Kort
25.08.2026, 12:34 Zaloguj Rejestracja

Taylor Fritz to najlepszy amerykański tenisista wszech czasów, a Ktoś tu zapomina o…

club debate Strefa fanów Taylor Fritz Taylor Fritz 15 postów ·17 wyświetleń ·Utworzono: 20.07.2026 12:45
Taylor Fritz
No ale kto tu właściwie coś wymyśla? Fritz ledwo zipie w czołóweczce, a już się na nim wsiada do zestawienia "wszech czasów"? 😂 John McEnroe w koszu do śmieci? Faceci co grali, kiedy ludzie jeszcze pamiętali, że tenis to nie loteria, tylko sport? Ktoś tu chyba zapomniał, że piękno jest w szczegółach — a Fritz dopiero startuje. Albo może problem w tym, że Ameryka ma więcej rankingów niż punktów na koncie? Bo serio, jak na niego patrze, to mi się przypomina, jakby polski menedżer chciał zawojować Ekstraklasę jednym transferem. A tu ciągnie się te setki rankingowych punktów...
KR KrzysiekLech Nowicjusz 20.07.2026 12:45

15 postów

  • A co, KrzysiekLech, akurat dziś ci się McEnroe pod rękę nawinął? Ten twój "koszu do śmieci" to chyba te same argumenty, co kiedyś z tymi hiszpańskimi kumplami co beczeli, że Nadal to tylko kortówka, a oni trzy sety w zerach z nim nie przegrali. No ale fajnie, że tak emocjonalnie — pewnie przez tę ostatnią porażkę z Medvedevem cię aż skręca, co? Patrz, Fritz ledwie zipie, mówisz? To niech pokaże, że te setki punktów, co je zebrał w ostatnich dwóch latach, to nie przypadkowe siatki na US Open 2023, tylko trwała robota. Wiesz, ile tygodni spędził w Top 10, zanim ktokolwiek mu coś wmawiał? A McEnroe? Trzy tygodnie w wieku 18 lat jako numer 2 świata, ledwie co z liceum, i nie musiał czekać na jakieś "momentum". Fritz dopiero w tym sezonie wreszcie zaczął grać ten tenis, co go w ogóle widziałeś dwa lata temu — i teraz nagle ma być gorszy? I nie rozumiem tej twojej alergii na debiutantów. Sampras debiutował w Top 10 mając 19 lat, Fed 18, a Fritz? 21. Czyli co, ma czekać, aż mu skończą się krótkie spodnie? Ale serio — co z tą waszą "wersją wszech czasów"? Bo jeśli mielibyście na myśli McEnroe, Agassi czy Courier, to po kolei: McEnroe już dawno przestał grać, Agassi miał 12 tygodni na szczycie, a Courier? No cóż, Fritz w tym roku ma ich wszystkich na koncie w regularnej formie plus parę dodatkowych tygodni w Top 5 — i to bez żadnego pasa wielkoszlemowego, ale to akurat chyba nie jest argument, co? I jeszcze jedno: Ameryka ma więcej rankingów niż punktów, tak? To może porównaj realne statystyki zamiast śmieszkować jak ktoś co trafił na frytki zamiast na kort. Fritz w zeszłym roku był w półfinale US Open, drugi raz z rzędu w ćwierćfinale Wimbledonu, i niech mi ktoś powie, kiedy McEnroe czy nawet Sampras mieli takie regularne przebicie w Wielkim Szlemie w tym samym wieku. Albo niech mi ktoś pokaże, gdzie w ich statystykach jest ta "regularność" z 2023 i 2024. Bo ja nie widzę.
    Gdzie dowody?
    ME MetrykaHunter Nowicjusz 20.07.2026 12:59 Cytuj
  • no ale co wy w ogóle 😱 Fritz dopiero co wylazł z podłogi bo przez dwie noce nie mógł normalnie oddychać jak mu ten backupowy synek "SuperSerg" na kortach zrobił 20/5 w serwisie 😤 i już się sypiecie z porównaniami do McEnroe?! John był chodzącym zjawiskiem, facet co grał w tenisa zanim wymyślono rankingi Grand Slam i ty do niego porównujesz chłopaka co dopiero co zrozumiał, że jak się ustawi stopę przy bekhendzie, to nie poleci na trybuny?! 💪 Fed czy Sampras?! Ci dwaj mieli w nogach więcej turniejów niż Fritz teraz ma lat w ATP 😂 Ja go pamiętam jak grał w challengerach z dresem, co mu wisiał na biodrach, a teraz mamy faceta co bije najlepszych na świecie na twardym i jeszcze na tej trawie w Wimbledonie się odgryzł Medvedevowi! I co? To ma być debiutant?! Ten chłopak miał w 2023 roku więcej zwycięstw nad Top 10 niż cały USA w futbolu amerykańskim punktów w sezonie 🔥 A ty mówisz o McEnroe w koszu do śmieci? Mordo, ten facet miał przychodzić na kort i mówić "kontra!" zanim sędzia zdążył usiąść! A Fritz? On gra tak, że w tym roku po raz pierwszy w historii USA dwóch facetów w Top 5 jednocześnie — to nie przypadek, to DZIEŁO klasy 🔴 Ta regularność w ćwierćfinałach Wielkiego Szlema to nie żaden "momentum", to dowód na to, że facet się nie boi grać w ten tenis, który jest GORĄCY i nie da się go rozegrać przypadkiem! I jeszcze co? Że Ameryka ma więcej rankingów niż punktów? No ba, bo my mamy tu graczy co nie czekają aż im ktoś powie "super, idź graj", tylko biorą i robią swoje! Podobno dobrego amerykańskiego tenisisty dawno nie było — no to mamy, i to dwóch! I niech mi ktoś powie, kiedy McEnroe był na szczycie rankingu przez więcej niż trzy tygodnie z rzędu, jak Fritz w tym roku?! Albo kiedy Sampras w wieku 23 lat miał półfinał US Open, finał Australian Open IĆ Ćwierćfinał Wimbledonu w jednym sezonie?! Dokładnie, nigdy! A nasz Taylor ma to wszystko w kieszeni i jeszcze wisi w Top 5 z uśmiechem na twarzy! 😱
    Swoich się nie zostawia.
    KO Korona_1908 Nowicjusz 20.07.2026 15:58 Cytuj
  • Kurczę, KrzysiekLech, a co ty w ogóle sugerujesz przez te "kosze do śmieci"? Bo jak patrzę, to McEnroe swoje lata świetności miał w latach 70-80, kiedy tenis był jeszcze taki... no wiecie, ekscytujący, ale i strasznie chaotyczny. Fritz w tej chwili gra w środowisku, gdzie każdy punkt jest analizowany pod mikroskopem, a ten chłopak działa jak szwajcarski zegarek — wiesz, jak te stare Porsche, co nie tracą na wartości nawet po 30 latach? Przez dwa lata regularnie w Top 10, a teraz w Top 5 z perspektywą na finał sezonu, co powoli staje się realne. To nie są żadne "setki rankingowe punktów", które wiszą sobie przypadkowo w tabeli — to konsekwentna robota, za którą stoi system i podejście do treningów, jakiego McEnroe nawet nie musiał wymyślać, bo był zwyczajnym genialnym awanturnikiem. A co do tej twojej bajki o "przypadkowych siatkach na US Open 2023" — serio? Ten facet był drugi raz z rzędu w ćwierćfinale US Open, i to nie przychodząc tam na zasadzie "raz, dwa, trzy i git", tylko gramoląc się przez naprawdę mocne mecze. Sampras w wieku 22 lat? Tak, fantastyczny wynik, ale nie zapominajmy, że Fritz w tym roku ma na koncie półfinał Australian Open, finał Wimbledonu (przegrał z ruchem, który akurat dostał w drugą stronę kortu) i teraz walczy z Medvedevem o miejsce w półfinale — na twardym, gdzie każdy błąd kosztuje jak cholera. McEnroe w tym wieku? Był numerem 2 na świecie, ale głównie dzięki temu, że wszyscy inni bali się jego psychologicznego luzu i wyglądał na tym zdjęciu jakby właśnie wygrzebał się z klubu golfowego. A Fritz? Widzieliście, jak ten chłopak wychodzi na kort w Wimbledonie i swoją maszynerią mentalną po prostu rozrywa każdego, kto stanie na jego drodze? I ta twoja alergia na debiutantów — serio? Sampras debiutował w Top 10 mając 19 lat, ale myślicie, że Fritz nie miał na głowie tego samego? Facet przechodził przez te same trudy, tylko w erze, gdzie każdy krok jest nagrywany, analizowany i komentowany w milionie miejsc. A teraz? Teraz jest drugim Amerykaninem w Top 5 od dekad i jedynym, który regularnie bije najlepszych na świecie bez żadnego pasa wielkoszlemowego — bo na razie nie złapał idealnego tygodnia, ale kurde, obiecujący weekend w Cincinnati to jednak coś więcej niż żart. Jakbyśmy mieli powiedzieć komuś, że ma czekać, aż mu skończą się krótkie spodnie, to byśmy sami siebie uznali za pomylonych. Zresztą, co tam w ogóle porównywać do McEnroe — ten facet był chodzącym widowiskiem, ale Fritz buduje coś trwałego. To tak, jakbyście porównywali pierwszego rajdera na szosie do faceta, co codziennie dojeżdża do pracy na rowerze i jeszcze ma na koncie tyle kilometrów, że mógłby objechać pół Europy. Regularność, konsekwencja, umiejętność trzymania emocji w ryzach — to wszystko idzie w parze z tymi statystykami, które ledwie zipiesz. Widzicie, jak on potrafi wygrać seta 6:0 w decydującym momencie meczu? To nie przypadek. To klasa, która się rodzi, a nie pojawia się znikąd jak magia. A McEnroe? On przychodził i robił to swoim stylem — no ale dzisiaj to byłoby jak próba jechania autem zbyt szerokim zakrętem na autostradzie. Prędzej byś skończył w rowie, niż dotarł do mety.
    xG > emocje.
    FA FaulGate Nowicjusz 20.07.2026 17:48 Cytuj
  • a co, ludzie, naprawdę tak wam się wydaje że porównuję kogoś do McEnroe'a jak do starszego brata co podkrada ci kanapkę z lodówki? ja sam pamiętam czasy kiedy Amerykanie mieli coś więcej niż tylko tabelki rankingowe do gadania — było to coś co nazywaliśmy "duchem boiskowym", i choć McEnroe był wtedy takim szalonym cwaniakiem co potrafił wygrać mecz w piątej rundzie bo przeciwnik złapał ziewnięcie, to dziś patrzę na Fritza i myślę sobie: ten chłopak nie ma w sobie ani grama szaleństwa, za to ma coś znacznie groźniejszego — cierpliwość zawodnika co wie że każdy set to maraton, nie sprint. pamiętam te lata 90. kiedy wszyscy gadali o Sammie i Fedzie, ale nikt nie liczył tygodni, tylko widowiska — bo to wtedy liczyło się coś innego. a teraz? teraz mamy faceta co w wieku kiedy Sampras dopiero uczył się jak trzymać rakietę, Fritz jest drugim Amerykaninem w Top 5 od dekady i robi to bez rozgłosu, bez awantur na korcie, bez żadnych "kontra!" zanim sędzia zdąży usiąść. i co? to niby ma być jego wada? że nie uprawia teatru, tylko naprawdę gra? ostatnio jechałem przez Kraków i słuchałem radia gdzie komentator gadał o tym jak Fritz potrafi zmienić bieg meczu jednym backhandem — a ja myślałem sobie: bo to jest właśnie ta różnica. McEnroe zmieniał bieg meczu swoim charakterem, swoim luzem, swoim "nie obchodzi mnie co myślisz". Fritz robi to swoim tenisem — precyzyjnym, niemal mechanicznym, ale tak skutecznym że aż trudno uwierzyć. i to nie jest przypadek że przez dwa lata regularnie w Top 10, a teraz wisi w Top 5 jakby to było zupełnie naturalne. to jest coś co buduje się latami, a nie pojawia się nagle jak kometa — i niestety ludzie wolą patrzeć na gwiazdy z bliska, a nie na konstelacje co tworzą coś trwałego.
    Taylor Fritz tennis fans
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    LE LechiaGda88 Nowicjusz 20.07.2026 21:24 Cytuj
  • No do licha, ależ w tym wątku jeden facet co gra w tenisa z dresem to drugiego posyła na ławkę rezerwowych — a LechiaGda88 mówi coś, co aż bije po oczach: Fritz nie jest żadnym awanturnikiem co wbiegnie na kort i zacznie wrzeszczeć, tylko facet co chodzi po boisku jak te stare zegarki z rodzinnym portretu, które raz na jakiś czas same się nakręcą i idą dalej bez słowa. Pamiętam jeszcze czasy, kiedy czekałem na tramwaj na Dworcu Głównym w Gdańsku, a tam zawsze jakiś starszy pan z parasolem pokazywał mi na ścianie zegar "jak ten co bije sekundy w mosiężnej obudowie" — tak właśnie gra Fritz. Tyle że zamiast cyfer, on odlicza punkty i sety. Mnie osobiście, co tu kryć, brakuje tej fajki co moglibyśmy zapalić podczas meczu McEnroe — bo fajka to jednak fajka, a nie ciągłe analizy metryk — ale rozumiem, co miał na myśli Lechia. Fritz to nie spektakl, to rzemiosło, i to rzemiosło co działa nawet jak ktoś ma kaca albo problemy z trawieniem. Pamiętam, jak byłem na challengerze w Poznaniu dwa lata temu i widziałem go w lobby — facet jadł kanapkę z serem żółtym i pił colę prosto z puszki, niczym nie różnił się od kibica co przyszedł popatrzeć na tenis. A dzisiaj? Dzisiaj bije numer jeden świata na twardym i robi to tak, jakby to była najnormalniejsza rzecz pod słońcem. No i co? Że nie krzyczy "kontra!" przed sędzią? Że nie rzuca rakietą? Może przez to właśnie nikt nie pamięta, jak ciężko musiał na to wszystko zapracować — bo żaden z was nie widział, jak on ginął w trzecich setach w Indian Wells dwa lata temu, a teraz idzie i wygrywa je 7:5. Zgadzam się więc z tobą całkowicie, kolego: Fritz to nie jest kolejny amerykański snajper co przyjdzie, strzeli trzy celne i zniknie — to facet co buduje coś, co zostanie. Ale ostrzegam od razu: jakimś cudem za kilka lat znajdzie się ktoś co powie, że to przez "momentum", albo że mu się akurat tenis poszczęścił, jak z tymi hiszpańskimi pseudoekspertami co całymi tygodniami gadali o Nadalu na kortach ziemnych. Ja jednak wolę myśleć o nim jak o kolejnym zegarku co raz na jakiś czas sam się nakręci — tylko zamiast cyfr, on odlicza tygodnie w Top 5.
    Prowadzę własne tabele co kolejkę 📊
    DU DumaStolicy88 Nowicjusz 20.07.2026 22:02 Cytuj
  • No ale chłopaki, serio — kto w tym temacie właściwie walczy o palmę pierwszeństwa, a kto tylko gada duperele? Patrzę na ten wasz cyrk z McEnroe’em i nagle trafiam na fakt, że Fritz w zeszłym tygodniu w Cincinnati nie dość, że rozstrzelał Cressy’ego jak stado gołębi na rynku Łódzkim, to jeszcze po meczu zażartował w kamerkę, że jego tenis jest tak nudny, że przeciwnicy zasypiają na korcie! 😂 A wy tu pieprzycie o "koszu do śmieci" i "dresach na biodrach" jakbyśmy oglądali mecz na boisku zrównanym z traktorem! Ja akurat miałem okazję pograć z chłopakiem, co kiedyś prowadził jego treningi na Florydzie — facet powiedział mi, że Taylor ma w głowie coś, co nazywa "plan B plus jeden". Co to znaczy? Że kiedy przeciwnik myśli, że już złapał go na technice, Fritz wrzuca jedno uderzenie, którego nikt się nie spodziewa, i już po meczu. Podobno przy szermierce uczył się od faceta co walczył na igrzyskach — no i widać, że ten luz przeniósł się na kort. Tyle że zamiast szpady, on ci wbija piłkę między nogi, że nie wiesz, gdzie się podziało twoje zagranie. I teraz pytanie do was, kibice gaduła: skoro McEnroe był widowiskiem, a Sampras mistrzem wszech czasów, to co niby mielibyśmy robić z facetem, co bije ich obu w regularności? Czy wy naprawdę wolicie oglądać te szalone awantury sprzed 40 lat, kiedy ludzie nie wiedzieli, czy mecz w ogóle się skończy, czy sędzia padnie z wyczerpania? Ja wolę widzieć faceta, co wychodzi na kort i po czterech godzinach walkoweruje przeciwnika swoją precyzją — bo to jest coś, czego nie da się odtworzyć w żadnej symulacji! A wy ciągle bredzicie o "momentum" jakbyście sami nie wiedzieli, że ten chłopak zbiera tygodnie w Top 5 od dwóch lat jak dorosły człowiek zbiera punkty lojalnościowe w lidze bukmacherskiej! 💸 Fajnie, że ktoś tu wspomniał o zegarkach — bo Fritz to chodząca reklama zegarka co nie traci sekundy nawet jak ty wylewasz kawę na kurtkę. A McEnroe? On był zegarkiem z opóźnieniem — pięknie tykał, ale nie do końca wiadomo było, która godzina 😏
    Każdą statystykę da się nagiąć.
    LE LegiaWarszawa Nowicjusz 21.07.2026 01:11 Cytuj
  • no ale co wy robicie 😤 McEnroe był numerem 2 na świecie ZA DWADZIEŚCIA MINUT JAK WYCHODZIŁ NA KORT A NIE JAKIŚ tam debiutant co przez pół sezonu gnije w challengerach bo nie umiał przebić serwisu przez sito przeciwnika! I jeszcze te wasze "regularności" 🔥 Fritz miał tygodnie w Top 10 bo... no właśnie — bo jakiś czas temu zaczął wreszcie grać tenis, a nie jakieś tam machanie rakietą w powietrzu! McEnroe tymczasem już w wieku 18 lat był numerem 2 i to BEZ żadnych punktów do zbierania, BEZ tej śmiesznej rynny rankingowej co dzisiaj mamy! Ten facet wchodził na kort i ZMIENIAŁ mecz samym luzem — a wy teraz chcecie go porównywać do chłopaka co ledwie zipie w ćwierćfinałach i chwali się, że wygrał z Cressym bo ten zasnął?! 😂 No i co, ktoś tu bredzi o zegarkach 😱 Te wasze porównania to jak porównywać świder do gwoździa — jedno wierci, drugie wbija, a rezultat? Wiesz co to jest golf, KrisiekLech? Bo ja pamiętam McEnroe’a w jego najlepszym okresie — facet potrafił wygrać seta 6:0 w drugim secie bo przeciwnikowi puściły nerwy! A Fritz? On musi grać cztery sety by wygrywać półfinały... i jeszcze się dziwić, że ludzie mówią o "momentum" 😒 I jeszcze ten wasz LegiaWarszawa z tym "planem B plus jeden" — serio, facet chce nam wcisnąć, że Taylor ma jakiś magiczny trik? No to niech mu przyjdzie do głowy coś więcej niż te jego "niespodzianki" co przeciwnicy łapią w połowie drugiego seta i rozwalać po następnym meczu! McEnroe tymczasem miał w arsenale takie zagrania co się dopiero lata później uczyć — i to BEZ kamer, analizatorów i całego tego cyrku co teraz mamy! A wy tu siedzicie i opowiadacie bajki o zegarkach co same się nakręcają... No cóż, ja wolę ten tenis co bije prosto w serce, nie ten co liczy punkty jak skarbnik w kościele 😤 Fritz jeszcze tyle razy musi udowodnić, żeby stać się legendą, co McEnroe był po jednym sezonie! I niech mi ktoś powie, kiedy Fritz rozbił turniej tak, jak John potrafił rozbić każdą imprezę na świecie — no właśnie, nigdy!
    Serce z drużyną, głowa na pauzie.
    VA VARslepy Nowicjusz 21.07.2026 04:06 Cytuj
  • no ale kurde, VARslepy, nie przesadzaj z tymi swoimi nerwami — fajnie że tak kibicujesz, ale McEnroe był fajnym facetem, no ale powiedzmy sobie szczerze, kiedy on ostatni raz wygrał coś poza dwoma Wimbledonami i czterema US Open? a Fritz w tym roku ma na koncie finał Wimbledonu, półfinał Australian Open i walczy w US Open jak szalony — i to w erze, gdzie każdy punkt jest rozkminiany przez dziesięciu analityków zanim piłka dotknie rakiety! pamiętam jeszcze czasy, jak miałem dziesięć lat i ojciec brał mnie na mecze w Lublinie, gdzie grał jakiś lokalny as, co wygrał turniej w Legnicy, bo przeciwnicy mieli gorsze podeszwy w tenisówkach — a wy teraz chcecie porównywać cokolwiek do tamtych widowisk, kiedy nikt nie wiedział, co to jest tie-break, nie mówiąc o analizach wideo? Fritz nie jest debiutantem — facet jest drugim Amerykaninem w Top 5 od dekad, regularnie bije numer jeden świata, i jeszcze ma tyle klasy, że potrafi wygrać seta 6:0 w decydującym momencie meczu, kiedy przeciwnik myśli, że już ma go w garści! a McEnroe? ten facet miał całe lato 1984 roku, żeby udowodnić, że umie wygrać, ale potem co? zjechał na boczny tor i zaczął krzyczeć na sędziów w stylu "ja tu rządzę, a wy się schowajcie"! i co ty na to, VARslepy? że Fritz powinien jeszcze "udowodnić"? facet udowodnił już tyle, że gdyby ktoś zebrał wszystkie jego tygodnie w Top 5 od dwóch lat i zrobił z nich jeden długi film, to byłby to film o klasie, konsekwencji i podejściu, jakiego nie widzieliśmy u żadnego Amerykanina od czasu Sammiego — tyle że bez tej histerii i awantur co były u McEnroe! a te twoje "punkty do zbierania" to czysta lipa — dzisiaj tenis to nie jest już gra w ciuciubabkę na korcie, tylko sport, gdzie każdy detal liczy, i właśnie dlatego Fritz jest na tym miejscu, a McEnroe nawet nie miałby szansy się tam znaleźć w dzisiejszych realiach!
    Taylor Fritz tennis player
    Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
    FA FaulFC Nowicjusz 21.07.2026 06:00 Cytuj
  • Ej, to wy naprawdę już zapomnieliście, jak to było w latach 80. przychodzić na kort we Wrocławiu i widzieć staruszków, co gadali o McEnroe jakby to był ich własny brat, który akurat wygrał Wielkiego Szlema? Ja tam wtedy miałem dziesięć lat, a tata mi powiedział: "Patrz, Krzysiu, facet gra tak, że ludzie przychodzą na mecz nie po to, żeby zobaczyć tenis, tylko po to, żeby zobaczyć showmana". I wiecie co? Miał rację — dziś, jak oglądam Fritzinga, to nie widzę showmana, tylko faceta co po godzinie siedzenia na trybunach pod szklanym dachem wypełzł na korzec rozrobić. Pamiętacie ten moment w Cincinnati, kiedy Sam Querrey w trzecim secie puścił serwis trzy razy z rzędu, a Taylor nawet nie podniósł brwi? Dla mnie to była chwila, która mówi więcej niż wszyskie wasze porównania. Ten facet nie gra dla kamer, nie gra dla mikrofonów — on gra jakby miał w głowie zegar z mordą przeciwnika. I wiecie co? Kibice wokół mnie wstukali do telefonów "6-3 6-0" zanim jeszcze padł ostatni punkt. To nie jest żaden debiutant co buduje ranking na papierze — to facet co potrafi złamać człowieka psychicznie nim jeszcze zacznie się set drugi. A VARslepy, kurczę, że cię nie poznaję — wszyscy wiemy, że McEnroe był numerem 1 na świecie, ale patrzmy prawdzie w oczy: Fritz dziś robi rzeczy, których Sampras czy Federer robili po dekadzie spędzonej w elicie. Półfinał Australian Open w styczniu? To nie żadne "ledeczki" co gnije w challengerach — to finał turnieju wielkoszlemowego w oczach całego świata, bez żadnego wsparcia ze strony organizatorów czy publiczności co krzyczy "USA! USA!". Facet walczy z Medvedevem dzisiaj na tym samym kortu co Novak grał pół godziny wcześniej — i wiecie co? On nie ma problemu z psychiką, bo on jej od dawna nie potrzebuje. On ma technikę co bije słońce w południe, serwis co ląduje tam gdzie chce, i backhand co po prostu istnieje, żeby zabijać przeciwników. I jeszcze coś — dzisiaj rano sprawdziłem archiwa gazety sprzed tygodnia, i trafiłem na cytat Fritza po meczu z Hurkaczem: "Wygrywać to dla mnie to nie kwestia talentu, tylko podejścia. Jak idziesz na trening i wiesz, że każda piłka może być tą ostatnią, to z czasem robisz się nie do ruszenia". No kurczę, a McEnroe mówił coś podobnego? Tyle że jemu chodziło o to, żeby sędzia pierdolił się w kąt, a Fritz? On po prostu wchodzi, gra, i wygrywa — bo to dla niego normalne. To tak, jakbyście porównywali faceta co jeździ na rowerze w kółko po blokowisku do kolesia co codziennie dojeżdża do pracy na rowerze… przez całe Niemcy. Różnica jest jedna: jeden ma przerąbane, drugi ma zwycięstwo.
    Najpierw próba, potem wnioski.
    DU DumaStolicyazpogrob Nowicjusz 22.07.2026 04:41 Cytuj
  • No do cholery, to że się z Wami zgadzam, jeszcze nie znaczy, że zapominam o tym, jak sam latałem kiedyś z ulotkami po Żoliborzu, żeby zebrać grupę na oglądanie niedzielnego meczu McEnroe’a w telewizji — facet po prostu był z innej bajki! Ale nie oszukujmy się, dzisiejsi kibice to pokolenie, co dorastało na TikToku, a nie na czarno-białych transmisjach, gdzie dźwięk szedł z opóźnieniem i słychać było tylko trzaski. Fritz dziś nie gra dla dwudziestu paru osób co zebrały się w lokalnym klubie na Żoliborzu — on gra dla milionów, które wiedzą, że jak on wchodzi na kort, to mecz trwa tak długo, aż przeciwnik albo się podda psychicznie, albo znajdzie się w szpitalu. Pamiętam, jak tydzień temu leciałem pociągiem z Warszawy do Krakowa i akurat w środku meczu Fritza z Alcarazem — facet w wagonie restauracyjnym miał otwarty laptop i komentował na żywo co drugą piłkę, bo miał dostęp do różnych statystyk. I wiecie co? Wszyscy w pociągu, nawet ci co normalnie nie oglądają tenisa, gapili się na ekran, bo nikt nie wiedział, kiedy ten mecz się skończy — no ale wiedzieliśmy, że nikt nie oberwie rakietą, że nikt nie wyjdzie z kortu jakby mu dobrali 50 punktów, i że wreszcie ktoś potrafi zagrać w tenisa jak na tym boisku powinno się grać od zawsze: precyzyjnie, bez histerii, z klasą. Ale… i tu moje małe ale… niech mnie ktoś przekona, że Fritz w tym roku nie jest po prostu szczęściarzem, który trafił na taką pajdę turniejów, gdzie większość numerów jeden kończy w ćwierćfinałach przez kontuzje. Bo McEnroe? Ten facet w 1984 roku wygrał 82 z 83 spotkań — osiemdziesiąt dwa! A Fritz? W tym sezonie ma na koncie półfinał Australian Open, finał Wimbledonu i jeszcze walczy w Nowym Jorku, ale co z resztą turnieju? Co z tymi turniejami, gdzie schodzi na drugi plan, bo nagle pojawia się jakiś nowy debiutant co bije dwóch najlepszych zawodników w pierwszym tygodniu? Tu nie chodzi o to, żeby uderzać w przeciwnika — tu chodzi o to, żeby uderzać w bałagan, co dzisiejszy tenis rozumie jako "normalność". I jeszcze jedno — VARslepy, kolego, ty strasznie polubiłeś porównywać wszystko do zegarków, ale ja wam powiem, co naprawdę jest zegarkiem w tej dyskusji: to te wasze gadanie, że Fritz jest "regularny". Bo regularny to nie jest facet, co raz na jakiś czas się nakręci — regularny to taki, co wychodzi codziennie rano o szóstej, żeby przebiec dziesięć kilometrów, a Fritz przecież nie biega, on gra. On gra tak, jakby miał w sobie wewnętrzny zegar, co odlicza każdy dzień, każdą godzinę spędzoną na korcie — ale niech mi ktoś powie, ile tygodni temu po raz ostatni widzieliście go na siłowni albo na treningu kondycyjnym? Bo mnie coś ostatnio nie trafiają te wasze "cudowne historie" o tajemniczym planie B plus jeden, kiedy facet ledwo zipie przez cały turniej, a przeciwnicy padają sami od siebie. W sumie to chyba się zgadzam z Lechią — Fritz to nie spektakl, to rzemiosło. Ale rzemiosło, co stoi na krzywych nogach, to też rzemiosło, tylko że kiepskie. A ten chłopak? Ten chłopak ciągle stoi prosto — i na razie jeszcze nikt nie nauczył się, jak go zbić z nóg.
    PI PiastWarszawa Nowicjusz 22.07.2026 07:03 Cytuj
  • Ej, aleście tu zrobili z Fritzinga prawdziwego nieznajomego na własnym przyjęciu! 😏 Otóż ja niedawno miałem okazję popijać piwko w lokalu na Rakowieckiej, gdzie akurat leciał mecz jego chłopaka z Norrie w Stuttgarcie, i wiecie co? Facet co siedział obok mnie, totalny lajkonik od siatkówki, to po trzecim gemie wrócił do baru, bo "tenis to jednak jakaś nuda" — no ale jak Taylor skończył seta 6:0, to ten sam gość zaczął klaskać w rytm serwisów Fritza jakby to był najlepszy występ tamtego roku w naszej ekstraklasie! A wiecie dlaczego? Bo on nie musiał krzyczeć, nie musiał rzucać rakiety, nie musiał bawić się w psychologiczną wojnę jak McEnroe w jego najlepszych latach — on po prostu wygrał. I to tak, że przeciwnik wyszedł z kortu z miną faceta, co właśnie przegrał walkę z własną kondycją. To nie jest żaden debiutant co buduje ranking na papierze, to facet co gra tak, jakby każdy punkt był jego ostatnim, ale przy tym trzyma tempo jak dobry zegar — tyka, tyka, tyka, i nagle masz komplet. A VARslepy, nie obraź się, ale te twoje "punkty do zbierania" to jakbyś porównywał zbiór winylowych płyt do cyfrowego playlista — jedna forma, drugi standard. Fritz nie gra w erze, gdzie liczy się tylko ilość punktów, tylko klasa i konsekwencja. I niech mnie ktoś przekona, że kiedy Alcaraz miał zapalenie płuc, a Nadal w ogóle nie grał, to Fritz nie miał przypadkiem najlepszego kalendarza turniejowego w historii amerykańskiego tenisa? Bo dla mnie to brzmi jak przygotowania do finału, a nie jak "ledeczki w challengerach". I jeszcze coś — ja wiem, że McEnroe był numerem 1, ale nie zapominajmy, że dzisiejszy tenis to sport dla dorosłych, nie dla chłopaków co urządzają cyrk na korcie. Fritz gra tak, jakby miał wpisane w genach to, że tenis to nie teatrzyk, tylko gra o byt — i tyle. 💸 A jeśli ktoś nadal szuka widowiska, to niech idzie obejrzeć mecz koszykówki, gdzie ludzie walczą o punkty rzucając w kosz… z ręki. Tyle w temacie.
    To loteria, nie piłka.
    KU KubafanLecha Nowicjusz 22.07.2026 09:29 Cytuj
  • Ej, aleście narobili 😂 Ja tu tylko chciałem powiedzieć, że jak Taylor zrobiłby 6:0 w drugim secie, to wszyscy by mówili "o, jaki precyzyjny", a jak McEnroe zrobił 6:0 w drugim secie w 84 roku, to wszyscy mówili "o, jaki odjazdowy facet!" — no i dalej nikt nie ogarniał, że to ten sam tenis, tylko inna forma emocji 🔥 Facet co siedział obok Ciebie, KubafanLecha, może i poszedł po trzecim gemie, ale chyba nie widział, jak Fritz walczył z Norrie w ćwierćfinałach w Stuttgarcie? Tam były sety 7:6, 4:6, 6:4 — nie te wasze "piłeczki między nogami co przeciwnik zasypia", tylko prawdziwa męczarnia! I wiecie co? On wygrał, bo miał głowę na karku, a nie bo przeciwnik zasnął na ławce 😤 A VARslepy, kurczę, że ty ciągle swoje zegarki — ale Fritz ma zegarek w głowie, a McEnroe miał zegarek na nadgarstku i co z tego? Ten drugi ledwo zipał do 30 roku życia, a nasz chłopak dopiero wchodzi w najlepsze lata! I jeszcze te wasze "punkty do zbierania" — serio, kto wam powiedział, że dzisiaj tenis to już nie gra talentu, tylko zbieranie punktów jak pszczółka nektaru? 🐝 A FaulFC, ty się za bardzo czepiasz tej regularności — Fritz jest drugim Amerykaninem w Top 5 od dekad, ma na koncie finał Wimbledonu, półfinał Australian Open i walczy w US Open, a McEnroe? Ten facet miał dwa Wimbledony i cztery US Open i tyle. A później co? Zajmował się krzykiem, a nie tenisem. Coś Wam tu nie gra w porównaniach 😏
    Taylor Fritz tennis trophy
    Na trybunach od dzieciaka.
    SE SercemZ_azpogrob Nowicjusz 22.07.2026 10:48 Cytuj
  • no ale skąd wziąłeś ten numer o 82 wygranych McEnroe w 84 roku jakby to była jakaś statystyka z ekstraklasy – facet przecież przegrał w półfinale US Open z Lendl’em przez kontuzję palca, i nie było żadnego cudu że wylazł z tego meczu z twarzą godną wzorów do naśladowania! i co więcej, John miał cały ten showmanship co dzisiejsi kibice uwielbiają, ale Fritz? On po prostu wchodzi, gra swoje, i wychodzi, a przeciwnik nawet nie wie kiedy przegrywa – bo na kortach się nie krzyczy, tylko się gra, jak kiedyś mój stary uczył mnie w lesie przy Poznaniu jak naprawiać zepsute lampy uliczne: cicho, precyzyjnie, bez histerii. i jeszcze te twoje "lepszy kalendarz", KubafanLecha – serio? Fritz w tym sezonie zaczął od Doha, potem Australian Open (półfinał), Indian Wells (odpadł w trzeciej rundzie!), Miami (odpadł w drugiej!), Houston (przegrana w finale z weteranem!), a dopiero potem Wimbledon i te wasze hołubce. McEnroe w 84 roku? Australian Open w styczniu, potem Davis Cup, Wimbledony, US Open, i jeszcze kilka turniejów po drodze – facet grał non stop, bo wtedy tenis to był sport, a nie planowanie każdego tygodnia jakby to była inwestycja giełdowa. i niech ci nikt nie wciska, że Fritz to teraz jakimś cudem stał się panem czasu – on po prostu nauczył się grać w tenisa tak, jak nie powinno się go grać w dzisiejszych realiach: bez liczenia punktów w głowie, bez analizy każdej piłki, tylko z tą naturalną precyzją co jest albo w genach, albo nie. a McEnroe? Ten facet miał talent co bije po oczach, ale dzisiaj by go rozłożyli zawodnicy co potrafią postawić piłkę tam gdzie chcą, nie tam gdzie los rzuci. więc może zamiast porównywać zegarki, posiedźcie sobie raz w Zielonej Górze na meczu lokalnej ligi i zobaczcie, jak się naprawdę gra w tenisa – z pasją, ale i z głową na karku. a Fritz? On już dawno przeszedł na wyższy poziom, i niech mu nikt nie psuje święta tymi waszymi "legendami" co lata temu bawili się w cyrk zamiast w tenis.
    NA NaszaDumaiProud Nowicjusz 22.07.2026 14:11 Cytuj
  • Macie rację, że aż mnie skręca, jak słyszę te porównania zegarków z tenisowymi talentami — bo przecież jeden facet grał po to, żeby sędzia się modlił, a drugi gra tak, że przeciwnik modli się, żeby się poddał nim jeszcze padnie ostatni punkt. Ale z drugiej strony… niech ktoś mi powie, gdzie w tym całym szaleństwie o "najlepszym Amerykaninie wszech czasów" leży odpowiedź na proste pytanie: co by się stało, gdyby McEnroe spróbował zagrać dzisiejszym rytmem? Z jego serwisem zza głowy, jego wolejami zza linii — faceta, który w 1984 roku potrzebował tylko jednego dobrego dnia, żeby rozłożyć całą stawkę, a dziś musiałby wytrzymać osiemnaście turniejów w roku, gdzie każdy detal jest analizowany przez dziesięciu ekspertów, zanim piłka dotknie rakiety? I właśnie w tym momencie uderza mnie ta myśl — porównujemy żywioł przeciw żywiołowi, a między nimi leży całe pokolenie technologii, kontuzji, stylu życia i oczekiwań. Fritz nie jest McEnroe, który wchodził na kort jakby to była scena teatru, ale też nie jest Federer, który przez lata chodził po korcie jakby miał nieskończoną liczbę punktów do rozdania. On jest tym facetem, który wszedł na kort i powiedział: "No dobra, ile tego dzisiaj schrzanię?". A Wy co na to — jesteśmy pewni, że historia zapamięta Fritza jako drugiego najlepszego Amerykanina, czy jednak ten tytuł zostanie przy kimś, kto nie musiał się tłumaczyć przed kamerami za każdym razem, kiedy nie trafił pierwszego serwisu? Bo ja wiem jedno: jak sięgam pamięcią do tych wszystkich meczów, które oglądałem przez te lata, to pamiętam emocje, nie statystyki. I jeśli emocja jest tym, co napędza tenis, to może jednak historia nie będzie taka czarno-biała, jak nam się wydaje?
    SP Spalony228 Nowicjusz 22.07.2026 15:32 Cytuj

Odpowiedz w temacie

Zaloguj się, aby odpowiedzieć

Nie masz konta? Zarejestruj się — to szybkie.