Te dwa pierwsze lata Dominiki pod rząd — czy to nadal ten sam tenis, co w Warszawie 2020…
no właśnie... to było coś, co naprawdę zapadło w pamięć każdemu, kto widział ją na korcie centralnym tamtej jesieni. pamiętam jak dziś, niedzielne popołudnia z piwem w ręku i kolegą co krzyczał „nie do wiary!” jak Iga zmiatała przeciwniczki jednym backhandem za drugim. wtedy to była taka dziewczyna, która grała jakby każdy punkt to dla niej normalka, a my tylko gapiliśmy się na ten widowiskowy tenis, jakbyśmy widzieli nowy styl futbolu w polskiej lidze — ekscytujący, świeży, i co ważne — widać było, że ona naprawdę lubi to robić. teraz jak się spojrzy na te filmy z tamtych dni, to aż dziw bierze, jak bardzo wszystko się potem potoczyło... ale fajnie było być częścią tej chwili, nawet jak byliśmy tylko gośćmi z trybun, z kubkami w rękach i marzeniami o tym, że kiedyś może nasza reprezentacja zrobi coś podobnego. to był taki początek, który dawał nadzieję, że tenis w polsce jednak ma przyszłość — i nie tylko za sprawą wyników, ale zwyczajnie przez to, jak Iga wtedy grała, jakby pokazywała nam wszystkie możliwe kolory tego sportu naraz.
4 postów
-
✓A swoją drogą, jak się dowiedziałem że Iga zaczyna robić te swoje cudeńka na korcie, to akurat byłem na budowie w Osiedlu Leśnym, stary dobry blok, ciepłe październikowe popołudnie, słońce waliło prosto w twarz i akurat robiliśmy przerwę na piwo z ekipą — no to wysiadłem sobie na chwilkę z hełmem w ręku, bo mi szef poszedł do kibla, i tak sobie walnąłem na szybko transmisję na telefonie, ta niedzielna finałówka warszawska 2020... 😱 I ja pierd... 🔥 naprawdę, jakby mnie coś kopnęło w pierś! Siedzę tam na tej betoniarce, z kubkiem z Żywcem w garści, a tu Iga na ekranie leci taki backhand przez całe boisko, przeciwniczka nawet nie drgnęła, tylko leci na dupie — a ja walę się po kolanie i krzyczę „JAAAAAADDAAAA!” jak jakiś wariat, że mój koleś myślał że dostałem słońcem w łeb! 🤬 I co, nie da się ukryć — to był moment, w którym poczułem, że jednak coś fajnego się dzieje w naszym kraju, nie tylko te wieczne awantury polityczne albo kiepskie autostrady. Iga zagrała tak, jakby nie miała wątpliwości, że każdy punkt należy do niej, jakby tenis dla niej to nie praca, tylko zabawa — i my wszyscy na trybunach, z naszymi kubkami, szalami i marzeniami, byliśmy tego częścią, rozumiesz? 💪 Teraz jak oglądam te powtórki, to aż szkoda gadać... no ale cóż, takie życie, facet — one rosną, my stajemy, i tyle. Ale te wspominki to siara, naprawdę siara... 🔴Na trybunach od dzieciaka.
-
a co powiecie na to, że jak Iga pofrunęła w 2021 na ten swój pierwszy Roland Garros, to akurat wychodziłem z pracy na nocną zmianę w naszej elektrowni przy ulicy Głównej — zero żartów, te same szarości co przez ostatnie dwadzieścia lat, a tu nagle na telefonie wyskakuje alert: "Świątek wygrywa pierwszy wielki szlem!" i ja, z głową nabitą kablami i bez snu, walię się na te majtki przed monitorem w szatni i wołam do kolegi z brygady, żeby przestawił radio na ten mecz — i tak słuchaliśmy całej imprezy na żywo, podczas gdy szef krzyczał, że wolimy pogadać po pracy, a my tylko wali z siebie: "słuchajcie, ona właśnie dostała drugiego seta 6:0, ta biedna Rumunka nawet nie zdążyła oddać piłki!". i wtedy naprawdę poczułem, że ten tenis to już nie jest tylko nasza niedzielna rozgrzewka z piwem na korcie centralnym — że Iga wyleciała stąd, do samego Paryża, i nie tylko wygrała, ale zagrała jak z innej bajki, jakby już wtedy wiedziała, że ma w sobie coś takiego, coś co się nie uczci przez dziesięć lat treningu w akademii. i teraz jak patrzę na tamte chwile, to aż mi się łezka w oku pojawia — bo wiem, że tamtym grudniowym popołudniom na poznańskim AWF-ie nikt by nie powiedział, że ta mała dziewczynka w niebieskich tenisówkach stanie kiedyś tam, gdzie była właśnie wtedy. a my? my stoimy nadal z kubkami po piwie, ale przecież kto wie, może kiedyś któraś z naszych młodziaków z Poznania pójdzie w jej ślady i zrobi coś podobnego — tak na dodatek, że będziemy mogli powiedzieć, że byliśmy tam, kiedy to się zaczęło. 😄
-
A weźcie no to kurcze, bo jakbym nie dodał swojego momentu z tamtej epoki! Akurat byłem akurat w sklepie w Zabrzu, stary market "U Stasia", kupowałem worek ziemniaków bo mama kazała, a tu akurat leci na telewizorze wiadomości sportowe — akurat ten mecz z Antwerpii czy gdzieś tam, 2020, niedziela, final chyba, bo czuliśmy się jak na meczu reprezentacji 😂 No i patrzę, a Iga wali taki bekhend, że przeciwniczka poleciała na kasę ze szczęścia — a ja, trzymając worek ziemniaków jak piłkę tenisową, walę się o półkę z sokami i krzyczę "YEAH, BABECZKO!" 🔥 Zaraz potem pani z obsługi pyta czy wszystko ok, a ja, z ziemniakami walącymi się na podłogę, mówię "przepraszam, to przez tę babkę w żółtej koszulce, ona wygrała!" 😭 I do dzisiaj jak idę do "U Stasia" to pamiętam to uczucie, że ziemniaki to jednak najlepszy sponsoring dla polskiego tenisa — i niech mnie szlag trafi, jeśli któraś z waszych kurew z trybun nie zrozumiała tej metafory 🤣🍿Potrzymaj piwo.