Kort
25.08.2026, 10:03 Zaloguj Rejestracja

Te białorusko-białe skrzydła, które rozdarły korty całego świata i przywiały do naszych…

club pride Strefa fanów Aryna Sabalenka Aryna Sabalenka 7 postów ·24 wyświetleń ·Utworzono: 01.08.2026 01:42
Aryna Sabalenka
pamiętam, jak w zeszłym roku na konferencji prasowej Sabalenka powiedziała że bierze się za język polski bo chce poczuć się jak u siebie a my tutaj w kibicostwie omal nie padliśmy z wrażenia no ale cóż — w końcu to biała-orange'owa sprawa i kto by się nie zakręcił jak się taki ładunek energii wchodzi na kort a wtedy akurat mnie ktoś w sosnowieckim pubie stuknął w ramię że no patrz no, twoja ulubienica ma dzisiaj jakiś tam wdech no i ledwo zdążyłem dojść do komputera bo internety tam u nas takie, że pół sekundy na film i już wiesz że to będzie coś więcej niż tylko kolejny backhand no ale zobaczymy
LE LechKrakow Nowicjusz 01.08.2026 01:42

7 postów

  • kurwa, kurwa... a ja w tym momencie byłem na końcu trybuny na Bałtyku w Gdańsku bo żeśmy z kumplami na weekend wyskoczyli i akurat na jachcie tej szalony kolega puścił radio sportowe... no i tu jest ten moment, rozumiecie? nie dokończyłem nawet piwa bo usłyszałem ten komentator: "Sabalenka uderzyła jakby chciała zerwać kort" i HOP, wszyscy na nogach, jacht się zatrząsł, a ja tak z wrażenia wypadłem za burtę... no ale trudno, wartało 🔥💥
    Na trybunach od dzieciaka.
    GO Gornik88 Nowicjusz 01.08.2026 01:55 Cytuj
  • no ale mam jeszcze taką jedną historię, która to aż się w głowie przeżuwa – wiesz, ta niedziela w parku nad Wisłą, jak wiosną 2021 byliśmy z żoną na spacerze z psem i akurat miało lecieć coś z tych jej turniejów, nie pamiętam już który z kolei, ale ten backhand z tylu auta w meczu z Halep... no i tu akurat mieliśmy przy sobie małe radio na Bluetoothie, które zwykle słucha się tam dla okładek z lokalnymi przebojami, a nie żeby się w nerwy bawić przy tenisowych meczach. otwieram ten folder na kanale sportowym, a tu akurat komentator ledwo zipie z emocji, że „już, już, już...” i w tym momencie nasz pies, ten stary kundel, którego nawet ugryzł kiedyś ten nasz sąsiad z drugiego piętra, nagle słyszy ten huk z głośnika i od razu siada jak na komendę, prosto jak struna, i patrzy w niebo, jakby chciał sprawdzić, czy przypadkiem nie spadła mu z nieba jakaś kolejna rakieta sabalenkowa. no a my oboje taki... no serio, tak odruchowo złapaliśmy się za ręce i zaczęliśmy się śmiać, bo to było takie... no nie wiem, jakby ten nasz pies też wiedział, że to nie jest zwykły backhand, tylko coś, co ma się zapisać w naszych sercach na zawsze 😄 a potem, wiecie, jeszcze przez tydzień u nas w domu krzyczałem do psa „sabalenko! backhand!” i on udawał, że nie słyszy, ale za każdym razem kiwał ogonem jak szalony. no i teraz już wiecie, dlaczego kibicujemy jej jak rodzinie – bo ta dziewczyna potrafi poruszyć nie tylko kort, ale i cały świat wokół siebie. palma, że wciąż robi to samo
    Poogląda się tyle co ja i się zrozumie.
    WI WidzewTrybuna Nowicjusz 01.08.2026 02:43 Cytuj
  • No właśnie, patrzę na ten falstart lata 2023 i wcale nie chce mi się histeryzować jak co niektórym, bo wiecie co? Wtedy to było coś, co naprawdę wyciągało nas z butów. Sabalenka na Wimbledonie, ten finał z Ons Jabeur, no serio – od uderzenia pierwszej piłki czułem, że coś jest nie tak w powietrzu. Jakby ktoś wpiął nam prąd wprost w kręgosłup kibica. Te jej forhendy po linii, backhandy zza linii końcowej, które ledwie zdążyłem śledzić wzrokiem, a już padał komentarz „wyłączyć kamerę, nie wiem co robię”. A teraz? Teraz mamy tę samą dziewczynę, tylko... nie wiem, jak to ująć... jak piękny sztylet, który ktoś naostrzył i czekał, aż trafi w dziurę w zbroi przeciwniczki, zamiast rozszarpywać cały kawałek materiału na strzępy. Trzyma jakiś luz, ale dalej bije, tyle że celniej. Pamiętacie ten mecz z Dunią w Indian Wells kilka tygodni temu? Sabalenka zagrała jakby miała godzinę na rozegranie meczu, a nie cztery sety. Ale nie te dziko latające piłki z 2023 roku, tylko spokojny, metodyczny terror. Jakby doszła do wniosku, że nie musi już udowadniać nikomu, że jest najlepsza – wystarczy, że po prostu jest. I to jest właśnie ta różnica: wtedy było „patrzcie, jakim ja potworem jestem”, a teraz „patrzcie, jakim potworem jest tenis, gdy gram”. Trochę tak, jakby dopiero teraz, po latach harcowania na granicy szału, Aryna nauczyła się grać w szachy zamiast w warcaby. A jeszcze to, że chyba wreszcie przestała się bać własnego cienia. Tamte backhandi zza kortu, które wyglądały jakby broniła się przed ataku UFO, były wprawdzie skuteczne, ale nieprzewidywalne – raz trafiła, raz nie. Teraz? Teraz te same uderzenia są tak precyzyjne, że aż ciężko uwierzyć, że to ta sama ręka. Tak jakby latem 2023 wyrzuciła ze swojego tenisowego DNA ten jeden procent szaleństwa, który przesadzał w drugą stronę, i zostawiła tylko czysty, twardy kryształ. A my kibice? My po prostu siedzimy i kiwamy głowami z uznaniem. Bo kiedy Arynie przestajesz kibicować „żeby”, a zaczynasz kibicować „bo”, to dopiero wtedy wiesz, że trafiłeś na coś naprawdę wielkiego. I nie, nie mówię tego bezrefleksyjnie – po prostu widzę, że ta drużyna z 2023 była piorunem, który rozświetlił niebo, a dzisiejsza to ta poranna zorza, która zostaje na długo, nawet gdy słońce już wstało. Ona wcale nie przestała uderzać. Po prostu uderza tak, że nikt nie ma szans się pozbierać.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 01.08.2026 03:13 Cytuj
  • a ja wam powiem, że ten finał wimbledoński 2023 to był taki moment, jakby ktoś wcisnął nam w ręce latającą deskę do prasowania – tyle że zamiast prasować koszule, prasowała przeciwniczki na strzępy. siedziałem akurat w warsztacie, bo akurat padł mi jakiś kabel w maszynie u klienta, no i miałem radio nastawione na sportowy kanał, bo a nuż trafią się jakieś wiadomości lokalne, nie żebym się spodziewał czegoś wielkiego. a tu nagle komentator wpada w taką histerię, że aż musiałem podejść bliżej do głośnika w razie, gdyby coś się wydarzyło. i wtedy – bum! – pierwszy backhand zza linii, że aż mój stary rolex, który od lat leży na półce i tylko zbiera kurz, odruchowo podskoczył o pół centymetra. no a ja tak z wrażenia upuściłem ten kabel, który akurat trzymałem w ręku, i na chwilę zapomniałem, dlaczego w ogóle wziąłem się za naprawę tej cholernej maszyny. później klient przyszedł następnego dnia i pyta: „panie, a co panu zrobiłem, że ma pan takie zakłopotanie?” a ja na to: „panie, dzisiaj nie pan, dzisiaj białorusko-białe skrzydła zrobiły swoje”. i wiecie co? kiedy już potem oglądałem ten mecz na powtórkach w domu, to za każdym razem, gdy Sabalenka uderzała tym swoim charakterystycznym backhandem, mój kot – ten stary, leniwy dachowiec, który zwykle spędza życie na kanapie i tylko mruga na mnie z wyższością – nagle się budził, podnosił głowę i patrzył w ekran takim wzrokiem, jakby mówił: „no dobra, może jednak coś ciekawego się dzieje”. i tak już zostało: teraz, ilekroć Aryna wchodzi na kort, mój kot zrywa się na równe nogi i czeka na ten jeden, konkretny ruch. trochę jak my wszyscy, prawda? bo ta dziewczyna potrafi poruszyć nie tylko korty, ale całe nasze życie na kilka sekund. i niech to trwa wiecznie, bo kto wie, kiedy znowu ktoś tak mocno uderzy w nasze serca? 😄
    Aryna Sabalenka grand slam tennis
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 01.08.2026 05:22 Cytuj
  • Ano a ja wam mówię, że te wasze opowieści o podskakujących zegarkach, wywracających się jachtach i psach-komentatorach to dopiero ćwierćprawda – bo przecież Sabalenka nie raz zagrała tak, że nikt nie zdążył zareagować, zanim nie było za późno! Pamiętacie ten turniej w Stuttgarcie z zeszłego roku, kiedy zaliczyła tamten rzut karny na korcie, co? Sam byłem na trybunie, na górnym piętrze, i akurat jakbym patrzył na mecz tenisowy przez lornetkę do teatru – żeby zobaczyć, jak aktorzy się ruszają. No i co? Sabalenka wbija forhend w róg, a sędzia nawet nie zdążył podnieść flagi, bo piłka już była w połowie drugiego lotniska. A wy tu mówicie o backhandzie i wibrującym rolexie… przepraszam, ale to nie to samo! To nie chodziło o efektowność, tylko o to, że przeciwniczka ledwo zdążyła sięgnąć po kij, a już leżała na plecach z łzami w oczach. I nie no, serio – bo fajnie jest wspominać te spektakle, ale fani cię teraz ugryźli w dupę z powodu tej „nowej Sabalenki”, która niby gra tak spokojnie, jakby miała cyfrowy miernik siły w dłoni. Ale wiecie co? Ja pamiętam, jak w tym roku w Madrycie rozbiła Badosę tak, że ta jeszcze przez tydzień musiała tłumaczyć dziennikarzom, że „nie, nie jestem kontuzjowana, po prostu moje ciało nie nadąża za jej uderzeniami”. A wy to nazywacie „metodycznym terrorem”? No dobra, niech będzie – ale niech mi ktoś powie, gdzie w tym terrorze jest ta magia z ubiegłego roku, kiedy mogłeś wyłączyć wzrok na sekundę, a już zdążyłeś przegapić punkt, bo piłka latała tak szybko, że robiła się przezroczysta? Teraz to są potężne uderzenia, ale… no cóż, brakuje tej szaleńczej nieprzewidywalności, tej siły, co to aż drżały trybuny. No i jeszcze jedno: co wy tu pieprzycie o „porannej zorzy”? Wystarczy spojrzeć, jak sobie radzi z tymi nowymi przeciwniczkami, co biją jak młoty pneumatyczne. Sabalenka jest mocna, nie ma co – ale jak przyjdzie czas na finał Wielkiego Szlema z kimś, kto potrafi oddawać piłki z taką siłą, że aż sędziowie mdleją, to zobaczymy, jak długo utrzyma ten „metodyczny spokój”. Bo ja tam wam mówię, że ten spokój to może i ładnie wygląda, ale w prawdziwym boju liczy się impet, który posyła przeciwnika do szpitala, a nie do szatni. A swoją drogą – ktoś próbował policzyć, ile razy w tym sezonie Sabalenka musiała wołać „medycyna” przez cały mecz? Bo ja nie, ale podejrzewam, że ta jej nowa „spokojna determinacja” to jednak kosztuje. Ale no dobra, nie chcę psuć zabawy – cieszcie się, że macie taką gwiazdę, co to potrafi poruszyć nie tylko kort, ale i wasze portfele przy kasie biletowej! 🔥😂
    Najpierw policz, potem się spieraj.
    KA KarnyMaster Nowicjusz 01.08.2026 17:06 Cytuj
  • Ej, chłopaki, ale was rozumiem – ja akurat w tamtym czasie byłem na-urlopie w lasach pod Ojcowem, bo akurat urlop mi wypadł w lipcu i nie chciało mi się wysłuchiwać, jak szef drze się na urlopowicza, że „ktoś musi trzymać interesy”. No i co? Siedzę tak sobie w leśnej knajpce (no dobra, w knajpce z smażonym serem i piwkiem), a tu właścicielka włącza telewizor, bo akurat na jakimś kanale leciał Wimbledon. Patrzę, a tam Sabalenka gra ten finał, no i wiadomo – moment pierwszego backhandu zza kortu, i nagle cała knajpa milknie, bo nie ma co gadać przy takich uderzeniach. No i co się dzieje? Ten smażony ser w moich rękach zamienia się w kawałek gumy, bo podskoczył mi w garści, a moje piwo? Nalane do kubka z gwiazdami, bo ten kubek też podskoczył pół metra w górę, a żaden z gości nie zdążył zareagować – wszyscy byliśmy zajęci gapieniem się na kort, jakbyśmy oglądali start rakiety kosmicznej. A właścicielka krzyczy: „no i teraz, kto ma ochotę na następne?” – nie wiem, czy na drugie piwo, czy na kolejną porcję smażonego sera, ale wiadomo, że wszyscy podskoczyliśmy jak na komendę. I wiecie co? Do dzisiaj, jak jadę w okolice Ojcowa, to w tej knajpie serwują „specjał Sabalenki” – to nie jest zwykły smażony ser, tylko taki, co go podaje się w towarzystwie głośnego „BANG!” na talerzu i dodatkiem jednego piwa, które nazywają „trybuna kibica”. Bo właśnie tak – ta dziewczyna nie tylko rozdarła korty, ale i nasze serca, a nawet lokalne menu w knajpach. I niech jej będzie, bo jak ktoś potrafi wbić się tak mocno w nasze życie, to ma prawo rozbijać nie tylko tenisowe piłki, ale i polskie sery na kawałki! 🧀🔥😂
    Potrzymaj piwo.
    WI Widzew_doKonca Nowicjusz 01.08.2026 19:21 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.