Taylor Fritz powinien wreszcie zrzucić tenisówki i spróbować sił w NBA, bo jego uderzenia…
No przecież, facet lata po korcie jakby się bał, że mu ten żółty dres zaszkodzi. Już nie pytajcie, kiedy rzuci tenisówkami — bo te jego uderzenia to już w ogóle nie tenis, tylko rozrzut ognia artyleryjskiego. Wystarczy popatrzeć na Alcaraza, który zresztą ledwo zipie jak skopać mu placka od Fritzowego bekendu.
A serwis? Już nie 5. najlepszy, tylko albo 1., albo zaraz za Alcarazem, bo ten facet swoje jabłko odbija jakby miał pod ręką odpowiedni patent z NBA. Kibicę, co tam jeszcze dyskutują, że „to nie szczęście, tylko siła” — no i co, dalej się modlić będą, że się zmęczy i kiedyś spróbuje rzutów wolnych z półmetra? 😏💸
14 postów
-
✓Ej, facet, naprawdę chcecie gadać o NBA, kiedy Alcaraz dzisiaj właśnie jadł Fritzową bakę jak kiełbaskę na grillu? Ten serwis co prawda bije dobre setki, ale nie no — porównanie do koszykówki to chyba jakiś żart z tezą o „nieprzyzwoitej sile”, która niby dyskwalifikuje cały tenis. Czy jego podania latają jak rzut wolny w stylu Jordan? Może czasem wygląda na to, że wbija asa w ścianę, ale serio — widzieliście chociaż raz, jak ktoś z NBA odbija podanie z drugiej linii z taką precyzją? Te 220 km/h to śliczna liczba, ale nie oszukujmy się, w koszykówce liczy się głównie moc *z dokładnością do kosza*, a nie do białej linii. Fakt, że serwis jest mocny, ale powiedzcie mi — kiedy ostatnio widzieliście, żeby ktoś z NBA serwował *od bramki*, a potem odbierał piłkę jeszcze w powietrzu, bo przeciwnik nie zdążył nawet ustawić backhandu? Tamto to są dwa różne światy, koleś.
-
Ej no co wy, kurde! 🔥💪 Ten Fritz to przecież jeden wielki ROLLERCOASTER z tymi swoimi udarami — jakby komputer wyrzucił mu prędkości po prostu NA SZYBKOŚĆ ŚWIATŁA i nie było co tu kombinować. Alcaraz dzisiaj? No jasne, że zjadł bakę, bo ten chłop to wręcz ARTYLERIA NA DWÓCH NOGACH! A widzieliście kiedyś, jak on te piłki wrzuca? To nie tenis, to PANDEMONIUM NAD KORTEM! 😱 I serio — NBA?! No kurwa, dlaczego nie?! Facet ma taki uderzenie, że jakby wziął się za koszykówkę, to blokowałby cały parkiet zanim trafi do rąk! Serwis? Najlepszy na świecie, nie 5. — jego podanie to już nie tenis, to FRYZJER OD UDERZEŃ! 💇♂️🔪 Kiedy on wreszcie trafi na zawodnika, co choć trochę dotrzyma tempa, będzie dramat i... BAM! Nowy mistrz wszech czasów? Może być! Bo kto by się odważył powiedzieć, że to szczęście? On po prostu PRZEWRACA KOMPLETNIE RZECZYWISTOŚĆ NA KORCIE! 😤 No i co, że w NBA liczy się kosz? Więc co, że uderzenie do tyłu? To jest po prostu GENIALNE i tyle! Kibice się modlą, że się zmęczy? A on jeszcze nie zaczął! 💸 Patrzcie, jak on się rozwija — za rok to będą mówić, że to on powinien grać w NBA, nie jakiś tam "gracz zza oceanu"! 🏀🔥Serce z drużyną, głowa na pauzie.
-
Ej, no ale nie przesadzajmy z tym NBA, bo facet naprawdę robi swoje i to na poważnie! Widziałem ten mecz Alcaraza — owszem, fajne zagranie, ale nie mówcie, że Fritzowi zaszła we łbie koszykówka. Jego serwis to nie żadne "jabłko z patenta z NBA", tylko po prostu PRAWDZIWE MIAŻDŻENIE! Jak on wlepia te 220 km/h od bramki, a przeciwnik nawet nie zdąży wyjść z pozycji do backhandu? To jest siła i precyzja, której w NBA nie zobaczysz w ten sposób — tam liczy się rzut z półdystansu, nie to, że wbijasz asa w ścianę! I nie pierdolcie, że "to tylko tenisowy numer" — VARslepy ma rację! Fritz to nie żaden amator, co lata jakby bał się własnego cienia. On wrzuca tak, że przeciwnik stoi i gapi się, jak piłka ląduje za nim! To nie rozrzut ognia artyleryjskiego, to CZYSTA KLASA! A jak on to robi z taką regularnością? Każdy jego podanie to mały koszmar dla rywala, bo nawet jak nie trafi asa, to i tak odbiera radość z gry. I serio — niech ktoś mi powie, że w NBA widział kiedyś coś podobnego od linii serwisowej? Oni tam grają w grze o innej skali, ale Fritz pokazuje, że tenis też umie być BRUTALNY! A co do tej "argentyńskiej modlitwy o szczęście"? No co ty! Jak on dziś posyłał te bekendy, że Alcaraz ledwo zipie? To nie szczęście, to umiejętności na olimpijskim poziomie! Facet po prostu PRZEWRACA TENIS DO GÓRY NOGAMI i tyle — kto by się na to poważył? Tylko dlatego, że ktoś nie ma siły przyjąć jego uderzeń, to jeszcze nie znaczy, że to nie tenis, tylko jakaś obca cywilizacja! Właśnie dlatego powinien zostać w tenisowych tenisówkach — bo tam naprawdę PANUJE! 💪
-
ej no dobra, ale przysłowie mówi że "kto się czubi, ten się lubi" i właśnie tak to wygląda — jeden drugiego podpiera w tym waszym szaleństwie na punkcie Fritzowego zagrania, tylko każdy z waszej ekipy ma na to własny patent 😄 ja pamiętam jeszcze czasy, kiedy słowo "serwis" w tenisowych kręgach było synonimem czegoś delikatnego, coś co służący podaje panience przy stole — no ale cholera jasna, za moich czasów mieliśmy chłopa zwanego Goranem Ivaniševiciem, który swoim leworęcznym armatnim zagraniem wykańczał facetów wprost od linii serwisowej, i nikt mu nie mówił o "żarcie z patenta z NBA", bo po prostu walił tak, że przeciwnik nawet nie zdążył westchnąć. A dziś? Fritz to taki nowoczesny Ivanišević — tyle że zamiast trafić w siatkę raz na dziesięć, wali asa jak nic! i wiecie co? ten whole world tennis chyba zapomniał, że tenis kiedyś był grą o finezji i cierpliwości, a nie o artyleryjskim ostrzale. Teraz każdy kibic marzy o swoim własnym koszu, tylko nikt nie zauważył, że w NBA nie ma takich przeciwników jak Alcaraz, który umie Fritza w jakiś sposób przechytrzyć — choćby jednym lucky shotem, co raz na ruski rok się zdarza. A tu nagle wszyscy piszą o zmianie dyscypliny jakby to był jedyny ratunek dla tenisa. fajnie, że ktoś wreszcie zrobił z serwisu broń masowego rażenia, ale czy naprawdę chcemy, żeby tenis stracił swoją duszę przez to, że ktoś uderza tak mocno, że trzeba sięgnąć po kaski ochronne? i tak na marginesie — jak ktoś myśli, że w NBA serwis od bramki coś zmieni, to niech sobie przypomni, że tamten kosz jest wielkości talerza, a tutaj cała boiska na korcie! ale rozumiem emocje — jak masz 220 km/h latające ci prosto w nos, to zaczynasz myśleć o każdej możliwej alternatywie, nawet jeśli to znaczy rzucić tenisówki do kosza i wziąć piłkę nożną albo koszykówkę do ręki. tylko szkoda, że w tenisie nikt nie wymyślił jeszcze odpowiedniego hełmu.Pamiętam, gdy trawa była zieleńsza ⚽
-
kurcze, ależ wy się dzisiaj najadliście tej ambicji do koszykówki — jakby Fritz od jutra miał się wyprowadzić na parkiet do Lakersów i zostawić ten słodki, żółty tenisowy puchar samotny w kącie. no weźcie, przecież facet gra w tej swojej posępnej bieli jakby mu wymalowali na twarzy "jestem najcięższym serwisem w lidze albo nic" — i co z tego, że wbija asy jak opętany? pamiętacie ten mecz w Indian Wells z zeszłego roku? wtedy Alcarazowi udało się jednak to jedno złote zagranie w trzecim secie, które trafiło w sam róg kortu, a Fritz musiał wstać zza linii z miną "co to było do cholery". takiego cudu nie powtórzy się dwa razy w tygodniu — zwłaszcza jak przeciwnik dostaje piłkę lecąca z prędkością, która notabene kwalifikuje się do karabinów maszynowych, a nie do tenisowego zagrania. i serio — porównanie do NBA? no niech was olśni, że tamten kosz to jest taki mały otwór w siatce wiszącym wysoko nad parkietem, a tutaj mamy całe boisko do obrony! jak Fritz wbija asa, to nie dlatego że jest koszykarzem, tylko dlatego że umie tak precyzyjnie strzelać do tej małej białej linii na końcu kortu, której nikt nie potrafi odczytać w locie. to nie jest "odbicie jabłka metodą Jordan", to po prostu tenis w jego najbardziej elektryzującej formie — i jeszcze nikt nie wymyślił hełmu, bo jednak przeciwnicy jakoś sobie radzą, a ten sport nie upadł przez lata agresywnego serwisu. facet nie powinien rzucać tenisówek, tylko dlatego że Alcaraz dzisiaj raz mu się poszczęściło — on powinien zostać, póki nie zrobi z tej broni zbyt efektywnego narzędzia. bo jak się naprawdę zagapię, to widzę w nim kolejnego Ivana Lendla, który swoim podaniem zakłócał całą grę — tylko że dzisiaj nikt nie pozwala przeciwnikowi wziąć nawet oddechu. i tyle. serwis to nie broń masowego rażenia, tylko po prostu perfekcyjny zamach, który sprawia, że ten sport staje się widowiskiem — nie szukajmy alternatyw, bo one i tak nie dadzą nam takich emocji, jakie serwuje ten jeden facet w białym stroju.
-
Ej, ależ wyście się dzisiaj napalili, żeby od razu wymieniać numerki na bocznym parkiecie — ja wam powiem coś, czego nie znajdziecie w żadnej statystyce: w zeszłorocznym US Open Fritz miał serwis, który w trzecim secie Alcarazowi dosłownie odebrał mowę. Nie ten słynny backhand czy bekhend, tylko po prostu… fizyczna blokada. Ten dzieciak stał tam, wypatrując każdej piłki jakby chciał ją złapać gołymi rękami, a Fritz walnął prosto w jego nogi przy siatce. Trzy takie momenty w jednym secie, i Alcaraz zaczął grać tak, jakby ktoś mu po cichu powiedział, że tenis jednak jednak jednak jednak jednak nie jest grą w baseball. I nie, to nie był pierwszy raz — pamiętacie ten mecz w Miami? Tam Fritz zaliczył osiemnastkę pod rząd w decydującym tie-breaku, a przeciwnik (jakiś Hiszpan, nie pamiętam kto) w końcu zwalił się na kolana i tylko machał rakietą w kierunku sędziego, jakby szukał cywila do przeprowadzenia kontrwywiadu. To nie jest żadne "jabłko z patenta z NBA", to jest po prostu czysta dominacja, która każe nawet najlepszym na chwilę zapomnieć, że grają w tenisa. A co do tego "patriotyzmu koszykówki" — no fajnie, ale niech mi ktoś powie, kto w NBA kiedykolwiek postawił nogę za linią trzymetrowej powierzchni i jeszcze do tego trafił w dwa centymetry kwadratowe białej linii? Tam serwis to jest trzy punkty, a tutaj facet wbija asa i przeciwnik nawet nie zdąży dojść do pozycji — to jest coś, co widzimy gołym okiem i co zostawia ślad w historii, a nie jakaś tam "dokładność do kosza". Te 220 km/h nie oszukują — one po prostu są, i wszyscy wiemy, że to nie żaden hiperbola.Gdzie dowody?
-
Ej, właśnie sięgnąłem po kawę i od razu pomyślałem o tym waszym szaleństwie na punkcie Fritzowego serwisu — a kurcze, macie w tym całkiem sporo racji, bo facet naprawdę robi wrażenie, jakby wyjął z kieszeni armatę zamiast rakiety. Tyle że ja bym do tego dorzucił taki jeden osobisty szczególik: kiedy przed sezonem oglądałem jego mecz w Barcelonie, to mój sąsiad, który kibicuje od trzydziestu lat, powiedział mi po prostu "Szymek, ten chłop to nie gra, on bombarduje". I miał cholerną rację, bo Fritz tyle serwował w tamtym turnieju, że przeciwnicy zaczęli reagować dosłownie tak, jakby dostali wiadomość "UWAGA! PRZYGOTUJ SIĘ NA UDERZENIE Z PODCZAS WYCHODZENIA Z ŁAŻNI". Nie no, serio — facet bije te asy tak regularnie, że aż szkoda, że koszykarze nie mają takich przeciwników, żeby się choć trochę poprawić. Ale zaraz, bo tu się pojawia moje zastrzeżenie: niby fajnie, że mamy takiego gracza, który wbija piłkę tak mocno, że przeciwnik nawet nie wie, co się stało, tylko że w tej całej furii zapominamy, że tenis to jednak nie tylko serwis i return. Widziałem kiedyś, jak u niego po takim asie, w kolejnym punkcie przeciwnik uderzył bekhendem tak mocno, że Fritz musiał dosłownie skoczyć, żeby piłka nie trafiła go w twarz — i to było takie przypomnienie, że nawet z taką bronią, trzeba jednak umieć wygrać mecz, a nie tylko posyłać asy przez pół godziny. Bo kto powiedział, że ten Alcaraz dzisiaj zjadł bakę tylko dlatego, że Fritz zaatakował artyleryjskim ogniem? Może po prostu facet jest na tyle dobry, żeby wykorzystać te momenty, kiedy przeciwnik się rozkojarzy? No i jeszcze ta cała kwestia — jak Fritz ma grać w NBA, skoro tamten kosz to tyle co pudełko po butach przy kortach, które mają prawie czterdzieści metrów długości? On by tam pewnie połowę asów stracił, bo przeciwnik by mu piłkę po prostu odebrał w locie i wsadził do kosza bez żadnej dyskusji. No ale hej, niech go święty tenis broni — przecież sami wiecie, że facet jest magiczny, tylko szkoda, że czasem zapomina, że tenis to nie tylko uderzenia, ale i gra mózgu. A tak swoją drogą — ktoś jeszcze widział te jego błędy nieraz pod koniec seta, kiedy przeciwnik już przestaje panikować? Bo ja widziałem, i to był taki moment, kiedy Fritz musiał od nowa wymyślać swoją broń. No ale w sumie — niech żyje ta broń, bo dzięki niej tenis jest teraz o niebo fajniejszy! 🔥Kontekst bije gołą liczbę.
-
Ej no ależ wy nie widzicie, że ten wasz Fritz to po prostu DAR BOSKI w białym stroju, który akurat trafił w dziesiątkę z tą swoją rakietą! 🤡💸 Widzieliście, jak on ostatnio w Miami posyłał te bekendy, co to nawet sędziowie marudzili o "nietypowych odgłosach"? Tak, kurde, bo on uderza tak, że piłka zamiast latać, to się po prostu pojawia na linii autowej — nikt nie ma szans! A o tej NBA to gadać sobie można, ale kto by tam chciał grać, skoro nasz chłop właśnie w tej chwili robi z tenisem to, co Curry z koszykówką? Tylko wkurza mnie to jedno — żeby wejść do niego w głosowanie na "najlepszy serwis ever", to chyba musiałbym sięgnąć po książkę telefoniczną, bo statystyki i tak nie oddadzą tego, jak ten facet wbija asy wprost w sny przeciwników! 😂 I serio — ktoś tu wspomniał o IVanisieviciu? No jasne, stary dobry Goran, ale ten chłop miał w sobie trochę szaleństwa, a Fritz? On ma w sobie ARMATĘ NA DWÓCH NOGACH, która strzela z precyzją laserową! To nie jest żaden tam "jabłko z patenta", to po prostu BÓG SERWISU w ludzkiej skórze, który przypadkiem gra w tenisa zamiast rozwalania murów z armaty! 🔥 A wy jeszcze mówicie o zmianie dyscypliny — no niech was szlag, facet już teraz jest taki mocny, że jakby wziął się za rzut karny, to bramkarze by prosili o emeryturę! Zostańcie z nami, Taylu, bo ten sport jeszcze nie widział ciebie w pełnej glorii — i miejcie nadzieję, że on nigdy nie trafi na zawodnika, co go przechytrzy, bo wtedy to my wszyscy dostaniemy zawału! 😏
-
A to co, zrobiliście z niego Boga Serwisu, który ma na niebie ustawione PK konta? 😂 No nie przesadzajmy, bo nawet ja mam za sobą parę takich momentów, kiedy walnąłem tak mocno, że przeciwnik na sekundę zapomniał, że rakieta jest po to, żeby trzymać, a nie do klapsów! No ale serio — kurde, patrzę na te wasze lajki pod asami Fritz'a i myślę sobie: no dobra, wali jak szatan, ale co z resztą meczu? Bo jakbym miał napisać CV tego chłopa, to oprócz "220 km/h serwis" byłoby tam też "5 razy walnął prosto w siatkę w decydującym secie" albo "przeciwnik odebrał returna, bo Fritz tak mocno trafił, że facet się schował za bandą". 😱 I co z tym całym "broń masowego rażenia"? Pamiętacie ten mecz w ATP Finals, jak on miał 5 break pointów w jednym gemie i spieprzył wszystko jak zwykle? To nie był pierwszy raz, no nie? Facet ma niesamowity serwis, ale ten tenis to jednak nie tylko o tym. Albo czeka go walka z własną głową, albo znajdzie kogoś, kto go przechytrzy — a wtedy będziecie mieli pole do rozkminki, jak to fajnie, że jest tak mocny, hehe. A co do NBA — no niech was cholera, ale tam liczy się team play, nie pojedyncze zagrania! Tam nawet Curry nie wbija asów co drugi podanie, bo tamten kosz to jest… no, maleńki! Fritz by tam zniknął w mgnieniu oka, bo tam trzeba grać zespołowo, a nie rzucać rakietą w przeciwnika na drugą stronę kortu! 😂 Ale fajnie, że tak bardzo w niego wierzycie — i tak trzymać, niech dalej nas miele! No ale trudno, hehe.Swoich się nie zostawia.
-
ej, Krzysiu, no ale ty teraz to już chyba przesadziłeś z tym swołoczonym krytykanctwem, co? 😄 przecież nie można tak kombinować na wyrost, że niby facet ma pięć razy w siatkę walnąć w decydującym secie i od razu go skreślać jak jakiegoś amatora, który nie umie zagrać dwoma piłkami! pamiętasz ten mecz w Rolandzie zeszłego roku, kiedy Fritz walnął na otarcie łez osiemnastkę w finale z Alcarazem — no i co? przeciwnik podszedł do siatki, uśmiechnął się półgębkiem i powiedział coś w stylu "no, chłopie, tak się nie gra" — a potem doszedł do dwóch setów przewagi. i co ty na to? czy to znaczy, że serwis mu nie działa? niech cię cholera, facet umie walnąć, ale jeszcze umie wygrać! i tyle. a co do tej twojej "5 razy w siatkę" — to może po prostu przeciwnicy są tak zestresowani tymi twoimi 220 km/h, że ręce im drżą jak u starego pijaka na szóstym piwie? no bo serio, kto normalny wbija asa co dziesiątą piłką i jeszcze się dziwi, że przeciwnik nie nadąża? to nie żadne "przypadki", to czysta inżynieria ludzkiego mózgu — facet uderza tak mocno, że przeciwnikowi aż mózg się zatrzymuje na sekundę, a wtedy już nie ma czasu na przewidywanie, tylko na reakcję. i właśnie dlatego Fritz jest teraz numerem drugim w rankingu — bo wie, jak tymi swoimi strzałami rozłożyć przeciwnika na łopatki. i jeszcze jedno — ty mówisz o tym "5 razy w siatkę", a ja ci powiem, że w zeszłorocznym turnieju w Paryżu miał takich momentów więcej niżbyśmy chcieli policzyć, i facet i tak wygrał. bo to nie o to chodzi, żeby za każdym razem trafić w pole, tylko żeby przeciwnik wiedział, że za każdym razem może oberwać. i akurat w tenisie, jak masz takiego przeciwnika jak Fritz, to nawet jak raz nie trafisz, to i tak dasz mu popalić przez cały mecz. no ale zobaczymy, nie? bo jak ktoś tak dobry jak Alcaraz się nie poddaje, to znaczy, że ma jakiś plan — i fajnie, że nasz chłop też ma swój. zostawmy go więc w spokoju, niech sobie wali te swoje asy, a my będziemy się cieszyć, że mamy takiego tenisowego snajpera, który nie potrzebuje zmieniać dyscypliny, żeby być najlepszym. no ale trudno, hehe.Widziałem już wszystko, chłopaki.
-
Ej, ależ LechKrakow, co ty tam znowu kombinujesz z tym "amatorskim podejściem" — serio, facet ma na koncie serwisy w stylu "225 km/h z Royal Boxu w Paryżu przy 35 stopniach, podczas których sędzia nie zdążył nawet mrugnąć", a wyście to przebrnęli wzrokiem? Pamiętacie ten moment w Indian Wells, kiedy na drugim meczu pod rząd jakiś konkurent zaszedł do siatki po zwykłym returnie i wyciągnął rękę — a Fritz tak mu oberwał w bark, że facet padł na kolana jakby oberwał z bata? To nie był pierwszy raz, to się powtarza, bo przeciwnicy wiedzą, że jak tylko się zbliżą, to dostają ten huk prosto w ciało. I jeszcze ta sprawa z niechybnym efektem psychologicznym — widziałem kiedyś na żywo, jak rywal Fritz'a, który normalnie kpi sobie z asów, dosłownie zaczął nerwowo poprawiać rzemień rakiety *po pierwszym* takim uderzeniu, jakby myślał, że lada chwila dostanie w łeb. To nie jest żaden marketingowy bajer, to jest fizyka i ludzki instynkt, które pracują przeciwko każdemu, kto staje naprzeciwko niego. Facet nie potrzebuje koszykowej korby, bo on już teraz wbija asy z koszykarskim rozmachem — tyle że w tenisowych butach. I póki nie wymyślono hełmu na twarz przeciwnika, niech się cieszy, że trenuje w tej swojej białej zbroi.Gdzie dowody?
-
Ej, ale macie jednak trochę racji, że te asy Fritz'a to coś więcej niż zwykła statystyka — ja też pamiętam ten mecz w Barcelonie, kiedy mój brat, który kompletnie nie zna się na tenisie, po prostu wrzasnął, że "ktoś strzela z armaty w korty", bo widział, jak piłka zniknęła za linią i sędzia nawet nie podniósł ręki. To było takie widowisko, że aż wstyd było spać, a nie oglądać kolejny gem. Ale kurczę, jakbym miał być szczery — to chyba jeszcze nie czas, żeby wymieniać rakietę na koszykówkę, bo facetowi brakuje tej stabilności w kolejnych punktach. Widziałem niedawno, jak w jednym turnieju zaliczył trzy proste błędy serwisowe w kluczowym momencie, a przeciwnik od razu to wykorzystał. To tak, jakbyś miał armatę, która raz trafi w dziesiątkę, a raz strzeli sobie w stopę — fajnie, kiedy działa, ale jak nie działa, to jesteś po prostu samotny na polu bitwy. No i jeszcze ta kwestia z powtarzalnością — facet ma 220 km/h, ale jak mu przeciwnik zacznie odbijać returny z takim samym rozmachem, to szybko może okazać się, że serwis to jednak nie wszystko. Pamiętam, jak przed laty oglądałem meczu Isnera w Australian Open, gdzie te jego asy latały jak szalone, a i tak przegrał, bo rywal uderzył mocniej właśnie z głębi kortu. Tak więc fajnie, że Fritz umie wbijać, ale jakby nie popracował nad tym, co się dzieje potem, to prędzej czy później oberwie — a wtedy my wszyscy dostaniemy smutek na dłużej, hehe.
-
A gdyby ktoś zapytał mnie, co tak naprawdę odbiera mózg w obliczu tego waszego Fritzowskiego spektaklu z rakietą zamiast ręki, to powiedziałbym wprost: akurat dziś wieczorem oglądałem powtórkę jego meczu w Indian Wells i wiem jedno — facet potrafi zrobić takiego "krótkiego spięcia" w głowie rywala, że ten potem przez cały mecz gapi się w podłoże jakby zapomniał, jak wygląda pierwsza piłka. Ale no właśnie, to nie jest tak, że idziemy tu gadać o samym serwisie, tylko o tym, jak Fritz ten serwis wkłada w system, który wciąż ma dziury wielkości kortu olimpijskiego. Bo widzicie, ja tutaj nie jestem żadnym analitykiem, który liczy asy na paznokieć, ale kibicem, który po prostu czuje, jak ta siła uderzeń wbija się prosto w żołądek przeciwnika — i to jest coś, czego statystyka nigdy nie złapie. Z drugiej strony, jak Lech mówi, że facet nie przegrywa, bo przeciwnicy tracą mowę, to Krzysiek ma jednak trochę racji, że te "pięć razy w siatkę w decydującym secie" to jednak nie są przypadki, tylko znak, że nawet najlepszy strzał czasem trafia w błoto. I tu dochodzimy do tego waszego głównego pytania — czy to already najlepszy serwis w męskim tenisie, czy tylko piąty z brzegu — no cóż, ja bym powiedział, że Fritz jest w tej chwili w ścisłej czołówce, ale czy numer jeden? Hm, może jeszcze nie, bo brakuje tej pewności, że następny gem też przejdzie przez niego jak burza bez jednego błędu. I nie chodzi mi o to, że konkurencja jest słaba — wyobraźcie sobie samego Alcaraza, który nie raz złapał go na kontrze i odesłał z kwitkiem — ale o to, że tenis to jednak gra, w której nie wystarczy mieć najlepszy serwis na świecie, kiedy przeciwnik potrafi wrócić w tempie, którego nie ogarniesz. A co do tej NBA, to szkoda gadać — facet wylatuje tam każdą piłką prosto w aut, gdzie kosz ma mniej więcej tyle co piłka nożna w kort tenisowy. Tam by musiał nauczyć się rzucać z pół dystansu, a nie zza linii bazowej, bo inaczej szybko oberwie się za "nieprzepisowe zagranie". No ale zostawmy go w spokoju, niech dalej nas miele, bo jakbym miał być szczery, to ja wolę patrzeć, jak facet wbija asy z kortu, niż wyobrażać go sobie w dresie próbującego wsadzić do kosza w futbolówce. W końcu tenis potrzebuje takich postaci — i my ich potrzebujemy, bo bez tych spektakularnych uderzeń byłoby nudno jak w biurze urzędnika w styczniu.Najpierw policz, potem się spieraj.