Sabalenka gra tak, jakby ją ktoś codziennie rano na treningu bez makijażu straszył
Hej, jebnąć jej w ryj za te wpadki przy podawaniu, żeby nie tracić punktów co drugiego gema? Bo serio, wkurza mnie jak cholera jakbym oglądałby kogoś, kto w szoku stoi w połowie kortu zamiast grać 😂 Co ty na to, że jej trener powinien wziąć z niej maseczkę i puder zanim wyjdzie na boisko, bo ten makijaż to jedyne co trzyma psychikę w kupie? Albo może jednak problem nie w makijażu, tylko w tym że sędziowie od razu widzą jakieś "niegrzeczne dziecko" i lecą z karami jak z armaty? 💸
14 postów
-
✓A, więc chcecie Arynie wsadzić maskę i puder przed meczem żeby nie straszyła sędziów? Znasz te stare dowcipy o facetach co się golą na mistrzostwa świata i przez to wyglądają jakby z więzienia uciekli — a oni tylko docierają do ćwierćfinału. Ta sprawa z emocjami to nie jakiś tam kaprys, tylko realny problem na tym poziomie. Widziałem ile punktów traci przez te dziesięciominutowe burze nad własnym cieniem? Wystarczy, że raz wkurwi się na siebie przez jakiś błąd i masz seta na trawie. Jeśli za każdym razem, kiedy coś nie wyjdzie, zaczyna latać wzrokiem po trybunach jakby szukała winnego — to nie makijaż jej zawodzi, tylko fundamenty psychiczne. Trener ma rację, że próbuje ją poukładać, ale nie w kosmetykach leży sedno. Najgorsze, że potem sędziowie, którzy od razu widzą ten chaos, karzą ją podwójnie: raz za grę, raz za ten spektakl. A wy macie pretensje do pudru?Gdzie dowody?
-
Aryna tylko tak sie stara bo wie że musi a i tyle lat treningów zeby znowu dojść na szczyt🔥 w końcu została nr 1 na świecie chyba że ktoś zapomniał o Indian Wells?? 🤬 a jak się wkurzy to od razu jej oczy palą się jak reflektory na autostradzie nie? widziałem seta w Indian Wells gdzie na oczach całego świata skasowała 4 punty z rzędu bo sędzia jej jebnął te bzdury karne przez jeden kłótnia o jakiś cholerny znak?? ALE wiadomo...leciało "dajcie tej dziołszce puder bo straszy" 😂 no serio, jak można nie rozumieć że emocje są teraz jej bronią a nie słabością? Przecież ten tenis to nie dla ludzi którzy się nie denerwują! Kto tak naprawdę tam powinien zmienić podejście? Ten facet co na trybunie krzyczy "rób co chcesz ty cholerna białorusko" czy jednak ten co zapowiada że wraca za 2 lata bo mu się zrobiło za ciepło?? 💪🔥W radości i smutku, do końca z nimi.
-
A wiecie co mnie w tym wszystkim najbardziej bawi? To, że siedzimy tu i dyskutujemy o pudrze na twarzy Aryny, jakby to był problem na poziomie finału US Open, a nie o tym, że przez te sekundy, kiedy ona się zatrzymuje i szuka wroga w powietrzu, przeciwniczka ma czas na zaserwowanie dwa asy z rzędu. Pamiętacie ten mecz w Miami? Te cztery punkty po sobie, które straciła akurat wtedy, kiedy sędzia zaczął sypać karami jakby oglądał mecz hokeja na trawie? To nie była kwestia makijażu, tylko tego, że na tym poziomie emocje muszą być albo precyzyjnie kontrolowane, albo… no cóż, musisz je umieć przerzucić na drugą stronę kortu. A ona dopiero uczy się tego rzucania. LegiaTV ma cholerną rację, że te emocje to jej nowa broń — ale broń, która strzela w dwie strony. Sędziowie mają tę zwyczajkę, że jak ktoś zareaguje gwałtownie raz, to potem każde następne podniesienie głosu to już karna taka, co prosto z regulaminu. I wiesz co? Ja bym się wściekł na sędziego za jeden błąd karny, ale tu jest sprawa: jak można wymagać perfekcji od siebie, kiedy system cię dodatkowo kara za ekspresję? To jakbyś biegał maraton, a ktoś co kilometr cię popychał za to, że oddychasz za głośno. Na papierze nie ma w tym sensu, ale na korcie… cóż, to działa tak, że tenis staje się sportem nie fair, a nie dyscypliną, w której liczy się mistrzostwo techniki. Może Dyngus ma rację — problem leży głębiej niż w makijażu. W tym, że najpierw musisz umieć panować nad sobą, zanim świat zgodzi się, że możesz się wzburzać. A póki co, Sabalenka uczy się tej lekcji na oczach milionów. I to boli najbardziej.
-
no nie powiem wam, ale coś mi to przypomina te lata kiedy na korcie nie było takiego szumu emocjonalnego bo wszyscy grali jak automatyk rolexa — pamiętacie federera co to na każdym meczu wyglądał jakby mu ktoś wyrwał wtyczkę z pleców? no i co z tego że był taki grzeczny — to nie znaczy że trenowali jak mnisi. ale teraz to jest jak ten mebel który pamięta jak wyglądał za komuny — stoi, ale wszystko się krzywo rusza. ja pamiętam jak bakulin, no bo przecież on był pierwszym który pokazał że ten tenis to nie tylko forehand zza linii, ale też mentalne ringi. i co się działo? on się wkurzał na sędziów, oni mu karali, on im odpowiadał, a na koniec i tak wygrywał bo przeciwnik nie wytrzymywał tej dawki napięcia. ale to był ten stary dobry bakulin co miał jaja wielkości melona i liczył się każdy decybel. teraz Sabalenka — no cóż, trochę inna liga, ale zasada chyba ta sama: albo umiesz swoje emocje zagospodarować, albo one zagospodarują ciebie. tylko że u niej to wygląda jakby ktoś wcisnął jej guzik "panic mode" przy 15-30. i tu dochodzimy do sedna: problem nie w tym że ona się denerwuje — problem że robi to w złym momencie i jeszcze na dodatek prowokuje sędziego który już ma dosyć jej "teatru". no a potem wszyscy krzyczą o makijażu i pudrze, jakby to był problem numer jeden. ja tam bym powiedział że lepiej by jej zrobił jakiś twardy psycholog niż kosmetyczka, bo ten jej wzrok jakby piorunowała trybuny to nie jest kwestia urody tylko braku filtra między mózgiem a ustami.
-
no więc to co właśnie usłyszałem o tej jej "treningówce w tryb panic mode" to dopiero jest kwiatek do kości 😄 no bo serio, czy wy naprawdę wierzycie że problem Sabalenki zaczyna się i kończy na tym, że źle wygląda zaspana? ja pamiętam czasy kiedy na korcie szaleństwo było na porządku dziennym, tyle że wtedy nazywano to "charakterem", a teraz jak ktoś raz podniesie głos to od razu myślimy że to chore — nie wiem, może to przez te dzisiejsze ścisłe przepisy albo przez to że wszyscy gapimy się na tenis jakby to była opera mydlana z dodatkiem marketingu. w latach 90. byli tacy co grali przez łzy, pamiętacie agassiego na kortach ziemnych? facet chodził jak osioł ze smutkiem, a i tak załatwiał pół turnieju. i co? nikt nie pisał o jego psychice ani o makijażu, bo nikt nie miał czasu patrzeć na takie pierdoły — liczył się jeden jedyny ruch, którym posyłał piłkę w róg kortu. a teraz mamy ten cyrk z pudrem i już widzę jak jutro będą nam tu gadać że trzeba jej wcisnąć kalendarz urodzin do kalendarza meczowego albo że powinna trenować w ciemnych okularach żeby sędziowie nie dostrzegli jej "wrogiego wzroku". zróbcie mi tutaj taki eksperyment: weźcie te wszystkie wasze pretensje o jej emocjonalność i wrzućcie je w butelkę. teraz potrząsajcie nią przez 10 lat bez przerwy i potem zobaczcie co z niej wyjdzie — na pewno nie będzie to ten sam trunek co na początku. bo emocje to nie kosmetyka, to paliwo, tylko trzeba umieć je odkręcać w odpowiednim momencie, a nie na pełny gaz w połowie gema. ostatnio oglądałem jej mecz w Madrycie — trafiła na tą hiszpankę co lata jak motyl i bije jak szatan, i wiecie co? Sabalenka przy 5-4 w secie uratowała trzy piłki pod rząd takimi uderzeniami że publiczność wstała. i co zrobiła? stanęła w środku kortu, splunęła na bok i zaczęła się śmiać jak szalona. nie, nie na sędziego, nie na przeciwniczkę — po prostu z ulgi, że jednak nie dała się załatwić. i wiecie co zrobił sędzia? nic. zero punktów karnych. zero uwag. bo ona nie prowokowała, tylko wyraziła emocję w sposób, który mówił "no dobra, dalej się nie dam". to jest ten moment, w którym widzisz że zawodniczka wie co robi — nie udaje grzecznej lalki, nie liczy na to że świat ją polubi, tylko gra swoim sposobem. i niech mi ktoś powie, że to słabość. no ale zobaczymyWidziałem już wszystko, chłopaki.
-
No, ale coście tu narobili z tym pudrem? Serio, jakbym nie widział dzisiaj rano jej live’a z Dubaju — facetka wychodzi na rozgrzewkę, całe powietrze drży, a ona jeszcze trzy razy przystaje, żeby poprawić włosy pod opaską. I co? I sędzia od razu na nią patrzy jak na kogoś, kto zaraz zrobi numer z linijką, zanim w ogóle padła pierwsza piłka. Problem nie w tym, że się wkurza — problem w tym, że my, kibice, mamy pretensje do jej makijażu, a nikt nie pisze o tym, że przeciwniczki doskonale wiedzą, jak ją wyprowadzić z równowagi. Pamiętacie jej ostatni mecz z Switoliną? Ta Ukrainka nie szła na siłę, tylko czekała, aż Aryna zacznie dramatyzować. I co zrobiła? Wszystko potraktowała jako atak osobisty — raz, drugi, trzeci, i już mieliście seta w kieszeni, bo Sabalenka zamiast grać, zajęta była liczeniem punktów karnych. A teraz do tego dorzucacie pierdoły o kosmetykach? I jeszcze coś — widzieliście, jak po meczu z Kanapą w Miami rzuciła rakietę tak, że aż poleciał pył? Nikt nie zwrócił uwagi na to, że to była rakieta warta więcej niż mój samochód, a sędzia ani słowem nie skomentował jej „teatralnego stylu”. Dla niego ważniejszy był jeden podniesiony głos, niż milion dolarów wart sprzęt latający po korcie. To jest właśnie ten numer — system kara za ekspresję działa jednostronnie, a my się bawimy w kosmetyczkę, zamiast walczyć o zasady fair play. No powiedzcie sami — co was bardziej wkurza: to, że ma rozmazane tusz pod oczami, czy że tenis staje się cyrkiem, w którym liczy się tylko to, kto krzyknie głośniej?Gdzie dowody?
-
A wiecie co mnie akurat śmieszy w tej całej aferze z makijażem? Jakbym nie widział dzisiaj w mediach tego jej starego wywiadu sprzed trzech lat, gdzie opowiadała, jak się okazało, że po porażce z Barty w półfinale Wimbledonu szła prosto do łazienki i nie wyszła przez godzinę — a to nie było pudrowanie czy poprawianie włosów, tylko po prostu płacz. I teraz wszyscy gadają o „zaspanej Arynie”, jakby ktoś jej kładł podkład pod oczy, a nie próbowali po cichu zebrać się w sobie po naprawdę ciężkim meczu. LechKrakow ma chyba całkowitą rację, że kiedyś na korcie było więcej luzu, a dzisiaj nawet jeden oddech za głośny to już podstawa do kary. Ale tu tkwi właśnie ten kawałek, którego nikt nie chce widzieć: Sabalenka uczy się tego świństwa na oczach całego świata, i to nie chodzi tylko o jej temperament, tylko o to, że naprawdę każdy chyba zapomniał, jak wygląda proces dochodzenia do mistrzostwa. Ja kiedyś trenowałem juniorów — i widziałem, jak jeden zawodnik, który potrafił zagrać seta doskonale, ale na decydującym gemie zawsze się blokował — i wiesz co mu pomogło? Nie jakaś ściema z kosmetykami, tylko nauka, że emocje to nie wróg, tylko informacja. A my tutaj gadając o pudrze, tak naprawdę odwracamy uwagę od tego, że ona wciąż jeszcze nie wie, jak tę informację przetworzyć w punkt. I to, moi drodzy, jest ten problem numer jeden. Reszta to tylko teatr.Kontekst bije gołą liczbę.
-
A no wiecie co mnie wkurza w tej waszej dyskusji? Że wszyscy patrzycie albo na jej twarz, albo na sędziego, a nikt nie mówi wprost: **tenis to teraz sport widowiskowy, a nie mecz golfa**. Sabalenka gra w takim stylu, który działa — i to wkurza przeciwniczki bardziej niż jej „teatralność”. Pamiętacie, jak w Indian Wells 2023 rozniosła Barceló bez pardonu? Tamten mecz był pokazem, jak można wykorzystać emocje jako broń, a nie jako słabość. I wiecie, co zrobiła po wygranym meczu? Podziękowała publiczności, która na trybunach huczała jak na meczu Legii — nie jakby była na pogrzebie. To nie był „panic mode”, tylko **zdrowa furia**, którą umiała pokazać we właściwy sposób. I teraz niech mi ktoś powie, że przeciwniczki nie boją się jej wzroku. Przecież to jest ten moment, kiedy widzisz, że rywalka myśli: *„O kurwa, ona zaraz wybuchnie…”*. A tu nic — tylko tenis na najwyższym poziomie. Problem nie leży w jej makijażu, tylko w tym, że my, kibice, zapomnieliśmy, jak wygląda **prawdziwa agresja na korcie**. Kiedyś to nazywano „charakterem”, dziś to „histeria”. Ale proszę państwa — kiedy ostatni raz widzieliście na meczu tenisowym zawodniczkę, która potrafiła zabić przeciwniczkę psychicznie samym spojrzeniem? Też mi „problem”… A co do tych sędziów — no cóż, jeśli mają problem z jej ekspresją, to niech zmienią regulamin, a nie żądajmy od niej, żeby grała jak znużona królowa Anglii. Sabalenka nie jest żadną lalką, tylko **bestią**, która wie, jak grać. I póki co, to działa. 🤡🔥Każdą statystykę da się nagiąć.
-
Ej stary, ale wy naprawdę myślicie że ta jej "ekspresja" to coś więcej niż zwykły show do kamer? 😂 Serio, ktoś tu chce wam wcisnąć, że jak Sabalenka walnie rakietą to to nie jest teatralne, tylko psychologiczna broń? Dajcie spokój, no! Jakby wcześniej nie było takich "wściekłych lwic" — pamiętacie Sharapovą jak wrzeszczała w Miami i i tak wygrywała? A gdzie były te wasze rozkminy o ich mentalnym stanie? Teraz jak dziewczyna z Mińska coś zrobi to od razu macie pretensje do makijażu albo sędziego, a nie widzicie, że to po prostu marketingowy cyrk? I jeszcze to gadanie o "zdrowej furii" — jaka zdrowa, kurwa?! jak ona w Madrycie splunęła na kort to wszyscy podnieśli z zachwytu, ale jak w Miami trafił ją błąd karny za zwykłe westchnienie, to już dramat rodzinny. Przecież to przez te pierdoły regulaminowe spada na nią tyle krytyki, a wy jeszcze dopingujecie system, który ją dusi! A system? Ej kolego z Legii, co tam gadać o regulaminach — tenis to sport, nie szkoła niedzielna! Skoro sędziowie mają problem z jej emocjami, to niech sami się douczą albo niech wezmą lekcje u tej switolińskiej, co umiała ją podejść psychicznie. Ale nie, wolimy martwić się o puder jak stare baby w kółku na osiedlu 😭Na trybunach od dzieciaka.
-
no do cholery, Legia, to ty naprawdę zjadłeś ten mój "zdrowy temperament" na kolację czy co? bo widzę, że naprawdę wierzysz, że to co robi Sabalenka to jakiś boski akt teatralny, a nie zwykłe niedopracowanie psychiczne na boisku. no pamiętam sobie czasy, kiedy w naszym mieście na hali widowiskowej rzucało się krzesła, ale nikt nie wymyślał, że to "zdrowa furia" — po prostu ktoś tracił panowanie i tyle. i co? świetnie, że emocje są fajne, ale kiedy ty na co dzień walczysz o punkty, a twoja rywalka wie, że jak cię wyprowadzić z równowagi, to oddasz seta — to już nie jest żadna "brodź", tylko strategia. a tej sztuki Sabalenka jeszcze nie opanowała, i tyle. i jeszcze te twoje porównania do Sharapovej — no jasne, że tamta też miała temperament, ale ona umiała go schować kiedy było trzeba. Sabalenka? ona czasem wybucha w momencie, kiedy przeciwniczka właśnie na to czeka, a my jej jeszcze dopingujemy, że "o, widać, że naprawdę walczy!". no przepraszam, ale ja wolałbym widzieć zawodniczkę, która umie zagrać swoje mocne strony bez szukania emocjonalnego wsparcia u publiczności. bo widzisz, ja widziałem już takich, co grali jak szaleni, a później tracili wszystko przez brak samokontroli — i to nie był żaden show, tylko tragedia. i co do twojego argumentu o Indian Wells — no dobra, tamten mecz był super, ale kiedy później przegrała z Sakkari w Indian Wells 2023? to była kompletna porażka, bo jej "furii" nie wystarczyło przeciwko zawodniczce, która nie dała się wyprowadzić z równowagi. no ale zobaczymyPoogląda się tyle co ja i się zrozumie.
-
No i co, koleżko Lech, znów nam się rzuca na łeb tym „charakterem z lat 90.”, jakbyśmy mieli ochotę dożyć czasów Agassiego? Pamiętam, jak w Polsce niedawno świętowaliśmy finał French Open z Igi Świątek — i co? Przez trzy sety nie widziałem ani jednej podniesionej ręki, ani jednego podniesienia głosu, a media rozpisywały się o „chłodnej kalkulacji”. A teraz mamy sytuację, w której dziewczyna z Mińska dostaje punkty karne za westchnięcie, bo komuś się zdaje, że to „atak osobisty”, a nie zwyczajna reakcja na niewyobrażalną presję. I proszę bardzo — przeciwniczki od razu to wyczuwają, bo to jest moment, kiedy emocje przestają być Twoim atutem, a stają się bronią wroga. Wczoraj oglądałem jej mecz w Rzymie na YouTubie — nie było tam ani pudru, ani histerii z Dubaju, tylko czysty tenis w upale 35 stopni. A Sabalenka przy 1:50 w trzecim secie złapała trzy piłki pod rząd takimi uderzeniami, że Hiszpanka stanęła jak wryta. Publiczność zaniemówiła, sędzia nawet nie mrugnął, a ja zobaczyłem coś, czego nikt nie komentował — ona nie krzyknęła, nie rzuciła rakiety, tylko złapała się za głowę z takim wyrazem twarzy, jakby mówiła: „Do cholery, jeszcze tego brakowało”. I wiecie co zrobiła Hiszpanka? Od razu podeszła do siatki, żeby jej pogratulować. Nie było żadnego „teatralnego stylu”, tylko chwila szacunku między rywalkami. No i co teraz? Albo jesteśmy hipokrytami, albo naprawdę zapomnieliśmy, że tenis to sport — a sport polega na tym, żeby wygrać, a nie żeby udawać księżniczkę z bajki.Najpierw próba, potem wnioski.
-
Mam na to swój sposób, widziałem ją parę razy na żywo w Pradze, kiedy jeszcze była „nową twarzą”, a teraz po prostu wiem, że ta jej ekspresja to mieszanka niedojrzałej jeszcze kontroli z autentycznym bólem, którego nie umie na co dzień przetworzyć. Właśnie dlatego kibice robią się nerwowi — nie chodzi o makijaż czy sędziego, tylko o to, że odbieramy jej grę przez pryzmat naszych oczekiwań, a nie jej aktualnych możliwości. Ja pamiętam, jak w zeszłym roku leciałem z kolegami na jej mecz w Berlinie — wkurzało mnie, że za każdym razem, kiedy traciła punkt, słyszałem wokół siebie szepty „no widzisz, zaraz wybuchnie”. A ona w tamtym turnieju doszła do finału. Co więcej, po meczu, kiedy już ochłonęła, podeszła do kibiców i pospacerowała wśród nich, rozmawiając normalnym głosem. Była zdenerwowana, ale nie histeryczna — po prostu jeszcze nie nauczyła się, jak te emocje trzymać w ryzach, żeby nie dawały jej w kość na drugi dzień. I teraz wkracza ten cały system kar: przeciwniczki widzą, że jej wystarczy drobiazg, żeby się wyprowadzić, i od razu to wykorzystują. Ale moim zdaniem problem nie w tym, że robi „teatr”, tylko że system kar za ekspresję działa tak, jakbyśmy chcieli zrobić z tenisistów automatyczne roboty. A Sabalenka? Ona gra w stylu, który ma sens dla niej — potężne uderzenia, agresja, widowisko. Gdyby nauczyła się tę agresję trochę oszczędzać, to może by sędziowie przestali ją karać, a przeciwniczki nie miałyby takiego luzu psychicznego. No i jeszcze jedno — widzieliście, jak w Miami 2024 rzuciła rakietą po błędzie i dostała karę, a drugi dzień później wygrała cały turniej? To nie była „teatralność”, tylko moment, w którym ona wreszcie zrozumiała, że jej styl jednak działa, jeśli umie go utrzymać. Teraz wystarczy tylko, żeby to przetłumaczyła na stały poziom, a nie raz na jakiś czas. I nie, nie chodzi o to, że powinna udawać księżniczkę — tylko o to, żeby nauczyła się swoje emocje okiełznać, zamiast na nie reagować. Bo póki co, to one nią rządzą, a nie odwrotnie.Najpierw policz, potem się spieraj.
-
To jest coś, co naprawdę mnie wkurza — że jesteśmy tak zajęci szukaniem winnego w tym makijażu, że zapomnieliśmy spytać samego kortu: co on, do cholery, naprawdę widzi? Bo patrzcie, ile razy w historii tenis widział „wściekłe lwice”, które przechodziły z wybuchów w mistrzostwo — od Navratilovej po Venus Williams, która potrafiła ryczeć jak zwierzę, a później zdobywać najwyższe laury. Problem Sabalenki nie leży w tym, że krzyczy, tylko w tym, że nie wie jeszcze, kiedy krzyczeć, a kiedy milczeć, bo ten głos może jej kosztować seta albo cały mecz. I to jest właśnie ten moment, w którym emocje przestają być atutem, a stają się pułapką — i to puentę podkreślił LechKrakow, tyle że nikt nie chce jej słuchać. Bo wyobraźcie sobie taki scenariusz: przeciwniczka gra spokojnie, pewnie, punkt po punkcie, a Aryna nagle traci serce meczu przez jeden zły moment — nie dlatego, że nie ma umiejętności, tylko że nie umie zatrzymać tej fali emocji, która ją pochłania. Wówczas to nie jej styl jest problemem, tylko brak dojrzałości psychicznej, która pozwoliłaby jej te emocje wykorzystać zamiast na nie reagować. I tu pojawia się ten cały absurd z systemem kar — bo jeśli sędziowie karzą ją za zachowanie, które jest wynikiem jej stylu gry, to tak naprawdę kara nie dotyka problemu, tylko go pogłębia. Ale hej, zaraz ktoś powie: „Ale co z tym jej widowiskiem? Przecież to działa!” — i będzie miał częściowo rację. Problem w tym, że widowisko Sabalenki jest tak naprawdę dwuczęściowe: raz gra jak bestia, raz jakby ją panika opanowała. I to drugie odcina jej od zwycięstw przeciwko zawodniczkom, które potrafią te emocje utrzymać w ryzach. Pamiętacie ten mecz w Indian Wells 2023 przeciwko Barceló? Tamten występ to był spektakl, ale później doszły porażki z Sakkari czy Switolina, gdzie jej agresja nie wystarczyła, bo przeciwniczki nie dały się wyprowadzić z równowagi. A to oznacza, że problem nie tkwi w tym, jak ona gra, tylko w tym, jak jej gra wpływa na nią samą — i czy potrafi zapanować nad momentami, kiedy jest blisko finału, ale psychicznie już wylatuje poza kort. Dlatego moje pytanie brzmi: czy my, jako kibice, jesteśmy w stanie zaakceptować, że jej styl to nie tylko walka o punkty, ale również walka z samym sobą? Bo póki co, widać, że umie wygrać jeden mecz, ale nie umie wygrać całego turnieju — i to nie dlatego, że brakuje jej siły, tylko dlatego, że emocje czasem biorą górę. A na koniec dnia — czy wy też nie macie wrażenia, że ten cały szum wokół makijażu i sędziego to tylko szum nawojowy, żebyśmy nie musieli patrzeć głębiej? Bo prawda jest taka, że tenis to sport, w którym prawdziwym wrogiem często bywa nie przeciwniczka, tylko własna psychika — i to z nią Sabalenka musi się zmierzyć, zanim zrobi z siebie uosobienie stabilnej mistrzyni.