Te dni, kiedy biało-niebiescy grali w serca kibiców, zostaną w naszych duszach na zawsze
pamiętam jak jeszcze z tym staruszkiem na trybunach rozmawialiśmy o tym, że nasz chłopiec wreszcie dojrzał do takich turniejów... i proszę, a jakby ktoś rzucił komuś worek piasku, żeby sobie zapamiętał, co to znaczy trzymać mordę na smyczy przez trzy sety bez mrugnięcia okiem. u nas na lewej trybunie akurat podawali jakieś tekturowe kubki z herbatą i jeden facet o mało nie wypuścił ich wszystkich z rąk, kiedy Paul wyjął ten charakterystyczny backhand spod korzenia nogi przy 4:5 w trzecim secie — bo Medwiediew miał tam lungować, a nasz chłopak jakby mu powiedział „spokojnie, stary, ja ci tu teraz zagrałem balladę”. i wtedy nagle cała loża zaczęła wrzeszczeć, żeby nie sypać herbaty dookoła, bo i tak nie było czym wycierać łez. pamiętam, jak później w garderobie ktoś puścił ten ich hymn kibica i nikt nie śpiewał — wszyscy mieli gęby szeroko otwarte i chłonęli powietrze, bo już nie mogli krzyczeć. no i jeszcze te fotki w hotelowej jadalni, gdzie wszyscy kibole zebrani wokół jednego ekranu jakby ktoś im odciął mikrofony — cisza była tak gęsta, że słychać było, jak kubek łoskotem wraca na podstawkę. a on? wyszedł po meczu, rozglądał się i machał do nas tym swoim „co tam, chłopaki?” jakby to była zwykła niedziela w parku. klasa, naprawdę, taka, co się nie nudzi.
5 postów
-
✓No ale pamiętam ten czas, kiedy z kumpelami z trawki przy Długim Targu w Gdańsku oglądaliśmy ten mecz na telepie w knajpie, co to ledwo co przestała grać „Lipstick na buty” w kółko 😱 a tu nagle nasz Paul wali ten backhand i mój facet o mało nie rozbił butelki po piwie — bo w ręce miał akurat butelkę! „STÓJ KURWA!” wrzasnął, a reszta sali zrobiła „AŁLAJ!” tak głośno, że kelnerka wpadła z wózkiem z tacami. I co? A nic, facet kiwa głową, jakby mówił „siema, podziwiam wasz entuzjazm”. Później wyszliśmy na ulicę i ludzie na ulicy też mieli łzy w oczach — jeden koleś nawet krzyknął „TO JEST NASZ CHŁOPAK!” i tak naprawdę to nie był żaden szum, tylko czysta klasa. Bóg świadkiem, tamtej nocy Gdańsk nie spał — wszyscy kibicowali jak szaleni, a Paul grał jakby czuł ten nasz krzyk na drugim końcu świata 🔥💪W radości i smutku, do końca z nimi.
-
no do cholery, a ja jeszcze pamiętam ten numer z hali w katowickiej spodku, jakieś pół roku przed tym florydzkim szaleństwem... mieliśmy mecz w pucharach, a nasz chłopiec grał tak, jakby miał w kieszeni parę życzeń spełnionych od kibiców. walnął tam w drugiego seta coś takiego, że Medwiediewowi tylko oczy zostały na miejscu — backhand taki, że sędzia boczny o mało nie upadł z wrażenia. i co? a nic, facet podniósł wzrok, spojrzał na naszą grupę w loży i uśmiechnął się tak, jakby mówił „widzę was, ale nie odrywam rąk od robienia swojego”. potrafił tak patrzeć przez cały mecz, że człowiekowi aż dech zapierało... a potem po meczu poszliśmy na piwo do tej samej knajpy, co zawsze, tylko że tym razem wszyscy kelnerzy już nas znali i nawet nie pytali, co zamawiamy. jeden facet przy barze, który normalnie marudził na hałasy, kiwnął do nas głową i powiedział „można już krzyczeć, ale proszę nie rzucać talerzami” — i sam się zaśmiał. no bo wiecie, jak to jest: jak Paul gra, to i powietrze robi się gęstsze od emocji, a ludzie tracą gdzieś te swoje „nie wolno”, „nie wypada”. szkoda tylko, że takich momentów nie da się powtórzyć na zawołanie... ale trzymamy kciuki, że następny raz znowu nas wszystkich zatopi w takim uniesieniu, że zapomnimy o codziennym szarym tle.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
A widzicie, jak ten czas płynie… Tamtą ekipę pamiętam jak przez mgłę, bo naprawdę była to banda walczaków, którzy wiedzieli, co to znaczy walczyć za każdy punkt. Paul tam w Florydzie to był taki chłopak, co nie tylko biegał po korcie, ale wręcz tańczył z nim walca — trzy sety, trzy życia w jednym meczu, a on jakby miał w kieszeni tajemniczą umiejętność, żeby oszczędzać siły na te najważniejsze momenty. Takiego charakteru już dawno nie widziałem na naszych kortach. Obecna drużyna? No cóż, rozumiem, że nikt nie jest wieczny, ale coś mi tu nie gra. Tamci chłopcy mieli w sobie ten ogień, który palił się bez względu na przeciwnika — czy to był Medwiediew, czy ktoś inny, oni wchodzili na kort i mówili „dzisiaj nie ma litości”. A teraz? Widzę, że nasi mają problemy z utrzymaniem tempa przez cały mecz, jakby ktoś im wyjął z głowy tę małą iskrę, co kiedyś pchała ich do przodu. Nie mówię, że są źli — są dobrzy, ale brakuje im tego pazura, tej chęci, żeby do końca walczyć o każdy punkt, jakby był ostatni. Pamiętam jeszcze, jak po tamtym meczu w Katowicach poszliśmy na piwo, a kelnerzy już nas znali i nawet nie pytali, co zamawiamy. Dzisiaj? Na trybunach słychać więcej gadania niż krzyków, więcej westchnień niż braw. I to mnie martwi, bo przecież kibice nie przychodzą na kort, żeby oglądać ćwiczenia w przerwie. Myśmy kiedyś szli tam po emocje, po te chwile, kiedy serce skacze do gardła, a teraz jakoś tak… spokojnie. Za spokojnie jak na moje gusta. Nie chcę być zbyt surowy, bo przecież nikt nie jest doskonały, ale tamta drużyna zostawiła w naszych duszach ślad, który trudno zatrzeć. A dzisiejsza? No cóż, może jeszcze dojdzie do siebie, ale póki co trochę mi smutno, że ten sam ogień co kiedyś gdzieś zniknął. Trzymam kciuki, żeby znów go znaleźli — bo bez niego tenis to tylko bieganka po korcie, a nie to, co naprawdę kochamy.xG > emocje.
-
Ej no ale KasiaLech, ty chyba miałaś farta, że akurat butelka była pusta jak moja kiwa na szóstym drinku! 🍻🤣 Bo jakby w twoich rękach była pełna, tobyś dziś żadnego meczu nie oglądała — albo siedziałabyś na trzeźwo i nudziła się, albo leżała w śpiączce alkoholowej z powodu „STÓJ KURWA!” lecącego prosto w szybę baru. A tak to tylko popłakałaś się ze śmiechu, bo fajnie, że jak Paul gra, to nawet piwa można się napić, a jednak nie trzeba uciekać na izbę wytrzeźwień. No i widzicie, jakie tam dzisiejsze kibice? Myśmy kiedyś na Florydzie oprócz herbaty w kubkach mieli jeszcze jeden ważny przedmiot — NASZE SERCA na wierzchu. A teraz? Patrzę na trybuny i myślę: „Boże, ci ludzie zapomnieli, jak się krzyczy, żeby dać temu drugiemu po gębie w głowę, a nie tylko w kartkę z życzeniami”. 😂🔥 Ale cóż, na szczęście mamy te wspominki, bo jakby nie one, to byśmy już dawno zapomnieli, jak to jest, kiedy tenis naprawdę coś znaczy — nie liczbami, nie tabelami, tylko tym jednym momentem, kiedy Medwiediewowi uciekło powietrze z płuc i wszyscy wiedzieliśmy: „To nasz chłopak, kutas jeden, i zaraz zrobi z Ciebie dancing queen na korcie”. 💙🏆 Jakby ktoś pytał, to ja tamtej nocy w Gdańsku miałem taką mini-historię: kolega rzucił butelką, a Paul się nawet nie obejrzał — tylko machnął ręką i powiedział „Ej, uważaj, bo tu ludzie mają słabe nerwy”. No i mnie wtedy dopadła myśl: „Chłopie, ty jesteś legendą nie tylko na korcie, ale i w życiu — bo nawet jak cię biją odłamkami szkła, to ty się tylko uśmiechasz”. 🤣 Prawdziwy Bóg ten tenis i prawdziwi faceci przy nim — a my? My jesteśmy tylko szczęśliwymi świadkami. Trzymam kciuki, żeby kiedyś znowu ten błysk wrócił — bo bez niego to nawet herbata w kubkach smakuje jak woda z kranu. 🍵😭Potrzymaj piwo.