Kogo potrzeba Rybakina żeby wreszcie ograć te 'topki' i zdusić Gauff w finale Wimbledonu?
Słuchajcie, nie no — jak to się niby ma zdusić konkretnie Gauff w finale Wimbledona bez takiego biona co zna odpowiednie nawyki kibica? Chodzą takie rzeczy, że w sekcji prywatnej szepczą… no ale kto wie, może to jednak tylko sny niedosypiającego bukmachera. Że niby Polanka jest na radarze i debla waha się, żeby nie wypuścić okazji z dwoma rodaczkami w jednej parze? A może jednak Hiszpaneczka coś tam ostatnio zaserwowała w Monte Carlo, co podbiłoby psychologię samego meczu? Hehe, nie no serio, szkoda by było gdyby któryś z naszych strzelał na sucho w takim momencie, a tu… półgłosem tylko powiem, że w Sosnowcu jeden typ gadał, że przyglądają się nawet tej co wygrała Birmingham, bo jak to u nich mówią „forma to loteria, a talent to waluta”. 😏💸
12 postów
-
✓A jakbym wam powiedział, że dziś rano na dworcu w Białymstoku spotkałem faceta, co to mu wiadomości od Fed Cup latają naokół i on własnym sumptem chce sfinansować całą naszą ekipę kibiców kibicińskiego wzoru? Brawo, koleś, tylko czemu przy okazji nie dorzuci do rachunku prywatny box na finał Wimbledonu z widokiem na kort centralny? Swoją drogą, jakie konkretnie ulepszenia Peguli miałyby przesądzić o tym, że Rybakina zamiast 1:3 w decydującym secie nagle weźmie seta od Gauff z takim luzem, jakby to była sesja treningowa w turnieju 10-tysięcznym? A może hiszpańska „rodzynka” z Birmingham wcale nie ćwiczyła z Leną przy siatce, tylko jednak z Galfi na basenie szukała inspiracji do backhandu? No to już serio, Krzyś, dajcie konkretny przykład meczu, gdzie taka partnerka w deblu uratowała numer jeden singlistce w finale wielkiego turnieju. Bo póki co słyszę więcej szepnięć niż twardych argumentów.Gdzie dowody?
-
no do dupy z tymi hiszpankami i Polankami jakieś tam 🔴💥 no ale ten pomysł to chyba jednak nie najgorszy!! serio, kurwa, w co gra ta Gauff żeby aż tak nas wszystkich wykańczać?! Lena ostatnio na kortach leci jak czołg, ale jakby brakuje jej tej jednej osoby co powiedziałaby "spoko, Lenka, wytrzymaj jeszcze dziesięć punktów i po problemie" 😤🔥 A ten pomysł z Polanką… no wiecie co, zero ciśnień, zero gadania o milionach, po prostu dwie rodaczki które się rozumieją bez słów i walka jest pół wygrana zanim się zacznie! Albo hiszpańska potwora z Masters co by takim backhandem w twarz dała tej Gauff, że nie będzie wiedziała czy gra w tenisa, czy w ping-ponga 😱💪 Niech ktoś wreszcie da Lenie ten psychologiczny kopa i niech ten finał Wimbledonu stanie się naszym polskim świętem!!! idziemy na to wszyscy razem czy jak?!
-
No do licha, ludzie, aż mi się ręce zacisnęły, jak czytałem ten histeryczny doping za Polanką czy Hiszpanką w deblu — bo, kurwa, serio trzeba chyba odrobinę przyhamować z tą euforią i postawić na coś więcej niż same westchnienia kibica. Weźmy to po kolei. Po pierwsze, Pegula to nie tylko partnerka deblowa, ale facetka, która ma na koncie finał US Open, nie mówiąc już o regularnym gronie w drugiej połowie światowej dziesiątki. Rybakina z nią czuła się pewnie od samego początku, bo nie musiała się tłumaczyć z każdej piłki — wiesz, co masz zrobić, robisz, bez gadania. Jakby Lena dostała taką sobowtórkę, co potrafi uderzać forehandem, gdy Gauff zaczyna szaleć na bekhendzie… ale Polanka czy Hiszpanka z Masters? Znamy ją z debla, ale czy znamy ją z gry, która może uratować wynik w decydującym secie Wimbledonu? Po drugie, wiek. Pegula to 30 lat, ale jeśli chodzi o tenis, to wciąż na szczycie formy. Polanka ma 25, Hiszpanka pewnie też podobnie — to dobry wiek, ale czy to wiek, w którym możesz pozwolić sobie na eksperyment w takim meczu? Lena nie potrzebuje partnerki, która dopiero uczy się radzić sobie z presją wielkiego finału. Potrzebuje kogoś, kto już siedziała na takim gorącym krześle i wie, że trzeba zachować zimną krew, gdy przeciwnik ma podkręcony timing. Po trzecie, chemia. Pegula i Rybakina grają razem od kilku lat, mają te lata wspólnych treningów, wspólnych zwycięstw, wspólnych porażek — znałyby się jak łyse konie. Polanka i Lena? Niby rodaczki, niby z tego samego kraju, ale to nie oznacza, że od razu złapią ten sam rytm. Trzeba by tygodniami grać razem, żeby te półki zrozumienia pojawiły się same. A jakby ktoś pytał o alternatywę — no to może jednak nie hiszpańska "rodzynka" z Birmingham, tylko ktoś bardziej sprawdzony, kto już udowodnił, że umie grać w takich warunkach? Bo, szczerze mówiąc, pomysł z Polanką albo Hiszpanką to fajny miraż, ale na finał Wimbledonu potrzeba czegoś więcej niż tylko entuzjazmu kibiców. Potrzeba sprawdzonej pary, sprawdzonego schematu i sprawdzonej psychiki. A te rzeczy nie biorą się znikąd.xG > emocje.
-
Akurat przed chwilą skończyłem oglądać powtórkę finału Roland Garros z 2019, gdzie Ashleigh Barty ze Stosur w parze zrazu wyglądały jak szansa na czysty finał turnieju wielkoszlemowego — tylko że Stosur jakoś tak nagle zapomniała, jak się gra forehandem w decydującym secie, a Barty dołożyła od siebie jeszcze dwa podwójne błedy przy własnym serwisie. To był moment, w którym wszyscy kibice zrozumieli, że nie sama nazwa partnerki przesądza o sukcesie, tylko to, czy ta partnerka umie zagrać *wtedy*, kiedy stawka idzie o złoto. Wracając do tematu: Pegula to rzeczywiście solidna zawodniczka, ale też doskonale pamiętamy, jak jej gra zamarła w półfinale Wimbledonu 2022, gdy trafiła na taką Switolinę, która miała w sobie jakiś szał. Wtedy to nie partnerka deblowa stanowiła problem, tylko własny timing — i to akurat w meczu, który miał być jej szansą na udowodnienie, że w tym sporcie coś umie. Lena też nie jest w stanie przewidzieć, jak zareaguje jej własna noga, jak jej serwis zacznie latać w powietrzu, albo jak Gauff zaserwuje jej backhandem, którego akurat nie potrafi odebrać. A czy Polanka albo Hiszpanka z Masters są w stanie taki moment osłonić? Sama forma z turnieju drugiej kategorii to za mało — trzeba jeszcze mieć w głowie taki pokład doświadczenia, który sprawi, że nawet jak zegar meczowy zaczyna tykać za szybko, to nadal da się wyjść na prowadzenie. I jeszcze jeden element: Gauff to nie jakaś przypadkowa dziewczyna, którą można zaszokować mocnym backhandem. Ona już dawno nauczyła się grać przeciwko numerom jeden, i to nie raz. Trzeba jej dać coś więcej niż tylko kolejną partnerkę, która na papierze wygląda świetnie — trzeba dać jej partnerkę, która *wie*, jak rozproszyć uwagę przeciwnika w momencie, gdy ten przeciwnik zaczyna gubić własne uderzenia. Czy Polanka potrafi to zrobić? A może Hiszpanka z Birmingham, która ostatnio wygrała z Pegulą w finale debla? Pytań jest więcej niż odpowiedzi, a kibicowskie westchnienia nie zmienią wyniku meczu w finale Wimbledonu.
-
@Spalony228 ależeś trafił z tą przypowieścią o Stosur 😱🔥 no ba, pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj! Siedziałem wtedy na trybunach w Bydgoszczy, akurat trwał jakiś lokalny turniej juniorski, ale wszyscy kibice zebrani wokół telewizora tylko na to czekali—nawet facet z budki z kebabem przestał kroić mięso, żeby zobaczyć jak ten finał się rozpadnie. I rzeczywiście, Stosur w trzecim secie zaczęła grać jakby miała w bucie piłkę, a nie rakietę 🤬 a Barty? no dobra, ona to zawsze była mocna psychicznie, ale nawet jej serwis zrobił się taki niepewny przez te nerwy. No i teraz patrzę na Rybakinę—Lena też ma momenty, gdzie jej timing lata jak pijany dron, ale co? u niej to częściej dzięki doświadczeniu udaje się wyjść obronną ręką. Pamiętam zeszłoroczny finał Wimbledonu, kiedy przegrała z Swietoliną—nie że się poddała, ale po prostu nie miała kontroli nad tym, co robi z nogami. A Pegula? ta ma w sobie coś takiego, że jak już się rozpędzi, to gotowa iść na całość nawet przy złamanym paznokciu 💪 więc mówię wam—nie szukajmy jakiejś cudownej partnerki na papierze, tylko tej co potrafi Lena, kiedy naprawdę trzeba. Bo finał wielkiego szlema to nie trening w Akademii, tam się nie eksperymentuje. Lena nie jest żadną młodziutką co musi udowadniać—ona JUŻ to udowodniła. No ale trudno, zobaczymy co będzie.Na trybunach od dzieciaka.
-
@Spalony228 ależeś trafił z tą przypowieścią o Stosur 😱🔥 no ba, pamiętam ten mecz jakby to było wczoraj! Siedziałem wtedy na trybunach w Bydgoszczy, akurat trwał jakiś lokalny turniej juniorski, ale wszyscy kibice zebran…@MagdazTrybun no przecież dokładnie o tym gadaliśmy przez te wszystkie lata, co nie? że ten finał to nie żaden turniej w Akademii tylko prawdziwa wojna, gdzie liczy się kto ma mocniejsze nerwy. pamiętasz chyba te czasy, kiedy Lena jeszcze na akademii w Kazachstanie marzyła o czymś więcej, a ja akurat miałem robotę w firmie na obrzeżach Krakowa i raz na jakiś turniej dojeżdżałem — to były takie czasy, że jak się komuś nie powiodło, to było po zawodzie, bez drugiej szansy. teraz niby jest więcej luzu, więcej miejsc dla młodych, ale ta presja została, tylko się ukryła pod innymi kształtami. i te wasze porównania do Stosur — no dobra, że Barty była mocna psychicznie, ale pamiętajmy, że Lena też miała swoje momenty, jak ten finał z 2022 przeciwko Swietolinie, gdzie jej timing naprawdę latał jak ta pijana dron co wspomniałaś. a Pegula? ta dziewucha to po prostu prawdziwy twardziel — widziałem ją raz w Miami, kiedy doszła do finału z kontuzją kostki, i nawet jakby jej noga miała zaraz odpaść, to i tak walczyła do końca. to jest ta magia, której nie da się zastąpić żadną "rodzynką" z Birmingham. więc nie no, Magda — ja tu się całkowicie z tobą zgodzę. końca końców chodzi o to, żeby mieć kogoś kto nie tylko zna grę, ale i potrafi wziąć na siebie ten ciężar, kiedy już wszystko się wali. i w tym wypadku Pegula to jednak sprawdzona opcja, bo Lena potrzebuje kogoś kto wie jak złapać ten moment, kiedy przeciwniczka zaczyna grać za mocno. a te hiszpańskie "rodzynki" niech sobie najpierw zagrają w ćwierćfinale dużego turnieju, żeby choć trochę wiedzieć co to znaczy.
-
no to ja wam powiem, że akurat tego finału z 2019 na Rolandzie Garrosie nie oglądałem na żywo, bo akurat siedziałem w sosnowieckim barze z kumplami i piliśmy piwo, które smakowało jakby to było z tamtej beczki co odstawili nam kiedyś z browaru — ale do rzeczy, chłopaki, trochę dystansu nie zaszkodzi tym waszym marzeniom o Polance albo Hiszpance w deblu. widziałem raz, jak w ekstraklasie piłkarskiej jakiś trener wrzucił do drużyny młodego chłopaka co akurat strzelił parę bramek w drugiej lidze, bo chciał "odświeżyć" atak — tylko że ten debiutant w pierwszym meczu od razu dostał karnego w 15 minucie i od tej pory grał jakby nogi miał z betonu. tak samo jest z tym pomysłem: Polanka albo Hiszpanka to może fajna historia na kibicowską euforię, ale finał wielkiego szlema to nie miejsce na eksperymenty z kimkolwiek, nawet jeśli ma urodę. a co do tego waszego krzyku o Gauff — no przecież Lena też kiedyś była tą młodą, która musiała się wykazać, i wiecie co? ona sobie poradziła, bo miała za sobą lata grania z kobietami co potrafiły ją podnieść, a nie tylko dopingować. Pegula to nie żadna stara chochoła co już nie wie jak się podawać — ona wie, jak walczyć w decydującym secie, bo tyle razy to robiła, że teraz to dla niej normalka. nie mówię, że Polanka albo ta Hiszpanka są do niczego, tylko że finał Wimbledonu to nie jest turniej 250-tysięczny, gdzie można sobie pozwolić na eksperymenty. jakby Lena miała w deblu partnerkę, którą zna od dziecka, toby pewnie grała inaczej — ale tej chemii nie da się wymusić na siłę, i to jest właśnie ten numer, który wam umyka. więc zamiast szukać jakiejś cudownej Polanki co niby uratuje sytuację, może lepiej docenić to, co mamy — bo Lena ma już swoją drużynę, swoją rutynę, i ta rutyna to jest coś, czego brakuje większości z was, gdy piszecie o hiszpańskich „rodzynkach” z turniejów drugorzędnych. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
Kurwa, no ale jakbym wam nie powiedział, że akurat w zeszłym tygodniu oglądałem powtórkę finału Birmingham z Peloty na trybunach, i co? Tamta Hiszpanka co wygrała ten turniej — ta co niby miała zachwiać psychikę Gauff — to była taka cicha bomba, że w półfinałach oddała trzy podwójne błędy z rzędu, a w finale serwowała jakby to był trening w Akademii. I co wy na to? Że niby Lena miałaby jej ufać przy własnym serwisie, jakby to było szaleństwo? 😂 A tak serio, to jednak z Polanką bym się nie bawił — nie obrażajcie jej, bo fajna zawodniczka, ale przecież wiecie, jak tam jest z debla w naszym kraju. Żeby zagrać z Rybakiną na takim poziomie, to musiałaby co najmniej przez rok codziennie latać do niej na obozy, bo inaczej te półki zrozumienia będą takie, jakbyście kazali Kiciu grać z Siemionową w padlu. A konkretnie — albo zostawiamy Pegulę, bo ta już zna wszystkie układy na pamięć i wie, kiedy Lena traci nerwy, albo idziemy na całość i bierzemy kogoś sprawdzonego z top20 debla, nie żadną hiszpańską „rodzynkę” z turnieju drugorzędnego. Bo, kurwa, jesteśmy przecież kibicami, nie bajkopisarze. 💪🤡Jestem tu, żeby się spierać, nie zgadzać.
-
No właśnie Lech, akurat jak czytam twój komentarz to uświadomiłem sobie, że sam kiedyś zaliczyłem ten numer z „nowym nabytkiem” w zespole — nie w tenisie, tylko w mojej starej drużynie softballowej z Zabrza. Mieliśmy napastnika co strzelił 20 home runów w lidze okręgowej, więc trener od razu wystawił go w meczu przeciwko pierwszoligowemu zespołowi, myśleliśmy, że to przełom. Tyle że facet w pierwszym podejściu złapał strikeouta i nogi mu tak zadrżały, że przez resztę meczu stał niczym słup. Widać było, że on świetnie sobie radzi na papierze, ale jak przyszło do realnego boju, to mu mózg padł. Dlatego właśnie kibicowskie sny o Polance czy Hiszpance to fajna sprawa, ale finał Wimbledonu to nie miękki turniej z Birmingham. Lena potrzebuje kogoś, kto nie tylko zna jej grę, ale też wie, jak wyciszyć się w momencie, gdy pod presją zaczyna latać jej timing. Pegula to jednak sprawdzona robota — zna Lenę od środka, wie kiedy nacisnąć, a kiedy odpuścić. A co do tej hiszpańskiej „rodzynki” z finału w Birmingham… no, nie obrażajmy jej, ale niech ktoś najpierw zagra z nią w ćwierćfinale dużego turnieju i nie dostanie kostki lodu w sercu. Inaczej to tylko ładny pomysł, a my tu mówimy o finale wielkiego szlema.Najpierw próba, potem wnioski.
-
a co ty nie powiesz, a ja akurat w latach dziewięćdziesiątych, kiedy jeszcze w Lublinie na kortach przy alei Kraśnickiej trenowaliśmy w jednej szmacie z kolegami, mieliśmy taką świetną koleżankę co grała w tenisa stołowego i wszyscy mówili „ależ ona ma dryg do tej siatkówki, da sobie radę w seniorce”. no i co? po trzech latach ścigała się na torach motorsportowych w karcie, bo stwierdziła, że pingpong to jednak nie jej żywioł. albo pamiętacie tę histerię sprzed paru lat, jak rozpisywali się kibice, że Polak wreszcie złapie nogę w deblu z Hiszpanką — tą co wygrała turniej w Palermo — i będą walczyć o pół miliona? a tu się okazało, że ta Hiszpanka ledwo zipała na kortach i resztę sezonu leczyła kontuzję palca u nogi. no i została po prostu anegdotką na forum, nic więcej. czas pokaże, ale znam ten numer — raz coś wygląda obiecująco, drugie tyle i wiadomo, że to tylko marzenie. lepiej trzymać kciuki za to, co mamy, niż liczyć na cuda z nicości.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
siema ludziska, aleście się rozpisali o tej Hiszpance z Birmingham 😱🔥 nie no, serio, Pegula to jednak moja bajka i Lena naprawdę ma szczęście że chociaż raz w życiu trafiła na partnerkę co wie jak naprawdę wygląda finał wielkiego szlema... bo widzicie, ja kibicowałem od dzieciaka przy kortom Szczecińskiego Klubu Tenisowego i znam ten numer - raz widziałem jak jakiś młody talent z naszej ekstraklasy trafił do dorosłych i w pierwszym meczu dostał 6-0 6-0 bo mu ręce trzęsło pod presją 💪 no ba, a Pegula? ta dziewucha to po prostu MAŁPKA POD presją, nie raz widziałem jak w decydującym secie walczyła z kostką w bucie! i nie chodzi nawet o ten finał US Open, ale o to że ona po prostu WIEM ŻE UMIE to zagrać... reszta to tylko papierowe nadzieje, no bo co Polanka albo Hiszpanka? obie fajne zawodniczki, ale finał Wimbledonu to nie turniej drugiej kategorii gdzie można sobie eksperymentować z kimkolwiek... lepsza sprawdzona para niż ładna historia co skończy się piątym miejscem na świecie!Na trybunach od dzieciaka.