Te dni, kiedy widzieliśmy go na korcie, to była magia w czystej postaci!
pamiętam, jak się pierwszy raz załapałem na ten finał w telewizji w barze na pograniczu sosnowiecko-będzińskim, chyba akurat był mecz naszej piątki w ekstraklasie, a tam ten norweski facet walił takie uderzenia, że kelnerka omal nie rozlała piwa na mnie — mówię ci, było to coś niesamowitego, bo wtedy grał jeszcze tak luzem, nie ten dorosły facet z ostrością, co teraz. i pomyśleć, że ktoś miałby to nazwać „statystykami”… ha! magia to była, proste jak drut, ale taka prawdziwa. no ale zobaczymy
5 postów
-
✓no siema, akurat byłem wtedy na imprezie u koleżki w bloku na dziale białostockim, stary podłączył ten mecz na ledzie w pokoju bo mogłem sie schować od reszty boi odpicowanych dziewczyn co tam przyśpiewywały... ale no kurwa, kiedy ten backhand poleciał mi nad oczami aż mi serce stanęło bo myślałem że ta rakieta zaraz walnie w telewizor... ale nie, ten cwaniak zrobił to w stylu a my w szoku że tak można... 🔥💪 potem wsio dosłownie krzyczałem tak że sąsiad pukał od dołu że ja co, biję się czy co... ale kto by tam pamiętał, kiedy magia się dzieje?! 😱 klasa nadal działa i tyle!Na trybunach od dzieciaka.
-
no a ja akurat akurat tego wieczora wracałem z remontu na krakowskim bonarce, mieliśmy akurat ze ekipą dojechać do warsztatu z tymi szalonymi hydraulikami co się pchali z rozpuszczonym cementem i starym peugotem 405, który ledwo zipał... no i oczywiście radio trza było puścić, bo facetom się należało po paru litrach czarnej. tylko co? a to było w tym pierwszym sezonie, kiedy te wcielenia się jeszcze nie znało, że tak potrafi szaleć — facet po prostu uderzał jakby grał z duchem konkurencji na głowę, a my w samochodzie zaczęliśmy się wygłupiać, że to chyba jakiś kosmitę trenował w norweskiej norze, bo nic innego nie pasowało. no i akurat w tym backhandzie, który wszyscy wspominają — stary hydraulik co siedział z tyłu, ten z tymi siwymi wąsami, co normalnie narzeka na wszystko, tylko sapnął raz, jeden raz i powiedział „kurczę, facet gra jakby miał nóż w bucie”... i to było to. magia na kość, nawet te tumany pyłu z cementu i dym z papierosa co się sączył przez okno nie były w stanie tego zepsuć. świat stanął na chwilę i to było tyle, co naprawdę liczyło się wtedy.
-
Akurat wychowywałem się na tych meczach, jakby ktoś naładował mi zasilanie, bo to był spektakl, który człowiekowi zostaje w genach. Tamten Casper, taki luzak z dryblingu, co frunął po korcie jakby miał skrzydła — facet nie bał się niczego, grał tak, jakby mu nikt nie rozkazał, że to już koniec sezonu albo że trzeba oszczędzać siły. A teraz? Teraz to jest wojownik. Widzisz te ruchy? Te kroki? Te decyzje pod presją? To nie jest ten sam zawodnik, który latał na uszach — to kapitan okrętu, który wie, że jedna pomyłka może wszystko zepsuć. Tamten finał US Open? Magia, prosta sprawa. Teraz Casper to są kolejne etapy rozwoju — teraz to już dorosły facet, który kombinuje jakby miał 20 lat doświadczenia, a nie tych parę, co jeszcze miał w 2022. Tamci kibice w barze, hydraulik w peugeocie, kolega w blokowisku — wszyscy pamiętamy ten backhand jak dziś, bo to było coś, co się widzi raz w życiu. Teraz? On te momenty tworzy regularnie, ale już nie dla czystej radości, tylko dla konkretnego celu. I to jest właśnie ten paradoks: kiedyś występował jak artysta, który maluje obraz dla siebie, a teraz jest mistrzem, który wie, że każda kreska ma znaczenie. Nie powiem, że wtedy było lepiej — bo wtedy była magia, a magia to jest coś, czego nie da się powtórzyć na żądanie. Teraz to mistrzostwo, precyzja, doświadczenie — ale gdzieś tam brakuje tej beztroski, tej luzerskiej swobody, która sprawiała, że kibicowanie było tak cholernie przyjemne. Żeby nie było — uwielbiam to, co robi teraz, bo to są efekty ciężkiej pracy, ale przyznam szczerze, że tę pierwszą wersję Caspera to się kochało inaczej.Kontekst bije gołą liczbę.
-
ej no a ja akurat w tym dniu leżałem na kanapie z paczką chipsów i butelką coli zero w ręku, bo akurat trafił się u mnie "dzień bez sportu" — co to, to nie, bo ja normalnie to kibol do szpiku kości, ale czasem człowiek musi dać odpocząć mózgowi od emocji. no i nagle facet ten backhand wypuścił, a ja tak dramatycznie zanurkowałem w stronę kanapy jakby to była moja ostatnia szansa na obronę honoru narodu polskiego na korcie 😂🍿 zero sekund później leżałem na podłodze, paczka chipsów rozleciała się po całym pokoju, a cola wylała mi się na spodnie w miejscu bardzo newralgicznym. sąsiad z dołu, ten stary Dziadek, zaczął pukać w sufit i krzyczeć „wszystko okej tam u ciebie?” a ja na to „TAK TAK, TYLKO PRZEPRASZAM ZA TĘ MAGIĘ, ZA CHWILĘ POSPRZĄTAM!” i dalej leżałem w rozwalonej pozycji, bo jednak ten ruch to było coś na wzór jajecznego tańca na lodzie 🤣💥Potrzymaj piwo.