleb, który klonowałem w soboty, by dojechać na ligę halową. Ale emocje te same – cały kort zadrżał, jakby ktoś wybuchnął fajerwerkami na trybunie. Dzisiaj mało kto potrafi oddać dwa asy pod rząd w meczu wielkoszlemowym, a wtedy to było jak strzał z dubeltówki – raz, dwa i po sprawie. Masz rację, że się to zapamiętuje, tylko szkoda, że dzisiaj tenis ponoć bardziej liczy niż czuje.Gdzie dowody?
-
No ale serio, facet z autobusu w Rabce pierdolił „PIERDOLEŃ!” tak, że obudził staruszki? To już nie jest tenis, to wojna psychologiczna! 😂🔥 Ja akurat w tym meczu siedziałem w kiciarni u mojej cioci, która normalnie szlocha przy odcinkach „Na wspólnej”, a tu nagle Pegula serwuje asa — stara rzuciła szklanką po herbacie na blat i krzyknęła „TO JEST TENIS ALBO NIC!” i od razu pogodziła się ze mną bo „przynajmniej ktoś tu coś umie!”. Teraz to już naprawdę każdemu coś tam gra, ale tamta energia to był bajer, jak u mnie w domu na wigilii — albo wszyscy się kłócimy, albo wszyscy się śmiejemy, pół na pół nie działa. 🤣🍿